To była w PRLu słynna postać. Przede wszystkim znakomity kardiochirurg, później polityk, namiętny palacz papierosów i człowiek trunkowy, opinia publiczna prześcigała się w barwnych anegdotach, opisujących styl życia Profesora Zbigniewa Religi. Kiedy zmarł w 2009 r., w wieku 70 lat, wszystkie media transmitowały przebieg uroczystości pogrzebowych na warszawskich Powązkach, po czym – jak to zwykle niestety bywa – sylwetka Pana Profesora pomału zaczęła się zacierać w zbiorowej pamięci. Dobrze więc się stało, że ożywił ją niedawno sieciowy portal Źródło Empatii, co udostępniłem na swoim facebookowym profilu i teraz pozwolę sobie zrobić to ponownie:
Ta mistrzowska fotka nie ma podpisu autora. Mój stary kolega redakcyjny, fotoreporter Bogdan Kułakowski, który ma w swoim prywatnym archiwum bogatą dokumentację zdjęciową, m.in. z czasów komuny, pisze mi, że wykonał ją James L. Stanfield (amerykański fotograf, wówczas pracujący dla pisma National Geographic).
To zdjęcie obiegło cały świat… I nikt nie pozostał obojętny.
Historia Ukrainy w pigułce Broma dotarła już prawie do końca XIX wieku, co zainspirowało mnie do zajrzenia do pamiętników stryja Stanisława (brata mojego ojca) – pierwszy z lewej w towarzystwie młodszego rodzeństwa – Jerzego i Ludmiły…
Przeważająca część tego wpisu, prezentowana kursywą, to oryginalny tekst wspomnień, tekst podany normalną czcionką to interwencje autora tego blogowego wpisu.
Początków nauki udzielała nam Matka, a dopiero do egzaminu wstępnego do gimnazjum przygotowywał mnie w języku rosyjskim nauczyciel szkoły gminnej w Opinogórze, pan Ślubowski. Przygotowywał dobrze bo na liście przyjętych uczniów znalazłem się na 13. pozycji. Dnia 2 września 1898 roku, dwa dni przed rozpoczęciem lekcji, pojechałem z Matką do Warszawy aby wyekwipować mnie na okres nauki. Po przyjeździe Matka kupiła dla mnie szafkę nocną, łóżko z prętami, materac. Potem, w sklepie Skwary na ul. Wierzbowej, Matka dobrała na mnie szkolne ubranie – spodnie i bluzę z wysokim kołnierzem, zapinaną na kryte guziki. Były dwa gatunki materiału na te ubrania – czarny, droższy i szaraczkowy – tańszy. Matka kupiła mi ten drugi. Potem w sklepie Tuczyna dobrałem sobie czapkę, na froncie Tuczyn przyczepił znak naszego gimnazjum – dwie skrzyżowane palmy a między nimi pierwsze litery i cyfra 3-go gimnazjum, wyrobione z blachy srebrnego koloru. W sklepie z materiałami piśmiennymi kupiliśmy tornister, piórnik, linijkę, pióro, ołówki i gumkę do wycierania – obowiązkowe akcesoria dla uczniów klasy wstępnej. Przed wyjazdem Matka powiedziała mi, że u pani prowadzącej stancję zostawiła pieniądze na zakup podręczników i kajetów i wręczyła mi rubla – była to moja miesięczna pensja, którą, po pokryciu niezbędnych wydatków, mogłem wykorzystać według własnego uznania.
Gimnazjum znajdowało się na ulicy Berga (obecnie R. Traugutta), numer 1. Obecnie wygląda to tak: Autorstwo – Adrian Grycuk – Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, Źródło – KLIK.
W obszernym hallu urzędował w roli szwajcara, ubrany po wojskowemu i obwieszony medalami, emerytowany feldfebel. W hallu znajdowały się drzwi do mieszkań inspektora i dyrektora, okna tych mieszkań wychodziły na Krakowskie Przedmieście. Między oknami w korytarzu wisiały obrazy przedstawiające sceny z historii Rosji, n.p. Przejście armii Suworowa przez Diabelski Most w Alpach – poniżej obraz na ten temat, ale nie ten który był w opisywanym tu gimnazjum.
W klasie wstępnej gospodarzem klasy był Czernoziemow i on zrobił nam wykład o obowiązkach ucznia. Podał wykaz potrzebnych podręczników i kajetów. Każdy otrzyma dzienniczek (żurnał), w którym trzeba wpisać lekcje i co zadane, przy każdej lekcji ma być miejsce na wpisanie stopnia, u dołu stronicy obejmującej tydzień nauki ma być miejsce na uwagi o sprawowaniu i wymierzonych karach. W gmachu surowo zabrania się rozmawiać po polsku. Do teatru wolno chodzić tylko za zezwoleniem inspektora. Gospodarz klasy wyznacza na każdy dzień dyżurnego, którego obowiązkiem jest utrzymanie porządku w klasie. Na zapytanie gospodarza klasy, dyżurny powinien wskazać ucznia zachowującego się niewłaściwie. Jeśli tego nie zrobi, otrzyma karę za niewywiązywanie się z obowiązków. Dzień szkolny zaczynał się i kończył modlitwą, był w niej zwrot dotyczący monarchy, uczniowie nie chcieli się za niego modlić i czasem opuszczali te słowa. Było to wykroczenie. Łagodniejsi nauczyciele udawali, że tego nie zauważyli, jednak większość traktowała to ostro – nie umiesz modlitwy – 2 godziny “kozy” po lekcjach i dwója ze sprawowania. Wszyscy woźni byli Rosjanami i chociaż odnosili się do uczniów poprawnie, to nie budzili zaufania. Nauczyciele Rosjanie starali się tępić ducha polskości, nauczyciele Polacy unikali komplikacji aby nie stracić posady. Kwestie pochodzenia i zamożności grały zupełnie nieistotną rolę, właściwie były niezauważalne – wyjątkiem był bufet – mniej zamożni przynosili kanapki z domu i z bufetu nie korzystali. Nieobowiązkowe lekcje języka polskiego były czystą parodią. Podręcznik Dubrowskiego prezentował wiersze i fragmenty prozy w obu językach. Rozbiór gramatyczny, pytania nauczyciela i odpowiedzi uczniów były w języku rosyjskim. Jednak od trzeciej klasy lekcje polskiego prowadził Łoszewski – dzielny polski patriota. Już na pierwszej lekcji oznajmił, że będzie nam wykładał historię Polski. Z kieszeni tużurka wyciągnął tom historii Polski autorstwa W. Smoleńskiego i czytał nam fragmenty. Nie wolno było nam robić żadnych notatek. Na lekcje polskiego chodzili Polacy i kilku Żydów. Prowadzenie lekcji historii Polski w rosyjskim gimnazjum było czymś niesłychanym, groziła za to zsyłka na Sybir. A jednak Łoszewski przetrzymał wiele lat. W trzeciej klasie dostaliśmy nowego gospodarza – Istrina – tęgiej postury, nosił się niedbale a do uczniów odnosił się z lekceważeniem. Z jego przedmiotów byłem uczniem czwórkowym więc nie sądziłem, że nastąpi jakiś konflikt, a jednak nastąpił. Na lekcji geografii odpowiadałem przy tablicy, na której wisiała mapa Europy… – A gdie ostrow Kreta? – spytał Istrin. Wskazałem na wyspę i bezwiednie powiedziałem – tu… Natychmiast zorientowałem się w sytuacji, przeciągnąłem tu w tuut i jeszcze dodałem – zdieś, ale było za późno.- Wy skazali po polski – TU – wy nie znajetie jeszczo goworit pa ruski. Dowolno z was. Postawił mi jedynkę z geografii i na tym się nie skończyło. Na koniec roku dostałem trójkę z geografii i dwójkę z rosyjskiego. Wakacje miałem zepsute gdyż brałem korepetycje z rosyjskiego. Po wakacjach egzamin poprawkowy. Istrin zdecydowanie postanowił mnie oblać i egzamin zaczął od pytań z języka cerkiewnego. Na lekcjach rosyjskiego był to zupełnie marginesowy temat i mój korepetytor go pominął. Na kilka pytań udzieliłem raczej niepełnych odpowiedzi i Istrin przerwał egzamin słowami – dowolno z was. Jednak nie poddałem się – poprosiłem Komisję o chwilę uwagi i przedstawiłem swoją sprawę – wspomniałem o przypadku ze wskazaniem Krety i poprosiłem o pytania z “codziennego” rosyjskiego. Komisja wysłuchała mnie i egzamin zdałem. Trzecia klasa – dołączyłem do Kółka Samokształcenia. Była to tajna organizacja działająca w szkołach średnich i na uniwersytecie. W klasie trzeciej i czwartej działalność Kółka ograniczała się do nauki historii i literatury polskiej, później rozszerzano program na zagadnienia społeczne. Kwestie religijne nie były poruszane gdyż do Kółka należeli uczniowie różnych wyznań. Czwarta klasa – moją pensję rodzice podnieśli do 1.50 rubla miesięcznie co dawało mi możność wybrania się do teatru na najtańsze miejsce na galerii. Pierwszy raz byłem w teatrze na Obronie Częstochowy, następnie na Zbyszku i Danusi. Do dziś pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie gra Trapszówny w roli Danusi. Inne wydatki starałem się ograniczać. Czasem kupowałem kawałek chałwy lub sprzedawane przez sklep Fruzińskiego okruchy z czekoladek i ciastek. Porcja kosztowała 5 kopiejek. Rok 1903 – piąta klasa – to stawiało mnie w gronie dorastającej młodzieży, odchodziłem od szczenięcych rozrywek, zaczynałem poważnie myśleć. Równocześnie z początkiem roku szkolnego 1903/4 nastąpiły poważne zmiany na lepsze w programie nauki. Dyrektorem został profesor Pogodin. Oprócz stanowiska dyrektora prowadził wykłady z historii Rosji i nowy przedmiot Ekonomika cesarstwa rosyjskiego. Pogodin reprezentował odmienny stosunek do Polaków – zamiast prześladowań poszukiwanie form współżycia a więc pansłowianizm – wchłonięcie Polski i innych narodów słowiańskich przez cesarstwo rosyjskie. Było to dla Polaków bardzo niebezpieczne. Na początku 1904 roku wybuchła wojna rosyjsko-japońska… uczniowie śledzili jej przebieg z zainteresowaniem nie ograniczając się do czytania cenzurowanej prasy. Udzielaliśmy sobie zasłyszanych informacji i plotek, zdobywaliśmy nielegalną prasę i odezwy wydawane przez organizacje konspiracyjne. Koniec listopada – zarząd Kół Samokształcenia postanowił uczcić rocznicę Powstania Listopadowego manifestacją w sali rekreacyjnej. Zaraz po zakończeniu lekcji zaczęły do sali napływać liczne grupy. Uczniowie ujmowali się pod ramiona tworząc długie szeregi i w milczeniu spacerowali dokoła obszernej sali… Ciągłe niepowodzenia na rosyjsko-japońskim froncie spowodowały zelżenie cenzury, broszura L. Andrejewa – Czerwony Śmiech była rewelacyjnym reportażem sytuacji na froncie i poza nim. Społeczeństwo ogarniały jeszcze nieokreślone nadzieje na jakieś przemiany, tajne gazetki przygotowywały do jakichś rewolucyjnych wystąpień. Styczeń 1905 roku – masakra robotników w Petersburgu… Studenci i uczniowie szkół średnich wystąpili z żądaniem wprowadzenia języka polskiego na uniwersytecie i we wszystkich szkołach. Na poparcie tych żądań ogłoszono strajk szkolny. Akcją kierowały samorządy Kółek Samokształcenia. Wyznaczono mnie do pikietowania ulicy Erywańskiej (obecnie ulica Kredytowa) i zawracałem uczniów, którzy zamierzali dojść do gimnazjum. Uprzedzaliśmy, że nieposłuszni zostaną obici. 27 stycznia wybuchł w Warszawie pierwszy w historii strajk powszechny. Zatrzymano wszelki ruch, zamknięte zostały fabryki i sklepy. Tramwaje, które wyszły z remiz zatrzymano. Tramwajarzy z końmi wypędzono do remiz a tramwaje wywrócono na jezdnię… Ekipy robotnicze rozpoczęły podpalanie sklepów z wódką i rozbiły sklepy z bronią i amunicją dla zdobycia broni, męty uliczne zaczęły rozbijać sklepy i rabować towary. Koło południa pokazali się na ulicach Kozacy. Patrole szarżowały z szablami lub nahajkami na tłum. Policja nakazała dozorcom zamykać bramy i wpuszczać tylko lokatorów. Zaburzenia trwały kilka dni, 2 lutego Szwarc wydał zarządzenie zawieszające wykłady na czas nieokreślony. Wtedy w Warszawie zaczęły formować się prywatne tajne komplety dla dalszej nauki kursu przerwanego przez strajk. Ja uczyłem się w komplecie zorganizowanym przez panią Balicką, matkę mojego kolegi Zygmunta Balickiego.
W maju 1908 roku stryj Stanisław zdał pomyślnie maturę, zdecydował się na studia rolnicze. To nie było możliwe w zaborze rosyjskim, wybór padł na Dublany – Akademię Rolniczą na obrzeżu Lwowa założoną w 1856 roku przez Leona Sapiehę – obecnie Lwowski Narodowy Uniwersytet Rolniczy.
Dublany były położone w zaborze austriackim, wyjazd za granicę był połączony z pewnymi kłopotami. Paszportu nie mogłem otrzymać będąc w wieku poborowym więc trzeba było “szwarcować” się za granicę. Kuzynka mieszkająca w Sosnowcu wystarała się dla mnie o przepustkę jaką posiadali mieszkańcy pasa granicznego. Wieczorem wsiadłem do pociągu, kontrola graniczna była bardzo powierzchowna i noc spędziłem już w Krakowie. Następnego dnia wsiadłem w lwowski pociąg i po południu wysiadłem na dworcu w Lwowie. Numerowy zaniósł moje rzeczy do fiakra i za chwilę jechałem szosą prowadzącą do Kamionki Strumiłowej. Na ósmym kilometrze fiakier skręcił w prawo, w boczną drogę wysadzaną brzozami. Po wychyleniu się z lasu fiakier obrócił się do mnie i wskazał na pobliskie wzgórze: – Ot i Dublany, a tam Dom Studentów.
O ile dla Polaków proces narodowo-wyzwoleńczy oraz geopolityczna organizacja przyszłej, wolnej i suwerennej Rzeczypospolitej były sprawą oczywistą, jak oczywiste było, że kraj powróci do stanu sprzed roku 1772, o tyle dla Rusinów, zwłaszcza ukraińskich wizja działań, zmierzających do sformowania ich narodu i państwa była o wiele bardziej złożona. Dla większości przedstawicieli polskiej myśli politycznej i wyzwoleńczej nierozłączność etniczna Polaków, Ukraińców Żydów oraz Litwinow, zamieszkujących tereny dawnej Rzeczypospolitej była czymś oczywistym i nie podlegającym dyskusji. Jednakże ideolodzy zdawali sobie sprawę z tego, że, aby utrzymać ten wieloetniczny naród w nowej geopolitycznej sytuacji przyszłej Rzeczypospolitej Polskiej, dawna, szlachecko-pańszczyźniana Rzeczpospolita, będzie musiała przejść głęboką metamorfozę społeczną i mentalną. Trzeba było obudzić w masach chłopskich świadomość tożsamości narodowej, ale też uczynić je stanem wolnym, żyjącym na równych prawach z innymi obywatelami wspólnoty.
Ile trzeba było wysiłku intelektualnego byśmy wojny, choroby, katastrofy i kataklizmy o katastrofalnych skutkach, przestali kojarzyć z postępem cywilizacyjnym. Byśmy uwierzyli, że w końcu odkrycia naukowe, instytucje międzynarodowe, przepisy drogowe, wały ochronne i zbiorniki retencyjne uchronią nas od tych wszystkich nieszczęść. Tak jak wielu się broni przed myślą, że zmiany klimatyczne mają coś wspólnego z działalnością człowieka, tak prawie wszyscy wypierają myśl, że źródłem wszystkich nieszczęść jest postęp cywilizacyjny. Jak to się stało, że oburzamy się na ograniczone i nieszczelne sankcje, a nie przyjdzie nam do głowy, że to przez nas, konsumentów sankcje są jakie są, bo to my potrzebujemy gazu i ropy, a nie politycy. Politykom są potrzebne nasze głosy, a te najlepiej kupić tanią ropą, tanim gazem i innymi dobrami. Jak to się stało, że zamiast przestać chorować, oburzamy się na koncerny farmaceutyczne i niewydolną służbę zdrowia. Psioczymy na patodeweloperkę i zadłużamy się na całe życie, by mieszkać w deweloperskim kurniku. Bierzemy kredyt na samochód, którego żywotność kończy się równo ze spłatą kredytu. Pewien francuski socjolog napisał, że „drzewo wiadomości dobrego i złego grozi zawaleniem, grzebiąc Adama, Ewę i węża, a my pilnie podlewamy to drzewo, dbamy, by rosło ponad miarę i oczekujemy, że ktoś za nas powstrzyma to szaleństwo”. Nie chodzi mi o to, byśmy zrezygnowali z dóbr cywilizacyjnych. Chodzi mi o to, byśmy poczuli się osobiście winni i odpowiedzialni za to, co się dzieje. Nie chodzi mi o to, byśmy się uderzali się w pierś – moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina, bo to prowadzi do rozgrzeszenia i kontynuacji. Chodzi mi o to, żebyśmy się wystraszyli samych siebie. Nie muszą wszyscy od razu, cudów nie ma. Wystarczy parę osób. A następnie, żebyśmy zobaczyli, że można rozchodzić ten strach. Właściwie tylko o tyle mi chodzi.
Nie chcę pisać bezpośrednio o wojnie, przynajmniej do czasu aż się skończy.
W tym tygodniu wszystkie wpisy poświęcam wojnie. Dziś reblog wpisu Eli Kargol, który opublikowałam tu stosunkowo niedawno w rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz. To niezwykły tekst.
Rosyjska rewolucja 1905 roku na terenie imperium była z jednej strony społecznym buntem przeciwko obszarnikom uciskającym naród rosyjski, ale też przeciw wyzyskującym go przemysłowcom, z drugiej zaś miała charakter antycarski. Zryw ten swoim zasięgiem objął całe terytorium ówczesnego imperium, a więc i ziemie Królestwa Polskiego; stąd polski duch walki antyimperialnej przedostał się z czasem także na tereny pozostałych państw zaborczych.
Tam były łąki, pola, ogrody, tam rósł „rabarber“. Tak, rabarber, a nie rabarbar. Gdy ktoś mówił rabarbar, to nie był stąd, nie był z Poznania, ani z Rataj.
Rataje, dawna wieś podpoznańska zaopatrywała Poznań nie tylko w rabarber, ale też w inne warzywa i owoce. Ziemia była żyzna, a jej mieszkańcy, w tym też dawni bambrzy, ich potomkowie, a w latach 20. ubiegłego wieku Bułgarzy siali, uprawiali sadzili, a plony sprzedawali na poznańskich rynkach.
Kołkowiec Don Kiszota i śmierć licencjata Terralby (s. 69n)
Karol Filip IV, fanatyk w sprawach religijnych, zajmował się przede wszystkim walką z innowiercami. Ufny w bogactwa zdobyte na Majach i Aztekach, nie doceniał trudności gospodarczych kraju, z którymi nie umia sobie poradzić. Na domiar złego prowadził długotrwałe wojny, które spowodowały zmierzch potęgi Hiszpanii i jej floty morskiej, zwanej Niezwyciężoną Armadą. Jako wódz miał sukcesy tylko w czasach swej młodości, zanim wstąpił na tron, w wojnie z Turcją. Wśród jego walecznych żołnierzy znajdował się wówczas Miguel Cervantes, który w przyszłości stał się jednym z najsławniejszych pisarzy Hiszpanii. Dał on obraz odchodzącego na zawsze świata błędnych rycerzy, zaklętych księżniczek i złych czarodziejów.
Reblog z Wikipedii; inspiracja – Arts of Working Class on Instagram
Les raboteurs de parquet (Cykliniarze) obraz olejny namalowany przez francuskiego impresjonistę Gustave Caillebotte (1848-1894). Wymiary: 102 x 146.5 cm; wystawiony w Muzeum d’Orsay w Paryżu.