Meine Lieben, wie so häufig im Leben entsteht auch jetzt im Zusammenspiel mit den Talisman-Teddies ein gewisser Domino-Effekt.
Natürlich bedarf es einer kreativen Abwechslung – auch ein Teddy ist nur ein Mensch und möchte sich nicht langweilen.
Und so habe ich die gerne übernommene Verpflichtung, nach “Köpfen” Ausschau zu halten, die auch eine “Aussage” versprechen.
Im Reich der Püppchen kann ein vielversprechender Kopf schon mal auf einem Körper sitzen, der “Bruch” ist (ein wenig wie im richtigen Leben, nicht wahr!), und so sammelt sich eine ungewöhnliche Gesellschaft bei mir an.
Der Mauerpark-Flohmarkt ist eine gute Quelle und die Verkaufs-Filialen der Kirche in Charlottenburg und Wilmersdorf.
Und nun ein Beispiel, was gemeint ist mit ganz lieben Grüßen
Najpiękniejszy angielski wiersz romantyczny – tajemniczy, oniryczny “Kublaj Chan”, zapis wizji opiumowej. Napisany (spisany) w roku 1798, opublikowany, za namową Byrona, w roku 1816.
Xanadu, Szanadu lub Cianadu to letnia stolica Kublaj Chana, mongolskiego władcy Chin (1215 – 1294), znanego nam przede wszystkim z opowieści Marco Polo, który odwiedził go w roku 1266. Czarna dziura na powierzchni Tytana, jednego z księżyców Saturna, została nazwana Xanadu. Tak zatytułowana jest też płyta Oliwii Newton John i tak nazwano pewien gatunek filodendrona i pewien – marihuany oraz sporo różnych hoteli na bajkowych plażach i wiele miejsc w opowieściach fantasy.
Wiersz Coleridge`a jest podobno jedynym dowodem na to, że po opium można mieć kolorowe wizje.
*** Kubla Khan was written in 1798, but it was first published in 1816. Coleridge was addicted to laudanum which brought him visions and agonies with constipation which he thought of as retribution. Laudanum addiction was common because people resorted to it to relieve toothache, which was a part of everyday life in those days.
Kubla Chan Widzenie miane we śnie
W Xanadu Kubla Chan rozkazu mocą Pałac rozkoszy wzniósł wspaniały Gdzie rzeka Alph swe święte wody toczy W grot głębi, gdzie się gubią ludzkie oczy Ku morzu, które słońca nie zaznało. Ziemi dwakroć mil pięć bogatej płodami Otoczył krąg wyniosły murów z wieżycami. W środku strumienie kręte na ogród blask lały Gdzie kwitły mnogie drzewa kadzidlane I odwieczne jak wzgórza lasy otaczały Rozsłonecznione polany.
O! tu rozpadlina wskroś cedrów okrycie Do głębi tnie zielone wzgórze romantycznie O, dzikie miejsce! Tak święte i zaklęte Jakby natchniona zanikiem księżyca Kobieta łkała za kochankiem demonicznym. Z przepaści, w której wrzawa wciąż w zamęcie trwała Jakby ziemia powietrze łapczywie wdychała Przepotężna fontanna co chwila wytryska I pośród jej wybuchów nagłych, przerywanych Odłamy skalne jak grad o ziemię miotany Skaczą, jak omłot w spichrzu na klepisku I pośród skał tych tańca bez końca, burzliwie Wystrzela święta rzeka nurtem natarczywym Pięć mil poprzez meandry i zakola kręte Lasami, dolinami święte wody toczy Wpada do grot, gdzie się gubią ludzkie oczy Z łoskotem z morza martwym łączy się odmętem. I słyszał Kubla z dali w łoskocie niespokojnym Jak głosy przodków nową wieszczą wojnę!
Pałacu się unosił cień Falami kołysany I mieszał się fontanny dźwięk Z dźwięcznymi pieczarami I to był cud dotąd nie widziany Słoneczny pałac z lodowymi pieczarami
Widzenie kiedyś miałem Dzieweczki z Abisynii I grała ona na cymbałach O górze Abora śpiewała O, niechaj mi się dziś przypomni Jak cymbał brzmi, pieśni jej ton To sprawi piękna radość nieprzytomna Że razem z brzmieniem rozgłośnym jak dzwon Wzniosę ten pałac powietrzem objęty Słoneczny pałac! Jaskinie lodem ścięte! Ci, którym dźwięki nie są obojętne Ujrzą je i krzykną widokiem przejęci: Włos jego falujący, źrenice ogniem zdjęte. Po trzykroć kręgiem go jak wieńcem Otoczmy. Niechaj zaćmi nasze oczy Świętości lęk; bo rosy on utoczył Miodowej, w Raju mleko pił zaklęte.
przełożył Ludwik Dorn
In Xanadu schuf Kublai Khan ein Traumschloss, stolz und hehr, Dort brach der Urquell Alph sich Bahn durch Grotten, die kein Mensch ersann, zum sonnenlosen Meer.
Wehrturm und Wall umringen stolz zehn Morgen reiches Gartenland, wo Fliederduft und Sandelholz sich mischt mit Nachtigallenschlag aus einem Hain, der dort schon stand, im Licht vom ersten Schöpfungstag.
Im Zederndunkel teilt die Schlucht den Hügel wie ein Schlangenleib halb heiligend, halb wie verflucht, als ob beim Sichelmond ein Weib beschwört des Höllenliebsten Leib.
Aus dieser Schlucht, die ewig dröhnt als ob das Land gleich Drachen stöhnt schnellt sich ein Springquell hoch, erbricht gezackten Fels und Kies ins Licht der teils als Hagel auf die Welt, teils wie die Spreu vom Flegel fällt.
Vom Tanz der Felsen unterm Dom des Himmels fließt der heilge Strom määndernd wohl fünf Meilen quer durch Auen, Gärten, reichen Tann, zu Grotten die kein Mensch ersann, stürzt dann sich in ein totes Meer. Und Kublai hört darin von weit Kampf, den ein Vorfahr prophezeit.
Der Schatten des Palastes streicht die Wogen sacht im Spiegelbild, und Quell und Grotte mischt sich leicht zum Lied des Wassers, murmelnd mild, das leis verklingt mit Widerhall, im Schloss aus Licht und Eiskristall.
In einer Vision ersah ich dort bei süßem Harfenklang aus fernem Abessinia ein Mädchen sitzen und ihr Sang erzählt vom Berge Abora.
Könnt ich zum Leben dieses Lied in mir erneuern irgendwie Musik und Stimme, Gras und Ried dann ließe mich die Harmonie das Schloss erbauen in der Luft das Schloss aus Licht und Eiskristall so dass es jeder sieht— und ruft:
Gebt acht auf ihn: Sein Lockenhaar umwallt ihn dreifach und sein Blick gleicht einer Flamme die versehrt so weicht vor ihm zurück, zurück den Honig wilder Bienen nährt der Milch aus Edens Quellen trinkt.
Gertraud Pohlhat wieder zu uns gefunden. Sie schrieb mir Folgendes:
Liebe Ewa,
vor ca. 2 Jahren traf ich bei einem Konzert einen früheren Kollegen und Freund wieder, den ich fast 40 Jahre aus den Augen verloren hatte. Die Freude war natürlich groß, und seitdem halten wir Kontakt zu einander.
Gewiss kannst du nachfühlen, wie mich die Nachricht einer ernsthaften Erkrankung seinerseits getroffen hat – wie kann ich meine geballten positiven Energien und liebevollen Gedanken zu ihm und seiner Gefährtin transportieren, ohne mich zu sehr aufzudrängen?!
Meine Lösung, von der ich hoffe, dass sie Wirkung zeigt, ist folgende:
In meinem Besitz befinden sich zwei fast identische kleine Teddybären – sie waren ebenfalls einmal getrennt und hatten wieder zueinander gefunden.
Eines dieser Bärchen befindet sich nach wie vor bei mir, das zweite habe ich meinem Freund geschickt als eine Hälfte eines Talismans.
Und mit Fotos von und mit “meinem” Bärchen versuche ich, jedem Tag ein eigenes besonderes “Gesicht” zu geben. Die Pappmaché-Köpfchen hatte ich in “einem früheren Leben” angefertigt.
Diese Fotos maile ich ihm und wünsche mir, dass die Botschaft ankommt und verstanden wird.
Für diese Woche bekommst du also einige Beispiele meiner besonderen “Bären-Mission”.
Sehr liebe Grüße
von Gertraud
Tak, Kochani, Renia wyjechała na wakacje. Trochę to dziwne – po tylu miesiącach, kiedy najpierw pojawiała się co niedzielę jako Perska Żona, a potem co poniedziałek jako Renata, teraz jej nagle nie ma… Na szczęście dokładnie w tym samym czasie wychynęła z niebytu intensywnej pracy naukowejLidia Głuchowska, aby podzielić się z nami od czasu do czasu swoimi opiniami o współczesnych artystach. Tym razem o fotografiiMarka Lalki. Tu prezentujemy fragment jej najnowszego tekstu, reszta – zaniedługo czyli u nas prapremiera – w zielonogórskim kwartalniku kulturalnymProLibris.
Circus Europe i inne kontynenty
Bez podpisu, często także bez daty…
Fotografie Marka Lalki posortowane są wprawdzie w cykle, prezentuje je on jednak bynajmniej niechronologicznie. Także w obrębie serii prac pod wspólnym tytułem pojawiają się zdjęcia zdradzające różną topografię ukazanych scen. Roczna czy dzienna data ich powstania nie jest zresztą istotna. Automatycznie wyczuwa się tu aktualność, a mimo to przypadkowe z pozoru ujęcia zdają się ponadczasowe. Nie jest to bowiem reportaż – doraźna rejestracja faktów z pierwszych stron gazet – lecz wizualna refleksja snuta wokół banalnych z pozoru zdarzeń, spostrzeżeń czy odczuć. Te składają się na doznanie kontaktu z otaczającą rzeczywistością i oswojenie obcości – faktycznej czy pozornej – z tym, z czym zderza się każdy, skrecając w nieznany zaułek, wysiadając z pociągu czy samolotu.
Pod względem komunikacji wizualnej są to scenerie przejrzyste, a jednak zwykle nie dostrzega się ich w pośpiechu codziennej bieganiny. Marek Lalko – podróżnik – potrafi się jednak zatrzymać. Pokonując odległość, nie tylko oswaja nieznane, lecz i zdobywa dystans wobec tego, co zostawia za sobą. Zyskuje świeżość spojrzenia. Wyznacznikiem tego jest w pewnym sensie wybrana technika. Wydaje się obiektywna, nosi jednak i znamię antykwaryczności, świadomie zresztą eksponowanej. Monochromia – zwykle czerń i biel analogowych średnioformatowych ujęć (6/7 cm) – to pierwszy sygnał swoistego anachronizmu znamionującego poetycką, a nie reporterską pasję. Jest tu i estetyzm, i wola poznania, lecz nie „interesowna”, dziennikarska wścibskość, śledząca sensację i bezkarnie epatująca bólem, intymnością innego. I czas – zaobserwowany i zainwestowany w podróż – choćby tylko mentalną, tuż za róg ulicy. A potem jeszcze w proces techniczny – tradycyjny od początku do końca. W tej fotografii jest zatem czas. Czas – najcenniejsze, co mamy…
Najsłynniejsza piosenka Solidarności – “Mury” (A mury runą…) przetłumaczona i śpiewana przez Jacka Kaczmarskiego, została napisana za czasów dyktatury Franco przez Lluisa Llacha po katalońsku, ma mniej lub bardziej inną treść, a jej tytuł oznacza… “Słup”.
Poniżej wersja katalońska i hiszpańska, a pod spodem polska i angielska, która jest tłumaczeniem polskiej.
Czy wiecie, że wydźwięk tej piosenki jest strasznie pesymistyczny? Wydaje mi się, że nikt z nas nie chce tego pamiętać!
L’ESTACA
L’avi Siset em parlava
de bon matí al portal
mentre el sol esperàvem
i els carros vèiem passar.
Siset, que no veus l’estaca
on estem tots lligats?
Si no podem desfer-nos-en
mai no podrem caminar!
Si estirem tots, ella caurà
i molt de temps no pot durar,
segur que tomba, tomba, tomba
ben corcada deu ser ja.
Si jo l’estiro fort per aquí
i tu l’estires fort per allà,
segur que tomba, tomba, tomba,
i ens podrem alliberar.
Però, Siset, fa molt temps ja,
les mans se’m van escorxant,
i quan la força se me’n va
ella és més ampla i més gran.
Ben cert sé que està podrida
però és que, Siset, pesa tant,
que a cops la força m’oblida.
Torna’m a dir el teu cant:
Si estirem tots, ella caurà…
Si jo l’estiro fort per aquí…
L’avi Siset ja no diu res,
mal vent que se l’emportà,
ell qui sap cap a quin indret
i jo a sota el portal.
I mentre passen els nous vailets
estiro el coll per cantar
el darrer cant d’en Siset,
el darrer que em va ensenyar.
Si estirem tots, ella caurà…
Si jo l’estiro fort per aquí…
LA ESTACA
El viejo Siset me hablaba
al amanecer, en el portal,
mientras esperábamos la salida del sol
y veíamos pasar los carros.
Siset: ¿No ves la estaca
a la que estamos todos atados?
Si no conseguimos liberarnos de ella
nunca podremos andar.
Si tiramos fuerte, la haremos caer.
Ya no puede durar mucho tiempo.
Seguro que cae, cae, cae,
pues debe estar ya bien podrida.
Si yo tiro fuerte por aquí
y tú tiras fuerte por allí,
seguro que cae, cae, cae,
y podremos liberarnos.
¡Pero, ha pasado tanto tiempo así !
Las manos se me están desollando,
y en cuanto abandono un instante,
se hace más gruesa y más grande.
Ya sé que está podrida,
pero es que, Siset , pesa tanto,
que a veces me abandonan las fuerzas.
Repíteme tu canción.
Si tiramos fuerte…
El viejo Siset ya no dice nada;
se lo llevó un mal viento.
– él sabe hacia donde -,
mientras yo continúo bajo el portal.
Y cuando pasan los nuevos muchachos,
alzo la voz para cantar
el último canto que él me enseñó.
Si tiramos fuerte…
MURY
On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt.
Świec tysiące palili mu, znad głów podnosił się dym,
Śpiewał, że czas by runął mur…
Oni śpiewali wraz z nim:
Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!
Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i głów.
Śpiewali więc, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał,
I ciążył łańcuch, zwlekał świt…
On wciąż śpiewał i grał:
Wyrwij murom zęby krat!
Zerwij kajdany, połam bat!
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!
Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas,
I z pieśnią, że już blisko świt szli ulicami miast;
Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam ten nasz najgorszy wróg!
A śpiewak także był sam.
Patrzył na równy tłumów marsz,
Milczał wsłuchany w kroków huk,
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg…
Patrzy na równy tłumów marsz,
Milczy wsłuchany w kroków huk,
A mury rosną, rosną, rosną
Łańcuch kołysze się u nóg…
WALLS
He was inspired and young, they were a legion
He gave them strength with his song, singing that the dawn is near.
They’d light thousands candles for him, smoke rising over their heads,
He sang it was time for the wall to fall…
They sang together with him:
Pull the teeth of bars from the walls!
Tear off the chains, break the whip!
And the walls will fall, will fall, will fall
And will bury the old world!
Soon they knew the song by heart and just the melody without the words
Carried the old meaning, shivers through hearts and heads.
So they sung, clapped to the rhythm, their applause sounding like gunshots,
And the chain was a burden, the dawn was dawdling…
And he still sung and played:
Pull the teeth of bars from the walls!
Tear off the chains, break the whip!
And the walls will fall, will fall, will fall
And will bury the old world!
And they saw their numbers, they felt their strength and the time,
And singing that the dawn is near, they marched into the streets;
They destroyed monuments and uprooted pavements
— This one is with us! This one is against us!
Who’s alone is our worst enemy!
And the singer was also alone.
He looked at the steady march of the crowds,
Silent he listened to the thunder of their steps,
And the walls grew, grew, grew
The chain dangled at the feet…
He looks at the steady march of the crowds,
Silent he listens to the thunder of their steps,
And the walls are growing, growing, growing
The chain dangles at the feet…
Пока Земля еще вертится, пока еще ярок свет,
Господи, дай же Ты каждому, чего у него нет:
Мудрому дай голову, трусливому дай коня,
Дай счастливому денег… И не забудь про меня.
Пока Земля еще вертится, Господи, – Твоя власть! –
Дай рвущемуся к власти навластвоваться власть,
Дай передышку щедрому хоть до исхода дня.
Каину дай раскаянье… И не забудь про меня.
Я знаю: Ты все умеешь, Я верую в мудрость Твою,
Как верит солдат убитый, что он проживает в раю,
Как верит каждое ухо тихим речам Твоим,
Как веруем и мы сами, не ведая, что творим!
Господи, мой Боже, зеленоглазый мой,
Пока Земля еще вертится, и это ей странно самой,
Пока еще хватает времени и огня,
Дай же Ты всем понемногу… И не забудь про меня.
***
Tant que la terre tourne encore, tant que la lumière est vive,
Seigneur, donne à chacun ce qu’il n’a pas:
au sage une tête, au poltron un cheval,
à l’heureux de l’argent… Et ne m’oublie pas!
Tant que la terre tourne encore, Seigneur, c’est en ton pouvoir!
Donne à ceux qui veulent le pouvoir de régner à loisir,
Donne à souffler au généreux, au moins jusqu’au soir,
A Caïn donne le remords… Et ne m’oublie pas!
Je le sais : tu peux tout, je crois en ta Sagesse,
Comme un soldat tué croit vivre en Paradis,
Comme chaque oreille croit à tes doux propos,
Comme nous croyons nous-mêmes, ne sachant ce que nous faisons!
Seigneur, mon Dieu, mon doux Seigneur aux yeux verts!
Tant que tourne encore la terre, et cela paraît bien étrange,
Tant qu’il lui reste encore du temps et du feu,
Donne à chacun un peu… Et ne m’oublie pas.
***
Dopóki nam ziemia kreci się,
Dopóki jest tak czy siak
Panie ofiaruj każdemu z nas
Czego mu w życiu brak.
Mędrcowi darować głowę racz
Tchórzowi dać konia chciej,
Sypnij grosza szczęściarzom
I mnie w opiece swej miej. / 2x
Dopóki nam ziemia kręci się O Panie, daj nam znak. Władzy spragnionym uczyń By władza im poszła w smak. Hojnych puść między żebraków Niech się poczują lżej Daj Kainowi skruchę I mnie w opiece swej miej.
Ja wiem, że ty wszystko możesz Wierzę w Twą moc i gest. Jak wierzy żołnierz zabity Że w siódmym niebie jest. Jak zmysł każdy chłonie z wiarą Twój ledwie słyszalny głos Jak wszyscy wierzymy w Ciebie Nie wiedząc co niesie los.
Panie zielonooki mój, Boże jedyny spraw Dopóki nam ziemia kręci się Zdumiona obrotem spraw. Dopóki czasu i prochu Wciąż jeszcze wystarcza jej Dajże nam wszystkim po trochu I mnie w opiece swej miej.
Przełożył Tadeusz Boy-Żeleński
*** Solange die Erde sich noch dreht, Solange es noch das wärmende Licht gibt Bitte ich Dich Herr, gibt jedem, das, was er nicht hat
Dem Klugen gib einen Kopf, Dem Feigen gib ein Ross, Gib dem Glücklichen Geld, Und vergiss auch mich nicht. Solange die Erde sich noch dreht, Oh Herr, es liegt in deiner Macht. Gib dem Machthungrigen, die Macht die ihn befriedigt.
Gib eine Atempause dem Grosszügigen, und wenn, dann wenigstens bis zum Abend. Gib Kain (die Möglichkeit) zur Reue Und vergiss auch mich nicht.
Ich weiss das Du der Allmächtige bist, Ich glaube an deine Weisheit, So wie der getötete Soldat glaubt, dass er weiterleben wird – im Paradies.
So wie jedes Ohr deinen leisen Worten glaubt, So wie wir uns selber glauben, nicht wissend, was wir tun!
Oh Herr, mein allmächtiger Gott,
mit deinen Immergrünen Augen!
Solange die Erde sich noch dreht,
worüber sie sich selbst wundert,
Solange sie noch genung Zeit und Feuer hat, Gib doch allen ein wenig, Und vergiss auch mich nicht.
***
While the world is still turning, while the daylight is broad,
Oh Lord, pray, please give everyone what he or she hasn’t got.
Give the timid a horse to ride, give the wise a bright head,
Give the fortunate money and about me don’t forget!
While the world is still turning, Lord, You are omnipotent, Let those striving for power wield it to their heart’s content. Give a break to the generous, at least for a day or two, Pray, give Cain repentance, and remember me, too!
I know You are almighty, and I believe You are wise Like a soldier killed in a battle believes he’s in paradise. Like every eared creature believes, oh, my Lord, in You, Like we believe, doing something, not knowing what we do.
Oh Lord, oh my sweet Lord, my blue eyed Lord, You’re good! While the world is still turning, wondering, why it should, While it has got sufficient fire and time, as You see, Give each a little of something and remember about me!
Irena Kuran-Bogucka
Zdjęcia z wystawy – Fotos von einer Ausstellung – Exhibion´s Fotos
Dariusz Drapella
Była graficzką i tłumaczką poezji, przede wszystkim hiszpańskiej, ale również i niemieckiej. / Sie war eine Graphikerin und Übersetzerin der spanischen und deutschen Dichtung. / She was graphic and translator of Spanish and German poetry.
To widać – to mój zaczytany egzemplarz Lorki.
Man sieht es – das ist mein zerlesener Exemplar von Mamas Übersetzungen Lorcas.
It is my book of Mom´s translation of Lorca. One could see, that I red it and red it ever again.
Das inDeutschland am besten bekannte Bild und früheste Meisterwerk des Malers: Carl Spitzweg, Der arme Dichter 1839, Neue Pinakothek (Wikipedia Commons)
Weniger Lesungen, gekürzte Stipendien, steigende Lebenshaltungskosten. Ein Großteil der Schriftsteller zählt zu den Geringverdienern und kann von materieller Sicherheit nur träumen.
Die derzeitigen Lebensbedingungen von Schriftstellern sind objektiv schwer zu ermitteln. Es scheint, als ob sich eine immer größere Kluft auftut zwischen wenigen Großverdienern und den »Prekären«, also der absoluten Mehrheit.
Zwar werden Schriftsteller stärker als je zuvor in den Medien als Stars inszeniert. Eine Handvoll von ihnen hat sogar eine eigene Fernsehsendung, wie Wladimir Kaminer oder Thea Dorn. Allerdings können immer weniger Schriftsteller vom Schreiben allein leben. Viele Autoren verdienen so wenig, dass sie kaum den monatlichen Beitrag zur Künstlersozialkasse entrichten können. Der Stern ging vor einiger Zeit der Frage nach, wie viel Schriftsteller denn nun verdienen. Das Ergebnis war niederschmetternd: Durchschnittlich waren es 955 Euro brutto monatlich. Das Einkommen eines Buchhändlers wurde dagegen mit immerhin 1 700 Euro brutto angegeben.
Nicht ohne Grund siedeln viele deutschsprachige Autoren in Länder um, in denen die Lebenshaltungskosten geringer sind. Offiziell heißt es dann zwar, der Autor möge vor allem die besondere Lebensart oder die schöne Landschaft. Nicht selten stecken dahinter aber wirtschaftliche Zwänge.
Die Literaturagentin Karin Graf ist überzeugt, dass sich die Arbeits- und Lohnverhältnisse von Schriftstellern in den vergangenen zehn Jahren wesentlich verschlechtert haben. Das liegt auch an den insgesamt gestiegenen Lebenshaltungskosten, die es Geringverdienern immer schwerer machen, ein halbwegs passables Leben zu führen. Zum anderen fehlen die Einnahmen. Die Zahl der in Deutschland stattfindenden Lesungen hat sich beispielsweise innerhalb von zehn Jahren von 30 000 auf 10 000 verringert. Viele Buchhandlungen und Literaturcafés haben Lesereihen mit monatlichen Terminen abgesetzt und bieten sie nur noch vierteljährlich an. Fast jeder Autor, den ich kenne, sagt, er habe weniger Lesungsanfragen als früher. Da die Mehrzahl der Autoren nicht vom Buchverkauf allein leben kann, sondern sich maßgeblich durch Lesungshonorare finanziert, bedeutet dieser Rückgang enorme finanzielle Verluste.
Eine weitere wichtige Einnahmequelle für Autoren sind Stipendien und Arbeitsaufenthalte. Doch die Träger haben das Budget in den vergangenen Jahren zumeist gekürzt. So erhält ein Stipendiat des Künstlerhauses Lukas in Ahrenshoop an der Ostsee heutzutage die Hälfte dessen, was ein Stipendiat vor fünf Jahren erhielt: 500 statt 1 000 Euro – für einen gesamten Monat. Von dieser Summe muss schließlich auch die Miete für die eigene Wohnung daheim bezahlt werden. Ich erinnere mich an einen Aufenthalt in Flandern/Belgien, bei dem ich ein Stipendium über 600 Euro für einen Monat erhielt. Mit den Lesungen, die ich in dieser Zeit in Deutschland absagen musste, hätte ich mehr verdient. Zuweilen bieten Stipendien dem Autoren auch lediglich freies Wohnen, aber kein Geld.
Je älter die Autoren werden, desto schwieriger wird oftmals ihre wirtschaftliche Situation. Jüngere Schriftsteller erhalten häufiger Stipendien als ältere. Viele Stipendien werden ohnehin nur bis zu einer Altersgrenze von 35 Jahren vergeben. Auch können Jüngere eher noch auf familiäre Unterstützung zählen. Insbesondere den Schriftstellern, die in den kommenden Jahren das Rentenalter erreichen, steht ein Leben in Armut bevor. Da die Künstlersozialkasse erst 1983 gegründet wurde, können sie den vollen Versicherungszeitraum von 40 Jahren gar nicht abdecken. Falls sie sich nicht zuvor privat versichert haben, was wegen der geringen Einkommens bei den wenigsten der Fall sein dürfte, sind sie auf staatliche Transferleistungen angewiesen – es sei denn, dass sich doch noch ein umwerfender Erfolg einstellt.
Ein psychisches Problem vieler Schriftsteller ist, dass es ihnen oft an Selbstbewusstsein mangelt, was den Wert ihrer Arbeit angeht. Während niemand von einem Zahnarzt erwarten würde, dass er seinen Job umsonst macht, werden Schriftsteller dauernd gefragt, ob sie bereit seien, auch ohne Honorar aufzutreten, zu lesen, zu debattieren, zu unterrichten oder eine Geschichte zu schreiben. Der Münchener Schriftsteller Georg M. Oswald hat diese Haltung in einem Essay für die Welt beschrieben: »Ich bekam einen Preis für mein Buch, den Bayerischen Staatsförderpreis, dotiert mit 10 000 Mark, was den Gesamtbetrag meiner Einkünfte durch ›Das Loch‹ auf 42 000 Mark erhöhte. Auch heute noch finde ich, das ist eine stattliche Summe für ein erstes Buch. Rechnete man einen Stundenlohn aus, erschien sie allerdings weniger glänzend. Aber so habe ich die Sache nicht gesehen. Ich hätte die Geschichten ja auch geschrieben, wenn mir niemand Geld dafür gegeben hätte, und so sah ich jede Mark, die ich dafür bekam, als Gewinn an, als Belohnung.«
Leider sind viele Schriftsteller, ob aus purer Unkenntnis oder aus Abneigung gegen die Beschäftigung mit dem Thema Geld, nicht gerade geschickt darin, über ihre Honorare zu verhandeln. Manche delegieren diesen Teil der Arbeit an Literaturagenten, die jedoch weniger Aufgaben als etwa die Booking-Agenten im Musikbetrieb übernehmen und zum Beispiel keine Auftritte organisieren.
Weil Autoren meist Künstler, Manager, Rechercheur und Sekretär in Personalunion sind, müssen sie ständig zwischen verschiedenen Rollen wechseln. Die notwendige Bewältigung unglaublich vieler kommunikativer und administrativer Aufgaben verträgt sich überdies schlecht mit einem introvertierten, romantischen oder weltfremden Gemüt. Als 15jährige wollte ich Schriftstellerin werden, weil ich mir einbildete, dann in Ruhe zu Hause am Schreibtisch sitzen und all die verwirrenden Gedanken in meinem Kopf ordnen und zu Papier bringen zu können. Auch meine Generation ist letzlich noch von Spitzwegs Bild des Dichters im stillen Dachstübchen geprägt. Nie hätte ich gedacht, in welchem Maße der Schriftsteller eine öffentliche Person geworden ist. Der Alltag des Literaten ist geprägt von Lesungen, Fernsehauftritten, Podiumsdiskussionen, Debattenbeiträgen, Radiointerviews, Fotoshootings, Terminen beim Steuerberater, der Suche nach dem richtigen Agenten, Gesprächen mit Schülern oder Studenten und Reisen im In- und Ausland. Das Schreiben an fremden Orten, das Leben und Arbeiten mit einem »mobilen Büro« gehören dazu. All diese Anforderungen, die raschen Themen- und Ortswechsel, produzieren eine große Unruhe, die sich unmittelbar auf das Schreiben auswirkt und nicht gerade förderlich dabei ist, zu umfangreichen Epochenromanen auszuholen. Nur wenige Gutverdiener können es sich leisten, die Teilnahme an öffentlichkeitswirksamen Veranstaltungen auch einmal abzusagen, um sich ins berühmte Dachstübchen zurückzuziehen. Nicht wenige entdecken deshalb die kleine Form für sich, wandern in den Journalismus ab oder schreiben ein 80-Seiten-Büchlein, das eigentlich »Erzählung« genannt werden müsste, vom Verlag aber aus verkaufstechnischen Gründen mit der Gattungsbezeichnung »Roman« beworben wird. Manchmal, selten, wird solch ein Werk über Nacht ein Bombenerfolg. Judith Hermanns »Sommerhaus, später« (250 000 verkaufte Exemplare) war ein Kurzgeschichtendebüt von 107 Seiten. Ebenso überraschend werden gestandene Autoren von ihren Verlagen vor die Tür gesetzt, weil sich ihre letzten Bücher nicht gut verkauft haben. Dann bleibt das Unterrichten an Volkshochschulen oder das Taxifahren, wenn sich kein zahlungskräftiger Verlag mehr findet.
Der Schriftsteller Georg M. Oswald schließt seinen Essay mit den Sätzen: »Sie sehen, es gibt keinerlei erkennbare Gesetzmäßigkeiten, nach denen sich literarischer oder kommerzieller Erfolg voraussagen ließe. Zurück also zum Ausgangspunkt: Gibt es den Beruf des Schriftstellers überhaupt? Gegenfrage: Gibt es den Beruf des Lottospielers? Nein, es gibt nur Leute, die es nicht lassen können.«