Lato 2019. 30 lat temu upadł Mur Berliński (2), ale i tak codziennie jeden wiersz (14)

Joanna Trümner (Tekst) & Ela Kargol (zdjęcia)

Kreuzberg

Dzisiejsze zwiedzanie zaczynamy od wypicia kawy w eleganckiej restauracji po drugiej stronie Szprewy, na Kreuzbergu. W miejscu, z którego widać East Side Gallery i ruiny mostu Brommybrücke przed wieloma laty znajdowała się zbudowana na potrzeby cesarza przystań. Cesarski statek zacumował tu jeden jedyny raz w drodze na jakąś wystawę w mieście. Vis à vis „cesarskiej” przystani, po stronie Friedrichshainu, znajduje się inna przystań, zbudowana na żądanie Mercedesa.

Zbudowanie jej było jednym z trzech warunków postawionych przez koncern miastu przed zainwestowaniem (wraz z grupą Anschutz Entertainment) wielkich pieniędzy w Mercedes Benz Platz. Na terenie placu powstały hotele, hale widowiskowe, kawiarnie, restauracje, bary i kręgielnia. Ponadto Mercedes zażądał od miasta zezwolenia na postawienie dużej świetlnej reklamy oraz przesunięcia części oryginalnego, a właściwie już „zrekonstruowanego” muru w sposób, dzięki któremu zarówno mieszkańcy zbudowanych na terenie byłego pasa śmierci luksusowych apartamentów, jak i goście koncertów w Mercedes Benz Arena mają niezakłócony widok na Szprewę. Jak na Kreuzberg przystało, przesunięcie fragmentów galerii i rozpoczęcie prac budowlanych w roku 2013 doprowadziło do licznych protestów, wśród nich demonstracji 17 marca 2013 z udziałem 6.000 osób, w tym znanego amerykańskiego aktora i piosenkarza Davida Hasselhoffa.

East Side Gallery stała się jedną z największych atrakcji miasta, odwiedziły ją miliony turystów. Stała się ona prawdziwym magnesem dla turystów, z wszystkimi pozytywnymi i negatywnymi tego stronami. Do tych negatywnych należą bez wątpienia gracze w kubki i ich naganiacze (a ja naiwnie myślałam, że powymierali lub zestarzeli się i spędzają „jesień życia” w swoich domkach na południu Europy), nachalni muzycy, bezczelne ceny pamiątek i napoi oraz tłumy rozpychających się dosyć bezpardonowo turystów z całego świata.

Głośne stały się żądania złożenia wniosku o wpisanie galerii na listę UNESCO. Prasa nazywa to, co od lat dzieje się z galerią, „nowoczesną farsą”, mam wątpliwości, czy ta podróbka z podróbki zasługuje aż na tyle uwagi. Myślę o Amerykanach i Japończykach tłumnie zwiedzających zamek Neuschwanstein, może za kilka lat w statystyce najczęściej odwiedzanych przez turystów w Niemczech miejsc wyprze go berlińska galeria plagiatów na postawionym na nowo murze?
W przeciwieństwie do Friedrichshainu po drugiej stronie Szprewy turystów jest znacznie mniej, przez co jest autentycznie i swojsko. Dwa razy mieszkałam w tej części miasta, na Kreuzbergu, z sentymentem wspominam luzacką atmosferę, imprezy trwające do świtu i upalne noce, podczas których ulice zapełniały się młodymi ludźmi.
SO 36 pełne było wtedy „panów Lehmannów” z książki Svena Regenera, młodych ludzi, którzy znaleźli tutaj swoją wyspę wolności i nie dopuszczali do siebie ani przez chwilę myśli, że mogliby ją kiedykolwiek opuścić.

Ruszamy w kierunku centrum tej okolicy, Mariannenplatz. W drodze rzuca nam się w oczy duża ilość dziwnie poubieranych, a właściwie porozbieranych osób. Podejrzewam, że gdzieś niedaleko ktoś kręci film porno. Ela odważa się podejść do pary stojącej w gorącym słońcu w lateksowych strojach i prosi o pozwolenie na zrobienie zdjęcia. W tym czasie ja przyglądam się ludziom, którzy mijają tych przebierańców w skapych strojach. Nikt się nie dziwi, nie oburza, nie kręci głową z dezaprobatą. „To jest prawdziwy Kreuzberg”, myślę.

 

Obiekt, który mijamy na Köpenicker Straße jest dużym kompleksem fabrycznym. Kiedyś znajowała się tutaj tzw. Heeresbäckerei (piekarnia wojskowa), która była częścią Królewskiego Pruskiego Urzędu Prowiantowego. Ten kompleks jest obecnie zabytkiem chronionym, w którym odbywają się rozmaite targi i imprezy. Dzisiaj spotykają się tam na targach „nasi” fetyszyści.
Idziemy dalej wzdłuż Köpenicker Straße, a ja bezskutecznie próbuję sobie przypomnieć, w którym z domów na tej ulicy mieszkał zaprzyjaźniony malarz i pisarz z Polski. Z internetu wyczytuję, że jest oprócz tego i poetą i fotografem, niestety nie dowiaduję się, czy ciągle jeszcze mieszka w tym wielkim, ogrzewanym piecem mieszkaniu na Köpenicker Straße, z którego okna widać było mur. W miejscu, w którym malował wielkie, piękne obrazy opowiadające o spotkaniach z wszechświatem. Miejscu, o którym opowiadał, że mieszka się tu tak spokojnie, „jak u Pana Boga za murem”.

PS od Adminki: Wiesław Sadurski jest tak znany i popularny, że chyba nie musimy go tu anonimizować. Ma się dobrze, nadal maluje i nadal (jak sądzę) mieszka z kotami na Köpenicker Strasse.

Dochodzimy do Mariannenplatz i do jednej z atrakcji muru, o której tak ciekawie opowiadała mi Ela. Tą atrakcją jest ogródek działkowy na byłym pasie śmierci. Turecki Gastarbeiter, Osman Kalin, tak bardzo tęsknił za ogródkiem w ojczystej Anatolii, że nie pytając nikogo o zgodę zaczął w r. 1983 uprawiać warzywa i owoce na terenie, który należał do terytorium NRD, ale znalazł się po zachodniej części muru. Kalin otrzymał zgodę władz NRD, sprawa jego ogródka działkowego rozważana była na szczeblu Centralnego Komitetu SED. Rzekomo strzegący tej części muru przed ucieczkami „obrońcy systemu” nieraz dostawali od niego w prezencie marchewki, pomidory lub jabłka. Kalin zmarł przed rokiem doczekawszy sędziwego wieku. Jego syn, jeden z szóstki dzieci, przejął schedę po ojcu i opiekuje się słynną w Berlinie, a może i na całym świecie, działką pod nietuzinkowym adresem Bethaniendamm 0.

Ela opowiada mi o swojej wizycie tutaj sprzed kilku tygodni. Spotkała syna Osmana, który zajęty był właśnie sadzeniem pomidorów. Było to 1 maja, przed płotem stało kilka osób, które właściciel działki ignorował. Ela odczekała swoje i zagadnęła go. Zapytała, czy nie powinien z tym sadzeniem przeczekać „Zimnych Ogrodników” i opowiedziała mu, że też ma działkę w trochę większej kolonii ogródków. Jej mąż, Tomek, dopiero sadzi i sieje po „Zimnej Zośce”. Wtedy syn Osmana odtajał, zaczął z nią rozmawiać, oprowadził ją po swoim królestwie i z dumą pokazał zdjęcie ojca, który w odważny i niekonwencjonalny sposób zagospodarował ten kawałek „ziemi niczyjej”. Oprowadził ją po domku na drzewie i narzekał na to, że prawie nie ma czasu na uprawianie ogródka, bo musi rozmawiać z turystami i takimi ciekawskimi jak ona. Pokazał jej też prywatne pomieszczenia domu i prosił, żeby ich nie fotografowała. Ela była zachwycona konstrukcją balustrady balkonu zrobioną ze stelaża i boków dziecięcego łóżeczka. W całym wystroju i urządzeniu ogrodu i wnętrza altanki zarówno on jak i jego ojciec wykazali się dużą kreatywnością.

Dzisiaj w ogródku nie zastałyśmy nikogo, mijamy to słynne miejsce i wchodzimy do kościoła św. Tomasza. W środku oglądamy ciekawą wystawę na temat przebiegu muru w tej części miasta. Przy wejściu do kościoła stoi fragment muru, nie mam wątpliwości co do jego autentyczności.


 

Kończymy spotkanie piwem w sympatycznej knajpce w pobliżu Kottbuser Tor. Piwo jest pyszne, jest to moje pierwsze w życiu piwo wypite w knajpce lesbijek.

Cdn.


Codziennie jeden wiersz (przywołany z myślą o aktualnej akcji ekologów)

Henryk Bereska

Pochwała mapy

Wyburzone wioski łużyckie –
czy kiedykolwiek istniały?
Węgiel brunatny co pod nimi leżał,
od dawna spalony.
Nad hałdami wyje wiatr
przez pustkę chwastów.
Wyrzuceni do wielkiej płyty mieszkańcy
podobni przesadzonym drzewom.
Pytani o pochodzenie
odsyłają do mapy.
Przez jakiś czas wioski pozostają jeszcze
w pamięci żyjących.
Ich śmierć
kończy i to.

tłumaczyli z niemieckiego Ewa Maria Slaska i Martin Ryzinski

Barataria 122 / Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (13). Grochowiak

Dawniej używało się takiego ładnego określenia “Do druku podał” – wiersz był drukowany wielokrotnie, ale “dla bloga wyszukał”:
A

Stanisław Grochowiak

Don Kiszot

Antoniemu Podsiadowi

Kiedy Don Kiszot wędrował przez świat…
Akacja — jabłoń — czarne wąsy w winie –
Wciąż świszczał za nim okrutny bat,
Mszczący się srogo na chudej oślinie.

Don Kiszot przebył wiele, wiele dróg…
Kobiety, dzbany, rude włosy nocą –
A Sanczo osła tłukł, tak jak mógł,
Osioł zaniemógł. A Pansa szedł boso.

I wtedy rycerz napotkał Ją —
Biodra-księżyce. Oczy — ostre piki…
Sanczo żarł kiszkę z bydlęcą krwią,
Oczyszczał gnaty zagiętym nożykiem.

I wreszcie rycerz obumarł. Klap!…
Trumna i wieńce. Świece do nieba,
A Pansa spłodził szesnaście bab,
Pięciu chłopaków do tego, co trzeba.

I ten, co domy — i ten, co cię wiezie,
I ta, co idąc, nie idzie, a tańczy –
I nawet w sklepie obwiną ci śledzie
W moje liryki — wnuka Sanczo Pansy.

(z tomu Ballada rycerska, 1956)

Podczas baratarystycznych poszukiwań, których sprawcą był A, a o których donosiłam w ubiegłym tygodniu, znalazłam też takie dwa obrazy (artysta ma ich więcej), oczywiście bezwzględnie “na temat”. Wacław Kondek:

Ten obraz nie jest tak jednoznaczny, jak pokazana powyżej grafika, powiem więc, że zatytułowany jest Pejzaż z Don Kichotem.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (12). Koch

Agata (Aga) Koch

Myśli są jak ptaki
– ulotne, swobodne
dla nas widoczne niemal tylko w ruchu
wesołe
w smutku niepostrzegane
w ukryciu zaszyte

wrażliwe na pory roku
szczgólnie te wędrowne
znają okrągłość Ziemi
mądre są swych dróg
i czasu
bo skądże wiedzą, kiedy i gdzie odlatywać?

ptaki
myśli
szczęśliwe z każdego powrotu

te wolne
niczyje
ulotne


Gedanken sind wie Vögel

– flüchtig, sich frei bewegend
für uns sind sie nur in Bewegung sichtbar
fröhlich
trauend unauffällig
bleiben sie in ihrem Versteck

sensibel zu Jahreszeiten
vor allem die wandernden
sie kennen die Rundung der Erde
uns sind weise ihrer Wege
und der Zeit
denn woher sollen sie schon wissen, wann und wohin sie fliegen?
Vögel
Gedanken
die Glücklichen bei jeder Wiederkehr

frei
niemandem gehörend
flüchtig

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (11). Helbig

Brygida Helbig

byłam w ciąży i poszłam na musical
dudniło tak strasznie, że moje dziecko
przewracało się w brzuchu przerażone
a ja nie wyszłam z sali

odtad moje dziecko ma wrażliwe uszy
nie mówiąc już o duszy

a ja dalej nie wychodzę z takich sal
wytrzymuję
wyrzyguję
jestem dzielna
a przede wszystkim
bardzo dobrze wychowana


PS od Adminki, bo a nuż ktoś z Was jest dziś w Nowym Jorku. Tu porada, co dziś robić w stolicy świata, nadesłana przez Iwonkę Szweizer: https://www.littletownshoes.com/2013/06/23/witamy-na-najbardziej-rozebranej-paradzie-ameryki/

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (10). Maj

Marek Maj

Nauki naiwne

Z odległości od woli do rąk
Cała ludzka się bierze bezradność –
Już nie jeden alfabet łez wsiąkł
W ziemię lichą, choć z wierzchu dość ładną.
Z grawitacji obłoków – jest deszcz,
W deszczu krzewi się łan parasoli,
Wtedy ziemia nieziemski ma wierzch,
I spadanie tak bardzo nie boli.
Przez dualizm korpuskuł i dusz
Łatwo znaleźć się gdzieś poza sobą,
Dusza wtedy zamienia się w susz
I umyka pojęciom i globom.

Z prawd ruchomych i ciętych przez pół
Przecząc sobie, mrą tomy w a-tomy,
Z wynalazku zębatek i kół
Czas tutejszy jest ciągle rzekomy.
Z teleskopów, judaszy i sond
Do wyboru pomówień na mieście,
Z rzeczy prostych, jak prosta i kąt,
Zbudowane są miasta i szczęście.

W geografii nadziei i szczęść
Nieodkryte przylądki i wyspy –
Suchą stopą, gdy uda się przejść –
Kiedy ześni się sen realisty.


PS od Adminki: A tymczasem w Berlinie dziś, jak co roku, Fete de la Musique. Wszędzie w Berlinie muzyka – za darmo i pod gołym niebem. https://www.fetedelamusique.de/programm/

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (09). Rudolf

Teresa Rudolf

My prawie martwi…

A z nami co się dzieje?
Kim jesteśmy wyrzucając
nasze serca i dusze
na śmietniki podłości?

Znęcamy się nad wszystkim
co słabe, zwierzęta płaczą
przyroda dość się napłakała,
i będzie się teraz już mścić…

Niszczymy naszą przeszłość
konfliktami, rozliczeniami,
przyszłość bezwględnością,
chciwością, straszną bulimią,

żrąc życie ze wszystkim,
zwracając, by znów żreć
i zwracać na nowo, bez końca…
A co z tą teraźniejszością?

Właśnie to wszystko
TU i TERAZ się dzieje
myślimy że to życie,
pytając wciąż gdzie ono…

Kochać wciąż nie umiemy,
chcąc jednak być kochanymi,
a dla tej “nieczutej” miłości,
warto jest się mścić i zabijać…

Sięgamy po prawa do wojny,
do miłości, do zazdrości,
do nienawiści, do tego bez
końca brania, brania i brania…

Żyjemy więc jako kto?
Bo ludźmi już dawno
nie jesteśmy, ale kim,
ale kim, akurat właśnie ?

Jako ta grupa człowiecza
martwi jesteśmy już dawno
ale każdy jeszcze może,
po prostu człowiekiem zostać….

Zanim skończy się już,
ten nasz króciutki występ
na tej planecie…


PS od Adminki: A tymczasem w Berlinie dziś i jutro, jak co roku, Fete de la Musique. Wszędzie w Berlinie muzyka – za darmo i pod gołym niebem. https://www.fetedelamusique.de/programm/

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (08). Dobrzyńska

Anna Dobrzyńska

Perfumy

Pośród najdroższych perfum na świecie,
Tych od Chanel, Gucciego, Armani,
Najpiękniej pachnie czerwcowe powietrze,
Kwitnącą akacją, rumiankiem, łąkami.
Trawą wyrosłą i białą pokrzywą,
Bzem czarnym, kwitnącym z przekorą na biało,
Drobnymi, jasnymi, kwiatkami derenia,
I drzewem jaśminu, co w biel się ubrało.
Białym olejkiem do opalania,
Co w kiosku, na rogu, za grosze kupiony,
Bałtyku powiewem, różową meduzą,
I zamkiem, co wyrósł z piasku sklejony,
Oscypkiem góralskim, wędzonym na słońcu,
I podawanym wśród gór, z żurawiną,
I białą wełną owcy z Podhala,
Co dzwonkiem dzwoni, ze śmieszną miną.

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (07). Gołąb

Sylwester Gołąb

7

moja myśl pierwsza opada z wolna na twoje lastryko
w które ubraliśmy cię z matką
moja myśl druga tworzy spiralną falę u wybrzeży Kalifornii
i zagraża każdej produkcji
w której nie bierze udziału moja ulubiona gwiazdka porno
moja myśl trzecia dostrzega biedronkę w brzuchu B naszego nazwiska
i nie wie co z nią począć
gdzie jej kazać pójść w pizdu z poświęconego miejsca
moja myśl czwarta wbiega w przyosiedlowy las i szuka Jasia wisielca
moja myśl piąta rozmawia z księżycem jak z bogiem a on się nieźle podszywa
moja myśl szósta wspomina Józia i Stasia jak młócili zboże pod krzyżem
moja myśl siódma krzywi się z goryczy gdy usta połykają słowa

Barataria 121. Różne Don Kichoty / Codziennie jeden wiersz (06). Jakubauskas

Dla A

A przysłał w międzyczasie kilka różnych Don Kichotów i naśladownictw, a ja odpowiadałam, mam, było, zobacz na blogu… Zeźlił się więc i przysłał to.

A ja na to – nic, bo nie (rozpo)znałam. Ale wiedziałam, że A ma rację, Don Kichot jak żywy, choć gruby, Sancho Pansa też jak żywy, choć z lancą, obaj przyodziani w czapy z futrzanym obramieniem. Jak przestałam już (choć nie nadaremno – patrz niżej) szukać w różnych językach pod hasłem Don Kichot i Sancho Pansa, rysunek, czarno-biały, tatarski, mongolski i Dżyngiz Chan, to zaproponowałam A grę w 20 pytań. Zużyłam pięć pytań – pierwsze brzmiało, czy to Mongołowie? – i wiem. Jeśli nie wiecie, to zobaczcie TU.

A ja tymczasem podzielę się z Wami nietypowymi informacjami i obrazkami, które znalazłam podczas poszukiwań. Myślę, że nie muszę tłumaczyć, jaki ciąg skojarzeń doprowadził mnie od Dżingis Chana tu (a potem i tam – patrz punkt 2):

1. Putin

Mały to Miedwiediew, duży to oczywiście Putin. Przyznacie, że podobni? Autorem rysunku jest taki rosyjski Mleczko. Autor bloga przegląddziennikarski pisze we wpisie Car rosyjskich snów:

Karykaturzysta Siergiej Jołkin (rocznik 1962) znany jest na Zachodzie (Sergey Elkin) oraz w Rosji, ale nie w Polsce, choć jego prześmiewcze rysunki są wobec rzeczywistości rosyjskiej nie mniej krytyczne. Urodził się w Workucie, mieście łagrów.
W 1984 r. ukończył architekturę i do upadku ZSRR pracował w wyuczonym zawodzie. W latach 90 zajął się dziennikarstwem, był redaktorem naczelnym prowincjonalnej gazety. Kryzys 1998 roku sprawił, że utracił pracę. Zaczął więc rozsyłać swoje rysunki i szybko stał się cenionym karykaturzystą w pismach „Izwiestija”, „Rossijskaja gazieta, „The Moscow Times”, „Wiedomosti”, „The Guardian”, „Economist” itp. Od kilku lat publikuje swoje prace przede wszystkim w internecie na łamach pism opozycyjnych wobec władz kremlowskich. Putin jest najważniejszym bohaterem jego twórczości.

2. Don Kichot i Sancho Pansa po polsku

To oczywiście na odwrót niż u przyjaciół Moskali – mały jest duży, a duży mały. Ale też podobni. To nie ja wymyśliłam. Tak niejaka LadyBergamoth podpisała to zdjęcie Sławomira Kamińskiego z roku 2005, umieszczając je na stronie sadistic.pl (uwaga treści polityczne, erotyczne i inne obscena – zaglądamy na własną odpowiedzialność).

3. Jeden wiersz (jak to tego lata u mnie nagminnie)

Adas Jakubauskas

Muzie

Kim byłbym bez ciebie?
Ziarnkiem piasku
W nieskończonym świecie,
Marzącym o bliskiej,
Kochanej duszy.
Pojawiłaś się ty w kaszmirowej sukience
I zostałem niewolnikiem u twych stóp.
Co zobaczyłaś we mnie?
Towarzyszko mojej
Tęsknoty,
W rozpaczliwej i zagubionej
Ciemności,
W Don Kichocie bez zbroi?
Potulnym, czujnym, zwyczajnym.
Dziękuję ci za czas
Spędzony ze mną,
Za delikatność twoich rąk,
Moja poezja to twoja
Zasługa.
Dzięki, ukochana i przyjacielu,
Ze mną – a jakże –
Nie będzie ci słodko…
Jestem cały w wierszach
I w nich płonę,
Zapłaczesz nieraz
Ukradkiem.

1987–2014

Tłumaczenie: Selim Mirza Chazbijewicz

Adas Jakubauskas, litewski przedsiębiorca, polski naukowiec i poeta tatarski, pisał ten wiersz 27 lat. Ciekawe dlaczego skończył?

Lato 2019. Codziennie jeden wiersz (05). Wiśniewski

Radosław Wiśniewski

M.I.A.

„Nagi mężczyzna w oknie hotelu Piast”
(Karol Maliszewski w nieistniejącym już wierszu o tym samym tytule)
Nie ma tamtego wiersza i nie ma Hotelu “Piast”,
przy ulicy Piastowskiej. Hotel zamieniono na
dom spokojnej starości w mieście, w którym
burmistrz bez litości wyrżnął poniemieckie
drzewa odbierając im prawo do godnej jesieni.
A trzeba wiedzieć, że apetyt na rżnięcie rośnie
w miarę rżnięcia. Nagi mężczyzna w oknie Hotelu
“Piast” tyle zostało z wiersza, którego nie czytałem.
Karol mówił, że pisał w jakimś ciemnym uniesieniu,
że go wyśle, bo to taki ślad po poecie. I po mieście
którym obecnie rządzi burmistrz o nazwisku Wrębiak.
Co wiele wyjaśnia jeżeli chodzi los drzew. Został
jeden wers, jak kikut pozostawiony w skrajni drogi
wojewódzkiej na znak, że zaszła drobna zmiana.
Chciałbym go jeszcze raz przeczytać. Tak jakby coś
żyło we mnie z tamtej nocy, kiedy nagi mężczyzna
stanął w oknie Hotelu “Piast”. Pewnie palił papierosa,
bo wtedy w wierszach wszyscy palili. Ale równie dobrze
mógł palić papiery wygrzebane przez ostatni rocznik
prowadzony do wojska. Być może nawet były tam
jakieś wiersze. Na przykład o tym, że nagi mężczyzna
stoi w oknie Hotelu “Piast”. W pokoju za nim czuć było
potem, może tam spała naga kobieta, albo nagi mężczyzna.
W restauracji dwa piętra niżej przygrywał do Koheleta człowiek
– orkiestra na wielkim klawiszu z napisem „Korg” od czoła.
Mam ten wiersz na końcu języka, jak obce słowo,
które oznacza coś znajomego. Przede mną
ściana bez okien. Stoję oparty o nią czołem
i czuję się
nagi.