Stuart 19

Joanna Trümner

The book of love is long and boring, no one can lift the damn thing
It’s full of charts and facts, some figures and instructions for dancing
But I, I love it when you read to me.
And you, you can read me anything.

Książka miłości jest długa i nudna, nikt nie potrafi unieść tej cholernej książki
Pełno w niej faktów i tabelek, kilka liczb i instrukcji dotyczących tańca.
Ale ja uwielbiam, kiedy mi ją czytasz
Bo ty, ty możesz mi czytać cokolwiek

 The book of love, Peter Gabriel

Tom

Po tragedii w domu Iana życie zaczęło płynąć codziennym rytmem, Stuart i Meg po pracy wspólnie gotowali obiad albo szli na długie spracery nad morze, do muzeum lub do kina. „Jesteśmy jak stare, zgodne małżeństwo” – komentowała nieraz Meg ich popołudnia i wieczory, spędzane na słuchaniu muzyki, czytaniu albo długich rozmowach, w których im nigdy nie brakowało tematów. Nawiązywali nowe znajomości i przyjaźnie – oprócz Toma do ich mieszkania zaglądali teraz nauczyciele ze szkoły, w której pracował Stuart i koledzy i koleżanki poznane przez Meg w pracy albo podczas wykładów na uniwersytecie. Spotkania kończyły się często późno w nocy i Stuart patrząc na roześmiane grono młodych ludzi myślał o samotności, którą odczuwał w tym mieście jeszcze przed kilkoma miesiącami, o samotności, która dzięki po przyjeździe Meg wydawała się teraz jak zły sen, z którego się przebudził. Na prośbę gości Stuart często brał do ręki gitarę i podczas tych krótkich koncertów dla przyjaciół starał się zwalczyć natrętną myśl, że to będzie być może już do końca jego życia jedyny jego kontakt z muzyką.

Tom zapatrzył się w Sally, koleżankę Meg z pracy w szkole dla dzieci niepełnosprawnych. Ta młoda, filigranowa kobieta prowadziła z uczniami zajęcia manualne. Przyjechała do Sydney z Filipin jako ośmioletnie dziecko, zaadoptowane przez bezdzietne małżeństwo lekarzy. Stuart obserwował rozwijający się na jego oczach romans Toma z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony cieszył się, widząc, że nareszcie przyjaciel przestaje być niemową i dziwakiem, nabiera pewności siebie, jak w jego oczach pojawia się radość i ciepło, z drugiej strony jednak Stuart miał duże wątpliwości, co do przyszłości tego związku. Sally podchodziła do ludzi z dystansem, było w niej coś zimnego i wyrachowanego – może były to urazy z dzieciństwa spędzonego w slumsach Manilii albo zbierane latami kompleksy, może była po prostu złą, wyrachowaną kobietą, dla której w życiu liczyło się tylko to, żeby jej było dobrze.

Stuart wiedział, że Sally zaciągała długi u Toma i obserwował z dezaprobatą, jak na jego oczach flirtuje z innymi mężczyznami. Miał ochotę wziąć przyjaciela na stronę i powiedzieć mu: „Daj sobie z nią spokój, przestań się z nią spotykać, ona cię może tylko zranić i będziesz się potem miesiącami zbierał”.

Równocześnie patrzył na uszczęśliwioną twarz przyjaciela i zastanawiał się, czy mówienie o uprzedzeniach w stosunku do Sally ma jakikolwiek sens: „Przecież on jest zakochany i nieważne, jak bardzo będę starał się go sprowadzić na ziemię, to i tak nic do niego nie dotrze. Gdzie są granice przyjaźni – czy należy być szczerym aż do bólu, otworzyć przyjacielowi oczy na prawdę, a potem, kiedy upadnie, zawiedzie się, a przy tej dziewczynie na pewno upadnie, powiedzieć: „przecież od początku mówiłem, że to się tak skończy”, czy lepiej nie mówić nic, patrzeć na to, jak Tom wielkimi krokami idzie w kierunku ogromnego rozczarowania i po prostu być przy nim, kiedy ten znajdzie się w prawdziwym dołku. Przecież cokolwiek bym mu teraz powiedział na jej temat i tak do niego nie dotrze, a przez tą szczerość mogę go tylko zrazić do siebie”.

Stuartowi przypomniały się miesiące po rozstaniu z Ann, miał przed oczami sceny ze swojego pobytu w Londynie wkrótce po ich rozstaniu – pobytu podczas którego patrząc na miejsca w mieście, które były kiedyś częścią ich wspólnej przeszłości, odczuwał paraliżujący go ból. Ten smutek, żal i samotność, które towarzyszyły mu przez długie miesiące po rozstaniu, z perspektywy dzisiejszego życia i wszystkiego, co wydarzyło później, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie i stały się częścią jego przeszłości – jednym z rodziałów w książce o jego miłościach.

Zdecydował więc, że nie będzie rozmawiał z Tomem na temat Sally, będzie czekał na to, co się jeszcze wydarzy i nie zostawi przyjaciela samego, kiedy będzie go naprawdę potrzebował.

Koncert w kościele

I don’t believe in an interventionist God
But I know, darling, that you do
But if I did I would kneel down and ask Him
Not to intervene when it came to you
Not to touch a hair on your head
To leave you as you are

Nie wierzę w Boga, który interweniuje,
Ale wiem, kochanie, że Ty w niego wierzysz,
Gdybym wierzył, klęknąłbym i poprosił
Żeby niczego w Tobie nie zmieniał
Nie doknął włosa na Twej głowie
Zostawił Cię taką, jaka jesteś

Into my Arms, Nick Cave and The Bad Seeds

W rodzinnym domu Stuarta Bóg nie odgrywał większej roli, zaś kilka lat spędzonych w kościelnym chórze Walton służyły tylko temu, żeby nauczyć się gry na gitarze. Sama instytucja kościoła zniechęciła Stuarta – drażnił go ton, w jakim ksiądz przemawiał do wiernych, jakby dane mu było posiadanie absolutnej racji. Na widok wiernych, którzy w kilka minut po zakończeniu mszy podejmują swoje codzienne walki, uprzedzenia i nienawiści, Stuart doszedł do wniosku, że on tak pojmowanego Boga i wiary w swoim życiu nie potrzebuje. Tym bardziej zaskoczył go fakt, że Meg dosyć regularnie chodziła do kościoła. Podczas jednej z ich długich wieczornych rozmów opowiedziała mu, jak, jako samotne i nieszczęśliwe dziecko, spędzała godziny w kościele, modląc się o to, żeby wydarzyło się coś, co wyrwie matkę z nałogu. A potem, już jako dorosła kobieta, modliła się o siłę, żeby skończyć ten toksyczny związek z żonatym mężczyzną, który latami nie dawał jej odejść. „Wierz mi, gdybym miała przyjaciółkę albo kogokolwiek, z kim mogłabym na ten temat porozmawiać, zrobiłabym to, ale ja nie miałam nikogo. Patrząc na to z mojej perspektywy, On był jedyną osobą, albo istotą, która mi pomogła. I od tamtej pory wiem, że Go potrzebuję. To wszystko jest dosyć skomplikowane, więc nie musisz się bać, że będę cię kiedykolwiek przekonywała albo namawiała do chodzenia do kościoła”. „A o co teraz się modlisz?” – spytał Stuart ze zdziwieniem, myśląc o tym, jak mało o niej wie. „To tylko sprawa między Nim a mną” – odpowiedziała z uśmiechem.

W kilka tygodni po tej rozmowie Meg poprosiła go o pomoc – ksiądz obiecał wiernym, że po mszy w poniedziałek Zielonych Swiątek odbędzie się koncert. W dwa tygodnie przed świętami muzyk, który miał dawać koncert, złamał sobie nogę i musiał odmówić.

Meg poprosiła Stuarta o występ w kościele, przez co w kilka dni później Stuart spotkał się z księdzem. Zupełnie inaczej go sobie wyobrażał – Lucas był tylko o kilka lat od niego starszy i kiedy Stuart patrzył w jego uśmiechniętą twarz i oczy tak błękitne, że przypominały niebo w słoneczny dzień, poczuł do niego od pierwszego wejrzenia sympatię i zaufanie. „Chciałbym, żeby na msze przychodziło więcej młodych ludzi, muzyka daje tyle radości. Twój koncert nie musi się wcale składać z wielkich religijnych przesłań. Śpiewaj o miłości, wierze i nadziei. Słyszałem, że grałeś Jezusa w Jesus Christ Superstar, świetny musical, widziałem go w Sydney trzy razy, może coś ci się przypomi z tamtych piosenek. Masz godzinę na koncert po głównej mszy o szóstej. Dostatniesz 150 dolarów i to, co zbierzemy w koszyku, wiem, że to niedużo, ale jeżeli uda nam się przyciągnąć kilku młodych ludzi, to myślę o regularnych spotkaniach raz w miesiącu, a może nawet raz na dwa tygodnie. To tylko taki pomysł, próba, bo gdybym nie wierzył w to, że kościół nie należy tylko do starych, zniechęconych albo po prostu zmęczonych życiem ludzi, to dawno zmieniłbym zawód”. Stuart popatrzył na niego z podziwem.

W dzień koncertu przyszedł do kościoła o godzinę wcześniej. Stroił gitarę i patrzył na ołtarz z wielkim srebrnym krzyżem. „Jeżeli jesteś, to pomóż mi żyć z muzyki, nie daj mi się dzisiaj skompromitować po tak długiej przerwie w koncertowaniu. Pomóż” – pomyślał, dziwiąc się równocześnie, że prowadzi dziwną rozmowę z kimś, kto go na pewno nie słucha. Po wypowiedzeniu tych słów poczuł jak powoli przechodzi mu trema, a za to zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo mu brakowało występów przed publicznością. Powoli do kościoła zaczęli schodzić się ludzie, Stuart patrzył na ich twarze, zaskoczony ilością młodych ludzi i rodzin z małymi dziećmi, z radością rozpoznał twarz Meg. W tym momencie wiedział, że uda mu się do zebranych w kościele ludzi dotrzeć przez muzykę.

Cdn.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.