Ciekawość oka i przyjemność patrzenia (5)

Dariusz Kacprzak

Feluka na Nilu Emila Orlika

Urodzony w Pradze w 1870 roku Emil Orlik swą edukację artystyczną rozpoczął w 1889 roku w prywatnej szkole malarstwa Heinricha Knirra w Monachium, a w 1892 roku zdobył srebrny medal Bawarsko-Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych. W 1894 roku powrócił do rodzinnej Pragi, którą opuścił w 1904 roku, przenosząc pracownię do Wiednia. Rok później, otrzymawszy w Berlinie posadę profesora w państwowej pracowni dydaktycznej przy Muzeum Rzemiosła Artystycznego, przeniósł się do stolicy Prus, z którą związał się do końca życia. Zmarł w 1932 roku. Jego prywatne atelier mieściło się przy Lützowplatz. W 1895 roku został członkiem Związku Niemieckich Artystów w Czechach, w 1899 roku Wiedeńskiej Secesji (z której wraz z tzw. grupą Klimta wystąpił w 1905 roku) Od czasu studiów, przez całe życie wiele podróżował po Europie, wielokrotnie bywając w Paryżu i we Włoszech. Równie, jeśli nie bardziej, znaczące dla twórczości artysty były jego dwie podróże wschodnioazjatyckie (Japonia, Egipt, Nubia, Ceylon, China, Korea) oraz wyjazd do Nowego Jorku i Clevland. Spuścizna artystyczna Emila Orlika jest wszechstronna, poza malarstwem, grafiką i rysunkiem, zajmował się także fotografią, chętnie projektował scenografie i kostiumy teatralne. Jako grafik z dużą biegłością posługiwał się rozmaitymi technikami. Jego pierwsze graficzne prace mają charakter malarski – są to przede wszystkim pejzaże, operujące plamą, przesycone światłem i powietrzem. Później jego prace stały się bardziej graficzne, syntetyzująca formy linia zyskiwała stopniowo na wyrazistości. Zafascynowanie drzeworytem japońskim doprowadziło Orlika do podjęcia nauki bezpośrednio u japońskich artystów. Swoim drzeworytom, powstającym zgodnie z zasadami sztuki japońskiej, nadawał jednak specyficzny europejski charakter.

Emil Orlik wpisuje się w symboliczną figurę homo viatora przełomu XIX i XX stulecia, pielgrzymującego w czasie przez życie, od narodzin aż po kres, jak i wędrującego przez szeroki świat w celu poznania go, uczynienia sobie poddanym, czy też spełniającego odwieczne marzenie o odnalezieniu mitycznych Wysp Szczęśliwych. Od czasu przełomu impresjonistycznego artyści interesowali się kulturami egzotycznymi, bliskim i dalekim Wschodem, w szczególności Chinami i Japonią, z czasem inspiracje czerpano także z kultur prymitywnych Czarnego Lądu. Warto wspomnieć, że Egipt jak i Bliski Wschód należały już w drugiej połowie XIX wieku do popularnych kierunków podróży i były celem zainteresowań fotografii podróżniczej. Wśród dagerotypistów i kolotypistów działających wówczas w Egipcie, którzy obok typowych zdjęć architektury i turystycznych widoków, pobudzając wyobraźnię Europejczyków, uwieczniali współczesne sceny rodzajowe egipskich ulic, oaz i portów, warto wymienić Emile’a Becharda, Wilhelma Hammerschmidta czy Pascala Sebaha.

Motyw feluki – tradycyjnej, jedno- bądź dwużaglowej łodzi, używanej na osłoniętych wodach Morza Czerwonego, wokół wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego, a w szczególności na Nilu w Egipcie, pojawia się wielekroć w twórczości Emila Orlika. Łodzie te zapewniały cichą i spokojną podróż po rzece, zwykle zabierały na pokład kilkanaście osób, załoga składała się z dwojga, trojga ludzi. Rysunek takiej dwużaglowej feluki odnaleźć można w liście Orlika do Maksa Lehrsa, pisanym 5 lutego 1912 roku właśnie podczas podróży po Nilu, a także w jednym z jego szkicowników egipskich.

Widok z góry na przycumowaną do brzegu felukę stanowi także temat prezentowanej tutaj grafiki, zwracającej uwagę oryginalnym, fragmentarycznie wyciętym, kadrem oraz asymetryczną kompozycją. Kreślone precyzyjnie ciętymi liniami, dopełnione „malarską” kreskami szczegóły feluki na pierwszym planie zostały przeciwstawione bardzo oszczędnie opisanemu graficznie pejzażowi. Sugestywność przedstawienia artysta osiągnął poprzez subtelne efekty graficzne – dzięki bardzo drobnym ziarnistym plamom szarości i czerni, które dopełnił barwną akwarelą.

Zarówno interesujące ujęcie tematu, jak i widoczna w szczecińskiej pracy wirtuozeria warsztatowa stanowią dobitne potwierdzenie talentu Emila Orlika. Grafika powstała w 1915 roku. Artysta wykonał wówczas niewielką serię egzemplarzy opisanych jako druk próbny, kolejne odbitki datowane są na rok 1916. W zbiorach berlińskiego Gabinetu Rycin znajdują się dwa inne egzemplarze tej ryciny, jeden analogicznie do odbitki szczecińskiej pochodzi z nakładu próbnego, drugi zaś z 1916 roku.

Warto wspomnieć także o tym, że kompozycja znalazła się na plakacie wystawy zorganizowanej artyście przez Arnolda Weylandta w 1916 w jego Galerii Arnold, przy Tauenzienplatz w Berlinie.

Bogaty liczebnie i artystycznie ciekawy zespół rysunków i grafik Emila Orlika znajduje się dziś w zbiorach Kunstforum Ostdeutsche Galerie Regensburg (ponad 2000 dzieł), a także w zasobach Gabinetu Rycin Staatliche Museen zu Berlin Preussischer Kulturbesitz. Spośród polskich zbiorów graficznych należy wymienić zaś Gabinet Rycin Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie, w zbiorach którego przechowywana jest jedna z cenniejszych polskich kolekcji grafiki europejskiej drugiej połowy XIX wieku i początku XX stulecia – kolekcji niegdyś zgromadzonej przez Henryka Grohmana, fabrykanta i kolekcjonera z Łodzi, miasta określanego w końcu XIX wieku jako Ziemia obiecana.

Emil Orlik (1870 Praga – 1832 Berlin), Feluka na Nilu / Nad Nilem, 1915, akwaforta, akwatinta, sucha igła, ruletka, akwarela, gruby gładki papier w odcieniu kremowym, 297 x 199 (rycina), 399 x 293 (arkusz), Muzeum Narodowe w Szczecinie, Fot. Grzegorz Solecki, Arkadiusz Piętak

620 lat i miesiąc

Maria Szewczyk

Paolo Uccello i smok nad Wisłą

Konia z rzędem temu, kto w czwartek, 15 czerwca 2017 świętował 620 urodziny Paolo di Dono, zwanego Uccello (15.06.1397 – 15.12. 1475). Ten jeden z najwybitniejszych artystów florenckiego Quattrocenta, twórca obrazów i fresków religijnych, kompozycji batalistycznych, portretów i mozaik był uważany za prekursora malarstwa perspektywicznego. Uczczę Uccello tym tekstem w miesięcznicę jego 620 urodzin (Uccello – Uczczę, taki jest sens jego przydomku), bo jak dotąd nie doczekał się nawet wpisu w polskiej wersji Wikipedii.

Z pięknym albumem o Uccello – Paolo d’Ancona: Paolo Uccello, Verlag Anton Schroll, Wien/München 1960, zetknęłam się w późnych latach 60. To, że wymieniam tu wydanie niemieckie, a nie rok wcześniejsze wydanie włoskie, Wien/Milano, ma swoje uzasadnienie. Tu ten obraz Uccello, o który właśnie chodzi. Resztę opiszę poniżej.

W latach 60 i 70 uczyłam języka polskiego na kursach dla slawistów, studentów przyjeżdżających na Uniwersytet Warszawski. Czasami zgłaszali się do mnie także pracownicy ambasad lub ich żony chcące się nauczyć mówić po polsku. Jedną z nich była Laura Feira, która skracała sobie czas pobytu w Polsce lekcjami, kupowaniem antyków, wyjazdami do Wiednia po najnowsze modele sukienek, kosmetyki itp. Nie pmiętam, czy to z jednej z takich wypraw czy z Międzynarodowych Targów Książki w PKiN przyniosła ten album o Paolo Uccello. Album był okazały, zachwycał wspaniałymi reprodukcjami tego mistrza wczesnego renesansu włoskiego. Laura miała z nim tylko jeden problem. Wielostronicowy wstęp i komentarze do obrazów były w języku niemieckim, którego nie znała. Jako żona brazylijskiego dyplomaty spędziła już cztery lata w USA i taki sam okres we Francji, i oprócz portugalskiego w jego wydaniu brazylijskim mówiła biegle po angielsku i francusku, i chciała się koniecznie dowiedzieć czegoś bliższego o Paolo Uccello. A tu cały wstęp po niemiecku, którego ja też wtedy jeszcze nie znałam. Prosiła mnie, bym znalazła kogoś, kto przetłumaczyłby ten tekst z niemieckiego na francuski. W siermiężnej atmosferze PRL lat 60 znalezienie kogoś takiego graniczyło prawie z cudem. A jednak udało mi się taką osobę „upolować”.

Paolo Uccello, Polowanie w lesie, ok. 1470, Ashmolean Museum, Oxford

I kimś takim była Maria, hrabina de Lavaux. Ta leciwa dama, bibliotekarka w bibliotece Związku Łowieckiego, która w latach 20 zdobywała nagrody w wyścigach samochodowych, a w latach 30 była redaktorką czasopism motoryzacyjnych, w latach 60 uczyła prywatnie języków różnych, od angielskiego, przez francuski, do niemieckiego. Ona też podjęła się przetłumaczyć ten tekst w stosunkowo krótkim czasie, bo nie sprawiało jej problemu tłumaczenie wprost z niemieckiego na francuski, i to bez korzystania ze słowników. Za ten przekład miała dostać niebagatelną wówczas sumę 3 tysięcy złotych (przeciętna miesięczna pensja wynosiła wtedy 1200 złotych, co w niedopuszczonym przez cenzurę zakończeniu piosenki Osieckiej o „Okularnikach” brzmiało: „Potem żyją w małym mieście za te polskie tysiąc dwieście itp., itd., itp.” I tylko dlatego znamy złagodzoną wersję z podwyżką: „Potem wiążą koniec z końcem za te polskie dwa tysiące itp.itd.,itp.”), ale z kolei te trzy tysiące za tłumaczenie nie były żadnym problemem dla żony dyplomaty z Brazylii.

Tak więc przekład byłby skończony w terminie ku zadowoleniu obu stron. Byłby… gdyby nie wypadek! Hrabina, która dobrze się czuła za potężnym biurkiem w Bibliotece Łowieckiej, poruszała się po Warszawie już mniej pewnym krokiem. Przechodząc pospiesznie przez tory tramwajowe przy Placu Narutowicza, dostała się nagle pod ruszający tramwaj, który na szczęście w porę wyhamował.

Paolo Uccello, Bitwa pod San Romano, ok. 1435-55, Galleria degli Uffizi, Florencja

Leżę ja tu pod tym tramwajem – opowiada Hrabina, gdy odwiedzam ją w szpitalu – a tu jakaś dama „z Waszecia”, pyta mnie: A ile to pani ma lat? Byłam połamana i wściekła – dziewięścset – odpowiadam jej. – A kto to puszcza taką staruszeczkę samą z domu? – Potem gazety pisały, że dostała się pod tramwaj 90-letnia staruszka!

Hrabina ma nogę na wyciągu, a rękę aż po ramię w gipsie. – Na szczęście lewa! – mówi. Obok niej leży wielki i ciężki album oraz plik notatek. – Na szczęście mam godne towarzystwo. Paolo Uccello leży tu razem ze mną – dodaje. – Tłumaczy pani dalej? Bez słownika? – Inaczej umarłabym z nudów! Raz tylko nie mogłam sobie za nic przypomnieć… on maluje smoki, a ja się męczę, bo na śmierć zapomniałam, jak się nazywa smok po francusku??? Nagle, drzwi się otwierają z hukiem i do sali wkroczyła pielęgniara, nie weszła, tylko wkroczyła, jak dragon!…O, mon Dieu, le dragon!!! Le dragon, toć to smok po francusku!

Tak to francuski smok, le dragon, niemiecki der Drache, z obrazu Paolo Uccello, włoskiego mistrza wczesnego Quattrocento, zawitał (na krótko) w latach 60 nad Wisłę. No cóż, nawet Lem podejrzewał, że jeśli się dostatecznie zagęści prawdopodobieństwo, to zaczynają się pojawiać smoki!

Berlin, 15.06.2017

PS.

Refleksja o relacji smoka i kobiety: wg legendy smok więził księżniczkę, a na obrazku wygląda to trochę, jakby go ona wyprowadziła na spacer na smyczy. Niewykluczone, że rycerz projektuje swoją dzikość na kobietę i wiąże z nią jej wyobrażenie w postaci smoka, którego zwalcza. Ona jest łagodna, on waleczny, a między nimi smok “ofiarny”. I ideał spełniony!

Paolo Uccello, Św. Jerzy i smok, ok. 1470, National Gallery, London

Von Berlin nach Breslau, von Breslau nach Berlin

Do. 22.06.2017 um 19.00 Uhr
im Sitz der Alexander und Renata Camaro Stiftung

Camaro Haus, Potsdamer Str. 98A, 10785 Berlin
Präsentation des Ausstellungsprojektes

Sehnsucht und Freiheit

Otto Mueller und die Malerei der Moderne zwischen Berlin und Breslau

Davor, um 18.15 Uhr: Führung durch die aktuelle Ausstellung „Tribute to Iris Barbura“ – eine Würdigung der rumänischen Tänzerin der Moderne (1912-1969)

Anmeldung erforderlich: deutsches@kulturforum.info

***

Die Ausstellung über Otto Müller und die Breslauer Kunstakademie wird in Berlin und Wrocław gezeigt:

28. September 2018 bis 3. März 2019 Neue Galerie im Hamburger Bahnhof – Museum der Gegenwart – Berlin

Vorauss. April bis Juni 2019 Nationalmuseum Wrocław

Die Beratung zum polnischen Teil dieses internationalen Ausstellungsprojekts übernahm aufgrund Ihrer wissenschaftlichen Tätigkeit auf diesem Gebiet Dr. Lidia Głuchowska, die im Rahmen eines regelmäßigen Austausches in Übereinstimmung mit den involvierten Projektpartnern die deutsche Projektleiterin Dr. Dagmar Schmengler und ihre Assistentin MA Agnes Kern von polnischer Seite mit Expertise begleitet.

Eine Besonderheit des kuratorischen Konzeptes ist das Prinzip des ‚Gastes’: das heißt Bilder, durch die spotlightartig, epochenübergreifend und/oder interkulturell, insbesondere im deutsch-polnischen Kontext, auf Gemeinsamkeiten und Unterschiede verwiesen werden kann: das Einbeziehen Polnischer Expressionisten (z.B. Witkacy, Stanisław Kubicki, Jerzy von Hulewicz) ermöglicht einmalige Sehvergleiche und neue Zusammenhänge, zugleich verschränken sie die deutsch-polnische Ausrichtung dieses Projektes.

Stanisław Kubicki, Der Heilige und die Tiere, Öl auf Leinwand, 1932, Privatbesitz Berlin

Mehr zum Programm der Projektvorstellung entnehmen Sie bitte dem Flyer:

 

Ciekawość oka i przyjemność patrzenia (z Muzeum Narodowego w Szczecinie 2)

Dariusz Kacprzak

Max Slevogt, Tancerka Antonia Marcé zw. La Argentina

Max Slevogt wraz z Maksem Liebermannem i Lovisem Corinthem bywa określany mianem „potrójnej gwiazdy imresjonizmu niemieckiego”. Uczył się w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Monachium, w 1889 roku wyjechał do Paryża, by w tamtejszej Académie Julian kontynuować naukę i nad Sekwaną kopiować starych mistrzów. W 1890 roku wyjechał do Włoch. Dwa lata później został członkiem Monachijskiej Secesji, a w następnym roku podczas wystawy secesjonistów zaprezentował obraz Walka zapaśników, który wzbudził żywe emocje. W 1897 roku w Salonie Sztuki Eugena Artina w Wiedniu została otwarta pierwsza indywidualna wystawa artysty. Do 1900 roku był związany z Monachium, współpracował z czasopismami Jugend i Simplicissimus, później krótko mieszkał we Frankfurcie nad Menem, by w 1901 roku na stałe osiąść w Berlinie. Związał się ze środowiskiem berlińskiej Secesji. W 1914 roku został członkiem Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie, a rok później Królewskiej Akademii Sztuk w Dreźnie. Od 1917 roku prowadził pracownię mistrzowską w berlińskiej akademii. Początkowo malował niemal naturalistycznie sceny mitologiczne i religijne utrzymane w ciemnym kolorycie. Podjęte w drugiej połowie lat 90 XIX wieku studia plenerowe przyniosły rozjaśnienie palety. Jego dojrzałe obrazy charakteryzuje bogaty koloryt, upodobanie do silnych kontrastów, swoboda, pełne temperamentu prowadzenie pędzla. Znaczącą część dorobku artystycznego twórcy zajmują grafiki. Jako ilustrator książek dowiódł biegłości warsztatowej, pomysłowości i fantazji. Zajmował się również malarstwem ściennym – kompozycje takie wykonał m.in. w domu Johanna Guthmanna w Szklarskiej Porębie, w Kościele Pokoju w Ludwigshafen oraz we własnym domu w malowniczym położonym na Nizinie Górnoreńskiej Neukastel w Palatynacie.

Max Slevogt, Tancerka Antonia Marcé zw. La Argentina, 1926
olej, płótno, 100 x 80,5 cm, Muzeum Narodowe w Szczecinie
fot. Grzegorz Solecki, Arkadiusz Piętak

Bogaty i interesujacy rozdział w twórczości Maksa Slevogta stanowią dzieła związane z przeżyciem muzyki, która była ważnym źródłem jego inspiracji. Artysta zafascynowany światem dźwięku i ruchu – muzyki, teatru, opery, tańca – tworzył nie tylko obrazy, rysunki i grafiki o tej tematyce, ale także zajmował się projektami scenografii oraz kostiumów do utworów scenicznych (Wesołe kumoszki z Windsoru Williama Szekspira w inscenizacji Maksa von Reinhardta, Sąd Salomona Pedra Calderóna de la Barki w inscenizacji Floriana Geyera dla Ottona Brahma). Wielokrotnie pracował dla renomowanych teatrów operowych, Opery Unter den Linden w Berlinie oraz drezdeńskiej Staatsoper, przygotowując projekty scenografii m.in. do Czarodziejskiego fletu, Don Giovanniego W. A. Mozarta – były to akwarele, gwasze, rysunki ołówkiem, węglem, tuszem, a także ilustracje, powielane graficznie w technice litografii, drzeworytu i akwaforty. W 1920 roku w berlińskiej oficynie Paula Cassirera wydano Czarodziejski flet. Rysunki na marginesach manuskryptu Mozarta (Die Zauberflöte. Randzeichnungen zu Mozarts Handschrift), rok później u Fritza Gurlitta ukazało się bibliofilskie, zilustrowane przez Slevogta drzeworytami, wydanie liberetta Lorenza da Ponte do Don Giovanniego Mozarta (na podstawie wydania wiedeńskiego z 1788 roku). Dobiegajacy sześćdziesiątego roku życia artysta, zaprojektował dla Hermanna Muthesiusa, do jego domu w Berlinie, malowidło ścienne Wesele Figara (1927).

Fascynacja Slevogta tańcem jest wyraźnie widoczna już we wczesnym jego dziele – Tryptyku tańca: Tancerka w srebrze (1895, Landesmuseum Mainz), Tancerka w zieleni (1895, zaginiony), Tancerka w złocie (1897, Max Slevogt-Galerie, Villa Ludwigshöhe). W 1902 roku powstał słynny obraz artysty Aria szampańska, tzw. Biały d’Andrade (Staatsgalerie Stuttgart), w którym artysta utrwalił występ utalentowanego Portugalczyka w Theater des Westens w Charlottenburgu, a dziesięć lat później, tzw. Czerwony d’Andrade – imponujące malarskim rozmachem dzieło, dziś wita gości przekraczających próg Alte Nationalgalerie w Berlinie. Malarz portretował znakomite artystki epoki. Wielokrotnie malował i sztychował występujacą m.in. w berlińskim kabarecie W siódmym niebie, pochodzącą z Filipin, Mariettę di Rigardo (właśc. Maria della Rosa, poźniejsza żona właściciela kabaretu Georga Davida Schulza, która po rozwodzie z nim, poślubiła Ludwiga Thomę, znanego pisarza z kręgu Simplicissmusa i występowała później jako Marion Thoma). W 1901 roku namalował goszczącą w Berlinie podczas europejskiego tournée japońską tancerkę Sadę Yakko. Kilkukrotnie portretował Tillę Durieux, żonę Paula Cassirera – m.in. w 1921 roku jako żonę Putyfara w Legendzie Józefa Richarda Straussa, do której libretto napisali Harry Kessler i Hugo von Hofmannsthal, a wcześniej w roli Salome. Warto wspomnieć także o portrecie scenicznym Anny Pawłowej: słynna prima ballerina assoluta została przedstawiona w tańcu orientalnym jako Bajadera.

Bohaterką szczecińskiego, powstałego w 1926 roku, obrazu jest uchodząca za odnowicielkę baletu hiszpańskiego, tancerka i choreografka Antonia Mercé y Luque, bardziej znana pod pseudonimem scenicznym La Argentina. Była córką baletmistrza madryckiego Teatro Real Manuela Mercé i tancerki Josefy Luque. Urodziła się w 1890 roku w Buenos Aires, podczas baletowego tournée rodziców po Argentynie. Naukę tańca rozpoczęła pod okiem ojca, a później po jego śmierci pobierała lekcje także u matki. W wieku dziewięciu lat debiutowała jako primabalerina w operze w Madrycie, w 1905 roku tańczyła z wielkim powodzeniem w tamtejszym Teatro Ateneo. W 1910 roku Paryż oglądał ją w operetkach na deskach Moulin Rouge oraz Olimpii, a później artystka odbyła tournée po Anglii, Belgii i Niemczech. Po I wojnie światowej, która zastała ją w Rosji, Mercé w 1915 roku w Madrycie przygotowała choreografię do baletu Czarodziejska miłość (El Amor Brujo) Manuela de Falli. Potem wyjechała do Ameryki Południowej, a następnie na zaproszenie kompozytora Enrique’a Granadosa tańczyła w Nowym Jorku w jego Goyescas. Do końca wojny przebywała w Meksyku, skąd w 1919 roku powróciła do Paryża. Współpracowała z Federikiem Garcią Lorcą, Maurice’em Ravelem, Isaakiem Albénizem. W 1926 roku artystka zyskała impresaria. Był nim Arnold Merckel, który do końca jej życia troszczył się o kalendarz jej występów. We flamenco i tangu jej partnerem był częstokroć Vincent Escudero, a akompaniatorem – gitarzysta Carlos Montoye. La Argentina cieszyła się ogromną sławą, w 1930 roku została odznaczona Krzyżem Legii Honorowej. W 1936 roku, na krótko przed śmiercią, tańczyła w paryskiej Operze Komicznej z okazji wykładu Paula Valéry’ego. Zmarła w San Sebastian 19 lipca 1936 roku na atak serca.

W szczecińskim obrazie malarz poprzez swobodę gestu malarskiego, brawurowe operowanie plamą barwną, nadającą przedstawieniu lekkości, odczucie ruchu, intensywność tonów, modelujące postać tancerki silne refleksy światła, stworzył sugestywny obraz magii tańca hiszpańskiego, a także dał wyraz nieskrywanej zmysłowości portretowanej kobiety.

Wprawdzie proweniencja obrazu nie jest w pełni znana, tym niemniej można przypuszczać, że dzieło pochodzi z przedwojennej szczecińskiej kolekcji prywatnej, a w okresie powojennym trafiło za pośrednictwem rynku antykwarycznego do zbiorów muzealnych. Przy tej okazji warto wspomnieć, że w zbiorach przedwojennego szczecińskiego Muzeum Miejskiego znajdowały się dwa inne obrazy Slevogta: Autoportret przy sztalugach pochodzący z kolekcji Friedy i Wilhelma Doeringów oraz Portret pianisty Ansorge.

Finisaż

…wystawy Stanisław Kubicki (1889–1942) – Hermann Stöhr (1898–1940)

 

W miniony wtorek, 23.05.2017 w ratuszu dzielnicy Kreuzberg w Berlinie odbył się finisaż podwójnej wystawy

Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”

&

Hermann Stöhr (1898–1940) – “Das unmissverständliche Nein“/ “Nie, które na pewno znaczy Nie”.

połączony z wykładem kuratorki wystawy o Stanisławie Kubickim, dr Lidii Głuchowskiej.

Kuratorka wystawy Stanisław Kubicki (1889-1942) podczas oprowadzania po wystawie, Rathaus Kreuzberg, 2.05.2017, fot. Krystyna Koziewicz

Wygłoszony po niemiecku wykład, zatytułowany „Rückkehr der Grafiken von Posen nach Berlin und zurück. Schicksal der Werke der polnischen Expressionistengruppe BUNT 1917-2017“, dotyczył donacji S. Karola Kubickiego, syna należących do grupy Bunt artystów – Margarete i Stanisława Kubickich – dla Muzeum Narodowego w Poznaniu i Muzeum Okręgowego im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy w roku 2015.

***

Dwa dni przed finisażem kuratorka omówiła w Berlinische Galerie prace  Stanisława Kubickiego i jego żony, Margarete, a w oprowadzaniu publiczności asystowali jej studenci Instytutu Sztuk Wizualnych Uniwersytetu Zielonogórskiego. W centrum uwagi znalazły się obrazy Wieża kościelna na tle wschodzącego słońca oraz Ekstaza Kubickiego oraz seria akwarel Kubickiej pt. Trzy skoki Wang Luna wykonanych jako ilustracje do powieści Alfreda Döblina o tym samym tytule.


Kuratorka, Dr Lidia Głuchowska ze studentami, pomiędzy dwoma obrazami Kubickiego – po lewej Wieża kościelna, po prawej Ekstaza; Berlinische Galerie, 21.05.2017, fot. Patrycja Wilczek-Sterna

Dr Lidia Głuchowska i studenci ISW WA UZ, przed obrazami Margarete Kubickiej w Berlinische Galerie, 21.05.2017, fot. Tri Minh Nguyen

W przeddzień finisażu w ratuszu dzielnicy Kreuzberg stowarzyszenie Städtepartner Stettin oraz Wydział Artystyczny Uniwersytetu Zielonogórskiego przygotowały towarzyszący wystawie warsztat artystyczny z udziałem uczniów Szkoły Specjalnej im. Marianne Cohn w Berlinie.

Warsztat obejmował wykład wprowadzający dr Lidii Głuchowskiej, zatytułowany

Der Turmbau zu Babel Stanislaw Kubickis Geschichte, Symbolik, Inspiration für die Gegenwartskunst”

Wykład dr Lidii Głuchowskiej (fot. Tri Minh Nguyen) dotyczący siły oddziaływania najsłynniejszej grafiki Kubickiego na sztukę współczesną oraz jej transformacji dokonywanych techniką kolażu i remake.

Następnie dr Patrycja Wilczek w asyście studentek Wydziału Artystycznego z Zielonej Góry – Katarzyny Smugarzewskiej i Marty Olejnik, a także uczestników programu Erasmus – Tri Minh Ngutyena i Sinh Truong Nguyena – przeprowadziła warsztaty artystyczne „Moja wieża Babel” zainspirowane symboliką linorytu Kubickiego.

Celem warsztatów było przekazanie dzieciom umiejętności wyrażania emocji za pomocą środków wizualnych oraz uświadomienie im potrzeby pojednania między narodami mimo różnic językowych. Pod przezroczystą folię z reprodukcją Wieży Babel dzieci wklejały m.in. swój portret i wycinki z różnojęzycznej prasy, przez co symbolicznie stały się uczestnikami procesu przebudowy świata, tak jak to sto lat temu postulowali twórcy awangardowi.

Dzieci i ich opiekunowe byli bardzo zadowoleni z udziału w warsztach, a dzieci stwierdziły wręcz, że w takich zajęciach mogłyby uczestniczyć nawet co tydzień. Sukces tego przedsięwzięcia, wpisującego się w społeczno-polityczny program wystawy Stanisław Kubicki (1889–1942) – Hermann Stöhr (1898–1940), potwierdzają ich uśmiechnięte twarze na pamiątkowej fotografii.

Uczestnicy warsztatów artystycznych, fot. Urszula Henke

Prace zostały oprawione przez dorosłych, ponieważ do produkcji passe-partout z czarnego kartonu trzeba było użyć ostrych noży.

Collage wykonane przez dzieci zostały umieszczone w oknach na I piętrze ratusza, na przeciwko wejścia do sali posiedzeń Rady Dzielnicy. Okazało się to znakomitą lokalizacją, bo już następnego dnia w sali odbyło się otwarte posiedzenie Rady, dzięki czemu wystawę obejrzeli zarówno radni, jak i licznie przybyli na spotkanie mieszkańcy berlińskiej dzielnicy Kreuzberg.

Interesujące było to, iż niektóre z dzieci tworząc prace wybrały nietypową perspektywę prezentacji tytułowego motywu, tak iż Wieża Babel stojąca na głowie bądź prezentowana w układzie horyzontalnym, symbolizowała świat w stanie chaosu, który należy „wyprostować”.

Wystawa powarsztatowa zaprezentowana zostanie również w Szkole Specjalnej im. Marianne Cohn w Berlinie, a potem w Polsce w siedzibie Kuriera Szczecińskiego i w pomieszczeniach Uniwersytetu w Zielonej Górze podczas dorocznej wystawy Instytutu Sztuk Wizualnych.

Der Turmbau zu Babel

Jeszcze o wystawie Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie”We wtorek wystawa dobiega końca w oprawie trzech wydarzeń:

W niedzielę, 21 maja – w Berlinische Galerie o godz. 12.00 – odbędzie się wykład kuratorki wystawy, dr Lidii Głuchowskiej na temat dzieła malarskiego Stanisława Kubickiego i jego żony, Margarete Kubickiej.

W poniedziałek, 22.05.2017, o godzinie 10.00 w Rathaus Kreuzberg odbędzie się warsztat artystyczny dla dzieci ze szkoły im. Marianny Cohn (wydarzenie zamknięte): Moja wieża Babel. Warsztaty poprowadzi dr Patrycja Wilczek-Sterna z Wydziału Sztuki Uniwersytetu Zielonogórskiego  we współpracy ze studentkami i studentami, pogadankę wstępną wygłosi kuratorka.

I wreszcie we wtorek, 23.05.2017, o godzinie 18.00, ma miejsce finisaż połączony z oprowadzaniem kuratorskim i  prezentacją dziecięcej wystawy powarsztatowej: Von Posen nach Berlin und zurück. Schicksale der expressionistischen Grafiken der Posener Künstlergruppe BUNT (1918–1922).

Wykład o Wieży Babel Kubickiego (1917) przystosowany zostanie do możliwości percepcyjnych dzieci. Tu jednak, z uwagi na fakt, iż jest to dzieło o kluczowym znaczeniu w dziejach awangardy polskiej i międzynarodowej, poświęcimy temu linorytowi więcej uwagi.

Wieża Babel, która w kwietniu 1918 roku ukazała się na plakatach I wystawy grupy Bunt w Poznaniu, przygotowanych wbrew lokalnemu status quo zarówno w języku polskim, jak i niemieckim, jest jedną z najbardziej znanych grafik w dziejach polskiego i środkowoeuropejskiego modernizmu i awangardy.

Przez prawie 100 lat Wieżę Babel postrzegano jako apoteozę rewolucji. Radykalnej reinterpretacji tego dzieła, wskazującej na jego ambiwalentną wymowę i groteskowy charakter dokonała dopiero Lidia Głuchowska, która jako pierwsza przeanalizowała korespondencję słowa i obrazu w dorobku Kubickiego, w tym jego dwujęzycznej twórczości poetyckiej i programowej.

Zostały one opublikowane w monografiach:
Avantgarde und Liebe. Margarete und Stanislaw Kubicki 1910–1945; Berlin 2007
oraz
Stanisław Kubicki – in transitu. Poeta tłumaczy sam siebie/ Ein Poet übersetzt sich selbst, Wrocław 2015 oraz w licznych artykułach.

Specjalnie dla naszego blogu autorka przygotowała nowatorski i nigdzie dotąd nie publikowany tekst – refleksje pisane z dystansu lat badań na temat genezy i wymowy Wieży Babel oraz jej inspirującej funkcji w dziejach sztuki najnowszej.

Dr Lidia Głuchowska

Wieża Babel – Alfa i Omega

Andrzejowi Bobrowskiemu w podziękowaniu za
”Transformację M/S” (2015)

Wieżę Babel (1917) Stanisława Kubickiego od dawna już uznaje się za manifest i ikonę polskiej awangardy.

Na progamową wymowę tytułowego motywu dla progresywnego nurtu polskiego modernizmu z przenikliwością wskazywał choćby Andrzej Turowski w swej książce Budowniczowie świata. Reprodukowana setki razy, ukazała się choćby na okładkach takich syntez badawczych jak Ekspresjonizm w sztuce polskiej (red. Piotr Łukaszewicz, Jerzy Malinowski, Wrocław 1980) czy – ostatnio – Bunt a tradycje grafiki w Polsce i w Niemczech (red. Lidia Głuchowska, Honorata Gołuńska, Michał F. Woźniak, Bydgoszcz 2015).

Mimo kariery medialnej tego dzieła, mało kto jednak zna jego genezę. Warto zatem przypomnieć, że Wieża Babel jest kwintesencją formalno-ideowych poszukiwań Kubickiego zainicjowanych w 1916 roku w Bunzlau (Bolesławcu) i kontynuowanych w Schömbergu (Chełmsku Śląskim).
W pewnym sensie więc, to Śląsk, a nie Poznań mógłby zostać uznany za kolebkę polskiego ekspresjonizmu w jego fazie historycznej. (Na dygresje na temat pre- i postekspresjonizmu w rodzimej sztuce brak tu niestety miejsca).

 

Wieża Babel jest syntezą poszukiwań stylistycznych i motywów, które w Schömbergu znalazły się w centrum zainteresowania artysty – pejżażu i wieży kościelnej na tle wschodzącego słońca i kulis tamtejszego rynku. Staje się to oczywiste, jeśli prześledzić wnikliwie współczesne fotografie inspirujących go miejsc, realistyczne szkice i coraz bardziej od nich odległe i sumaryczne wyobrażenia natury i kultury – dwóch archetypów ekspresjonistycznego universum – które wyszły spod ołówka, pióra czy dłuta Kubickiego w 1917 roku. To zatem synteza w sensie formalnym abstrahowania od dokumentowania rzeczywistości i dosłownego sensu objektów i zdarzeń.

Śledząc po kolei rysunki i linoryty z Schömbergu, dostrzec można, jak jej zarys wyłania się  z odwzorowania pejzażu,najpierw horyzontalnego, z czasem przyjmującego formę zwartą, centryczną, jak i z modyfikacji wyobrażenia wieży czy rynku – najpierw diagonalno-wertykalnych (do których Kubicki powróci dopiero w 1919 roku – por. ilustracje we wczorajszej prezentacji na tym blogu), a z czasem wibrujących odśrodkowo.

Analogiczną jak w przypadku ewolucji przedstawień Wieży kościelnej i Pejzażu z Schömbergu formę przybierają NB obłoki w tle Aktu z chmurami.

Porównanie formy tych prac wskazuje jednoznacznie na to, iż Akt z chmurami był najpewniej stadium pośrednim między przedstawieniami wieży i pejzażu a Wieżą Babel i to nie tylko dzięki wprowadzeniu do kompozycji figury ludzkiej, lecz również poprzez odwołanie do kodu kultury wysokiej i tradycji artystycznej. Akt na tle pejzażu jest bowiem czytelnym odniesieniem do osławionej w czasach moderny i awangardy reformy życia, przywołanym pour épater le bourgeois, a jego „antyestetyczna”, prymitywizująca forma to formalny atak na akademizm. Zadziwiające jak wiele zmienia zastąpienie anonimowego aktu kobiety niedookreślonym płciowo tłumem (w którym mimo wszystko zakłada się społeczność reprezentatywną, czyli męską). Jeszcze bardziej stymulujące intelektualnie (prowokacyjne?) pytanie brzmiało by: Co by się stało, gdyby na tle Wieży Babel zamiast anonimowej masy pojawił się pojedynczy akt męski?…

Akty męskie pojawiały się wprawdzie w dorobku awangardy, ba, nawet w dorobku grupy Bunt, by wspomnieć tylko zasługujący na wnikliwą interpretację, choć może nieprzekonujący pod względem formalnym Akt męski na tle [manifestującego] tłumu (n.d.) Stefana Szmaja. We wspomnianym przypadku obecność masy „filistrów“ automatycznie heroizuje „akt męski”.

Jaką jednak wymowę miałby, gdyby zaistniał solo, a nie w ramach „nowej wspólnoty” naturystów (Niemcy określają to skrótem FKK – Freiekörperkultur) – jak w pracach artystów z grupy Die Brücke) na tle pejzażu dziś? A co dopiero, w roku 1910? (Lata 30. to znów co innego – heroizowana po faszystowsku nagość aryjska…)

Siłą Wieży Babel w porównaniu z Aktem z chmurami jest poza maskulinizującą czyli uniwersalizującą multiplikacją i zastosowaną w tym samym celu abstrahizacją form natury i architektury – wpisanie całegoprzedstawienia w sferę religijnego/ideologicznego mitu, indywidualnie i „profanacyjnie“ reinterpretowanego i zawaszczanego przez artystów od czasów romantyzmu.

 

Werke Kubickis in der Berlinischen Galerie

Vortrag in der Berlinischen Galerie, Sonntag, 21.05.2017, 12.00 Uhr

Bitte Eintrittskarten selber kaufen

Im Rahmen des Begleitprogramms zur Ausstellung Stanisław Kubicki (1889–1942) – „Nicht unsere Werke sind wichtig, sondern das Leben”/ „Nie dzieła nasze są ważne, lecz życie” (Rathaus Kreuzberg, 2-23.05.2017) findet

ein Vortrag von Dr. Lidia Głuchowska statt.

Die Assistenz bei der anschließenden Präsentation übernehmen Studierende der Kunstfakultät Universität Zielona Góra: Katarzyna Smugarzewska, Marta Olejnik sowie Tri Minh Ngutyen und Sinh Truong Nguyen – Teilnehmer des Austauschprogramms Erasmus aus Vietnam am Institut für Visuelle Künste.

Im Zentrum der Betrachtung befinden sich drei von fünf in der Berlinischen Galerie befindlichen Kunstwerke des deutsch-polnischen Avantgardekünstlerpaares Margarete und Stanisław Kubicki: Kirche vor Aufgehender Sonne und Ekstase Kubickis und die Aquarellreihe Kubickas zum Roman Alfred Döblins Die drei Sprünge des Wang Luns.

Weiterhin besitzt das Berliner Museum für Moderne Kunst zwei Pastelle Kubickis, die jedoch derzeit nicht ausgestellt werden: Das Blühen III (1928) und Mutter mit totem Kind (1926).                                  

Dazu ein paar einleitende Worte von Dr. Lidia Głuchowska:

Kirche vor aufgehender Sonne (1919) Kubickis gehört, neben Ekstase zu den zwei bis heute erhaltenen Gemälden Kubickis, die 1919/1920 in der berühmtesten Galerie der Avantgarde – Der Sturm Herwarth Waldens – ausgestellt wurden. Dort wurden sie von Fritz Karsen erworben. Das Motiv geht auf die ersten expressionistischen Darstellungen im Werk der polnischen Künstlergruppe Bunt (Revolte, 19181922) zurück, die Kubicki 1916/1917 im schlesischen Schömberg (heute Chełmsko Śląskie) geschaffen hat. Diese haben ihr Ursprung in den naturalistischen Skizzen der dortigen Landschaft und Architektur, welche immer noch mit den Gegenwartsfotografien davon identifizierbar sind. Synthetisiert wurden sie danach zu expressionistischen Linolschnitten, die sich durch die prägnanten schwarz-weiss Kontrasten auszeichnen und 1917 in Posen/Poznań ironisch als „drei Kuben Kubickis“ (nach dem Motto nomen est omen) mitbezeichnet wurden.
Die weitere Transformation des Motivs erfolgte ca. drei Jahre später. Deren Ergebnis waren – eine elegante Tuschezeichnung, ein verschollenes Aquarell sowie eine Kreidezeichnung. Die Vollendung des Gestaltungsprozesses bildet das in der Berlinischen Galerie befindliches Gemälde, welches zu den am häufigsten ausgestellten Werke des Künstlers zählt.

Motiv der Schömberger Kirche vor aufgehender Sonne
Werke Stanisław Kubickis, 1917-1919, Foto Marek Kubicki,1997,
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Ekstase (1919), der noch ein Originalzettel der Sturm-Galerie beigefügt ist (Kat. Nr. 60, Lagernr. 83), entstand beinahe parallel zur letzten Version von Kirche… Vom ausgewiesenen polnische Expressionismuskenner, Jerzy Malinowski, wurde das Gemälde zu den drei ersten abstrakten Werken der polnischen Kunst zugerechnet.

Im Zentrum dieser Komposition – die obere Partie ist gelblich, die untere grau-blau gehalten – befindet sich eine nur skizzenhaft angedeutete, entmaterialisierte, geometrisch aufgefasste menschliche Silhouette. Ihre Hände sind nach oben geworfen, ihre Beine angeknickt, und der Kopf ist nach unten gebeugt. Gesichtszüge und jegliche andere individuelle Merkmalle sind eingespart. Die ganze Gestalt scheint im Raum hoch über dem Boden zu schweben. Sie erinnert an einen Vogel, der im Flug innehält. So visualisiert Kubicki den vom Menschen erträumten Zustand der endgültigen Befreiung vom geistigen und körperlichen Schmerz, den Zustand der buddhistischen Nirwana oder vielleicht des höchsten erotischen Glücks.

In Kubickis Linolschnittfassung von Ekstase bestimmen parallele schwarze Flächen und Linien, die Spannung erzeugen und diese betonen, das Charakteristische des Dargestellten. Dieses Bild wirkt jedoch noch viel abstrakter als die oben besprochene Ölfassung aus der Berlinischen Galerie.

Es existieren noch vier weitere Kompositionen Kubickis in diesem Stil gehalten, die ebenfalls Versuche künstlerischer Visualisierung abstrakter Begriffe darstellen. Alle gehen zwar von der alltäglichen Wahrnehmung konkreter Objekte aus, wie z.B. eines musizierenden oder im Gebet knienden Menschen oder auch der den Kopf stützenden Hand – pars pro toto eines Denkers, sowie einer im Balletttanz vibrierenden Frau, doch sind diese realen Motive in den Linolschnitten Baßgeigenspieler, Demut, La pensée und Tänzerin kaum erkennbar. Diese Werke hatte wohl vor Augen der Gründungsdirektor der Berlinischen Galerie, Eberhardt Roters als er feststellte:

Stanislaw Kubicki, ein Deutsch-Pole, malt im Stil eines dynamischen Kubo-Expressionismus, der in Verbindung mit der Berechnung der Bildkomposition aus pythagoreischen Zahlenfigurationen, später immer deutlicher einen metaphysischen Gedankengrund zu erkennen lässt.

Abstrakte Linolschnitte Stanisław Kubickis, 1918-1919
Ekstase, Der Eintretende, Demut, Maternité, Hockende Frau, Tänzerin, La pensée

aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

***
Ihre 12-teilige Aquarellfolge Die drei Sprünge des Wang Lun (1925) inspiriert vom gleichnamigen Roman Alfreds Döblins, stellte Margarete Kubicka (1895-1984) zeit ihres Lebens mindestens acht Mal aus, was darauf hinweist, welche Gewichtigkeit die Künstlerin ihr beigemessen hat. Dieser hat sie auch ihr melancholisches, verschlüsseltes Selbstbildnis beigefügt. Die Folge widerspiegelt ihre Auseinandersetzung mit dem Buch, die wohl die ganze Künstlergeneration prägte und eine Abrechnung mit der Revolution und zugleich einen Ausgleich zwischen den Idealen der vita activa und vita contemplativa schildert.

Vier Werke Margarete Kubickas aus ihrer 12-teiligen Aquarellenfolge Die drei Sprünge von Wan Lun (1925)  nach dem Roman Alfred Döblins sowie ihr dieser Folge angeschlossenes Selbstbildnis
aus: Lidia Głuchowska, Avantgarde und Liebe, Berlin 2007

Die Gestaltung der Figuren in der Aquarellfolge weist Verwandtschaften mit Umberto Boccionis futuristischen Einmaligen Form des Kontinuität im Raum von 1913 auf, am deutlichsten wohl in ihrem Bild Unaufhörlich gellte Wang. Die Bildfläche wirkt in Werken Kubickas lichtdurschienen und transparent. In ihrer Gestaltungsmethode schlugen sich die Entdeckungen der Photokinetik und der Röntgenbilder nieder, was besonders in Bezug auf die Darstellung menschlicher Figuren zum Ausdruck kommt.

Die futuristisch-transparent-figürlichen Werke Margarete Kubickas sind den zumeist statisch-kubistisch-abstrakten Werken ihres Mannes gegenüberzustellen, was ihre künstlerische Eigenständigkeit deutlich bezeugt.

Kubicka äußerte sich in Aquarell(-enfolgen) häufig. Schnell zu gestalten – sie musste ja als Zeichenlehrerin allein den Unterhalt der 4-köpfigen Familie meistern – waren sie gewissermaßen ihr Tagebuch.

Zu den wichtigsten Aquarellreihen, die sie geschaffen hat, zählten – außer den Drei Sprüngen des Wang Lun, solche Visualisierungen des menschlichen Lebens in der Geschichte wie wohl die schönsten – Tode (1927/1928), Frauen (1943) sowie im autobiografischen Werk 1945. Doch eine absolute Sonderstellung in ihrem Oeuvre hat die ihrem Mann glorifizierende Folge Hommage à Kubicki (1924), die ihn als Avantgardekünstler fortschrittlicher sozialen Ansichten in unterschiedlichen Aktivitäten des modernen Lebens darstellt, von denen keineparadoxerweise – mit Malen oder Schreiben gleichgesetzt wird…

Muzeum Narodowe w Szczecinie 1

Dariusz Kacprzak, wicedyrektor Muzeum Narodowego i wykładowca Akademii Sztuki w Szczecinie, będzie dla nas przez wiele następnych tygodni, zawsze w soboty, pisał o interesujących dziełach sztuki, zgromadzonych w “jego muzeum”. O tym muzeum już kiedyś (z zachwytem) pisałam

Zaproszenie na spotkanie z autorem na końcu tekstu / Kurzinfo auf Deutsch – siehe unten

Dariusz Kacprzak

Ciekawość oka i przyjemność patrzenia

Antyczne korzenie Europy, kolekcja kopii i rekonstrukcji rzeźb antycznych Heinricha Dohrna w holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie przy Wałach Chrobrego, fot. G. Solecki, A. Piętak

„Nie mamy dość czasu na patrzenie, a patrzenie wymaga czasu, podobnie jak zdobywanie przyjaźni” – napisała Georgia O’Keeffe. Słowa amerykańskiej artystki, jakiś czas temu przywołane przez profesor Marię Poprzęcką, warto uczynić mottem prezentacji kilkunastu dzieł, z którymi można się zaprzyjaźnić, odwiedzając Muzeum Narodowe w Szczecinie. Ten ledwie promil subiektywnie wybranych zabytków spośród stu pięćdziesięciu tysięcy znajdujących się w murach szczecińskiej świątyni sztuki i kultury – to zaproszenie do patrzenia na dzieła sztuki, zachęta do odkrycia przyjemności niespiesznego, uważnego oglądania. Bez wątpienia sposobów patrzenia na dzieło sztuki jest wiele, dokładnie tyle, ile patrzących oczu.

Złoty wiek Pomorza. Sztuka na dworze książąt pomorskich w XVI i XVII wieku, kolekcja klejnotów i strojów książęcych dworu Grafitów, Muzeum Narodowe w Szczecinie – Muzeum Tradycji Regionalnych, fot. G. Solecki, A. Piętak

Georg Römer, rekonstrukcja Adolfa Fürtwänglera wg Polikleta z Argos, Doryforos (450 r. p.n.e. – 440 r. p.n.e.), 1910–1912, odlew, brąz, 187x73x72 cm

Poliklet, wirtuoz techniki brązowniczej – obok Fidiasza i Myrona uznawany za największego rzeźbiarza klasycznej Grecji – działał głównie w Atenach, Olimpii oraz rodzinnym Argos. W swojej twórczości skupił się na poszukiwaniu sposobu przedstawiania postaci, opracował matematyczny kanon proporcji ciała ludzkiego – w teorii zawarł go w niezachowanym traktacie Kanon, w praktyce wcielił, wykonując rzeźby Doryforosa, Kyniskosa znanego z kopii funkcjonującej jako Efeb z Westmacott, Diadumenosa czy Ranną Amazonkę. Jednym z bardziej interesujących dzieł prezentowanych na stałej wystawie Antyczne korzenie Europy. Szczecińska kolekcja Dohrnów w Muzeum Narodowym w Szczecinie, jest powstała w latach 1910–1912 rekonstrukcja Doryforosa (Niosącego oszczep) z połowy V w. p.n.e. Szczeciński brąz jest szczególnie cenny (co po raz kolejny potwierdził udział zabytku w mediolańskiej wystawie inaugurującej otwarcie nowej przestrzeni fundacji Prady), zarówno ze względu na znaczenie nieistniejącego oryginału dla rozwoju greckiej sztuki klasycznej, jak również z powodu naukowej wnikliwości, z jaką dokonano na podstawie rzymskich kopii, rekonstrukcji – wreszcie także nader wysokiej jakości wykonania odlewu. Wiedza o rzeźbie zachowała się do naszych czasów w postaci opisów oraz rzymskich, różniących się między sobą szczegółami, marmurowych kopii – zidentyfikowanych dopiero w 1862 roku przez niemieckiego archeologa Karla Friederichsa. Na przełomie XIX i XX stulecia Adolf Furtwängler (ojciec słynnego dyrygenta i kompozytora Wilhelma), wybitny archeolog klasyczny związany z uniwersytetami i muzeami w Berlinie i Monachium, zrekonstruował pierwotny wygląd rzeźby Polikleta. Heinrich Dohrn jun., przedstawiciel trzecie generacji tej zasłużonej dla naszego miasta rodziny, entomolog, przedsiębiorca, humanista i kolekcjoner, tworząc swą antyczną kolekcję antycznej, która wkrótce stała się podstawą nowo powstałego wówczas Muzeum Miejskiego w Szczecinie, zamówił odlew Doryforosa Polikleta wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera. Zadanie to zostało zrealizowane w latach 1910–1912 w Berlinie, pod kierunkiem ucznia przedwcześnie zmarłego Furtwänglera, Paula Woltersa, przez pochodzącego z Wrocławia rzeźbiarza i medaliera Georga Römera. Wykonując zamówienie rzeźbiarz posłużył się tradycyjną techniką odlewu na wosk tracony, którą stosowali greccy artyści. Starano się także odtworzyć pierwotną kolorystykę – stutuę pokryto ciemną patyną, wargi podkreślono karminem, oczy wykonano ze szkła i emalii, włosy zaś pokryto cienką warstwą złota, do dziś widoczną w promieniach słońca wpadającego do wnętrza holu gmachu Muzeum Narodowego w Szczecinie. Dlatego też wiosenna przedpołudniowa wizyta może być źródłem szczególnie interesujących wrażeń estetycznych.

W kontekście szczecińskiej rekonstrukcji Doryforosa Polikleta warto wspomnieć o wykonanym nieco później jeszcze jednym odlewie Georga Römera wedle rekonstrukcji Adolfa Furtwänglera, która została zamówiona jako symboliczny pomnik dla upamiętnienia ofiar pierwszej wojny światowej i dziś znajduje się w reprezentacyjnej przestrzeni Uniwersytetu Ludwika Maksymiliana w Monachium.

***

W najbliższy wtorek Dariusz Kacprzak będzie w Regenbogenfabrik mówił o obecności berlińskiego rzeźbiarza Johanna Gottfrieda Schadow (1764 – 1850) w Szczecinie (wykład po niemiecku)

Johann Gottfried Schadow (1764 – 1850)  – ein Berliner Bildhauer in Stettin präsentiert von unserem Autor, Dariusz Kacprzak, im Regenbogenkino am Dienstag, 9. Mai.

Małe światy Ivy Krupicovej

…do obejrzenia, jakby ktoś był w Zielonej Górze!

W piątek 24 marca 2017 r. o godz. 11.00 w Galerii Grafiki Biblioteki Sztuki UZ na Wydziale Artystycznym odbył się wernisaż wystawy czeskiej artystki Ivy Krupicovej związanej z Katedrą Grafiki i Rysunku Wydziału Artystycznego Uniwersytetu Ostrawskiego. Autorka zaprezentowała prace z cyklu „Małe światy”. Kuratorką wystawy jest dr Janina Wallis. Wystawę można zwiedzać od 24.03-20.05.2017 r. Serdecznie zapraszamy.

Biografia artystki: Biogram _PL

Mariusz Pałka pisze:

Iva Krupicova to artystka, która kumuluje obserwacje z różnych obszarów sztuki. Ilustratorka, graficzka, projektantka książek, typografka. Ma na swoim koncie realizacje od klasycznego obrazowania po obiekty kinetyczne. Punktem wyjścia tych doświadczeń była i jest książka, jako obszar poszukiwań w różnych materiach i technikach graficznych. (…) Krupicova pracuje cyklami, co wynika z dyscypliny i rytmu pracy nad książką, specyficznym i bardzo wymagającym obiektem wypowiedzi artystycznej.
Prace pt. „Śliwa” oraz „Lawa”, „Krater”, „Skała” to seria grafik wykonanych techniką mezzotinty, w których autorka wykazuje nie tylko bardzo dobre opanowanie klasycznego warsztatu, ale przede wszystkim ujawnia wrażliwość i otwartość na zjawiska otaczającego nas, ulotnego świata, który żyje własnym czasem. Iva podpisuje się pod tezą Bruno Schulz’a, iż „nie ma martwej materii są tylko odmienne formy jej istnienia”. W tym kontekście jej szczególnym zainteresowaniem stały się kamienie narzutowe (po czesku są to „błędne kamienie”) jako specyficzne nośniki zakodowanych informacji, którym poświęca swój najnowszy cykl prac.
Mimo młodego wieku Krupicova ma już duże osiągnięcia: siedem wystaw indywidualnych, udział w 30 wystawach zbiorowych oraz nagrody, w tym, główna nagroda w kategorii ilustracji książkowej – Typografia za książkę „Świniobicie“.

Berlin, you are so wonderful

Since April 1st, 2017

For Jacek with many thanks for telling me about

It is how The Haus is looking now. And do not think, I do not know how to write the house. I know. It is it’s name: The Haus.

It was given to the artists and artist’s groups for doing what they like all over the house. In every room and space in the entire building. Five floors. Staircases, corridors, toilets, ceilings, walls, windows, rooms.

108 dope artworks (spaces) are waiting to be seen, to be experienced and to be memorized by you. Every single piece is created by one of the 165 artists from Berlin and all over the world. But be aware that THE HAUS is created to be destroyed – in the end of May the gallery is going to close and the wrecking ball will follow.

Visit!

THE HAUS – BERLIN ART BANG
Nürnbergerstrasse 68/69
10787 Berlin – Germany

 Visit it now because later will be to late!

THE PHOTOS

Please do not take any pictures in THE HAUS. Enjoy the art, the atmosphere and the moment. Look through your eyes and not through the screen of your phone. Every visitor gets a bag for his or her phone at the entrance. Cameras are not allowed. Please respect the artists and this rule – it’s totally worth it.

 So I did pics only from outside. For the other pictures just look HERE: making the art – or HERE: pieces of art – or HERE: the crew.

It is how The Hause will be look like.

THE OPENING HOURS

 Tuesday to Sunday  // 10.00 am to 8.00 pm – last entrance between 18.30-19.00

THE LIMITATION

Only 199 persons can visit THE HAUS at the same time – please note that you maybe have to wait.

O yeah! I waited 2 hours. And it was so cold in Berlin! 6 degree and icy wind! And please notice the line in front of the building.

THE ENTRY

Pay what you can and what you’d like to – THE HAUS is a place for everybody who wants to know how to experience art in a proper way.

I spend 2 hours visiting all spaces in The Hause. It is just a big big playground for street artists. A lot of graffiti. What I liked? Everything, but especially:

The room made of moos with the white table staying there with a laptop on it – author: Senor Schnu.
The room od mirrors by Wizet.
The room made by Notes of Berlin with so many funny or sad notes founded in Berlin and just taken or photographed.
And a wonderfull she artist – Anna Bengard – with blue hair, who made the room number 301. Her art is a horror, I mean, she pictures horror, and it is a big deep black hole between her looking like and that what she is creating…