1
Lawendzieją zagony
fioletem barwione,
jeszcze latem pachnące,
jeszcze słońca łaknące,
a już nić babiego lata
za sobą ciągnące.
2
Skąd się wzięła tak nagle
ta nawłoć wszędobylska?
Ozłociła pola, rowy i ugory
i urządza finisaż letniej roku pory.
3
Sloneczniki van Gogha rosną w moim ogrodzie.
Radowałby się Vincent,
gdyby je zobaczył
wziąłby pędzel do ręki,
usiadł przy sztaludze
i na płótnie zatrzymał
ostatnie lata tchnienie
i te słoneczniki ze starości zgarbione,
ku zachodowi slońca się chylące.
i te ostatnie
te za późno kwitnące,
które już nie zdążą,
ptakom ziarnem sypnąć
I te co już nie zakwitną,
4
Petunia jak unia,
ciągnie ku jesieni
i pnie się w prawą stronę.
Choć kwiaty jeszcze w rozkwicie,
liście już przysuszone.
Może na wiosnę,
zmieni zdanie,
i piąć się na prawo
w końcu przestanie.
5
Widzę dalie w oddali
za daliami daleko
też dalie,
Dal się w daliach przegląda,
z oddalenia ogląda
barwy, stroje,
nadobność i czar,
elegancję bez miar.
Jesień minie,
zima minie,
wiosna minie
i znów późnym latem zakwitną…..
georginie.
6
Dąbki zdębiały,
bo dęby takie wielkie,
i zamiast kwiatów żołędzie rozdają.
A dąbki kwiaty tylko mają,
zimna się nie boją,
cmentarze ozdobią,
w wazonie postoją
i podziwiać będą okazałość dęba,
którego korona
aż do nieba sięga.
7
Rdest Auberta
trelem wróbli wypełniony,
obserwowany przez gołębie w locie,
pod autostradą na Szczecin
z powodu ocieplenia klimatu
zakwitł drugi raz.
Był październik
i nie był to kwitnięcia rdestu czas.
Tibor Jagielski
voll der äpfel
der runden speicher der sonnenenergie
und keiner gleicht dem anderen
manche haben rotbäckchen
die in der hand lachen
bis es kitzelt zwischen den fingern
ein tag
voll von stillen sonnentropfen
gesammelt ausgebreitet
wie gedichte eines buches
genannt
wink des himmels
………………………………………………………………….
mein schrebergarten ist jetzt auf winter bereit
apfelwein ist angesetzt
sukces
za wszelką cenę sukces
powtarza sobie herostrates
każdego dnia
i rozgląda się po okolicy
na rynku kupuje koguta
widziano go jak w bibliotece przglądał stare pergaminy
– bogobojny człowiek – mówi przekupka
– głodny wiedzy – kiwa głową pisarz
nie raz siedział w sali do zachodu słońca,
aż trzeba go było wypraszać –
wreszcie podejmuje decyzję
i podpala świątynię miłości
przypadkowo czy nie
tego samego dnia rodzi się wojna
która grzebie stary świat
ostatni dzień września
jeden po drugim zapalają się
klony
to wszystkie odcienie czerwieni maszerują na skraju lasu przed
zmrokiem
po raz ostatni biegnie chłopiec z latawcem
budzi
gwiazdy
septembers letzter tag
einer nach dem anderen fangen die ahorne zu glühen an
alle farbtöne der röte marschieren am rande des waldes vor der
dämmerung
ein letztes mal läuft ein junge mit dem drachen
er weckt
die sterne
11.10.
o duszy kobiety
ukryła się
w krysztale górskim
proroczo
Monika Maas
Kai liebste
schau mir zu
Ich schlüpfe grade in deine Rolle
erforsche so wie Du
ob Nächte wach sind
oder
wie man ohne Wissen fällt
oder
andere brückenlos mich
in ein Dunkel ohne Bilder
schicken
und in mein Inneres
mit Licht und Messer dringen
und mit Blicken
zutiefst ungehörig
Meine Seele
hatte sich
in Bergkristall verborgen
hellsichtig
Endoskopie
19.05.2010
Kai ukochany
spójrz na mnie
wskakuję właśnie w twoją rolę
badam jak ty
czy noce nie śpią
albo
jak upada się bezwiednie
albo
jak inni wysyłają mnie bezpośrednio
w ciemność bez obrazów
i wdzierają się w moje wnętrze
ze światłem i nożem
i spojrzeniami
najgłębiej bezwstydnie
Moja dusza
ukryła się
w krysztale górskim
proroczoendoskopia
19.05.2010
Krzysztofowi Nowakowi z Leszna dedykuję w podziękowaniu za płytę Moją siostrę Katarzynę pytam, czy to właśnie na tej płycie słychać ten opisany przez nią biały śpiew, czy to jeszcze coś innego?
Mojej raz w życiu widzianej przyjaciółce, Viktorii Borisownej 🙂
Premiera płyty odbyła się w roku 2017, ale ja dostałam tę płytę dopiero teraz. Odsłuchałam i początkowo pomyślałam, że to bardzo nieciekawa muzyka. Puściłam jeszcze raz i jeszcze raz… I nagle poczułam, że już na zawsze będę nosić w sobie te dziwne pozornie monotonne dźwięki, które, tak mi się wydało, nie służą rozrywce tylko medytacji. Wydało mi się, że te tatarskie dźwięki odtwarzają muzykę Kosmosu, zasłuchałam się, zapadłam… I.
I…
I obejrzałam dokładnie płytę, i zdumiałam się, bo w zeszyciku dołączonym do płyty są słowa tych utworów, i widzę, że nie mam racji, że to jednak zwykła muzyka, zwykłe piosenki ludowe, i teraz dopiero nic nie rozumiem.
Pocieszam się, że muzyki nie trzeba rozumieć.
Ej guziel Kyrym
anonimowa pieśń krymskotatarska z 1944 roku
Wiatr od Ałuszty musnął mą twarz
Wspomnienia rodzinnego domu
wzruszyły mnie do łez
Nie mieszkałem tu dość długo
nie nacieszyłem się młodością
Przepełnia mnie tęsknota za ojczyzną
Hej piękny Krymie
Owoce w twych sadach są słodkie
jak miód
Nie napiłem się do syta z twoich
słodkich wód
Dzieci płaczą za ojczyzną
Starcy wznoszą modlitwy
Tłum. Nedim Useinov
Aranżacje i produkcja Karolina Cicha i Bart Pałyga
Ona śpiewa, gra na akordeonie, klawiszach, samplerze, darbuce, janczarach i “innych przeszkadzajkach”
On uprawia śpiew gardłowy i alikwotowy, gra na kobyzie, dotarze, korycie, fideli płockiej, dangyrze i szankauyzie czyli harfie żydowskiej
Karolina potwierdza moją opinię:
W tekstach tatarskich jest dużo elementów wspólnych z innymi kulturami. Mówi się o miłości, ale też obficie używa metafor przyrodniczych. Żeby opowiedzieć o losie człowieka, Tatarzy śpiewają o przebiśniegu albo o samotnej brzozie, która czeka na jarzębinę i gubi liście kolejny rok, a tej jarzębiny jak nie było, tak nie ma. Niektóre metafory są ściśle przypisane do ich kultury. Piękno kobiece ma u Tatarów czarne krzaczaste brwi, a takiego waloru urody żeńskiej nie spotkamy w ludowych pieśniach polskich. Kiedy Tatarzy śpiewają o dobrej imprezie, to dębowa podłoga do tańca musi być wyściełana dywanem, a my w naszej kulturze tańczymy głównie na gołych dechach. Poza tym na tych dywanach muszą stać stoły, na nich talerze, a na talerzach daktyle. Daktyle to kolejny element kultury, który wytrąca nas z codzienności cywilizacji Europy Zachodniej.
Karolina Cicha i Bart Pałyga kolejny raz wracają w swojej muzycznej wędrówce na Podlasie. Nowy materiał, zebrany na „Płycie tatarskiej”, choć zupełnie inny będzie kontynuacją tatarskiego wątku płyty “Wieloma językami”.
Muzyczne dziedzictwo Tatarów polskich to temat niezwykle rozległy. Poszukiwania materiału na tę płytę trwały trzy lata. Powstaje jednak krążek dopracowany w każdym szczególe. Usłyszymy na nim archaiczne skale stepów azjatyckich oraz tureckobrzmiące melodie krymskotatarskie. Usłyszymy instrumenty takie jak kobyz czy stepowy dotar, na którym można grać podczas jazdy konnej. Usłyszymy utwory z kanonu pieśni tatarskich takie jak „Tugan tyl” (pieśń z XIX wieku o pięknie narodowego języka Tatarów nadwołżańskich) czy „Ej Gizel Kirim” (pieśń powstała po wypędzeniu Tatarów z Krymu w 1944 roku).
Oryginalna muzyka Tatarów przybyłych do Polski w XV wieku nie zachowała się. Kultywowali oni swoją orientalną kuchnię, łucznictwo, obyczaje i odrębność religijną, a muzyka nie była ich domeną. Prawdopodobnie zamilkła wraz z ich rodzimym językiem. Tymczasem tradycje muzyczne, które przetrwały u ich pobratymców na terenie Azji są bardzo bogate. I te właśnie ślady są dla Cichej i Pałygi pomocą w rekonstrukcji tego, jak kiedyś mogła brzmieć muzyka przybyła do Polski wraz z Tatarami.
Choć dziś nie istnieje coś takiego jak tradycyjna muzyka Tatarów polskich, to wciąż jest w Polsce mniejszość tatarska, bardzo związana z naszym krajem, ale pamiętająca o swoim pochodzeniu. Poznanie tajników języka tatarskiego, dokonanie wyboru pieśni na płytę, czy odkrycie na jakich powinna być ona zagrana instrumentach udało się tylko dzięki ogromnej pomocy tych właśnie osób.
Roman Brodowski, który kiedyś regularnie pisywał na bloga “w pierwsze piątki miesiąca” (ostatnio się trochę opuścił), przysłał mi kiedyś swoją nową piosenkę – nagrał ją sam, grając jednocześnie na pianinie. Piosenka zaczynała się słowami: Nie oddamy naszej Polski Kaczyńskiemu, a Roman zaśpiewał ją na melodię słynnej piosenki o Wani (Nad kołchozem ciemne chmury wiszą, idzie Wania pijaniutki z Griszą, Wania kandydat do partii…). Nie pozwolił mi jej opublikować na blogu, uznał, że to “zbyt prywatne”. Pozwolił mi natomiast poszukać muzyka, kóry to wykona.
Dwa lata temu podczas demonstracji KODu berlińskiego pod siedzibą Instytutu Polskiego spotkali się poeta, który czasem śpiewa – Roman Brodowski z muzykiem, który jest też poetą – Andrzejem (Andym) Klukowskim. Przedstawiłam ich sobie, a Roman zaśpiewał wówczas ową piosenkę. Andrzej obiecał, że nagra piosenkę Romana, a w dzień lub dwa później przysłał nam nagranie… z nową melodią.
Było to świetnie nagranie. Opublikowałam je tu dwa razy na blogu, w sierpniu 2017 roku w okresie demonstracji w obronie wolnych sądów.
W grudniu 2017 roku Andrzej Klukowski opublikował tę piosenkę na założonej przez siebie stronie Piosenka Patriotyczna, a Roman na swoim profilu faceebookowym, po czym “wrzucił ją” na kilka stron polskich o prodemokratycznej orientacji – KOD, Koalicja Białych Róż, Obywatele RP. W tym momencie Ojczyzna przestała się własnością jej autorów, a stała się pieśnią ludową, setki razy szerowaną na profilach i fanpagach, zyskując to pół, to trzy, to półtora miliona odsłuchań. Już tego nigdy nie policzymy.
Na moją prośbę Roman przekazał mi tu kilkadziesiąt wybranych na chybił trafił komentarzy, bo i komentarzy są już tysiące.
Najpierw posłuchajmy, a potem poczytajmy:
Dorota Kasner Smutne, ale tak bardzo prawdziwe . Choc mieszkam daleko, przykro patrzec na to co dzieje sie w kraju mojego urodzenia.
Wiesława Hajducka Ciekawa jestem czy Kaczyński to odsłuchał ,okazuje się,że mamy tyle mądrych ludzi.A głupi mądrymi rządzi,a to dlatego ,że mądry głupiemu ustąpi.Gdyby nie było to tak tragiczne dokąd zaprowadzą nas te rządy.
Andy, zakochałam się w tych Twoich piosenkach, bardzo dziękuję, są światełkiem w mojej samotności i tej ogarniającej beznadziei, życzę zdrowia, weny, szczęścia zawsze i wszędzie – serdeczności emerytka HeLena
Krzysztof Piwnicki UDOSTĘPNIAMY. Tak też można walczyć by…. nie trzeba bylo naprawdę walczyć.
Halina Wieczorek-KołodziejczakPrawda …. przesłanie dla Polaków….opamiętajcie się zanim będzie za późno. Ja już swoje życie prawie przeżyłam ale młodzi niech pomyślą o przyszłości ich dzieci i wnuków ratujmy Polskę od dyktat
Malgosia Pentman Tak to jest tekst ktory powinien laczyc nas rodakow a nie dzielic. Tak chce kaczynski ale my Polacy nie chcemy. Katolik nie katolik keidys rozmawialismy ze soba i nic nas nie dzielilo. Mielismy czesto te same problemy. Nikt nikogo nie ocenial za wiare albo nie wiare. Pomagalismy sobie na wzajem. Przez kaczynskiego rozpadlo sie to wszystko. Szkoda😖😞👎🆘😷😷😩😷😩😩🆘
Wacław Dulemba Piekny protest song,czas buntu spolecznego na olbrzymia skalę szybko się zbliza,ludzie powrócą z urlopów,bedzie znaczniej “goraco”Osobiście uważam ze jest to tekst jak i muzyka w sposób precyzyjnie. Skomponowana.Panowie bardzo duża klasa.Po wysluchaniu musiałem”ochłonąć”
Marzena Clinton Ta piękna piosenka nie jest adresowana do takich jak pan. Współczuję, bo z takiego zašlepienia chyba już się nie da wyleczyć, aż do momentu gdy się pan obudzi z ręka w nocniku
Małgorzata Kolodziejska Piękne słowa i muzyka, oby więcej takich protest-songów w obronie demokracji, nie można się powstrzymać od łez bo dobro naszej ojczyzny leży na sercu jak dobro naszych bliskich……
Wladek Bilyk Takiej muzyki wiecej ! moze trafi to do pisiakow!
Jozef Jarosz Oby sie nie skonczylo na zachwycie?
Tresc i muzyka sprawiA,ze obojetni powinni zrozumiec w jakim miejscu naród STOI.
Hanna Hanth I nie możemy doposcic do rozlew krwi a na tym najbardziej zależy PISOWI….. To my Polacy jesteśmy rządem to my opowiedzy się za innym kierunkiem prawa obroną Konstytucji. Ci którzy sprawują władze w naszym imieniu stracili nasze zaufanie odbierzmy im nasze głosy jesteśmy w stanie to zrobić przejąć władze…..
Grażyna OparaPiekne słowa moze wiecej takich piosenek chwytają za serce
“Ich weiß wie es nicht ist, und ich weiß nicht wie es ist…”
Es ist eine Titelzeile eines Gedichts von Marek Maj und zugleich der Titel einer CD, die er gemeinsam mit Ryszard Leoszewski aufgenommen hat.
Es mag banal klingen, ist aber eine tiefe Lebenseinsicht, ein Sokratischer Gedanke, auf den sich der Dichter stützt, um die Welt zu beobachten und zu beschreiben, nachzudenken, zu reflektieren, uns hie und da etwas darüber zu sagen. Auf keinen Fall aber will er uns Ratschläge geben, nie wird der Dichter uns sagen, was wir tun sollen, was wissen, was denken… Wir sind einsame Menschen, sagt uns der Dichter, die der grossen unbegreiflichen Welt gegenüber stehen und sich mit Kunst wie mit einem Regenschirm vom Regen der Alltäglichkeit schützen.
Die Gedichte von Marek Maj werden auf Deutsch von Irena Mitręga vorgelesen.
***
Marek Maj, geb. 1962 in Stettin, ist ein Dichter und Kulturmanager; er arbeitet im Kulturhaus Skolwin und ist Organisator der Gartenmesse, die zweimal im Jahr, im Mai und September, an der berühmten Wały Chrobrego (Hakenterassen) statt findet. Marek Maj hat mehrere Gedichtbänder auf Polnisch veröffentlicht; zehn seiner Gedichte wurden 2017 im Rahmen der von uns organisierten Translator Workshop ins Deutsche übersetzt. Sie wurden in dem Onlinemagazin Stadtsprachen veröffentlicht und werden jetzt dem Berliner Publikum präsentiert.
***
Ryszard Leoszewski, ist Pädagoge, Komponist und Leader der Musikgruppe Sklep z ptasimi piórami (Ein Laden mit dem Vogelgefieder); seit ein paar Jahren ist er auch der Ehrenbotschafter Stettins. Er hat viele Gedichte von Marek Maj vertont – so viele, dass es für eine gemeinsame CD und ein Programm Leoszewski Majem reichte… An dem Abend werden wir ihn in einem Teil des gemeinsamen Repertoires hören.
***
Irena Mitręga ist eine in Polen geborene Germanistin, Autorin und Literatur-Übersetzerin, die uns auch durch den Abend führen wird.
Anfang August alarmierten anfliegende Austernfischer* Amrumer Areal.
Amrumbewohner, aber auch Amerikatouristen, achteten angespannt auf
außergewöhnlichen Aufruhr am Abendhimmel.
„Ach!“ – ächtzte ängstliche Apothekenangestellte Annabell Aalglatt – „Austernfischer
am Abend! Abscheulich! Alle abschießen!!“
Aber allgemeiner Aufstand anständiger Anwohner animierte Austernfischerliebhaber,
arge Agitation abzulehnen.
Auch angriffslustige arabische Allahanhänger ahnten allmählich – Attacke abblasen!
Auf abendrotgetünchten Austernbänken aßen Austernfischer ausgezeichnete
Amrumaustern.
VIII 06
* 1 793 Aexemplare
Amrum – Möwe und Krähe
Amrum – Kormorane
oko gwiazdy otwiera kalejdoskop nocy
na ekranie granatowego nieba
odbija sie ocean
błyski migoty olśnienia
Amrum – Morgenflut
Amrum – Ebbe am Abbend
fraszka na kota (morskiego)
nie ma już kota na statku (a marynarzy – niewielu),
sam stoi kapitan na mostku i mruczą komputery.
w kambuzie kucharz-automat piecze ciasto w sekund 15…
leniwie na grzbiecie fali sunie dziób, czasami mewa wrzaśnie…
……………………………………………………………………………
……………………………………………………………………………
nie czekaj na fraszki morał, bo go wcale nie będzie,
delfiny lądują w garnku, a śpiewają – łabędzie.
Turumba to wiersz, piosenka i taniec. Przypominam, że turumbę znalazłam na ulicy w Berlinie, na kartce wyrwanej z książki. Książka była po hiszpańsku czyli w języku oryginału. Od słowa turumba doszłam do autora (Antonio Skármeta) i tytułu książki (Wesele poety) oraz do jej wydań najpierw po niemiecku (przez co dowiedziałam się, że wyimaginowana wyspa Gema, gdzie toczy się akcja powieści, to ani chybi Barataria) a potem po polsku…
Znalezienie kartek opisałam TU
Odkrywanie Baratarii na Gemie (Gemmie) TU
Opowiadałam już też, że turumba to naładowany erotyką taniec, jaki tańczy miejscowa ludność podczas wesela, co zapewne (choć autor o tym nie wspomina) miało zapewnić płodność młodej parze. Akurat w powieści, która jest historią dwóch ślubów i dwóch wesel, naładowana seksem turumba nikomu się na nic nie przydaje – jedna panna młoda umiera podczas nocy poślubnej, druga, w dwadzieścia lat później, zostanie zgwałcona przez obce wojska w symbolicznym akcie zwycięstwa. Jeden z panów młodych ginie, drugi… ach nieważne, chcecie to poczytajcie… Autor jest bardzo znany, napisał między innymi powieść o Nerudzie, według której nakręcono słynny film Listonosz (Il Postino). Wesele poety nie jest może najlepszą jego książką, ale za to jest świetną sagą rodzinną, w której prawda miesza się z fikcją, nauka z konfabulacją i w końcu dowiadujemy się, skąd się wzięli Włosi w Chile…
No ale turumba, turumba…
Na wybrzeżu Malicji świątecznym tańcem na uroczyste okazje jest skoczna turumba, którą tańczy się na dwa sposoby – salonowy i lupanarowy. Pospólstwo zwie ją kurwą-umbą.
I tak w kurwie-umbie mężczyźni przesuwają dłonie z talii na piersi kobiet, które już wcześniej rozumnie pozbyły się w toalecie biustonoszy (…). Potem tancerze ściągają partnerkom majteczki – trofeum nieodzowne w kurwie-umbie, uznawanej dziś za pomnik folkloru – chwytają zębami skradzioną w ten sposób część garderoby i z jeszcze większym zapałem ocierają się podbrzuszem o jędrne pośladki wyspiarek przy akompaniamencie ekstatycznych dźwięków skrzypiec i fortepianu.
Jeśli zabawa przebiega wedle ustalonych reguł, kurwę-umbę wieńczy układ choreograficzny, w którym mężczyźni powiewają damskimi majtkami nad głową, a jednocześnie głośno wystukują rytm obcasami, podczas gdy partnerka, pod osłoną wzniecanego z podłogi kurzu, zadziera spódnicę aż do pasa, odsłaniając przed spostrzegawczym widzem falującą …
I tak dalej. Poczytajcie sobie sami 🙂
A tu sam wiersz w trzech odsłonach… Zachęcam do tworzenia dalszych wersji…
Antonio Skármeta
Turumba de la fruta
Ésta es la turumba de la fruta de la fruta
Para barlaria con la novia y con las putas,
con las putas
Yo ya le como la sandía hasta dejerla toda vacía
Yo ya le como ese melón sin dejarle ni el corazón
Yo ya le como la uvita, que está muy rica
que está muy rica
Ahora te beso las tetitas, que están duritas
que están duritas
Ésta es la turumba de la fruta de la fruta
Para barlaria con la abuela y con las putas,
con las putas
Chúpame chiquita la banana, que está muy sana
que está muy sana
Qiero besarte el coliflor, qué suave olor
que suave olor
Voy a morderte la aceituna, que ese pezón
que ese pezón
Ya te ésta chorreando la naranja, vamos a la cama
vamos a la cama
Ésta es la turumba de la fruta de la fruta
Para barlaria con el cura y con las putas,
con las putas
*** Ja ją sobie przetłumaczyłam tak:
Turumba owoców
turumba owoców, owoców, owoców
do tańca z panną i dziewką po nocy
i dziewką
wypijam arbuza aż nic nie zostanie
melona z miodu wysysam po nocy
i winogrona ach słodkie ach słodkie
aż staną się twarde w słodyczy owocu
turumba owoców, owoców, owoców
do tańca z babką i dziewką po nocy
i dziewką
ty ssij banany bo zdrowe bo zdrowe
ja pitahaje smoczo pachnące
pożrę oliwek twych czarne słońce
aż mnie odurzą sny oranżowe
turumba owoców, owoców, owoców
do tańca z klechą i dziewką po nocy
i dziewką
*** Tłumaczka powieści na polski, Dorota Walasek-Elbanowska ujęła to dosadniej:
Owocowa turumba
Turumba kurwa-umba, turumba owocowa
chodźmy z panną młodą i z kurwami tańcować
Będę jadł arbuzy, będę jadł melony
nie będę jadł ogórka, bo jest zbyt zielony.
Lubię miękkie gruszki i twarde jabłuszka,
daj mi pocałować twojego cycuszka.
Turumba kurwa-umba, turumba owocowa
chodźmy z panną młodą i z kurwami tańcować
Złap mnie za banana, dziewczyno kochana
będziemy się ściskać do samego rana.
Puszcza sok cytrynka, już mi cieknie ślinka
pokaż mi cycuszka, ugryzę rodzynka.
Turumba kurwa-umba, turumba owocowa
chodźmy tańcować z księdzem,
z kurwami tańcować
No cóż, w oficjalnej polskiej wersji zniknęła babcia z drugiego refrenu, a w Baratarii przecież wciąż pojawiają się jakieś nieźle rozerotyzowane babcie – najwięcej chyba w tej amerykańskiej powieści o dorastaniu – Barataria Summer. Ale nie zniknął, i to jest znacznie ważniejsze, ksiądz z refrenu trzeciego.
Ksiądz zagroził, że jesli ostatnia zwrotka tego lirycznego poematu nie zostanie usunięta, nie poświęci obrączek i ekskomunikuje całą wyspę, podobnie jak niegdyś papież Pius I heretyków niejakiego Marcjona, uprawiających bezecne praktyki ze świecami. Kiedy Hieronim (pan młody – przyp EMS) wypomniał proboszczowi, jak to przed laty sam go namawiał do założenia burdelu, ojciec Pregel oświadczył, że ostatnio cierpi na chwilowe napady amnezji, a gdy kupiec wręczył mu dwa banknoty z długimi rzędami zer, prosząc, żeby kupił w Agram nową figurę świętego Rocha, patrona piratów, kapłan stwierdził, iż w gruncie rzeczy Owocowa turumba ma w sobie coś adamicznego, i zapowiedział, że do wieczora własnoręcznie dopisze dalszy ciąg, wzbogacając ów niekonwencjonalny tekst o perypetie Adama i Ewy w raju, po czym na poczekaniu wymyślił kolejną zwrotkę:
To, co wąż uczynił Ewie, może teraz spotkać ciebie. Szukasz męża, strzeż się węża; tańcz w bieliźnie, bo się wśliźnie.
Czy to początek turumby? Taniec z gwiazdami, majtki Cieślak…
Wrócimy jeszcze przy okazji na wyspę Gemmę, obiecuję…
Aby odetchnąć nieco od polityki, stresu, i szarej nienormalnej
dla mnie polskiej rzeczywistości, postanowiłem zajrzeć do
szuflady, by przypomnieć sobie siebie w odległej przeszłości.
Postanowiłem wypuścić na światło cztery wiersze pisane
prostotą uczuć młodego poety-marzyciela.
Pozdrawiam
Jak bocian
Powrócę do Ciebie
Jak bocian
Początkiem wiosny
W czas roztopów
Chłodnym porankiem
Gdy kogut
Spragniony promieni
Zapieje na dzień dobry
Przywitasz mnie
Jak zawsze
Kolejną już szansą
Na miłość
… I będzie radość.
Zostanę u Ciebie latem
Będziemy jak
Śnieżne łabędzie
Ona i on na stawie.
W miłosnej ekstazie
Odnajdziemy
Zagubiony świat
Naszego wczoraj
Otulę twoje ciało
Peleryną
Uszytą zapachem
Kwiecia z łąki
… I będzie pięknie
Odfrunę od Ciebie
Jak bociany
Jesienną nostalgią
Tańczących liści
Popłynę beskresem
W bezczas
Bożozakonnego daru
Przemijania
Zostawię po sobie
Wspomnienia
Dla jesienno zimowej
„Żony marynarza”
I będzie…? – Kocham wolność
Berlin, 19.02 1990
*** Pora dojrzewania
Wciąż tęsknię za nocą.
W niespokojnym śnie
Czuję Ciebie wilgocią ust
I jest mi dziwnie inaczej
Jesteś przy moim boku
Tylko moja i tylko dla mnie
Hormony tańczą dojrzewanie
Lecz ciało na granicy marzeń
Dlaczego przychodzisz
Niby muza tylko tęsknotą
Karmisz pożądaniem
I znikasz cichym porankiem
Wciąż piszę do ciebie poematy
Wysyłam i wiatrem i deszczem
I gołębim gruchaniem
Na okiennym parapecie
Moja komora czeka ciepła
Ciało miłosnych uniesień
Kalendarz traci powoli stronice
A ja nadal kocham tylko noc noc
Bytom, 21 marca 1981
*** Nic nie mów
Nie wyznawaj nikomu
Miłości
Gdy w sercu pustynny wiatr
Rozwiewa nadzieję
Nie obiecuj nikomu
Dobroci
Gdy dusza w nagości
Czeka wsparcia
Nie mów nikomu
Jaki jest
Niepotrzebne myśli
Ubogie w prawdę
Poranek budzi dzień
Dzień wita wieczór
Wieczór pozdrawia noc
Noc otula snem
A Ty – Nic nie mòw.
Żory – 15. 07. 1983
***
Samotny?
Nie jestem samotny.
Spotykam cienie
Na kamiennych płytach
Rozmawiam
Słyszę ich żale
One są ze mną
Odnalazłem tułacza
Był we mnie
Pokazał mi drogę
W niepojętą przyszłość
I ruszyłem za nim
We dwoje raźniej
Podążać do celu
Zawsze te same dwie rocznice, Mama i Lorca, Lorca i Mama…
Irena Kuran-Bogucka urodziła się 5 maja 1925 roku w Warszawie, zmarła 21 sierpnia 1995 roku w Kartuzach, w wyniku wypadku samochodowego.
I tak rzeczywiście było. Najpierw była graficzką, potem tłumaczką. W międzyczasie było jak to w życiu, życie, miłość, śmierć, to mija, ale to, że tworzyła, że była, jak mówili przyjaciele, artystą, nie mija…
Z Federikiem Garcíą Lorką łączył ją związek, o którym my, rodzina, myśleliśmy, że jest silniejszy niż jej związek z nami. Może był jej dajmonionem, może ona była jego duchową siostrą – skąd my możemy to wiedzieć. Storzyła dwa czarno-białe cykle grafik do jego poezji, godzinami słuchała Paco Ibaneza, który śpiewał jego poezję, aż uznała, że polskie tłumaczenia Lorki nie dadzą się tak zaśpiewać. I wtedy nauczyła się hiszpańskiego – po to, by móc tłumaczyć jego wiersze. Nauczyła się, przetłumaczyła, wydała kilka książek z jego poezją…
Cóż więc dziwnego, że odeszła w rocznicę jego śmierci. W dokumentach jest data o dwa dni późniejsza, to te dni, które współczesna medycyna wyrwała śmierci, dni, kiedy leżała na oddziale intensywnej terapii, podtrzymywana przy życiu maszynami do podtrzymywania życia. Nic te maszyny nie pomogły, była silniejsza, odeszła do swego duchowego brata wtedy, kiedy i jego zmuszono do odejścia…
Irena Kuran-Bogucka, Mężatka niewierna, Federika Garcíi Lorki
Umarli w tym samym czasie i opłakujemy ich razem.
Irena Kuran-Bogucka, Płaczki (Ballada o hiszpańskiej żandarmerii) Federika Garcíi Lorki
Federico García Lorca, urodził się 5 czerwca 1898 roku w Fuente Vaqueros w prowincji Granada, zginął zamordowany przez frankistów 19 sierpnia 1936 w Viznar koło Granady. Hiszpański poeta i autor sztuk teatralnych. Krótko, reszta to tylko rozpisanie na lata poezji i teatru… W polskiej Wikipedii nie ma strony o nim, czy to możliwe. Odsyłam więc czytelnika na razie do Wikipedii angielskiej, ale myślę, że będę musiała to nadrobić. Gdyby Mama żyła w czasach Wikipedii, to ona by to zrobiła, ale Mamy już nie ma, są dwie rocznice…
W tym roku te sierpniowe dni zostały wzmocnione, bo właśnie niedawno w wytwórni płytowej Soliton w Sopocie ukazała się płyta Jarosława Chojnackiego, Horyzont zdarzeń. Poezja śpiewana, ta polska specjalność, której nie ma w żadnym innym języku, bo nie ma jej w żadnej innej kulturze, nawet u Rosjan jest inna. 17 utworów. Krzysztof Karasek, Adam Asnyk, Grażyna Małkowska, on sam – Jarosław Chojnacki, Krzysztof Cezary Buszman, Jerzy Andrzej Masłowski, Wojciech Fułek, Marek Samselski, Dzidka Muzolf, Marek Grala, Wojciech Kass, Aleksander Szaganow. I on, Federiko García Lorca, w tłumaczeniu Ireny Kuran-Boguckiej. Pieśń jesienna.
Nieśmiertelni są tylko bogowie, śpiewa Chojnacki słowami Wojciecha Fułka w piosence Pociągi we mgle. Tak, bogowie są nieśmiertelni, a oni oboje nie byli bogami – byli duchami, których hiszpanie określają słowem dajmonion.
Dziękuję Jarosławowi Chojnackiemu, że pozwolił mi w tym roku lepiej przetrwać ten sierpniowy tydzień…
Piękna płyta, moi drodzy, poszukajcie, kupcie, posłuchajcie…
Przy Grodzkiej grążel wygrążył się z Odry,
nieśmiało wysunął głowę spopod wody.
Złotą, kulistą, mokrą i gładką.
A ja ją wiosłem musnęłam czule.
Speszony spojrzał ku słońcu.
Nakazał liściom drogi mi ustąpić,
bym popłynęla do drugiego brzegu,
a ja niezdarnie wiosłowałam dalej
ku innym światom,
nowym celom
złotym grążelom.
Nie wiem, czy turki rosną też w Turcji?
U mnie mieszkają obok nasturcji.
Nasturcja nigdy w Turcji nie była,
ale z turkami w przyjaźni żyła .
Wierzbówka kiprzyca,
śwarna góralica
na Bachledzkim Wierchu
sierpniowa, różowa.
biała, fioletowa,
halnego dziewczyna,
gorąc jej niestraszny
i żadna gadzina.
Choć od wierzby mniejsza,
gdy wiater zawieje,
szumi niczym ona,
w kwiatach dorodniejsza,
giętka,
gibka,
smukła,
w Tatry zapatrzona.
Kwietek
nagietek
u cioci Irki w ogrodzie,
przy murku,
u stajni,
sad niedaleko,
w dole szumi rzeka,
a on tylko czeka,
aż się o niego upomni
apteka.
Na butach ostroga,
ostróżka w ogrodzie,
nikt się nie oprze twojej urodzie.
Choć ostrogami bronisz się zawzięcie,
to nie uchronisz się przed
ścięciem
lub
przekwitnięciem.
Wrotycz wrota otwiera
na hale i dziedziny,
na wierchy spoziera,
pola, łąki, zagony,
dalekie krainy.
Różne zioła sprasza,
ustawia w szeregu
i lipowym łykiem w bukiety związuje.
Matce Boskiej Zielnej
wszystkie podaruje.
Wchodząc na Rysy
jadłam irysy
i prawie wszystkie zjadłam.
Gdy zeszłam z Rysów,
to przy irysach
nieco zmęczona siadłam.
Dwa nagie miecze
w środku kwiat waleczny,
dzielny odważny i purpurowy.
Czyżby do walki był gotowy?
Nie, on się tylko ku słońcu pręży.
Nie widział nigdy grunwaldzkiego pola.
Dwa nagie miecze,
a w środku gladiola.
Jeż spotkał jeżówkę
i się nieco zjeżył.
Szybko zwinął się w kłębek,
bo nadchodzil Jerzy.
A Jerzy niósł jarzyny,
nie spojrzał na jeża,
ani na jeżówkę,
bo do domu zmierzał.
Złotogłowa lilio,
lelują nazwana,
długo cię szukałam
dziś z samego rana.
na grani Zawratu
i na Szpiglasowej,
na szlaku do Pięciu Stawów
i na Kondratowej.
Wreszcie cię znalazłam
na drzwiach starej chaty,
gdzie zręczny artysta
wyrzeżbił cię przed laty.