Peru 3

Joanna Trümner

Z Nazca dalej

Z Nazca ruszamy bardzo wcześnie rano. Nasz kierowca, Daniel, uprzedza nas, że podróż do drugiego co do wielkości miasta Peru, Arequipy, zajmie nam cały dzień. Na dłuższą rozmowę z Danielem nie pozwala nasza znajomość hiszpańskiego, w duchu wściekam się na siebie, że zabrakło mi cierpliwości na dalszą naukę tego języka. Mamy do pokonania prawie 600 km Panamericaną. Pierwsza część podróży jest dosyć monotonna, otacza nas pustynia Atacama, w tej części kraju deszcz spada raz na kilka lat. Czasami monotonię obrazów za oknami samochodu przerywa widok na wzburzony Pacyfik.

Z nudów wczytuję się w ustawione co kilka kilometrów plakaty i hasła wyborcze. Dla kogo te hasła ustawili, przecież tu nikt nie mieszka?”, zastanawiam się mijając kilometry drogi bez żadnych zabudowań (pomijając nieliczne kurze fermy). W październiku w Peru odbędą się wybory komunalne, do których startuje 16 partii. Większość z haseł jest dla nas, Europejczyków absurdem jak np. hasło „Un neuvo gallo por la region” („Nowy kogut dla regionu”) z mało sympatyczną twarzą kandydata jednej z partii lub też plakat, przekonujący wyborcę, że niejaki Hardin jest przyjacielem („Hardin, tu amigo”). Najwięcej kasy na kampanię wyborczą w tym regionie ma Alfredo Zegarra, jego nazwisko jest widoczne nie tylko na plakatach, lecz również na licznych przydrożnych kamieniach i słupach elektrycznych.

Daniel uśmiecha się pod nosem zza kierownicy „Tenemos Hitler tambien” („Mamy też Hitlera”). O tym Hitlerze przebąkowiał też coś nasz przewodnik w Limie, Percy. Nie daje mi to spokoju i jeszcze tego samego wieczoru w hotelu dowiaduję się z internetu, że w wiosce Yungar, w andyjskiej prowincji Carhuaz, w wyborach startuje jako kandydat na burmistrza miasteczka… Hitler Alba. W wywiadach przekonuje, że jest „dobrym Hitlerem”. Dodaje, że w międzyczasie pogodził się z nadanym mu przez ojca imieniem i nie zamierza go zmieniać. W sąsiednim dystrykcie do walki politycznej ruszył … Lenin Vladimir Rodriguez Valverde.

W Peru istnieje obowiązek udziału w wyborach, nie stawienie się przed urną wyborczą ponosi za sobą poważne, zależne od zarobków, konsekwencje finansowe. „Największym złodziejem był Kuczynski”, mówi Daniel w drodze do Arequipy patrząc na przydrożne plakat. Nie chwalę się tym, że Pedro Pablo Kuczyński ma korzenie w Wielkopolsce. To już czwarty prezydent tego państwa uwikłany w korupcję, Peruwiańczycy powoli przestają wierzyć w demokrację i od dawna odnoszą wrażenie, że ich bogate w zasoby naturalne państwo, które mogłoby należeć do przodujących przemysłowo państw świata, jest rozkradane przez polityków.

Po pięciu godzinach w drodze robimy się głodni i prosimy Daniela, żeby się zatrzymał, chcemy podzielić się z nim dużą paczką z suchym prowiantem, którą rano dostaliśmy w hotelu w Nazca. Widać, że i naszemu kierowcy ta przerwa jest na rękę. Wyjmujemy cztery duże plastikowe pojemniki z sałatką, kurczakiem z ryżem, kanapki i owoce. W chwilę później stwierdzamy, że hotel zapomniał nam dać plastikowe sztućce. „Estupendo”, mówię na głos, dumna, że coś jeszcze zostało mi w głowie z nauki hiszpańskiego. I chociaż chciałam powiedzieć coś zupełnie innego („estupendo” znaczy „wspaniale” a ja chciałam powiedzieć „estupido” czyli „idiotycznie”), Daniel jest na tyle inteligentny, że w pierwszym małym miasteczku po drodze zatrzymuje się i kupuje plastikowe sztućce.

Druga połowa drogi to wspinanie się serpentynami w górę („Białe Miasto” Arequipa leży na ponad 2.300 metrów), cieszę się, kiedy zapada zmrok i nie muszę już dłużej oglądać licznych krzyży po drodze i spadzistych, niczym nie zabezpieczonych krawędzi. Do miasta docieramy około siódmej. Po rozlokowaniu się w hotelu, idziemy na główny plac, Plaza de Armas, który o tej porze tętni życiem. Kończymy dzień popijając pisco na balkonie restauracji z widokiem na przepiękną olbrzymią katedrę (cała starówka Arequipy jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO).

Dopiero następnego dnia zobaczę, jaki mamy widok z okna pokoju trzy wulkany w tym jeden czynny – ten czynny to Misti, 5822 m, pozostałe to Chachani 6057 m i Picchu Picchu, 5665 m. Okolice Arequipy często nawiedzane są przez trzęsienia ziemi. Tutaj nasuwają się na siebie w tempie 77 milimetrów rocznie południowoamerykańska płyta tektoniczna z płytą Nazca. Całe Peru jest zresztą miejscem, regularnie nawiedzanym przez trzęsienia ziemi.

Naszą przewodniczką po Białym Mieście jest Gloria. Podczas miesięcznego pobytu w Peru była to jedyna nasza wpadka z przewodnikami, Gloria, podobnie jak wszyscy oprowadzający nas przewodnicy mówiła bardzo dobrym angielskim, ale przez cztery godziny chodzenia z nami po mieście prowadziła z małymi przerwami na powiedzenie nam kilku słów nieustannie rozmowy przez komórkę. Nie wiem, co się w tym dniu stało w jej życiu i przy pożegnaniu widziałam, że zdaje sobie sprawę z tego, że przesadziła z tymi rozmowami, niemniej jednak myślę, że lepiej byłoby zrezygnować z Glorii, pogrzebać w internecie i zwiedzić to przepiękne, stare miasto na własną rękę. Rozstajemy się z nią w klasztorze Świętej Katarzyny, który na szczęście ma własnych przewodników z wyłączonymi komórkami.

Klasztor został zbudowany przez Hiszpanów niedługo po podboju Peru, w 1580 r. i przez wiele lat służył jako szkoła z internatem dla córek z bogatych hiszpańskich rodzin, prowadzona przez siostry zakonne z zakonu im. Św. Katarzyny z Sieny. W tamtych czasach tradycją było, że druga córka lub drugi syn w rodzinie wstępował do klasztoru (pierwsza córka miała zgodnie z tradycją bogato wyjść za mąż, a pierwszy syn zrobić karierę w wojsku).

Santa Catalina przyjmowała do klasztoru wyłącznie kobiety z najbogatszych hiszpańskich rodzin z Arequipy i okolic, które przed wstąpieniem musiały zapłacić „wiano” w wysokości około 2.400 srebrnych monet oraz przynieść ze sobą liczne przedmioty, spisane na specjalnej liście. Zakonnice miały prawo posiadać służbę – po wyposażeniu cel widać, jak były zamożne. W jednej z cel widzę klawesyn.

Klasztor jest przepiękny, bardzo przypomina hiszpańskie miasteczka, których nazwę noszą ulicę w klasztorze. Powierzchnia całego kompleksu przekracza 20 tysięcy metrów kwadratowych znajdują się tu cele zakonnic, kapela, ogród, pralnia, cmentarz, pomieszczenia gospodarcze. Obecnie w klasztorze mieszka kilkanaście sióstr.

Po wizycie w klasztorze mamy wolny czas. Zaglądamy do małego kościoła niedaleko głównego placu (Iglesia La Compania). Oglądamy obraz ostatniej wieczerzy, z którego znany jest kościół. Przed Chrystusem na półmisku leży świnka morska, pozostałe dania to nieznane jeszcze wtedy w Europie chili i ziemniaki. Patrzący nam prosto w oczy Judasz, z którego promieniuje zło, ma twarz Francisca Pizarra.

Cdn.

2 thoughts on “Peru 3”

  1. “…hotel zapomniał nam dać plastikowe sztućce..”.
    I to był problem?
    Podobna niespodzianka spotkała mnie kiedyś podczas zawodów orienteering. Na szczęście moją towarzyszką była młoda Chinka.
    – Nie mamy widelców? To doskonale, użyjemy chop-sticks – pałeczki do jedzenia.
    Poniosła z ziemi kilka cienkich patyczków i po kłopocie. Dodam, że znacznie zdrowsze od plastikowych sztućców i znacznie, znacznie, przyjaźniejsze dla środowiska.
    Widać z tego, że na mapie światowej dominacji Chin są jeszcze białe plamy.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.