Sąsiedzi 3

Teresa Rudolf

Pan Lesio

Pan Lesio wysiadł z windy i otworzył kluczem bordowe mahoniowe drzwi. Robiły  szczególne wrażenie wśród innych standardowych, czyli, jak mawiał Pan Lesio, “sraczkowatych” drzwi.
Ogólnie mówiąc, sam pan Lesio też odróżniał się znacznie od wszystkich innych mieszkańców kamienicy.
Na przyklad nikt nie mógł rozszyfrować, skąd pochodzą jego perfumy, których zapach był pięknie przeobłędny, a on nigdy nie zdradził ich nazwy i pochodzenia.
Podobnie jak i jego sąsiadki z drugiego piętra, panie Klara i Filomena, z kolei nigdy nie podawały swego wieku.
On oceniał panią Klarę na około 75 lat, a Filomenę bliżej jego pięćdziesiątki, której na ogół nie ukrywał, gdyż uwielbiał, gdy kobiety piszczały z zachwytem:
– Niemożliwe, ależ, ależ, ależ… Pan wygląda taaaaaak młodo!
Wszedł do mieszkania, ściągnął zimowy płaszcz i buty, powinien teraz jak zwykle przywitać się ze swym przemądrzałym, jak mawiał, kotem Salomonem.
Salomon naprawdę był mądry. Znał się na przykład dobrze na zegarze i karał Lesia, gdy ten spóźniał się z zaspokojaniem jego podstawowych potrzeb.
No, a teraz była już 18.30…
Kot jadał zawsze punktualnie o godzinie 18.00. “Oj, oj  dzisiaj będzie kiepściutko”, pomyślał pan Lesio.
Salomon podchodził powoli tygrysim krokiem,  z ogonem sztywno podniesionym do góry,  przyglądając się panu Lesiowi zielonymi, zmrużonymi oczyma.
Lesio kurczył się cały w sobie, “oj, oj , będzie kiepściutko”, powtórzył w myślach.
Kot wbił się pazurami w łydkę Lesia, zawisnął na nogawkach nowych, wysokogatunkowych spodni.
“Muszę z nim iść znowu do wenerytarza, pazury już  za długie”, pomyślał.
Kot wiercił i wiercił w nodze pana Lesia, aż znudzony, odpadł wreszcie na dywan.
Lesio blyskawicznie przyrządzał kocią potrawę zwaną “Gourmet Gold/Lachs” i wzrokiem błagał o przebaczenie.
Kot przyglądał się wszystkiemu swym salomonowym spojrzeniem, po czym spróbował, co mu pan Lesio podał i zdegustowany natychmiast wypluł.
W ten sposób potraktował parę nastepnych puszek Gourmet (wołowina, cielęcina, kurczak), po czym obrażony oddalił się na swoje posłanie.
Pan Lesio zrozpaczony, obawiał się cichych dni, które znał aż za dobrze.
Salomon wtedy nie mruczy,  nie kładzie się w nocy przy jego głowie, nie je i kompletnie go ignoruje.
Pan Lesio czuł się bardzo winny i ze zdziwieniem pomyślał:
“Żadna kobieta nie dała mi rady, a ten robi ze mną chce, kiedyś, ach kiedyś, to byłem lwem, tygrysem dyskotek i prywatek, to były czasy…”, rozmarzył się.
Poczuł, że kot próbuje mu pokazać, kto teraz jest lwem i tygrysem, i wbija mu się znów pazurami w łydķę…
– Salomoooooon, dość już, wygryzłeś mi z życia wszystkie moje kobiety, a teraz wyrywasz mi dziurę w nodze, doooośććć!!!, krzyknął. Po czym pomyślał, że jeśli chodzi o niektóre z tych kobiet, to nie należało mieć pretensji do Salomona, wręcz przeciwnie.
Salomon popatrzył na niego ze zdziwieniem i zrozumieniem, przytulił się do jego wysokogatunkowej nogawki, po czym skierował po kociemu do kolejnej miski Gourmet Gold…
“Noooo”, ze zdziwieniem pomyślał pan Lesio, “wystarczyło, że wykazałem dziś asertywność, jak to bywało kiedyś, i nawet  Salomon mnie nie pobił”.
Usiadł wreszcie na kanapie, wyprostował nogi, a na kolana wskoczył mu mrucząc, przemądrzały jak zwykle Salomon.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.