Frauenblick im Regen

Monika Wrzosek-Müller

Der Traum und die Wirklichkeit

Das allem sichere Kriterium zur Unterscheidung des Traumes und der Wirklichkeit ist … das ganz empirische des Erwachens, durch welches der Kausalzusammenhang zwischen den geträumten Begebenheiten des wachen Lebens fühlbar abgebrochen wird.
Arthur Schopenhauer

In der Nacht von Montag auf Dienstag letzter Woche kam der Traum, oder besser der Albtraum: eine riesige Tsunamiwelle raste, dunkel, meterhoch auf mich zu. Ich wusste, dass es keinen Ausweg, keine Rettung gibt; der Weg zu dem Kloster oben war durch einen Stau blockiert, zu weit entfernt, auch war die Welle schon zu nah, doch diese Gedanken hatte ich noch im Kopf. Ich wusste, gleich ist die Welle über mir, gleich werde ich unter den Wassermassen verschwinden, werde nicht mehr existieren. Alles rundherum wird schwer, unheimlich, schwer, unüberwindbar… doch ich spürte eigentlich eher Entspannung… In dem Moment wachte ich auf, draußen regnete es stark; ich war verschwitzt, erschrocken und orientierungslos. Im Zimmer war es ziemlich dunkel, immer wenn ich die Augen wieder zu schließen versuchte, kam der Traum, die Welle, mit einer Wucht und Stärke zurück, vor der ich Angst bekam. Also machte ich das Licht an, setzte mich im Bett auf und trank ein Schluck Wasser. Draußen dämmerte es, der Regen fiel gleichmäßig, aber doch nicht allzu stark. Gut, dachte ich, die Natur hat´s nötig, obwohl es eigentlich in der letzten Zeit immer wieder geregnet hat. Den ganzen Dienstag regnete es gleichmäßig, so dass man kaum rauskam. Wir packten unsere Sachen, räumten alles in den Urzustand zurück, putzten die Küche, das Bad und wollten doch noch einmal unsere Bar in Orbetello besuchen, auch den letzten Müll wegbringen. Wir warteten auf eine kleine Regenpause, die kam aber nicht…

Continue reading “Frauenblick im Regen”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (6)

Viator

Tyroliada

Pierwszy dzień wyprawy, jak to już zostało nadmienione, zakończył się wizytą i noclegiem w czarownym, barokowym Innsbrucku: podobnie jak podczas pierwszej włoskiej podróży, tej sprzed trzech lat. I znów, jak poprzednio, przejazd przez przełęcz Brenner oraz osady Gossenisaß i Sterzing. Tu podobieństwo się kończy. Wówczas Pielgrzym, bez zatrzymywania się w tej trzeciej miejscowości, pognał do Brixen i Bozen. Tym razem przystanął w Sterzing, aby, korzystając z gościnności oraz zasobów baru Pardeller, pokrzepić się przed dalszą drogą. Małżonka Viatora zamówiła sobie apfelstrudel, a on sam spożył piękny, dorodny precel. Po czym, przez Quellenhof, podążyli ku Meranowi i dalej – aż hen hen! – do Como.

Momencik. Miała być Italia. I jest: poczynając od Brenner, bo tam przebiega granica. Tylko, jak wiadomo, po włoskiej stronie rozciąga się jeszcze dość daleko Südtirol, czyli Tyrol Południowy. O tym, jak ten region w wyniku I Wojny Światowej przypadł Włochom, dlaczego w wyniku kolejnej wojny nie powrócił, nawet na czas tryumfów III Rzeszy, do Austrii, o tym, czy jego mieszkańcy pogodzili się z owymi faktami i czy marzy im się „powrót do macierzy” – o tym wszystkim Viator opowiadał nie będzie. Raz, że wielu Czytelników doskonale zna tę materię. Dwa, że dla zainteresowanych istnieją znacznie lepsze, a przy tym łatwo dostępne, opracowania na ten temat. Trzy: po co brnąć w śliskie tematy, potrącać kwestie rewizjonizmu czy zagłębiać się w czyichś snach o secesji? Jesteśmy wszak w cywilizowanym i praworządnym kraju, a Südtirol cieszy się szeroką autonomią. Znacznie przyjemniej kontemplować majestat gór, które nie mają narodowości.


Chodzi po prostu o to, że w Południowym Tyrolu Viator w ogóle nie czuje się tak, jakby był we Włoszech. Nieco dalej na południe, w rejonie Trydentu, gdzie pierwiastek romański miesza się z germańskim, jak najbardziej. Ale nie tutaj. Tutaj nawet w ogóle (lub prawie w ogóle) nigdzie nie ma włoskich napisów. Wszyscy mówią wyłącznie po niemiecku. Architektura dokładnie taka sama, jak w Tyrolu austriackim, w okolicach Innsbrucka, czy choćby w Alpach bawarskich: barokowe kościoły i kapliczki oraz klasyczne chaty tyrolskie, obficie zdobione kwieciem doniczkowym.


Wszystko to jest piękne, ale zupełnie odmienne od tego, czego Viator doświadczy podczas kolejnych dni. Jedynym włoskim akcentem było latte macchiato, którym Wędrowiec popijał w Strezing precla.

Oto, jak być w Italii i jednocześnie w niej nie być, drogi Hamlecie!

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (5)

Viator

Słodkie brzemię asocjacji

Większość ludzi doświadcza tego, iż z upływem lat i gromadzeniem się bagażu doświadczeń, coraz więcej rzeczy, miejsc i spraw kojarzy im się z czymś innym, znanym skądinąd. Viator sformułował na własny użytek teorię, że starość zaczyna się w momencie, gdy ilość tych powiązań przekracza masę krytyczną, a wszystko rodzi jakieś skojarzenie, niejednokrotnie zmultiplikowane: zapychają się kanały mentalne i trudno postąpić naprzód.

Przygotowując swą wielką włoską wyprawę Viator długo ślęczał nad mapą, by wyznaczyć miejsca godne wizyty. To był koszmar! Nazwa prawie każdej miejscowości – nie ważne: dużej czy małej – z czymś się kojarzyła, coś przywoływała. Jak nie wydarzenie historyczne, to wątek kulturowy. Jak nie cenne obiekty architektury, to cuda przyrody. Jak nie wybitną postać, to jakąś książkę, piosenkę lub film. Noż kurde, wszędzie coś! Jak wybrać?

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (5)”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (4)

Viator

Como niewiadomo

Podróże Viatora polegają na ciągłym przemieszczaniu się: każdą noc spędza gdzie indziej, a w drodze przystaje po wielokroć, by odwiedzić różne miejsca i obiekty. Co więcej, marszruta jest zakreślona jedynie w ogólnych zarysach; korekty, a nawet całkowita zmiana planów, to nic niezwykłego. Wieloletnie doświadczenie pozwala planować trasę na kolejne dni dość racjonalnie i efektywnie, niemniej – od czasu do czasu – zdarzają się mniejsze lub większe kiksy. Ten akurat okazał się wybitny.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (4)”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (3)

Viator

Wielka droga

Tydzień temu Viator stwierdził, iż jest do bólu racjonalny oraz niepodatny na tanie wzruszenia. I, w rzeczy samej, to święta prawda. Czy wobec tego Wędrowiec, którego zamiłowanie do ciągłych peregrynacji sugerowałoby kosmopolityzm, może być patriotą? Nie tylko może, ale po prostu jest. Tyle, że jego patriotyzm nie toleruje łzawych, sentymentalnych, tandetnych, pyszałkowatych czy zgoła tromtadrackich poruszeń serca. I dlatego zawsze, gdy nadarza się po temu okazja, odwiedza w obcych krajach polskie cmentarze wojenne, by pokłonić się bohaterom, którym nie było dane wrócić do Ojczyzny. Ale nie czuje wówczas dumy ani wzmożenia moralnego, tylko smutek. Bohaterom, skoro oddali życie, bezsprzecznie należy się szacunek i chwała. Ale o ileż wspanialej byłoby, gdyby nikt nigdy nie musiał okazywać bohaterstwa! Gdyby nikt nigdzie nie spoczywał w obcej ziemi. Marzenia…

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (3)”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (2)

Viator

Kamyk jest stworzeniem doskonałym…

Marmur karraryjski… Związek frazeologiczny brzmiący Viatorowi w uszach od jakichś czterech dekad. Słowa, które dźwięczą potężnie, jak… Nie! Nie jak spiż, tylko właśnie jak marmur. Słowa dostojne, uroczyste. A swój patos zawdzięczają nie wyłącznie skojarzeniu z największymi dziełami Pisano, Michała Anioła czy Berniniego, ale też nagromadzeniu głoski „r”, onomatopei, która dobitnie odzwierciedla ową twardość i potęgę wapiennej skały.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (2)”

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)

Viator


Forza Italia!

Już od wczesnej młodości, od kiedy tylko zaczął czytać o dalekich krainach i śnić o podróżach do nich, pragnął gorąco Viator odwiedzić słoneczną Italię. Długo plany te pozostały marzeniami: najpierw nie było można, bo komuna. Potem nie było za co, bo studia i wchodzenie w życie rodzinne tudzież zawodowe. Jeszcze później nie było czasu, bo tak się jakoś to życie rodzinne i zawodowe rozwijało. Gdy zaś już było można, było za co, a i czas się znalazł, priorytet otrzymała nie słoneczna Italia, ale słodka Francja. Dopiero po kilku latach intensywnej eksploracji kraju Gallów i po po nasyceniu się tymże zgłębianiem, przyszedł czas na kolejne, jak to mówią, destynacje. I oto na przełomie sierpnia i września, w drugim swego życia półwieczu, ruszył Viator ku Półwyspowi Apenińskiemu.


Gwoli ścisłości: to nie pierwsze spotkanie. Wędrowiec odwiedził już Włochy trzy lata temu. Tyle, że nie była to wówczas wizyta z prawdziwego zdarzenia, ale raczej naskórkowy kontakt w okamgnieniu. Muśnięcie zaledwie. Tylko jeden dzień (no, bądźmy precyzyjni – półtorej doby), en passant doliną Padu: z austriackiego Innsbrucka do francuskiego Briançon. Choć, trzeba to przyznać, nawet to okamgnienie zaostrzyło apetyt i zachęciło do sięgnięcia po więcej: Werona, Mantua, Cremona, Pawia oraz maleńkie piemonckie Pinerolo. Kolejna wizyta stała się tylko kwestią czasu.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (1)”

Aus der Reihe “Eine Buchseite auf der Strasse”

Ewa Maria Slaska

Treue Leser:Innen dieses Blogs wissen, dass ich immer ausgerissene Buchseiten auf der Strassen sammele und versuche, den Buchtitel zu finden, dann kaufe das Buch, lese es und darüber schreibe. Oft waren es sehr gute wertvolle Bücher und ich wunderte mich immer wieder, weshalb man solche Bücher nicht behalte, mehr noch, ihnen die Seiten ausreisst?

Für Weiteres siehe hier: https://ewamaria.blog/2024/06/04/eine-seite-die-ich-auf-der-strasse-gefunden-habe/

Continue reading “Aus der Reihe “Eine Buchseite auf der Strasse””