Reblog: Lato 1980.

Radek Wiśniewski

Trans. Między apatią a apostazją.

– Kto był na mszy w niedzielę, ręka w górę – wydał polecenie ksiądz Wania, nazywany tak chyba dlatego, że często dostawał kolorów na policzkach i wyglądał wtedy jak rasowy, rosyjski mużyk z wiechciem jasnych włosów na czubku czaszki oraz kwadratową szczęką. Wszyscy na wszelki wypadek podnieśli ręce poza Benkiem. Benek siedział nieporuszony i tylko tik lewego oka zdradzał, że bardzo, ale to bardzo się boi. Benek jednak bał się całymi dniami, banie się było jego podstawowym zajęciem, a lęk podstawową formą istnienia, od której czasem się uwalniał popijając z żulami piwo albo wino na placu zabaw nad Odrą, a robił to od kiedy odkrył kojącą moc bełta, czyli od połowy szóstej klasy. W szkole bał się bo nigdy nie był przygotowany na nic poza bitką, względnie odbieranie wpeirdolu gdy siły były wystarczająco nierówne, a nierówne były zazwyczaj, bo nikt nigdy nie stawał po jego stronie, a bicie jednego w raźnej grupie zawsze było fajniejsze niż stanie z boku. Po szkole bał się, bo czuł, wiedział, że nie zdoła się przygotować na kolejny dzień do szkoły, nawet gdyby przeszedł jakiś osobowościowy przełom i tu oraz teraz usiadł z mocnym postanowieniem by nadrobić wszystkie zaległości od pierwszej chwili, kiedy przekroczył próg szkoły. Zapewne było to niemożliwe, dlatego właśnie, że jego nieprzygotowanie do konkretnej lekcji sięgało wiele, wiele lat wstecz, prawdopodobnie właśnie do tej pierwszej chwili kiedy przekroczył próg szkoły. Ale i to nie było najgorsze. Najgorsi byli wszyscy kochankowie jego mamy, rodzącej co dwa-trzy lata kolejne rodzeństwo Benka, a mimo to zachowującej widać jakiś specyficzny powab i wdzięk dla kolejnych gachów, których wymieniała w tempie jednego na rok. Niestety wszyscy oni bili Benka i bili jego Mamę, więc pomimo tego, że ostatecznie od kolejnych kłopotliwych kochanków uwalniała się raz za razem, nic się nie zmieniało w świecie Benka. Był bity, a matka była zawsze zajęta kimś lub czymś innym co było zapewne w jej mniemaniu poszukiwaniem szczęścia, zaś jej szczęście jej samej wydawało się mocno sprzężone ze szczęściem jej syna i całej czeredy młodszego rodzeństwa. Była to oczywista nieprawda, bowiem było za późno by nawet największe szczęście na jakie mogli liczyć mogło zatrzymać Benka w jego powolnym, jednostajnym ruchu w kierunku życiowej przepaści, a jemu samemu zostawały huśtawki opodal plebanii nad Odrą, park wokół starej fosy, kolejne ławki wokół stadionu miejskiego i coraz więcej taniego, słodkiego wina. Benek czuł i wiedział, że w jego wypadku istnieje coś takiego jak przeznaczenie lub los i poddawał się mu bez oporu, aczkolwiek z rosnącym lękiem i bezradnością. Wiedział o tym Benek i wszyscy naokoło. Nikt zatem nie zdziwił się zatem, że brakowało tej jednej podniesionej ręki, ręki Benka. Tak samo jak nikt się nie zdziwił, że ten brak zwrócił uwagę księdza Wani.

– Chodź no tutaj Tomkowski – ksiądz Wania schylony do tej pory nad dziennikiem wyprostował się i oparł wygodnie na krześle. Widać to było wyraźnie, bo szerokie biurko katechety stało na niewielkim podwyższeniu na lewo od tablicy.
– Ale po co? – zapytał Benek zaczepnie jakby próbował jednak jakoś się obronić, przed tym co musiało nadejść nieuchronnie – bo co, bo nie podniosłem ręki? Nie podniosłem bo nie byłem, to przynajmniej nie kłamię.
– Pozwól no tutaj, pozwól – lodowato spokojnym głosem powtórzył polecenie ksiądz i oparł szerokie, mięsiste dłonie o krawędź stołu. Benek niechętnie podniósł się z ławki na końcu salki katechetycznej i powoli po trzeszczących deskach ruszył w stronę podestu z biurkiem. Kiedy stał już obok podestu ksiądz pokazał gestem, że ma wejść na podest. Nie było tam dużo miejsca, biurko zajmowało większość podestu, więc ktokolwiek by na nim stanął wisiał piętami poza podestem.
– Opowiesz nam wszystkim Tomkowski dlaczego to nie byłeś na mszy? – zapytał z wystudiowanym spokojem ksiądz Wania.
– Bo nie i już, nie zawsze mogę być, nawet jakby chciał być.
– Myślisz że Pan Bóg to jest chłopiec na posyłki?! – Wania mówił ciągle spokojnie, chociaż czuć było, że rośnie w nim wściekłość, wszyscy to czuli – a może to jest petent dla którego możesz, ale nie musisz znaleźć czasu? Nikt się ciebie gnoju nie pyta czy ty chcesz, czy możesz! Rozumiesz?! To obowiązek jest! I masz być co niedziela!

Twarz Benka nie wyrażała zrozumienia, tylko psią rezygnację, apatię zwierzęcia, które zna ciąg dalszy sekwencji zdarzeń. To najwidoczniej nie dało satysfakcji księdzu Wani, który pożądał zrozumienia, albo czegoś innego niż wyrażała pociągła, piegowata, okolona rudymi włosami twarz Benka.

– I czego się tak gapisz koniowale?!! – ryknął katecheta – Msza święta to twój zasrany obowiązek kurwi synu, nikt się ciebie nie pyta czy możesz czy nie, masz być i słuchać! Mamusia się puszcza, tatusia nie ma w domu? Bo tak samo jak ty, synu dziwki nie chodzili i nie zawsze mogli! I zamiast chodzić do kościoła uczyli się picia, pierdolenia i palenia i tak samo chowają ciebie! Rozumiesz czy nie?!
– Ksiądz się odczepi od mojej matki – wykrztusił Benek i zrobił się cały czerwony, przez co wydawało się że zanikają piegi na jego twarzy, ale że cała twarz zamienia się purpurowy owal.
– Tyyy psia jucho ty – ksiądz Wania w jednej chwili zamachnął się lewą ręką, która wydawała się wręcz przybita na stałe do stołu i uderzył Benka z całej siły w lewą część głowy, a zrobił to tak gwałtownie i z taką siłą, że Benek bezwładnie poleciał na tablicę, odbił się od niej wzniecając małą kurzawę pyłu kredowego, który podniósł się z korytka pod tablicą i wylądował ostatecznie przed pierwszym rzędem ławek zwyczajowo zajmowanym przez dziewczyny. Czerwony na twarzy a zarazem umorusany kredą leżał dłuższą chwilę na podłodze a dziewczyny z pierwszej ławki nie wiedzieć dlaczego zaczęły się chichrać i dławić udawany śmiech. Ale czujne oko księdza już błądziło gdzie indziej i złowiło natychmiast owalną twarz Piątka.
– Ty, Piątek, taki zadowolony jesteś, wstań no proszę i opowiedz nam jakie były czytania w niedzielę na mszy…

Piątek trafiony celnie zmartwiał, ale po chwili wstał, uśmiechnął się nieśmiało i zaczął:

– No więc było z proroka Izajasza…
– Jeremiasza – szepnął teatralnie Dryla z ławki obok
– Dryla! – wrzasnął ksiądz – chodź no tutaj i ty Piątek też!
Obaj zaczęli posłusznie przeciskać się przez wąskie przejście między ławkami mijając po drodze wracającego Benka rozcierającego sobie lewe ucho, które było napuchnięte i czerwone.
– Ale nas to ksiądz nie będzie bił, co? – zapytał z ironicznym uśmiechem Piątek
– Nieee – uśmiechnął się ksiądz – was nie, chcę tylko się dowiedzieć… bliżej, bliżej – wskazał im to samo miejsce na którym przed chwilą stał z piętami w powietrzu Benek – chciałbym się dowiedzieć, który z was tak naprawdę był na mszy w niedzielę, bo a pewno nie obaj, chociaż obaj podnieśliście ręce…

Odpowiedziało mu milczenie. Dryla stał ze spuszczoną głową, tak jak to miał wyćwiczone ze szkoły, a Piątek patrzył księdzu w oczy, jakby nie wiedział, że wściekłemu zwierzęciu nie wolno patrzyć w oczy bo to je prowokuje.

– Na pewno nie obaj – powtórzył przez zaciśnięte zęby ksiądz Wania – bo czytania były akurat z Koheleta psia wasza mać – i chwycił ich obu za koszulki a potem pchnął z całej siły tak, że wprawdzie nie odbili się od tablicy wiszącej na ścianie po prawej jak Benek ale lecieli po malowanych i wyświechtanych deskach dobre dwa lub trzy metry nie potrafiąc złapać równowagi by wyrżnąć z całej siły plecami i głowami w ścianę jaka była za ich plecami przy cichym ale wystarczająco donośnym chichocie dziewczyn z pierwszej ławki.
– Kto mi powie o czym było kazanie – ksiądz uśmiechnął się przebiegle i jego wzrok padł na ciebie.

Ale w tobie coś właśnie pękało do końca, coś co było już kiedyś mocno poruszone i zetlałe. Może od tego momentu kiedy śmietnik na podwórku nie chciał się mimo twoich gorących modlitw zamienić latem ani zimą w pojazd Załogi G. A może chodziło o coś jeszcze innego, czego sobie nie uświadamiałeś do tej pory. W każdym razie podniosłeś się, nie czekając na wezwanie księdza ale wydostawszy się spomiędzy ciasno zestawionych ławek skręciłeś w lewo, w stronę drzwi wyjściowych z salki, uświadamiając sobie nagle, że cały ten odpustowy stragan przemocy działa tylko dlatego, że ktoś uznaje, że musicie przystąpić do bierzmowania, że jakieś tam rzeczy wydają się niezbędne a wcale takimi nie są. Że oprawca ma w tym wypadku tylko tyle mocy ile sam mu oddasz.

– A ty gdzie?!!! – ryknął ksiądz Wania, tak że poczułeś mrowienie w okolicy pośladków. W pierwszej chwili myślałeś że wyrwie zza biurka i będzie chciał cię dopaść. Odwróciłeś się odruchowo w kierunku zagrożenia i zobaczyłeś, że istotnie uniósł się zza biurka i stał pochylony nad nim ale nie był w stanie cię dopaść. Dzieliło was ładnych kilka metrów, podczas gdy on tkwił za biurkiem i ubrany był w grubą sutannę. Nawet gdyby skoczył przez biurko, raczej by cię nie dogonił.
– A do domu… – odpowiedziałeś głośno i wyraźnie. Ksiądz Wania uniósł brwi a jego kanciasta twarz wyrażała bezbrzeżne zdziwienie.
– Jak stąd wyjdziesz to zapomnij gnoju o bierzmowaniu! – wycharczał – zapomnij o czymkolwiek!
– Tak zrobię – odpowiedziałeś i nacisnąłeś klamkę drzwi, które przecież nie były zamknięte na klucz.

I wyszedłeś, tak jak się wychodzi z kina, sklepu, przychodni lekarskiej, kiedy powód przebywania w danym miejscu przestał być istotny. Na zewnątrz było chłodno. Październik był, może początek listopada, pełno mokrych liści na bruku starego miasteczka, w parkach, niewielkie plamy światła latarni ulicznych, z których nie wszystkie świeciły.

Modlitwa jak miecz ostra

Roman Brodowski

Modlitwa do Prawdy

Wołają Ciebie Panie od zawsze
Szukają w zakrytej przestrzeni
Dotykają granicy człowieczeństwa
A Ty się ukrywasz między psalmy.

Otwierają ksiegę Twej mądrości,
Tajemnicę objawionego Jestestwa,
I ślepotą czasu błądzą w ciemności
By dosięgnąć mocy sprawiedliwej

A ja słyszę Dawida niosącego modły
Do gwiazdopełni bezkresu nieba
Głos wypełniający sakralną przestrzeń
Zapachem, niepojętej nikomu, prawdy.

Słyszę Jezusa w aureoli wszechmocy
Głoszącego światu Chwałę Twoją,
Syna Ojca, stąpającego ścieżką prawdy
Odrzuconego przez zgniłe owoce ziemi.

Słyszę przemykające obok mnie cienie,
Każdy z symbolem jakiegoś wyznania
Niesie w swych ustach relikwie niemocy
Zapach mirtu zmieszany z piołunem.

Świat przestał się pytać o sens istnienia,
Przestał pytać o drogę pojednania.
Wiara nie potrzebuje drogowskazu
Oliwne lampy dawno wygasły

Czy to nie Ty powiedziałeś – Ojcze
Głosem Narodzonego Zbawienia
Że nie można służyć dwóm panom?
Jak mam odnaleźć Cię pośród innych?

Świat gubi się w urodzaju świętości,
A ja spragniony czystej źródlanej opoki,
Nadal tkwię w ciasnym uchu igielnym
Wystawiony na drwiny bogobojnych.

Bo wciąż szukam śladów w mej bliskości
W wielkiej szczodrości chlebowej ziemi
W konarach przydrożnych, starych drzew
W nostalgii szumiącego, leśnego potoku.

Idąc za głosem mojego jestestwa
Do Ciebie zwracam się z prośbą żebraczą.
Nie do dogmatów, obrazów, skał nagich…
Nie do pasterzy pasących owce bezwiedzą

Z Tobą rozmawiam potrzebą wnętrza
Jak marotrawny syn z miłosierdziem Ojca
A Ty? – Czekając na progu, zapraszasz do snu

Hosanna! – Oto tajemnica mojej drogi

Berlin, kwiecień 2011

Apokryf XXIX

„Kim jesteś ty, co się odważasz
Sądzić cudzego sługę?”
List do Rzymian 14:4

Oni nie rozumieją
Mówią – Żeś jeden dla wszystkich
A wiary w ich czynach nie odnajdziesz.
Dlaczego – Ojcze!

W ślepej bezwierze
Bezprawiem czynią prawo
Dzieląc na lepszych i gorszych
Dlaczego – Ojcze!

Dla małego człowieka
Wyrzekają się twojej wielkości
Osądzają efekt Twojego dzieła
Dlaczego – Ojcze!

Nawet niebo w bezkresie
Nawet słońce w mocy światła
Nawet ziemia w zapachu chleba
Żyją wolą Twojego tchnienia

Oni nie rozumieją
Mówią – Żeś jeden dla wszystkich
A nie poznają synów Twoich w pragnieniu.
Dlaczego – Ojcze.

Czyżby właśnie dlatego?
– Ojcze!

Berlin, 26.09. 2007

Apokryf XXXVI

„Oto nadejdą dni, gdy ześlę głód na ziemię,
nie głód chleba ani pragnienia wody,
lecz głód słuchania słów Pańskich”
Księga Amosa 8:11

Niby szarańcza na przedżniwiu
W nadmiarze zachłanności
Na żer ruszyły, być i mieć
Ludzkiego dosytu wiary

Pola pleśń chabrów ukwieciła
Ziarno pokory pokrył chwast
A słowa pieśni dziękczynnej
Pojedynczo opuszczają skansen

I tylko nieliczni podnoszą ręce
Ku chwale niepojętej mocy
Składając swoje być i mieć
Na ołtarzu zwyczajnej pokory.

Świat naszego Bogochwalstwa
Powoli odchodzi do lamusa
Zamykając kolejny akt nadziei.

Nadchodzą dni posuchy Twych słów

Berlin, 21.03. 2013

Apokryf XXXXII

„…Nie człowiek wyznacza swoją drogę
I nie w jego mocy leży kierować krokami, gdy idzie”
Jer 10 :23

Kryształki kwarcu
Rozsypane
Na bezdechu
Karmionej
Powolną erozją
Pustynnej wielkości
Niemego
Doświadczenia.

Wielkość
Odziana
W sakramenty
Ostatniej posługi
Rzucona w beskres
Ludzkiej niemocy
W czas procesu
Dojrzewania.

Człowiek
Poszukający
Kolejnej gwiazdy
Na bezdrożu
Dogmatycznej
Interpretacji
Świadomego
Boskiego Bytu,

I Przestrzeń
Zaknięta
Granicą przemijania
Zwaną potocznie
Wiecznością.
Nieosiągalna
Przestrzeń wiedzy.
Tylko miejsca dla Boga… brak.

Berlin, 27. 07. 2016

Reblog: Światowe Dni Młodzieży / 21. Weltjugendtag

Ist ja auch für meine deutsche Leser:
Papst Franziskus – In Polen geliebt und gehasst

Agnieszka Hreczuk

Papież Franciszek w Polsce – kochany i znienawidzony

Dziś zaczynają się w Krakowie Światowe Dni Młodzieży: przyjadą setki tysięcy ludzi, żeby zobaczyć papieża Franciszka. Ale nie wszyscy w Polsce są do papieża przyjaźnie nastawieni. Dla niektórych jest on zbyt liberalny – przede wszystkim w stosunku do uchodźców i homoseksualistów.

W Krakowie wszystko jest już prawie zapięte na ostatni guzik. Na Rynku stoi Zegar Dni Młodzieży i odlicza godziny do rozpoczęcia uroczystości. Na polu, na którym papież Franciszek będzie odprawiał mszę, prowadzone są jeszcze intensywne prace, żeby wszystko było gotowe punktualnie. Mieszkańcy Krakowa, ludzie z całej Polski i ze świata pomagają, prawie każdy jest w jakimś stopniu zaangażowany.

“Cieszę się, że przyjeżdża. Lubię go i wysoko cenię to on robi. Jest taki otwrty i taki nezwykły. Całkiem inny niż jego poprzednicy. Jest skromny i kieruje się w życiu własnymi regułami.”

„Jasne, że jestem na Światowych Dniach Młodzieży, cieszę się na papieża. On jest po prostu fantastyczny! Ja jeszcze nigdy w życiu tak pozytywnie myślącego człowieka nie widziałem“, mówi Piotr, trzydziestoletni pracownik naukowy i praktykujący katolik. Ale on wie, że nie wszyscy Polacy mają takie samo zdanie. Doskonale zdaje sobie sprawę, że wielu ludzi jest bardzo sceptycznych. Jedni uważają, że Franciszek rozwadnia katolickie doktryny, inni twierdzą, że dopuszcza do zniszczenia Europy przez islam. To tylko niektóre z zarzutów.

Na krakowskich ulicach wiszą flagi i małe portrety papieża. Ale na tych portretach widoczny jest Jan Paweł II. Mówi się, że to dlatego, że on był pierwszym organizatorem tych uroczystości, tak jakby założycielem. Ale może nie tylko dlatego.

Miłosierdzie idące za daleko

Ponad połowa Polaków uważa, że seks przedmałżeński jest w porządku, polscy katolicy akceptują też jego wyroumiałość dla osób rozwiedzionych. Ale nie mogą zaakceptować papieskiego miłosierdzia wobec uchodźców, ani jego tolerancji dla lesbijek i gejów.

Kwestionowanie słów papieża jest dla Polski czymś nowym, mówi ksiądz Tomasz Jaklewicz, zastępca redaktora naczelnego gazety „Gość Niedzielny“, który dodaje:

„W redakcji także sprzeczamy się na temat Franciszka. To papież, który wzbudza duże emocje. Jedni mówią, że on jest tym, na którego już długo czekali, inni się od niego dystansują. W Polsce wielu wierzących i księży jest zdezorientowanych. Oni nie wiedzą, w jakim kierunku papież kościół prowadzi“.

Oficjalnie papież ma pełne poparcie. Episkopat nawet wydał niedawno oficjalne oświadczenie, że katolicy w Polsce kochają papieża i są mu posłuszni. „Jeżeli musi być wydawane takie oświadczenie, to znaczy, że coś nie gra” – mówi Adam Szostkiewicz, publicysta, który już od trzydziestu lat obserwuje działania Kościoła katolickiego. „Stosunek Polaków do Franciszka jest schizofreniczny“, uważa Szostkiewicz.

Zbyt postępowy

Jego spontaniczność, otwartość i serdeczność, za które wielu Polaków go kocha, jest dla innych podstawą ataków, przede wszystkim w internecie. „Zdrajca“, „fałszywy prorok“, „lewak“ – takich określeń używają jego przeciwnicy.

Zdaniem księdza Jaklewicza, dla sporej grupy nie istnieje nic, co by papież dobrze robił. Najbardziej krytykowana jest postawa Franciszka wobec uchodźców, ale także jego postępowość. Może uda się te nieporozumienia i napięcia ułagodzić podczas spotkania w Krakowie. To będzie zależało do tego, jak otwarci będą Polacy i od tego, co on powie – mówi zastępca redaktora naczelnego „Gościa Niedzielnego“.

Inaczej widzi to Piotr: „Polscy katolicy powinni się wreszcie otworzyć dla przyszłości i pojąć, że polski Kościół nie jest pępkiem katolickiego świata. To było wspaniałe, że mieliśmy papieża Polaka, ale to minęło. Teraz mamy Franciszka i jeżeli jesteśmy katolikami, to powinniśmy iść za nim”.

Streszczenie: Marzanna Dyjak-Diederich dla strony DOK – Democracy is OK – jak napisał redaktor strony Bartek Hlebowicz, streszczenie zostało zrobione “po godzinach”: w metrze, w trolejbusie, w kolejce do sklepu, w deszczu, w przerwie na lunch i w ogóle.

Najserdeczniejsze podziękowania!!!!

Dodane 28 lipca. Wczoraj Papież przybył do Polski.

papiezwPolsce

Różnica pomiędzy tym co może być, a tym co już jest

Ze wszystkich artystek płci wszelakiej, jakie znam, Aleksandra jest najbardziej kobietą. Dlatego to ją poprosiłam o wypowiedź na temat tego, co w sprawie aborcji dzieje się obecnie w Polsce.

rechtslage_abtreibung_welt

legenda mapa aborcjiAleksandra Hołownia

O aborcji

Fundamentaliści religijni konsekwentnie pozbawiają kobiety wszelkich praw. Watykan nie stanowi tu wyjątku. „W kościele katolickim pogarda dla kobiet zaczyna się od zakonnic będących na samym dole hierarchii. Niektórzy księża mówią, że zakonnice to współczesne niewolnice”…(1)

Jan Sarna w swym eseju Kościół i Kobiety pisze: „Kościół przez wieki miał duży wpływ na prawa stanowione w Europie, a więc i na wrogi stosunek do kobiet”. Erazm z Rotterdamu mówił, że „nauki tak nie pasują do kobiety, jak siodło do wołu…” Lekceważenie kobiet widoczne jest wyraźnie za czasów Augustyna, a Tomasz z Akwinu jeszcze to pogłębił, uważając że „Kobieta to zwierzęca niedoskonałość. Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych”. Negatywny stosunek kościoła do kobiet nie uległ zmianie w naszych czasach. Jan Paweł II w liście pasterskim „Ordinatio sacerdotalis” twierdził, że jest niedopuszczalne i niezgodne z zamysłem Boga, aby kobieta mogła otrzymać święcenia kapłańskie. Pismo Święte wyraźnie mówi, że kobieta została przeznaczona na „pomoc człowiekowi”.(2)

alex (1)

Dlaczego politycy katolickich krajów europejskich, którzy znają przecież niehumanitarne i niesprawiedliwe stanowisko Kościoła, nadal kooperują z Watykanem, a nawet pozwalają rodzimym arcybiskupom i biskupom na współtworzenie praw? Episkopat pertraktujący obecnie z polskim rządem, dąży do wprowadzenia w życie ustawy, zniewalającej kobiety do przymusowego macierzyństwa. Kilka dni temu dostałam maila z prośbą o podpisanie petycji w sprawie ochrony życia każdego dziecka. Autorzy petycji pisali:

Batalia o ochronę życia dla każdego dziecka, zarówno przed urodzeniem jak i po urodzeniu ruszyła na nowo… Stwierdziłam, że w tym przewrotnym zdaniu chodzi o poparcie dla zakazu aborcji. Osobiście zabijanie dzieci po przyjściu na świat uznaję za morderstwo. Natomiast przerwanie niechcianej ciąży do 12 tygodnia ma dla mnie swoje uzasadnienie. Nie trzeba chyba wyjaśniać, ile nieszczęścia powoduje przypadkowe zajście w ciążę, wywołane choćby gwałtem, kazirodztwem lub po prostu bezmyślnością. Całkowite zakazanie aborcji zwiększa zagrożenie życia kobiet. Szukające pomocy, zdesperowane kobiety narażają zdrowie w celu pozbycia się płodu nawet za cenę więzienia. Przepisy karzące kobiety oraz lekarzy za usuwanie ciąży są bezpodstawne. Otóż Światowa Organizacja Zdrowia (World Health Organisation)(3) oraz Guttmacher Institut(4) udowodniły, że aborcja jest bezpieczna i mniej wyniszcza organizm niż poród. Wcale nie wpływa na powstanie raka piersi ani na bezpłodność. Odwrotnie – przeprowadzona pod opieką lekarską zmniejsza ryzyko komplikacji do 1%. Podczas gdy zabiegi przerywania ciąży odbyte w nielegalnych, mało higienicznych warunkach powodują rocznie śmierć 80 tysięcy kobiet i przyczyniają się do osierocenia 220 tysięcy dzieci. Embrion to nie gotowy człowiek tylko zarodek, zawierający potencjał ludzkiego życia. Istnieje przecież różnica pomiędzy tym co może być, a tym co już jest. Do 12 tygodnia ciąży ból i świadomość zarodka nie są rozwinięte. Przeciwnicy aborcji oraz kościoły katolickie często używają drastycznych zdjęć z usunięć ciąży, nie odając, że są to usunięcia późnych ciąż. Poza tym fałszywe wyniki badań współpracujących z kościołem instytutów demonizują syndrom post aborcyjny i patologizują kobiety, który znajdują się przecież w emocjonalnym konflikcie.

alex (4)

W 2016 roku w Polsce episkopat wydał absurdalne, agresywne oświadczenia dotyczące pełnej ochrony życia człowieka:

W kwestii ochrony życia nienarodzonych nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku, która w trzech przypadkach dopuszcza aborcję. Stąd w roku Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, do osób wierzących i niewierzących, aby podjęli działania mające na celu pełną prawną ochronę życia nienarodzonych. Prosimy parlamentarzystów i rządzących, aby podjęli inicjatywy ustawodawcze oraz uruchomili programy, które zapewniłyby konkretną pomoc dla rodziców dzieci chorych, niepełnosprawnych i poczętych w wyniku gwałtu. Wszystkich Polaków prosimy o modlitwę w intencji pełnej ochrony życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci zarówno w naszej Ojczyźnie, jak i poza jej granicami…

Celowe wplątanie jubileuszu Chrztu Polski ma pobudzić patriotycznych katolików do działania popierających pełną ustawę antyaborcyjną. Plan przewiduje „wzbogacenie” kodeksu karnego o nowy artykuł, “zabójstwo prenatalne”, który miałby zostać obłożony karą od 3 miesięcy do 5 lat. Zabronione mają być również wszelkie środki antykoncepcyjne, zapobiegające niepożądanym ciążom, spirale, kondomy, tabletki a także wykrywające prawidłowy przebieg cięży badania ultrasonograficzne usg.

alexdoppel2

Moim zdaniem kler i wierni reprezentują wsteczny światopogląd. Dbając o naturalną prokreację zbytnio idealizują świat, pogrążając się w nierealności. A ich pojęcie “ochrony życia” dotyczy prób przywrócenia “starego porządku” świata, związanego z całkowitym panowaniem nad kobietami. Zatrzymajmy te rosnące wpływy polityczno społeczne tych reakcyjnych, zacofanych konserwatywnych sił.

Domagajmy się:

– Wprowadzenia edukacji seksualnej dla wszystkich
– Upowszechnienia śodków antykoncepcjnych
– Dostępu bez recepty do pigułki powodującej wczesne poronienie tkz “morning after pill”
– Nieograniczonego dostępu do legalnej aborcji
– Pełnego uznania wszystkich form współżycia
– Pomocy państwowej dla tych, którzy zdecydują się na dziecko
– Prawa do samodecydowania o własnej seksualnej tożsamości.

alex (5)Utopie religijne dążące do idealnego współgrania wszechświata i natury odbiegają od rzeczywistości. „Najpierw człowiek potem religia”, orzekli europejscy chrześcijanie w Hiszpani, Włoszech, Francji, Irlandii. Masowe protesty przeciw ustawom antyaborcyjnym odniosły sukces w Hiszpanii (5,6) we Włoszech (7) oraz Irlandii (8). W europejskich krajach katolickich pigułka „morning after pill” jest dostępna w aptekach bez recepty a aborcję zalegalizowano do 12 tygodnia ciąży. (9) Czy Polska będzie jedynym krajem w Europie bezkrytycznie respektującym wolę kościoła? Czy pogodzimy się z rozwojem techniki i manipulacji genetycznych? Dziś usunięcie ciąży nie musi już być zabiegiem chirurgicznym.

Wynaleziono tabletki bez komplikacji przerywające wczesne ciążę -”morning after pill”. Poza tym od lat trwają eksperymenty dotyczące wiecznego życia. Jednym z nich jest klonowanie. Rodzą się dzieci z probówki. A kobiety w ogóle nie muszą korzystać z usług partnera. Wpajany latami przez publikatory model: mamusia, tatuś, dziecko nie zawsze się sprawdza. I tak na przykład moja duńska znajoma kupiła sobie spermę w banku. Za pomocą sztucznego zapłodnienia została samotną szczęśliwą i dobrą matką z wyboru. W dobie dzisiejszej nie musimy też same rodzić własnego potomstwa. W tym celu możemy wynająć cudze łono. Tak właśnie uczyniła lubiana amerykanka, aktorka Sarah Jessica Parker („Seks w wielkim mieście”) (10).

Pójdźmy z duchem czasu a religia niech zostanie gdzieś na boku. Potraktujmy Watykan jak skansen minionych epok.

alexdoppel1

Przypisy:

  1. http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53662,19645426,dokad-ida-nieposluszne-zakonnice.html?disableRedirects=true
  2. http://www.humanizm.net.pl/kik.htm
  3. http://www.who.int/en/
  4. https://www.guttmacher.org/

5. https://www.angloinfo.com/spain/how-to/page/spain-healthcare-pregnancy-birth-termination-abortion

6. https://www.opendemocracy.net/5050/liz-cooper/abortion-rights-victory-for-women-in-spain

7. http://www.katholisches.info/2016/01/19/gender-ideologie-in-italien-wird-dagegen-mobil-gemacht-obwohl-der-papst-es-nicht-will/

8. http://derstandard.at/2000027911077/Es-regt-sich-Widerstand-gegen-das-irische-Abtreibungsverbot

9. https://www.loc.gov/law/help/abortion-legislation/europe.php

10. http://www.pbs.org/now/shows/538/
https://en.wikipedia.org/wiki/Emergency_contraceptive_availability_by_country#Poland

Reblog: Kardynał i aborcja

Obeszliśmy właśnie rocznicę przyjęcia Chrztu przez Polskę. Oficjalne obchody rocznicowe przebiegały w egzaltowanym stylu nowej polskiej dewocji, który jest charakterystyczny dla sposobu kierowania i sterowania państwem stosowanego przez partię rządzącą. Obchodom rocznicowym towarzyszył masowy protest społeczny przeciwko propozycji całkowitej likwidacji prawa do aborcji. Brutalne zestawienie!

To co nas czeka to, jak twierdzi Anna Krenz, zakrwawione koronki. Białe kobiece koronki, koronki sukien, halek, welonów ślubnych, i krew menstruacji lub, niestety, nielegalnej aborcji. Nowa flaga Polski.

W obliczu zaistniałej sytuacji nie widzę innego wyjścia, jak przypomnieć mój własny tekst o rocznicy przyjęcia chrztu  i o … aborcji. Gdy to pisałam rok temu zestawienie słów w tytule wynikało z chronologii moich własnych sytuacji życiowych. Dziś okazało się zastraszająco aktualne. A im bardziej się komuś nie spodoba zestawienie słów Kardynał i aborcja, tym lepiej… Bo to nie ja, tak cudownie zestawiam sacrum i profanum, mnie tylko tak się ułożyło, ale Wy, Wy tak: ”Nie można poprzestać na obecnym kompromisie wyrażonym w ustawie z 7 stycznia 1993 roku, która w trzech przypadkach dopuszcza aborcję. Stąd w roku Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski zwracamy się do wszystkich ludzi dobrej woli, do osób wierzących i niewierzących, aby podjęli działania mające na celu pełną prawną ochronę życia nienarodzonych”.

Ewa Maria Slaska

Kardynał i aborcja

Mama nie zajmowała się tym, co robimy w szkole. Nie przejęła się nawet zbytnio, jak ciotka Maryta zaprowadziła Kasię-pierwszoklasistkę na test do szkoły baletowej, Kasia test zdała, została uczennicą baletówki, a Mama słowem nie pisnęła, że bez jej zgody, że za dużo obowiązków, że dziecko za małe.

Przyznaję, że nie wiem, kto u nas chodził na wywiadówki w szkole, bo jakoś dziwnie podejrzewam, że nie Mama. Ale mimo to Mama co najmniej dwa razy poszła do szkoły, żeby przeciwstawić się ukaraniu mnie. I w obu wypadkach – nigdy mi tego nie wypomniała.

Myślę, że oba wypadki zdarzyły się w roku 1966.

ja2Był rok Tysiąclecia Państwa Polskiego, rocznica, którą Komuna zmuszona była obchodzić, bo Polska jako kraj nie posiadała innej daty założycielskiej, tylko ten nieszczęsny rok 966, rok Chrztu Polski. Ale jak to Komuna, uroczystość się obchodziło, ale i jednocześnie nie wolno jej było obchodzić. Do Gdańska z okazji rocznicy przyjechał kardynał Wyszyński, wciąż jeszcze, po 10 latach, w aurze męczennika Komuny. Cały Gdańsk wybierał  się na powitanie. Cały Gdańsk podległy Komunie na to powitanie iść jednak nie mógł. Każda instytucja na swój sposób próbowała rozwiązać ten skomplikowany problem. W naszym Liceum, a byłam wtedy w 10 klasie, kazano nam wszystkim iść obowiązkowo do kina na jakiś film o Leninie w Poroninie czy coś w tym rodzaju. Nie wybierałam się na powitanie Wyszyńskiego, nie lubię akcji zbiorowych, i skoro jakoś zawsze udawało mi się wymigać od pochodów pierwszomajowych, to zamierzałam się również wymigać od stania w tłumie i czekania, aż przejedzie Kardynał. No ale przecież nie zamierzałam też iść do kina na Lenina z Poronina. Podobnie jak Kardynał, tak i Lenin nie wchodził po prostu w rachubę.

ja3Poszłam więc na spacer nad morze. Bardzo lubiłam takie spacery. Był 28 maja. Do Katedry Oliwskiej przyjechała kawalkada samochodów wioząca Prymasa i towarzyszących mu ponad 40 biskupów i kardynałów. Był wśród nich również Wojtyła.
Według szacunków PRL-owskich funkcjonariuszy, którzy często mieli zwyczaj zaniżać liczby związane z Kościołem, w Bazylice i na placu przed nią zgromadziło się ok. 30 tys. osób. I to mimo że ówczesne władze starały się odciągać od uczestnictwa w kościelnych uroczystościach. Zorganizowano wojewódzki wiec ludności wiejskiej z okazji Święta Ludowego w Wejherowie, duży festyn kulturalny z okazji zakończenia dni książki, prasy i oświaty na molo w Sopocie, turniej żużlowy z udziałem zawodników czechosłowackich w Gdańsku oraz mecz piłki nożnej pomiędzy Lechią Gdańsk a Ruchem Chorzów. Ponadto część młodzieży szkolnej wzięła udział w kilkudniowych wycieczkach poza teren Gdańska.

Tego samego dnia ze stypendium we Włoszech wróciła Mama. Gdy przyszło pismo ze szkoły, informujące rodziców, że zostałam ukarana za zwagarowanie z obowiązkowego popołudniowego wyjścia całej klasy do kina, Mama poszła do szkoły, pokazała swoje skierowanie na stypendium kulturalne we Włoszech, bilet lotniczy z Rzymu do Warszawy oraz bilet kolejowy na powrót do Gdańska, i oznajmiła, że jej kochająca córka była na dworcu witać wracającą z podróży Matkę. Dano mi święty spokój.
Mama nigdy mi tego nie wypomniała, że wprawdzie nie chciałam ani Lenina, ani Kardynała, ale jednak również jej. Często o tym opowiadała, bo była dumna, że udało się jej wygrać ze szkołą, traktowaną tu jako przedłużone ramię władzy, ale nigdy nie miała do mnie o to pretensji.
Nie wiem, być może już wtedy było wiadomo, że ja na wszystko odpowiadam Nie.

Aborcja

ja1Sprawa z aborcją musiała się zdarzyć albo w tym samym roku, albo, najwyżej, rok wcześniej. W ramach zajęć szkolnych przyszła na lekcję lekarka, która najwyraźniej miała nas nastraszyć. Zostaliśmy najpierw poinformowani o tym, jak odbywa się stosunek seksualny, a potem pani opowiedziała nam, jakie potworne mogą być konsekwencje uprawiania seksu. Była więc mowa o syfilisie, rzeżączce i tryprze, ale i o niechcianej ciąży. Niechcianą ciążę można usunąć w szpitalu, ale często głupie i nieuświadomione dziewczyny udają się do jakichś podejrzanych konowałów lub co gorsza tzw. babek, które usuwają ciążę przekłuwając płód szydełkiem, co w konse…
W tym momencie zwaliłam się z ławki na ziemię, a cucenie mnie zajęło dobre 15 minut. Wychowawczyni odprowadziła mnie do gabinetu higienistki, a sekretarka zadzwoniła po rodziców, żeby mnie zabrali do domu. Moje liceum mieściło się tuż koło bramy Stoczni Gdańskiej, przyszedł więc po mnie Ojciec, który pracował w Biurze Projektowym Stoczni. Następnego dnia Mama musiała się stawić w szkole. Pani Dyrektor poinformowała ją, że skoro tak emocjonalnie zareagowałam na treść lekcji, to znaczy, że albo jestem w ciąży albo ją właśnie usunęłam. Mama zbladła, wstała i przez zaciśnięte zęby powiedziała (o jak dobrze umiem to sobie wyobrazić!), że opowiadanie młodym ludziom takich okropieństw jest niepedagogiczne i że albo szkoła wycofa swoje bzdurne zarzuty, albo ona naskarży w prasie, że najlepsze ponoć liceum w Gdańsku dyskwalifikuje się jako instytucja pedagogiczna.
Tym razem też zostawiono mnie w świętym spokoju.

Na ten temat jednak nigdy więcej nie było mowy, ani w szkole, ani w domu. Sprawa wróciła dziwnym rykoszetem w kilka lat później. Byłam już mężatką. Pewnego wieczora poszliśmy z mężem do znajomych na kolację. Koleżanka właśnie wróciła ze szpitala ginekologicznego i, jak to w Polsce, w trakcie jedzenia opowiedziała nam szczegółowo o wykonanych zabiegach. Otóż trzeba było wykonać kuretaż czyli wy… W tym momencie zwaliłam się z krzesła na ziemię, a cucenie mnie zajęło dobre 15 minut.

Nikt nigdy nie stwierdził, dlaczego tak emocjonalnie reaguję na takie opowieści, a ja też nie wiem.

Uwolnić Asię Bibi / Freiheit für Asia Bibi

Für meine deutsche Leser – sieh’ in Wikipedia, wer Asia Bibi ist und was ihr droht


asiabibi1asiabibi2

Sekcja polska organizacji CitizenGo, która zajmuje się sprawą Asii Bibi, stworzyła film o Asii Bibii. Film znajduje się na płycie DVD dołączonej do kartki pocztowej, która ma dotrzeć do tych, którzy mają wpływ na uwolnienie kobiety.

Wysyłajmy i rozdawajmy kartki z filmem wszystkim ludziom sumienia.
Działamy międzynarodowo!

Nasza inicjatywa odbywa się jednocześnie we wszystkich krajach Europy.

***

23 lipca bliscy Asii Bibi poinformowali CitizenGO o wyniku rozprawy w Sądzie Najwyższym w Islamabadzie, który uchylił wyrok Sądu Apelacyjnego w Lahore z października zeszłego roku i przejął sprawę do rozpoznania. To oznacza, że Sąd Najwyższy zbada sprawę na nowo i że w tej chwili nie obowiązuje wyrok śmierci wydany na Asię Bibi. Ciągle jest oskarżona, lecz według pakistańskiego prawa – nie można jej teraz zamordować.

Asia Bibi mogłaby opuścić więzienie (ale nie kraj) do czasu kolejnej rozprawy w Sądzie Najwyższym (jej termin nie jest jeszcze znany), lecz wraz z rodziną i prawnikami zdecydowała się na pozostanie w więzieniu do ostatecznego wyroku, ponieważ tam jest bezpieczniejsza. Poza więzieniem mogłaby zostać natychmiast zamordowana (wyznaczono nawet nagrodę w wysokości ok. 5000 $ dla tego, kto ją zabije). Rodzina uznała, że życie Asii Bibi jest ważniejsze od bolesnej rozłąki…

Ciągle podpisujmy petycję, a jeśli już to zrobiliśmy, poprośmy znajomych o podpisanie!
Nasze podpisy mają sens. Pozwalają – choć trochę – równoważyć nacisk tych, którzy chcą Asię Bibi zamordować.

Podpisz petycję

Dziękuję
Magdalena Korzekwa

Dyrektor CitizenGO Polska

I zobaczyłem niewiastę

Katarzyna Kulikowska

Dziś Dzień św. Jana czyli Dzień Autora Apokalipsy. Uważny czytelnik zauważył już, że obie nasze poetki, Katarzyna Krenz i Katarzyna Kulikowska, nie tylko piszą wiersze, ale i uprawiają sztukę – Katarzyna Krenz akwarele, Katarzyna Kulikowska grafikę. Przez trzy ostatnie wpisy, gdy publikowałam wiersze Kasi Kulikowskiej z tomiku Bomba emocji, towarzyszyły im grafiki – ilustracje do Apokalipsy. Dziś pokażę je wspólnie, tak jak artystka zaplanowała swoją wystawę. Cykl był jej pracą dyplomową.

Kasia nadesłała też krótki opis cyklu – po polsku i po angielsku.
Underneath a short text of author about her works in English.

apokalipsa (7) apokalipsa

Moja praca dyplomowa nosi tytuł „Królestwo otchłani”. Inspiracją do powstania tych prac był dla mnie tekst z Apokalipsy Św. Jana. Tekst ten umieściłam też na moich grafikach, co stanowi pewnego rodzaju dopełnienie. Grafiki wykonałam w technice miękkiego werniksu. Drukowałam na kalce technicznej w celu uzyskania widocznej transparentności. Moje prace eksponowałam bezpośrednim rysunkiem na ścianie aby uzyskać w ten sposób efekt monumentalności. Zainteresował mnie poetycko-katastroficzny wymiar tekstów z Apokalipsy. To właśnie chciałam podkreślić i zobrazować w moich grafikach.

apokalipsa (1) apokalipsa (2)My dissertation is entitled ‘The Kingdom of Limbo’ since it has been inspired by the Book of Revelation. Some fragments of the Apocalypse text have been put on my graphics to complete them. My works have been made in the soft varnish technique on tracing paper. My dissertation combines graphics with wall drawings in order to express monumentality and completeness as well as transparency of my art work. Within the Apocalypse text, the aspect that intrigued me the most was this of its poetic and catastrophic nature. This is what I intended to emphasize and picture in my works.

apokalipsa (3) apokalipsa (4) apokalipsa (5) apokalipsa (6)

Nikko. Nemuri neko

Powsinoga i koty

Powsinoga przygotowała tu już kiedyś wpis-pies-napis, dziś jej wpis o kotach.

Obejrzałam zdjęcia z Nikko, zanurzyłam się w tamtej atmosferze i usiadłam do napisania “paru słów” o  Nemuri neko.

Problem w tym, że jak sobie przejrzałam wszystkie materiały na temat śpiącego kota i jego twórcy, to najtrudniejszą rzeczą stało się ograniczenie pisania do kilku słów.

Chce się gadać o samym Nikko, i o kompleksie świątyń z mauzoleami szogunów rodu Tokugawa, i o bardzo prostym, sympatycznym kocie, dziwnym na tle szaleńczo stylizowanej – z wpływami chińskimi – sztuki tamtego okresu, i o niezwykłym artyście Hidari Jingoro, miłośniku kotów, który postanowił rzeźbić je “jak żywe”, czym zmienił w Japonii stylistykę portretowania zwierząt…

***

Wśród kotów w sztuce jest jeden, z którym spotkałam się oko w oko, tyle tylko, że on miał oczy zamknięte. Bo to jest „śpiący kot”, czyli „Nemuri neko”.

Spotkanie miało miejsce w ogromnym zespole świątyń i mauzoleów szogunów rodu Tokugawa w Nikko – pięknym, starym, pełnym zabytków japońskim mieście, do którego trafiłam bardzo prozaicznie – z wycieczką.

Mauzolea szogunów, razem z całym kompleksem powstałych wokół nich sakralnych budynków, mają wyjątkowo bogaty wystrój – były przecież finansowane przez kolejnych szogunów, praktycznie rządzących Japonią w okresie Edo. Ornamentyka wykazująca silne wpływy chińskie, kapiąca od złoceń, jest pełna postaci zwierząt tak mocno stylizowanych, że czasem trudnych do rozpoznania. Chłonęłam tę masę wrażeń, ale czułam się już nieco zmęczona obcą sobie stylistyką tego miejsca. W pewnym momencie zobaczyłam grupę turystów wpatrzonych w małą, dość niepozorną rzeźbę na bramie prowadzącej do kolejnej świątyni. Tam, otoczony kwiatami – złoconymi, jak wszystko dookoła – spał zwinięty w kłębek łaciaty, czarno-biały, zwyczajny kot. Miło zaskoczona jego prostotą, przyjrzałam mu się z wielką sympatią, zrobiłam mu kilka zdjęć i ruszyłam dalej.

Dopiero po powrocie z wycieczki, porządkując wrażenia, fotografie, pamiątki i broszury informacyjne, zaczęłam dowiadywać się więcej na temat kota, który potrafi tak spokojnie i ufnie spać od stuleci w otaczającym go artystycznym zgiełku. Jest to słynny, wręcz legendarny Nemuri neko, co znaczy dosłownie „śpiący kot”. Jego autorem jest enigmatyczny rzeźbiarz, malarz i architekt Hidari Jingoro, w którego rzeczywistą tożsamość niektórzy historycy powątpiewają.

Według Wikipedii – Jingoro działał we wczesnym Edo (około 1596-1644), kochał koty i bardzo chciał je rzeźbić „jak żywe”, bez stylizacji. Poświęcił wiele miesięcy na naukę rzeźbienia w drewnie, jako modele wybierając koty – różnych kształtów, w różnych pozach, ale zawsze jak najbardziej zbliżone do rzeczywistego wyglądu. Twórczość Jingoro wpłynęła na powstanie nowego, zbliżonego do realizmu, stylu portretowania zwierząt w japońskiej sztuce, a Nemuri neko jest uznany za japoński skarb narodowy.


ToshoguTempel Nikko Nemuri neko nad brama

Wejście do świątyni Toshogu w Nikko. Nemuri neko nad bramą. Rzeźba kota to “jeden z największych skarbów Japonii”.

Nikko.Nemuri nekoZbliżenie, a poniżej trzy małpki, w tej samej, powściągliwej stylistyce co nemuri neko – nic dziwnego, bo i je wykonał Hidari Jingoro.

Nikko-monkeysthreeKoty na wystawach sklepowych. Jest ich w Nikko bardzo dużo. Na samym dole żywy kot, jedyny, który nie spał.

Nikko koty w sklepie5862.Nikko kot
Nikko kot zywyA ja dodam jeszcze, że żywy kot stąpa po złotych liściach miłorzębu japońskiego.

Na zakończenie zdjęcie, które znalazłam na Facebooku – nie ma na nim kotów, ale jest Japonia – Kitakyūshū – i kwitnące krzaki wisterii. Była tam też informacja, że zdjęcie to dostało 43.834 lajków (dane z piątku, 2 maja, o 4.11 rano)! Czujecie powiew grozy? Bo ja tak.

wisteriahttps://www.facebook.com/greenrenaissance

Wykłady profesora Dąbrowskiego. IV. Szamanizm

Zbliżamy się już powoli do babki Autora, tatarskiej szamanki. Ale wciąż jeszcze nic o niej nie wiemy i dziś nadal się o niej niczego nie dowiemy.

Ja, jako redaktorka, dedykuję ten wpis Lili Karbowskiej

Uwaga tytuł dzisiejszego wykładu też wymyśliłam ja jako redaktorka, a zaczerpnęłam go z książki, której bez zachęty zapewne nigdy nie weźmiecie do ręki, a zatem zachęcam Was, żebyście wzięli: Gavin Extence, Wszechświat kontra Alex Woods (Wydawnictwo Literackie 2013)

Ryszard Dąbrowski

To nie bóg stworzył mózg, to mózg stworzył boga

Opiszę tu problematykę szamanizmu, nie starając się wartościować, rewidować i analizować przedstawionych tu faktów.

U podstaw najwcześniejszych religii w dziejach ludzkości leżał animizm. Pierwszymi religiami były kult płodności, szamanizm i religia megalityczna.
Animizm (łac. anima – dusza) to wiara w świat bytów dysponujących potężnymi mocami. To wiara w dusze przypisywane nie tylko ludziom, ale i zwierzętom oraz martwym przedmiotom, a także zjawiskom oraz wiara w duchy zaludniające świat. U Słowian święte było drzewo, dąb – siedziba duchów. W Indiach – rzeka Ganges, u australijskich Aborygenów – wysoki na 330 metrów czerwony monolit Ayers Rock, a u Żydów – góra Synaj. Animizm cechowała także wiara w istnienie życia pozagrobowego.

Nieodłącznymi elementami tych pierwszych religii był:
– kult przodków; wiara w dobroczynny lub szkodliwy wpływ dusz zmarłych na losy potomnych,
– fetyszyzm; kult przedmiotów: kamieni, muszli, figurek i wisiorków, które poprzez obrzędowe zabiegi nabierają magicznej mocy przynoszącej pomyślność i ochronę przed złem noszącej je osobie,
– totemizm; wiara w mityczną więź grupy społecznej lub jednostki z określonym zwierzęciem. Zwierzę totemiczne uważane jest za opiekuna grupy i otoczone jest czcią i ochroną. Pozostałością po totemach są herby szlacheckie, herby miast i regionów oraz godła państw, w których często występują orły, lwy, słonie, syreny, gryfy oraz inne zwierzęta,
– kanibalizm; przekonanie o magicznym przechodzeniu cech zjadanego na zjadającego. Był to też akt zniewagi w stosunku do wrogów i jeńców a także element uczty sakralnej (eucharystia chrześcijańska, spożywanie ciała i krwi Jezusa, jest przeniesieniem tego aktu do religijnej sfery symbolicznej),
– szamanizm – najważniejszy element pierwotnych wierzeń religijnych.

Szamanizm to jedna z najstarszych praktyk religijnych w dziejach ludzkości. Archeolodzy dopatrują się śladów szamanizmu już u naszych praprzodków z okresu starszej epoki kamienia czyli paleolitu środkowego, przed 100 tysiącami laty. W paleolicie górnym, 40-11 tysięcy lat p.n.e., szamanizm rozpowszechnił się na całym ówczesnym świecie.

Jeśli ktoś chciałby zgłębić ten temat, to TU znajdzie szczegółowy wykres geograficzno-chronologiczny wszystkich religii na świecie.

Słowo szaman pochodzi z języka tungusko-mandżurskiego.

Szamanizm to zespół wierzeń i praktyk religijnych, u których podstaw leży wiara w duchy i demony oraz życie pozagrobowe. Kosmos dzieli się na trzy światy: górny – siedzibę bogów i duchów, średni – ziemię z ludźmi, przyrodą i duchami na niej mieszkającymi oraz podziemny – zaludniony przez dusze zmarłych i duchy podziemne. Szamanizm nie jest jednolitym systemem i występuje w wielu odmianach. Centralną rolę pełni w niej szaman, stąd też nazwa tej religii.
Szaman to kapłan, łącznik między ludźmi a duchami i bogami, do których udaje się w zaświaty. O jego sile i mocy decyduje ilość pomocnych mu duchów, których przychylność tam sobie zdobył. Przywoływał on duchy i bogów, aby sprzyjali zdrowiu ludzi i zwierząt, gwarantowali pomyślność w łowach i połowach oraz zsyłali dobrą pogodę. Szaman stawiał diagnozy chorobowe, leczył ludzi i zwierzęta, odnajdywał zaginione osoby i rzeczy, przepowiadał przyszłość, tłumaczył i interpretował sny. Przy pomocy interpretacji snów chorego szamani kontrolowali i oceniali przebieg leczenia. Szaman był sędzią i pośrednikiem w sporach, a co najważniejsze – stażnikiem zwyczajów i tradycji, przez co gwarantował spójne istnienie swojej społeczności. Szamanów należało szanować, nie wolno było ich obrażać oraz negować ich wyroczni i decyzji.

Bardzo rzadko szamanem stawała się osoba, która go nie miała wśród swoich przodków. Szamanem nie można było zostać z własnej chęci. Cechy predystynujące do bycia szamanem i znachorem rozpoznawane były już w dzieciństwie, niemniej stawało się nim z powołania. Powoływania tego dokonywali bogowie i duchy. Nie można było bezkarnie im odmówić i wyrzec się tego przeznaczenia. Powołanie ugruntowywane było przy pomocy stosownej nauki oraz pokonywania poszczególnych stopni wtajemniczenia w trakcie edukacji pod kierunkiem rodziców lub dziadków. Wtajemniczanie trwało od jednego roku do dziewięciu lat i było zdobywaniem poszczególnych stopni (od siedmiu do dwunastu). Od długości stażu i ilości stopni zależała „moc” szamana.

Nauka polegała, między innymi, na umartwianiu i wprowadzaniu się w ekstazę w celu nawiązania kontaktu własnej duszy z duchami i bogami z zaświatów. Bardzo ważnym było opanowanie techniki powrotu duszy do ciała, aby nie pozostała ona w zaświatach. Adept na szamana uczył się też przy pomocy telepatii odczytywać, czy jego nauczyciel coś przed nim schował, a jeżeli tak, to musiał się nauczyć odnajdywać te przedmioty zarówno dniem i nocą. Poza nauką leczenia musiał opanować tak zwaną „złą medycynę”, czyli rzucanie uroków oraz zabijania ludzi przy pomocy siły woli i myśli.

Etnolodzy i lekarze twierdzą, że wśród szamanów istniał duży odsetek osób chorych na epilepsję oraz zaburzenia schizofreniczne i psychopatyczne. Choroby te potrafili oni w konstruktywny sposób kontrolować i wykorzystywać w swoich halucynogennych i ekstatycznych podróżach w zaświaty oraz do objawień i widzeń. Szamani mieli często labilną neuro-wegetatywną osobowość, silnie rozwiniętą psychikę oraz wrażliwy system nerwowy. Dzięki treningowi byli zdolni do opanowania podświadomości i osiągania na zawołanie stanów dysocjacji mentalnej.

Szamani odpowiedzialni byli w swojej społeczności za trzy ceremonie w życiu człowieka – narodziny, ślub i pogrzeb.
Po urodzeniu się dziecka szaman wprowadzał je do wspólnoty, zapoznawał je z duchami chroniącymi rodzinę i duszami zmarłych. Szaman ustalał, który z przodków dziecka się w nim zreinkarnował i odrodził i nadawał mu jego imię. W tym celu wymagana była znajomość protoplastów nowonarodzonego aż do siedmiu pokoleń wstecz. (Ciekawym, że my w odróżnieniu od tych „prymitywnych ludów” znamy zazwyczaj dwa, najwyżej trzy nasze pokolenia wstecz.)
Szaman odpowiedzialny był za przeprowadzenie rytuału i ceremoni zaślubin.
Najważniejszym i najtrudniejszym zadaniem szamana było przeprowadzenie ceremonii pogrzebowych. Zmarłego należało przebrać w specjalne ubranie i odpowiednio pogrzebać. Najniebezpieczniejszym elementem ceremoni pogrzebowej było wskazanie drogi duszy zmarłego do świata zmarłych i towarzyszenie jej w tej drodze. Jako lekarze oddziaływali szamani na chorych poprzez hipnotyczne i psychoterapeutyczne rytuały, które wzmacniały siły odpornościowe organizmu. Szaman oczyszczał przy pomocy dymu i zaklęć opanowaną przez duchy duszę chorego a organizm wzmacniał ziołami. Leczenie cięższych schorzeń, spowodowanych opuszczeniem przez duszę ciała chorego, polegało na odnalezieniu jej, błąkającej się w zaświatach, i sprowadzeniu z powrotem.

Najważniejszymi świętami w szamanizmie były dwa dni w roku – zimowe i letnie zrównanie dnia z nocą. Uroczystości te według utartego i organizowanego przez szamana schematu trwały od trzech do dziewięciu dni. Szaman zwracał się do bogów i duchów o zdrowie i pomyślność dla jego grupy jako całości oraz dla każdego jej członka z osobna. Przypuszcza się, że liczne malowidła i płaskorzeźby ścienne w świętych i sakralnych grotach sporządzane były przez szamanów podczas religijnych ceremonii i rytuałów składania ofiar, a rysunki powstawały w stanie zmienionej świadomości pod wpływem transu lub narkotycznego i halucynogennego działania grzybów i roślin. Najbardziej znanym przykładem tych malowideł są sceny polowań w grocie Lascaux, powstałe przed ponad 17 tysiącami laty oraz grocie Montignac sprzed 31,5 tysiąca lat.

Religie pierwotne przeżywają obecnie swój renesans. Wiele osób rozczarowanych zistytucjonalizowanymi kościołami, szuka i wskrzesza pradawne wierzenia swych społeczności i narodów. Ma to miejsce szczególnie w Azji, obu Amerykach, ale także w Afryce i w Europie gdzie odtwarza się dawne wierzenia Słowian, Bałtów, Celtów i Germanów oraz ich tysiącletnie tradycje. Obecnie religie pierwotne wyznaje na świecie prawie 250 milionów ludzi, co stawia je na 7 miejscu pod względem liczebności. Być może jest to przejściowa moda, tak jak moda na religie wschodnie, która przetoczyła się falą przez świat w latach sześćdziesiątych ubiegłego stulecia.

Kościół katolicki prowadził dwojaką politykę wobec dawnych zwyczajów i elementów „pogańskiej” i ludowej kultury. Część praktyk bezwzględnie zwalczono a część została przyswojona, przejęta czy zaadoptowana, szczególnie jeżeli towarzyszyła im modlitwa. Złe duchy i demony oraz dobre i pomocne duchy zostały zastąpione przez diabły i anioły. Osobiste amulety zamieniono na różańce, szkaplerze, medaliki. Funkcję amuletów plemiennych i totemów przejęły relikwie licznych świętych. Magiczne gesty przekształciły się w znak krzyża i przeżegnanie się, a modlitwa zastąpiła magiczne zaklęcia. Szamańskimi magicznymi przedmiotami takimi jak bębenek, wyroczne kości oraz laska szamańska stały się laska i pierścień biskupi, monstrancja, kadzidło, gromnica i woda święcona. Kościół katolicki wprowadził do kalendarza liturgicznego wiele obrzędów szamańskich i ludowych.

We wszystkich kulturach przedchrześcijańskich świętymi dniami były przesilenie zimowe i letnie oraz początek wiosny. Kościół katolicki zawłaszczył i przemienił je na „Boże Narodzenie”, „Boże Ciało” oraz „Wielkanoc”. W dniu przesilenia zimowego w grudniu, kiedy noce zaczynają być krótsze, a dni się wydłużają, kiedy zostaje przezwyciężona „ciemność”, dziwnym trafem, urodzili się prawie wszyscy bogowie – twórcy religii. W wielu religiach dzień ten był obchodzony jako święto urodzin słońca. Kościół katolicki dopiero w IV w. wprowadził w tym dniu święto urodzin Jezusa, który w rzeczywistości urodził się kiedy indziej. Miało to być też przeciwwagą do obchodzonych w tym dniu narodzin perskiego boga słońca Mitry. Kult boga Mitry był w Imperium Rzymskim traktowany przez kościół katolicki jako największy konkurent w walce o wiernych. Mithras czczony był od ponad stu lat przed narodzeniem Chrystusa do IV w., kiedy religię tę wyparło chrześcijaństwo.
Dzień przesilenia letniego w czerwcu, od którego zaczynają wydłużać się noce, zaczęto obchodzić jako „Boże Ciało” dopiero od XIII w. Święto to wprowadzono dla upamiętnienia widzeń (halucynacji?) belgijskich zakonnic Ewy i Julianny (1193 – 1258). Dla przeciwwagi do „pogańskiego” święta wiosny, na Soborze Nicejskim w 325 r., wprowadzono „Święto Wielkanocne”.

Elementy szamanizmu zachowały się długo także w zwyczajach Słowian. Były one jednak bezlitośnie zwalczane przez państwo i kościół. Przyjęcie chrześcijaństwa w 966 r. przez Mieszka I było doniosłym aktem politycznym państwa polskiego. Chodziło o zapewnienie chrystianizowanej Polsce statusu terytorium misyjnego podległego jurystrykcji rzymskiej a nie cesarza niemieckiego, która chciała przy okazji nawracania realizować program ekspansji wschodniej.
Mało mówi się i pisze jak wyglądała ta chrystianizacja. A wyglądała okrutnie. Niszczono i burzono słowiańskie świątynie stawiając na ich fundamentach kościoły katolickie. Za nieprzestrzeganie kościelnych nakazów i zakazów groziły drakońskie kary, np. złamanie postu karane było wybiciem zębów. Ludność nie potrafiła zrozumieć zakazu jedzenia mięsa oraz wstrzymywania się od pożycia seksualnego podczas licznych postów i odbierała to jako bezmyślny despotyzm. Zakaz palenia zwłok i nakaz ich zakopywania budziły strach przed odrodzeniem się zmarłego jako „żywego trupa” – upiora prześladującego żywych.
(…)

Oczywiście rodzą się pytania – skąd wzięły się religie, dlaczego człowiek wierzy w bogów i po co mu ta wiara?
Wydaje się, ża na te pytania, na które do tej pory starali się szukać odpowiedzi teolodzy, etnolodzy, filozofowie, socjologowie i psycholodzy, odpowie niedługo neurologia. W trakcie najnowszych badań tomograficznych elektrycznej aktywności mózgów ludzi chorych na lekkie stany epileptyczne, ludzi podczas medytowania czy głębokiej modlitwy, znaleziono w nim region odpowiedzialny za mistyczne przeżycia, który został nazwany „boskim modułem”. W regionie tym znajduje się mechanizm autocenzury, który filtruje masę docierających do mózgu sygnałów. Filtr działa w oparciu o zasadę, że to nie może być, ponieważ nie jest możliwym, aby się wydarzyło. U niektórych osób filtr ten nie działa lub działa słabiej. Efektem tego jest ich duża kreatywność, podatność na wizje i olśnienia. Własne fantazje odbierane są wtedy przez mózg jako rzeczywistość i tak rejestrowane przez świadomość i zapamiętywane. Mechanizm autocenzury daje się też wyłączyć przy pomocy narkotyków lub środków halucynogennych. Niekiedy w przypadku chorób mózgu, region ten zostaje trwale uszkodzony, tak, że osoby z tą wadą nawiedzane są nieustająco przez wizje religijne.

Dlaczego bogowie wszystkich religii posiadają moc nadprzyrodzoną, dlaczego wszystkie religie tłumaczą kosmos i istniejące życie przy pomocy podobnych mitów oraz dlaczego rdzeniem ich wszystkich jest wiara w życie pozagrobowe niezależnej od ziemskiego ciała „duszy”? Wszystkim religiom towarzyszą zdumiewająco podobne lub identyczne rytuały w których przy pomocy muzyki, medytacji lub modlitwy dąży się do osiągnięcia stanów ekstazy i podświadomości. Na ziemi nie istnieje jakakolwiek religia w której nie składałoby się bogu lub bóstwu ofiar i darów. We wszystich religiach wszystkich narodów, plemion i grup etnicznych istnieje rytuał inicjacji dzieci w świat dorosłych. Wszystkie religie mają w sobie jeden wspóly mianownik, przy pomocy religijnie motywowanych tabu trzymana jest w ryzach wspólność plemienna lub narodowa.

Skąd ta jednolitość ? Czyżbyśmy byli genetycznie zaprogramowani na wymyślenie sobie boga?

Gdzie narodził się pierwszy bóg? Czy u pawianów które z przestrachem obserwują zachodzące słońce? Czy i boga odziedziczyliśmy po małpach?
Już homo erectus przed 370.000 laty wzniósł dziewięciometrowy krąg ofiarny z umiejscowioną w środku specjalnie spreparowaną i noszącą ślady kanibalizmu czaszką. Neandertalczycy i homo sapiens chowali swoich zmarłych już przed 50 tysiącami lat. Kto chowa zmarłych, szczególnie składając im do grobu różne przedmioty, wierzy w życie pozagrobowe, gdzie mu one będą potrzebne. Naukowcy twierdzą, że motorem tego wszystkiego jest 1500 g szarej masy naszego mózgu. To nie bóg stworzył mózg, to mózg stworzył boga.

Religia byłaby więc wyrazem biologicznego fenomenu? Ale po co?

Da się to wytłumaczyć teorią ewolucji i adaptacji oraz wynikającymi z tego korzyściami dla małpy i homo. Natura selekcjonowała na drodze ewolucji jednostki z „boskim modułem”, zwiększając ich szanse na przeżycie. Teoria egzystencjonalna twierdzi natomiast, że gdy homo erectus, neandertalczyk oraz homo sapiens uświadomili sobie swoje istnienie, przerażeni perspektywą nicości po śmierci, stworzyli religię, dającą im nadzieję na życie pozagrobowe.

Tu rodzi się fundamentalne filozoficzne pytanie – jak istota poddana nieubłagalnym prawom natury może stworzyć teorię religijną, będącą totalną negacją tych praw. Na to pytanie odpowiedzią jest właśnie ten odkryty areał mózgu. Dlaczego jednak natura na drodze ewolucji wytworzyła u nas ten moduł i nagrodziła jego posiadaczy szansą przeżycia we wrogim nam środowisku?
Zwierzęta kierują się instynktami. Człowiek na drodze ewolucji utracił zdolność instynktownego funkcjonowania lub zredukowana ona została u niego do stanów szczątkowych. Grupa całkowicie pozbawionych instyktu indywidualistów skazana byłaby na rychłą zagładę. Aby przeżyć musiała kierować się pewnymi normami i zasadami. Instynkt musiał być czymś zastąpiony i tutaj funkcje te przejęła religia. W tym celu matka natura na drodze ewolucji stworzyła areały mózgu zdolne do przeżywania olśnień i przeżyć religijnych. Osoby szczególnie nimi obdarzone tworzyły religie, które swoimi tabu wykształcały systemy norm spajające grupę. Obecnie religijnie motywowane tabu przejęły kodeksy oraz zbiory różnych przepisów.

Czy życzymy sobie totalnego zwycięstwa nauki nad religią? Czy religia stała się zbędna?  Ci, u których pewne regiony w mózgu działają bez „filtra”, niech dalej będą prorokami, kapłanami, wierzącymi lub bigotami, innym, tym z „filtrem”, pozwólmy pozostać sceptykami lub ateistami.

Niebezpieczeństwo zagrozi nam dopiero wtedy, gdy, w przyszłości, na ziemi, władzę dyktatorską obejmie jedna z tych dwu frakcji i na drodze genetycznych manipulacji będzie starała się ujednolicić nasze mózgi lub całkowicie nas ich pozbawić.

Sjamanen_shamanic_teachingsShamans from several cultures at Shamanic Teachings in the Netherlands. Shamans are (from left to right): Ayako Goh from Singapore, Haka-teacher Klaus Wintersteller, Maori matakite Wai Turoa Morgan, Jewish Orna Ralston, Aztec indian Nopaltzin, Siberian shaman Ahamkara, Afro-Cuban sangoma Elliott Rivera, North-American chief and medicinman Dancing Thunder
Wikipedia Commons

***
Literatura:
– Basilov W. N. „Sibirische Schamanen, Auserwählte der Geister”, Berlin 2004
– Hoppál M. „Das Buch der Schamanen, Europa und Asien”, Luzern, Schweiz, 2002
– Novik E. S. „Ritual und Folklore im sibirischen Schamanismus”, Hamburg 1989
– Wikipedia.pl, 2006
– Grolle J. „Hotline zum Himmel”, „Der Spiegel”21/2002, Hamburg