Zeszyty i teczki

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

Tym razem będą to niewątpliwie stare papiery, tak jak tytułowałam tu pierwsze wpisy o Mamie – nie były one zresztą naprawdę pierwsze, ale jednak przedtem były one dorywcze, pisząc o Mamie kierowałam się różnymi spontanicznymi skojarzeniami, natomiast od wielu tygodni wszyscy już wiedzą, że w sobotę pojawi się wpis o Mamie, oparty na tym, co znalazłam w kilku kartonach, w których ktoś kiedyś zgromadził to, co było w szafach i biurku, ale też w moich własnych szafach i szufladach. Na pewno już za życia Mamy dostałam od niej dwa zeszyty nazwane przez nią “Varia” – mam wrażenie, że w sumie było ich cztery, możliwe więc, że dwa pozostałe znajdują się u Kasi.

Varia-podwojne“Varia” to zwykłe zeszyty w kratkę, szczelnie przez Mamę wypełnione wklejonymi opowiadaniami wyciętymi z różnych gazet. Są grube, napęczniałe od kleju, ale też od powtykanych w nie luźnych kartek i dodatkowych wycinków. Na pewno są tu opowiadania wycięte z “Przekroju”, ale wydaje mi się, że rozpoznaję również wspaniały wielkoformatowy “Świat”. Być może była też gazeta “Twój świat”, ale nie jestem tego pewna. Za to na pewno był “Poznaj świat”, a potem również “Kontynenty”. Z tych dwóch czasopism Mama też wycinała strony, artykuły i zdjęcia, ale były to zasoby gromadzone przez nią w jakichś innych zeszytach. Na razie ich jeszcze nie znalazłam, ale dobrze je pamiętam. W tych geograficznych wycinkach ważne było wszystko, co dotyczyło Hiszpanii i Ameryki Łacińskiej, a poza tym miejsca dalekie i tajemnicze oraz po prostu pełne urody zdjęcia, zwłaszcza głowy pięknych egzotycznych kobiet, góry i świątynie.
Zeszyty “Varia” czytałam w młodości wielokrotnie, były wspaniałą antologią literatury współczesnej, nie nielegalnej, ale też nie do końca legalnej, bo czasopismo jako druk przemijający mogło sobie pozwolić na odrobinę więcej wolności, niż wydawnictwo wydające książki, tak więc to, co znalazło się w “Variach” mogło się nigdy nie pojawić inaczej.

Varia-III-strona1-f-sagan-mala “Varia” to była – i nadal jest, skoro je mam – literatura. Proza polska i tyle prozy światowej, ile się jej dało w skąpych socjalistycznych czasach wyszukać. Włoska, hiszpańska, francuska (na stronie powyżej jest na przykład ukochana Mamy Saganka), tej było chyba za komuny więcej niż prozy ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Niemiec chyba nie było wcale, w każdym razie w “Variach” ich nie ma, ale pojawiał się nawet Związek Radziecki, zwłaszcza ukochany pisarz Mamy – Konstanty (Konstantin) Paustowski, autor “Kolchidy”, którą, jeśli jej nie czytaliście, przeczytajcie koniecznie.

Varia-I-strona1-maleVaria-I-strona3tycjan-male“Varia” miały też lekki posmak erotyczny, czego w normalnej literaturze, wydawanej w wydawnictwie, drukowanej w drukarni i przynoszonej w postaci książki z księgarni, na pewno nie było. Była taka sztuka Swinarskiego, “Achilles i panny”, oj, jeszcze dziś, gdy to piszę, palą mnie policzki. Była opowieść Flukowskiego o pięknej rudowłosej żonie Tycjana, prawdziwej Wenus, do której zalecali się królowie Francji, Hiszpanii i Polski, zamawiający u mistrza-męża poważne portrety typu “władca na koniu”. Tymczasem znudzona pani domu, no, mówię wam, a jeszcze służąca, fertyczna, na pewno, i umizgujący się do niej giermkowie panów-władców, zawsze o imieniu Jan. Jan, Juan, Jean…

Wspaniałe wycinki z gazet!

Varia-I-strona2-maleTe wycinki zresztą, to wcale nie była prosta sprawa. Gazet, podobnie jak wszystkich innych dóbr, w czasach PRL nigdy nie było dość dla wszystkich. Nawet nie wiem czy istniało coś takiego jak abonament, wiem natomiast, że Mama nie wierzyła w abonamenty, podobnie jak nie wierzyła w biblioteki. Książkę trzeba było mieć, gazetę kupić w kiosku. A to, to była już wyższa szkoła jazdy. Mama zawierała tak zwane “dozgonne przyjaźnie” z tak zwanymi kioskarkami (tak się mówiło na “panie z kiosku”), które w tak zwanej “teczce” odkładały dla niej wszystkie gazety, a więc “Przekrój”, “Politykę”, “Tygodnik Powszechny”, ów wspomniany już, wspaniały “Świat”, owe “Poznaj światy” i “Kontynenty”, “Morze” dla Ojca, “Filipinkę”, a potem “Radar” dla nas (Radar pojawi się jeszcze we wpisie o Mamie za tydzień). Aby kioskarka “coś z tego miała”, kupowało się u niej wszystko co się dało, książki, pocztówki, znaczki, proszki od bólu głowy, zapałki, kredki, a poza tym u każdej takiej pani Mama konsekwentnie zamawiała “Kraj Rad”, co kioskarce pomagało wyrobić plan, a Mamie przynosiło dodatek nadzwyczajny w postaci… o tak! “Ameryki”!

Mama nie przepadała za wychodzeniem z domu, po okresie naszego dzieciństwa  lekceważyła wszelkie spacery, po zwykłe zakupy chodziliśmy raczej my – Ojciec, ja, potem również Kasia, ale do księgarni i do kiosku Mama wychodziła nadzwyczaj ochoczo. I to jest jak najbardziej odpowiedni wyraz, bo ochota to jest nie tylko chęć, to również rosyjskie polowanie. Mama nie chodziła na spacery, chodziła na łowy. O wyprawach do księgarni mawiała, że idzie tam jak pijak do knajpy, ale mogło się zdarzyć, że z wyprawy do knajpy, to znaczy księgarni nie przyniosło się żadnych zdobyczy, natomiast wyjście raz na tydzień do kiosku dawało pewność przytargania do domu obfitych łupów.

teczka-akwarele-maleByły więc zeszyty, były teczki w kiosku, ale teczki były poza tym w tak zwanym “w ogóle”. Były w ogóle i wszędzie. Czasem paskudne, peerelowskie szarobure, czasem zrobione z kolorowych stron gazet lub obklejone wycinkami czy pocztówkami. Teczki, podobnie jak pudełka po czekoladkach, pozwalały w sposób łatwy i przyjemny porządkować świat. Tu rachunki, tu listy, tu Lorka, tu szkice i notatki. Czasem się zawartość mieszała, czasem porządnie założona teczka przekształcała się w zbiorowisko wszystkiego, co wpadło w rękę i co trzeba było usunąć, z oczu, z oczu dzieci, z oczu gości.

W moich zbiorach znajduje się wiele takich teczek, jedna nadzwyczaj wzruszająca. Mama opisała ją słowem AKWARELE. I pod spodem: chyba moje.

akwarele-chyba-moje1-poziom2-male

akwarele-chyba-moje1-poziom1-maleZa tydzień – audycja o tym, jak grafik staje się tłumaczem; pojawi się gazeta “Radar”

One thought on “Zeszyty i teczki

  1. Kolejny piękny rys do ciekawej biografii.
    Wraz z innymi czasopismami ojciec przynosił, wiadomo – teczka u pana Pitki – “Świat” i “Dookoła świata”.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.