Teresa Rudolf
Zaklęte koło Jesień maluje grubym pędzlem pola, lasy, a cieniutkim liście... Słońce jak skoczek pokazując się wszędzie, rozświetla przestrzenie. Powietrze niesie zapach mchu, wilgotnych szyszek, suchych igieł, opadłych liści. Natura rozkłada skrzydła znów nad odchodzeniem, czuć podniosłość chwili... ...to przyroda, kolejny już raz zatoczy koło.
Niewinność W bieli chmur roztańczona, niewinność myśli unosi się lekko nade mną. Patrzę na błękit nieba, na złoto promieni słońca, na jeszcze soczystą zieleń. Błogie rozleniwienie otula mnie cieniutkim, jesiennym płaszczem. Czuję się kryształowo czysta... jak źródlana woda, tryskająca mą dobrocią.
Ty tak, ale nie Ty Serce moje; drzwi otwarte dla Ciebie, także i dla Ciebie... i dla Ciebie też! Skrobnięcie ciche paznokciem wystarczy, takie ledwie słyszalne, jestem, dla Ciebie... Ale Ty, tak Ty, nie wal mi pięściami, nie wiś już na dzwonku, nie rozwalaj mi drzwi, słyszysz? rozumiesz? ...nie wstawiaj mi nogi między drzwi, by wejść znów z brudnymi buciorami, w samo serce...

Piekne, jak zawsze. Dziekuje.
Dziękuję Zbychoo, 😍
Byłem niemal pewny – jak gustownie piękną woalkę wypakuje pani z kuferka, ale te niezwykle urokliwe zwierzenia, z lukratywnym, pięknym nastrojowo podkładem muzycznym, przeszły moje najśmielsze oczekiwania – poczułem się jak w siódmym niebie! Jestem wychowany w tradycji Chushingura – podjąłem stosowną decyzję …………………………………
od. oddalania – Pani Tereniu niezbyt optymistycznie to brzmi, z całym szacunkiem, jeszcze chwila a usłyszę, że to Żeleński o imperialnych ambicjach, napadł na Władimira! Natura człowieka – w obliczu tragedi, przychodzi oświecenie!
Panie Mariuszu!
-Jeśli coś niefajnego zrobię, staram się to naprawić, więc zlikwidowałam mój ostatni, w moim wpisie “bezsłowny” komentarz
-Żeleński nie napadł na Wladymira Putina, ja nie myślę napadać na Pana, mam nadzieję, że i Pan nie ma ochoty napadać już więcej na mnie, zapaliliśmy już fajkę pokoju…
-Natura ma u mnie priorytet
-Natura człowieka jest trochę nieobliczalna, ale musimy przynajmniej starać się, tę własną kontrolować
No to byłoby na tyle…
Pozdrawiam.
Kwiatuszku – po trzech aktach urokliwej nocy, zdaję sobie sprawę z potrzeby odpoczynku, ale miałem jeszcze chęć potargać za uszki – proszę o wybaczenie:-))
A, to Ty mi tak brutalnie te “uszki” maltretowaleś???
Odpocznij na jakimś innym blogu, tam chyba też “kwiatuszki mają uszki”…
A nie wybaczam, bo mam cholerne łaskotki za “uszkami”, więc już wreszcie…odpuść Pan i wstydu oszczędź!!!
Proszę wybaczyć nagłe wtargnięcie – jestem zniesmaczona brakiem taktu! Jeżeli nie rozumiemy pojęcia ,,Rubaszny,, to nad wyraz frapująco nieprzejrzyście i kłopotliwe dla czytelnika, jak również dla adresata sformułowane zostało pojęcie wstydu! Prędzej osobiście – również rubasznie, obraziłabym się za uszki! Najpoważniejsze wnioski na temat spostrzeżeń dotyczących roli tego afektu przynosi lektura Gorgiasza – polecam.
Dziękuję Pani Mileno Ewo
za tę uwagę. Może moim, wytłumaczeniem będzie dla Pani to, że łatwiej jest z boku,
z zewnątrz, czy nawet z góry, ustosunkować się do czegoś, gdy jest się tylko chłodnym czytelnikiem, obserwatorem, krytykiem(?) , ale trudniej jest być w środku czegoś tak niepotrzebnego, jaką jest ta zabawa drugą osobą, która
wydaje się nie mieć końca?
Czyżby jedynym więc tego końcem, zadawalającym czytelnika (np. Panią) mogło być pozostawienie na blogu już tylko pana Mariusa? “Rubasznego” komentatora?
Wytłumaczyłam Pani, mój punkt widzenia jak najszczerzej mogłam, mam nadzieję, że nie sprowokuje on właśnie z kolei dalszej dyskusji między nami, tym bardziej że przyjmuję jak najpoważniej Pani stanowisko do wiadomości.
I dziękuję, pozdrawiam.
Ach sorry,
zrobiłam błąd w Pani imieniu. Dopiero spostrzegłam…
Pani jest Mileną Evą, a nie Ewą,
pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za to niedopatrzenie.