Spotkania z Księciem Ciemności 5

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności! Książę zachowuje się jak… Książę. Przychodzi kiedy chce: czasem dołącza do mnie i do Kropki na podwórku podczas spaceru, innym razem czeka na korytarzu. Zostaje, jak długo ma ochotę: nieraz zaledwie parę minut, kiedy indziej kilka godzin; zdarzyło mu się już nawet, raz czy drugi, spędzić u nas noc. Wychodzi, gdy uzna to za stosowne: dumnie kroczy wtedy w kierunku drzwi, dając wyraźnie do zrozumienia, że wizyta skończona.

Robi, co chce. To pobawi się z Kropką, to znów pomizia z moją Żoną.

Jednego dnia rozrabia, próbując na przykład usilnie ściągnąć ze stołu obrus: najlepiej ze wszystkim, co na nim leży. Kiedy indziej refleksyjnie układa się pod tymże stołem. Lub na fotelu. Albo na wypranych ubraniach, które właśnie ściągnąłem z suszarki i na chwilę zostawiłem w kącie, przed ułożeniem ich w szafie.

Całe mieszkanie traktuje jako swe książęce włości. Wszędzie czuje się u siebie. I w prawie.

 

Generalnie: czuje się świetnie.

I, trzeba to uczciwie przyznać, świetnie też wygląda.

Od ponad dwóch lat, na mocy świadomej i wspólnej – żoninej i mojej – decyzji, nie mamy w mieszkaniu telewizora. Po każdej z wielkoksiążęcych wizyt upewniam się w słuszności takiego wyboru. Telewizor? A po co? Oto lepsze theatrum. Czyż nie?

Warto jakoś utrwalić te chwile, bo niewątpliwie są tego warte. Takie chwile bowiem stanowią o smaku życia. Uważność na to, co ważne (ładnie mi się powiedziało) powoduje, iż to życie nie przecieka między palcami. Telewizja? A idźcież z nią do cholery! Co innego literatura. No, powiedzmy: wprawki literackie. Wprawki do czegoś, co skądinąd nigdy nie powstanie. Wprawki na własny użytek, bo i tak nie dorównam Mistrzom. Do pisania o Księciuniu zainspirowała mnie niedawno wydana książka, autorstwa Tadeusza Konwickiego (ściśle rzecz biorąc, to kompilacja Jego tekstów z różnych dzieł): Iwan Konwicki, z domu Iwaszkiewicz. Iwan jest chyba najsłynniejszym kotem polskiej literatury. Książę Ciemności mu nie dorówna, jak i moje wprawki nie dorównają frazom Wielkiego Wilnianina. Ale, jako się rzekło, na własny użytek, by wzmóc doznawanie codzienności i utrwalić jej ulotne smaki – wystarczy.

Marzy mi się jeszcze jedna rzecz. Coś, co by sprawiło, iż moja satysfakcja byłaby pełna. Książkę Tadeusza Konwickiego zilustrowała pięknie jego córka Maria. Ja nie mam córki, a za rysowanie sam się na pewno nie zabiorę: są przecież jakieś granice żenady; wystarczy, iż piszę. Ale gdyby któryś/któraś z Szanownych Czytelników/Czytelniczek obdarzonych plastycznie (lub mających tak obdarzonych Przyjaciół) chciałby/chciałaby się tego podjąć… Nieprzypadkowo tak bogato wyposażyłem dzisiejszy tekst w fotografie: może okażą się inspiracją? Poza dozgonną wdzięcznością i uściskiem spracowanej ręki Autora stawiam wystawny (znów ładnie mi się powiedziało) obiad – w Berlinie lub gdziekolwiek indziej –
i dorzucam własne przy nim towarzystwo! Technika, konwencja, styl nieważne. Warunek jest jeden. Poza Księciem na ilustracjach musi pojawić się też Kropka. Bez niej wizyty Czarnucha nie mają bowiem sensu.


Od Adminki: okładka i wpis o książce o Iwanie TU

1 thought on “Spotkania z Księciem Ciemności 5”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.