List do EMS

Teresa Rudolf
Ewuniu, po głowie mi chodzi ten Twój wpis pt. “Dwie siostry“…
Z jednej strony dlatego że ma w sobie tyle ciekawych informacji “historyczno-estetycznych”:
piękne rzeźby, ładne zdjęcia, przemijanie zamknięte w twórczości artystów tamtych epok, w fotografiach dzisiejszych, a z drugiej strony też z tego powodu, że na  początku napisałaś o zniknięciu  miliardów blogów.  Tu  przypomniała mi się też Twoja kuzynka z Kanady i uratowany przez Ciebie jej wpis o Żebraku…
A wiesz, co mi przyszlo JESZCZE  dziś do głowy?
To, że to, co my robimy, na Twoim blogu, to są rysunki na piasku, czasem zatrzymają się przy nich przypadkowi przechodnie,
czasem nawet ktoś dopisze tam jakąś uwagę, ktoś obcy, ktoś znajomy…
no i ktoregoś dnia przyjdzie silniejszy wiatr i wszystko to zdmuchnie.
Gdy sobie to wyobrażałam, zakradły mi się dwa uczucia:
– niesamowita lekkość i przyjemność rysowania na piasku,

– a z drugiej strony trochę też smutek przemijania wszystkiego.

I niestety przyszło mi do głowy coś całkiem jeszcze innego, naprawdę przerażającego:
w Australii “przeminęły z ogniem”, w męczarniach miliardy zwierząt i wiatr rozwiewa ich popioły po świecie.

Jak rysunki dziecinne na piasku…
Jakże względne jest więc to przemijanie i jego sens lub bezsens?…
Przeminęło tyle bardzo ważnych i mniej ważnych ludzi, zjawisk, tyle dookoła bezsensownych ofiar  spowodowanych przez innych.
Oni nie rysowali i nie rysują na piasku, lecz ryją w kamieniu…
I na nich nie wystarczy wiatr, wicher, lecz huragan, który i tak  nie da odfrunąć ich czynom, gdyż nie są niewinne jak rysunki na piasku….


Przemijanie z wiatrem

Te dawne, takie różne
rysuneczki na piasku,
piaskowe zameczki,
ulatujące z wiatrem.

I te piaskowo-miłosne
ze strzałami Amora,
ulatujące z podmuchem
nieobliczalnych wicherków.

Rysunki na  piasku życia
rozwiewający ciągle wiatr,
frunące myśli, uczucia ulotne,
wspomnienia i na zegarze czas…

Na ziarnach piasku mego życia,
rysuję dziś tutaj mój smutek,
bezbrzeżny płacz, nad popiołami
kangurów i misiów koala.

Uwaga adminki: wstawiłam ten wpis na bloga w niedzielę 9 lutego, wieczorem, nadchodziła noc Oskarów i niezwykłej śnieżnej pełni księżyca, a przez Niemcy leciał dziki gon, nazwany przez meteorologów huraganem Sabina.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.