Sąsiedzi 11

Teresa Rudolf

Regina

W szpitalu policyjnym, na trzecim piętrze, korytarzem podążała pewnym, prawie żołnierskim krokiem szczupła, średniego wzrostu, rudomiedzianowłosa kobieta, około pięćdziesiątki. Ubrana była w czarne wąskie spodnie i czarny obszerny płaszcz, a wokół szyi miała luźno okręcony, pomarańczowoczarny szal.
Na pierwszy rzut oka można by pomyślec, że to tylko przeciętna kobieta, idąca właśnie odwiedzić kogoś chorego.
Po uważniejszym przyjrzeniu się widać było jednak zacięty wyraz twarzy, a interesujące szmaragdowe oczy były kompletnie nieobecne, zamyślone, było wręcz dziwne, że kobieta w ogóle coś widzi i tak pewnie podąża w określonym celu.
Po drodze zatrzymała przechodzącą pielęgniarkę i zapytała, gdzie leży pan Lesław M.
Siostra oddziałowa, pani Zofia, wskazała drzwi, mówiąc:
– Akurat właśnie stoimy przed jego pokojem, ale uprzedzam, pacjent jest ciagle na silnych środkach przeciwbólowych, dużo śpi, no i właśnie w tej chwili również… A można wiedzieć, kim Pani jest, żeby można było mu powiedzieć, kto przyszedł do niego w odwiedziny?
– Jestem byłą żoną Lesława, nazywam się Regina M. Wejdę jednak, może się akurat obudzi.
Weszła i zobaczyla Lesia w bandażach i gipsach. Twarz miał całą zabandażowaną.
Zapytała cichym, dość niskim głosem: – Śpisz?
Nie otrzymała jednak żadnej odpowiedzi. Usiadła na krześle stojącym przy łózku.

Klara i Filomena szły korytarzem prowadzącym do pokoju Lesia.
Uslyszały głos oddziałowej:
– Poczekajcie Panie, chcę uprzedzić, że Pan Lesław ma gościa o imieniu Regina, czyżby to była ta kobieta z jego koszmarnych snów???
Sąsiadki spojrzały na siebie ze zdumieniem, Filomena pobladła, a Klara dostała rumieńców.
Nie wykrztusiły ani słowa i jak dwa roboty poszły dalej.
Przed salą Lesia stanęły i ponownie krótko spojrzały na siebie..
Klara powiedziała tylko szorstko: – Damy radę!
I weszły…
Zobaczyły Reginę, siedzącą przy łóżku Lesia.
Filomena nie wytrzymała napięcia na widok tej kobiety, tak ważnej kiedyś w życiu pana Lesia, a obecnie znęcającej się nad nim, we snach i we wspomnieniach na jawie.
– Ach, to paaaaani… Tak sobie właśnie Panią wyobrażałam, powiedziała i spojrzała z nieukrywaną niechęcią na rudowłosą intruzkę.
Klara rozbawiona pomyślała:
Ach… skąd ja znam to “powłóczyste spojrzenie” Melci… oj, będzie się działo, oj będzie…
Regina, zdumiona popatrzyła pytająco na “dwie jakieś wredne baby”. Wstała z krzesła i przedstawiła się wyniośle:
– Regina M. była, ale ciągle zaprzyjaźniona z nim, żona obecnego tu Lesława M.
– No, to chyba się Pani troszkę w głowie z tą przyjaźnią pomieszało, powiedziała Klara. Miejmy nadzieję, że Lesio, jak się zbudzi, nie zejdzie nam na zawał serca, jak panią w naturze tu zobaczy, chyba profilaktycznie pójdę już po siostrę oddziałową. Klara mówiła coraz głośniej.
W tym momencie Lesio otworzył oczy. Były niewidoczne, ale usłyszały jego głos, a raczej ciche syknięcie: – Znów te koszmary, znów ta Regina, co to za jakiś obłęd… Znów te rude wlosy, która z nich obu mi się w tej mgle tu pokazuje… Chyba zwariuję, szeptał…
Filomena zwycięsko spojrzała na swą przeciwniczkę i powiedziała
– No, to teraz szybciutko zjeżdżaj, moja miła, i żebyś się tu więcej nie pokazywała, dodała.
Ale tu już trafiła kosa na kamień.
Regina, cedząc słowa, odezwała się wyniośle:
– A kimże ty jesteś, kobieto, by mi tu rozkazywać, znamy się, a skąd to ty???
Przemowę jej przerwał zupełnie obudzony już Lesio:
– Chryste Panie, Regina, ty tu jesteś naprawdę!? Po czternastu latach!? Znów chcesz mi rozwalić życie??? Czegoż ty tu chcesz?
– Czytałam w gazetach o tym nieszczęściu, które cię spotkało, więc w imię naszej dawnej miłości szybko tu przybiegłam. Może czegoś potrzebujesz???, pytała.
– Zawsze, kiedy wkraczasz w moje życie, przynosisz mi pecha, proszę zostaw mnie w spokoju, kobieto…
– Chciałabym jeszcze odebrać od ciebie też nasz album ze zdjęciami ze Stanów, z tych naszych dobrych czasów…
Klara i Filomena przysłuchiwały się tej pełnej napięcia rozmowie, aż w końcu Klara nie wytrzymała:
– Przepraszam, że państwu przerwę, pogadacie sobie później, chciałabym, panie Lesiu, donieść, że Salomon już je, a nawet wyjada również Salci z jej miski, na co mu ona zresztą pozwala, ale ja nie, bo ona schudła już około kilograma, a on właśnie o dwa kilo przytył, powiedziała, uśmiechając się figlarnie i ciepło.
Regina skwitowała natychmiast jej wypowiedź, kierując się do Lesia: – Aaaach, to o tego twojego  kota chodzi, tego wstręciucha, a jest jeszcze jakiś drugi? Ty naprawdę zwariowałeś??? To już taki stary kocur, cud, że on  jeszcze w ogóle żyje!!!
Lesio odpowiedział nerwowo i coraz głośniej, prawie krzycząc:
– Regina, idźżesz ty wreszcie, skąd przyszłaś, pewnie chcesz się teraz przykleić do mego odszkodowania, ty pazerny, chytry babsztylu!! I odstawiasz mi tu jakiś teatr z dawnymi sentymentami… Filomeno, byłabyś tak dobra? Wyprowadź tę kobietę i zamknij za nią drzwi.
Regina ironicznie spojrzała na rywalkę i nie omieszkała powiedzieć:
– Ale w rudych, jak już kiedyś zagustowałeś, tak ci zostało, co?
Filomena z wyższością odpowiedziała za Lesia:
– Kolor włosów można zawsze zmienić, ale tak skrajnie parszywego charakterku, to nie bardzo.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.