Stuart 39

Wasted years been brainwashed by lies
Oh yes, I have, oh, wasted years
I’m talking about wasted years
Oh, I’m not seeing eye to eye
I just can’t see the things I should see
Wasted years, baby

Zmarnowane lata, kłamstwem wyprane z mózgu,
Tak, o tak, zmarnowane lata –
Mówię o zmarnowanych latach
Wciąż jeszcze nie potrafię objąć ich wzrokiem
Zobaczyć tego, co powinno się widzieć
Zmarnowane lata, dziecino

“Wasted Years” Joe Lee Hooker i Van Morrison

Joanna Trümner

Zmarnowany czas

„Co ja tu robię?“, zastanawiał się Brian czekając na  peronie na legendarnego „Ghana”, najsłynniejszy pociąg australijski, z Adelaide do Darwin. Brian przyglądał się pasażerom na peronie, „Wyglądają jak wycieczka z domu starców”, pomyślał w duchu. „Podróż jednym z najstarszych pociągów na świecie ma swoją cenę, młodych na to nie stać. Oni pewnie zwiedzają Australię wynajętym samochodem albo autostopem i śpią w tanich schroniskach albo pod gołym niebiem”.

Obok Briana stanęło starsze małżeństwo z dwiema olbrzymimi walizkami. „Mam nadzieję, że tym razem pamiętałaś o lornetce?”, zwrócił się do żony mężczyzna. „Ostatnim razem zapomniałaś i nie mogłem obserwować ptaków. To był zmarnowany czas, można było równie dobrze zostać w domu.”  „Zrobiłeś mi takie piekło, że tym razem była to pierwsza rzecz,  o której pomyślałam”, odpowiedziała kobieta. „Zamiast marudzić rozejrzyj się lepiej za kimś, kto nam wniesie walizki do przedziału”, dodała z pretensją w głosie. Brian zastanawiał się nad wiekiem tej pary. „On może zbliżać się do osiemdziesiątki, ona jest o parę lat młodsza”, pomyślał w duchu. „Są ze zobą od kilkudziesięciu lat, od wieczności i powiedzieli już sobie wszystko, co ważne. Wszystko, co mają sobie jeszcze do powiedzenia, to pretensje i złośliwości. Ciekawe, jaki ja będę za dziesięć albo piętnaście lat? Może też będę złośliwym starcem – samotnym i niezadowolonym z życia marudą?” Z myśli wyrwał go przyjazd pociągu. Na widok luksusu w przedziale sypialnym humor Briana poprawił się.

Po kilku godzinach podróży zgłodniał i wybrał się na poszukiwanie wagonu restrauracyjnego. Wkrótce potem oglądał z okna zielone wzgórza w okolicach Adelajdy i czekał na zamówiony stek z baraniny. „Czy mogę się przysiąść”, zypytał nieśmiało nieznajomy mężczyzna, którego Brian nie widział wcześniej wśród czekających na peronie. W pół godziny później na stole stała butelka chłodnego bialego wina, a Brian i Phil zatopili się rozmowie. Dla Phila była to podobnie jak dla Briana pierwsza w życiu podróż „Ghanem”. „Do tego luksusu można się przyzwyczaić”, skomentował cierpko i zaczął opowiadać o sobie. Do Ausrtalii przyjechał ponad trzydzieści lat temu z północnej Anglii. Znalazł pracę na uniwersyteckiej bibliotece w Adelajdzie, przez ostatnich dziesięć lat pracy był jej kierownikiem. Przed rokiem przeszedł na emeryturę i postanowił, że dokładnie pozna kontynent, który stał się jego drugim domem.   „Masz rodzinę, dzieci, wnuki?”, zapytał Brian i w tym samym momencie dotało do niego, że to pytanie było nietaktem wobec dopiero co poznanego człowieka. „Jakoś się nie ułożyło”, odpowiedział Phil. Brian przypomniał sobie w duchu dziesiątki razy, kiedy on sam wykręcał się od odpowiedzi na takie pytanie i zmienił temat. „Jestem w Australii od kilku miesięcy i spotkałem tylko dwie osoby, ktśre się tu urodziły. To mi się wydaje nieprawdopodobne. Przecież wszyscy nie mogą się wyprowadzić z naszej Anglii, ktoś musi tam zostać.”- powiedział. „Ja chciałem uciec od skomplikowanej rodzinnej historii”, odpowiedział Phil. „Szczerze mówiąc od obsesji, od krórej się chciałem przez ten wyjazd uwolnić”. Zapadło milczenie. Widać było, że Phil zastanawia się nad tym, czy opowiedzieć Brianowi swoją historię.

„Wyjechałem z Anglii w momencie, kiedy pozornie życie zaczęło mi się układać”, zaczął. „Miałem dobrą pracę na uczelni w Glasgow i powoli zapuszczałem korzenie. Ale nie mogłem sobie poradzić z obsesją szukania ojca. Kiedy byłem dzieckiem, matka nic mi nie chciała powiedzieć, a dziadkowie, u których się wychowywałem, unikali tego tematu jak ognia.  Nieznany ojciec zawsze mi w myślach towarzyszył. Kiedy miałem dwanaście, a może trzynaście lat założyłem zeszyt, w którym zapisywałem wszystko, czego dowiedziałem się o matce, w nadziei, że w ten sposób uda mi się znaleźć Wielkiego Nieznajomego. Nieznajomego, o którym nikt nie chciał ze mną rozmawiać i o którym nic nie wiedziałem. Kartki podzieliłem kreską na dwie części – fakty ważne i mniej ważne. Po stronie „ważne” zapisałem złamanie przez matkę ręki kiedy miała szesnaście lat i była uczennicą szkoły pielęgniarskiej. Wkrótce po zapisaniu tego wydarzenia doszedłem do wniosku, że On musiał być kierowcą karetki, która zawiozła matkę po wypadku do szpitala. Nawet nie wiesz, ile czasu spędziłem na chodzeniu od szpitala do szpitala i wpatrywaniu się w twarze kierowców karetek. O każdym z nich myślałem, że może być moim ojcem. Pamiętam, że kilku z nich nawet zapytałem, czy wieźli przed laty do szpitala młodą dziewczynę ze złamaną ręką.

Kiedy ten trop zawiódł, szukałem innych, latami szukałem swoich rysów twarzy w każdym napotkanym mężczyźnie. Byłem naiwnym głupkiem, opanowanym obsesją. Sam się dziwię, że udało mi się mimo to skończyć szkołę i studia. Dziadkowie przywoływali mnie do porządku: „Daj spokój, to nieważne, kto jest twoim ojcem. Masz nas i mamę.” Może podświadomie zdawałem sobie sprawę z tego, że prawda o tym, skąd się wziąłem, może być straszna. Czułem, że rodzina coś ukrywa. Kiedy miałem piętnaście lat, matka poznała kogoś i wyszła za mąż. Mam brata, a w zasadzie pół-brata, który jest ode mnie o osiemnaście lat młodszy. Po jego urodzeniu zdałem sobie sprawę z tego, że on jest dzieckiem chcianym i kochanym, a ja byłem i jestem jakimś złem koniecznym. Nie narzekam, miałem w miarę normalne dzieciństwo, były uroczyste urodziny, sprawdzanie lekcji, prezenty pod choinką, nigdy nie byłem głodny ale zawsze wiedziałem, że coś jest ze mną nie tak.

Prawdę poznałem dopiero po studiach, babcia zachorowała na raka i zdecydowała się, powiedzieć mi prawdę. Matka została zgwałcona przez nieznajomego mężczyznę w pociągu, którym wracała do domu. Nigdy nie udało się ustalić, kim był ten nieznajomy. Policja rozkładała ręce, a dziadkowie zdecydowali się mną zająć i umożliwić matce skończenie szkoły. W tamtych czasach nikt nie chodził po porady do psychologów, ale teraz z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że matka zachowywała się czasami irracjonalnie – jak ktoś, kto się boi. Pamiętam, że prawie nigdy nie wychodziła z domu po ciemku, nie zamykała drzwi, gdy szła do ubikacji, a do pracy zawsze przywoził i odwoził ją mąż. Po tym, jak dowiedziałem się prawdy, zdałem sobie sprawę z tego, jak dziecinnie okrutne były moje poszukiwania. Byłem zły na siebie i na czas, który poszedł na marne – lata pełne kłamstw i niedopowiedzeń. Bezpowrotnie stracony czas. W dniu trzydziestych urodzin postanowiłem diametralnie zmienić życie i zacząć wszystko od nowa, w innym miejscu, jak najdalej od domu. Przyjechałem do Alelajdy”.

Brian nie zdziwił się. Wiedział, że rzeczy intymne, bardzo osobiste łatwiej jest opowiedzieć osobie zupełnie obcej.

Wkrótce potem na dworze zrobiło się ciemno, Brian wrócił do swojego przedziału i długo myślał o nowo poznanym mężczyźnie i jego poszukiwaniach. Od dawna nie rozmawiał z nikim tak długo i intensywnie. Zdał sobie sprawę, że po raz pierwszy od dawna nie czuł się samotnie. „Dobrze, że zdecydowałem się na tą podróż”, pomyślał i wziął do ręki gazetę ze stolika przy łóżku. Pobieżnie przeczytał wiadomości z pierwszej strony i tytuły artykułów z kolejnych stron: pożary lasów w Wiktorii, tysiące ofiar suszy w Somalii, wyniki gier australijskiego futbolu, napad na sklep jubilerski w Adelajdzie: „Co mnie to wszystko obchodzi? Przecież jestem na urlopie”, pomyślał i już chciał odłożyć gazetę, gdy zatrzymał wzrok na zdjęciu roześmianej, młodej rodziny – rodziców z dwójką dzieci i wielkim labradorem, stojących przed pomalowanym na żółto domem. „Czy są na świecie w ogóle takie naprawdę szczęśliwe rodziny?”, zastanawiał się, przyglądając się reklamie kredytu budowlanego dla młodych małżeństw.

Otrząsnął się i pomyślał, że to chyba najwłaściwszy moment, żeby otworzyć… list. Jego korespondencja najczęściej nie była żadnym zaskoczeniem. Dozorca domu w Anglii raz na miesiąc pakował wszystkie listy do koperty i przysyłał je na pocztę w Sydney. Były to zazwyczaj listy z banku, zaproszenia na wystawy, reklamy, ale tym razem był również tajemniczy list, zaadresowany kobiecym charakterem pisma, list bez nadawcy. Brian przypomniał sobie scenę z jakiegoś kryminału, w której komisarz próbuje po zapachu koperty odgadnąć,  czy list na pewno napisała kobieta. „Co za bzdura!”, pomyślał, ale odłożyć moment otwarcia listu na niekreślone „kiedyś”. Tym razem bez zastanowienia sięgnął po list i otworzył kopertę. Po przeczytaniu pierwszego zdania miał ochotę odłożyć list na bok. „To ja, twoja siostra, Jane, mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętasz”. Brian nie był pewien, czy chce czytać dalej.  Nigdy nie zapomniał o tym, że miał dom, nigdy nie zapomniał o siostrze i rodzicach. W jednej z londyńskich gazet znalazł przed kilkoma laty nekrolog ojca. Nie poszedł na pogrzeb, bał się tego, co mogłoby tam spotkać. Bał się, że mógłby znowu usłyszeć: „Już nie należysz do naszej rodziny”. Takie były przecież ostatnie słowa ojca. Dopiero w kilka dni po pogrzebie poszedł na grób. Położył kwiaty i długo stał, tocząc w myślach decydującą rozmowę z ojcem. Opowiadał mu o trzydziestu latach, które minęły od ich ostatniego spotkania i z każdym słowem rosło w nim poczucie, że nie zmarnował tego czasu. „Przez większą część życia byłem szczęśliwy”, powiedział do siebie wychodząc z cmentarza. Przez wiele dni po tej wizycie zastanawiał się, czy nie popełnił błędu, czy nie trzeba było chociaż raz w ciągu tych trzydziestu lat odezwać się do rodziców lub do siostry, zadzwonić do nich z życzeniami świątecznymi, przejechać się samochodem pod rodzinny dom, zobaczyć, co zmieniło się od dnia jego niedobrowolnej wyprowadzki. Przypomniał sobie pierwsze lata po zerwaniu stosunków z rodziną, ból, jaki odczuwał podczas odwiedzin u rodziny Stuarta w Walton. On sam nigdy nie poznał ani męża ani dzieci swojej siostry, nawet nie wiedział, czy wyszła za mąż i miała dzieci. Był człowiekiem pozbawionym korzeni.  Po chwili zastanowienia Brian wziął ponownie list do ręki.

Cdn.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.