Zamiast felietonu (2)

Zbigniew Milewicz

Piekło wyboru

No i stało się. Opowiedziałem Edmundowi po raz nie wiadomo który starą anegdotę, jak to Honecker pojechał polować z Breżniewem na zające na Syberii i mój kompan, rozbawiony, jak zwykle zaordynował: a żeby cię diabli wzięli! Zrobił to tak serdecznie, że tym razem posłuchali i nie było zmiłuj się, musiałem z nimi pójść. Do żadnej windy, tylko na jakiś wojskowy poligon, gdzie wpakowali mnie do helikoptera i zawieźli do starej, opuszczonej fabryki, jakich jeszcze wiele w Brandenburgii, albo w Meklemburgii. Równie dobrze jednak mogło to być gdzieś na Ukrainie, bo na fabrycznym placu powiewały flagi różnych państw – w tym na pewno gwiaździsta, unijna i ukraińska. W ogromnej hali stały na paleniskach kotły, wypełnione różnymi cieczami, a w nich, zgodnie z tradycją, gotowali się potępieńcy.

Diabły miały dziesiątki wcieleń. Przy tradycyjnych kotłach ze smołą uwijały się włochate i rogate poczwary z widłami, przy kadzi z płynną viagrą stały starszawe rajfury i alfonsi, tam, gdzie bulgotało piwo, albo wóda – sympatyczni barmani. W złocie pomagali pławić się urzędnicy w nienagannie skrojonych garniturach, a w fekaliach – pracownicy przedsiębiorstwa wodociągów i kanalizacji. Piekło było zarządzane nowocześnie i demokratycznie, kto do niego trafił, mógł sobie wybrać dowolny kocioł. Nie tyle nawet mógł, ile musiał, choć pozwalano zmieniać kadzie.

– Znudzi się duszy gotowanie w wódce – instruował mnie mój diabeł osobisty – to może zanurkować w piwie, albo mamy dosyć viagry, to sobie pływamy za przeproszeniem w innym świństwie. Warunek – dusza musi się nieustannie gotować, całą wieczność.

Ubrany był w polowy mundur, jaki można kupić w każdym sklepie z militariami, bez dystynkcji i znaków rozpoznawczych, podobnie, jak jego mrukliwy współtowarzysz. Trochę od nich zalatywało pochmielijem, a zaśpiew mowy zdradzał, że pochodzą gdzieś ze wschodnich regionów czarciego imperium.

– To gdzie dusza decyduje się na początek? – padło nieuchronne pytanie.

W jednej z kadzi, w błękitnym atramencie, gotowali się dziennikarze, wspólnie z politykami. W kotle z czekoladą mieszał tryzubem jowialny kucharz i zachęcał wszystkich do degustacji. Nie wiedziałem kompletnie, co wybrać. Na szczęście w pewnym momencie zadzwonił telefon.

– Mam nadzieję, że cię nie obudziłem, jest niedziela, idziesz wybierać europosłów? – zapytał znajomy głos.

– Nie, nie idę – zaskomlałem w mikrofon, jeszcze niezupełnie obudzony.
Edmund miał niezły ubaw, kiedy opowiedziałem mu swój sen, ale ostatecznie też nie poszedł głosować.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.