Wielka Orkiestra po raz 34

Uwaga nowy adres: Gemeinschaftshaus Gropiusstadt!

Bat-Yam-Platz 1, 12353 Berlin

Organizatorem spotkania jest Polskie Towarzystwo Szkolne Oświata!

W sobotę, 24 stycznia 2026 roku, w Gemeinschaftshaus Gropiusstadt odbędzie się 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Berlinie. Wydarzenie jest częścią największej akcji charytatywnej w Polsce i od lat łączy ludzi ponad granicami poprzez muzykę, solidarność i wspólne działanie.

Celem Finału 34 Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy (WOŚP) jest diagnostyka i leczenie chorób przewodu pokarmowego u dzieci.

Cały dochód z wydarzenia zostanie przeznaczony na realizację tego celu.

Continue reading “Wielka Orkiestra po raz 34”

Dziś w SprachCafé – Kashia Vega i poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej

Pełnia słów i dźwięków

Godzina 19, ale zapraszamy już od godziny 18. I warto przyjść wcześniej, bo może być tłoczno.

📍 Berlin-Pankow
🗓 16 stycznia 2026 (piątek)
🕖 godz. 19:00
📌 Polska Kafejka Językowa, Schulzestr. 1
🎟 Wstęp wolny

dojazd (niestety z utrudnieniami) do stacji Wollankstraße – z utrudnieniami, bo dojeżdżając z południa trzeba pojechać przystanek dalej, do stacji Schönholz i tam wsiąść do pociągu jadącego z powrotem 😦

Continue reading “Dziś w SprachCafé – Kashia Vega i poezja Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej”

Faul w polu karnym (ciąg dalszy rozważań o wolności i życiu seksualnym kajakarzy)

Admin: Z przyjemnością stwierdzam, że wpisy na temat wolności, życia seksualnego kajakarzy i podróży Małą Mi do Berlina zaczynają jako żywo przypominać słynny cykl audycji radiowych niejakiego Jana T. Stanisławskiego, profesora mniemanologii stosowanej pt. O wyższości świąt Wielkiej Nocy nad świętami Bożego Narodzenia (lub na odwrót).

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Jestem po lekturze broszurki Timothy Snydera O tyranii i przypomina mi się zdarzenie ze szkoły podstawowej, w której uczyłem matematyki. Michała, ucznia piątej klasy pozbywały się różne szkoły i w końcu trafił do naszej.  Nie dziwię się, miałem z nim dużo kłopotów.

Michał rzucił z drugiego piętra na dziewczyny woreczek, do którego wcześniej nasikał. Wszyscy nauczyciele byli oburzeni, a wychowawczyni wpisała mu do dziennika sto punktów karnych. To była jedyna kara, jaką mogła mu wymierzyć. Wracając do Snydera, narzędzia jakimi dysponuje  demokracja w walce z tyranią, bardzo przypominają mi te sto punktów wpisanych do dzienniczka Michałowi. Nie wróży to nic dobrego.

1 stycznia 2026 roku o godzinie 12.00 z pałacu prezydenckiego została zdjęta flaga, zastąpiona inną flagą biało-czerwoną.  Te inne flagi będą co sobotę zdejmowane i zastępowane następnymi. Te inne flagi nie są flagami pałacu prezydenckiego, bo co innego flaga pałacu prezydenta, a co innego flaga NA pałacu. To są zasady etykiety flagowej. Skoro na pałacu prezydenta nie ma flagi pałacu prezydenta to znaczy, że w pałacu nie ma prezydenta. O tym też mówi etykieta flagowa. A skoro nie ma prezydenta to kim jest Karol Nawrocki i co tam robi?

Jak oddział straci flagę lub proporzec, to nie szyje się nowej flagi, tylko rozwiązuje oddział. O tym mówi kodeks honorowy.

Te inne flagi mają być następnie przekazywane jakimś organizacjom. Obawiam się, że będą dzielić Polaków. Jest zbyt dużo flag, które dzielą Polaków, a nie ma flagi, która łączy. 

Gdyby Trump porwał flagę Wenezueli zamiast Nikolasa Maduro, to mógłby negocjować wymianę flagi na nagrodę Nobla z Marią Corina Machado, a  tak nie ma żadnej karty w ręku, bo Maduro nie ma dla niej  żadnej wartości.

Myślę, że historia flagi pałacu prezydenckiego w Warszawie się dopiero zaczyna.

PS od Adminki: Myślałam, że Autor żartuje, ale nie, bo oto:

Nasze bałwany

Ewa Maria Slaska

Napadało śniegu i o dziwo, jak nie w mieście, długo nie topniał. Przez wiele dni było biało, jasno, czysto, ślisko i wszędzie pełno bałwanów. Nie tropiłam wszystkich, bo się nie dało, pozbierałam tylko “nasze bałwany”, moje, rodziny i przyjaciół. Najpierw chwila wspomnień.

Byłam kiedyś w Warszawie i odwiedziłam kuzynkę, która była i chyba znowu jest wicedyrektorką wielkiej i ważnej biblioteki. Weszłam do jej gabinetu i powiedziałam, że przed biblioteką stoi bałwan. “Bibliotekarz”, odpowiedziała pani dyrektor bez namysłu.

Continue reading “Nasze bałwany”

107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)

Ela Kargol

Dzień po

Jeszcze dywan czerwony przed ułanem leży.
Kwiaty świeże w wieńce ułożone.
A wieńce biało czerwone.

Wieniec z wieńcem się styka.
Kwiat kwiata dotyka.
Szarfa z lewej strony wije się na prawo.
Przybył wódz, wszyscy biją brawo.

Potem stoją w szeregu,
do hymnu, do roty
Ramię w ramię,
Kwiat w kwiat,
Brat w brat,

Pieśń w pieśń,
Raca w racę.
Nieś się pieśni nieś!
Wołają rodacy!

Pieśń się rzeczywiście poniosła, całkiem możliwe, że ponad podziałami.

Continue reading “107. rocznica wybuchu Powstania Wielkopolskiego (opowieść o wieńcach)”

“Wywołuję wojnę, wojnę…”

Avaaz.org

Przyjaciółki i Przyjaciele!

Ponad 400 tysięcy osób podpisało apel do światowych przywódców, aby bronili naszych wartości i przeciwstawili się agresji Trumpa. Może i Ty dołączysz? Wkrótce Avaaz dostarczy nasz apel rządom krajów całego świata.

Podpisz teraz
Oto wiadomość, którą wysłaliśmy przed kilkoma dniami:

Continue reading ““Wywołuję wojnę, wojnę…””

Na grobie Sylvii Plath

Konrad

Wybraliśmy się niedawno ze znajomą do Hebden Bridge; to mała wioska w dolinie rzeki Calder w Yorkshire, znana jako “brytyjska stolica lesbijek”. Zupełnie nie przypomina innych znanych gayborhoods, zwykłe pełnych życia nocnego i gwaru. Takie miejsca najczęściej zdominowane są jednak przez gejów, a lesbijki chyba wolą jednak tzw. cottagecore – czyli wyidealizowaną wizję życia na wsi, która “(…) koncentruje się na ideach prostego bytu i harmonii z naturą. Inne powiązane tematy obejmują samowystarczalność, romantyzację pracy domowej, tradycyjnych umiejętności oraz zrównoważonego rozwoju”.

Continue reading “Na grobie Sylvii Plath”

Cierpienie zwierząt. Stuły i sutki.

Reblog z FB

Admin: Kochane, kiedyś zbierałyśmy dla Agaty biżuterię. Zob. tu: https://ewamaria.blog/2022/05/18/bezoary/
Dziś trudniejsze wyzwanie.

Agata Zbylut

Pierwszą „stułę” uszyłam z 40-letniego futra z nutrii, które należało do babci Marysi. Zakładała je na wyjątkowe okazje, głównie do kościoła. Pomyślałam o kościele, jako o miejscu, gdzie się przecina wiele przemocowych gestów. Hodowla i zabijanie tzw. „zwierząt futerkowych” było jednym z nim. Również gest obdarowywania kobiety futrem jako przedmiotem drogim i luksusowym jest emanacją patriarchatu. Kobiety dostawały je od swoich mężczyzn jako dowód statusu materialnego rodziny, ale również ich pozycji w tej rodzinie. Futro oznaczało, że jest otoczona, jeśli nie miłością, to przynajmniej uwagą. I od 1 listopada począwszy kobiety stawały przed ołtarzem niosąc na swoich ramionach płaszcze z martwych zwierząt.

Continue reading “Cierpienie zwierząt. Stuły i sutki.”

Ojciec i pradziadek

Od Adminki: Wiersz przysłała mi Dorota Biłous z Wrocławia, opatrując go takim komentarzem: Wiersz Feliksa Netza, który opowiada o moim tacie. Dzidek to tata, a ten niespotykanie stary człowiek to mój pradziadek. Takie historie.

Feliks Netz urodził się 26 grudnia 1939 w Kretkach Dużych koło Brodnicy (woj. kujawsko-pomorskie), zmarł 12 kwietnia 2015 w Katowicach, poeta, prozaik, dramaturg radiowy, tłumacz, krytyk literacki i filmowy, publicysta.

Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Feliks_Netz

Niewłączone do Księgi Psalmów

Nad rzekami Babilońskimi, tameśmy siadali
i płakali, wspominając na Syjon.

Psalm 137

Siedzieliśmy nad wodami Kwisy, było upalne
lato, piąte po wojnie, kościotrupy kamienic
spalonych do ostatniej cegły, myszkowaliśmy
po piwnicach – МИН НЕТ! Nie wywietrzał odór
spalonych ciał – dotknąłem kamienia tuż przy
betonowym dnie piwnicy, „ciekawe – powiedział Dzidek,
jak długo kamień przechowuje
pamięć ognia”;

w jego jak i moim poniemieckim domu zobaczyłem
niespotykanie starego człowieka w palcie (było lato!)
i czapce naciśniętej na uszy, spisującego nie
mający końca korowód nazwisk. Dzidek: „spisuje
wszystkich mieszkańców Kołomyi, jakich zapamiętał
a znał ich tysiące, budował mosty i wiadukty
w powiecie, a nawet dalej, zapisał już całą walizkę
papieru prośbowego”;

siedzieliśmy nad wodami Kwisy, mocząc nogi
o zdeptanych stopach, mytych byle jak wieczorem
pod nieuważnym wzrokiem matki, zrogowaciałe,
popękane pięty, skóra jak zelówka, nie miękła, gdy
nasze jedenastoletnie ciała pluskały się w statecznym
nurcie Kwisy, leżeliśmy na wznak, lekko poruszając
dłońmi, niby płetwami, z ciężkim słońcem na wargach,
z marzeniem w zmrużonych oczach, by prąd poniósł nas
do morza, tego lub tamtego, jakie to były morza, żywe
czy martwe, nie ja, lecz pamięć
nie pamięta;

siedzieliśmy, Dzidek (zmarł tej wiosny zastanawiam się
jak długo prochy przechowują pamięć ognia) i ja
spośród całych rodzin z i spod Kołomyi, Tarnopola
Drohobycza, a nawet z Bukowiny, kobiety w majtkach
i biustonoszach, dzieci na golasa, mężczyźni w spodniach
i gimnastycznych podkoszulkach, ponad głowami hasały
motyle, czasem zabuczał na najższej strunie trzmiel
opity bimbrem spływającym z szyjek niezatkanych
butelek, mężczyźni grali w karty milcząc, zrzucali je z furią
jak broń długą i krótką, kiedy wychodzili z lasów,
czasami któryś się nagle zapatrzył gdzieś, w jakiś punkt,
w jakąś dal, z kartą w ręce, która, jakby ją nagle odcięto,
przemierzała rozległe przestrzenie od morza do morza,
ale jakie to były morza, żywe czy martwe, nie ważne,
bo już nikt nie myślał o ucieczce, ni morzem,
ni lądem;

nie harfy wieszaliśmy na wierzbach, ale mokre gatki,
i halki, czasem któraś przeprała jedwabne pończochy,
poruszały się w nieruchomym powietrzu z cichym
szelestem, budząc w nas już nie dzieciach, po prostu
chłopakach słodki dreszcz;

nie śpiewaliśmy, bo jakże mieliśmy śpiewać, skoro –
słowa są Dzidka, nasze pieśni zostały tam, nad
Czeremoszem, na polach kukurydzy, w łanach jęczmienia,
w oślepiającej bieli ziemniaków wyrwanych z nacią,
z ziemi czarnej i tłustej, w srebrnych kłosach pszenicy
w zapatrzonych prosto w słońce słonecznikach
w studniach, w które wykrzykiwaliśmy nasze
imiona, aby dotarły do podziemnych miast
w wysokich trawach, w których zaplątywały się
nasze psy, jakże mieliśmy śpiewać, skoro każdy
chciał, aby jego serce, owinięte w liść łopianu
pochowano tam, gdzie, a było to pewniejsze niż śmierć
nigdy więcej jego stopa nie postanie, nie pozwolą
na to duchy żołnierzy radzieckich, które wychodziły
z grobów na szczycie Kamiennej Góry na nocny patrol
czasem ktoś zderzył się z duchem, bywało, że chciał
go wyminąć, próbował z lewa z prawa, w końcu
usłyszał jakby dochodzące z głębokiej studni:
spoj s nami – tiomnaja nocz’ tolko puli swistajut
w dali, tolko puli swistajut…


Jakoż mamy śpiewać mówili ludzie siedzący nad
wodami Kwisy, my, wygnańcy w ziemi cudzoziemców,
niech przyschnie język mój do podniebienia mego,
mówi we śnie stary człowiek w grubym palcie,
w czapce (lato!) naciśniętej na uszy, ba, myśli
strapiony, jak ma przyschnąć,
skoro mi go wyrwano.