Tibor Jagielski, artysta ur. 13. 01. 1959 w Szczecinie zm. 02. 06.2024 w Berlinie
Tibor Jagielski, artysta wielki, cmentarz malutki. Nie wiem, czy sam go sobie wybrał, czy zrobił to ktoś za niego, jak już wybierać nie mógł. Ktokolwiek wybrał, wybrał dobrze. Najmniejszy na Reinickendorfie (to dzielnica Berlina), jeden z najmniejszych w całym Berlinie. Tak naprawdę, nie wiem, który cmentarz jest najmniejszy. Wchodzi się furtką jak do czyjegoś ogrodu. Czyjeś ogrody otulają cmentarz, który, gdy powstawał, był tym pierwszym “ogrodem” w szczerym polu.
Czy Tibor Jagielski mieszkał w pobliżu? Podobno nawet nie. Berlin-Hermsdorf / wieś Hermana z początkami słowiańskimi, bo jakże innymi? Zawsze i wszędzie ich szukamy. Na początku byli Słowianie W XIII wieku pojawili się Germanie i zdominowali Słowian. Na cmentarzu, tym cmentarzu Tibora – Friedhof Hermsdorf II – jest stary grobowiec rodziny Hartbrodt – Florentyna Hartbrodt z domu Jackowska na pewno miała coś ze Słowianami wspólnego, może nie z tymi sprzed tysiąca lat, ale z tymi sprzed wieku, sprzed dwóch. Z domu była Jackowska, z polską żeńską końcówką “ska”.
EMS: W ciągu pierwszych nocy sierpniowych spodziewać się można gwiazd spadających, wychodzących z gwiazdozbioru Perseid. Widzieliście? Nie? To popróbujcie dziś w nocy. Jak będziecie mieli szczęście, to możecie zobaczyć kilka, kilkanaście a nawet kilkadziesiąt spadających gwiazd na raz. Czasem prawdziwy deszcz. Lud w różnych krajach nazywa ten wspaniały rój “łzami świętego Wawrzyńca”, bo spadają najliczniej w okolicy jego imienin, czyli rocznicy śmierci. Umarł 10 sierpnia w roku 258 naszej ery, nie tyle “za wiarę”, ile dlatego że był jednym z siedmiu diakonów kościoła chrześcijańskiego w Rzymie i odmówił cesarzowi Walerianowi wydania majątku kościelnego. Został za to aresztowany i umęczony – spalono go żywcem na wielkim ruszcie. Był czczony niemal od razu od swej śmierci, a jego kult bardzo się rozwinął w Europie po zwycięstwie cesarza Ottona I nad Węgrami właśnie w dniu św. Wawrzyńca 955 roku. Wawrzyniec jako diakon rzymski był odpowiedzialny również za wspomaganie bieodoty miejskiej i na tę pamiątkę w wielu krajach piecze się tego dnia i rozdaje biednym tzw. “chleb św. Wawrzyńca”. Z kolei “ziele św. Wawrzyńca” to kwitnąca teraz obficie złocista nawłoć. Złote łzy umęczonego świętego.
Moja kuzynka Maria poszła do bazyliki św. Wawrzyńca we Florencji właśnie 10 sierpnia. To oczywiście przypadek, ale jako adminka bardzo lubię takie przypadki.
Już dawno chciałam tu napisać o filmie Billy Wildera Menschen am Sonntag i zanim sprawdzę, jak się ten film nazywa po polsku, napiszę swoją wersję tytułu – Letnia niedziela, w nawiązaniu do słynnego szlagieru z lat 30, śpiewanego między innymi przez Mieczysława Fogga: To ostatnia niedziela lub po prostu Ostatnia niedziela. Czas jest podobny, ostatnie lata przed wojną.
In Warschau war es so warm, eigentlich heiß, schwül, und es gab so viel zu tun, dass ich diesmal sehr wenig von der Stadt mitbekommen habe. Geplant war, abends mit der kleinen kostenlosen Fähre vom Saska Kepa-Strand auf die andere Seite überzusetzen und dort dem Nachtleben der jungen Leute zuzuschauen, doch daraus ist nichts geworden – zu müde, zu weit, zu viel noch zu erledigen; ich habe sogar meine alte Freundin versetzt.
Doch an einem Nachmittag bin ich dem nicht enden wollenden Aufräumen und Aufteilen entwischt und habe mir im Zentrum für zeitgenössische Kunst, im Ujazdowski-Schloss, eine Ausstellung (eigentlich mehrere kleinere) angesehen. Schon lange habe ich keine so irritierend politisch aufgeladene Malerei gesehen; es handelt sich um die Ausstellung von den Werken des Künstlers Ignacy Czwartos mit dem Titel Polnische Übungen zur Tragik der Welt. Zwischen Deutschland und Russland.
Sorry für das anti-feministische Frauenbild, aber chatgpt war nicht imstande Punk-Ladies mit wenig Busen, keine Taille und kurzen Beinen zu malen! Wir haben es versucht, die Antwort war: Deine Anfrage entspricht nicht den Richtlinien…
Joasia Rubinroth & Tanja Krüger
Polnischer Ausdruck: Marzyć o niebieskich migdałach.
Wörtliche Übersetzung ins Deutsche: Von blauen Mandeln träumen. Bedeutung: Vor sich hin träumen. Von etwas Unmöglichem träumen.
Dziś rocznica. 80 lat temu o godzinie 17 rozpoczęło się Powstanie Warszawskie. Piszę to tak wyraźnie, bo przecież nie wiem, co młodsze pokolenia wiedzą o tym, że to rocznica i jaka. Z tej okazji już kilka tygodni wcześniej, bo w poniedziałek 8 lipca, odsłonięto w Berlinie mural. Zapowiadałam TU tę uroczystość, ale nie mogłam być na odsłonięciu, poszłam obejrzeć mural kilka dni później.
Żył i był zdrów – to prawda. Nie czuł głodu ani pragnienia; wyspa obfitowała w owoce i zwierzynę, a źródła były czyste jak łza a niesłone. Orzeźwiające.
Tyle, jeśli chodzi o fakty.
Mało – zważywszy wygodę. Stary Poeta nie był zadowolony. Oto złoczyńcy wyginęli, a on – ostatni ufny – ocalał. Lecz nie rozkoszował się spokojem.
Miał ujrzeć nowe niebo i ziemię. Także morze miało być mniej wzburzone niż to, które zatopiło jego stary świat. A on miał mieć wszystko, wprawdzie skromnie, w konwencji rustykalnej, lecz zarazem przyjemnie i beztrosko. Bezpiecznie.
Zamiast raju, napotkał niedostatki, o jakich człowiek cywilizowany nie myślał nawet w środku dysputy o biedzie, katastrofach i wojnach. A te braki w zastawie stołowej: bez sztućców, kieliszków i porcelany o elegancji nie mogło być mowy!
Spać chodził z kurami, wstawał z pianiem koguta. Ogień krzesał dobrą godzinę, a zaopatrzenie i służby miejskie wciąż były niezorganizowane. I poczta nie działała.
Znaleziony przez Elę irys Don Kichot wydaje się najnormalniejszy w świecie, jasnofioletowy, z zółtym runem na płatkach, gdzie mu tam do starry night czy chociażby królowej śniegu.
A jednak to jest właśnie TEN irys. Takie wysokie jasnofioletowe irysy rosły, gdy byłam jeszcze małą dziewczynką, w ogrodzie za domem. Ogród założyła i dbała o niego ciotka mojej mamy, moja ukochana cioteczna babka Karolina Lubliner-Mianowska, przez wszystkich, a więc i przeze mnie, nazywana Karusią. I to od TEGO właśnie irysa zaczęła się moja miłość do tych kwiatów.
Wysoki, chudy, blady, brodaty (tak botanicy nazywają to, co ja nazwałam runem na płatkach) – zaiste zasłużył sobie na swoje imię. Po tych cechach przecież każdy z nas nieomylnie odróżnia Don Kichota od wszystkich innych istot na świecie.
***
Po kilku miesiącach dotarł do mnie zamówiony w marcu katalog “donkichotów” z Ostrowa Mazowieckiego. To było jedno ze świetniejszych znalezisk Eli – małżeństwo państwa Wosiów i ich niezrównana kolekcja “donkichotowskich” grafik i ekslibrisów. Pisałam o nich TU i TU, i jeszcze TU.
Nie kopiuję tu katalogu, nie ma sensu, pokazuję kilka zdjęć. Właściwie przez przypadek na stole, na którym leżał katalog, leżała też książka Andrzeja Banacha o Hasiorze, otwarta na na stronach 82 i 83. Rycina po lewej stronie to “Wizerunek obrazu Pana Jezusa Konającego w Cerkwi Parochialnej Zarwanickiej na Podolu Cudami słynącego. od W. Atanazego Szeptyckiego, Metropolity Całej Rusi roku 1742 approbowanego”, a po prawej rzeźba Hasiora, Krzyż III.
Jakoś i ten Hasior, i ten Jezus, i ten jego krzyż pasują mi bardzo do Don Kichota, więc wstawiam tu te zdjęcia tak, jak je zrobiłam.
Jest trzecim co do wielkości stadionem w Niemczech, po Dortmundzie i Monachium.
Podczas tegorocznych Mistrzostw Europy w piłce nożnej mężczyzn rozegrane będzie na nim sześć meczy, w tym ten najważniejszy finałowy.
Polska drużyna na pewno raz wbiegnie na olimpijski stadion w Berlinie.
W swojej naiwności, że wejdę, że zobaczę, przyszłam pod stadion kilka dni przed rozpoczęciem Euro. Chciałam spojrzeć z bliska na dekoracje, wejść bramą wschodnią, tą z zawieszonymi u góry kołami olimpijskimi lub chociaż przed nią stanąć. A tu z każdej strony płoty, bardzo kolorowe, a kolory złożone z barw flag 24 drużyn biorących udział w Euro. Miły policjant nie bardzo wiedział, czy przejdę, czy nie. Panowie z ochrony chodzili jakiś czas za mną, nie rozumiejąc, po co tu chodzę.
Nie bywałam na tym stadionie, ani na meczach, ani na koncertach, ani na mszach. Przyszłam go obejrzeć dopiero po lekturze książki Daniela Lisa Stulecie przeszkód. Polacy na igrzyskach. Chciałam z bliska zobaczyć monumentalną architekturę czasów nazizmu, lożę führera, rzeźby ustawione wokół. Obejrzałam, a zachwycił mnie błękit nieba nade mną, niebieska bieżnia i zielona murawa pode mną. A potem widok z wieży dzwonniczej na Pole Majowe. Olimpijski dzwon się zachował, dzwonnica jest nowa, odbudowana z żelbetu na starych fundamentach według projektu starego architekta, Wernera Marcha.
W tym miejscu kiedyś był Stadion Niemiecki (Deutsches Stadion), wtedy jeszcze nie w Berlinie tylko w Charlottenburgu, późniejszej dzielnicy Berlina. Wybudowany na olimpiadę, która się nie odbyła. Wielka Wojna pokrzyżowała szyki i wyeliminowała Niemcy na jakiś czas z możliwości organizowania igrzysk. Ale już po 10 latach od zakończenia wojny Berlin mógł się znowu starać o prawo bycia gospodarzem Olimpiady.
Decyzję o ponownym przyznaniu Berlinowi prawa do organizacji Igrzysk Olimpijskich podjęto 26 kwietnia 1931.
Plany były, żeby Deutsches Stadion rozbudować, przebudować, dostosować do większych potrzeb i większych planów III Rzeszy. Hitler jednak postanowił go całkowicie zburzyć. I na jego miejscu zbudować całkiem nowy, dużo większy, na miarę swojej Germanii. Nie wszystko wyburzono. Nie tak dawno pod zwałami piasku odkryto kolumnady starego stadionu. Ustawiono je ponownie.
Głównym projektantem nowego stadionu został syn architekta stadionu starego, Werner March. Na polecenie Hitlera jednym z doradców Marcha był Albert Speer. Stadion został otwarty 1 sierpnia 1936 roku z okazji XI Igrzysk Olimpijskich, po 28 miesiącach budowy. Igrzyska Olimpijskie otworzył sam Adolf Hitler. Polska zdobyła wtedy 22 medale. Jedną z medalistek była Maria Kwaśniewska, oszczepniczka, brązowa medalistka. Osobiście gratulował jej sam Führer.
Po tylu latach, mimo licznych przebudów, remontów, udoskonaleń, stadion nadal przypomina historię i czas w którym nazizm zadomawiał się już wszędzie, nie tylko w architekturze.
Mecz Polska – Austria rozpocznie się w piątek, 21.czerwca o godzinie 18:00 na Stadionie Olimpijskim w Berlinie.
W tym zgiełku i zamieszaniu, owacjach i śpiewach trudno będzie się przyglądać architekturze stadionu. Ale może kiedyś po meczach wygranych i przegranych warto tu przyjść dla samego stadionu i jego historii.
***
PS. A dziś, już zaraz, bo od 6 do 9 rano, możecie odwiedzić studio radia 357, które ulokuje się tego poranka w Polskiej Kafejce Językowej i zaprasza na rozmowy, refleksje i śniadanie.