Reblog: 1917

Krzysztof Ruchniewicz

Przewrót

Pod takim tytułem otwarto 18 października b.r. w Berlinie w Deutsches Historisches Museum wystawę, która upamiętnia 100 rocznicę rosyjskich rewolucji: obalenia caratu i przewrotu bolszewickiego w Rosji. Wydarzenia te zostały ukazane w tzw. długim trwaniu, które obejmuje nie tylko ich przyczyny, przebieg, ale i ich bezpośrednie oraz długofalowe skutki. Wystawę zrobiono z dużym rozmachem, zgromadzono setki ciekawych eksponatów, zadbano o różne grupy zwiedzających (także młodzież i dzieci). Poruszono również polskie wątki.

Wystawę “Rewolucja 1917. Rosja i Europa“ prezentuje berlińskie Deutsches Historisches Museum. Będzie dostępna dla zwiedzających do 15 kwietnia 2018 r. Wprowadzeniem do niej są odtwarzane na ekranach wypowiedzi 10 osobistości z Niemiec i Rosji na temat dzisiejszego znaczenia tamtych wydarzeń. Następnie w w kolejnych salach tematycznych widz zapoznaje się z podstawowymi faktami, ale i niejednokrotnie z zapomnianymi czy pomijanymi powiązaniami między sytuacja w Rosji a wypadkami w Europie.

Wystawa, która w założeniu ma pokazywać wiele perspektyw i interpretacji, świadomie zrezygnuje z ujęcia linearnego. Na plan pierwszy wysuwają się problemowe duety: zależności między zamiarem a realizację, utopią a rzeczywistością, aż w końcu między akcją i reakcją wewnątrz Rosji, ale także na zewnątrz poprzez pokazanie recepcji komunistycznych idei i przeciwdziałanie im. Autorzy, Julia Franke, Christiane Janke i Arnulf Scriba, podkreślają, że od samego początku nurtom społecznie emancypacyjnym i modernistycznym w sztuce, towarzyszył polityczny dogmatyzm i przemoc w najróżniejszych postaciach, która rozlewała się po obu stronach nowych frontów. Dla nich są to nierozerwalne części narracji o 1917 r. i jego następstwach.

Na początku poznajemy rozwarstwione społeczeństwo rosyjskie przełomu XIX i XX wieku, zróżnicowane ze względu na usytuowanie w społecznej hierarchii , ale i narodowość i wyznanie.

Niewątpliwą atrakcją są ekrany z filmowymi fragmentami sprzed stu lat: sceny z życia codziennego carskiej rodziny, mieszczaństwa i chłopstwa. Różnice i kontrasty w społecznych relacjach pogłębiła dramatycznie I wojna światowa. Początek XX wieku (rewolucja 1905 r.) przyczynił się do politycznego pobudzenia mieszkańców imperium, ale także uwypuklenia zmian w kulturze. Wystawa pokazuje najbardziej znane przykłady rozwoju nowoczesnej sztuki w Rosji tego okresu.

Dużo uwagi poświecono politycznym, społecznym i wojskowym aspektom położenia Rosji, które w konsekwencji doprowadziły do upadku caratu i zmiany systemu. W centrum widzimy wydarzenia rewolucyjne od rewolucji lutowej 1917 roku, przez przewrót październikowy do wieloletniej wojny domowej. W wyniku rewolucji i wojny domowej powstał ZSRR, państwo „nowego człowieka“, będące wielkim społecznym laboratorium. Podstawowym instrumentem polityki wewnętrznej była wszechobecna propaganda oraz terror, tak „demokratyczny”, że obejmujący i cara, i chłopa uznanego za wroga. Zilustrowano to licznymi plakatami i zdjęciami. Podkreślono zmianę roli kobiety, przybliżono nowe rozwiązania w architekturze, oddające rewolucyjny impet tych zmian.

Kolejną część wystawy stanowi opowieść o odbiorze i reakcji na wydarzenia w Rosji. Prezentowana jest cała paleta postaw od akceptacji rewolucyjnych haseł do ich odrzucenia i antyrewolucyjnego terroru. Plany światowej rewolucji znajdowały niemało zwolenników na całym kontynencie, a bolszewicy aktywnie ich wspierali. Strach przed rewolucją stanowił zaś paliwo dla prawicowej radykalizacji. Na przykładzie sześciu państw postanowiono zilustrować różne reakcje na przewrót w Rosji. Wybrano Niemcy, Węgry, Polskę, Włochy, Wielką Brytanię i Francję. Autorzy wystawy słusznie wyszli z założenia, że I wojna światowa i jej skutki nie były uniwersalne dla całej Europy. W wyborze państw kierowano się kryteriami politycznymi (przegrani i zwycięzcy w I wojnie), jak i gospodarczymi (państwa rolnicze i przemysłowe).

Z pewnością umieszczenie przypadku polskiego nie powinno dziwić. Polska skorzystała na rewolucji (nie tylko w Rosji, ale i pozostałych państwach zaborczych), nie zamierzała jednak stać się państwem rewolucyjnym na wzór rosyjski. Polskie dążenia do odzyskania niepodległości przedstawiono poprzez rzeźbę Edwarda Wittiga. Przedstawia ona boginię Nike, która kroczy wsparta przez skrzydlatych geniuszy usosabiających miłość do ojczyzny i męstwo. Odrodzona Polska rodziła się pośród wojny, a jednym z najpotężniejszych zagrożeń, jak przedstawia to wystawa, było dążenie bolszewickiej Rosji do przeniesienia rewolucji na zachód (ilustruje to słynny cytat z M. Tuchaczewskiego). Jednak przyczyny oraz przebieg konfliktu polsko-bolszewickiego można było ukazać w sposób bardziej szczegółowy (bitwa warszawska została wspomniana na marginesie).

Widzowi zaprezentowano przede wszystkim odbicie konfliktu w polskiej propagandzie, podkreślając utożsamianie w niej bolszewizmu z żydowskim zagrożeniem. Zwrócono uwagę na wzrost antysemityzmu, czego przykładem było internowanie żołnierzy pochodzenia żydowskiego (m.in. obóz w Jabłonnej). Przybliżono postać Józefa Piłsudskiego, ale bez podania informacji o jego wcześniejszych związkach z socjalizmem. Zdjęcie członków Tymczasowego Komitetu Rewolucyjnego Polski wykorzystano do poinformowania zwiedzających, że także w Polsce powstała probolszewicka partia. Szkoda że bardziej nie wyeksponowano życiorysów Piłsudskiego i Dzierżyńskiego, by pokazać jak różnymi drogami potoczyły się losy niegdysiejszych polskich socjalistycznych rewolucjonistów, pochodzących ze szlacheckich rodzin.

Silny antybolszewizm był – jak pokazują autorzy wystawy – wiodącą postawą polityczną Europy. Wiązano z nim, nie tylko w Europie Wschodniej, także antysemityzm. To połączenie w późniejszych latach posłużyć miało do legitymizacji przemocy wobec Żydów. Na wystawie zgromadzono liczne plakaty, które wykorzystywały ten motyw.

Wystawę zamyka opowieść o emigrantach z Rosji, ale i do Rosji. Pokazano losy „białych”, w trudnych warunkach budujących nowe życie w różnych państwach europejskich, ale i przypomniano o emigrantach zmierzających w latach 20. do ZSRR, by tam współtworzyć „nowy świat”. Epilogiem wystawy, dość ekscentrycznym, jest rzeźba Alexandra S. Kosolapowa Hero, Leader, God z 2007 r. Pokazuje ona, że po stu latach wydarzenia, które spowodowały tak dramatyczne i przede wszystkim katastrofalne zmiany, są częścią kultury masowej, w której już mało ważne jest, czy dany artefakt wyprodukowany został przez „kapitalistyczny” czy „socjalistyczny” świat. Zwiedzający z Polski, od razu przypomina sobie wykpiwane na sto sposobów hasło „Lenin wiecznie żywy”.

Na osobną uwagę zasługują rozwiązania techniczne, które wykorzystano na wystawie. Jest kierowana do różnych grup odbiorców. Wysokość witryn dostosowano do wymogów osób niepełnosprawnych, pomyślano o udostępnieniu tekstów dla niesłyszących i niewidomych. Tych ostatnich prowadzi specjalna wypukła linia po całej wystawie, teksty są dostępna w brajlu. Wystawę mogą także zwiedzać dzieci. Z myślą o nich przygotowano specjalną, uproszczoną wersję tekstów (wyróżniono je osobną czcionką) oraz puzzle mające za podstawę wybrane obiekty. Wystawa jest dostępna po niemiecku i angielsku. Towarzyszą jej pięknie wydane katalogi, jeden z eksponatami i związanymi z nimi tekstami, drugi z esejami naukowymi.

Zob.

1917 Revolution. Russland und Europa, hrsg. von Julia Franke, Christiane Janke und Arnulf Scriba, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 320;

1917 Revolution. Russland und die Folgen. Essays, hrsg. vom Deutschen Historischen Museum und dem Schweizerischen Nationalmuseum, Dresden: Sandstein Verlag, 2017, ss. 199.

Reblog: Minął sierpień, minął wrzesień

Piotr Beszczyński

    • To zdjęcie zrobiłem Wiesławowi Michnikowskiemu równo pół wieku temu, gdy podczas górskiej wędrówki spotkałem go na targu, w Krościenku bodajże. Artysta był wtedy u szczytu popularności, jako jedna z najjaśniejszych gwiazd Kabaretu Starszych Panów. Zdaje się, że chciał kupić pomidory. Umarł, gdy już prawie minął wrzesień.

Taka pora, że myśli się więcej niż zwykle o tych, co odeszli, jak też w ogóle o przemijaniu. Zachodzi się na cmentarze, które są różne: a to trwają setkami lat i pomnikami wysokiej rzeźbiarskiej próby, a to ledwie dają się rozpoznać wśród zarośli, lub też znikły w ogóle, czasem upamiętnione skromnym lapidarium.

  • Czynny przez zaledwie kilkanaście lat przed końcem II wojny światowej cmentarz krematoryjny we Wrzeszczu (niemal dokładnie w miejscu funkcjonującej przez kilka wieków gdańskiej szubienicy miejskiej) został ostatnio przez miasto nieco uporządkowany, jednak nagrobków zachowało się niewiele
    XXX
  • Po przeciwnej stronie Królewskiej Doliny tam, gdzie ulica Traugutta kończy się w lesie, dadzą się jeszcze z trudem rozpoznać resztki cmentarza żydowskiego który, jak czytamy w książce Ludwika Passarge’a, na pewno funkcjonował już w połowie XIX wieku
    XXX
  • Dla kontrastu – chyba najbardziej znany i największy cmentarz żydowski na Górze Oliwnej w Jerozolimie. Mimo bardzo wysokich cen pochówku cieszy się dużym wzięciem, bo ponoć jego lokatorzy mają być w pierwszej kolejności i szczególnie łaskawie potraktowani podczas Sądu Ostatecznego.
    XXX
  • Rejony dolnej Wisły, zwłaszcza Żuławy, zawdzięczają swój status najżyźniejszych i najlepiej zagospodarowanych rolniczo ziem wielowiekowej, uporczywej pracy ludu zwanego z polska Olędrami. Osiedlali się tu począwszy od XVI wieku, przybywając z Niderlandów w poszukiwaniu dogodnych włości, ale przede wszystkim – w ucieczce przed religijną nietolerancją, dotykającą tam chrześcijański odłam zwany mennonitami. Mennonitów nie ma już na Żuławach od dziesięcioleci (nie byli tu zbyt lubiani również za czasów pruskich), ale pozostałości ich cmentarzy można jeszcze gdzieniegdzie spotkać
    XXX


Innego rodzaju odczucia budzą stare, ciągle funkcjonujące cmentarze – galerie sztuki, jak choćby ten w Mediolanie:


  • Chwila zadumy nad sferą wiecznego odpoczywania jest o tej porze roku oczywista, jednak doczesność każe się z niej szybko otrząsnąć.
  • Dosyć niespodziewanie, wobec skutecznej – dla rosnącego ponoć elektoratu rządzącej partii – propagandy sukcesu, zbuntowali się młodzi lekarze. Poparli ich gremialnie przedstawiciele wszystkich fachów, trudniących się opóźnianiem procesu przechodzenia ludności na drugą stronę Styksu. Nie poparła ich znaczna część wzmiankowanego wyżej elektoratu dobrze pamiętająca, że wszystkim buntującym się przeciwko partii i rządowi należy się etykieta wichrzycieli i warchołów, będących na garnuszku amerykańskich imperialistów i zachodnioniemieckich rewizjonistów.
  • Jak się potoczą sprawy ochrony zdrowia – nie wiadomo, oczywiście. Pewne jest natomiast (i potwierdzają to ku mojemu żalowi największe medyczne autorytety), że koniec końców od dotknięcia kostuchy raczej się nie wywiniemy. A skoro tak, to próbujmy jak najmniej uprzykrzać życie sobie i innym!
    XXX

 

Reblog: Rozmyślania w samolocie

Jacek Pałasiński

CHAOTYCZNE PRZEMYŚLENIA STARSZEGO MĘŻCZYZNY FRUWAJĄCEGO W DNIU SWOICH URODZIN

LOT
Z góry… Z góry wszystko wygląda inaczej. Relatywnie. Trudno sobie nawet wyobrazić, patrząc, przez okienko samolotu, że istoty, których z tej wysokości nie widać, mogą emanować złe emocje w ilościach zdolnych zniszczyć ich samych i tę piękna planetę…

DOM
Z okien samolotu za Rzymem dostrzegłem górę. Z drugiej jej strony stoi budynek, który długo nazywałem „moim domem”. Moje dorosłe, bardzo dorosłe Dzieci, nadal uważają to miejsce za swój „dom rodzinny”. A przecież wszelkie związki między tamtym domem a nami ustały.
W domu nie ma śladu po nas; to w nas jest ślad po nim.

LOS KOLIBRA
K. też jest w Rzymie, a właściwie ponad nim. Nie chodzi, lecz unosi się nad jego ulicami w zachwyconej euforii. Mówi, że chce się tu natychmiast przenieść i mam wrażenie, że to miejsce daje jej namacalne poczucie szczęścia, gdzieindziej nie zaznanego. Ciesz się tym szczęściem, bo ulotne.
I co: mówić jej, jak to się kończy dla kolibra, kiedy nie oderwie wzroku od magnetycznych oczu kobry i zginie, pożarty? Czy pozwolić, by odkryła, że najbardziej dewastujące rozczarowania dotyczą obiektów naszej miłości? O, bo Rzym rozczaruje każdego kto zechce się przebić przez jego magiczną powierzchowność, gdy zajrzy do jego czarnej i zepsutej duszy.

ŚLAD
Jak wygląda ślad po domu, który zwykliśmy nazywać „naszym domem”? Jest niematerialny, zapisany, zapewne wyłącznie jako mikroładunki elektryczne w jakiejś, nie wiadomo jakiej, mgławicy neuronów wewnątrz tej wstrętnawej galaretki, jaką nosimy w głowie?
Ile jest wart ten prąd? Da się wycenić coś tak nieskończenie małego? Nie? To czemu przywiązuję do tego tak dużą wagę?
Czemu ją przywiązuję do tak wielu mikroprądów w zwojach mego mózgu, skoro zsumowane nie dadzą razem jednego miliwata, a ileż może być wart jeden miliwat i jak się on ma do wielkiego świata widzianego z okna samolotu?

PROBIERZ
I jeżeli są one, choć nie wiem dlaczego, coś warte dla mnie, to ile mogą być warte dla innych? Nic, kompletnie nic? Czy tylko w zakresie, w jakim moje mikroładunki pokrywają się z mikroładunkami bliźnich mojej epoki?
Jak się o ich wartości dla bliźnich przekonać?
Po ilości komplementów? Pozytywnych uczuć? Po liczbie ludzi na moim pogrzebie?
Ilu ich będzie? Czy przyjdą znaczni, czy przyjdą sławni? Zechcą coś powiedzieć? Czy będą to nieznośnie banalne, puste słowa, ubrane w pozór emocji? Próba wylansowania siebie przed wdzięczną, bo cichą widownią?
Czy będą smutni, czy będą płakać szczerymi łzami, czy przyjdą z poczucia obowiązku, bo w gruncie rzeczy, cóż zanik mikroprądów może obchodzić kogoś innego poza ich posiadaczem? Czy naprawdę poczują w sercu przykry brak, kiedy zejdą się na cmentarzu, albo kiedy wpadnie im w oko mój nekrolog? Bo ponoć jesteśmy w stanie znieść nawet najgorsze cierpienie. Bliźniego…

CAPSTRZYK
Chciałbym, żeby nad moją trumną odegrano ukochaną przeze mnie muzykę, ale wszak to ja ją kochałem, a nie zebrani w kondukcie: męczyć ich czymś, czego zapewne nie zrozumieją? I, na dodatek, ktoś przyśle wdowie po mnie rachunek za nieopłacone prawa autorskie od publicznego wykonania tej muzyki. Nawet dzwon nie jest za darmo, bo dzwonniczemu trzeba za targanie sznurem zapłacić. Milczenie zatem?

DOBRE ŻYCIE
Jak powinno wyglądać tzw. „dobre życie”, takie, po którym twój pogrzeb będzie tłumny i pełen łez? Wszak największe kondukty chadzały często za trumnami największych potworów, jakich wydał rodzaj ludzki. Za władcami, a przecież władza demoralizuje, demoralizuje wszystkich bez wyjątku. A Giulio Andreotti, przy którymś wywiadzie nie wytrzymał i na powtórzoną mu sentencję „władza demoralizuje” odpalił: „władza demoralizuje tych, którzy jej nie mają”. Więc wszyscy jesteśmy zdemoralizowani?
Tłumne kondukty chodzą za aktorami, politykami, osobami powszechnie znanymi; ich odejście wydaje się znaczyć dla bliźnich więcej niż odejście osób mniej znanych, choćby najlepszych, choćby najuczciwszych, choćby najbardziej altruistycznych.
Jeśli pogrzeb to ukoronowanie, podsumowanie istoty czyjegoś życia, jego wagi dla społeczności, to trzeba za życia dać się poznać możliwie szerokiemu gronu; to daje, w chwili śmierci pocieszenie, że twój pogrzeb będzie innych zasmuci, a smutek innych będzie naszą satysfakcją i nagrodą.

A MOŻNA BYŁO INACZEJ
A gdybym coś był zrobił inaczej? Gdybym nie był taki pryncypialny? Gdybym nie uważał, że dziejące się właśnie wydarzenie potrzebuje mojego, w gruncie rzeczy mało znaczącego i nic nie zmieniającego udziału? Gdybym zapisał się, gdzie chcieli, a potem, w sprzyjającym czasie nawrócił? Gdybym czytał w dzieciństwie inne książki i miał średnio-krajowe poczucie honoru? Średnio-krajową ideę patriotyzmu? I gdybym w końcu porzucił ten szkodliwy zwyczaj stawiania się przełożonym, tego poczucia, że skoro więcej się przygotowywałem, to wiem więcej i lepiej? Gdybym, nie bacząc, że są irytujący i nieciekawi, kultywował znajomości z możnymi i znanymi:czy wtedy na mój pogrzeb przyszłoby więcej ludzi, byli by smutniejsi?

ŚMIECH
A może jestem jednak znacznie przeciętniejszy, niż mi powtarzano od pierwszej klasy, może zbyt łatwo w to uwierzyłem, bo chciałem wierzyć, nie zbadawszy, jak to jest naprawdę? Może najzwyczajniej w świecie nie zasługuję na uwagę bliźnich, na ich zainteresowanie, na ich ewentualny żal, gdy zniknę?
„Chciałem dobrze” – napiszę sobie na nagrobku.
Przechodnie będą parskać śmiechem. Dobre i to: przynajmniej przeczytają nazwisko, choć im nic nie powie, a na dodatek śmiech rzecz nieczęsta (zwłaszcza na cmentarzu), a dla zdrowia ważna.
A może lepiej zabrzmi „Chciałem mieć dobre słowo dla każdego”?

JASKINIA I WIEŻA
Tłumy na pogrzebach sław mogą prowadzić do wniosku, że „dobre życie” uwieńczone dobrym pogrzebem oznacza dać się poznać jak największej liczbie bliźnich. Nieważne, czy cię polubią, czy będą się ciebie bali, tłum przyjdzie oglądać popularnych piechurów w kondukcie. Bo powodem ich obecności prawie na pewno nie będzie konsekwencja zmarłego w postepowaniu skromnym, „moralnym” i społeczności przydatnym…
Mimo to są tacy, którzy nie oczekując nagrody w postaci tłumnego pogrzebu, wybierają inną drogę niż popularność.
Są ludzie, którzy chcą żyć bez reszty moralnie; zamykają się wtedy w grotach i tam żyją w łachmanach i o misce strawy – i wtedy nazywamy ich pustelnikami.
Są też i tacy, którzy zamykają się w wieży z kości słoniowej, żyją tam w pogardzie grzechu – i wtedy nazywamy ich mizantropami.
Ich śmierć bywa cicha, pogrzeby samotne.

ŚREDNIA AMORALNOŚCI
Mało jednak mnichów, mało mizantropów; cnotą jest sztuka surfingu po okolicznościach bez moralnego wartościowania czynów. Świat tego nie ma za złe. Nawet Kościoły, powołane do wydawania ocen moralnych. Ba, czyny kapłanów, zdarza się, wykraczają poza „średnią amoralności” ogólnie w społeczeństwach przyjętą, więc ich oceny uwagi nie warte.
Czy ma zatem sens życie anachronicznie moralne, jeśli społeczności tego nie dostrzegają, jeśli tego nie potrzebują, jeśli traktują to, jako irytujące dziwactwo?

ŻAL I MIŁOŚĆ
A jeśli na moim pogrzebie ludzie będą i poczują żal – przykre mikroprądy w którymś z mózgowych zwojów – to jak długo on trwać będzie?
Ja je czuję, gdy zniknie ktoś dla mnie ważny; czyjeś zniknięcie jest dla mnie bólem, lecz ból z czasem się zmniejsza, jest absorbowany przez mój organizm jak guz czy krwiak.
O niektórych żywych jeszcze – myślę z rzewną czułością: to musi być właśnie miłość, bezinteresowna, irracjonalna, nie wywołana żadnym hormonem, żadnym popędem, żadnym interesem – miłość.

POKORA
Takie wzloty powinny być obowiązkowe, obowiązkowe okresowe wyglądanie przez bulaj samolotu.
Obowiązkowe powinny być też wyprawy w strefy sejsmiczne. Bo gdy się z góry nie dojrzy proporcji – człowiek-świat, gdy nie poczuje się potęgi ziemskiej skorupy, wtedy będzie się miało wypaczone spojrzenie na wszystko: na siebie samego i na rzeczy naszego Życia, zawartego w kilku miliardach mikroprądów, tak nikłych, że nie wynaleźliśmy jeszcze instrumentu zdolnego zmierzyć ich nieskończenie małą wartość.

Tylko wtedy, świadomi naszej istoty, będziemy zdolni z pokorą przyjmować nasze życie i naszą śmierć. Niepomni liczby tych, którzy pójdą za nasza trumną.

Bild könnte enthalten: 1 Person, lächelnd

OMG! (Reblogs)

But also: thank you, God! – they were only 150 tousands and not 7 millions, what was previously announced!

Notes from Poland

Poles have last saturday been gathering along their borders holding rosaries in order to ‘surround the country with prayer’ and appeal to God ‘to save Poland and the world’. (Initially the stated aim was to protect from ‘Islamisation’, although that aspect has since been downplayed. More detail here: goo.gl/QWFyXu.)

Wprost

Sukces akcji „Różaniec do granic”. Cała Polska modliła się o pokój.

W ramach inicjatywy „Różaniec do granic”, w sobotę 7 października w 320 kościołach na terenie 22 diecezji na obrzeżach kraju ludzie modlili się o pokój dla Polski i całego świata. W wydarzeniu wzięły setki osób. Do akcji dołączyli również politycy. Polska granica liczy 3,5 tys. kilometrów, więc liczyliśmy, że potrzeba milion – półtora miliona ludzi żeby rzeczywiście otoczyć ten kraj dosłownie modlitwą – tłumaczył Maciej Bodasiński z Fundacji Solo Dios Basta (Bóg i nic więcej), która organizowała wydarzenie.

Zula na twitterze

Ja na miejscu. W Kodniu. Mnóstwo ludzi a jest bardzo wcześnie

Sylwester na twitterze

Siekierki nad Odrą

Found on Koalicja Białych Róż


On Facebook by Anna Alboth


And we… virtually and really on the other side of the border

We do not protest against God. We do not protest again prayer and also a rosary prayer. But we do protest against pushing our country back in to the darkness age of not knowing, not thinking and not loving, where the rules of democracy are replaced by prayer and obedience and politic becomes a faith.

And we protest against Poland’s heartless politic against refugees!!!! Yes, I know… Oficially nobody says anymore, rosary on the boarder was protest against Islam, Muslims or refugees. But it was the primary intention and it exists unoficially all the time.

And we protest!

Foto – Anna Alboth

Anna Alboth on facebook:

Today I feel like praying. Praying to some god to protect Poland from protecting Poland.  Yes. Because otherways they will protect us and then… OMG!

Kommentar von Mehmet Daimagüler:

“Ok, liebe Polen, Euer Land wurde dreimal geteilt, von drei Mächten: dem orthodoxen Russland, dem protestantischen Preußen und den katholischen Habsburgern. Alles Christen. Nach dem polnischen Novemberaufstand von 1830/1831 gegen die Herrschaft der Zaren nahm hingegen das Osmanische Reich zahlreiche polnische Emigranten auf. Noch heute leben Nachfahren dieser Flüchtlinge in dem Ort Polonezköy (“Polendorf”) bei Istanbul. Im Zweiten Weltkrieg versuchten Nazi-Deutschland und Stalin Polen auszulöschen. Nach dem Krieg blieb das Land 40 Jahre unter der Knute der UdSSR. Und heute fürchtet Ihr Euch davor, dass Muslime Polen zerstören könnten?”

Die Welt:

An Polens Grenzen haben sich am Samstag mindestens 150.000 Katholiken für ein Rosenkranzgebet getroffen. Nach Angaben der Warschauer Stiftung Solo Dios Basta (zu Deutsch: Gott allein genügt) waren 4000 Orte in die Aktion „Rosenkranz an der Grenze“ involviert. Gebetet wurde nach Angaben der Stiftung für die „Rettung Polens und der Welt“.

Von Gegnern wurde die Aktion als islamophob verurteilt. Sie sahen das Massengebet wegen verschiedener Äußerungen von Teilnehmern und Geistlichen als explizit gegen Muslime gerichtet.

Zu dieser Einschätzung hatte unter anderem Krakaus Erzbischof Marek Jedraszewski beigetragen, der sagte, die westlichen Nationen müssten zu ihren christlichen Wurzeln zurückkehren, „damit Europa Europa bleibt“. Eine Teilnehmerin der Aktion sagte zur Nachrichtenagentur AP: „Der Islam will Europa zerstören und uns vom Christentum abkehren.“

ksiądz Wojciech Lemański auf dem twitter

Znamy z niedalekiej przecież historii wiece masowego poparcia dla ludzi, których dziś chcielibyśmy zapomnieć. Wypełnione place, tłumy wzdłuż ulic. Po dzisiejszym dniu do tamtych obrazów historia dołączy zdjęcia setek tysięcy Polaków modlących się na plażach, lotniskach, ulicach, wzdłuż granic. Co ich wyprowadziło z ich kościołów, kapliczek przydrożnych, z ich katedr i bazylik? Czyżby jakaś zaraza, nawałnica, horda zbrojna zagrażała ich domom, warsztatom pracy, szkołom czy przedszkolom? Zapytajcie tych ludzi, po co poszli na te granice. Poszli przyzywać Imienia bożego, wzywać orędownictwa Matki Jezusa przeciw… uchodźcom, szukającym pomocy, schronienia, dachu nad głową. Gdy papież Franciszek poprosił o przygotowanie w ich parafiach domu dla jednej choćby rodziny uchodźców – udawali że nie słyszą. Gdy ostatnio prosił, by modlili się za tych biednych ludzi, to w katolickiej Polsce można było te rozmodlone kościoły policzyć na palcach. A dziś, jak Polska długa i szeroka idą z różańcem w ręku pokazać światu – ile jest warta wiara Polaków. Ale przyjdzie dzień. I powiedzą w ów dzień – Panie, Panie, czyż nie modliliśmy się na różańcu z naszymi księżmi, z naszymi biskupami na granicach? A Pan im odpowie – Idźcie przecz, bo byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie. I będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Reblog: Madonna z poziomką

Kindze, która wie, że poziomki są najwspanialszym owocem na świecie –
z podziękowaniem

Bezcenna “Madonna z poziomką” dotarła do Krakowa

Wtorek 08 sierpnia 2017 Autor: in-krakow

To absolutnie wyjątkowy, bezcenny gotycki obraz: „Madonna z poziomką”, na co dzień znajdujący się w kolekcji Muzeum Miejskiego w Żywcu, przyjechał właśnie do Krakowa. (…) (Wystawiony został w) Europeum – w Ośrodku Kultury Europejskiej oddziału Muzeum Narodowego w Krakowie.

Jeszcze w latach 80 ubiegłego wieku myślano, że jest to obraz barokowy i dopiero podczas pierwszej konserwacji okazało się, że jest znacznie starszy. Badania, m.in. zdjęcia rentgenowskie, pozwoliły ustalić, że obraz składa się z siedmiu warstw. Zapadła decyzja o odsłonięciu tej najcenniejszej, późnośredniowiecznej. Wtedy wyłoniła się pełna wdzięku, ale i majestatu gotycka Madonna przedstawiająca Marię, subtelną, jasnowłosą kobietę, która jedną ręką przytula Dzieciątko, a w drugiej trzyma kwiat i owoc poziomki. Na rączce małego Jezusa przysiadł zielony ptaszek.

Poziomka, na której występują równocześnie kwiat i owoc, oznacza zarówno czystość Dziewicy, jak i rajski ogród lub pokarm zbawionych występujący właśnie w Raju. Foto J. Szczypiński.

„Madonna z poziomką” została namalowana temperą na desce prawdopodobnie w krakowskiej pracowni przez nieznanego mistrza cechowego, działającego u schyłku średniowiecza.

Gwiazda Dawida (reblog)

Przekraczając granice

Ostatniego dnia pobytu w Warszawie wybrałem się do dwóch miejsc, które przekazują informacje o tej części naszej historii, o której niby wiemy, a która tak naprawdę owiana jest dla wielu z nas tajemnicą.

(…) ruszyłem wzdłuż ulicy Emilii Plater, na której końcu znajduje się 44-piętrowy budynek Cosmopolitan. Ale to nie on był celem mojej wędrówki, a znajdująca się na jego tyłach, jakby schowana Synagoga imienia Małżonków Rywki i Zalmana Nożyków. Świątynia ta jest jedyną czynną przedwojenną synagogą w Warszawie. Nabożeństwa odbywają się w niej codziennie, choć ja niestety miałem pecha i nie udało mi się dostać do środka.

Została ona wybudowana na przełomie XIX i XX wieku i w większości przypadków służyła bogatym żydom. Spytacie czemu bogatym, powód jest prozaiczny, otóż za możliwość uczestniczenia w nabożeństwach trzeba było płacić. Co prawda były też specjalne spotkania dla tych, których nie było stać na opłaty, ale odbywały się one nieregularnie i stosunkowo rzadko.

II wojna światowa obeszła się z budynkiem dość łagodnie, dzięki temu, że urządzono w nim stajnie, nie został zbytnio zniszczony, co pozwoliło już w lipcu 1945 roku przeprowadzić w nim pierwsze nabożeństwo. Później bywało różnie, aż do 1983 roku, od kiedy to synagoga działa już nieprzerwanie.

Pomiędzy budynkiem Cosmopolitan a synagogą ustawiono kilkanaście tablic informacyjnych, z których można dowiedzieć się sporo o kulturze, religii i obyczajach żydów. Bo niby dużo wiemy, ale… no właśnie gdy zacząłem czytać okazało się, jak wiele cennych informacji umyka nam gdzieś bokiem.

Chociażby takie, że w alfabecie hebrajskim, każda litera jest równocześnie jakąś cyfrą bądź liczbą, że w języku polskim często używane są słowa zapożyczone z jidysz (np. ciuch, machlojka, czy plajta). Wyczytałem też dlaczego żydzi noszą pejsy i brody. Wyjaśniono również w sposób przystępny co oznacza koszerny. Raczej wszyscy z nas wiedzą czym jest Tora lub menora, ale pewnie większe problemy byłyby gdybym spytał Was o znaczenie takich słów jak szofar albo kipa.

Gdy już zapoznałem się z tablicami i popodziwiałem świątynię z zewnątrz, ruszyłem, aby zobaczyć główny punkt mojego tego dniowego programu zwiedzania. Było nim otwarte dla zwiedzających w 2013 roku Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN.

Duży nowoczesny budynek mieści w swoich trzewiach ponad tysiącletnią historię żydów na terenach Polski. Wydarzenia historyczne przeplatają się z różnymi podaniami ludowymi, ot chociażby z tym jak to prześladowani na zachodzie Europy żydzi udali się w podróż w poszukiwaniu bardziej przyjaznego miejsca do osiedlenia trafili w końcu na nasze ziemie i gdzie ponoć usłyszeli głos z nieba mówiące Po-lin, co w tłumaczeniu na polski oznacza „tutaj odpoczniesz”.

Poza wielowiekową historią polskich żydów w muzeum tym znaleźć można też wiele informacji dotyczących ich kultury, jak na przykład tych dotyczących ceremonii ślubnej. Czy wiecie, że bogobojne żydówki goliły sobie głowy i nosiły peruki, lub czepce? Ja tego nie wiedziałem.

Takich „smaczków” można znaleźć w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN dużo więcej, dlatego uważam, że jest to jedno z ciekawszych miejsc jakie można odwiedzić w Warszawie. A jeśli ciekawi Was czemu wybudowano je właśnie w naszej stolicy to niewątpliwie zaważyło o tym również to, że przed II wojną światową, gdy jeszcze nie istniało państwo Izrael, Warszawa była drugim po Nowym Jorku miastem pod względem mieszkającej w nim populacji wyznania mojżeszowego.

A oto liczne historie i informacje, na które trafiłem w muzeum.

This slideshow requires JavaScript.

Reblog: Louis Lewandowski (Mężczyzna z cmentarza Weissensee w Berlinie)

Napis na nagrobku: Miłość czyni pieśń nieśmiertelną!

Ania i ja już wiele lat temu znalazłyśmy jego nagrobek na cmentarzu żydowskim w Berlinie i dawno już powinnam byłam sprawdzić, czy Louis Lewandowski ma coś wspólnego z Polską czy nie. Ale zrobiłam to dopiero w sierpniu 2017 roku, w dzień przed koncertem jego muzyki w synagodze berlińskiej na Rykestrasse. W pewnym sensie Lewandowski ma z Polską coś wspólnego, ma bowiem polskie nazwisko i urodził się we Wrześni, jednak wszystkie źródła, czy to polskie, czy niemieckie, czy angielskie, określają go jednomyślnie jako słynnego kompozytora “żydowsko-niemieckiego”. Tak więc i jest, zresztą nawet jeśli miał w rodzinie polskich przodków, to spędził całe swe twórcze życie w Berlinie i stworzył muzykę, grywaną w synagogach na całym świecie.

Nota bene, ten wpis mógłby się ukazać na tym blogu również w ramach innego nader nieregularnego cyklu, a mianowicie Reformacja. Koncert w synagodze berlińskiej odbył się jako realizacja idei ekumenizmu po-reformacyjnego: modlimy się wszyscy do tego samego Boga, a wystąpili wspólnie orkiestra radiowa (bezwyznaniowa) z Kolonii, chór z katolickiego klasztoru benedyktyńskiego Maria Laach i zespół śpiewaków synagogalnych z Berlina. 

Louis Lewandowski – żydowski kompozytor z Wrześni
Istnieje stereotyp, zgodnie z którym XIX-wieczna Wielkopolska stanowiła „pustynię kulturową”. Okazuje się jednak, że w regionie pojawiały się osoby o wybitnych talentach artystycznych. Jedną z takich postaci, ze wszech miar wartych przypomnienia, był Louis Lewandowski z Wrześni. Tym bardziej, że twórczość kompozytorska Lewandowskiego zupełnie nie funkcjonuje w świadomości polskiego środowiska muzycznego.

Lewandowski urodził się 23 kwietnia 1821 roku we Wrześni, w rodzinie żydowskiej. Dzieciństwo przyszłego kompozytora było bardzo trudne z uwagi na skrajną nędzę, jaka panowała w jego uzdolnionej muzycznie rodzinie. Mimo wszelkich trudności talent muzyczny Lewandowskiego zaczął objawiać się bardzo wcześnie. Mały Louis towarzyszył ojcu i czterem braciom w wykonaniach muzyki we wrzesińskiej Synagodze..

W wieku 12 lat, po śmierci matki, Louis przeprowadził się do Berlina, gdzie spędził resztę życia. W stolicy Prus utalentowanym Louisem zainteresował się bankier Alexander Mendelssohn (1798-1871), kuzyn wielkiego Felixa Mendelssohna-Bartholdiego (1809-1847). W Berlinie Lewandowski podjął studia muzyczne. Początkowo w klasie fortepianu i wokalistyki. Jako singerel śpiewał też solowe partie sopranowe w chórze kantora Aschera Liona. Następnie przez trzy lata studiował pod kierunkiem A. B. Marxa (1795-1866), pochodzącego również z żydowskiej rodziny. W Berlińskiej Akademii Sztuki, jako pierwszy żydowski student, zgłębiał zagadnienia kompozycji muzycznej pod kierunkiem Karla Rungenhagena (1778-1851) i Eduarda Grella (1800-1886). Choroba neurologiczna spowodowała, że Lewandowski na cztery lata zmuszony był przerwać naukę. Podczas choroby zetknął się z twórczością kantora Hirsha Weintrauba. Wywarła ona na Louisie tak silne wrażenie, że postanowił zająć się komponowaniem muzyki synagogalnej.  Studia ukończył z wyróżnieniem, otrzymując od Berlińskiej Akademii Śpiewu nagrodę za kompozycję

W 1840 roku został zatrudniony na stanowisku dyrygenta chóru Synagogi Starej w Berlinie.  Wykonywał tam muzykę liturgiczną Salomona Sulzera (1804-1890). W tym czasie kantor Abraham J. Lichtenstein zachęcał Lewandowskiego do napisania muzyki do żydowskich modlitw, czego skutkiem była praca nad własnymi kompozycjami. Okres ten zaowocował znaczącym rozwojem formy muzycznej, stosowanej w liturgii synagogalnej. Powstają wówczas liczne kompozycje.

W 1864 roku powstała w Berlinie Synagoga Nowa, wyposażona w organy, co wpłynęło w istotny sposób na rozwój formy muzycznej, w utworach Louisa Lewandowskiego.

Performed by the Zamir Chorale of Boston at Sanders Theatre, June 3, 2007

Rok 1866 przyniósł Lewandowskiemu tytuł Królewskiego Dyrektora Muzyki, nadany mu przez władze pruskie. Krótko później został dyrygentem chóru Synagogi Nowej w Berlinie. Dla celów liturgii w tej synagodze, Lewandowski napisał kolejne ważne kompozycje. Najważniejsze z nich, to: „Kol Rinnah u-Tefillah” (1871) na chór oraz „Todah ve-Zimrah”(1876-82) na głosy solowe, chór i organy oraz opracował 40 Psalmów na głosy solo, chór i organy.

Szczególne znaczenie dla tego okresu jego twórczości miało opracowanie starożytnych „Melodii Hebrajskich”, na głos kantora, chór i organy. Są one uważane za wybitny przejaw geniuszu muzycznego Lewandowskiego. Pisząc je, kompozytor zmagać się musiał z pewnym problemem technicznym. Część członków chóru, nie miała przygotowania muzycznego i nie była w stanie wykonać zbyt trudnych partii, dlatego struktura muzyczna utworu musiała być stosunkowo prosta. Mimo, iż „Melodie Hebrajskie” charakteryzują się pewną prostotą muzyczną, pełne są przejmującego religijnego żaru.

kreuznacher-diakonie-kantorei Live Konzert 27. September 2008 in Volxheim
Kontrabass: Helmut Kickton

Kulminacją w twórczości kompozytora był rok 1882, gdy powstało jego największe dzieło „Todah W’Simrah” na głos kantora, chór i organy – zbiór utworów obejmujący cały roczny cykl liturgiczny.

Kompozytor nie zamknął się wyłącznie w muzyce synagogalnej. W jego dorobku znajdują się też kantaty. Przejawem muzyki świeckiej są uwertury, symfonie, i pieśni.

Louis Lewandowski był nie tylko wybitnym kompozytorem, lecz również pedagogiem. Nauczał w Wolnej Szkole Żydowskiej i Żydowskim Seminarium Nauczycielskim. Wykształcił licznych, wyróżniających się kantorów synagogalnych. Założył i zarządzał Instytutem dla Starych i Niepełnosprawnych Muzyków.

Kompozytor umarł 4 lutego 1894 roku w Berlinie. Grób Louisa i jego żony Heleny przetrwał wszystkie potworne kataklizmy XX wieku i do dnia dzisiejszego znajduje się na Cmentarzu Żydowskim Weissensee w Berlinie. Na kamieniu nagrobnym  kompozytora znajduje się inskrypcja: „Liebe macht das Lied unsterblich!”  (Miłość czyni pieśń nieśmiertelną!)

Na trwałe do liturgii synagogalnej weszły takie dzieła, jak np. „Uvencho Yomar”, „Zacharti Lach”, wykonywane w Święto Rosh Hashana, oraz  „Ve’al. Chata’im” na Yom Kipur.

Z punktu widzenia muzykologicznego, twórczość Lewandowskiego jest w pełni porównywalna z utworami pisanymi przez innych, powszechnie znanych kompozytorów XIX wieku. W porównaniu z innymi kompozytorami epoki, Lewandowski działał w szczególnych uwarunkowaniach judaizmu reformowanego. Jego geniusz potrafił wspaniale łączyć różne tradycje muzyczne – tradycję liturgiczną Żydów askenazyjskich z niemieckim romantyzmem muzycznym. Posługiwał się zasadami harmonii, typowymi dla ówczesnej muzyki europejskiej, wykorzystując często akompaniament orkiestrowy. Partie solowe kantora pozostają jeszcze w sferze tradycji żydowskiej, podczas, gdy partie chóralne wykazują wpływ Felixa Mendelssohna-Bartholdiego (1809-1847). Muzyka Lewandowskiego jest w stylu mniej romantyczna, od twórczości wielkiego poprzednika Salomona Sulzera (1804-1890). Dla twórczości Lewandowskiego niewątpliwą inspiracją artystyczną była literatura kantatowo-oratoryjna kompozytorów chrześcijańskich. Kompozycje religijne Lewandowskiego charakteryzują się wielogłosowością. Są dowodem głębi religijnych przeżyć kompozytora.

Wydaje się, że nadszedł w końcu czas, by muzyka Louisa Lewandowskiego zajęła należne jej miejsce w polskim życiu muzycznym i w salach koncertowych.

Opracowanie: dr Wojciech Meixner  

Reblog: godzina 8:15

Jest 6 sierpnia. Godzina 8:15. Jeśli się pamięta, co to za dzień i co to za godzina, to czasem myślę, że może lepiej nie pamiętać. Co gorsza od wielu lat, jeśli myślę o tym, co się zdarzyło tego dnia o tej godzinie, przypominam sobie nieodmiennie zdanie z książki Angielski pacjent Michaela Ondaatje. Wygłasza je Kirpal Singh, Hindus.  Zrobili to nam, kolorowym. Nigdy nie odważyliby się zrobić tego białym. (They would never have dropped such a bomb on a white nation). Zrozpaczony zdradą białego człowieka Kip opuszcza willę, w której dzieje się akcja powieści i Hanę, kobietę, którą kocha. Powiem jednak, że na szczęście następnym moim skojarzeniem jest miłorząb japoński. Cztery egzemplarze tego niezwykłego drzewa przetrwały ten dzień, natychmiast zaczęły się odradzać, rosną do dziś we wspaniałym stanie.

Lech Milewski

8 minut 37 sekund

To tytuł utworu muzycznego skomponowanego przez Krzysztofa Pendereckiego w 1960 roku.

Tytuł utworu nie jest nowatorski. Osiem lat wcześniej John Cage “skomponował” utwór pod tytułem 4’33” (4 minuty 33 sekundy). Słowo skomponował napisałem w cudzysłowie gdyż utwór ten to absolutna cisza.
Była to więc muzyczna wersja bajki Nowe szaty króla. Jednak jak dotąd nikt nie zawołał w trakcie wykonywania utworu (a wykonują go dość często) – król jest nagi!
Być może działa maksyma Jerzego Waldorfa – muzyka łagodzi obyczaje.

John Cage nie jest jednak hochsztaplerem, jego rozważania na temat muzyki są ciekawe i poważne, patrz TUTAJ, ale miało być o Pendereckim.

Krzysztof Penderecki darzył Johna Cage dużym uznaniem i chyba zgadzał się z jego wypowiedzią: muzyka jest bezcelową zabawą, afirmacją życia. Nie jest usiłowaniem wprowadzenia porządku w chaosie czy naprawy dzieła stworzenia. Jest po prostu sposobem przebudzenia się na życie, którym żyjemy.

W praktyce oznaczało to eksperymenty muzyczne, między innymi sonoryzm – wymyślony przez polskich kompozytorów kierunek muzyczny, w którym istotą jest dżwięk. Nie ma rytmu, melodii, tylko dżwięk, jak kolorowe plamy na abstrakcyjnym obrazie. Więcej na ten temat tutaj – KLIK.

Właśnie takim eksperymentem miał być utwór 8’37”. Krzysztof Penderecki komponował go w laboratorium, na sprzęcie elektronicznym. Na szczęście w tamtych czasach działalność twórcza nie była zbyt ograniczana limitami finansowymi, w związku z czym Penderecki miał możliwość wysłuchania swojego utworu w wykonaniu orkiestry symfonicznej – 52 instrumenty smyczkowe.
Wysłuchał i był wstrząśnięty. Zmienił tytuł utworu na Tren pamięci ofiar Hiroszimy.

Doświadczenie Pendereckiego wydało mi się bardzo znamienne. Pomyślałem, że może właśnie tak samo dzieje się we wszechświecie. Bóg robi eksperymenty w swoim niebiańskim laboratorium a na Ziemi orkiestra licząca ponad 7 miliardów artystów wykonuje ten utwór.
Efekt jest rzeczywiście wstrząsający.

Wróćmy jednak do Krzysztofa Pendereckiego. Tren pamięci ofiar Hiroszimy został po raz pierwszy wykonany w 1960 roku i zapoczątkował błyskotliwą karierę kompozytora.
Ja wysłuchałem tego utworu w roku 1962. Było to moje pierwsze spotkanie z muzyka awangardową i z jednej strony było szokiem – czy to jest muzyka? Z drugiej jednak dotykało znanych mi strun – alarm przeciwbombowy, tupot stóp ludzi zdążających do schronu, daleki odgłos zbliżającego się samolotu. Pamiętałem jak przez mgłę noce spędzone w schronie, pamiętałem wyraźnie opowieści mojej matki o bombardowaniach.

Następnym utworem Krzysztofa Pendereckiego, jaki usłyszałem, była Polymorphia – KLIK – wikipedia nie zawiera polskiej wersji tej strony.
To był festiwal Warszawska Jesień 1963. Frontalne spotkanie z muzyką awangardową. Zaskoczenie i zawód – muzyka nie wzbudzała żadnych emocji, nudziła mnie. Również Polymorphia – końcowy czysty akord C-dur był miłym zaskoczeniem, ale równocześnie przypieczętowniem mojego rozczarowania.

Jednak nie na darmo Australia nazywana jest krajem drugiej szansy. Kilka miesięcy temu dostał taką szansę i Penderecki i Polymorphia.
Bardzo ucieszyła mnie wiadomość, że już tydzień wcześniej wszystkie bilety zostały wyprzedane.

Ja nie przegapiłem takiej okazji. Tren pamięci ofiar Hiroszimy brzmiał jak 55 lat temu, za to Polymorphia dużo lepiej. Wyraźnie słyszałem w niej nawiązania do poprzedniego utworu.

Już po koncercie, w programie, znalazłem szokującą informację. Polymorphia jest wynikiem współpracy kompozytora z dyrektorem szpitala psychiatrycznego. Grupa pacjentów zgodziła się poddać eksperymentowi – słuchali Trenu a na encelografie rejestrowano reakcję ich mózgów. Penderecki wykorzystał zapisy encelografu przy kompozycji utworu.

To bardzo przypomina mój obecny stan – w głowie szumią odgłosy z dawnych lat, a to co robię i myślę, to już tylko fale przeszłosci.

P.S. Ciekawostka techniczna. Wspomniałem, że w muzyce sonorycznej nie ma rytmu, melodii. Zapis muzyczny przypomina techniczne wykresy.
Bardzo polecam obejrzenie animacji Trenu – KLIK. Mnie skojarzyła się ona nie z bombą atomową, ale z atakiem wirusów.

Barataria 27 Lindisfarne (Blog / Reblog)

Wyspa mnichów / Insel der Mönche

Today in one post you get two texts about North England, Celts and Monk Island Lindisfarne, one in Polish and underneath another one – in German. There are not translations, it simply happened that two “my authors” wrote about the same topic in the same time. But even if you shall not read both parts of this post, look at the pictures… 

Wpis po polsku. Piotr Beszczyński.

Z blogu Czas i przestrzeń

      • Szekspir, Beatlesi, imperium nad którym słońce nigdy nie zachodzi (nr 2, po hiszpańskim), fundamenty największych demokracji, język stający się światowym – to pierwsze z licznych skojarzeń łączących się z Wielką Brytanią. Status mocarstwa osiągnęła ona na przestrzeni ostatnich kilku stuleci i owa mocarstwowość w wymiarze oddziaływania cywilizacyjnego ciągle trwa.
      • Jak „ulepiło się” społeczeństwo, którego wpływ na losy świata był i jest tak znaczny? Uznaje się, że solidnym do tego podłożem stało się opanowanie Wysp Brytyjskich przez Celtów w VI-V wieku p.n.e. (…) ich wędrówka na zachód to jeden ze śladów łączących prehistorię naszych ziem z Wyspami. Potwierdza to zawartą w najnowszej podstawie programowej dla szkół prawdę, że praźródłem wszelkiej europejskiej cywilizacji jest Polska, od której inni czerpali sztukę jedzenia widelcem!
      • Celtowie okrzepli na Wyspach solidnie, ale w międzyczasie urosło w siłę Imperium Rzymskie, którego władcom zachciało się zapanować nad nieco mglistą, lecz przyjazną z uwagi na łagodny klimat i żyzne ziemie, oraz bogatą w cenne minerały krainą, obecnie określaną jako Anglia. Rzymianie rozpoczęli podbój wyspy w połowie I w. po Chrystusie od południa, powoli kolonizując ziemie w kierunku północnym, przy ciągłym oporze siedzących tam Piktów i Szkotów. Ażeby uchronić z trudem opanowane tereny od ciągłych ataków tych zasiedziałych już tubylców z północy, odgrodzili się na początku II w. n.e. imponującym łańcuchem fortyfikacji, Wałem (lub Murem) Hadriana (…). Miasteczko Corbridge leży na linii Wału Hadriana

      • Wał Hadriana zaczyna się od twierdzy Segedunum pod Newcastle i „ściska kibić” wyspy, dążąc do jej zachodniego wybrzeża w pobliżu Carlisle.
      • Przez pewien czas Rzymianie utrzymywali też położony bardziej na północ Wał Antonina, jednak zrezygnowali z tego pomysłu, bo tubylcy byli zbyt agresywni. Pozostali na linii Wału Hadriana przez blisko 300 lat, kiedy to kryzys w kontynentalnej części Cesarstwa zmusił ich w 410 r. n.e. do całkowitego wycofania się z Brytanii. Pozostawili po sobie znaczną ilość miast (w większości do dziś prosperujących, jak choćby Londinum), latyfundiów organizujących rolnictwo, ośrodków górnictwa i niezłej wytwórczości, a także – dobrą sieć dróg. I jeszcze jedno – ukorzeniające się chrześcijaństwo, które w międzyczasie stało się państwową religią Cesarstwa Rzymskiego. (…)
      • Historia ludzkości podlega prawom natury, a natura nie znosi próżni. Wobec tego w chwilę po opuszczeniu wyspy przez legiony rzymskie zjawili się tam kolejni chętni do zawojowania atrakcyjnych ziem: spowinowacone między sobą, pochodzące z rejonu pogranicza obecnych północnych Niemiec i Danii, germańskie plemiona Anglów, Sasów i Jutów (nazwanych później łącznie Anglosasami). Niektórzy historycy są zdania, że początkowo zostali oni zaproszeni przez nieźle prosperujących w czasach rzymskich Celtów, aby pomóc w obronie przed najazdami Piktów i Szkotów z północy (też zresztą mających celtyckie korzenie), ale szybko sami stali się najeźdźcami. Mówiąc w skrócie (i dużym uproszczeniu, oczywiście), Anglosasi zdominowali wyspę od połowy V wieku, dokładając swoją dawkę genów do tych przedceltyckich, celtyckich i rzymskich.
      • Wracamy do chrześcijaństwa, które w decydujący sposób zaczęło podówczas wpływać na losy Europy. W schyłkowym okresie rzymskiej Brytanii (przełom IV/V wieku) stało się tam religią przeważającą, aczkolwiek tradycyjne celtyckie wierzenia, podtrzymywane przez druidów, ciągle miały się nieźle. Napór pogańskich Anglosasów skutecznie powstrzymał, a nawet cofnął proces umacniania się Kościoła. Odwrót od chrześcijaństwa trwał blisko dwa wieki, w trakcie których po długiej, często bratobójczej kotłowaninie, wykształciło się siedem anglosaskich królestw, wśród nich Nortumbria, fragmentu której dotyczy ta relacja. (źródło:Wikipedia)
      • Anglosaskie królestewka trwały w większości w pogaństwie do czasu, kiedy za sprawę wzięli się misjonarze irlandzcy. Irlandia, mniejsza z dwóch głównych Wysp Brytyjskich, nie została opanowana przez Cesarstwo Rzymskie, tak jak przeważający obszar Wielkiej Brytanii (nazwa ta używana jest równolegle dla głównej wyspy, jak też dla Zjednoczonego Królestwa, obejmującego także Północną Irlandię). Ewangelizację rozpoczął tam św. Patryk na początku V wieku, przy czym oparła się ona głównie o licznie powstające klasztory, będące „wylęgarnią” niezwykle aktywnych w przyszłych stuleciach na terenie całej Europy (i dalej też) mnichów – misjonarzy.
      • Wracamy do VII wieku, kiedy to zaproszeni przez  rezydującego w zamku Bamburgh króla Oswalda (z czasem ogłoszonego świętym) Irlandczycy założyli na pływowej (czyli takiej, do której można dotrzeć suchą stopa tylko podczas odpływu morza) wysepce Lindisfarne pierwszy klasztor. Dokonał tego św. Aidan wraz z kolegami w 635 roku.
      • Kolejne ważne postaci misjonarskiego dzieła w Nortumbrii to (święci z reguły) m.in.: Beda Czcigodny (znamienity uczony i kronikarz, klasztor Jarrow),Kutbert ( Cuthbert) z Hexham i z Lindisfarne; jego ciało z czasem przeniesiono do Durham w trwającej 7 lat procesji.
      • (…) Podsumowując ten ważny historycznie wątek zaznaczę tylko, że wkład genetyczny mnichów w kształtowanie populacji brytyjskiej prawdopodobnie
        można pominąć w dotyczących tego tematu rozważaniach.
      • Kolejne natomiast fale nowych genów napłynęły w miarę mających miejsce najazdów: Wikingowie zaczęli od zniszczenia klasztoru Lindisfarne w 793 roku, po czym nękali Wyspy Brytyjskie przez z górą dwa wieki, opanowując znaczną ich część. Naukowe potwierdzenie ich wkładu w fundamenty społeczeństwa brytyjskiego (jak też innych europejskich nacji) znajdziemy w reprodukowanym obok “sztychu” Andrzeja Mleczki.thCL672SQ7
      • Kulminacją kariery Wikingów, którzy w międzyczasie ustanowili królestwa Norwegii i Danii, było sięgnięcie po koronę angielską. Udało się to duńskiemu królowi Swenowi Widłobrodemu, synowi Haralda Sinozębego (malownicze ksywy skądinąd!) w roku 1013. Królewska kariera Swena w Anglii potrwała ledwie kilka tygodni, ale z punktu widzenia polskiego wkładu w tę historię ważne jest to, że jego następcą został syn z małżeństwa z córką Mieszka I, siostrą Bolesława Chrobrego, Świetosławą, Kanut Wielki. Ponoć wojowie Bolesława (wkrótce króla polskiego) zjawili się także w Brytanii, aby wspomóc jego siostrzeńca, więc nie może być wątpliwości co do ich tamtejszej spuścizny, czy jak to tam nazwać.
      • Ostatnią ważną falą najeźdźców na Wielką Brytanię byli Normanowie (potomkowie Wikingów – zdobywców francuskiej Normandii), którzy ustanowili swoje rządy począwszy od roku 1066. To oni przywieźli sztukę budowy wielkich katedr, które od XI wieku stawiano w miejscach wcześniejszych świątyń.
      • Łatwo zauważyć, że począwszy od zapanowania nad Wielką Brytanią Anglosasów w V wieku, wszystkie kolejne na nią najazdy (w cyklach 300 – 400 letnich, odpowiadających z grubsza przepisowemu czasowi pielęgnacji porządnego angielskiego trawnika) miały miejsce w wykonaniu ludów spowinowaconych, kuzynów prawie, z Danii, Norwegii, północnych Niemiec i Normandii. Sumarycznie i skrótowo można nazwać ich wszystkich Normanami, zaś brytyjski pień genetyczny, oraz etnos, stanowią efekt wypracowanej w niezliczonych bojach mieszaniny celtycko – rzymsko – normańskiej, osadzonej w wyjątkowo sprzyjających warunkach geograficzno – klimatycznych.

    Beitrag auf Deutsch. Brigitte von Ungern-Sternberg.

    Großbritannien, in der Antike als Britannien bekannt, welches die Gebiete des heutigen Englands bis zum Hadrianswall, Cornwall und Wales umfasste, stand von 43 bis ca. 440 n. Chr. unter römischer Herrschaft. (Wikipedia)

    Das als Vorspann zur frühen Christianisierung Schottland und Irlands.

    England wurde in den vier Jahrhunderten römischer Herrschaft durchorganisiert, mit Straßen, Militärlagern, Städtegründungen, Bädern und Villen – aus römischer Sicht ‘zivilisiert’. Es gelang den Römern jedoch nicht, sich die ganze Insel einzuverleiben, bei Irland haben sie es gar nicht erst versucht. Daher bauten die römischen Besatzer gegen die von ihnen wegen ihrer Tätowierungen so bezeichneten ‘Pikten’ (die ‘Bemalten’) von Küste zu Küste eine Mauer (Hadrian’s Wall) – Trump hätte seine Freude dran. Die ‘Bemalten’ aus der schottischen Wildnis sollten ferngehalten, ihre Einfälle auf römisches Territorium unterbunden werden.

  • Die Insel Lindisfarne liegt nördlich dieser Mauer, außerhalb des ehemaligen römischen Territoriums.

  • Milecastle on Hadrians Wall

  • Was mit militärischer Gewalt nicht gelang, das vollbrachte das Christentum. Es war – außer Mauern, Städten, Straßen… – eine Hinterlassenschaft der römischen Ära. Das Christentum war grenzüberschreitend! Die entstehende irisch-schottische Kirche – sehr fern von Rom und dem Papst – war ausgesprochen eigenwillig, allerdings sehr bedeutend für die Entwicklung der kontinentalen Kulturgeschichte.

    Dazu ein Wikipedia Artikel:

    https://de.wikipedia.org/wiki/Iroschottische_Kirche

    Sonderentwicklungen lokaler Kirchen wurden in Rom nicht geschätzt!

    Zitat aus den Wiki-Artikel:

    …Auf der Synode von Whitby (im Jahr 664) übernahm die englische Kirche das Osterdatum von Nizäa und den römischen Ritus. In der Bretagne wurde die Regel des hl. Columban erst im 9. Jahrhundert durch die Benediktusregel ersetzt. Die iroschottische Prägung wurde zu Beginn des 12. Jahrhunderts (Synode von Rathbreasail) sukzessiv angepasst und nach der Eroberung Irlands durch Heinrich II. 1172 vollendet…

    Und an dieser Schnittstelle befindet sich St. Cuthbert.

  • Vidoland auf dem Hadrians Wall

  • Hier seine Entwicklungslinie aus einem WIKIPEDIA Artikel:Prior in Ripon 658–661Als König Ealhfrith von Deira ein Kloster in Ripon gründete, folgte Cuthbert seinem Abt Eata und wurde dort praepositus hospitum (Prior). Nachdem Ealhfrith Anhänger des römischen Ritus wurde, mussten Eata und Cuthbert im Jahr 661 mit den anderen Anhängern des iro-schottischen Ritus nach Melrose zurückkehren.
  • Beda venerabilis

  • Mönch in Melrose 661–664Im Jahr 664 suchte eine Seuche Britannien heim. Cuthbert erkrankte schwer, doch genas er bald wieder, während sein Lehrer Boisil starb. Cuthbert übernahm darauf das Amt des Priors und missionierte auf teilweise mehrwöchigen Reisen im weiteren Umfeld des Klosters, da etliche Einwohner vom Glauben abgefallen waren.Prior in Lindisfarne 664–676Eata wurde 664 von den Mönchen zum Abt von Lindisfarne ernannt, nachdem Colman das Kloster verlassen hatte. Bald darauf wurde er auch Bischof von Lindisfarne und holte Cuthbert aus dem Kloster Melrose als Propst und Lehrer ins Kloster Lindisfarne. Cuthbert beugte sich den Beschlüssen der Synode von Whitby und führte mit Geduld und Nachsicht den römischen Ritus im bis dahin iro-schottischen Kloster ein. In späteren Jahren zog er sich in einen abgelegenen Teil des Klosters in die Einsamkeit zurück.
    17 Aug 1997, Northumberland, England, UK — Priory in foreground; castle in background. — Image by © Skyscan/Corbis

    Eremit auf Inner Farne 676–684

    676 zog er sich aus dem Kloster auf eine der unbewohnten Farne-Inseln, südöstlich von Lindisfarne, zurück. Dort errichtete er ein Grubenhaus als Einsiedelei und ein weiteres Gebäude als Gästehaus. In den folgenden Jahren lebte er dort allein, von seinen Klosterbrüdern mit Nahrung versorgt. Später baute er Gerste an, um sich selbst zu versorgen.

  • Im 7./8. Jahrhundert entstand das Evangeliar von Lindisfarne, reich geschmückt mit kunstvoller Buchmalerei – keltisches Design deutlich darin zu sehen

Reblog: 2 to nie 3 ale jednak mimo wszystko 2

Jacek Pałasiński (na Facebooku)

26. Juli um 14:41 

Czy się zestarzało? Nie, proszę sprawdzić. Kto wczoraj słusznie oglądał TVN24 BIS, ten słyszał. Przetłumaczyłem w całości, a resztę w co istotniejszych fragmentach, komentarze nt. sytuacji w Polsce, zamieszczone w najbardziej prestiżowych dziennikach świata.

Choć to długie, to jednak proszę rzucić okiem: świat jednak nie wierzy w dobre intencje rządzącej w Polsce formacji.

FAZ
http://www.faz.net/…/veto-gegen-justizreform-dudas-manoever…

MANEWRY DUDY
Swoim wetem Duda przeciwstawił się w dobrym momencie alarmującemu rozwojowi sytuacji. Ale czy ma na myśli własne dobro, czy tez opiera swą decyzję na spóźnionej mądrości?
Tylko prezydent Polski wie dlaczego właśnie teraz zdecydował się na rozerwanie frontu Kaczyńskiego. Uzasadnia to, cytując obawy obywateli, panujące od jakiegoś czasu w kraju. Było ię wydarzeń, wobec których mógł bronić podziału władz, nie ostatnie to był przewrót w TK w ciągu ostatnich miesięcy. Może Duda rzeczywiście zauważył, że nacjonal-konserwatyści idą za daleko, że podzielili kraj, że Polsce grozi izolacja w UE, ale być może działa dla własnego dobra. Być postrzeganym jako notariusz partii rządzącej nie jest najlepszym sposobem dla młodego polityka, kiedy ma jeszcze jakieś ambicje.
Ale bez wątpienia sekwencja manewrów Dudy daje efekty: po raz pierwszy od zwycięstwa wyborczego sprzed dwóch lat Kaczyński staje w obliczu oporu wśród własnych szeregów i nie może nic z tym zrobić. Ponieważ Duda, wybrany w wyborach bezpośrednich ma spory zakres władzy i może skutecznie blokować agendę autorytarną – nie tylko w stylu, może być poważnym przeciwnikiem eurosceptyka Kaczyńskiego. To wprowadza dynamikę w polityczny krajobraz kraju, wraz ze wszystkimi ostatnimi manifestacjami. Kaczyński – wydaje się – musi pogodzić się z faktem, że nie może trzymać w ręku wszystkich sznurków.
To dobrze, że taki rozwój wypadków narodził się w samej Polsce. Różne procedury Brukseli w sprawie zagwarantowania państwa prawa zawsze będzie miało wymiar paternalistyczny. (…) Teraz należałoby dać Polsce trochę czasu, by odnalazła nowy konsensus w sprawie przyszłego kształtu WS. W tej kwestii Europa nie ma gotowego modelu.

http://www.faz.net/…/veto-gegen-justizreform-der-mann-vor-d…

MARIONETKI a.D.
Autor: KONRAD SCHULLER

Przez długi czas prezydent Duda był marionetką Kaczyńskiego. Swoim podwójnym weto dla reformy wymiaru sprawiedliwości odszedł na krok od cienia swojego patrona. Rząd atakuje jego plany.
(…) Ilekroć pokazywał się publiczne odkąd jest na urzędzie, prezydent Polski miał za sobą szaro-niebieskie kotary, jak w teatralnych kulisach. Ci, którzy na niego patrzyli zastanawiali się w jakiej roli występuje? Aktora na scenie? Na tle tych kurtyn w swoim biurze Duda wyglądał jak ktoś, komu inni piszą teksty, ktoś, komu podpowiada sufler z zewnątrz: JK, silny człowiek w Polsce, rewolucyjny lider bez żadnej odpowiedzialności rządowej.
Od poniedziałku jest inaczej. Duda powrócił przed kurtynę, ale głos podpowiadacza wydawał się do niego nie docierać. Wygłosił nowe teksty, które wydawały się przeciwieństwem tego, co mówił w przeszłości. Postawił swoje prezydenckie weto przeciw Kaczyńskiemu (…)
I Duda poszedł nawet dalej: Należy przeczytać ostatni paragraf jego wystąpienia, by zrozumieć, że zrobił więcej niż odesłanie dwóch tekstów do Parlamentu. Przede wszystkim zredefiniował pozycję Kaczyńskiego, to nie on jest od wczoraj numerem jeden w Polsce.

SZ
http://www.sueddeutsche.de/…/justizreform-in-polen-polnisch…

POLSKI RZĄD NIE ODPUŚCI
(…) Polski rząd nie zmienia kursu po wecie prezydenta Dudy. „My będziemy realizować nasze plany – powiedziała premier BS.(…)
Swoim wetem Duda rozbija po raz pierwszy publicznie niekontrastowaną władzę JK. Podczas swoich 2 lat jako prezydent AD podpisał wszystkie ustawy, wliczając w to te, które były sprzeczne z konstytucją. (…)
Dla rządu to problem, ponieważ przeforsowanie aktualnej wersji tekstu reformy wymagałoby większość 3/5 w Parlamencie, a prawica nacjonalistyczna tyle nie ma.

SZ
http://www.sueddeutsche.de/…/polen-wie-die-eu-polen-auf-den…

Jak można powrócić na właściwą drogę, UE Polska
Autor: Thomas Urban
To, co robi lider PiS jest oczywistym naruszeniem praw UE. Ale Bruksela nie znalazła żadnej skutecznej dźwigni przeciw Warszawie. Teraz nadeszła godzina dyplomatów.
(…) Społeczeństwo polskie charakteryzuje poszukiwanie tożsamości kulturalnej.
(…)Żądając przyjęcia imigrantów Zachód nie docenił w pełni jak dalece poszukiwanie własnej tożsamości kulturalnej cechuje społeczeństwa, które przez pokolenia wysłuchiwały retoryki bloku sowieckiego i były ofiarami represji intelektualnej, zwłaszcza w Polsce. Należałoby przybliżyć tożsamości wschodnią i zachodnią. (…)
Protesty uliczne nie powinny przysłaniać faktu, że obóz rządowy jest mocno w siodle, a opozycja jest bardzo słaba. Lider KOD okazał się małym oszustem, który napełniał własne kieszenie. PO, które w zdu-miewający sposób otrzymuje od zachodnich mediów etykietkę „liberalnej”, musi zostać odbudowana od podstaw po odejściu swojego przywódcy DT, który pozostawił w Polsce chaos polityczny. Nie ma postaci ani wiarygodnych ani charyzmatycznych.
W innych krajach europejskich, również w Niemczech, popełniono błąd, nie biorąc poważnie lub wręcz ignorując narodowych konserwatystów.(…)
Ambasada w Warszawie wysypiskiem niechcianych dyplomatów.
(…) Dopiero w 2011 r. wysłano do Warszawy dobrze wykształconego człowieka, mówiącego po polsku. Nie do pomyślenia, by do Paryża czy Rzymu wysyłać ambasadora, nie znającego lokalnego języka.

TAGESZEITUNG

http://www.taz.de/Kommentar-Justizreform-in-Polen/!5429099/

Chłodno obliczone ryzyko
(…) Prezydent, sam prawnik, tym razem był pod szczególną presją. Miał trzy opcje: mógł po pierwsze podpisać sprzeczne z konstytucją ustawy, czego oczekiwał od niego lider PiS JK. Zdyskredytowałby się jednak jako prawnik Po drugie mógł przekazać ustawy do TK, ale ten organ to tylko wikariusz rządu PiS-u.
Po trzecie, mógł zawetować ustawy i odesłać je do Sejmu. Ponieważ PiS nie ma większości 2/3 w Sejmie, nie mógł nie zdawać sobie sprawy, że ustawy te teraz spadły ze stołu.
Kalkulował na zimno: mógł podjąć takie ryzyko. Szkoda tylko, że nie umożliwił wprowadzenia trzeciej ustawy swoim wetem.

LE MONDE

http://www.lemonde.fr/…/pologne-le-president-duda-gardien-d…
Pologne : le président Duda, gardien du droit et de la justice
(…)Wiadomość zaskoczyła zarówno opozycję, jak i większość parlamentarną i wywołała trzęsienie ziemi w dotychczas monolitycznym bloku ultrakonserwatywnego PiS-u.(…)
Andrzej Duda spowodował poważny kryzys w swojej partii i podważył autorytet silnego człowieka w kraju, JK. (…)
Poza samym gestem, jest również forma. W swoim uroczystym przemówieniu, prezydent przedstawił ostrą krytykę ustaw opracowanych przez większość parlamentarną. W Konstytucji i w tradycji rokurator generalny nigdy nie miał żadnej kontroli nad SN – podkreślił AD. To nie było w programie wyborczym PiS-u – co było otwartą aluzją do ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry.

LE MONDE
Après le veto de Duda, que deviennent les lois polonaises ?

(…) Wielka niepewność co do tego jak się w przysz-łych dniach zachować w łonie ultrakonserwatywnej większości, PiS-u, który szczególnie źle postrzega decyzję prezydenta.(…)
Prezydent AD zdecydował by wziąć w swoje ręce przyszłość reformy WS w PL(…)
« Prudence dans les annonces »
W Brukseli KE pozostaje ostrożna. Potwierdzona zostaje dogłębna dyskusja o sytuacji w PL przewidziana podczas plenum KE w środę 26. To będzie tylko jeden z aspektów debaty – powiedział rzecznik KE Margaritis Schinas. Widzieliśmy już wiele rzeczy w tej sprawie, więc będziemy ostrożni w naszych uwagach.

FRANCE INTER
https://www.franceinter.fr/…/g…/geopolitique-25-juillet-2017

Ce matin, direction la Pologne, où le véto du président a éloigné les menaces de sanctions européennes…
(…) To przede wszystkim ulica uzyskała to zwycięstwo.
Czy to chodziło o zaostrzenie ustaw aborcyjnych w X 2016 czy dziś, dla niezależności wymiaru sprawiedliwości, to mobilizacja obywateli osiągnęła zwycięstwa. (…)
PO, oficjalna partia opozycyjna, jest nadal niepopularna. Jeśli dać wiarę sondażom, jest od 15 do 20 punktów w tyle za PiS-em. (…)
Z drugiej strony, PiS u niekontrastowanej władzy od dwóch prawie lat, absolutnie nie traci popularności.

Ale dla zwykłego Polaka, to nie jest najważniejsze: najważniejsza jest gospodarka, która rośnie w tempie 4% i jest błyskotliwa. Ważne by szkoły, szpitale były dobrze finansowane i by państwo nie było skorumpowane.
Jak na razie we wszystkich tych punktach PiS nie stracił wiarygodności. Na tyle, że opozycja zrozumiała, że jeśli nadal będzie postępować jak dotąd, będzie zmarginalizowana.

GUARDIAN

https://www.theguardian.com/…/why-suspicion-remains-over-po…
Why suspicion remains over Polish president’s veto of contentious laws
(…) A.D., były poseł PiS i człowiek stosunkowo nieznany przed wyborem na prezydenta w 2015, jako głowa państwa formalnie jest ponad podziałami. W praktyce, jednakże, odgrywał instrumentalną rolę w przejmowaniu przez swoją partię mediów publicznych i zamachu na najwyższy trybunał swojego kraju – TK. Krytycy zarzucają mu, że wielokrotnie złamał przysięgę obrony konstytucji. (…)
Protestujący koncentrują się na Dudzie i jego prawie weta i na razie odnieśli sukces. Co będzie później jest mniej jasne i zależy od powodów decyzji prezydenta.

[Jakie to były powody?]
Pierwsza możliwość, to ta, że weta sygnalizują wolę rządu porzucenia planów skutecznego przejęcia kontroli nad WS.
Optymistyczni obserwatorzy cytują przykład tzw. Czarnego Protestu w X 2016 przeciw propozycji całkowitego zakazu aborcji, kiedy setki tysięcy protestujących, głównie kobiet ubranych na czarno, wyszły na ulice i zmusiły rząd do odwrotu.
Ale to nie rząd wniósł projekt tej ustawy, to byli twardogłowi z grup konserwatywnych, którzy spowodowali pełną furii reakcję, której rząd się nie spodziewał.
Panuje przekonanie, że wszystkie autorytarne partie rozumieją tylko złość ulicy. To działa zawsze, kiedy jakaś partia idzie za daleko i wycofuje się wówczas liżąc swoje rany.
Druga możliwość to taka, że weta Dudy są taktycznym wycofaniem się [PiS-u]. Prezydent nie odrzucił rządowych projektów w całości. Zamiast tego mówił o konieczności naprawy ustaw, by uzyskały społeczne zaufanie.
Trzecia możliwość to ta, że po 2 latach na urzędzie Duda w końcu zdecydował określić się w opozycji do swojej partii.
Przed długi czas wyśmiewany z powodu swojego podporządkowania liderowi PiS-u JK, Duda mógł zdecydować, że tak ścisły związek z PIS uniemożliwi mu reelekcję.

WP

https://www.washingtonpost.com/…/judicial-independence-in…/…
Judicial independence in Poland saved by public opinion
(…) President Duda dokonał nieoczekiwanego ruchu zawetowania części ustaw z powodu masowych protestów przeciwko nim (włączając w to protest b. prezydent LW, legendarnego lidera S. w walce przeciw komunizmowi) i opozycji opinii publicznej. (…)
Świeże sondaże wskazują, że 55% Polaków chciało, by prezydent zawetował ustawy, a tylko 29%, by je podpisał. (…)
Polska to nie jedyny kraj, w którym zachowanie niezależności wymiaru sprawiedliwości zależy od opinii publicznej. To samo dotyczy USA z ich długą historią walk o sprawiedliwość.

FT

https://www.ft.com/con…/8f2ae24c-7072-11e7-93ff-99f383b09ff9
Duda’s defiance leads Poland into new territory
Wyzwanie rzucone przez Dudę prowadzi Polskę na nowe obszary
(…) Co się wydarzy teraz zależy od wielu aktorów. Oczekiwano, że KE nałoży sankcje na PL podczas środowego spotkania, ale niepewność, czy interwencja p. Dudy może spowodować opóźnienie takiej akcji.
Ponieważ wybory w Niemczech będą miały miejsce we wrześniu, to 2-miesięczne opóźnienie może być dobrze widziane w Belinie, gdzie kanclerz A.M. może nie chcieć, by kłótnie z Polską zdominowały jej kampanię.
A jak A.D. podkreślił, on sam sprzyja reformie wymiaru sprawiedliwości i podpisał trzecią ustawę, która z pewnością będzie widziana, jako kontrowersyjna w Brux.

REUTER

https://uk.reuters.com/…/uk-europe-view-tuesday-idUKKBN1AA0…
W dalszym ciągu nie jest pewnie dlaczego polski prezydent A.D., postrzegany dotychczas jako całkowicie zależny od rządzącej partii PiS, zdecydował się na zawetowanie kluczowych części reformy widzianej przez krytyków jako antydemokratyczna.
Duda mógł po prostu zbierać fawory u wyborców, których z pewnością będzie potrzebował, by uzyskać reelekcję, albo tez może być to prawdziwe wyzwanie rzucone liderowi PiS, socjalkonserwatywnemu nacjonaliście JK. To wszystko spowodowało wybuch spekulacji nt. podziałów w szeregach PiS a nawet pojawiły się głosy o możliwości przedterminowych wyborów

CORRIERE DELLA SERA

http://www.corriere.it/…/leggi-giudici-polonia-presidente-d…#
Leggi sui giudici in Polonia,
Od Dudy, b. wiernego JK, który go wybrał jako kandydata w wyborach prezydenckich w 2015, nieoczekiwane wyzwanie rzucone liderowi.
(…) Czy jest to próba autonomii w obronie jedności narodowej, czy manewr, mający na celu ukrócenie krytyk i odzyskanie najważniejszych punktów reformy wymiaru sprawiedliwości z kilkoma poprawkami?
Duda zdobywa punkty, akredytując się jako interlokutor opozycji, która, po dniach mobilizacji w całym kraju i groźbach bezprecedensowych sankcji ze strony RE, mogą mu się okazać użyteczne. (…) Jak powiedział b. prezydent i lider S. Lech Wałęsa: „była to decyzja odważna i trudna, decyzja prawdziwego prezydenta”.
(…) Wcale nie drugorzędny jest wybór czasu: projekty ustaw przedstawione zostały po wizycie amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa w Warszawie, co dodało wiarygodności narodowej rządowi BS.

EL PAIS

https://elpais.com/…/2…/07/24/opinion/1500885940_200343.html
Polska i paradoks stosu.
W którym momencie demokracja liberalna przestaje nią być, kiedy odbiera się wolność?
Jednym z najbardziej znanych paradoksów, które pozostawiła nam filozofia klasyczna jest teoria stosu. Wszyscy zgadzamy się, że ziarnko piasku nie jest stosem. Ani dwa, ani trzy. Możemy powiedzieć, że np. milion już nim jest. Wyobraźmy sobie, że usuwamy jeden po drugim ziarna z tego miliona: w którym momencie stos przestaje nim być? Gdzie jest granica?

Zastosuj ten sam paradoks do autorytarnych demokracji Europy Środkowej i Wschodniej. W Polsce od 2015 roku Prawo i Sprawiedliwość ma bezwzględną większość głosów, coś, co nie zdarzyło się żadnej partii od przełomu 1989.
Tak się dzieje, że rząd, usuwa ziarna ze stosu a następnego ranka wyjaśnia, że wielu dziś jest tych ziaren „więcej niż wczoraj”. Polacy przez 20 miesięcy, obserwują jak ta partia zmniejsza z tygodnia na tydzień wolność. Zabrała już podział władz, telewizja publiczna jest czystą propagandą, nie przestrzega się konstytucji. I wielu Polaków wydaje się nie tym nie przejmować: PiS, według sondaży, wciąż ma poparcie około 1/3 Polaków.

Kto rządzi de facto w Polsce to nie jest ani prezydent Andrzej Duda, ani premier Beata Szydło. Tym, który ma w ręku stery kraju jest Jarosław Kaczyński, brat bliźniak prezydenta, który zginął w katastrofie lotniczej w Smoleńsku 7 lat temu. Mimo, że jest tylko posłem i liderem PiS-u, to rządzi z gmachu kierownictwa partii. A jego decyzje to podręcznikowy przykład, jak krok po kroku złamać liberalną demokrację. Po pierwsze, umieścić kandydata na prezydenta Ci absolutnie lojalnego. Następnie zmusić go do łamania konstytucji, co jest jak rytuał inicjacji mafijnej, gwarantujący, że będziesz wierny. Następnie zainstalować w fotelu premiera kogoś, kto jest marionetką, którą można się posłużyć. Jeśli masz również bezwzględną większość w parlamencie, zniknął podział między władzami wykonawczą i ustawodawczą, wtedy możesz uruchomić „dobrą zmianę” (jak nazywa swoje decyzje rząd PiS).
Chwileczkę, zapomniałeś o czymś! Masz również Trybunał Konstytucyjny, więc możesz podeptać wszystkie prawa.
Choć brzmi to jak political fiction, to jest to właśnie to, co dzieje się w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat. W przeciwieństwie do rządu Viktora Orbána na Węgrzech, który jest wiernym wyznawcą Kaczyńskiego, PiS nie ma wystarczającej większości do zmiany konstytucji. Kaczyński zdecydował się sparaliżować Trybunał Konstytucyjny, naruszył Konstytucję poprzez mianowanie 5 nowych sędziów. Chociaż Trybunał orzekł, że nowe prawo jest niezgodne z konstytucją, rząd, niezniechęcony, postanowił zignorować orzeczenie niezwykłą decyzją, aby nie publikować go w dzienniku urzędowym. To było ponad rok i wyrok pozostaje niepublikowany, a nowy Sąd zostaje podporządkowany partii rządzącej.
(…)
Ścieżka wybrana przez Kaczyńskiego jest podobna do tej, która idzie Orbán, ale również przypomina drogę Erdoğana (którego polski rząd podziwia) i, paradoksalnie, drogę, którą idzie znienawidzony Putin.

Mit seinem Veto steuert Duda im rechten Moment einer bedenklichen Entwicklung entgegen. Doch liegt der Entscheidung des polnischen Präsidenten späte Einsicht zugrunde – oder hat er sein eigenes Wohlergehen im Blick?