Odcinek 8

Mieczysław Bonisławski

Środa, 01 grudnia
Godz. 10:30
III SESJA HIPNOTYCZNA Z PODEJRZANYM

– Tak, jak mówiłam wczoraj… Jestem już po rozmowie z przedstawicielem prokuratury. Zapadła decyzja o kontynuowaniu naszych seansów. Może jednak zrobimy ich jeszcze kilka. Ale wymagam ścisłej współpracy. I może żadnych kombinacji.
Cisza.
– Słyszysz? Żadnych kombinacji.
Co mam przez to rozumieć, drogi człowieku? Czy to jest taka niedobra zapowiedź…
– Już ty wiesz, proszę… I spotykamy się z samego rana i pracujemy do obiadu.
Czy będziemy to robić w areszcie? To nie będzie dobre miejsce na…
– Dlaczego? Skądże znowu!
Z kolei oni mnie nie puszczą tak co dzień poza mury i do tego na całą dniówkę…
– Może nie tak codziennie, trzy razy na tydzień. I jednak oni nie mają tu nic do zgadzania się, puszczania lub nie. Może tam u was nie ma warunków na takie diagnozowanie. Proszę, hipnoza w celi, czy u naczelnika, to nie do pomyślenia!
U nas? Czy to żart? Czy pani będzie tak jeszcze żartować więcej, drogi człowieku?
– Nie utożsamiasz się z tym miejscem, jak rozumiem.
Czy ktoś taki jak ja, by się utożsamiał? Jeszcze chyba mnie nie znasz…?
– Właśnie, może nie znam cię. Jeszcze. A chcę cię poznać. Dlatego nie traćmy czasu. Przejdź… Tam… Tak, gotowy?
Psycholog włącza magnetofon. Rozsiada się, zakłada nogę na nogę. Na kolanie w ciemnej pończosze rozkłada swój nieodłączny notatnik i po chwili zaczyna notować kolejne uwagi:
„Zaciekawił mnie ostatnio ten Ojciec. Kim jest – czy chodzi o rodzica pacjenta? Czy to faktycznie osoba związana z tym chłopcem, chyba ofiarą podejrzanego (to znaczy, domniemaną ofiarą)? Pytam o ojca P. Kim jest? Czy ciągnie się za nim jakaś wina, czy zrobił coś złego?
Dziwne. Podświadomość P. cofa się do czasów wojny. A przecież P. nie może mieć takich wspomnień. Za młody.
Co to za wojna, nie, dobrze, to konkretnie lata po wyzwoleniu, koniec lat 40.
To są wojenne wspomnienia samego Ojca.
Ale jakieś takie dziwne. Co to za skojarzenia?
Przestępstwa, pościgi, przebieranki, widzowie niczym na scenie w teatrze.
Czy to może być przebitka z naszej rozmowy o tym, jak traktują P. w areszcie? Czyżby traktowali go tak źle, że kojarzy mu się to z tragedią, z warunkami wojny?
Muszę go o to spytać następnym razem.
Teraz, nagle, dziwne, bardzo dziwne przejście.
Ojciec. Poprzez postać Ojca wszystko przeobraża się w wizję rozwoju chłopca w pedofila, ale – o dziwo – heteroseksualnego! Czy to jakieś przebłyski własnego „ja” osoby podejrzewanej o takie właśnie przestępstwo? Próba wytłumaczenia się, poszukiwanie usprawiedliwienia w Ojcu, a wojna to jednak wyobrażenie złej sytuacji w domu dzieciństwa?
Jakie znaczenie ma zamiana zainteresowań homoseksualnych (które chyba są oczywiste w przypadku P.) na heteroseksualne z jego opowieści? Nie uznaje złych konotacji w kontaktach z dziećmi w ogóle, a widzi je dopiero wtedy, gdy dochodzi do sytuacji o charakterze homoseksualnym? Czyli, że mężczyznę napastującego małe dziewczynki można wytłumaczyć, ale jeżeli myśli on o chłopcach, to już nie…? Bzdura, przecież Ojciec z podświadomości P. nie usprawiedliwienia swego syna, tylko dlatego, że ten z dziewczynkami… P. rozumie te konteksty, doskonale rozumie, tak samo, jak my wszyscy… A zatem…?
A jeżeli to ma być taka pokrętna forma przyznania się – nie przyznania (jednocześnie)? Nie, raczej wewnętrznego (a zatem bezpiecznego z punktu widzenia zbiorowej odpowiedzialności) pogodzenia się ze straszną prawdą o sobie. Na razie tylko spostrzeżenie dla samego siebie, na zewnątrz natomiast – w zaparte… Stąd te pokrętne zamiany… Ale to może być dobre i skuteczne wprowadzenie do etapu samouświadomienia a następnie – właśnie, w tej naturalnej kolejności – wyznania winy, przyznania się…
Ale to za szybko, to niemożliwe, za łatwo…
Nie, poruszamy się na razie wokół jakiejś głębokiej traumy, związanej z ojcem P., a może nawet z jego własnym brakiem spełnienia się w ojcostwie. Ile on już może mieć lat? A co z jego sytuacją osobistą, jest chyba sam, żadnej kobiety, żadnej nadziei na spełnienie się w roli ojca rodziny, męża?
TRZEBA GO O TO POPYTAĆ. NO, NIESTETY, STARY MISTRZU, NIE OBEJDZIE SIĘ BEZ ‘TYCH’ SPRAW. A TAK NIE LUBIĘ ZAGŁĘBIAĆ SIĘ W SFERY EROTYKI…”

Piątek, 03 grudnia
Godz. 8:30
IV SESJA HIPNOTYCZNA Z PODEJRZANYM

– Porozmawiajmy dzisiaj chwilę przed seansem.
Czyli tak na jawie?
– Dokładnie.
A co by miało być tematem naszej rozmowy na jawie?
– Zatem… Widzisz. Jak cię tam traktują, w tym areszcie?
Normalnie, jak w areszcie.
– A jak to jest „normalnie” w areszcie?
Musieli się na mnie poznać, bo mam pojedynczą celę. I ciągle przychodzą, sprawdzają czy wszystko mam, czy mi czegoś nie brakuje? Liczą się ze mną.
– A nie jest to związane z tym, o co cię podejrzewa prokuratura?
Czy jest w tym coś dziwnego, że mnie podejrzewa prokuratura? Każdego, kto przebywa w areszcie śledczym prokuratura podejrzewa. Właśnie z takiego powodu siedzi się tutaj…
– Proszę, nie chodzi o to, że cię podejrzewa, ale o to – o co cię podejrzewa.
A o cóż takiego wyjątkowego mnie podejrzewa? Co w moim podejrzeniu jest innego, niż u pozostałych osadzonych w śledztwie, aby przywiązywać do tego jakąś większą wagę?
– Naprawdę nie zdajesz sobie z tego sprawy…? Zatem kim ty jesteś dla służby więziennej, dla innych pozbawionych wolności?
Czy ty nie wiesz, czy tylko udajesz?
Nie wiem…
– Przestań tak ze mną pogrywać, bo skończymy to całe badanie. Nie zgodzę się na kolejne hipnozy i co wtedy?
Dobrze, masz rację. Ale jak to się stało, że oni się na tobie poznali?
– Nie wiem dokładnie. Chyba ktoś ich ostrzegł. I dlatego boją się mnie zlekceważyć, zranić. Wiedzą, co mnie czeka… I co ich czeka ode mnie, jak już się to stanie.
Możesz bardziej konkretnie?
– Nie, nie chcę. I jak mam się zgodzić na dalsze hipnozy, to już zaczynajmy. Bo jak nie…
Tak. Już. Zaczynajmy.
„Próbuję naprowadzić P. z powrotem na niego samego. Bez skutku. Wyrywa mi się, ucieka.
Znowu uciekł mi do postaci Ojca. Chowa się za nim, w jego cieniu.
To jest właściwie analiza osobowości Ojca i to jak on sam tłumaczy swój stosunek do swojego syna.
Co to ma wspólnego z samym P. i jego samoświadomością? Tyle co nic?
Ojciec jest ubekiem pod przykrywką, niszczy ludzi. Żadnego kamuflażu, jednoznaczne postawienie sprawy. P. nie owija w bawełnę.
Cała paleta zniszczonych ludzi. Czy oni coś uosabiają, jakieś konkretne traumy osoby podejrzewanej?
Z opowiadania cały świat jawi się jako jedno, wielkie bagno, nie ma żadnych pozytywnych postaci ani postaw.
A to wszystko jeszcze na tle świata zabawek, świata dziecka!
O NIE, TYLKO TAKICH SKOJARZEŃ MI JESZCZE BYŁO POTRZEBA! SAMA ZARAZ ZWARIUJĘ…
Pojawiają się złowrogie postacie Ducha’, Redaktora i Trenera. Pojawia się też dziewczynka z domu dziecka.
Czy to są strachy, uosabiające konkretne lęki osoby podejrzewanej?
Czy dziewczynka może mieć związek z pobytem lub zagrożeniem pobytem P. w domu dziecka?
CHOLERA, PRZECIEŻ NIC O CZYMŚ TAKIM NIE WIEM.
CHOLERA, TRZEBA SIĘ W KOŃCU DOWIEDZIEĆ CZEGOŚ BARDZIEJ KONKRETNEGO O P., O JEGO SYTUACJI PRYWATNEJ, RODZINIE, POCHODZENIU!
CHOLERA, CZEMU NIE MA TEGO WSZYSTKIEGO W AKTACH SPRAWY?!
CHOLERA I JESZCZE RAZ TO SAMO – CZEMU JA NIC O TYM NIE WIEM, CZEMU OD TEGO NIE ZACZĘŁAM, NIE ZAŻĄDAŁAM…?
PRZECIEŻ JA NAJNORMALNIEJ W ŚWIECIE ZROBIŁAM WSZYSTKO, DOKŁADNIE ODWROTNIE NIŻ NAKAZYWAŁA MI METODYKA, NIŻ POWINNAM ZROBIĆ.
NO EWIDETNIE, DAŁAM SIĘ PODPROWADZIĆ PIONOWI ŚLEDCZEMU Z PROKURATURĄ NA CZELE, POSZŁAM JAK PO SZNURKU WEDŁUG ICH JAKIEGOŚ ZAŁOŻONEGO Z GÓRY WYNIKU, CELU… JAK JAKAŚ PIERWSZA NAIWNA, JAKAŚ GŁUPIA, BEZ DOŚWIADCZENIA…

Poniedziałek, 06 grudnia
Godz. 12:00
V SESJA HIPNOTYCZNA Z PODEJRZANYM

– Już sądziłem, że mnie więcej nie wywołają. Czy dzieje się coś złego? Naczelnik zabrania…
Cóż takiego ma się dziać? Nie rozumiem – kobieta wyraźnie bawi się niepokojem mężczyzny. W jej głosie brzmi żartobliwy ton, udaje, w widoczny sposób udaje zdziwienie.
Jak to! Jest południe i ja od czterech i pół godziny czekam na wezwanie do bramy. I tak siedzę tu i myślę, że już dzisiaj więźniarka nie powiezie mnie z Łużyckiej przez miasto… I wyobrażam sobie, że już więcej nie pojadę do pani.
Dlaczego miałoby się tak stać, proszę?
Bo przecież ustalone jest, że spotykamy się wcześnie rano. I przed ósmą mam wsiadać do ciężarówki i wyjeżdżać na ulicę tuż po szczycie dojazdów ludzi do pracy i takimi na wpół pustymi ulicami przemierzać Zieloną Górę na drugi koniec miasta…
I to, może, wszystko widać z wnętrza więźniarki? Do dzisiaj myślałam, że to jest bardzo ponura buda, bez widoków…
Coś niecoś widać. Zależy kto patrzy i co chce zobaczyć…
A ty co chcesz zobaczyć? Swojego ojca?
– Co ty kobieto!
Jak byłeś wtedy u niego, to jechałeś przez Krosno, czy przez Świebodzin, pamiętasz to?
– Co to za pytania, obywatelko psycholog…?
– Lubisz chodzić w mundurze?
– Tak, bardzo.
Dlaczego?
– Bo prawdziwy mężczyzna musi być wojownikiem. A mężczyznę, który jest wojownikiem poznać po mundurze. Bo mundur jest najlepszy i w terenie i do walki…
A nie masz tego po prostu po ojcu?
– Czy istnieje tu jakiś związek?
Twój Ojciec jest wojskowym.
Nagła cisza.
Ma dowódcze stanowisko w garnizonie sulęcińskim…
– Nie ma takiego garnizonu.
A jaki jest?
– Garnizon Wędrzyn…
– Jest szefem WuKaeRu…
Milczenie.
A matka… Twoja matka…
– A Matkę zostaw w spokoju, suko!
Konsternacja.
Kobieta wzdryga się. Mężczyzna naprawdę ją przeraża w tej chwili. I to porządnie.
Zaraz też próbuje się wycofać z tej sytuacji.
Zatem… Jak to jest zatem z tym, że chcieli cię odebrać… Zabrać do domu dziecka?
To nie dom dziecka, tylko takie wariatkowo dla dzieci.
I co, ojciec nie dopuścił do tego?
Nie, to matka mnie wybroniła. Bo tylko matka mnie broni! Tylko i zawsze matka!
I to dzięki niej mieszkasz cały czas w tym małym, poniemieckim domku nad sklepem w piwnicy, a nie gdzieś w bidulu…?
– Bo Matka sprzedaje tam guziki i tasiemki. I staniki, i kobiece majtki.
Masz kobietę?
– Czy… Jaką kobietę?
Czyli nie masz żony… Ani dziewczyny…
Milczenie.
Ojciec mieszka daleko stąd…
Cisza. Coraz bardziej złowroga cisza.
Czy to nie przez ten wypadek na polowaniu ta cała akcja z zabraniem cię do tego domu dla chorych dzieci?
A Ojciec nie ma w tym żadnej winy. I to nic a nic! Nie Ojciec!
Wiem, to sekretarz, ten Wytrykus cię wtedy nie dopilnował, nie zauważył kilkunastoletniego, pałętającego się chłopaka i… Stało się. Pamiętasz?
– Był wypadek. Straszny wypadek.
Tak? – w głosie kobiety pojawia się nadzieja. Ale mężczyzna ją szybko gasi.
Bo to była zbrodnia. I na kobiecie.
Czy Ojciec zrobił coś twojej Matce?
Zabili nauczycielkę.
Kto?
Nie Ojciec! I nie Wytrykus! Bo oni też tam byli wtedy, na tamtym polowaniu. Bo to jest taka jedna zorganizowana grupa. I oni są tak zorganizowani! I zaraz opanują cały świat i całą gospodarkę, wojsko. I zdobędą władzę nad nami. A wy im nic nie zrobicie! Nic!
Co mielibyśmy im zrobić? Kto miałby robić?
A ja! Ja! I tylko ja. Wojownik, „Czarny koń”, jest już przysłany po mnie Posłaniec. Bo nadszedł właśnie czas wszystkich obudzić i ratować. Wszystko ratować. I to szybko…
Co szybko? Co mam robić?
– Uśpij mnie. I to już, zaraz, bo dopóki to jeszcze jest. Szybko, bo zaraz to minie i nigdy się nie dowiesz. I nikt się nie dowie, a oni zabiją cały świat, wszystkich… Szybko, chcę spać, chcę mówić przez sen… I objawię to właśnie teraz, dzisiaj, zaraz… I tylko szybko… A nie spóźnij się tak, jak rano… Bo to już południe… Południe! A tajemnica miała się objawić rano…
Kobieta podprowadza mężczyznę do fotela. W milczeniu, trochę zaskoczona, zszokowana sadza go tak jak zwykle, tak jak to robią od ponad tygodnia.
– Pusta, pusta, pusta więźniarka, bo wyjeżdża bez wybranego Przechodnia. I puste ulice i pusta ciężarówka… I żadnych ludzi, ani tutejszych, ani przechodniów… Bo co to będzie?! A dlaczego wszędzie tak pusto?
Mocno zaniepokojona, usadawia się naprzeciwko, próbuje go uspokoić łagodnym, ciepłym głosem:
Już, tak, teraz. Uśniesz i będziesz spał. Usłyszysz mnie we śnie. Ja będę ciebie pytała, a ty mi odpowiesz.
Puste miasto. Czy wszyscy są już umarli, czy wybrany Przechodzień nie zdążył? Czy Posłaniec go nie odnalazł na czas? I zabili wszystkich… Bo za późno… A nauczycielka zginęła na torach. I jak mam teraz bronić przed nią małego chłopca…? jak bronić przed trupem, przed nieżywym trupem…
Posłuchaj… Będę liczyć… Jeden, dwa… Czujesz… Pięć, śpisz.
Po czym zaczyna, tak jak co dzień, notować, nie zapominając też oczywiście i o włączeniu magnetofonu i uruchomieniu nagrywania.

„Precyzyjny opis zbrodni. Krok po kroku, chwila po chwili.
Od dobrze i precyzyjnie zorganizowanych przygotowań, przez dokładne wykonanie, po doskonały kamuflaż i dezorientację milicji i opinii publicznej.
Skąd on to wszystko wie? Wymyślił to, to wytwór jego wyobraźni i dlatego…
A jeśli nie? To takie realistyczne…
Czy to jest prawdziwa zbrodnia, która niegdyś się wydarzyła i miała nieodwołalny, znaczący, przemożny wpływ na obecny stan psychiki P.?
Czy może jest to obraz przetransponowanych przez umysł dziecka przyczyn tego, na jakiego człowieka to dziecko wyrosło? Jakim człowiekiem stał się sam P.?
Dziecka z niepełnej, odrzuconej na margines, poza nawias społeczeństwa, lekceważonej i pomiatanej rodziny. Matka, prosta, prymitywna kobieta, porzucona po zajściu w ciążę przez wysoko postawionego kochanka, który „po wszystkim”, zaspokojony seksualnie ogier, wraca do swojej „prawdziwej”, zaakceptowanej przez otoczenie komórki społecznej.
Dziecka z trudnego domu, dziecka o niedobrym dzieciństwie.
A może to sam P. jest ofiarą zbrodni, ale jeszcze zupełnie innej, niż ta, którą on śni. Tyle tylko, że jest ona dla niego tak przerażająca, tak traumatyczna, że cały czas wypiera jej prawdziwy obraz. I śni sobie jej urojony wizerunek, jako dalekie odbicie przeszłości, od której nie może się uwolnić?
Co tam się wtedy stało naprawdę w tych Jarogniewicach w 1965 roku? Było polowanie, był wypadek z udziałem dojrzewającego, prawie pełnoletniego młodego człowieka, który jeszcze dzisiaj, po tylu latach, nie jest wolny od jego skutków.

A może nie było żadnej zbrodni. Może porzucony w dzieciństwie przez ojca,
mały chłopczyk,
nastolatek pozbawiony męskiego autorytetu,
młody mężczyzna rzucony na głęboką wodę bez wsparcia rodziny,
wychowywany przez bardzo prostą,
zapracowaną,
skupioną z czasem na ciułaniu i nic nie widzącą poza drobnym interesem matkę,
który teraz, jako dorosły ma problemy z ułożeniem sobie życia, założeniem własnej rodziny, poznaniem i zatrzymaniem przy sobie kobiety…

Może ten opis morderstwa, to lustrzane odbicie, kwintesencja, rodzaj przepuszczonej i odrealnionej przez jego mózg prawdy o tym jego cholernym życiu? Może całe dzieciństwo opisuje hasłowo, jako przewinienie, któremu sam dodaje tak naprawdę nieistniejącego okrucieństwa, bestialstwa, i to takiego, że aż występne niegodziwości jakie go spotkały jawią mu się jako zbrodnia? Ucieka w to wyimaginowane zabójstwo jak do kokonu, chroniącego go przed prawdą o nim samym? To rodzaj przeciwwagi, którą uruchamia w momentach, gdy ta prawda tak nieopatrznie i nachalnie dotyka tych najbardziej wrażliwych strun…? Ucieka od traumatycznych wspomnień do coraz to na nowo wymyślanej zbrodni, która jest jeszcze gorsza od jego prawdziwych wspomnień i dlatego pozwala skupić na sobie moją i jego uwagę, zamiast na dzieciństwie?

Jak go spytać o to, czy ta zbrodnia zdarzyła się naprawdę? Jak go takim pytaniem, nie spłoszyć?

Z drugiej strony, to chyba sukces. Wreszcie skończył skupiać się na Ojcu. Przełom! P. zagłębia się w końcu w sobie samym. O to mi chodziło!
Zaczyna roić jakieś niestworzone wizje, ale to idzie przecież wreszcie w pożądanym kierunku. Widzę światło w tunelu, czy na końcu może być wyjaśnienie relacji P. z jego ofiarą, tym cały czas przewijającym się przez jego wspomnienia chłopcem?
ŻEBY TYLKO GO TERAZ NIE SPŁOSZYĆ.
TO JEST ZADANIE NA POJUTRZE!”

Środa, 08 grudnia
Godz. 8:30
VI SESJA HIPNOTYCZNA Z PODEJRZANYM

„Zbrodnia pojawia się na nowo, w postaci prasowego artykułu.
Jest to kalka z opisu zdarzenia wydobytego ze wspomnień w poniedziałek.
O co tu chodzi, co to oznacza? Gdyby poprzednio miała to być jedynie ucieczka, rodzaj neurastenii, stan chwilowej metafizyki albo psychozy, to przy kolejnym powrocie do tej historii nie ma prawa zgadzać się aż tyle szczegółów, powtarzać tyle (UWAGA – większość!!) konkretów.
Chyba, że histeria i wywoływane nią fantazje zajmują na stałe wspomnienia oparte na rzeczywistych przeżyciach. Ale po dwóch dniach?!
W przerwie między jednym zagłębieniem się w pamięci podświadomej a drugim? To tak się nie dzieje…
Chyba, że P. w tej swojej pojedynczej celi, przez te dwa dni o niczym innym nie myślał, a tylko wyłącznie o tym.
KONIECZNIE SPYTAĆ GO O SYTUACJĘ W CELI. O CODZIENNOŚĆ W WIĘZIENIU. CO I JAK PRZEŻYWA? CO ROBI? O CZYM MYŚLI?
P. przechodzi do opisu swojej domniemanej zbrodni. Kluczy.
A jednak! Tak myślałam, tego się spodziewałam. Nowe obszary wizji i metafizyki. Takie rozwijanie obszaru wyobrażeń, wreszcie wydaje się normalne. Co ja plotę – nienormalne, czyli zgodne z teorią. Kluczy, kluczy, gubi się – i tak powinno być!
P. fantazjuje o jakimś nadprzyrodzonym powołaniu. Roi raz o tym, że jest Wojownikiem mającym uratować świat, do którego zesłano mu Przewodnika, innym razem, że jest jego (tego Posłańca / Przewodnika) ofiarą. Wymyśla postać symboliczną Przechodnia.
Miesza czas i miejsca spotkań z domniemaną ofiarą. Krąży wokoło, nie może zdecydować się na wejście w te obszary pamięci, które bezpośrednio dotyczą jego zbrodniczego kontaktu z ofiarą.
Przebitki prawdopodobnie z nieudanego rzeczywistego, dorosłego życia P.: praca zawodowa, z której go wyrzucono, poczucie osamotnienia i braku jakiejkolwiek wartości (w nim samym / czy w otoczeniu, na świecie), odrzucenia przez społeczeństwo.
Ten Posłaniec to standardowa fobia, figura metafizyczna. Klasyczna obsesja, męcząca wielu od wieków, w każdej epoce. Ale ta postać Przechodnia jest bardzo ciekawa. To jest dosyć odkrywcze. Gdzie on się z tym spotkał? Ja nie słyszałam, żeby ktoś o tym tak pisał. Muszę poszperać. Jak trafię na źródła jego inspiracji, co czyta, czyją filozofią się pasjonuje… To może być klucz do jego osobowości i prawdy o nim samym. I o tym, co chciał zrobić, a co zrobił lub czego nie zrobił? I dlaczego?
A co jeśli ten Przechodzień to jego własne, niejako „autorskie” odbicie rzeczywistości? To zupełnie zmienia obraz tego człowieka. Taką metaforę może wykreować tylko wybitna jednostka. Jaka głębia, jaka – cholera – dokładność w odwzorowaniach zachowań, w detalach możliwych motywacji.
To by było możliwe… Ale nie u takiego prymitywa, znaczy się, pospolicie upośledzonego, z prostym, prymitywnym by rzec, niedorozwojem.
Tak, to jest możliwe. W jednym przypadku. Schizofrenii.
Ale w tym przypadku? Nic na to do tej pory nie wskazywało. To by była sensacja! Taka katastrofalna pomyłka we wstępnej diagnozie…
A to by zdziwiła się ta nadęta dochodzeniówka…
A prokurator? Zabiłabym ją śmiechem…
Ale to niemożliwe. Niemożliwe!”

Piątek, 10 grudnia
Godz. 8:30
VII SESJA HIPNOTYCZNA Z PODEJRZANYM

„P. cały czas kluczy, nie chce dopuścić do siebie wspomnienia samego kontaktu z ofiarą. W tym celu ‘podróżuje’ ze mną po całym mieście, ściąga mnie w różne, znaczące dla konkretnych kontekstów miejsca, jednakże bardzo odległe (w sensie fizycznym i duchowym) od miejsc związanych bezpośrednio z przestępstwem, o które go podejrzewamy. Są to konkretne, identyfikowalne rejony i obszary funkcjonalne Zielonej Góry – boisko sportowe, winiarnia, zaniedbany park, szkoła. To jest niezwykle prawdziwe, stąd nie sposób odseparować prawdy od zmyślenia. I taką właśnie taktykę stosuje P. Kogo chce omamić, zwieść – siebie, czy mnie? Siebie, czy organy ścigające zbrodnię i jej sprawcę?
W co on sam wierzy, a co jest fałszywym obrazem, świadomie wykreowanym dla obrony własnej niezależności?
Wymyśla nowe postacie, która miałyby być znaczące / inspirujące do zbrodniczego kontaktu (Redaktor, Nauczycielka). Wszystko po to, aby odsunąć siebie jak najbardziej w cień, jak najdalej od sceny dramatu, od dokonującego się zła. Najpierw za wszystkie sznurki pociąga wszechwładny i wszechwiedzący Redaktor. Kreator wszystkiego, co wokoło. Nic nie może się wydarzyć, o ile nie jest zaplanowane przez Redaktora i nie służy jego celom. Potem pojawia się jego ofiara, Nauczycielka, która niczym sterowana marionetka pośredniczy między kreującym różne rzeczywistości Redaktorem a ślepym, bezwolnym Przechodniem, uosobieniem P.
On sam nie jest ani dobry, ani zły. Czyni to niemal jako widz, zza szyby…
Potem opisuje otaczający świat, rzeczywistość jako plugawą i nikczemną, bez wartości, zbrodniczą.
Przechodzą z Redaktorem przez zaniedbany park, a w szkole dają się mijać dzieciarni przyprowadzonej przez Nauczycielkę. I tu i tam nikt nie myśli indywidualnie, to ktoś inny nadaje im wszystkim pęd, owczy pęd bez możliwości wyboru i bez własnych intencji. Jednocześnie wszyscy są źli lub są wytworem zła. Zło jest wszechogarniające. Lepkie, zaraźliwe. On, P., nie jest inny od reszty. Jest wytworem świata. Po prostu. Dlatego nie może odpowiadać za swoje czyny, jeżeli są złe lub kogoś krzywdzą.
Tak, chce w ten sposób, kreując taki – jako jedyny możliwy – obraz otoczenia, usprawiedliwiać swoje postępowanie, że to niby jest wyłącznie jego odpowiedź na to powszechne zło. Nie, nawet nie odpowiedź. On nie odpowiada, on godzi się z koniecznością.
Nie dopuszcza na razie do siebie wspomnień związanych z jego inicjatywami, z jego własnymi inspiracjami wiążącymi go w jakikolwiek sposób z ofiarą.
SŁOWEM BRNIEMY W CZARNĄ DUPĘ! CZY ISTNIEJE JESZCZE DLA NAS JAKIEŚ WYJŚCIE Z TEJ DUPY?
Cholera, jestem na dnie labiryntu. Muszę nas stąd w jakikolwiek możliwy sposób wyplątać. I to szybko, jak najszybciej. Każda kolejna chwila w tym trzęsawisku i ugrzęźniemy tu na zawsze, bez nadziei wyjścia!
Czy on to robi specjalnie? Czy też sam jest aż tak bardzo zaplątany? TO CIEKAWY MOTYW!
Gdy tylko uda mi się na to odpowiedzieć, mam w ręku klucz do jego osobowości, do wszystkich tajemnic, odpowiedzi na pytania. WIEM O NIM WSZYSTKO!!
Ale jak to zrobić? CZY TO JEST W OGÓLE TERAZ WYKONALNE?
Oby tylko nie okazało się, że rzeczywiście znajdujemy się W PRAWDZIWEJ CZARNEJ DUPIE! Bo to by oznaczało, że jest niebezpiecznie. PACJENT MOŻE Z TEGO W OGÓLE NIE WYJŚĆ. NIE TO, ŻE JA GO STRACĘ, ON PO PROSTU MOŻE ULEC SAMODEGRADACJI. TAK ‘POKRĘCONA’ PODŚWIADOMOŚĆ MOŻE MU UNIEMOŻLIWIĆ POWRÓT DO RZECZYWISTOŚCI.
Słucham go. Mój Boże, on się coraz bardziej nakręca, wyraźnie czuje się tu coraz lepiej. Ten mrok, te katakumby. Ta ucieczka od światła słonecznego, od ludzi, przed ludźmi. Ta cała historia stworzona dla utwierdzenia się w wyborze ucieczki, jako postawy pożądanej i skutecznej w działaniu prowadzącym do wybranego celu. Ta humanistyczna otoczka, ta historia, kultura, religia w tym wszystkim, tylko po to, aby nabrało to uniwersalnych wartości. Dzięki którym da się z tym żyć, da się tu żyć z samym sobą, z własnymi wyborami.
A te cienie i mroki skutecznie ukryją ohydę, którą widać tylko w świetle, na powierzchni. Tutaj można nie pamiętać, nie wiedzieć, nie czuć do siebie wstrętu. Chociaż, co się stało, to się nie odstanie… Tylko, że tutaj to wszystko już nie ma znaczenia. Tu się da z tym żyć… Nikt nie rzuci oskarżenia w twarz, nikt się nie odsunie, nie zabierze ręki, nie odwróci oczu. Tak, tu po prostu da się z tym żyć… Jeszcze chwila i nie będzie chciał wracać. CHOLERA, JA GO WPĘDZAM W SCHIZOFRENIĘ…
Szybko, akcja ratunkowa. Wyjść, wyjść z tego już, teraz, jak najszybciej… Ani chwili, ani kroku dalej…”
Pięć, cztery… Panie Olku… Słyszy mnie pan?! Trzy, dwa… Budzimy się, zabieram pana z powrotem do realnego świata. Jeden! Jeden! Już pan nie śpi. Widzi mnie pan? Jaki dzisiaj mamy dzień? Halo, co za dzień dzisiaj?
Potrząsa nim. Staje nad nim, pochyla się. Aż do skutku, do chwili, gdy się ocknie i jej odpowie. Jest przerażona.
– Co? Co jest? Piątek… Tak, piątek. Chyba trzynastego? Tak, trzynasty…
Rzeczywiście. Cholera, piątek, trzynastego…
Mężczyzna śmieje się jakby nigdy nic. Rzuca kobiecie niby to z troską, ale tak naprawdę, to zaczepnie, szyderczo:
– Obywatelka psycholog jest przesądna?
Co, ja…?
Cieszy się, widząc ją taką zaskoczoną, skonfundowaną.
– To może ja jednak obudzę się jutro? To będzie sobota i już czternasty…
Kobieta w końcu otrząsa się. Poważnieje.
Co to za żarty, panie Olku! Dzisiaj jest dopiero dziesiąty. Trzynasty będzie w poniedziałek.

1 thought on “Odcinek 8”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.