Sierpień umarłych 1

Ewa Maria and Friends

Mojej Siostrze Kasi, bo mimo iż to ja to piszę, to jest to nasz wspólny wpis.

6 sierpnia umarł Jacek Mydlarski, malarz, fantastyczny partner rozmów, rzadko, zbyt rzadko, widywany przyjaciel, którego obrazy wędrowały ze mną niemal przez wszystkie moje berlińskie mieszkania, aby po 30 latach przenieść się z powrotem do Polski, do mojego siostrzeńca.

Miał 70 lat. Bardzo mnie poruszyła ta śmierć.
Tak się zaczął
Sierpień umarłych.

14 sierpnia umarła Ewa Demarczyk.

15 sierpnia umarł Henryk Wujec, jeden z najmilszych ludzi Solidarności, prawy, kochany, uczciwy, skromny, szlachetny. Człowiek, który nigdy nie zawiódł naszego zaufania.

To już nie były “zwykłe śmierci” (bo przecież zawsze ktoś odchodzi), to były po prostu Gorzkie żniwa. Tak jakby wszyscy na raz, powiedziała moja siostra, jakby wszyscy na raz postanowili opuścić Polskę, bo tu już się nie da żyć. W ciągu następnych kilkunastu dni umarli Wojciech Karpiński (18 sierpnia), Piotr Szczepanik i Andrzej Walicki (20 sierpnia), Józefa Hennelowa (22 sierpnia), Maria Janion (23 sierpnia). Nie nadążaliśmy z żałobą po każdej kolejnej stracie.

Były też rocznice, gorzkie, smutne, mimo minionych lat przejmujące poczuciem straty i tęsknotą.
18 sierpnia minęły 84 lata od śmierci Federica Garcii Lorki. To u nas w rodzinie ważna rocznica, bo Lorca był zawsze ważny, a potem, gdy Mama, Irena Kuran-Bogucka, zaczęła tłumaczyć jego wiersze, stał się wszechobecny.

Jacek Dehnel napisał na FB:

Osiemdziesiąt cztery lata temu, 18 lub 19 sierpnia 1936 roku hiszpańscy faszyści zamordowali jednego z największych poetów XX wieku. Kiedy ginął, zastrzelony przy drodze, był o dwa lata młodszy, niż ja teraz. Z wszystkiego, co napisałby później, zostaliśmy obrabowani, tak jak zostaliśmy obrabowani przez faszystów niemieckich ze wszystkiego, co napisałby później Baczyński.

Kiedy miałem szesnaście czy siedemnaście lat, nie mogłem nigdzie dostać kanonicznego – i jak dotąd najlepszego – przekładu jego wierszy, autorstwa Ireny Kuran-Boguckiej, więc pożyczyłem go od przyjaciółki i wklepałem w komputer. 375 stron, wiersz po wierszu, poemat po poemacie. Po blisko ćwierćwieczu, przenoszony z twardego dysku na twardy dysk, podróżuje ze mną nadal. Ze wszystkich miłości, które przeżyłem w życiu, którymi nadal żyję, ta jest jedną z najtrwalszych.

Federico Garcia Lorca (tłumaczyła Irena Kuran-Bogucka)
Nokturn martwego młodzieńca

O, pójdźmy w milczeniu nad rzekę skłębioną,
zobaczyć młodzieńca, który tu utonął.

O, pójdźmy w milczeniu poprzez brzegi wietrzne
zanim go do morza zniosą fale rzeczne.

Łkała jego dusza drobna i zraniona,
nad nią traw i sosen wznosił się aromat.

Z księżyca spływała z rozplecionym włosem
woda, sypiąc lilie na gór nagich zbocze.

Kameliami cienia zasypały wiatry
przytłumione światło ust smutnych i martwych.

Przyjdźcie jasnowłosi chłopcy z turni, z hali,
zobaczyć młodzieńca, co utonął w fali.

Przyjdźcie ciemni ludzie z góry i z doliny,
zanim go zaniesie rzeka w mórz głębiny.

Zanim go zaniesie w morze białogrzywe,
po którym wędrują wody woły siwe.

Ach, jak w Sil śpiewały i drzewa, i góry!
Lśnił księżyc zielony, jak krągły tamburyn.

Chodźmy szybko, chłopcy, niechaj nikt nie zwleka
bo oto już w morze porywa go rzeka!

Popłakałam się, jak przeczytałam ten wpis. A myślałam, że kiedyś wreszcie dorosłam i już nie płaczę…
Lorca był na pewno największą miłością w życiu Mamy.
21 sierpnia minęła 25 rocznica jej śmierci.
Zawsze nas przejmował fakt, że umarła w dwa dni po nim.
Grafika z cyklu Romancero Cygańskie 2 (ilustracje do wierszy Federica Garcii Lorki / Aresztowanie Antonia el Camborio na drodze do Sewilli)

Katarzyna Krenz (moja siostra) napisała:
21 sierpnia o godz. 12:59

Irena Kuran-Bogucka 1925-1995

Mama odeszła 25 lat temu.
Jej cień.
Wracają do mnie Jej kolory: zielony księżyc i granatowa noc. Czarny profil kobiety na złotawej desce drzeworytu. Zapach majowego deszczu i farby drukarskiej. Gwiazdy milczą. Ich milczenie przerywa krzyk Cyganki i tnie z szelestem białe płótno wiersza Federica. Zielony księżyc jest młody i zagięty jak rogalik. O byku nikt nie mówi, bo byk zawsze umiera. Rytmy posunięć dłuta i głębokiej pieśni płyną wspólnie po plastrze lipowego drewna przez otwarte okno ku nocy. Dzwony w kościele Najświętszego Serca Jezusowego na ulicy Czarnej wybijają godzinę pierwszą, drugą, trzecią… Dzwony na wieżach Kordoby wybijają swoje godziny

Ay, mój koniu niestrudzony! Ay, przecież śmierć mnie tu czeka, zanim dotrę do Kordoby
Kordoba samotna w dali.

O tym, że umarła Maria Janion dowiedziałam się z wpisu Justyny Sobolewskiej na FB:

Justyna Sobolewska
23 sierpnia, godz. 21:42

Wielki smutek. Zmarła profesor Maria Janion. Wielka humanistka i nauczycielka kilku pokoleń studentów. Ostatnio przypomniało mi się to zdanie Goethego, które interpretowała najpierw na naszym seminarium potem w książce „Odyseja wychowania” – najwyższym szczęściem dzieci ziemi jest jedynie osobowość. Tych ważnych zdań, które zostały, jest wiele. Pozostało mnóstwo książek – czasem białych kruków jak cykl „Transgresje” z gdańskiego seminarium. Wiele z nich miało swoje źródło w pracy podczas seminarium – „Bohater, spisek, śmierć”, „Niesamowita słowiańszczyzna”, „Kobiety i duch inności” czy „Płacz generała. Eseje o wojnie”. W tej ostatniej książce opisywała m.in. niebezpieczeństwa mitu bohaterskiego, który ma ładunek śmiercionośny i jednocześnie wielką siłę przyciągania. Widzimy to wyraźnie dzisiaj. Jej książki z lat 90 i dwutysięcznych badają życie pośmiertne romantyzmu, ale otwierają się na współczesność. Są przede wszystkim próbą przywrócenia zjawisk nie dość opisanych i zauważanych w kulturze. Zawsze chodziło jej o przekroczenie stanu świadomości polskiej, narodowej i symbolicznej uwięzionej w dawnych fantazmatach. Jej gigantyczny dorobek to próba przepracowania polskich traum i mitów. To była praca Syzyfa – w wywiadzie w Polityce w 2005 roku Janion mówiła, że cała moja ciężka walka o to, żeby paradygmat romantyzmu i historii przekształcić w paradygmat romantyzmu i egzystencji, nie powiodła się. Ale nie ustawała w wysiłkach. Pozostały ważne książki, do których zawsze będzie można wrócić, o które będzie można oprzeć kolejne projekty wolnościowe, emancypacyjne.

Fot. Agencja Gazeta

Tibor Jagielski przytoczył z kolei taki cytat: Dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja, jest przekleństwem, zgubą dla Polski. Szczerze nienawidzę naszego mesjanizmu.

Niestety tak, napisał Tibor, cześć jej pamięci.

Niestety tak, cześć ich pamięci.

***

Anna Krenz napisała przed chwilą na FB o kolejnej śmierci, o której pamiętamy:

Dziś mija rok…. / It has been a year today….
Longina Poterek-Krenz (16.2.1946-28.8.2019)
Moja najukochańsza Mama / my beloved Mom.

Jutro drugi wpis zatytułowany Sierpień umarłych.

2 thoughts on “Sierpień umarłych 1”

  1. Tak, przesmutny i jeden z najbardziej bliskich jest dla mnie
    ten wpis.
    Tyle pieknych refleksji, ciepla, zadumy.
    Dziekuje Wszytkim!
    T.Ru

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.