Jackowi Slaskiemu i Ani Krenz, którzy urodzili się w chińskim Roku Smoka, a dziś właśnie zaczyna się jego kolejne wydanie.

Wpisy po polsku
Jackowi Slaskiemu i Ani Krenz, którzy urodzili się w chińskim Roku Smoka, a dziś właśnie zaczyna się jego kolejne wydanie.

Ewelina Jaworska
Dobry Boże nie od wrogów mnie chroń
lecz od przyjaciół
Wróg TO TYLKO NIELUBIANY KOLEGA ZE SZKOŁY
rzuca we mnie kredą na przerwie
ciągnie za włosy
Kapuje; Proszę Pani! A Ewelina to …
To wszystko, to mały pikuś
Zawsze jest jeden kapuś w towarzystwie
Jeden, co podpierdziela
I jakaś druga, co zazdrości
Zawsze znajdzie się jakiś mały człowiek, który nie może znieść Twojego Szczęścia
Ale z nim nauczysz się sobie radzić
Zobaczysz
Nauczysz się
To tylko kwestia CZASU
Chroń mnie lepiej Boże od przyjaciół
Takich, co tańczą ze mną do rana na weselu
Takich, co mówią Kochana
Takich, co mają czas na kawę na mieście i plotki
Ale
Gdy rozpadnę się na miliony kawałków
Gdy zwątpię w długą, czarną grudniowa noc bez światła
Nie znajdą czasu…
Na rozmowę o życiu
Nie zaproszą do siebie na herbatę
Nie przytulą
A w OSTATECZNOSCI nie nakrzyczą,
że głupoty gadam,
że trzeba żyć
dla dzieci
dla psa
Cokolwiek
Są noce, które trwają wieczność
W takie noce
Ludzie zwisają na gałęziach
I nie doczekają choinki
Szumi im już las wieczności
Podlatuje Anioł Śmierci
On jeden wie co robić
W takiej chwili…
On wie…
Wszystko
Dlaczego?
I czy to miało sens…
Przecież była taka wesoła…
Przecież jeszcze wczoraj na targu kupowała ziemniaki, widziałem,
wyglądała jak zawsze
I nic się nie dało zrobić
Mówią ludzie
I nic się nie dało zrobić
Mówią przyjaciele
I zapada niewygodna cisza
…
Przykro
Pójdę już
Jeszcze zakupy, bo idą Święta
i dziecko odebrać muszę
A ja auto od mechanika
No tak… życie
Popatrz pani, co to się z ludźmi dzieje…
40 lat…
Miała wszystko,
Może odratują jeszcze,
Może
Kto wie
Wszystko w rękach Boga
Tak, w rękach Boga
Boże, daj Jej siły
I moc, której nie miała od nikogo
Z Twoją pomocą wszystko jest możliwe
Boże dlaczego?
Dlaczego nie litujesz sie nad nami…
Nie widzisz…
Płaczę
Modlę się i co?
Jesteś?
Słyszysz?
To ja… puk puk…
Cisza…
Cicha Noc
Nieważne już
Spróbuję jakoś zasnąć
Chroń mnie tylko od przyjaciół
Proszę.
Opublikowane na Facebooku 22 grudnia 2023 roku
Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Tusk zapowiedział rozliczenie, zadość uczynienie i pojednanie. Biorąc pod uwagę problemy z rozliczeniem, pojednania możemy nie doczekać. Może lepiej zacząć od pojednania.
Pojednanie należy oprzeć na czymś z czym wszyscy się zgadzają. Wszyscy Polacy zgadzają się z tym, że demokracja, konstytucja i praworządność zostały połamane i podeptane. I tu zgoda się kończy, obie strony oskarżają się nawzajem o wprowadzenie chaosu a nawet o zamach stanu . A to tylko taka mała intryga za pomocą trzech peso. ( To są kolejne moje wpisy na fb)
ZAŁOŻENIA
10 stycznia
Pytanie 1. Jaka jest szansa na to, że po jesiennych wyborach w Polsce, strona przegrana pogratuluje drugiej stronie wygranej?
11 stycznia
Pytanie 2. Czy istnieje obawa, że wybory skończą się awanturą, bo jedna ze stron ich nie uzna?
12 stycznia
Wniosek. Trzeba zmienić formułę wyborów. Te demokratyczne nie zdały egzaminu.
Teresa Rudolf
A w pensjonacie “Ziarnko Maku”…
Puk, puk, puk…
Codziennie rano
tajemnicza
księżniczka
otwierała
drzwi swego
makowego
apartamentu,
w pensjonacie
“Ziarnko Maku” .
Pachniał on
makiem
czerwonym,
do tańca
zaproszeniem,
w objęciach
tajemniczego
księcia,
Bardzo Mądrego.
Każde z nich
było z innej bajki,
żadne nie
wiedziało już
z jakiej,
mak odebrał
im pamięć,
lecz zostawił
serca…
maki przekwitły,
pozimniało…
…spojrzeli
smutno
na siebie,
trzymając
się za ręce,
za serca,
gdy już
i pamięć
wróciła…
…i
z rozpaczy,
każde znów
wskoczyło
w swoją bajkę…
Niby jest, a nie ma…
W domku
“Wiem Więcej”
mieszkało sześć
Krasnych-Ludków.
Ludzie mówili:
“to niemożliwe,
na ziemi istnieją
jedynie Krasnoludki”
Krasne-Ludki,
wyglądały inaczej;
regularne rysy,
wzrostu różnego…
nie rozmawiały głośno
uśmiechały się też mile,
uprawiały swój ogródek,
tworzyły pyszne nalewki,
ale były smutne;
bo jak to jest być
i równocześnie
nigdzie nie być…
robiły różne testy
na ich widoczność;
a to w sklepie,
a to na bazarku…
płaciły, odchodziły,
widziano ich ręce,
nie widziano ich,
i też nie słyszano…
ktoś jednak mówił,
że są w tym domku,
są, ale też i nie są…
widział sam i słyszał.
Coraz, coraz, więcej
szeptów na ich
dziwny temat,
śmiechów…
Coraz większe
poruszenie wioski,
rzucane kamienie,
w kolorowe okna,
opluwanie płotu,
robienie dziur
w wąskiej drodze
kradzież jabłek…
Aż któregoś dnia
przed domkiem,
na wielkiej tablicy
napisane stało:
“Skoro jesteśmy,
lecz i nas nie ma,
cokolwiek robimy,
nie robimy niczego.
Jesteśmy
tutaj,
(choć i nie
jesteśmy),
za karę,
dość
słuszną:
za plotkarstwo;
a to jest…
coś wielce
podobnego
do nas;
niby to
prawda
a nieprawda,
niby coś
w niej jest,
a nie ma nic,
niby jest…
…a nie ma”
Ela Kargol

Czas ogórków małosolnych zaczyna się w Biedronce już na początku maja.
Na półkach obok humusu i guacamoli pojawiają się małe plastikowe wiaderka z małosolną ogórkową zawartością. Każde wiaderko jest na swój sposób nieszczelne i podczas transportu zaznacza wszędzie swoją obecność.
Pochłaniam te biedronkowe małosolniaki aż do sierpnia. W międzyczasie sama coś ukiszę, ale życie małosolnych jest ulotne, trwa za krótko, potem są tylko kiszone i to one zostają mi w kamiennym garnku z koprem, czosnkiem, chrzanem i wspomnieniem po małosolnych, z propozycją na zupę ogórkową.
Zaopatrzona w małosolne wyruszam na tylnym siedzeniu toyoty do krainy jeży i rukonków, pszczół i komarów, starych domów i jeszcze starszych dębów, nieistniejących już pałaców i dworów, rodów szlacheckich i tych bez przedrostka von, do krainy której już nie ma na mapie, ale ciągle gdzieś tam jeszcze jest, we wspomnieniach i wyobraźni, w pamięci drugich, trzecich pokoleń, w pamięci internetu i ludzi z tych stron, przybyłych po roku 1945 i tych, którzy po 1945 stąd wyjechali.
Continue reading “Czas ogórków małosolnych i węzy pszczelej”Sylwia Malon-Schulze
Rozdział 1
Tomasz Radke, manager projektów w fimie Guard Lab, po raz kolejny przeglądał dokumenty, zbierając dane do comiesięcznego raportu. Szukał czegoś, co mogło go zaniepokoić. Była trzecia po południu. Słońce powoli przygotowywało się do zachodu. Zza okna biura, znajdującego się na piątym piętrze w budynku dzielnicy Schöneberg, widać było drzewa, których liście powoli zmieniały kolor.
Kiedy zadzwonił telefon, zbyt zajęty lekturą Tomasz zirytował się. Nie odbieram. To nie może być ktoś ważny. Po paru chwilach drgania telefonu ustały. Ale kimkolwiek była osoba dzwoniąca do niego, tak łatwo się nie poddawała. Telefon znów się odezwał.
Cholera, westchnął i nacisnął zieloną słuchawkę.
Tibor Jagielski
ukryci za tarczami połyskujące błękitnym metalem hełmy
skrzydła falangi zwijają się i rozwijają
pod naszymi murami machiny z miedzi skóry i ognia
nie będę mówił o tych którzy nie sięgnęli po broń
o tych którzy nie stanęli pod walącymi się bramami
lecz o dowódcy w purpurowym pióropuszu
karzącym własnych żołnierzy którzy upojeni zwycięstwem
gwałcili i zabijali
wiszą teraz głowami w dół
w sinych ustach obcięte i skarlałe członki
surowe lecz obiektywne są prawa zwycięzców
poetów wbija się na pal
tłucze pokryte wersami tabliczki
ale przecież nie zabroniono nam handlu z Egiptem
tłuste zboże wiozą w trzewiach okręty
w czas świąt rozdaje się wino i oliwę
ach czyż może być złym władcą ten który wierzy w Platona
jestem filozofem
wzywają mnie do pałacu
przychodzę nocą odziany w szary płaszcz podaję wartom hasło
przyjmuję owoce z rąk człowieka który pozabijał moich przyjaciół
toczymy dysputy
najprzedniejsze wino z Samos nadaje ostrość naszym językom
boimy się śmierci
ja i on
staramy się ją obłaskawić
mądrością i władzą
jego manipuły dotarły już do Eufratu
stoję tuż przed rozwiązaniem zagadki oddechu
głaszczę jego psy podaję mu rękopisy
moja żona podejrzewa mnie iż mam kochankę
jeszcze parę dni parę lat parę gwiazd strąconych z firmamentu
nie wierzcie moim uczniom
nikt z nich nie miał odwagi być przy mnie w chwili śmierci
w chwili gdy wyważano bramy
gdy skrzepły śnieg pokrywał stocznię
w chwili gdy machina obróciła swoją wieżę
był przy mnie tylko on
połyskujący na mrozie purpurowy pióropusz
XI 85
Lech Milewski
Niezawodne Google powiadomiło mnie jakiś czas temu, że w Melbourne pojawiła się pani Agnieszka Piłat z trójką robotów, aby zademonstrować ich możliwości malarskie.
Jeśli malarstwo to National Gallery of Victoria – NGV.
Zacząłem googlować: NGV pila… – google podpowiedziało – NGV pilates.
Wystarczyło żeby rozproszyć moją uwagę, poszedłem tym tropem – rezultaty:
– klasa pilates (ćwiczenia gimnastyczne) na dachu galerii,
– Contrology – rzeżba deski z nogami i płetwą wykonującej ćwiczenia pilates (uwaga – Contrology – takiej właśnie nazwy używał Joseph Pilates, gdy wymyślał swoją technikę ćwiczeń.)
– Sen żony Piłata – grawerunek z 1874 r.
STOP!
Pora zastosować Contrology – zapanować nad Google – piszę: Agnieszka Pilat NGV
Mam Ją!
Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny
Byłem na Wydziale Prawa u znajomego profesora konstytucjonalisty. Opowiedziałem mu o „Klątwie” i zaproponowałem sposób jej zneutralizowania. Obawiam się, że bez neutralizacji tej Klątwy kryzys w wymiarze sprawiedliwości tylko będzie się pogłębiał i skończy się to jakąś katastrofą. Rozbawiło go to, ale mi w tym nie pomoże. Zostawiłem też plakat o Marszu dla Angeliki i o seminarium z dochodzeniu sprawiedliwości środkami artystycznymi. Powiedział, że wątpi, by ktoś się tym zainteresował. Coś mi się zdaje, że na Wydziale Prawa sprawiedliwość nikogo nie interesuje. Zostawiłem mu też szkic pisma z którym chciałem się zwrócić do Sądu Najwyższego. Pismo poniżej. Analizując to pismo pod kątem symetrii, stwierdziłem, że popełniłem błąd. By zachować symetrię to Sąd Najwyższy powinien do mnie napisać „My dziwki, złodzieje i pijacy oświadczamy, że wyrok… Obraża nasze poczucie sprawiedliwości.” Ja po otrzymaniu pisma, powinienem podkreślić to na czerwono i odesłać do Sądu Najwyższego. Co o tym sądzisz?
Continue reading “Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?”