Gül und die Geister

Anne Schmidt

Vorwürfe

Trotz all dieser Überlegungen ist Frau Schulz erschüttert. Zugleich stellt sie sich die Frage nach ihrer eigenen Hilfeleistung. Warum hat sie kein Gespräch mit Gül geführt, als diese – Daumen lutschend – den Bekenntnissen ihrer Freundinnen lauschte? Warum hat sie Gül nicht auf der Klassenreise nach den Gründen für nächtliches Einnässen gefragt? Sie hätte sich denken müssen, dass mit Gül etwas nicht stimmte, aber sie hatte nicht indiskret sein wollen, hatte geglaubt, Gül würde von sich aus das Gespräch suchen, wenn sie es brauchte.

Aber Gül hatte still zugehört  wenn Jenny und Nuren von den Jungs erzählten, die sie anhimmelten oder von denen sie angehimmelt wurden; meistens liefen die Sympathien nicht parallel, sodass sich öfter kleine Dramen anbahnten, die in letzter Minute abgewendet werden konnten. Gül erinnert sie daran, dass Nuren Stunden lang gesucht werden musste, bis sie jemand weinend am Straßenrand an einer Ausfallstraße fand, wo sie sich aus Liebeskummer vor einen Lastwagen hatte werfen wollen.

Gül erzählt von diesem Vorfall, als hätte er gestern stattgefunden.

“Verstehen Sie, Frau Schulz, dass ich meine eigenen Probleme hinter dem Stress, den die anderen Mädchen hatten, gut verstecken konnte? Ich wollte nicht an zu Hause denken. Sie und Herr Müller hatten so viel mit den Anderen zu tun, dass ich Sie nicht mit meiner Familiengeschichte belästigen wollte; sie sollte für zehn Tage nicht mehr vohanden sein.”

Frau Schulz fragt, ob sie etwas von dem Besuch der Anderen bei “Wildwasser” erfahren habe.

Gül lächelt: “Ich war selber mit Jenny dort.” Frau Schulz ist erstaunt, weil sie nur die drei anderen Mädchen dort angemeldet hatte. “Das stimmt,” pflichtet ihr Gül bei, “ich bin mit Jenny später noch einmal hingegangen, aber ich habe nichts gesagt. Jenny hat von ihrer Mutter erzählt, die von ihrem arabischen Liebhaber mehrere Tage in einem Keller gefangen worden sei. Ich konnte das, was mit der Mutter dort angeblich passiert war, kaum glauben. Ich habe nur zugehört und selber keinen Ton gesagt. Mein eigenes Problem kam mir plötzlich zu unwichtig vor, um Jenny zu unterbrechen.”

Gül kratzt mit dem Löffelchen den letzten Rest Zucker aus ihrer Kaffeetasse.

“Jetzt habe ich vielleicht aids,” platzt es aus ihr heraus. “Meinen Mann bin ich zwar losgeworden, aber selber muss ich vielleicht bald sterben.” Sie sieht Frau Schulz fast trotzig an. Frau Schulz legt ihre Hand auf Güls Arm.

“Wie bist du deinen Mann losgeworden?”, fragt sie möglichst unaufgeregt.

“Eine Sozialarbeiterin in der Klinik hat mir geholfen, die richtigen Schritte zu tun. Wie Sie vielleicht wissen, muss nach einer Heirat in der Türkei der türkische Ehepartner ein Jahr warten, bis er für Deutschland ein Visum bekommt. Und auch das nicht immer. Das war mein Glück. Als ich nach den schrecklichen Tagen in Anatolien wieder nach Berlin zurückkam, hatte meine älteste Schwester mich inzwischen von der Schule abgemeldet und mir einen Job bei einer Firma für Gebäudereinigung besorgt. Ich wohnte weiterhin bei meinen Eltern und musste mir jeden Tag anhören, wie teuer die Wiederherstellung meiner Ehre gewesen sei und dass ich alle Ausgaben natürlich zurückzahlen müsse. Jeden Tag, wenn ich von der Arbeit kam, zeigte mir meine Mutter auf dem Kalender, wie viele Monate und Tage es noch bis zum Eintreffen von Ömer dauern werde.  Ich konnte kaum noch essen, redete mit niemandem und hatte bald keine Kraft mehr, die schwere Bohnermaschine zu bedienen.  Ich ließ mir vom Arzt Schmerzmittel verschreiben und nahm noch am selben Abend zehn Pillen auf einmal.”

Maj

Andrzej Rejman

Nie dla ciebie maj zielony…

1_Jezioro_Spychowskie_maj_2016Jezioro Spychowskie, pow Szczytno maj 2016

Wiersz napisany przez Salinę Baniewicz w 1949 roku w Warszawie do syna, Antosia (ps. Wilczyński), który zginął w Powstaniu Warszawskim na Żoliborzu, 29 września 1944.

2_Antoni_Baniewicz_1923-1944NIE DLA CIEBIE

Nie dla Ciebie znów zawitał w nasze strony
rozśpiewany, roześmiany – maj zielony,
Nie dla Ciebie złote słońce śle promienie,
lecz o Tobie szumia lasy i strumienie.

Nie dla Ciebie pachnie dzisiaj kwiat jabłoni;
Nie dla Ciebie konik polny w trawie dzwoni;
i obłoki po tym niebie turkusowym
nie do Ciebie płyną szlakiem opalowym

Wczesnym rankiem z liści klonu krople rosy
nie opadną już na Twoje jasne włosy
Powiew wiosny Twego czola nie opala
i nie nęci cichym pluskiem srebrna fala.

Antoni Baniewicz (1923-1944)

Ciebie nawet wiatr gwałtowny nie ochłodzi
i w wytchnieniu po Twej pracy – nie przeszkodzi;
a wołanie nieszczęśliwych żywych ludzi
do żadnego czynu Ciebie – nie obudzi.

Mój Syneczku, mój rodzony, mój jedyny –
już nie widzisz, jak tu rosną jarzębiny,
jak ruszają niespokojnie gałęziami,
jakby płaczące nad powstańców mogiłami.

Mój Syneczku, mój jedyny, mój rodzony –
nie dla Ciebie zakwitł znowu maj zielony;
nie dla Ciebie sypnął zlotem światlocieni…
chyba tylko łka po Tobie – szmer strumieni.

Salina Baniewicz Warszawa, 1949 r.

Festiwal piosenki natrętnej VIII

W niedzielę to ja pisałam o tej podróży…

Tomasz Fetzki

Epitafium dla frajera, czyli natręctwo zapośredniczone

Trzeba powiedzieć otwarcie: ta rajza miała rys szaleństwa, żeby już nie stwierdzić wprost, iż była kompletnie wariacka. W jeden dzień przemierzyć kraj wszerz, poczynając od Lublina, zrobić przy tym krótkie acz treściwe repetytorium z historii Polski (wizyty w Lubartowie, Kocku, Dęblinie, Kozienicach, Warce, Grajewie i Żyrardowie), pozostawić Szefową Blogu w Świebodzinie na blokach startowych do ostatniego skoku ku Berlinowi, i jeszcze zdążyć wraz z Viatorką zasiąść, pięć minut przed rozpoczęciem koncertu, na widowni zielonogórskiej filharmonii! Nooo, chapeau bas!

Koncert dała Piwnica pod Baranami. Jubileuszowy, wszak sześćdziesięciolecie… I jak zwykle pełen prezentacji różnorodnych, a smakowitych.

I dwa natręctwa męczą po tym koncercie Viatora. I trwa to już dwa tygodnie. Jedno wprost związane z Piwnicą, drugie pośrednio. Dziś będzie o tym drugim. Za czas jakiś – o pierwszym.

Piosenka Przyjacielu na błękitach, skomponowana i śpiewana przez Piotra Kubowicza, jest piękna sama w sobie. Ale, skoro przywołuje Jonasza Koftę, musiała Viatorowi przypomnieć inny utwór, jonaszowy właśnie. Zresztą ten utwór i tak by kiedyś w końcu wrócił. Zawsze wraca. Cyklicznie, można by rzecz. Bo też i cyklicznie staje się aktualny. Tak w wymiarze jednostkowym, jak i społecznym. Niestety.

Niestety, można stracić miłość: to nie takie trudne niestety, wystarczy dokładnie przyjrzeć się ludziom. Można stracić wiarę; właściwie to cud, że się ją jeszcze ma! Można nawet stracić nadzieję (to wtedy, gdy nikogo nie ma obok, tylko szepcąca, służalcza próżnia…). Nie można tylko stracić godności. Nie wolno, za żadną cenę!

Ot, frajer z ciebie, mój Viatorze. Nie można? Nie wolno? Popatrz: godność wyprzedaje się na samym początku. Za grosze. Właściwie – srebrniki. Za tak marne grosze, iż litość by brała dla tych sprzedawców, gdyby nie to, że obrzydzenie bierze.

I jeszcze jedno, zanim zaczniecie słuchać, siostrzyczki i braciszkowie spod jednej anatemy. Nie chciałby Viator trącać strun emfazy, ale musi to powiedzieć, gdyż zawsze tak uważał: wykonanie Janusza Gajosa jest absolutnie GENIALNE. Żeby w kilka sekund przeistoczyć się z mędrca i poety w kaprawego, prymitywnego pijaczynę, takiego mrożkowego Edka, który, gdy tylko nadarzy się okazja, weźmie nas za mordę? Nooo, chapeau bas!

***

Video niedostępne. Sorry. 

My, emigranci…

Start http://www.archiwumemigranta.pl

otwarcieME1

W maju 20015 r., w Gdyni, w budynku dawnego Dworca Morskiego, otwarte zostało Muzeum Emigracji. Po roku ruszył pierwszy portal z emigracyjnymi historiami Polek i Polaków.

100 emigracyjnych historii już online!

Ruszyła strona www.archiwumemigranta.pl, na której można obejrzeć, wysłuchać bądź przeczytać emigracyjne historie Polek i Polaków. Muzeum Emigracji w Gdyni udostępniło pierwszych sto historii ze swojego archiwum. O emigracji opowiadają m.in. Agnieszka Holland, Mariusz Czerkawski, Czesław Mozil czy Zbigniew Boniek. Teraz archiwum działa globalnie i każdy kto chciałby opowiedzieć o doświadczeniu swoim bądź swoich bliskich, może to zrobić online.

Strona pozwala szukać historii według klucza kraju, nazwiska, tematu bądź dekady. Historiom towarzyszą biogramy, portrety a nierzadko także fotografie z domowych archiwów bądź inne pamiątki. Najstarsza historia sięga 1908 roku i jest nią bogato ilustrowana, porywająca historia rodu Petrylów. Przeżycia z pracy w kopalni w Chicago Jana Petryli z 1908 roku, jak i historię rozproszonej dziś po świecie rodziny poznajemy z perspektywy jego prawnuczki. Barbara Jędrys podjęła się próby rozrysowania drzewa genealogicznego i zadbania o rodzinne relacje pomimo setek kilometrów dzielących krewnych. Pani Barbara powierzyła Muzeum swoje wspomnienia na długo przed otwarciem placówki w maju zeszłego roku.

Muzeum szuka i dokumentuje emigracyjne relacje w projekcie pod nazwą Archiwum Emigranta. Budują go wywiady audio, filmy, jak i spisane historie Polaków z całego świata. W archiwum są już relacje z 28 krajów, najliczniej reprezentowane są Stany Zjednoczone i Anglia, ale nie brakuje też tak egzotycznych kierunków jak Liberia, Tajlandia czy Arabia Saudyjska.

Historią Polski jest dla nas historią wszystkich Polaków – zarówno tych żyjących w kraju, jak i poza jego granicami. Chcemy, aby ten wielogłos emigrantów, reemigrantów i imigrantów inspirował do dyskusji i debaty społecznej na temat dawnej i współczesnej emigracji.– komentuje start projektu, Karolina Grabowicz-Matyjas, dyrektorka placówki.

Nie ma dwóch takich samych historii emigracyjnych. W Archiwum Emigranta znajdziemy szczęśliwe historie sukcesów „naszych” za granicą, jak i przymusowe wyjazdy związane z wojną, Marcem ’68, czy emigracją solidarnościową. Wyjątkowo poruszająca jest opowieść „dzieci maharadży”, Jerzego Tomaszka i jego siostry Iwony Świętochowskiej, których siedmioletnia wędrówka prowadziła od Iranu, przez osiedle dla polskich sierot maharadży Jam Saheb Digvijaysinhji w Balachadi, po obozy dla uchodźców w Afryce. Do Polski powrócili szczęśliwie w trójkę, razem w z mamą, w 1947 roku, osiedlając się na stałe w Bytomiu.

W portalu obejrzeć można również m.in. wywiady z uciekinierami z PRL. Konstanty Bilewicz opowiada o swojej sensacyjnej ucieczce na pokładzie Stefana Batorego, kiedy to z narażeniem życia podszywał się pod członka załogi, by przedostać się do Kopenhagi. Emigrował w 1973 – „niewłaściwe pochodzenie” i udział w wydarzeniach grudniowych stały się przyczyną prześladowań ze strony władzy PRL, które skłoniły go do emigracji.

Gros emigracyjnych historii to jednak współczesne doświadczenia Polek i Polaków. Dowiadujemy się z nich, dlaczego wyjechali, jak żyje im się na emigracji, co w nich zmieniła, jakie mają trudności, z czego są dumni. Opowiadają o swoich marzeniach, czasem iluzjach, tęsknotach i oczekiwaniach. Archiwum Emigranta to dzieło otwarte, które Muzeum buduje razem z Polakami i Polkami z całego świata. Każdy może dodać swoją część tej wielkiej opowieści.

Kluczową częścią projektu jest archiwum historii mówionej. Muzeum prowadzi działania badawczo-dokumentacyjne w różnych regionach świata. W 2015 roku swój finał miał polsko-amerykański projekt „Oblicza Polonii: Mieszkańcy Hamtramck” odkrywający historię wyjątkowej polskiej enklawy spod Detroit. Niegdyś dziewięciu na dziesięciu mieszkańców miasta było Polakami. Dziś na ulicach słyszy się 26 języków, a społeczność tworzą migranci z Polski, Bangladeszu, Jemenu, Bośni czy Ukrainy. Wywiady i zdjęcia Polaków z Hamtramck budują jedną z kolekcji tematycznych na stronie archiwumemigranta.pl.

 Aktywnie poszukujemy ważnych tematów emigracyjnych, ciekawych bohaterów czy środowisk, które warto zbadać i udokumentować. Nasza działalność badawcza jest też sprzężona z projektami kulturalno-edukacyjnymi, które szeroko interpretują historie emigrantów. Dzięki temu możemy tłumaczyć historię jak i współczesne, migracyjne zmiany na świecie prezentując wiele, osobistych – często diametralnie różnych od siebie – perspektyw. – podsumowuje Olga Blumczyńska, koordynatorka archiwum historii mówionej w MEG.

otwarcieME2

Kontakt dla mediów:

Joanna Wojdyło
Rzeczniczka

j.wojdylo@muzeumemigracji.pl
T: 606 167 972

Olga Blumczyńska
koordynatorka archiwum historii mówionej
o.blumczynska@muzeumemigracji.pl

T: 735 955 617

***

Zdjęcia z otwarcia Muzeum: Ewa Maria Slaska

Podróż przez Polskę

Ewa Maria Slaska

Byłam…

Byłam w Polsce. W dwóch dużych miastach i kilku małych. Polska jest piękna, nawet ta w ruinie, wyglądała jak kosz kwiatów. Było słonecznie i wszędzie kwitły sady… Kocham Polskę.
Polska jest obrzydliwa, nawet w tej nie zrujnowanej czają się złe myśli, zacofanie, ciemnogród, przepisywanie historii na nowo i po swojemu… Nie cierpię Polski.

Gender (2)

Na wyższej uczelni gazetki ścienne jak za czasów komuny, tylko zamiast socjalistycznych hasełek Gender i Chazan. Nie doczytałam, ale zdaje się, że jest felietonistą-komentatorem w jakiejś obskuranckiej gazecinie. Twierdzi, że wirus Zika nie uprawnia aborcji i powołuje się na deklarację episkopatu… Brazylii.

W pięknym mieście, w którym mordowano Polaków i Żydów, dominują tablice upamiętniające Piłsudskiego, Legiony, Żołnierzy Wyklętych, ofiary socjalizmu, Katyń i Smoleńsk. Pozostała część Historii przestała się liczyć.

Tak będzie wszędzie po drodze, dopóki nie opuścimy “prawdziwej” Polski i nie wjedziemy na autostradę.

tablice

Gdzie niegdzie pozostają resztki po pamięci, można by rzec – pamiątkowe śmieci…

pamiatkowesmieci

Czasem wchodzisz i masz poczucie, że jesteś “u siebie”, jest dobrze, po franciszkańsku wręcz…

podroz po polsce (42)

…dobra kawa, wegetariańskie jedzenie, książki, sztuka, filozofia… właściciele z dużym poczuciem humoru i smaku potrafili zrobić coś wśród ruin, podoba ci się. Kupujesz książkę, pijesz kawę…

kawiarnia

I oglądasz dekoracje. Takie miłe: Żyd z pieniążkiem, papużka na katarynce, podkowa nad drzwiami…Cóż to za problem, że Żyd z pieniążkiem? Czepiam się. Wiem.

W całym mieście śluby. Kolejka do ślubu, kolejka ślubów, kolejka do składania życzeń. Takie same panny młode, takie same nogi…

podroz po polsce (18)
podroz po polsce (19)

Właśnie rzucam w kosmos retoryczne pytanie, dlaczego? Dlaczego wszystko jest takie samo, gdy w zaułku pojawia się dziewczyna z Malczewskiego i Przybyszewskiego…

podroz po polsce (15)

To też Polska… Ta młoda para uratowała moją podróż po kraju ojczystym. Jeszcze nie wszystko zabrali oni, sklonowani, tacy sami, ciemni, bez cienia własnej myśli, jeszcze są ta dziewczyna i jej mąż, i ich świadkowie…

PS. Wracam do Berlina. Sąsiad (aka Berlin-Knipser) podsyła mi kilka nowych zdjęć. Jaka to ulga, gdy po porcji patetycznego patriotyzmu wraca się do berlińskiej arogancji, ironii i luzu. Golasy i pomnik słonia… Niech żyje Berlin!



Wurzel von 2

Aus unserer Reihe

Lesungen vom Blog in der Regenbogenfabrik, wo schon so viele von uns gelesen haben, diesmal

tratatatata tata tata!

Emanuela Danielewicz. Lesung und Konzert.

10.5.16 | 20 Uhr | RegenbogenCafé
Lausitzerstr. 22
10999 Berlin

Emanuela Danielewicz ist Fotografin und Erzählerin. Sie hat den Verein Kosmopolen 2008 gegründet, zeigt Fotos und liest ausgewählte Texte.

plakatRobert Kusiolek (Akkordeon)
…hat die Musikakademie mit Auszeichnung in Poznan / Polen abgeschlossen und studiert seit 2007 an der HMTMH in der Solistenklasse von Frau Prof. Elsbeth Moser…. Kusiolek ist Preisträger der Internationalen Akkordeonwettbewerbe (Kammermusik) in St. Petersburg/Russland 2003, in Poprad/Slowakei 2003, in Przemysl/Polen 2003, in Klingenthal/Deutschland 2004 und in Castelfidardo/talien 2006. Robert Kusiolek hat auf dem Label: Multikulti Project die international sehr gut besprochene CD “NUNTIUM” 2011, “the universe” 2014 und für 2015 “Qui Pro Quo” veröffentlicht.

Elena Chekanova (Elektronik)
… wurde in Jefremow (Russl.) geboren. 2000 schloss sie die „Michail Oginsky Musikschule” Fakultät Chordirigieren mit Auszeichnung ab und erhielt von 2002-2007 ein Stipendium der polnischen Regierung für Dirigierkurse bei John Elliot Cobbs, Jose Maria Rodilla Tortajada und Ahim Holub in Polen & Österreich. Im Juni 2007 debütierte sie erfolgreich mit dem Torunischen Symphonieorchester und schloss mit der Bestnote den Studiengang Orchester- und Operdirigieren bei Prof. Jerzy Salwarowski in Poznan (Polen) ab. Im 2007 wurde sie als Dirigentin vom Arche NewMusicEnsemble eingeladen und gibt seitdem regelmäßig mit diesem Ensemble zahlreiche Konzerte, auch Uraufführungen u.a. mit Kosmopolen e.V. im Rahmen NEW Polish Tunes. Seit 2010 studiert Elena Chekanova in der Dirigierklasse im Rahmen des Solistenstudiums bei Prof. Eiji Oue an der Hochschule für Musik, Theater und Medien Hannover.
Ausserdem ist sie seit 2009 in der Masterschule vom weltweit renommierten Maestro M. Jurowski.

Eintritt frei – Spenden willkommen.

Und noch morgen:
Mittwoch, 11. Mai 2016, 19.00 Uhr

Artur Beckers Buch: Kosmopolen Essays / Weisbookverlag – April 2016 wird im Willi Brand Haus Berlin vorgestellt

Kommen! Gehen! Lesen!

becker

 

Słowo o patriotyzmie

Roman Brodowski

Festiwal Poloneza

Historia Polski, historia polskiego narodu, zwłaszcza ta na przestrzeni ostatnich dwustu pięćdziesięciu lat pokazuje, jak szybko niezgoda społeczna może osłabić znaczenie państwa i to zarówno pod wzgędem militarnym jak i politycznym.

Pomijając okres przedrozbiorowy, czasy Konfederacji Barskiej i I rozbioru pozbawionej już wcześniej suwerenności na rzecz caratu Polski, dokonanego na mocy układu Rosyjsko-Pruskiego zawartego w lutym 1772 roku, przypomnę nieco późniejsze fakty z naszej historii, czyli czas Sejmu Czteroletniego, uchwalenia Konstytucji 3 Maja oraz II rozbioru, będącego następstwem podziałów w narodzie, jakie nastąpiły w wyniku jej uchwalenia.

Odebranie wielu dotychczasowych przywilejów zarówno magnaterii jak i szlachcie (między innym zakaz udziału szlachty w sejmikach, czy też zmiejszenie wpływów magnatów na wybór króla), zniesienie Liberum Veto oraz zapewnienie równości wszystkim wyznaniom religijnym, istniejącym na terenie królestwa, nie były jedyną „kością niezgody”, ale to właśnie te założenia ustawy doprowadziły do zawiązania się wśród jej przeciwników konfederacji zwanej (od nazwy miasteczka, gdzie się zawiązała) Targowicą.

Targowiczanie (w skład których wchodziły wibitne postaci elity polskiego społeczeństwa jak na przykład: Stanisław Szczęsny Potocki, hetman wielki koronny Franciszek Ksawery Branicki, hetman polny koronny Seweryn Rzewuski oraz znakomita elita kościoła katolickiego) nie mając dostatecznej siły, by zapobiec procesowi wdrażania w życie uchwalonych przez Sejm nowych przepisów prawa, zwrócili się o pomoc do carycy Katarzyny, aby ta nie dopuściła do przeprowadzenia reform. W konsekwencji na Rzeczpospolitą ruszyła stutysięczna armia rosyjska. O wiele mniej liczne Wojsko Polskie pod dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego, mimo spektakularnych zwycięstw pod Dubienką i Zieleńcami, nie było w stanie obronić państwa.

Epilogiem wojny polsko-rosyjskiej 1792 roku i rządów Targowicy był II rozbiór Polski, dokonany w styczniu 1793 roku przez Rosję i Prusy. W 1795 roku nastąpił kolejny rozbiór, po którym Polska przestała istnieć na geopolitycznej mapie świata. Kolejne 125 lat naród polski walczył różnymi sposobami o zachowanie swojej tożsamości religijnej i społecznej, o zachowanie języka oraz tradycji.

Pominę tu zrywy patriotyczne Polaków w postaci powstań ogólnonarodowych i lokalnych, tym niech zajmują się historycy – broń Boże pseudo, jakich dzisiaj mamy pod dostatkiem, a skupię uwagę na roli ludzi kultury. To właśnie oni wierszem, prozą, muzyką, pobudzali polski naród do trwania, bezustannie przypominając o jego przeszłości, zaszczepiali nadzieję, nawoływali do walki. Mickiewicz, Słowacki, Norwid, Chopin, Moniuszko, to tyko niektórzy z tych, którym jesteśmy wdzięczni za ich narodowe dzieła.

Wśród nich był ktoś, kogo nie sposób pominąć, ktoś o kim wie prawie że każdy maturzysta, każdy meloman i … każdy Polak. Mowa tu o twórcy Poloneza „Pożegnanie z Ojczyzną”, zwanego potocznie Polonezem Ogińskiego.

Książę Michał Kleofas Ogiński urodził się w 1765 roku był nie tylko kompozytorem, tworzącym polonezy, walce, mazurki czy też marsze (Marsz polskich Legionów w Lombardii), ale był też senatorem w rządzie Aleksandra I, walczącym o sprawy Polaków, żyjących w rosyjskim zaborze.

Dlaczego wspominam właśnie jego i właśnie dzisiaj?

Odpowiedź jest związana z corocznym „Festiwalem Poloneza”, jaki od 23 lat odbywa się w małym prowincjonalnym miasteczku na naszych byłych Kresach a dzisiaj na terenie Białorusi, w Słonimiu nieopodal Kosowa – miejsca urodzin Tadeusza Kościuszki. To właśnie w tym miasteczku przed laty polska patriotka, nauczycielka, więźniarka z Sybiru, pani Leonarda Rewkowska, dla przypomnienia postaci Kleofasa księcia Ogińskiego, zorganizowała po raz pierwszy „Festiwal Poloneza”. Pani Leonarda była pierwszą przewodniczącą oddziału słonimskiego Stowarzyszenia Polaków na Białorusi oraz założycielką Domu Polskiego w Słonimiu. Jako współtwórczyni zespołu folklorystycznego, mimo podeszłego już wieku, do dzisiaj wraz z nim śpiewa nasze polskie narodowe pieśni.

Wracając do festiwalu – na przestrzeni lat z małej lokalnej imprezy przeszkształcił się w wielkie międzynarodowe wydarzenie, odbywające się zawsze w ostatnią sobotę maja. Rozpoczyna się wczesnym porankiem od przemarszu barwnych zespołów folklorystycznych po nadbrzeżnym bulwarze przepływającego przez miasto kanału – Kanału Ogińskiego (nota bene budowniczy kanału, Michał Kazimierz Ogiński, był kuzynem ojca kompozytora).

Następnie na ustawionej na secesyjnym ryneczku scenie odbywa się Konkurs różnych form przedstawiania utworu Ogińskiego (ale nie tylko jego), począwszy od tańca, poprzez interpretacje muzyczne, a na żywym słowie skończywszy. Przegląd trwa zazwyczaj do wczesnych godzin popołudniowych. Po czym zarówno Jury festiwalu jak i jego uczestnicy udają się na wspólny obiad. Po południu wyłonieni zostają laureaci konkursu. Później, po ogłoszeniu wyników i wręczenie nagród (dokonuje tego zazwyczaj przedstawiciel ministerstwa kultury Białorusi), odbywa się występ laureatów. Wieczorem zaś zaczyna się festyn i trwa do północy.

Dzięki moim białoruskim przyjaciołom i ja kolejny już raz będę uczestniczył w tej patriotycznej imprezie, zorganizowanej przede wszystkim dla naszych kresowych rodaków, którzy do dzisiaj walczą o swoją polską tożsamość narodową, przekazując młodszym pokoleniom Kresowian tradycję, kulturę i historię swoich przodków.

Reblog: Pani Irenka 2

Karolina Kuszyk

Targowica

Ooo, w kościele to ja już, pani, dawno nie byłam, bo ciągle mam z tym biodrem. Ale Dawidek mi opowiadał, że ludzie u nas na mszy wychodzili. Na mszy po prostu wychodzili z kościoła. Nie żeby normalnie, na papierosa czy żeby na tych tam komórkach coś napisać. Wychodzili i nie wracali. Tego to jeszcze nie było. Pani do kościoła nie chodzi? Ale tak po prostu niepraktykująca czy jakiegoś innego wyznania pani jest? A, niewierząca. No, ja przecież nic nie mówię, każdy musi po swojemu i ze swoim sumieniem. Ale też czasy teraz takie, że wierzyć trudno. W telewizji pani widziała?

Ja nastawione na jedynkę mam, chociaż syn mówi, niech mamusia już tej jedynki nie ogląda, bo to teraz inna telewizja jest zupełnie. No ale jak tu nie oglądać, jak ja przyzwyczajona jestem całe życie, prawie dzień w dzień. Kazik mój mnie tak przyuczył, zawsze mówił, Irenka, trzeba patrzeć, żeby człowiek wiedział, co się dzieje na świecie, nie tak tylko, jak to mówią, czubek własnego nosa i koniec. Patrz ze mną, aby do tej pogody, sportu już nie musisz przecież. No i ja tak przy nim zawsze dziennik i dziennik. Chociaż czasem to mi nawet ździebko się przykrzyło przy tym dzienniku, do kuchni sobie chciałam wyjść, robotę miałam czy coś, a on tylko siedź i siedź. I jak umarł, to ja już potem nie umiałam bez tego patrzenia. Bo jak sobie na dziennik siadam, to mi się tak nawet jakby ździebko zdaje, że Kazik zaraz też przyjdzie i usiądzie. Czasem to nawet co powiem do tego jego fotela starego.

Ale z tym z kościoła wychodzeniem to znowu o tą całą aborcję się rozchodzi, pani. Podobnież teraz takie ma nastać prawo, że już wcale a wcale ta kobieta nie będzie mogła usunąć, nawet jak dziewczynka taka, nastolatka, pani przecież sama wie, jak jest na świecie, różne rzeczy się zdarzają. Z tych dyskotek wracają. Gwałty nie gwałty, albo tak jest, że dziecko zagrożone albo matka. No a ta sprawa co była, jakiś rok temu czy dwa, co w Faktach o niej pisali i w ogóle wszędzie. Pani! Ja tam nie mówię, życie poczęte musi mieć uszanowanie, ale jak od początku wiadomo, że ono nie przeżyje, to życie, to na co kobiecie było rodzić? Lekarze sumienia nie mają, pani. Ale podpisują. Jak to jest – sumienia nie ma i podpisuje, że coś tam, sumienia. Jak pani mówi? Klauzulę? Niech będzie i klauzulę. Ale sumienia to w tym nie ma żadnego.

wiadomosci

I znakiem tego protestu teraz to z kościoła wychodzenie, i nawet nie że same kobiety, mężczyźni też, nie powiem, i to mi się nawet bardzo podobało, że oni tak też za tymi kobietami. No bo jaki to porządek, pani, żeby księża takie rzeczy nakazywali i jakieś baby takie stare z tej ich partii, jak ja, co już dawno po tym, jak to mówią, klimaterium, co już im się tam mało co przytrafi. Śmieje się pani, a mnie wcale nie jest do śmiechu. No, i jak ta jedna kobieta krzyczała i wyszła z kościoła w końcu, a raczej tak ją bardziej wyprosili, to taka inna wychodzi z ławki i krzyczy za nią targowica, targowica. To się w końcu syna pytam, Mietek, co to ta targowica, czy to jakieś brzydkie słowo obraźliwe jest. Bo to nie pierwszy raz słyszałam, w telewizji ostatnio ciągle targowica to, targowica tamto. A Mietek mówi, że teraz tak oni mówią na tych wszystkich, co przeciwko rządowi są. I że ta targowica to taka umowa była zdradziecka, ale aż dawno, dawno, jeszcze jak ta szlachta była, panowie i wszystko, i jak oni tym zaborcom, Ruskim przede wszystkim, i Niemcom, Polskę oddali na podzielenie, zdradzili można powiedzieć, i to się właśnie nazywało targowica. I potem od tego w Polsce zabory nastały. To ja się pytam, czy to w tym sensie, że się targowali o Polskę z tymi zaborcami, bo czego targowica. Targowica to najprędzej od targu pochodzi. I czy tu też jakieś targowanie odbywa się. Ale syn mówi, że mamusiu, to tak się to miasto nazywało, gdzie oni te rozbiory jakby podpisywali. A potem jeszcze powiedział, i od tego czasu to ja coś za bardzo spać nie mogę, mamusiu, tych zdrajców to oni potem karali przez powieszenie. Żeby z tej targowicy, pani, czasem znowu jakiego wieszania nie było. Tylko co targowica ma do aborcji, tego to już nie bardzo zrozumiałam, a pani wie może?

***
I jeszcze raz to samo? To proszę TU, na blogu o Pani Irence…

Krieg der Gül

Anne Schmidt

Nachtschatten

Frau Schulz kann sich erinnern, dass Gül ihr mal erzählte, dass ihr Bruder manchmal  Haschisch rauche und bekifft nach Hause komme.
“Haben deine Eltern denn gar nichts bemerkt?”
“Doch,”schluchzt Gül, “als er das erste Mal nachts zu mir ins Bett gekommen ist, war ich steif vor Schreck. Ich konnte nicht aufstehen und weglaufen. Ich war 10 Jahre alt und hatte noch keinen Ansatz von Busen; trotzdem hat er mich auch dort berührt. Er hat meine Brust geknetet und behauptet, davon würde sie schneller wachsen. Dann hat er sich auf mich gelegt und sich so lange hin- und herbewegt, bis es feucht und klebrig auf meinen Oberschenkeln wurde. Ich habe die ganze Zeit geweint vor Ekel, Angst und Scham. Aber ich habe mich nicht getraut, zu schreien.”

Gül bricht in Tränen aus. “Das Schlimmste,” schluchzt sie,” war, dass mir meine Mutter am nächsten Morgen nichts glauben wollte. Er habe geschworen, seinen Schwestern nie wieder etwas anzutun; ich hatte nie bemerkt, dass er nachts meine Schwestern, Aishe und Emine, in ihren Betten belästigt hatte, obwohl wir in einem Zimmer schliefen.
Meinen Schwestern hatte sie geglaubt und meinen Vater informiert; mir wollte sie nicht glauben.
Meinem Vater wollte ich nichts sagen, weil ich vor ihm Angst hatte. Obwohl er immer sehr lieb zu mir war, hatte ich Angst vor seinem seltsamen Lächeln, das anders war als früher. Als ich noch kleiner war, hat er mich immer auf den Schoß genommen und mir ins Ohr geflüstert, dass ich seine Lieblingstochter sei, seine Rose.”

Gül seufzt tief und schaut gedankenverloren zurück.

Frau Schulz überlegt, ob dieser liebevolle Vater seine Tochter zu sehr liebte und sie aus eigenem Schuldbewusstsein heraus nicht vor einer Zwangsheirat bewahren wollte.
Sie will Gül nicht fragen, denn die Erinnerungen scheinen Gül zu überspülen.

Schließlich kommt sie wieder in die Gegenwart zurück: “Sie können sich nicht vorstellen, wie das ist, wenn man nachts aufwacht von der zuschlagenden Wohnungstür und auf die Schritte horcht. Immer, wenn die Tür laut zufiel, wusste ich, Mehmed hat gekifft und wenn er gekifft hatte, kam er zu mir ins Bett gekrochen. Ich lag starr vor Angst unter meiner Decke und hatte die Zipfel fest in meinen Fäusten. Aber das nützte natürlich  nichts.

Ich rief leise die Namen meiner Schwestern, aber die schliefen fest oder taten so, als schliefen sie.

Mein Bruder riss mir die Decke aus den Fäusten und hielt mir den Mund zu, während er sich auf mich wälzte; er schob mein Nachthemd hoch, stopfte mir einen Zipfel in den Mund  und befingerte mich überall; irgendwann fing er an herumzuruckeln und  zu stöhnen. Ich versuchte immer, an die Schule zu denken oder an meine Freundinnen. Während seine rissigen Hände meinen Körper bearbeiteten, war ich ganz weit weg.”

Gül stockt, weitere Einzelheiten kann sie nicht aussprechen; die Scham ist zu groß. Sie weiss, dass sexueller Missbrauch in türkischen und arabischen Familien häufig vorkommt; dennnoch fühlt sie sich beschmutzt und mitschuldig. Ihr Mutter hat ihr immer wieder vorgeworfen, dass sie selber schuld sei, weil sie kein Kopftuch trage und sich westlich kleide. Ihren Schwestern machte sie diesen Vorwurf nicht, obwohl auch sie sich europäisch kleideten. Aber Aishe und Emine waren dicck und wirkten wesentlich unattraktiver als die schlanke, langbeinige Gül mit dem ebenmäßigen Gesicht.

“Immer, wenn er nachts bei mir gewesen war, war morgens mein Laken nass und meine Mutter beschimpfte mich als stinkende Hure.”

Frau Schulz kann ihre Empörung kaum zurückhalten. Wie muss eine Mutter konzipiert sein, wenn sie ihre Tochter für die Übergriffe des eigenen Sohne verantwortlich macht, obwohl sie sie hätte verhindern müssen?
Welche archaischen Vorstellungen oder Erfahrungen könnten diese Frau belasten, die ihre Kindheit in einem anatolischen Dorf verbracht hat und ohne kulturelle und sprachliche Vorbereitung in eine europäische Großstadt katapultiert wurde. Frau Schulz muss an den Film “60qm Deutschland” denken, in dem die junge Kurdin aus Ost-Anatolien sich von ihrem Mann in einer Hamburger Wohnung einsperren und wie eine Hündin behandeln lassen muss.
Güls Mutter kam nie in die Schule, weil sie kein Deutsch spricht, geht nie alleine einkaufen und kann weder lesen noch schreiben. War auch sie immer ihrem Mann ausgeliefert gewesen?

Pałac na Marymoncie po śmierci króla

marymontpalac1Co działo się z Pałacem królowej Marysieńki na warszawskim Marymoncie po śmierci Jana III Sobieskiego? Kto w nim mieszkał? Kto go niszczył a kto rozbudowywał?

Jerzy Siemiginowski-Eleuter, Jan III Sobieski pod Wiedniem (Wikimedia Commons)

Anna Dobrzyńska

PO ŚMIERCI KRÓLA…

Przez jakiś czas po śmierci męża, królowa Marysieńka korzystała z pałacu, dopóki nie wyjechała do Włoch. Po jej śmierci pałac odziedziczył królewicz Konstanty – najmłodsze dziecko królewskiej pary, z tych które dożyły dorosłości. Królewicz, który przeszedł do historii jako „utracjusz”, nie przyczynił się do rozkwitu posiadłości, pałac popadł w zapomnienie.

ZA SASÓW…

Następnie pałac został odkupiony przez Augusta II i kolejno przejęty przez jego syna Augusta III. To były dobre czasy dla Marymontu. Rezydencja uległa gruntownej przebudowie, założono ogród ozdobny, duży zwierzyniec, winnice, zbudowano pawilony dla polujących na wilki, pojawiły się domki dla łowczych, organizowano doroczne winobrania oraz występy trup aktorskich.

marymontpalac (2)Waldemar Świerzy „Nowy poczet władców Polski” – Ojciec i syn – August II Mocny i August III Sas

Zarówno ojciec jak i syn organizowali tu przyjęcia i polowania. August II organizował polowania z ogromnym rozmachem. W 100 rocznicę bodaj największego z nich „Kurier Warszawski” napisał, że do lasu wpuszczono wówczas ogromną ilość zwierząt: 4 żubry, 3 niedźwiedzie, 44 jelenie, 200 saren, 80 dzików odyńców, które następnie przez 2-3 dni wybijano. Brało w tym udział łącznie – około  4900 osób: panów, paniczów, strzelców i chłopów naganiających zwierzynę.
Ale syn miał jeszcze większą fantazję łowiecką. Za czasów Augusta III bowiem, już nie tylko wpuszczano do lasu zwierzynę, ale naprędce posadzono dorodny las! Stało się to za sprawą księcia Hieronima Radziwiłła. Drzewa posadzono na terenie rozciągającym się od Lasu Bielańskiego do Marymontu.  Zaangażowano do tego celu tysiące ludzi i wpuszczono: dziki, wilki, łosie, żubry i niedźwiedzie – łącznie 600 sztuk. W polowaniu udział wzięło 300 strzelców i tyle samo sfor ogarów. Po dwóch dniach polowania odbyła się uczta, na której wypito – 300 beczek węgrzyna. Cała impreza kosztowała Radziwiłła – ponad milion złotych…. Za panowania Sasów, pałac został przebudowany na willę myśliwską.

Ale Marymont słynął nie tylko z łowów. Znany był również jako miejsce pojedynków. Tu przyjeżdżali panowie, by w honorowy sposób rozwiązać swoje konflikty, a publika często towarzyszyła takim wydarzeniom. Dlatego też Marymont nazywany był „krwawym”. Między innymi zginął tu Adam Tarło – wojewoda lubelski. Walczył z Kazimierzem Poniatowskim i prawdopodobnie dobity został przez sługę Czartoryskich.

SASCY DZIERŻAWCY…

Wraz ze śmiercią Augusta III skończyły się, dla Marymontu czasy, gdy zamieszkiwały go „koronowane głowy”. Zgodnie z obowiązującym prawem pałac przeszedł na własność elektorów saskich, a ci oddali go w dzierżawę. Nowymi użytkownikami stali się kolejno: poseł angielski –Wrought i marszałek koronny – Franciszek Rzewuski. Sascy najemcy o pałac dbali. Pierwszy – uporządkował posesję oraz wybudował amfiteatr widokowy, udostępnił całość dla publiczności. To sprawiło, że Marymont stał się idealnym miejscem na letniskowe wypady. Drugi zaś najemca – idąc w ślad za Sasami – rozwinął tu tradycje myśliwskie. Organizował polowania, dobudował stajnie, zasadził szpaler krzewów. Ogród i park połączył i ogrodził. W ten sposób teren został – zamknięty – dla osób postronnych… Skończyła się na Marymoncie sielanka dla ludu…

OD INSUREKCJI KOŚCIUSZKOWSKIEJ DO NIEPODLEGŁEJ POLSKI…

Sielanka się skończyła tym bardziej, że wybuchała Insurekcja Kościuszkowska. Na szczęście pałac wyszedł ze starcia z wojskiem pruskim obronną ręką, czego nie można powiedzieć o większości pozostałych budowli na Marymoncie, które zostały doszczętnie spalone. Pałacyk ocalał ale został sprzedany rządowi pruskiemu – w 1796 roku.

Dalsze losy Marymontu były burzliwe jak i losy Polski. Utworzono tu kolejno: Szkołę Agronomiczną, koszary wojsk carskich, schronisko dla nieuleczalnie chorych im. Św. Józefa oraz – po odzyskaniu niepodległości – koszary wojska polskiego w dawnym budynku Szkoły Agronomicznej, a w pałacu, który w tym czasie wydawnictwa II RP opisywały jako pozbawiony prawie zupełnie cech zabytkowych – urządzono kaplicę, którą opiekowało się duszpasterstwo wojskowe.

PRZEBUDOWA…

marymontpalac3

Kapelanem stacjonujących tu żołnierzy był bł. ks. Michał Sopoćko. Dzięki jego staraniom dokonano przebudowy budynku, który rezydujący tu wcześniej żołnierze rosyjscy zamienili w ruinę. Budynek został przebudowany, według projektu ppłk. Henrycha, w stylu eklektycznym, z klasycystycznym tympanonem i barokową attyką.

Kaplica podczas rozbudowy, 1924 rok.

Warto wiedzieć, że ów kapelan był spowiednikiem i duchowym przewodnikiem św. Siostry Faustyny – mistyczki, znanej na całym świecie, która spisała doznane objawienia Jezusa w „Dzienniczku”- przetłumaczonym obecnie na wiele języków. Relikwie błogosławionego kapelana znajdują się w kościele, jak i, od XVIII wieku, relikwie św. Cecylii.

OBECNIE…

Kaplica, odbudowana ze zniszczeń II wojny światowej, pełni do dziś swoje funkcje. Obecnie związani są z nią księża Marianie.  I tu historia zatoczyła w pewnym sensie koło… Gdyż pierwszy właściciel i „budowniczy” pałacu na Marymoncie – Jan III Sobieski był z Marianami bardzo ściśle związany. Bł. O. Stanisław Papczyński – założyciel zgromadzenia był, według świadków, spowiednikiem króla. Właśnie jemu Jan III Sobieski polecał zawierzenie Maryi losów Polski, przed bitwą pod Chocimiem. A po zwycięstwie, już jako król, wsparł tworzący się  Instytut Marianów i nadał mu wiele królewskich przywilejów.

marymontpalac (4)Kościół parafialny pod wezwaniem Matki Bożej Królowej Polski, przekształcony z pałacu królowej Marysieńki. Ul. Gdańska 6a,  2016. Fot. Anna Dobrzyńska