Mail do całej rodziny, niedziela wielkanocna o 6:42
Przesyłamy ucałowania i najlepsze życzenia wielkanocne z Sylvaine Ranch niedaleko miasteczka pustynnego Dolan Springs, Arizona, w połowie drogi między Grand Canyon i Las Vegas. Mamy nasz koszyczek wielkanocny i właśnie wróciliśmy z kościoła katolickiego Our Lady of the Desert, w którym afrykański ksiądz przez dwie godziny prowadził mszę wielkanocną po angielsku i hiszpańsku, a na koniec poświęcił nasz koszyczek. Tak to jest! Całujemy
Na obiad podano rybę, na kolację jest zawsze jakiś rolmops, wędzony śledź albo inny łosoś. Nie znam się na rybach. Akurat śledzia od łososia odróżnię, a trzecim gatunkiem dobrze mi znanym, są paluszki rybne. Czuję się, jakbyśmy byli nad morzem, a do morza przecież daleko.
Z okna widzę Łabędzi Staw z fontanną, a za nim tajemniczy dom zdrojowy (Kurhaus). Tajemniczy, bo dla mnie na razie nieosiągalny. I niech tak zostanie. Niech będzie tajemnicą. Wolałabym się nie rozczarować, wchodząc do środka. Codziennie spoglądam w jego kierunku przez panoramiczne okno mojego zdrojowego pokoju.
Wczoraj zdjęto u mnie firany, widok się jeszcze bardziej poszerzył, zdominowal nudny pokój. A Kurhaus stoi niezdobyty, niby zaprasza, niby odstrasza. Majestatyczny, nieosiągalny. Coraz bardziej mnie intryguje. “Czarodziejski Kurort” z kuracjuszami sprzed stu lat. Których i tak już nie ma. Bo jeśli nawet pokonali choroby, to zabiły ich wojny, w najlepszym przypadku starość.
A więc ich cienie gdzieś tam przemykają korytarzami, zaglądają do pokoi, do sal większych i mniejszych, balowych, jeśli takie były, na pewno były; z pobłażaniem i wyrozumiałością spoglądają na żywych.
Tym, których zabiły wojny, postawiono pomnik w parku zdrojowym. Ci, których zabiła starość leżą na cmentarzach, za daleko, jak na moje możliwości poruszania się.
Kurhaus był pierwszym zdrojowym budynkiem. Dużo później wybudowano następne. A jeszcze później ten, w którym mnie zakwaterowano. Ten z widokiem na staw i Kurhaus, z wielką jadalnią, gdzie serwują rybę, a kuracjuszy przypisują do stolika i numeru. Nasz stolik jest milczący. Nikt z nikim nie rozmawia, ani o pogodzie, ani o zabiegach ani o jedzeniu. Uprzejmie podajemy sobie rano dzbanek z kawą, wieczorem z herbatą. Życzymy miłego dnia lub wieczoru. Bierzemy swoje laski i kuśtykamy podpierając się nimi na zabiegi lub do pokoi.
W pokojach telewizory, okna na świat, bo nie każdy ma okno na staw i Kurhaus, a jeśli nawet ma, to świat w telewizorze jakby większy.
Nad stawem czarny łabędź i jego koleżanka gęś. Gdy rano słyszę ich dzikie wrzaski, to myślę, że albo przyszedł lis po łabędzia – bo kiedyś przyszedł i zabrał i dlatego jest tylko jeden – albo zarzynają gęś, która cudem jakiś czas temu uniknęła zarżnięcia. Gęś jest wielka, Pomorska, taki gatunek, świąteczny, bogaty w mięso. Mięso też czasem podają do obiadu. Ale gęsiny jeszcze nie było.
Gabinety tortur stoją otworem, pod warunkiem, że zdążysz z jednych tortur na drugie w odpowiednim czasie. Automatyczna szyna podobno czyni cuda, Nie wiem, czy cudem można nazwać ból. Jest i cappuccino, napój, który osładza tortury, tortury późnego życia, tego prawdziwego i tego z powieści Ingi Iwasiów. W nocy nie mogę spać, odwiedzają mnie Empuzy. To wszystko wina opiatów, lub braku nalewki, a może w śledziach jest jakaś moc, która przenika do sennych zdarzeń i marzeń.
Przerwałam milczenie dzisiaj przy stole. Zapytałam moich posiłkowych towarzyszy, czy ktoś z nich był już w Kurhausie? Nikt nie był. Choć wiem, że inni byli, ci co lepiej chodzą, ci już wyrehabilitowani. Ciekawa jestem ich wrażeń. Nie wiem, kogo pytać. Może lepiej zostać z tą ciekawością sam na sam. Nie szukać wrażeń i nie pytać o nie. Niech “Czarodziejski Kurhaus” pozostanie w sferze wyobraźni i domniemań. Niech pozostanie widokiem z okna.
Bei der Polkopedia veröffentlichten wir letztens 30 Biographien von Polinnen, die während des Zweiten Weltkrieges hingerichtet worden sind. Enthauptet. Meistens für Hoch- bzw. Landesverrat, Heimtücke, Begünstigung des Feindes – dies bedeutete oft Stückchen Brot und Becher Tee. Seltener waren es andere Beschuldigungen, zum Beispiel Brandstiftung.
20 Personen, Polen* und Deutsche* schrieben über diese Frauen oder gedachten sie in anderer Weise. Es entstanden Texte, Gedichte, eine theatralische Etude, ein Theaterstück, Fotos, Videos, Bilder, Collagen, Plakate.
Diese Bilder malte Anna Krenz
Diese Gedichte schriebEla Kargol
Sterbeurkunde: Gertruda Świerczek
geboren:22. XII. 1921 in Bad Gottschalkowitz (Goczałkowice-Zdrój) enthauptet:8. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee
Sie bat um Begnadigung Aber keiner hat zugehört. Die Brüder an der Front mit Eisernen Kreuzen gekennzeichnet haben auch nicht geholfen. Sie bat vom ganzen Herzen. Sie bat um die Jugend Um die Zukunft, Um die nächsten Jahre. Sie bat um das Leben, Nicht um den Tod. Und trotzdem ließ sie sich mit ihren 22 Jahren ohne Wiederstreben auf das Fallbeilgerät legen.
SterbeurkundeHedwig Neumann
geboren: 21. IX 1890, in Bickern/Kreis Gelsenkirchen enthauptet: 27. I. 1944 in Berlin-Plötzensee
Jadzia, ein Mädchen aus Opalenica Hedwig, eine Frau aus Berlin Großes Herz Große Wohnung Große Taten Großes Urteil Und alles im Namen des deutschen Volkes.
Sterbeurkunde Maria Wieczorek
geboren: 4. VIII. 1886 in Radzionkau/Kreis Tarnowitz (Radzionków/Tarnowskie Góry) enthauptet: 22. IX. 1944 in Berlin – Plötzensee
Ich packe meinen Koffer*
Der Koffer war klein. Das Kleid schlicht und fein. Ein Unterrock für alle Fälle, Damit das Kleid in Form bleibt An richtiger Stelle. Der Büstenhalter Sorgte für schönen Busen, Der Kamm für die Frisur. Alles durchdacht und gepackt Für die letzte Himmelstour. Unterjäckchen für die kalten Nächte. Eine Hose, ein Hemd, ein Heft, Handtasche, ein paar Groschen und Einkaufsbeutel.
Sie ging doch unter die Leute. Den Mantel trug sie auf dem Arm Als sie losging, es war noch warm. Die Kälte kam zu ihr viel später. Und mit der Kälte kam der Täter.
Und ihre Reise ging zu Ende. Im fremden Ort mit kühlen Wänden. Mit auf dem Rücken gefesselten Händen Legte sie sich sanft für den Schlaf. Er kam zu schnell, sie war noch wach. Heimtückisch wurde sie bestraft.
* ein sehr populäres und beliebtes Spiel für die Kinder, nicht nur in Deutschland
SterbeurkundeMarianna Gąszczak
geboren:28. XII. 1914 in Duisburg enthauptet:28. IX. 1943 in Berlin – Plötzensee
Wer könnte schon ihren Namen richtig aussprechen? Damals im Gerichtssaal?
GĄSZCZAK. So viele Konsonanten auf eimal und noch ein nasaler Vokal. Den Nasalvokal ließen sie verschwinden. Damals im Gerichtssaal.
GASZCZAK. Dann verschwand noch ein „Z“ GASCZAK: Damals unter Guillotine.
Und alle Buchstaben waren auf einmal weg. Und sie auch.
SterbeurkundePelagia Szeffczyk
geboren 8. März 1915 in Bottrop enthauptet 5. Oktober 1943 in Berlin-Plötzensee
Ihr Stolperstein glänzt in der Sonne. Ihr Leben aber nicht mehr.
Der Tod kam schnell. Wie der Meister aus Deutschland.
Er brauchte nur 7 Sekunden. Der Tod, nicht der Meister.
Vielleicht doch der Meister. Aus Deutschland.
SterbeurkundeWilhelmine Günther
geboren 18. VII. 1917 in Poznań enthauptet 9. VI. 1944 in Berlin – Plötzensee
Die Verstorbene war nicht verheiratet. Ihre Tochter nannte sie Maria, Maria die Uneheliche. Ihr Verlobter hieß Antoni, Ihre Mutter Marianna, Mit Doppel “n”.
Nur der Vater hieß Friedrich Wilhelm und konnte den Namen seiner Frau nicht richtig aussprechen. Ein “n” hat er immer vergessen.
Sie wohnten in der falschen Straße Beide waren Schneider. Das war aber die Straße der Bäcker. Nicht der Schneider.
Als Beispiel dessen, was wir tun und worüber wir erzählen werden, zwei Beiträge von Ela Kargol, jeden po polsku, jeden po niemiecku / ein auf Deutsch und ein auf Polnisch. Po niemieckuponiżej / Po polsku TU: https://polkopedia.org/wiki/Jadwiga_Neumann_PL
Jako przykład tego, co robimy – dwa wpisy – autorka: Ela Kargol
Wilhelmine Günther (18. VII. 1917 – 9. VI. 1944)
Wilhelmine wurde 1917 in meiner Stadt, in Poznań geboren. Ihre Eltern lebten in Jeżyce (Jersitz) in der heutigen Staszica-Straße, damals Moltkestraße, in einem Gebäude, das, wenn die Nummerierung nicht geändert wurde, und offenbar wurde sie nicht geändert, heute noch steht.
Die Straße ist immer noch voller alter Mietshäuser, von denen die meisten den Krieg überstanden haben. Einige davon sind renoviert, der dekorative Stuck an ihren Fassaden wurde wiederhergestellt. Die kunstvollen Balkonbalustraden wurden repariert. Die Häuser mit geraden Zahlen haben ihre Vorgärten beibehalten.
Czas ogórków małosolnych zaczyna się w Biedronce już na początku maja. Na półkach obok humusu i guacamoli pojawiają się małe plastikowe wiaderka z małosolną ogórkową zawartością. Każde wiaderko jest na swój sposób nieszczelne i podczas transportu zaznacza wszędzie swoją obecność. Pochłaniam te biedronkowe małosolniaki aż do sierpnia. W międzyczasie sama coś ukiszę, ale życie małosolnych jest ulotne, trwa za krótko, potem są tylko kiszone i to one zostają mi w kamiennym garnku z koprem, czosnkiem, chrzanem i wspomnieniem po małosolnych, z propozycją na zupę ogórkową.
Zaopatrzona w małosolne wyruszam na tylnym siedzeniu toyoty do krainy jeży i rukonków, pszczół i komarów, starych domów i jeszcze starszych dębów, nieistniejących już pałaców i dworów, rodów szlacheckich i tych bez przedrostka von, do krainy której już nie ma na mapie, ale ciągle gdzieś tam jeszcze jest, we wspomnieniach i wyobraźni, w pamięci drugich, trzecich pokoleń, w pamięci internetu i ludzi z tych stron, przybyłych po roku 1945 i tych, którzy po 1945 stąd wyjechali.
Wiedziałam, że je przeniesiono. Byłam pewna, że z Poczdamu, z Pałacu Marmurowego. A dlatego że byłam w pobliżu z córką na śniadaniu, niedaleko Parku Kleista w Berlinie, zaproponowałam jej, że tam podejdziemy, że są piękne, wyniosłe, królewskie.
Nie pomyliłam się, co do ostatniego określenia.
Kolumnady Królewskie (Königskolonnaden) w Berlinie
Jedyne, co usprawiedliwia moją pomyłkę, to nazwisko architekta Carla von Gontarda, który był jednym z projektantów Pałacu Marmurowego w Poczdamie i też projektantem Kolumnad Królewskich.
Ten wpis powstaje od roku, a dziś cały czas się rozrasta.Wiersz Eliota otrzymałam od Magdaleny Ciechomskiej rok temu i rok temu przygotowałam ten wpis. Kolęda Mietka Węglewicza przyszła dziś, czyli już w dniu Trzech Króli 2024 roku, potem pojawiły się ludziki firmy Playmobil od Eli Kargol, a potem jeszcze jej wiersz. Do północy jeszcze daleko, ciekawe, co jeszcze przyjdzie. Przysyłajcie, ludzie, przysyłajcie.
W komentarzu pojawił się świetny wiersz Tibora Jagielskiego (przeniosłam do wpisu), potem jeszcze Ela Kargol przysłała inne zdjęcie z innymi trzema królami i wyjaśnienie.
Dziękuję Wam wszystkim, był to bardzo szczodry dzień.
Dwa wiersze i jeden grób, i jeszcze dwa wiersze Wiersze znalezione / otrzymane na Facebooku w Nowy Rok; grób, wiadomo, z Wikipedii, a potem PS.
1. Andrzej Saramonowicz w cyklu Codziennie jeden wiersz:
Agnieszka Osiecka Przysięgi na Nowy Rok
Nie mieć sieczki w głowie, nie mówić „bądź sobą” i „uśmiech leczy”. Nie wierzyć w to!
Nie cieszyć się małym, nie głaskać złotego promienia na sierści jamnika, nie używać słów „czerwoni” i „czarni”, raczej czytać „Czerwone i czarne”,
nie pisać sonetów po wódce, nie pisać dzienników, nie pisać not wydawniczych… Pisać!
Nie łudzić się co do „N” ani co do „B”, nie mieć pretensji, się nie babrać.
Nie cytować romantyków ani innych, nie drwić z Asnyka, nie mówić „nie znoszę polityki”,
śledzić bacznie pierwsze strony gazet, zadzierać czasami głowę do nieba.
Pozbyć się przyjaciół, których się nie cierpi, nie brać udziału w konkursie na najmilszą gębę, nie mieć szefa Tam ani tu, nie przesadzać z prohibicją marzeń,
dbać o czystość bólu, nie trzepać motyli po plecach, kiedy nikt nie widzi, a nad ranem, o czwartej, wymagać od siebie więcej niż „umyj zęby”. Nie rodzić po ludzku,
być zwierzakiem kiedy trzeba, nie zagłaskiwać młodych poetów, a swojej poezji – nie obcinać warkoczy,
NIE KOCHAĆ bliźnich… Kochać jednego jedynego człowieka pachnącego tobą jak piesek, któremu pachnie z pyszczka…
Pamiętać, że małe narody wsiadają do autobusów, które je wiozą na śmierć. Nie opowiadać dowcipów. Oddać krew.
2. A w komentarzu odpowiedź
Ela Kargol
Ciekawe kim byl N, bo B nim nie był. Asnyka lubiła mama, a ja nie nie dbam o czystość bólu. Pomaga mi w tym ibuprofen.
Dowcipów nie umiem opowiadać. Krwi nie oddam, prędzej mocz. Rodziłam jak zwierz, już nie muszę. Uśmiech mnie nie wyleczył , a sierść kota, lepsza od jamnika, do głaskania.
Mówiłam córce, żeby odwiedziła grób Stendhala, Nie chciała, nie zna, nie lubi Paryża. Chciałabym mieć warkocze i cytować Osiecką, jak już romantyków nie można.
3. Więc grób:
Tombe de Stendhal au cimetière de Montmartre (Paris, France)
PS: Jeszcze dwa wiersze Eli Kargol
Imbir jest przereklamowany. Choć cudowny. Zwłaszcza z cytryną i w herbacie. Z odrobiną miodu Kroplą wódki działa cuda. Jeśli ktoś w nie wierzy. Bez wiary w cuda warto dołożyć paracetamol, syrop od kaszlu, krople do nosa i modlitwę. I czekać Aż zdrowie wróci, albo nie.
Od jakiegoś czasu nie lubię Sylwestrów. Kładę się wcześniej spać pomiędzy rokami. Nie budzą mnie fajerwerki, tylko siostra, która nie przestaje dzwonić. Reszta rodziny mnie zna i zostawia w spokoju. Noworocznym. W telewizji Colombo, Na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok!
Ewa Maria Slaska z inspiracji i przy nieocenionej pomocy Eli Kargol
Ela zapytała na czacie: “Ewa, znasz Donkichoty Osieckiej? Ja nie znałam.” Ela przysöaöa video z tä piosenkä, ale WordPress je skasowaö. Wstawiam wiÄc linka do tekstu:
Donkichoty, liczba mnoga, rzeczownik odrzeczownikowo-dwurzeczownikowy, polski z francuskiego, ten zaś z hiszpańskiego. Donkichoty są wprawdzie jak ich pierwowzór smętne, czy też smętnej postaci lub takiegoż oblicza, ale nic w nich z wojowniczości Don Kichota. Są zagubionymi ludzikami i wiodą swoje nieważnie najważniejsze ludzikowe życie w głębokim peerelu. Gdy byli młodzi, nosili okulary i jak to okularnicy, snuli się pojedynczo lub parami po życiu studenckim, licząc na to, bo wszyscy na to liczyliśmy, że coś z nich i z nas będzie, coś nam się w tym zwyczajnym życiu przydarzy, państwo da nam dworek-oblęgorek jak Sienkiewiczowi, za to że z tego snucia się wyniknie nagle coś nadzwyczajnego, że wszyscy zostaniemy cervantesami i napiszemy najbardziej poczytną książkę na świecie. A zamiast tego trafiło nam się zwykłe peerelowskie ludzikowe zwyczajne życie do przeżycia.
Agnieszka Osiecka Ballada o Donkichotach
Z domków koślawych na Pradze Z bloków, kamienic i ruder Idą przez ranek i sadze W tramwaje wsiadają rude
To Donkichoty, to Donkichoty Jadą do pracy, do biur Wiszą pęczkami, ciągną nosami To Donkichotów chór
To Donkichoty, to Donkichoty Każdy z miesięcznym się pcha Od poniedziałku aż do soboty Trzydziestką albo 102
Włażą na piętra po paru Na coś czekają, gdzieś gonią Coś tam mamroczą wśród gwaru Machają rączkami, dzwonią
To Donkichoty, to Donkichoty Chcą się docisnąć do drzwi Piszą podania, gniotą ubrania To Donkichotów dni
To Donkichoty, to Donkichoty Drą się, szamocą i klną Kręcą się w kółko aż do soboty Papiery lecą im z rąk
Wieczór przychodzi na Pragę Siedzą znużeni nad miską Kto by tam tracił odwagę Już jutro załatwią wszystko
To Donkichoty, to Donkichoty Żony ich kładą do snu W kątach kamienic chrapią zmęczeni To Donkichotów bór
To Donkichoty, to Donkichoty Każdy wiatraki swe śni Od poniedziałku aż do soboty Sześć nocy albo sześć dni
Krzyk żaden nocy nie rozdarł Żaden Cervantes nie płacze Milczy poezja i proza Don Kichot wychodzi na spacer
Agnieszka Osiecka mieszkała na Saskiej Kępie, co od razu czyni z tego wpisu nie tylko kolejny dowód na to, że Don Kichot jest wszędzie, ale pozwala uznać go za przyczynek baratarystyczny, bo Saska Kępa była kiedyś wyspą (jasne, Kępa). A każda wyspa mogła być ongiś ową Baratarią, która, raz tylko wymieniona w Don Kichocie z nazwy, okazała się ideą niezwykle trwałą. To tu Sancho Pansa, i to bez pomocy Don Kichota, okazał się sędzią przenikliwym i sprawiedliwym, a politykiem rozsądnym, praktycznym, skromnym i umiejącym dobrze rozpoznać, co potrafi, a czego nie. Ba, wszak nie tylko iż nasz Brzuchacz potrafił samokrytycznie stwierdzić, że nie jest walecznym wojakiem, to jeszcze wyciągnął z tego wnioski, uznał, że nie pomógł swoim podwładnym w czasach zagrożenia wojennego i zrezygnował ze stanowiska.
Ludzie, pokażcie mi takiego polityka, takiego, który odejdzie, sam, z własnej woli, rozpoznawszy, że się nie nadaje.
No więc ta Saska Kępa. “Kiedys tam byli Holendrzy,” napisała Ela, “może i mieli wiatraki.”
“Osiecka też ma pewne cechy błędnego rycerza. Dulcyneą to ona może też częściowo była, Don Kichotów było wielu. Prędzej jednak to ona była Donkichotką. Miała swoją wyspę i podobno kajak, którym przemieszczała się na drugi brzeg.”
Wiem, kochani Czytelnicy płci wszelakiej, nic nie rozumiecie. Ja też nie wszystko…
EMS: od jakiegoś czasu przypominam tu ulubione wpisy, które powstały na tym blogu w ciągu 11 lat jego istnienia. Nie zawsze umiem powiedzieć, dlaczego je lubię, albo dlaczego utkwiły mi w pamięci. Ale tak jest.
Ela Kargol
Nie wiem kim jest artystka, wiem tylko, że jest kobietą. Sztukę swoją wystawia na i przy Turmstraße w Berlinie, nie zważając na jej ulotność. A ulotność bierze się stąd, że, jak każdy rodzaj street art, narażona jest na działanie warunków atmosferycznych, zamierzony lub niezamierzony czas jej trwania i ingerencję osób trzecich. Artystka z Turmstraße jest konsekwentna w tym co robi, nie dbając o poklask i zachwyty.