W parku księcia Pücklera / Beim Fürst Pückler in Bad Muskau

Mehr darüber / Jeszcze o tym samym

Pamiętajcie o Ogrodach…

1 września 2016 roku w Nowym Zamku, w uwodzącym wszechobecną i kojącą zielenią Parku Mużakowskim na granicy polsko-niemieckiej otwarto wystawę Ogrody. Zwiedzenie jej to świetny pomysł na ciepły wrześniowy weekend.

1-ogrody
Powyżej: Park Mużakowski; poniżej: Jazzband Suan Tun Hoan (Wietnam) – gitara (lider zespołu), Marcin Włodarczyk – fortepian, Paweł Narajowski – kontrabas, Kuba Lechki – perkusja

3-ogrody

Wystawa zorganizowana została we współpracy Uniwersytetu Zielonogórskiego i Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze z Fundacją „Park Księcia Pücklera Bad Muskau”. Jest trzecią ekspozycją z cyklu Topografia polskiej sztuki współczesnej, a zarazem wydarzeniem inaugurującym obchody 25-lecia istnienia Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.
Podczas wernisażu dr Cornelia Wenzel, zastępca dyrektora zarządzającego Fundacji, stwierdziła z humorem: „Pokaz prac Ogrody jest prezentem urodzinowym, który przedstawiciele Instytutu [Sztuk Wizualnych] sami sobie sprawili na jego 25 urodziny, w czym i my mogliśmy mieć swój udział. Dziękujemy Państwu za to serdecznie i gratulujemy z okazji jubileuszu.”

ogrody2-11
Z kolei Hansjörg König, Przewodniczący Rady Fundacji, w swej przemowie przypomniał, że Park Mużakowski, który 1 maja 2015, w 200-lecie swego istnienia wpisany został na listę światowego dziedzictwa UNESCO, stał się wzorcowym przykładem ośrodka bilateralnej współpracy polsko-niemieckiej, służącej rozwojowi transgranicznego regionu kulturalnego. Podziękował serdecznie wszystkim pracownikom Instytutu Sztuk Wizualnych UZ – uczestnikom wystawy – za oryginalny wkład w te działania. Zwracając się do inicjatora cyklu wystaw Topografia polskiej sztuki współczesnej, dyrektora Muzeum Ziemi Lubuskiej, Leszka Kani, stwierdził natomiast: „właśnie tego typu współpracy polsko-niemieckiej życzyliśmy sobie w roku 2005, by aktywnie ożywiła obiekt światowego dziedzictwa kultury – Park Mużakowski. Jestem bardzo zadowolony, że właśnie dzięki Pańskiemu zaangażowaniu jest ona dziś niemal oczywistością. Oczywiście wiem, że w codziennej rzeczywistości jeszcze długo nie będzie ona wolna od ustawicznego wysiłku. Stąd też także w przyszłości chętnie wesprę ten piękny i ważny projekt. (…) jestem pewien, że prezentowane tu dzieła sztuki dostarczą nam przyjemności intelektualnej, która towarzyszyć nam będzie w drodze do domu.”
***
ogrody2-4W ramach wystawy Ogrody dwudziestu artystów z Zielonej Góry wypełnia przestrzeń czasu, wspomnień, poznania i sztuki. Tytuł ekspozycji rozumieć można dosłownie i metaforycznie. Wpisuje się ona w kontekst jedynego transgranicznego założenia ogrodowo-parkowego w Europie, jest formą międzynarodowego dialogu na temat kultury, ekologii oraz historii i współczesności stosunków polsko-niemieckich.
W recenzji katalogu wystawy prof. Beata Frydryczak zauważyła: „[Ta] polsko-niemiecka publikacja wykracza poza standardową monografię. (…) Już sam fakt jej zatytułowania Ogrody/Gärten i zaprezentowania w czasie wystawy przygotowanej przez artystów pracujących w Instytucie Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego w Nowym Zamku w Parku Mużakowskim dodaje jej dodatkowych wartości.

ogrody2-1
To sprawia, że dwugłos: teoretyczno-artystyczny w sposób konieczny uzupełniony jest o kontekst zewnętrzny: otoczenie parku i jego estetykę, związaną z nim historię i wspólne polsko-niemieckie działania o wymiarze ponadgranicznym i kulturowym, czego książka i zapowiadająca ją wystawa jest doskonałym dowodem. Ogrody/Gärten to publikacja (i wystawa), która buduje nową wartość w tym, co już artystyczne (Parku Mużakowskim), a podejmując dyskurs na temat ogrodów, wprowadza go na metapoziom, w którym ogród nabiera wymiaru ideowego i metaforycznego zarazem. O ogrodach w ogrodzie, o krajobrazach w krajobrazach – mówić można tylko obrazami i metaforami. Ta publikacja otwiera taką możliwość, rozbrzmiewając na trzech poziomach: teoretycznym, artystycznym i ideowym, jeżeli za ideę uznać naturalne medium Parku Mużakowskiego. (…) Projekt graficzny książki (…) doskonale współgra z jej zawartością (…) Meandry Parku Mużakowskiego mogą być refleksem meandrów myśli artystycznej oplatającej to, co ujęto wspólnym mianem ogrodów. Wprowadza do nich tekst Artura Pastuszka Il faut cultivert notre Jardin, który w eseistycznej formule próbuje znaleźć podstawy idei ogrodu jako takiego. Tekst Lidii Głuchowskiej posiada bardziej krytyczny wymiar, będąc ambitną próbą zaprezentowania obecnych na wystawie artystów i ich prac.”

ogrody2-8Wystawa Ogrody potrwa do końca października. Serdecznie zapraszamy
Nowy Zamek, Park Mużakowski/Bad Muskau
Kuratorzy: Leszek Kania (Muzeum Ziemi Lubuskiej, Zielona Góra)
prof. Paulina Komorowska-Birger (Instytut Sztuk Wizualnych UZ, Zielona Góra)
Kierownictwo naukowe: dr Lidia Głuchowska (Instytut Sztuk Wizualnych UZ, Zielona Góra)
Koordynacja: Regina Barufke, Bad Muskau
Uczestnicy: mgr Paweł Andrzejewski, mgr Basia Bańda, prof. Andrzej Bobrowski, prof. UZ dr hab. Radosław Czarkowski, prof. Jarosław Dzięcielewski, dr Katarzyna Dziuba, prof. UZ Magdalena Gryska, mgr Mirosław Gugała, dr Jarosław Jeschke, dr Helena Kardasz, prof. Paulina Komorowska-Birger, prof. Stanisław Kortyka, mgr Marek Lalko, prof. UZ dr hab. Alicja Lewicka-Szczegóła, prof. UZ dr hab. Jarosław Łukasik, mgr Maryna Mazur, dr Anna Owsian-Matyja, prof. Piotr Szurek, dr Patrycja Wilczek-Sterna, prof. UZ dr hab. Ryszard Woźniak

ogrody2-10

Plakat: dr Piotr Czech (Instytut Sztuk Wizualnych UZ, Zielona Góra)
W projekcie plakatu i okładki katalogu wykorzystano fragmenty ekolinowego obrazu Basi Bańdy Sadzonki (2013).
Katalog/Publikacja towarzysząca Ogrody:
Red. naukowa: dr Lidia Głuchowska
Projekt graficzny: dr Piotr Czech
Tłumaczenie: Mirosława Kowęzowska, Reiner Mende, Andre Rudolph
Konsultacja naukowa: Cord Panning, Artur Pastuszek, Andre Rudolph
Redakcja językowa: Regina Barufke, Lidia Głuchowska, Cornelia Wenzel
ISBN: 978-83-88426-96-4
Prace z wystawy, fot. Lidia Głuchowska, skatalogowane w publikacji Ogrody

ogrody2-7

Vergisst nicht die Gärten…

Am 1. September 2016 wurde im Neuen Schloss, im Fürst-Pückler-Park Bad Muskau an der deutsch-polnischen Grenze, welcher mit dem ewigen Grün besticht, die Ausstellung Gärten eröffnet. Diese Schau zu besichtigen ist eine gute Idee für ein sonniges September-Wochenende.

2-ogrody

Die Ausstellung entstand als Ergebnis der Kooperation der Universität Zielona Góra und des Lebuser Landesmuseums in Zielona Góra mit der Stiftung „Fürst-Pückler-Park Bad Muskau“ als die dritte Ausstellung der Reihe Topografie der polnischen Gegenwartskunst.
Gleichzeitig bildet sie den Auftakt zu den Jubiläumsfeierlichkeiten anlässlich des 25-jährigen Bestehens, welches das Institut für Visuelle Künste an der Kunstfakultät der Universität Zielona Góra in diesem Jahr begeht.

ogrody2-9

Hansjörg König, Vorsitzender des Stiftungsrates in seiner Eröffnungsrede erinnerte daran, dass der Muskauer Park, welcher am 1. Mai 2015 in einem feierlichen Akt auf die UNESCO-Welterbe-Liste aufgenommen wurde, zum Vorbild der deutsch-polnischen Zusammenarbeit im Dienste der Entwicklung der grenzüberschreitender Region wurde. Herr König bedankte sich bei allen Ausstellenden aus dem Institut für Visuelle Künste für ihren originellen Beitrag dazu. In seiner Ansprache an den Initiator der Ausstellungsreihe Topografie der polnischen Gegenwartskunst, den Direktor des Lebuser Landesmuseum in Zielona Góra, Leszek Kania merkte er ebenfalls an: „Genau diese Art der deutsch-polnischen Zusammenarbeit haben wir uns 2005 für die aktive deutsch-polnische Bespielung der Welterbestätte Muskauer Park gewünscht. Ich bin glücklich, dass sie gerade dank Ihres Einsatzes heute fast schon selbstverständlich ist. Natürlich weiß ich, dass das in der Realität des Alltags und bei den Mühen der Ebene noch längst nicht immer der Fall ist. Dieses schöne und wichtige Projekt unterstütze ich daher sehr gern auch für die Zukunft. (…) Ich bin mir sicher, dass die Kunstwerke intellektuellen Genuss bereiten werden, der uns erfüllt nach Hause begleitet.“

ogrody2-6Im Rahmen der Ausstellung Gärten kreierten zwanzig Künstler aus Zielona Góra einen exterritorialen, mentalen Raum der Zeit, der Erinnerung, der Erkenntnis und der Kunst.Der Titel der Schau ist wörtlich und metaphorisch zu verstehen. Die Ausstellung Gärten fügt sich in den Kontext des einzigen grenzüberschreitenden Landschaftsparks Europas ein und ist Ausgangspunkt für einen internationalen Dialog über Kultur und Ökologie ebenso wie über die Geschichte und Gegenwart der deutsch-polnischen Beziehungen.

ogrody2Im Gutachten zu deren Katalog (hg. von Dr. Lidia Głuchowska) stellte Prof. Beata Frydryczak fest: „[diese] deutsch-polnische Publikation sprengt den Rahmen einer typischen Monografie (…). Einen besonderen Wert verleiht dem Buch neben dem zweisprachigen Titel Ogrody/Gärten die Tatsache, dass es während der Ausstellung im Neuen Schloss im Fürst Pückler Park in Bad Muskau präsentiert wird, wo die Werke der Künstler des Institutes für Visuelle Künste der Universität Zielona Gora ausgestellt werden. Folglich wird die theoretisch-künstlerische Zweigleisigkeit auch durch den äußeren Kontext komplementär ergänzt, nämlich durch die Parkumgebung, dessen Ästhetik und Geschichte sowie durch gemeinsame deutsch-polnische Vorhaben von grenzübergreifender kultureller Dimension. Die Ausstellung im Vorfeld und auch das nun vorliegende Buch sind der beste Beweis für eine gelungene Komplementarität der beiden Artefakte. Ogrody/Gärten sind eine Publikation (und Ausstellung), die in künstlerischer Hinsicht einen Neuwert schafft (Muskauer Park); und indem sie an den Diskurs über Gärten anknüpft, hebt sie den Garten auf eine Metaebene, auf der er eine ideelle und zugleich metaphorische Dimension gewinnt. Über Gärten im Garten und Landschaften in der Landschaft kann nur in Metaphern und Bildern gesprochen werden. Die vorliegende Publikation eröffnet solch eine Möglichkeit, indem sie auf drei Ebenen verweist: die theoretische, künstlerische und ideelle Ebene, sofern man das natürliche Medium Muskauer Park als Idee betrachten kann. (…) Die Mäander des Muskauer Parks können als Reflex der Mäander künstlerischer Reflexion um all das betrachtet werden, was unter dem Namen Muskauer Park vereinigt wurde. Eine Einführung in diese Reflexionen bietet der Text von Artur Pastuszek Il faut cultivert notre Jardin, der in essayistischer Form auf den Ursprung der Idee des Gartens an sich einzugehen versucht. Der Text von Lidia Głuchowska dagegen enthält eher eine kritische Dimension und stellt einen ambitionierten Versuch dar, die in der Ausstellung präsentierten Werke und die Künstler darzustellen.“
Die Ausstellung dauert noch bis Ende Oktober. Herzlich willkommen!

ogrody2-2

Ausstellung Gärten
Ausstellungsdauer: 1. Sept. – 31. Okt. 2016, Neuer Schloss, Nowy Zamek, Bad Muskau
Kuratoren: Leszek Kania (Lebuser Landesmuseum, Zielona Góra)
Prof. Paulina Komorowska-Birger (Institut für Visuelle Künste, Universität Zielona Góra)
Wissenschftliche Leitung: Dr. Lidia Głuchowska (Institut für Visuelle Künste, Universität Zielona Góra)
Koordination: Regina Barufke, Bad Muskau
Ausstellende Künstler: Mag. Paweł Andrzejewski, Mag. Basia Bańda, Prof. Andrzej Bobrowski, Prof. UZ Dr. habil. Radosław Czarkowski, Prof. Jarosław Dzięcielewski, Dr. Katarzyna Dziuba, Prof. UZ Magdalena Gryska, Mag. Mirosław Gugała, Dr. Jarosław Jeschke, Dr. Helena Kardasz, Prof. Paulina Komorowska-Birger, Prof. Stanisław Kortyka, Mag. Marek Lalko, Prof. UZ Dr. habil. Alicja Lewicka-Szczegóła, Prof. UZ Dr. habil Jarosław Łukasik, Mag. Maryna Mazur, Dr. Anna Owsian-Matyja, Prof. Piotr Szurek, Dr. Patrycja Wilczek-Sterna, Prof. UZ Dr. habil. Ryszard Woźniak
Plakat: Dr. Piotr Czech (Institut für Visuelle Künste, Universität Zielona Góra)
Für das Plakat und den Cover wurden Fragmente des Ekolinegemäldes von W projekcie plakatu i okładki Basia Bańda Sätzlinge (2013) verwendet.
Katalog/Begleitpublikation Gärten:
Herausgeberin: Dr. Lidia Głuchowska
Grafische Gestaltung: Dr. Piotr Czech
Übersetzung: Dr. Mirosława Kowęzowska, Reiner Mende, Dr. Andre Rudolph
Wissenschaftliche Beratung: Cord Panning, Dr. Artur Pastuszek, Dr. Andre Rudolph
Lektorat: Regina Barufke, Lidia Głuchowska, Cornelia Wenzel
ISBN: 978-83-88426-96-4
www.muskauer-park.de   www.mzl.zgora.pl   www.wa.uz.zgora.pl   www.isw.uz.zgora.pl
FOTOS Werke aus der Ausstellung, Fot. Lidia Głuchowska, verzeichnet im Katalog Gärten

W mużakowskich ogrodach / In Muskauer Gärten

Only_Graphic_RGB_InternetkleinO Mużakowie czyli niemieckim Bad Muskau pisał już nasz Viator czyli Tomasz Fetzki, i to nawet kilkakrotnie. Za pięć dni, a ściślej – 1 września 2016 roku w Nowym Zamku w Parku Mużakowskim zostanie otwarta… 

Wystawa Ogrody  

Zorganizowana we współpracy Uniwersytetu Zielonogórskiego i Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze z fundacją „Park Księcia Pücklera Bad Muskau” wystawa Ogrody jest trzecią już ekspozycją w ramach cyklu Topografia polskiej sztuki współczesnej. Jednocześnie inauguruje ona obchody 25-lecia istnienia Instytutu Sztuk Wizualnych Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Patronat nad wystawą objęli prof. dr hab. inż. Tadeusz Kuczyński, Rektor Uniwersytetu Zielonogórskiego oraz Hansjörg König, Przewodniczący Rady Fundacji, Sekretarz Stanu Ministerstwie Finansów Saksonii.

Einladung revers PLklein

Park krajobrazowy czy ogród angielski – taki jak Park Mużakowski – to przestrzeń z pogranicza natury i kultury. To forma, symbol i marzenie wpisane w ciąg asocjacji nie tylko estetycznych, lecz również erotycznych czy religijnych. Ewokowane przez ogród konotacje hasłowo wyznaczają choćby Raj, ogrody islamu oraz biblijny hortus conclusus – alegoria czystości Marii.

Zarówno przestrzeń tego odwiecznego mitu, jak i geograficzno- historyczne status quo parku stworzonego przez „Goethego sztuki ogrodowej” – księcia Hermanna Ludwiga Heinricha von Pückler-Muskau – stały się inspiracją dla kolekcji dzieł artystów z Zielonej Góry. Wykreowana na potrzeby jednorazowej ekspozycji w Nowym Zamku, jest ona sama w sobie symbolicznym ogrodem ich twórczych możliwości.

Ta polifoniczna i multimedialna prezentacja obejmuje blisko 70 prac dwudziestu artystów – obrazów, grafik, fotografii, filmów oraz instalacji i mebli, ukazując szerokie spektrum sposobów interpretacji pojęcia Ogrody – w sensie topograficzno-ekologicznym, estetycznym i filozoficzno-poznawczym. Wystawa dokumentuje zarówno klasyczne, jak i najnowsze tendencje we współczesnym krajobrazie sztuk wizualnych, stając się jednocześnie formą wielokierunkowej artystycznej refleksji inspirowanej przez jedyne transgraniczne założenie ogrodowo-parkowe w Europie oraz przyczynkiem do międzynarodowego dialogu na temat historii i współczesności stosunków polsko-niemieckich, subiektywnej „kultury wspomnień” oraz fenomenu migracji i „zakorzeniania się“ w nowym miejscu.

W artystycznym dyskursie o Ogrodach twórcy z Zielonej Góry wskazują na ukryte za kulisami świata postindustrialnych miejskich krajobrazów enklawy harmonii człowieka i natury. Analizują paralele między rozwojem twórczym a istotą ogrodu, którego kształt na równi zależny jest od potencjału ogrodnika i rytmu natury. Odnoszą  się zarówno do odwiecznego cyklu wegetacyjnego, jak i do rytuału transgresji – obumierania starego i narodzin nowego w naturze i psychice ludzkiej oraz do poszukiwania mentalnej i etnicznej genealogii, której symbolem są korzenie drzew. Ogród to związek przypadku i planu – flora absolutnie naturalna, a jednak przez człowieka okiełznana. Twórczość plastyczna posiada te same cechy – naturalność i aranżację, a surowa symetria ogrodów francuskich odpowiada zasadom sztuki geometrycznej.

W pierwszej publikacji na temat Parku Mużakowskiego, przygotowanej przed ponad dziesięciu laty przez artystów i humanistów z Zielonej Góry, został on określony jako Przestrzeń pamięci i pojednania. Obecna wystawa i towarzyszący jej katalog ukazują Ogrody przede wszystkim jako poetycką metaforę – eksterytorialną, mentalną przestrzeń czasu, wspomnień, poznania i sztuki.

Czas trwania: 1 września – 31 października 2016

Kuratorzy wystawy: Leszek Kania, Paulina Komorowska-Birger, Zielona Góra
Kierownictwo naukowe: Lidia Głuchowska, Zielona Góra
Koordynacja: Regina Barufke, Bad Muskau
Plakat: Piotr Czech
W projekcie plakatu wykorzystano fragmenty ekolinowego obrazu Basi Bańdy Sadzonki (2013).

http://www.muskauer-park.de    http://www.mzl.zgora.pl               http://www.wa.uz.zgora.pl           http://www.isw.uz.zgora.pl

Plakate_17_08_fragment_RGB_Internet-klein

Ausstellung Gärten im Neuen Schloss im Fürst-Pückler-Park Bad Muskau

… bereits in fünf Tagen …

Am 1. September 2016 öffnet die Ausstellung Gärten im Neuen Schloss im Fürst-Pückler-Park Bad Muskau an der deutsch-polnischen Grenze ihre Türen. Sie entstand als Kooperation der Universität Zielona Góra und des Lebuser Landesmuseums in Zielona Góra mit der Stiftung „Fürst-Pückler-Park Bad Muskau“ und ist bereits die dritte Ausstellung der Reihe Topografie der polnischen Gegenwartskunst.

Gleichzeitig bildet sie den Auftakt zu den Jubiläumsfeierlichkeiten anlässlich des 25-jährigen Bestehens, welches das Institut für Visuelle Künste an der Kunstfakultät der Universität Zielona Góra in diesem Jahr begeht.

Die Schirmherrschaft über die Ausstellung übernahmen der Rektor der Universität Zielona Góra Prof. Dr.-Ing. habil. Tadeusz Kuczyński sowie der Vorsitzende des Stiftungsrats und Staatssekretär im Sächsischen Staatsministerium der Finanzen Hansjörg König.

Einladung Gaerten revers DE-kleinDer Landschaftspark bzw. der englische Garten – der Muskauer Park ist ein Beispiel – stellt einen Raum an der Grenze zwischen Natur und Kultur dar. Er ist eine Form,ein Symbol und ein Traum, untrennbar eingeschrieben in den Assoziationsstrom nicht nur ästhetischer, sondern auch erotischer und religiöser Vorstellungen. Die davon evozierten Konnotationen werden etwa durch Stichwörter wie das Paradies, die Gärten des Islam oder schließlich der biblische hortus conclusus – eine Allegorie auf die Reinheit Marias – hervorgerufen. Sowohl der Echoraum dieses uralten Mythos als auch der geographisch-historische status quo und die Topografie des durch den „Goethe der Gartenkunst“, also den Fürsten Hermann Ludwig Heinrich von Pückler-Muskau, geschaffenen Parks – wurden zur Inspiration für eine Sammlung von Werken.

Gestaltet durch Künstler aus Zielona Góra und geschaffen für eine einmalige Ausstellung im Neuen Schloss, stellt die Sammlung zugleich selbst einen symbolischen Garten ihrer schöpferischen Möglichkeiten dar.

In der polyphonen und multimedialen Ausstellung werden beinahe 70 Werke von zwanzig Künstlern präsentiert – Gemälde, Grafiken, Fotografien, Filme und Installationen sowie Möbelstücke – die ein breites Interpretationsspektrum des Begriffs Gärten aufzeigen, sowohl im topografisch-ökologischen als auch im künstlerischen und philosophisch-kognitiven Sinne. Darin sind sowohl klassische als auch neueste Tendenzen der Kunst vertreten, was eine Plattform zur vielseitigen ästhetischen Reflexion bildet, die vom einzigen grenzüberschreitenden Landschaftspark Europas inspiriert wird.

Die Ausstellung fungiert als Ausgangspunkt für einen internationalen Dialog über die Geschichte und Gegenwart der deutsch-polnischen Beziehungen, subjektive „Erinnerungskulturen“ sowie das Phänomen der Migration und der „Verwurzelung“ am neuen Ort.

Im künstlerischen Diskurs über Gärten weisen die Ausstellungsteilnehmer aus Zielona Góra auf die Enklaven einer Harmonie von Mensch und Natur hin, versteckt hinter den Kulissen der postindustriellen städtischen Landschaften. Sie analysieren Parallelen zwischen der schöpferischen Entwicklung und dem Wesen des Gartens, dessen Gestalt gleichfalls von den Möglichkeiten des Gärtners und dem Rhythmus der Natur abhängt. Sie nehmen Bezug sowohl zum ewigen Vegetationszyklus als auch zum Ritual der Transgression – dem Absterben des Alten und der Geburt des Neuen in der Natur und in der menschlichen Psyche sowie auf die Suche nach einer mentalen und ethnischen Genealogie, welche durch die Baumwurzel symbolisiert wird.

Der Garten ist eine Verbindung von Zufall und Planmäßigkeit – die Flora ist absolut natürlich, und doch durch den Menschen gebändigt. Die bildnerische Gestaltung der ausstellenden Künstler hat dieselben Merkmale – Natürlichkeit und Arrangement wie z. B. die strenge Symmetrie französischer Gärten entsprechend den Regeln der geometrischen Kunst.

In einer ersten Publikation, die die Künstler und Geisteswissenschaftler aus Zielona Góra dem Muskauer Park gewidmet hatten – vor über zehn Jahren entstanden – ist dieser Park als Erinnerungs- und Versöhnungsraum bezeichnet worden. In der aktuellen Ausstellung und dem sie begleitenden Katalog erweisen sich die Gärten vor allem als poetische Metapher – als exterritorialer, mentaler Raum der Zeit, der Erinnerung,der Erkenntnis und der Kunst.

Ausstellungsdauer: 1. Sept. – 31. Okt. 2016
Ausstellungskuratoren: Leszek Kania, Paulina Komorowska-Birger, Zielona Góra
Wissenschaftliche Leitung: Lidia Głuchowska, Zielona Góra
Koordination: Regina Barufke, Bad Muskau
Plakat: Piotr Czech
Für das Plakat wurden Fragmente des Ecoline-Bildes von Basia Bańda Setzlinge (2013) verwendet.

http://www.muskauer-park.de    http://www.mzl.zgora.pl               http://www.wa.uz.zgora.pl           http://www.isw.uz.zgora.pl

Wehikuł czasu

Ewa Maria Slaska i Róża Gałecka

Jedno z tych spotkań…

których się nie spodziewasz, a które na długo zapadną ci w pamięć. Jestem w Sopocie, mój przyjaciel Krzysztof podjeżdża po mnie samochodem.

Pojedziemy do mojej kuzynki, mówi.
Ależ oczywiście, odpowiadam, bo ja zawsze odpowiadam, że ależ oczywiście, jeśli mam się z kimś spotkać, o kim nic nie wiem.

Wjeżdżamy na ulicę Polanki, skręcamy w prawo, w lewo… Dzwoni komórka, odbieram, Lidia, omawiamy wpis na niedzielę, a w międzyczasie Krzysztof i ja wchodzimy do jakiegoś domu, na schodki, do sieni, dzwonimy, ktoś otwiera, no tak mówię, w piątek muszę mieć materiał, witam się, to Ewa Maria Slaska, mówi Krzysztof, koniecznie w piątek, mówię, bo potem nie wiem, czy będzie łącze z internetem, zasadniczo wciąż nie ma, dzień dobry, przepraszam, to pa, na razie i …

Och!

Nie wiem, jak się to stało, ale nagle jestem w pokoju mojej teściowej przed 50 laty, w Poznaniu, gdy obie z Ewą (tą drugą Ewą Marią Slaską, choć wtedy to ona była ta pierwsza, a ja się nazywałam Ewa Bogucka) właśnie zaczynałyśmy studia, ale jestem też na tak zwanej “Batorówce” we Wrzeszczu na ulicy Batorego, w pokoju prababci, ponad 60 lat temu…

hortensjeroza

Jest jednak inaczej, bo u Teściowej i Prababci wszędzie na ścianach wisiały obrazy, ale tu są po prostu wszędzie. Martwe natury, krajobrazy, morze, łodzie, drzewa, ulica w deszczu, tu czerwony parasol, a tu zielony…

lustroroza

Róża maluje, mówi Krzysztof, i pisze wiersze…

Jestem oczarowana, oszołomiona, szczęśliwa, ale też chce mi się płakać. Czegoś mi nagle brak, czegoś żal, żebym ja tylko wiedziała czego… Wiem, że to moja wina, coś zaprzepaściłam, coś przepuściłam przez palce, coś mi uciekło… Już nie piszę wierszy, już nie jestem dobra, już nie wierzę, że można się doskonalić… Ach, bzdury tu wypisuję, każdy ma inne życie, nie mogę mieszkać w takim pokoju, nie mogę mieć takiej wiary i ufności w spojrzeniu, nie mogę… bo ja muszę coś innego, dokądś się muszę spieszyć, coś muszę załatwić… Biegiem, biegiem, umrę w biegu…

Ale teraz, przez chwilę jestem w tym dziwnym miejscu, w pokoju Bzowej Babuleńki, wyniesiona poza czas i miejsce…

Na fotelu w czarodziejskim pokoju u Róży…

kubekroza

Róża Gałecka

Obłoki

Owiewają mnie obłoki
i nie wiem czy one
spływają do mnie
czy podnoszą mnie wzwyż
zbyt lekkie by dotknąć ich słowem
a tak dotykalnie obecne
że przedmioty tracą
swą tożsamość
by w nich się roztapiać

światów przenikanie
trzymam w dłoni
jak bezradny pędzel
przed pustą sztalugą
która prosi o obraz
jak nie napisany wiersz
który prosi o słowo

 

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Nolde der Maler – Ausstellung im Brücke-Museum

Also gingen wir in die Nolde Ausstellung, zu dritt und hauptsächlich, weil es an einem Sonntag in diesem Sommer eine kostenlose Führung gab, und ich weil ich mich früher für seine Blumenbilder immer wieder begeistert hatte. Es warteten schon viele Leute da, für mich unerwartet viele.

Schon am Anfang der Ausstellung wunderten wir uns, dass es überhaupt keine Information über den Künstler gab. Dann bekamen wir ein Faltblatt, in dem Daten aus seiner Biografie aufgelistet wurden. Die Erklärungen und Führung durch die Ausstellung führten uns vom Künstler, von seiner Zeit weg zu ausschweifenden Bildbeschreibungen; Farben, Stimmungen, die Macht der Naturgewalten aber doch auch Verlauf des Lebens, verortet in der sehr prekären politischen Situation, spielten in seinem Malen eine wichtige Rolle; also dass er am Deich spazieren ging und Naturgewalten wahrnahm und diesen ausgesetzt war, genauso wie seine Zugehörigkeit, seit 1934, zur „Nationalsozialistischen Arbeitsgemeinschaft Nordschleswig“ und seine Begeisterung für Rassegedanken, die nicht erwähnt wurden. Sein Schaffen wurde uns völlig losgelöst von der politischen Situation in Deutschland und in der Welt dargestellt, so als ob die kleinen Familien, die er manchmal abbildete, abgeschnitten von der Welt existiert hätten. Das spielte doch offensichtlich für Nolde, für sein politisches Engagement, eine große Rolle, denn schon 1937 wurden seine Bilder beschlagnahmt und 1941 wurde er auch aus der Reichskunstkammer ausgeschlossen, und seine Bilder waren in der Ausstellung über „Entartete Kunst“ stark vertreten. Das muss doch für sein Schaffen eine Bedeutung gehabt haben, genauso wie die Tatsache, dass er keine Kinder hatte.

Kann man also ein Werk so verstehen, und wichtiger noch, darf man auf diese Weise einen Künstler ausstellen?

Insgesamt hatte man den Eindruck, dass die Ausstellung schnell aufgehängt wurde; im Gegensatz dazu stand der aufwendig gemachte Katalog, so wie die vielen Leihgaben aus Seebühl. Auch der chronologische Durchgang durch das Schaffen des Künstlers berücksichtigte nicht immer seine besten Bilder. Natürlich ist man durch die Pracht der Farben und seine Malweise für vieles entschädigt und die Bilder sprechen meistens für sich, doch zu einer durchdachten Ausstellung gehört meiner Meinung nach auch die Verortung des Künstlers in der Gesellschaft, Informationen über die Zeit, in der er schuf – gerade bei diesem Künstler, der offensichtlich mit den Nazis liebäugelte und das zunächst auch nicht versteckte: “In diesem politisch unruhigen Winter sind so vielerlei Geschehnisse, die einen dauernd in Anspruch nehmen, weil wir doch sehr mitleben in der so stark durchgeführten und schönen Erhebung des deutschen Volkes.” So schreibt er selbst an seinen Bekannten, einen dänischen Kunsthistoriker 1937.

Gerade wegen seiner manchmal unverständlichen und für Ungereimtheiten sorgenden Biografie müsste man den Betrachtern seinen Lebenslauf präsentieren, denn sonst kommen auch manchmal abwegige Gedanken: Hat er die auffallend blauen Augen von Christus vielleicht wegen der Rassentheorie gemalt? Vielleicht denken nicht viele bei dem Besuch an die Ereignisse, die hinter den Bildern stehen, doch das Schaffen kann man nicht von der Zeit loslösen.

Was in den Bildern sichtbar ist, ist sein Kampf darum, sich von dem Einfluss seines Lehrers Liebermann und den Impressionisten wie den Expressionisten zu lösen, denen er kurze Zeit angehört hatte und sich auch nicht ganz unterordnen lassen wollte, obwohl seine Farben und seine Malweise, immer noch als typisch expressionistisch beurteilt werden. Er begeisterte sich und wurde inspiriert von den Werken von französischen Malern wie Van Gogh oder Gauguin, hat selbst mit Aquarellen experimentiert, die Bilder der unheimlichen Gesichter, mit Tusche nachgezogen, gehören neben den Kerzentänzerinnen meiner Meinung nach zu den besten in der Ausstellung.

Über Noldes unglückliches und sehr verwickeltes Verhältnis zur Nazi-Deutschland und seine Versuche später alles zu vertuschen lesen Sie unter http://www.zeit.de/2013/42/emil-nolde-nationalsozialismus/seite-3

Angesichts dieser Erkenntnisse und der Diskussionen der letzten Jahre über den Künstler wäre es seitens der Ausstellungsmacher wirklich geschickter gewesen, wenn sie Noldes Lebenszusammenhang deutlicher erklärt und den Epochenkontext unterstreichen hätten, anstatt – wie bei der Führung – das alles außen vor zu lassen.

Es bleibt eine leichte Irritation, und doch lohnt die Schau dieser farbenfrohen, vitalen Werke in der Ausstellung, die man ansonsten nicht zusammen zu sehen bekommt.

Cygan, Jagiełło i Slaska patrzą na sztukę

Ewa Maria Slaska

Byłyśmy w muzeum. Umówiłyśmy się z Dorotą, weszłyśmy więc pod sam koniec muzealnego dnia pracy – bo z Dorotą tak się właśnie wszędzie chodzi – jeszcze nie jest całkiem za późno, ale zawsze na ostatnią chwilę, choć w tym wypadku ta chwila to była jednak prawie cała porządna godzina. Ostatnia godzina urzędowania, co potem jeden ze strażników dał nam porządnie odczuć. Miał wypisane nie tylko na niezadowolonej buźce, ale też na krzepkich ramionach i rozzłoszczonych plecach, że nie wiadomo na jaką cholerę baby w ogóle chodzą do muzeum, a na dodatek wtedy, gdy porządny człowiek chce iść do domu, one muszą jeszcze do toalety! No zgroza wielka!

20160713_173725_resized

To my trzy wyobrażając sobie herbatę w cudownych płaskich i przezroczystych filiżankach w Bröhan Museum na wystawie Francja przeciw Niemcom! Sprawdzam w sieci – nie jednak Niemcy przeciw Francji!

Art Deco kontra Jugendstil. Spór artystyczny rozpoczęty na przełomie wieków (tamtych, rzecz jasna) i ciągnący się aż do lat 30, kiedy to Le Corbusier, Francuz zresztą, połączył zwaśnionych i zawistnych o sławę konkurenta projektantów, wprowadzając na kilka dziesięcioleci unifikujący wszystko modernizm.

Ale oczywiście Niemcy przeciwko Francji to też nader aktualne nawiązanie do piłki nożnej. Odważne, bo wystawę otworzono w kwietniu, a więc na długo przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy, kiedy wcale jeszcze nie było pewne, że Francja i Niemcy w ogóle ze sobą zagrają, a już na pewno nie, że bój to będzie ostatni, o prawo do złota… No cóż, w końcu i tak obie strony go nie dostały…

Interesujące, powiedziała Dorota, jak zamysł badawczy pozwala tych niewiele rzeczy, które się posiada, tak poprzestawiać, żeby zrobić nową wystawę, nową reklamę i nowy marketing, jednym słowem Art Nouveau.

Tym niemniej i muzeum nie najgorzej nas zaskoczyło.

20160713_171818_resized

Przed chwilą spadło i przykleili gaferem, mówi Dorota, jutro przykleją porządnie. Nie, odpowiada Elżbieta, patrzcie… No, zaiste.

20160713_171102_resized_1

Biegamy od sali do sali, wszędzie kartki z cytatami z epoki przylepione niebieskim gaferem. Gaffer Tape. Blau. Ciekawe jak to się nazywa po polsku?

Dlaczego? Dlaczego? Jesteśmy we trzy, należy nam się potrójne zdumienie. Dlaczego?
Może, mówi Dorota, twórcy wystawy chcieli nam pokazać, że ten spór estetyczny trwa do dziś. Ale niemożliwe, oponuję, przecież chyba nie ma związku czasowego ani technologicznego między secesją a srebrną taśmą klejącą (to oficjalna polska nazwa). Choć czy ja wiem… może jakiś jest, bo jak potem sprawdzę to wprawdzie srebrną taśmę wymyślono podczas II wojny światowej, ale tę przezroczystą, biurową już w latach 30.  W Ameryce ta srebrna nazywała się duct tape.

W sieci znajduję stronkę, co można zrobić przy użyciu duckt tape. Na przykład… zdjęcie rentgenowskie. Znajduję też niezły cytat, który wprawdzie wcale nie pasuje do naszej wizyty w muzeum, ale co tam…

Duct tape – srebrna mocna taśma. W Polsce średnio znana, zaś w USA jest obiektem kultu. Jak powiedział Walt Kowalski (Clint Eastwood) w filmie “Gran Torino” do młodego chłopaka: “Weź te trzy rzeczy – trochę WD-40 (spray olejowy), kombinerki i rolkę srebrnej taśmy. Każdy porządny mężczyzna da radę tym naprawić większość usterek.”

Srebrna taśma klejąca skleiła kiedyś błotnik w pojeździe księżycowym, ale można też  zrobić sobie srebrne spodnie (a zatem i niebieskie, skoro istnieje niebieski duct tape):

Koniec zwiedzania. Wychodzimy w poczuciu totalnego nie-rozumienia świata. I przegranej własnych możliwości intelektualnych. Kto, po co i dlaczego na pięknej wystawie pełnej pięknych rzeczy poprzyklejał kartki niebieską duct tape?

Szukam w sieci. Owszem często pojawia się informacja, że kartki z cytatami  uzupełniają eksponaty i dopełniają narrację. Ale ani słowa o niebieskim gafferze.

000EineFrau

Eine Frau von Geschmack könnte sich schwerlich in dieser bedrückenden Atmosphäre aufhalten.

Kobieta obdarzona poczuciem smaku z trudem odnajdzie się w tej przygnębiającej atmosferze.

Słowa te napisał jeden z najbardziej znanych krytyków sztuki, Louis Vauxcelles, (Francuz rzecz jasna) o pracach z tzw. warsztatu monachijskiego wystawianych w paryskim Salonie Jesiennym w roku 1910. Ten cytat rzeczywiście oddaje sedno konfliktu estetycznego między Francją (piękno, indywidualny dobry smak, dekoratywność) a Niemcami (użytkowość, oszczędność, masowa produkcja przemysłowa).

No dobrze, nadzwyczaj ciekawe. Ale ta cholerna taśma. W końcu nie wytrzymuję i dzwonię do muzeum. Pan Kurator jest setnie ubawiony: i to panią w tej wystawie najbardziej zainteresowało? o tym zamierza pani pisać?

No tak, odpowiadam, jestem człowiekiem, który lubi wiedzieć i rozumieć. Akceptuję swoją niemożność zrozumienia sensu operacji finansowych, ale w dziedzinach humanistycznych zazwyczaj jednak rozumiem, o co chodzi. A tu nie.

Może pani zauważyła, odpowiada poważnie Pan Kurator, że nie ustawialiśmy na wystawie mini wnętrz, nie chcieliśmy byście państwo zachwycali się estetyką przestrzeni. Widz powinien całą swą uwagę skierować na wystawiane obiekty. I ocenić je obiektywnie.

Obiektywne obiekty. OK.

Ach tak… Dziękuję. Informuję, że osiągnęliście państwo efekt odwrotny do zamierzonego. Obiekty przestały się liczyć. Jako kobieta obdarzona poczuciem smaku z trudem zrozumiałam, po co wam była ta cholerna taśma? Chyba jednak wylaliście dziecko razem z kąpielą…

Reblog: Martha Walter

We already had here some reblogs from that wonderful blog by f.e. HERE. This time my sister Kasia, seeing pictures of our picknic “ladies for ladies” in Berlin send me that link writing:

Po prostu zobaczyłam te obrazy i pomyślałam: i nic się nie zmieniło. Są ludzie złej woli i w odpowiedzi na to pojawiają sią ludzie dobrej woli, a między nimi “oni” – uchodźcy, emigranci, tułacze. I to wszystko w nawiązaniu do Waszego piknikowego działania. Jakby nic się nie zmieniło: dzieci i rowerki, kobiety w chustach zatroskane o ciepło, chleb i dach nad głową.

IMG_6759

Our picnic on 1oth of July in Berlin with about hundred women living permamently in Berlin (mostly Poles) and about two hundreds of refugees women and their children. The soul of that event was Anna Alboth from Family without border.
Foto Jagoda Woźniak.

It’s About Time

Searching centuries of Art, Nature, & Everyday Life for Unique Perspectives, Uncommon Grace, & Unexpected Insights.

Tuesday, July 12, 2016

Immigration as seen by American Martha Walter 1875-1976

Landing Room at Ellis Island

America is a country of immigrants.  During the 20s, American Impressionist Martha Walter, known for her carefree beach scenes, painted powerful views of immigrants entering the United States. In 1922, Walter spent months painting what became her most celebrated images, a series of 36 works depicting the thousands of immigrants kept in detention on Ellis Island, awaiting entry into the United States. In contrast to her happy beach scenes, the Ellis Island paintings portray the harsh realities of immigrant family life, especially the trials of mothers and babies. The dreadful, crowded conditions inspired a group of 22 paintings that were exhibited that year in the Galerie Georges Petit in Paris.  The French government selected one for the permanent collection of the Musée de Luxembourg. The series subsequently appeared in 1923 at the Art Institute of Chicago.

 Just Off the Ship Ellis Island

Babies’ Health Station No 4

Babies’ Health Station No 14

Babies’ Health Station No 5

Babies’ Health Station

Babies’ Health Station


Czech Immigrants


Italian Section, Detention Room, Ellis Island

Italian, Jewish, and Yugoslav Mothers and Children Waiting

Italians in Detention Room

Jewish Mothers and Babies

Jews and Slavs Waiting

Just Off the Ship

Waiting Room

Crowded Detention Room

Frauenblick: Balthus

Monika Wrzosek-Müller

Balthasar Klossowski de Rola

In Wien scheinen sich für mich oft Kreise zu schließen, die ich im Leben lange um mich ziehe; manchmal dauert es ganz schön lang, bis sich so ein Kreis geschlossen hat. Doch wenn das geschieht, fühlt es sich meistens gut an, so als ob man etwas zu Ende gebracht hätte und etwas fertig geworden wäre oder auch als ob ein Zeitabschnitt zu Ende gehen würde.

Über den polnisch-jüdisch-deutsch-französischen Maler Balthus habe ich vor Jahren im Spiegel gelesen, er weckte gleich meine Neugier. In Wirklichkeit trug er doch den polnischen Namen Balthasar Klossowski, vieles deutet daraufhin, dass er sich das „de Rola“ selbst angedichtet hatte, um sich des Titels eines Grafen bedienen zu können. Jahrelang hörte ich nichts von ihm und dann, als ich in Venedig war, sah ich Plakate, die eine kleine Ausstellung seiner erotischen Werke ankündigten, die ich aber nicht gesehen habe. Er lebte auch längere Zeit in Rom als Direktor der Academie de France in der Villa Medici und dann ging er zurück in die Schweiz (wo er früher auch mal gewohnt hatte) nach Rossinière, wo er ein Riesenhaus (eigentlich ein Hotel), ein grand Chalet erstanden hatte, um dort zu leben, Gäste einzuladen und zu malen. Er umgab sich mit der creme de la creme der Gesellschaft, zu seinen Freunden gehörten: Pierre Matisse, Albert Camus, Federico Fellini, Pablo Picasso, Joan Miro, Tom Curtis, Mick Jagger, Bono, Henri Cartier-Bresson und viele andere mehr. Irgendwie war er aber nie darauf angewiesen von seiner Kunst leben zu müssen, ein großes Privileg. Seine Bilder gefielen mir sehr, ich vermutete viele innere Konflikte; wer Bilder so malte, musste Probleme haben. Die Werke waren ganz eigenartig, ohne sich an irgendwelche Kunst-, Stil- oder Moderichtungen zu orientieren, er wollte „immer etwas rätselhaftes in seinen Bildern belassen“; er malte fast obsessiv kleine Mädchen, manchmal in aufreizenden Posen, oft mit Katzen, meistens hölzerne Puppenwesen. Die Farbpallette war den alten Meistern entnommen, gedämpftes Ocker bis tief braune Töne, viel Beige, dunkle Farben mit cremeweisen Farbtupfern aufgehellt.

Natürlich kratzten einen vor allem die Motive an und man stand verwundert vor diesen puppenhaften Mädchen in diesen zweifelhaften Posen und wunderte sich: ist das jetzt das, was nicht sein darf, nur Fantasien und krankhafte Vorstellungen. Der Blick ist schon gezielt auf erotische Zonen konzentriert doch das ist auch eben gewollt und ganz kontrolliert; er geht bis dahin und nicht weiter, aber das weitere existiert irgendwie auch mit auf den Bildern. Die Gestalten wirken meistens wie leblos, unbeteiligt, fern; sie alle sind schön, unberührt durch ihre Jugend, die leuchtet und unschuldig sein könnte, wenn es nicht die Posen gäbe. Und doch wirken sie für mich wie Stillleben, arrangiert bis auf kleinste Detail. Man steht zuweilen mit fixiertem Blick und versucht sie zu beleben; das gelingt nur mühsam, sie sind erstarrt und wollen in diesem Eingefroren-Sein bleiben. Ich habe mir lange die Malweise der Körper angeschaut, es waren oft wie Porzellan oder holzbemalte Beine, Gesichter weniger puppenhaft, doch die Beine und Arme schon.

In Deutschland wurde Balthus viel ausgestellt: schon in einer frühen Dokumenta in Kassel, im Museum Ludwig mit vielen Porträts von Thérèse Blanchard; das Mädchen ist bezaubernd, frühreif. Die Ausstellung trägt den Titel „Die aufgehobene Zeit“; der Titel passt sehr gut zu Balthus sujet; alle Figuren und Gegenstände in seinen Werken wirken, als ob sie für ein Augenblick eingefroren wären. Dann kam die große Ausstellung in Metropolitan Museum of Modern Art, 2014, unter dem Titel „Cats and Girls“. Es sollte auch eine Ausstellung in Deutschland im Museum Folkwang in Essen geben, die Polaroids aus den letzten Lebensjahren des Künstlers ausstellen sollte und mit den Aufnahmen von einem Mädchen von 8 bis 16 Jahren bestückt war. Doch da sahen einige zu viel direkte Lüsternheit darin. Am Schluss ist das aber nicht klar, ich selbst kann für mich das auch nicht eindeutig beantworten; ist seine Kunst Ausdruck von pädophilen Gefühle und Regungen, oder macht sie diese extra sichtbar und spürt ihnen nach, sicher verrät sie doch die Meisterhand des Künstlers dabei. Diese Ausstellung wurde abgesagt.

Nun, jetzt in Wien, stehe ich vor einem Plakat, das über eine Ausstellung im Kunstforum Wien zu Balthus informiert. Während die anderen im Café Central ihren Kaiserschmarrn vertilgen, gehe ich rein. Noch ein Kunsttempel in Wien; so viele Orte, in die man reinschauen sollte und in denen man auf immer wieder gut geplante und durchdachte Ausstellungen trifft. In diesem Moment hat sich der Kreis endlich geschlossen.

Es ist eine sehr umfassende Ausstellung, von ganz frühen Werken, in denen er sich mit der italienischen Kunst der Renaissance auseinandersetzte, bis zu den besagten Polaroids. Der Focus liegt nicht auf den Bildnissen der Mädchen, sondern es werden sogar seine Arbeiten als Bühnenbildner und Kostümbildner gezeigt. Es entsteht ein Bild eines sehr regen und extremen Außenseiters, der sich an eigene Vorstellungen hielt und nur das machte, was ihm gefiel: „Ich habe immer das Bedürfnis das Außergewöhnliche im Gewöhnlichen zu suchen“. Es entstehen Bilder, die eher der Neuen Sachlichkeit, manchmal dem Surrealismus nahe sind, mit einer manchmal düsteren oder gar grausamen Atmosphäre. Die Werke kommen von überall her und werden nach zeitlicher Abfolge ausgestellt, ohne besonderen Focus. Von den Polaroids gibt es nicht viele und sie sind geschickt ausgewählt, moralische Empörung verursachen sie nicht.

Doch auch nach dieser Ausstellung ist es schwierig zu entscheiden, wie es um ihn stand, und das macht ihn vielleicht auch so anziehend und so interessant.

***

O Balthusie już TU kiedyś wspominałam, bo, jak pisze Autorka, malował również koty, te zaś, prezentowane przez różnych artystów, przez spory kęs czasu były tematem nieregularnie, ale często tu powracającym.
EMS

Last minute: porady kulturalne dla monachijczyków

Spieszcie się, jeszcze tylko jeden dzień…

Zbigniew Milewicz

Beaty wewnętrzne światy

Wychodzące w Monachium czasopismo polonijne Moje Miasto poświęciło artystce całą piątą stronę. Budzi skrajne emocje. Jedni Beaty nie cierpią, inni są zauroczeni, osobiście należę do tych drugich, muszę się więc pilnować, żeby nie ukręcić tutaj o niej waty cukrowej.

beata0

Śpiewamy w tym samym chórze parafialnym przy Polskiej Misji Katolickiej. Przed ostatnią, kwietniową próbą daje mi obejrzeć filmik nakręcony telefonem komórkowym, z przygotowań do jej wernisażu. Na planie muzyczne trio: Leszek Żądło gra na saksofonie, Małgorzata Szewczyk na flecie i Jolanta Szczelkun na akordeonie, akompaniują Beacie, która śpiewa swoje wiersze. Muzykę ułożyła sama. Na ścianach wisi już parę jej obrazów. Jest wyraźnie podekscytowana tym artystycznym przedsięwzięciem, któremu patronuje Konsulat Generalny RP w Monachium. Wypali, czy nie… Przyjdziesz? – pyta. – Jasne – obiecuję.

beata4

Niestety w ostatniej chwili muszę zmienić plany i na wystawę docieram z tygodniowym poślizgiem. Ekspozycja nosi tytuł: Wewnętrzne światy – między mistyką i erotyką i mieści się w dwóch, średniej wielkości pomieszczeniach przy pryncypialnej Prinzregentenstrasse. W pierwszym króluje Eros, w drugim chrześcijański Bóg, dla wielu dwa antagonistyczne światy, trudne z sobą do pogodzenia. Może dlatego do tej pory żaden z księży z monachijskiej misji, w której Beata dwoi się i troi, między innymi jako psałterzystka, nie zaszczycił wystawy swoją wizytą.

– Czy można pogodzić świętość i grzech? – zastanawia się retorycznie autorka. – Skoro Bóg stworzył nas mężczyznami i kobietami, a później kazał rozmnażać się i czynić sobie ziemię poddaną, to dotykamy rzeczy świętych. Miłość oblubieńcza Boga do człowieka i miłość małżonków są w moim odczuciu sobie bardzo bliskie. Dają pełnię szczęścia. Mistyka to bezpośrednie połączenie duszy z Bogiem. Poprzez akt małżeński następuje najściślejsze zjednoczenie kobiety i mężczyzny. Ale erotyka to szersze pojęcie, tu jest miejsce na zachwyt, radość i tajemnicę. Bóg też jest tajemnicą.

beata5

Jest zadowolona z otwarcia wystawy, której dokonał osobiście konsul ds. Polonii, Aleksander Korybut-Woroniecki, z jej odbioru. Z frekwencją zwiedzających bywa różnie, ale ci, którzy przychodzą zostawiają później miłe wpisy w księdze gości. Do obrazów dołączone są wiersze Beaty, poetycko „komentujące“ ich treść, po polsku i niemiecku. Autorką tłumaczeń jest Nina Kozłowska.

Boską tajemnicą pozostanie, dlaczego Ten na Górze tak nierówno podzielił talenty wśród ludzi. Może więc dlatego niektórzy Beaty zazdrośnie nie lubią, że taka po renesansowemu wszechstronna. Z wykształcenia jest architektem, po Politechnice Warszawskiej, ma otwarty przewód doktorski na Wydziale Architektury TU w Monachium, pisze wiersze, maluje, śpiewa /w 30 rocznicę stanu wojennego wystąpiła nad Isarą z udanym recitalem piosenek Kaczmarskiego i Gintrowskiego/, dokumentuje aparatem fotograficznym i piórem życie misji, robi dekoracje na parafialne uroczystości… Zapracowała więc na ten Złoty Krzyż Zasługi, który niedawno wręczył jej w Monachium Prezydent Andrzej Duda. Poza tym jest właścicielką firmy BM Kunst, w ramach której poza malowaniem obrazów zajmuje się m.in. restauracją cudzych dzieł i projektowaniem. Prywatnie zaś ma męża i dwójkę dzieci w wieku 9 i 13 lat, którzy mieszkają w Warszawie.

– Co dzieci mają z takiej matki? – pytają “życzliwi”.

beata1

Myślę, że najlepiej je o to osobiście zapytać. Ale najpierw zachęcam wszystkich, kto jeszcze nie był, a lubi niekonwencjonalną sztukę do zwiedzenia wystawy, bo warto.

***
beata6Próbka poezji autorki.

Pąki Istnień

Jak pąki Istnień
Co Duchem spowite
Jak ciało nieme
Nagością okryte
Jak Tajemnica
Co się rozpoczyna
Tak życiem wytrwa
w Miłości przyczyna

 

Fotos: Autor

 

I kolejne majowe rocznice

Anna Dobrzyńska

„TO BYŁ MAJ…”

Ewa poprosiła mnie o napisanie tekstu – takiego żeby były w nim moje rysunki. Z przyjemnością, zwłaszcza, że ostatnio mieliśmy trochę wolnych dni majowych, czas na relaks, spotkania z przyjaciółmi i oddanie się swoim pasjom – a zatem rysunków u mnie przybyło :-). Oczywiście „długi weekend” to ważne święta i warto o tym pomyśleć, kiedy tak sobie patrzymy w błękit nieba i opalamy się w promykach wiosennego słońca.

maj ania D

Rys. Anna Dobrzyńska

Nie ma już hucznych pochodów 1 majowych, gdzie w pierwszym szeregu szli hutnicy, górnicy, pielęgniarki – w zależności od miasta, nie ma już tłumów machajacych kwiatami z krepiny, które wcześniej dzieci wykonywały w szkołach na plastyce… /robiłam/, nie ma tych wszystkich zadowolonych ludzi, którzy radośnie pozdrawiają przedstawicieli władzy i ogólnie są zadowoleni z życia i wszystko im się podoba…

Udział w pochodzie był obowiązkowy. Jeśli ktoś by się nie pojawił w owym dniu – miałby potężne nieprzyjemności w pracy łącznie ze wstrzymaniem kartek lub wypowiedzeniem. Ktoś kto miałby zwolnienie lekarskie, też byłby mocno podejrzany. Dlatego na pochodach wszyscy byli, co ważniejsze mieli bardzo dobre humory. W majowym słońcu, w towarzystwie koleżanek i kolegów z pracy, trzeba było tylko przejść – w zasadzie krótki dystans – z wręczoną wcześniej flagą, pozdrowić władzę i wysłuchać jej długich, nudnych przemówień – choć zdarzały się w nich zdania zapadające w pamięć: „Gdybyśmy mieli więcej cieńkiej blachy zarzucilibyśmy świat konserwami! Ale nie mamy mięsa”; „Odkąd krowa została zapłodniona przez człowieka znacznie wzrosło pogłowie bydła”;”Wprawdzie znaleźliśmy się nad przepaścią, ale zrobiliśmy wielki krok naprzód!” – autorem tych cytatów jest Władysław Gomułka.

Jako, że w PRL-u brakowało wszystkiego, popularnością cieszyły się flagi robotnicze. Były całe czerwone i nadawały się świetnie na – poduszkę. Były spore, trzeba było tylko pozszywać i wypchać pierzem… Pierza na pochodach nie rozdawali… to trzeba było już załatwić inaczej. Jedna pani dyrektor przedszkola wykorzystała flagi robotnicze na uszycie stroju dla Świętego Mikołaja. Dzieci były zachwycone, bo czerwień była mocna i błyszcząca, tylko Święty Mikołaj był cały spocony i tchu mu brakowało, bo to jakieś sztuczne tworzywo nie przepuszczające powietrza. Patyk od flagi dobrze się nadawał na drążek do ćwiczeń dla dziecka, albo tyczkę do pomidorów, trzeba było tylko przepiłować na pół, bo był za długi. Trochę stresującym momentem było odłączenie od pochodu, skręcenie w boczną uliczkę i wmontowanie flagi na dwumetrowym kiju do wcześniej zaparkowanego malucha… ale – Polak potrafi.

Cóż, socjalizm to ustrój dla ludzi z wyobraźnią :-). Ok – trochę to niemoralne, zgadzam się ale… takie czasy. „Socjalizm jak wiadomo to ekonomiczny system permanentego niedoboru. Toteż wymyślono, jakie cztery czynniki uniemożliwiają rozwój gospodarczy. To w kolejności: wiosna, lato, jesień, zima” – obrazował tą sytuację popularny dowcip. Socjalizmu nie ma – ale święto pozostało. I słusznie – no bo jak tu zrezygnować z długiego weekendu, a poza tym w demokracji też się pracuje; praca to praca – świętować zawsze warto.

maj ania D (4)

Rys. Anna Dobrzyńska

2 maja – święto flagi państwowej. Oczywiście – flagę państwową należy czcić a skoro i tak już wisi na budynkach między 1 a 3 maja to od 2004 roku – robi to oficjalnie i w ramach państwowego święta.

A jak już wspomniałam o związku flagi z poduszką warto przytoczyć tu historię z pierwszych dni Powstania Warszawskiego, kiedy to Polacy zwyciężali i nagle na wielu budynkach odebranych Niemcom pojawiły się biało-czerwone polskie flagi. Jak to się stało, że raptem, w ferworze walki, Polacy mieli tyle flag, co przecież przez pięć lat okupacji było zabronione? Ano właśnie na prędce szyto je z prześcieradeł i – poduszek, a potem zawisały na kijach od szczotki, miotły, grabi… Opowieść tę mam z pierwszej ręki od jeszcze żyjącego Powstańca Warszawskiego… Historia lubi się powtrzać, dlatego warto się jej uczyć i wyciągać wnioski :-).

maj ania D (3)

Rys. Anna Dobrzyńska

No i 3 maja – święto Konstytucji 1791 roku – I Konstytucji w Europie i II na świecie. Jest się więc czym chwalić i co świętować. Przy tej okazji warto wspomnieć o drugim dokumencie, który był równie pionierski w Europie – Konfederacji Warszawskiej z 1573 roku, który zakładał swobodę wyznaniową i pokój między wszystkimi różniącymi się w wierze, a także równouprawnienie innowierców z katolikami i jednakową opiekę państwa. Dokument uważany jest za początek gwarantowanej prawnie tolerancji religijnej, którą dziś zapewnia uchwalona w 1948 roku – Deklaracja Praw Człowieka. A w Rzeczpospolitej to było już w XVI wieku (!) – i czy to nie jest powód do dumy J? W 2003 roku tekst Konfederacji Warszawskiej został wpisany na listę UNESCO Pamięć Świata. Obydwa te historyczne dokumenty zostały uchwalone na Zamku Królewskim.

A tak przy okazji – kto myślał, że na obrazie Jana Matejki, wnoszony do Katedry i trzymający triumfalnie dokument Konstytucji to król Stanisław August Poniatowski? Z pewnością nikt :-). Ale nawet gdyby ktoś tak pomyślał – nie ma się czego wstydzić, bo wielu ludzi tak uważa, podczas gdy to jest Stanisław Małachowski – marszałek sejmu, a król idzie wcześniej, w czerwonym płaszczu.

W 2014 roku mieliśmy wyjątkową możliwość, aby poczuć wszelkimi zmysłami klimat tego obrazu, gdyż za sprawą grup rekonstrukcyjnych obraz ożył właśnie w dniu 3 maja.

maj ania D (2)

Wydarzenie odbyło się pod patronatem Kancelarii Prezydenta RP – Bronisława Komorowskiego, który wraz z Małżonką obejrzał inscenizację.

Obecnie propozycja miasta przygotowana na świąteczne dni jest bardzo bogata, można np. uczestniczyć w otwarciu sezonu Multimedialnego w Parku Fontann na Podzamczu, obejrzeć widowiska związane z warszawską syrenką, popływać kajakiem po Wiśle czy wziąć udział w rozgrywkach rowerowych – European Cycling Challenge lub wystartować w biegu Konstytucji 3 maja… Chyba najpopularniejsze są jednak wyjazdy za miasto i rekreacja na świeżym powietrzu. Co kto lubi. Ja na przykład lubię rysować – a jeżeli mam możliwość realizowania tego w słoneczny, majowy dzień wśród kwitnących i pachnących kwiatów – pełnia szczęścia :-).

maj ania D (1)

Frauenblick

Monika Wrzosek-Müller

Mach dich hübsch

Als ich 1984 aus Warschau in die Bundesrepublik kam, spürte ich sofort, wie total anders Weiblichkeit und Frau-Sein in Deutschland erlebt und verstanden wurde. Mit meinem fremden Blick kamen mir die Frauen so vor, als ob sie sich ihrer Weiblichkeit versagen würden; viele trugen irgendwelche sackförmigen, ziemlich undefinierbare Kleider, oder Jeans, und flache, breite Schuhe. Nur einige wenige gaben sich Mühe und spürten den Wert des „sich hübsch Machens“. Allgemein wurde signalisiert: Kleidung geht uns nichts an, überhaupt ist uns unser Aussehen egal, wir stehen über diesen Sachen, make up war eigentlich auch verboten. Das empfand ich damals mit Wehmut, denn ich dachte an die tausenden von Möglichkeiten, die sie hier doch hatten – mit den vollen Läden, den Farben und der Auswahl; wie viel Spaß es uns in Polen gemacht hätte, uns so herausputzen zu können und sich zu zeigen. Sogar die Studentinnen der Kunstgeschichte, bei der sich in Warschau immer die am besten gekleideten und oft auch die schönsten Mädchen tummelten, sahen in Berlin ziemlich grau und uninteressant aus. Ich wurde meistens belächelt mit meinen Anstrengungen, schick, in stimmigen Farben angezogen zu sein.

Es gab damals aber doch eine Frau, die mich faszinierte, sie hieß Veruschka Lehndorff und war in der italienische Modewelt als die große Blonde bekannt; sie war dort in den 60-er Jahren als Modell entdeckt worden, spielte auch in Antonionis Film „Blow Up“ mit und kehrte dann irgendwann in den 80-er Jahren nach Deutschland zurück; sie wollte auch nicht mehr als nur schön angesehen werden, das galt als anrüchig und unintellektuell, sogar dumm… Sie versuchte, sich selbst mit bodypainting zu einer Kunstfigur zu machen. Doch sie kämpfte mit dem Nachkriegsdeutschland, mit der BRD, sie kämpfte auch mit ihren Depressionen und dem Unangepasstsein, dem Nicht-dazu-gehören.

Auch Hannelore Elsner habe ich immer bewundert, besonders in „Mein letzter Film“; da spricht sie so offen über das Frausein, das Leben und die Lust und Last, schön zu sein, über ihre Männer; über gescheiterte Beziehungen und über die Spuren des Lebens und die Makel, und man nimmt ihr das alles ab, als ob sie über ihr Leben sprechen würde. Die große Diva des deutschen Kinos zog mich in allen ihren Filmen, besonders in „Alles auf Zucker“ oder „Die Spielerin“ magisch an, denn sie hat ein Geheimnis und eine Art von Vitalität, die mit Zerbrechlichkeit verbunden ist.

Die beiden kamen mir immer wieder in den Sinn bei der Ausstellung von Isa Genzken „Mach dich hübsch“, vielleicht nicht immer wegen der Werke, sondern mehr wegen des Titels. Es ist eine Retrospektive und als solche sehr vielschichtig, alle möglichen Phasen des Schaffens der Künstlerin werden gezeigt; es sind viele Werke aus den ganz jungen Jahren (die großflächigen abstrakten Ölgemälde und die schweren Betonklumpen) , aber auch ganz neue. Die Künstlerin thematisiert doch sehr das Frausein, immer wieder tauchen Anspielungen darauf auch da auf, wo man sie gar nicht vermutet; z.B. auf den Röntgenbildern sieht man immer wieder ganz deutlich einen Ohrring, oder die großen Ohrenfotografien sind nicht nur durch ihre überdimensionale Größe interessant, sie werden auch mal mit einem, mal mit mehreren Ohrringen verschönert, und es sind weibliche Ohren, das sieht und spürt man. Wieviel Hübsch-Sein darf man sich erlauben oder ist erlaubt? Ja, diese coole Künstlerin hat mich fasziniert, schon ganz am Anfang meines Kunstgeschichtsstudiums in Berlin; sie war Schülerin von Gerhard Richter, lange seine Frau und lange unter seinem Einfluss, und doch ging sie dann ihren Weg, und hat diese Coolness durchgehalten, mühsam und kämpfend ,aber doch. Und sie sorgt mit ihren Puppen und Mannequins, mit ihren Installationen zum Ground Zero, mit den „Weltempfängern“ aus Beton mit den herausragenden Antennen, tonnenschwer und leicht zugleich, als ob sie die Verbindung zwischen Schwere und Leichtigkeit zeigen wollten; sie ist immer wieder für eine Überraschung gut. Obwohl man oft vor den Installationen steht und lange grübelt, was denn nun hier das wichtige sei, worum es geht, doch irgendwo findet man die Ästhetik , die Anspielung und den Zusammenhang. Sie sei gerne mal frech, sagt sie, und das spürt und sieht man an den Kollisionen von Materialien und Themen, die sie behandelt und die sie zusammenbringt. Wie sie Flugzeugwrackteile verbindet und auf die Lebensumstände der Menschen, die in den Türmen des World Trade Center gearbeitet haben, aufmerksam macht.

Manchmal drängt sich dann doch die Frage auf, ist das hier unbedingt ausstellungswürdig. Und dann geht man in den nächsten Raum und wird durch die vielen Büsten von Nofretete mit Sonnenbrillen und fetzigen Schals entschädigt und es wird einem klar, dass die Künstlerin die Coolness aushält, sie zum Spiel macht und einem den Weg dahin weist. Es ist vieles leicht ironisch und mit einem zugedrückten Auge, so als würde sie kokettieren und alles leicht machen wollen und dann aber doch die ganz schwer beladenen Themen behandeln.

Ich sah manchmal die Ratlosigkeit in den Gesichtern der Besucher aber auch manchmal ein Lächeln, die Kommentare fielen spärlich aus, vieles müsste man sich wahrscheinlich ganz lang anschauen und dahinter kommen, doch wer will das in unserer Zeit, und dann bleiben die große ganz schräg angezogene Puppe und die Büsten der Nofretete in Erinnerung, und das ist vielleicht auch genug.

***
Ausstellung Mach dich hübsch im Martin-Gropius-Haus