Buon Natale / Wszystkiego najlepszego / Merry Christmas / Frohe Weihnachten
święta
Reblog sprzed wielu lat: Z życzeniami
Dorota Cygan
24 grudnia o północy…
…przemówię do Was ludzkim głosem…
– czyli jakim?
Kochani Wszyscy?! (niewiarygodne rozszerzenie zbioru…)
Bracia i siostry?! (zbiór ograniczony do jednej opcji…)
Szanowni Klienci?! (komunikat typu spam, skrzynka przeładowana…)
Kochani i Bliscy Krewni?! (para oksymoroniczna…)
Drodzy Czytelnicy?! (Zwrot zawierający niedopuszczalne warunkowanie…)
Paniopanowie?! (uwaga, pułapka wykluczenia…)
Stawiam więc lepiej na uniwersalność:
Boscy Grzesznicy!
Jedyne, co można i trzeba dla Was zrobić tej nocy,
to rozgrzeszyć Was z:
nienapisanych listów,
nieprzeczytanych tekstów,
niesprostowanych pomyłek,
niespłaconych długów,
niewyobrażalnych niefrasobliwości,
niezmierzonych pokładów naiwności,
nieprzemyślanych złośliwości,
nierozliczonych diet,
niezamierzonych gaf,
nieprzetrawionych żalów,
niekoniecznych łgarstw,
niespuentowanych kawałów,
niezrozumiałych aluzji,
niestworzonych bredni,
nietaktownych uwag,
nierozważnych wydatków,
niekochanych kochanków,
niedosolonych zup,
niepoprawnych manier,
nieprzyjętych przeprosin,
nieprzejednanych reakcji,
nierzetelnych zleceń,
nieprzystępnych min,
niewyuczonych treści,
niezapomnianych zdrad,
niesprawdzonych tez,
niepotwierdzonych plotek,
nieposkromionych żądz,
nieprawdziwych wspomnień,
nieumiarkowanych oczekiwań,
niewesołych prognoz,
nieznacznych nieuprzejmości,
niezliczonych zaniedbań,
niedozwolonych skojarzeń,
tudzież
niewybaczalnej oryginalności,
słowem: tego,
co nam wspólne i znajome.
Myślę, że jeśli każdy z nas tę skromną listę rozszerzy i wyśle najbardziej niezrozumiałemu bliźniemu ze swojego otoczenia, to każdy z osobna, a i wszyscy razem, poczujemy w tę noc lekki powiew metafizyki.
Czego Wam i sobie serdecznie życzę.
Niech się święci!
Minął rok. Wegańskie święta 2.
Pamiętacie wpis z zeszłego roku pt. Ta nieszczęsna ryba? Wtedy dopiero zaczynałam eksperymentować z kuchnią wegańską, mnóstwo rzeczy mi nie wychodziło, miało wstrętny kolor (ser wegański) lub obrzydliwą konsytencję (wegańska rolada świąteczna). Raz po raz łapałam się na myśli, że to rzeczywiście prawda – bycie wegetarianinem to sama przyjemność (wiem, praktykuję od 40 lat), a bycie weganem (weganinem?) to ciężki obowiązek. Uczeni w piśmie głoszą, że wegetarianizm to styl życia, a weganizm to drobiazgowo przestrzegana ideologia, połączona z informowaniem siebie nawzajem o koszmarach, jakie ludzie zadają zwierzętom. Ponadto, to z kolei moja prywatna obserwacja, weganin potrzebuje wsparcia ze strony przemysłu spożywczego, wegetarianin natomiast poradzi sobie niemal w każdej sytuacji konsumpcyjnej, bo umie omijać wszystko, czego nie je. Tylko raz zdarzyło mi się takie przyjęcie, gdzie do jedzenia było samo mięso, a do picia wódka, musiałam się więc zadowolić znalezionym w kuchni ugotowanym ziemniakiem i gorącą wodą. Ale w końcu tam był ten ziemniak i było ok.
Continue reading “Minął rok. Wegańskie święta 2.”Po 11 listopada
Agata Zbylut na Facebooku
Pierwsza była sukienka, którą uszyłam na swój rozmiar. Jak zauważył Janusz Noniewicz była na tyle klasyczna, że mogłabym wyjść w niej na #marszniepodległości i nie tylko nikt nie rzuciłby we mnie kamieniem, ale mogłabym taki marsz poprowadzić. Projektując ją wpisałam w wyszukiwarkę „najpiękniejsza suknia świata”, stąd jej bardzo konserwatywny kształt. Kolejna była suknia uszyta dla @charlottedragqueer która rozszerzyła moje myślenie o wykluczaniu z pseudopatriotycznych wydarzeń osób queerowych i ciałopozytywnych. Słowo POLSKA symbolicznie odwróciłyśmy na lewą stronę. Dopiero współpracując z Charlotte Drag Queer zdałam sobie sprawę, jak zawężający były ten pierwszy obiekt. Ale to chyba już tak jest, że najpierw oceniamy świat z własnej perspektywy i potrzeba czasu i uważności, aby poszerzyć ją o punkty widzenia innych osób.
Po uszyciu tych dwóch sukien wciąż zostało mi sporo szalików więc uszyłam z nich najpierw flagę na 100. rocznicę wywalczenia przez Polki prawa wyborczego. Słowo POLSKA dzięki przeszyciom i haftowi zamieniłam na POLKA na prawej i BOSKA na lewej stronie. Z tego co zostało podczas covidu i lockdownu zaczęłam szyć torby na zakupy. „Patriotyczną” rozpierduchę chciałam zamienić na codzienną troskę, bo też codzienne zakupy są częścią krzątactwa, którym narodowi patrioci raczej się nie kalają. W tym projekcie wsparł mnie Wojtek Zrałek-Kossakowski i Świetlica Krytyka Polityczna. Otrzymaną pomoc przejazałam dalej przeznaczając torby w kolejnych latach na aukcje charytatywne. Tak poznałam Anię i Michała z Fundacja Art Square którzy zakupili pierwszą z nich, druga trafiła do @a.m.artcollection a trzecią kupił Łukasz Gazur. Tą, którą kupił Marcin z Adamem możecie zobaczyć na wystawie „Niech nas widzą” w Zamek Królewski w Warszawie na wystawie kuratorowanej przez Monika Przypkowska. Obie suknie już też do mnie nie należą. Pierwsza została zakupiona przez śp. @AnetaSzyłak do Kolekcji NOMUS Nowe Muzeum Sztuki w Gdańsku a druga jest w kolekcji Państwowa Galeria Sztuki w Sopocie.
Wszystkie te prace by nie powstały, gdyby nie Marsze Niepodległości i niezgoda na rzucanie kostką brukową, obsikiwanie Muzeum Narodowego i rozpierduchę w stolicy. To była moja próba połączenia barw narodowych z wartościami, które są dla mnie ważne.











Sizilien
Monika Wrzosek-Müller
Syrakus, Begegnung mit S. Lucia
Diesmal hatten wir ein fürs Auge sehr schönes Appartement, wirklich einmalige Stuckdecken, dezent bemalt, dazu passende Kandelaber; leider waren die Wände wie aus Pappe, so dass man jede Bewegung, jeden Lärm von draußen direkt in der Wohnung zu hörten bekam, obwohl die Fenster neu waren. Jedes Gespräch unserer Nachbarn hörten wir mit, jede Putzkolonne und das Treppensteigen, den Hund sowieso; das alles wäre eigentlich nicht das Problem, problematisch war die Bar/Bistrot unten, die die ganze Nacht, bis vier Uhr morgens geöffnet war und sehr seltsame Geschäfte machte und oft ziemlich aggressive Kunden hatte. Oder werden wir einfach immer empfindlicher, sprich älter?
Continue reading “Sizilien”Wielkanoc tu i ówdzie
Nie zawsze spędzamy Wielkanoc tam, gdzie mieszkamy. Czasem jedziemy do rodziny lub przyjaciół, czasem na wczasy, ale czasem poniesie nas daleko. W zeszłym roku Syn i Wnuk spędzali Wielkanoc w Stanach Zjednoczonych. Przysłali stamtąd między innymi takiego maila:
Jacek Slaski
Mail do całej rodziny, niedziela wielkanocna o 6:42
Przesyłamy ucałowania i najlepsze życzenia wielkanocne z Sylvaine Ranch niedaleko miasteczka pustynnego Dolan Springs, Arizona, w połowie drogi między Grand Canyon i Las Vegas. Mamy nasz koszyczek wielkanocny i właśnie wróciliśmy z kościoła katolickiego Our Lady of the Desert, w którym afrykański ksiądz przez dwie godziny prowadził mszę wielkanocną po angielsku i hiszpańsku, a na koniec poświęcił nasz koszyczek. Tak to jest!
Całujemy
Jacek i Anton
I takie zdjęcia:







Ewa Maria Slaska
W roku 2022 spędziłam Wielkanoc w Anglii. Nie było koszyczka ani księdza, nie mogłam więc poświęcić przyniesionej w kieszeni pisanki, a właściwie nie pisanki, tylko jajka na twardo. W Wielką Sobotę w mieście ogrodzie Welwyn był kościół, który sprzątały i dekorowały same kobiety, i był kościelny śmietnik z kontenerem po brzegi wyładowanym muzyką kościelną.






W roku 2016 w jakimś niemieckim kościele zobaczyłam pisanki – strusie jaja. Musicie mi uwierzyć, bo skoro nie przyłożyłam do pisanek pudełka od zapałek, to na zdjęciu nie widać, że pisanki były przeogromne.

Pisanka ma przynieść dostatek, powodzenie i szczęście. Czy jeśli jest wielka jak strusie jajo, to będzie tego więcej? Więcej szczęścia, Kochani! I Kochane!
Eid Mubarak
Johanna Rubinroth & Tanja Krüger
haben mir am 1. März solch ein Foto geschickt.

Wegańska Wielkanoc
Ewa Maria Slaska
Idzie Wielkanoc. Wprawdzie wciąż jeszcze jest dużo czasu, ale jeśli chcemy przygotować Wielkanoc Wegańską, to musimy wypróbować nowe przepisy i sprawdzić, czy naprawdę dobrze smakują i czy będą się nadawały nie tylko dla rodzinnych wegan, ale czy zasmakują też wegetarianom i innym takim. A może nawet po prostu wszystkim.
Tu link do strony, z której zawsze korzystam, gdy szukam inspiracji wegańskich.
A tu niektóre moje własne produkcje wegańskie. Było ich znacznie więcej, ale ja rzadko fotogafuję to, co ugotowałam, usmażyłam i upiekłam. Przypominam, że na co dzień jestem wegetarianką i już się nauczyłam, że jest ogromna różnica między tym, co jemy my, a tym, co akceptują weganie. Najlepszym przykładem niech będzie pesto. Czy pamiętamy, że jest w nim ser? W pysznym azjatyckim sosie jest miód. Albo słodkie kremy i smarowidła do chleba, zaczerpnięte z kuchni angielskiej i zwane curd. Uwaga, tam jest jajko, o czym jedząc dżemy typu curd naprawdę nie myślimy. I tak dalej. Z punktu widzenia wegańczyka “zło czai się wszędzie”.
Po drugie wegetarianie z reguły jedzą i gotują tak, żeby po prostu omijać produkty zwierzęce. Weganie postępują inaczej – oni dla wszystkiego (po)żądają zamienników. Często są to produkty specjalnie dla nich wymyślone. Sztuczne jajka, sztuczne białka, sztuczny ser, że nie wspomną już nawet o sztucznym mięsie. Jadło drogie, czasem wręcz na wagę złota! I często sprawiające, że w szale zdrowego jedzenia wegańskiego konsumujemy same produkty z fabryki. Jaroszem to wstrząsa, bo on lubi jeść jak jadły nasze babcie, a produkcje fabryczne są mu, że użyję języka biblijnego, obrzydliwe 🙂 – a dudek ci będzie obrzydliwy ;-).
To, co sama wyprodukowałam, obywa się bez zamienników. W przepisach powyżej bywa różnie. Ale szukajmy i próbujmy.
Smacznego.












Wszystko wegańskie, wszystko moje
Bo miłość jest nieśmiertelna
Reblog mojego własnego tekstu sprzed 12 lat oraz poprawki i myśli z lutego 2025 roku
https://ewamaria.blog/2013/02/13/for-love-is-immortality-2/
Ewa Maria Slaska
Ci których kochamy nie umierają nigdy, bo miłość jest nieśmiertelna
Continue reading “Bo miłość jest nieśmiertelna”Mam na imię Lech
Lech Milewski
Sunday, February 2, 2025
Pewna legenda
Mam na imię Lech.
Polacy kiwają głową ze zrozumieniem – wiadomo początek państwa polskiego…
Bardzo dawno temu w pewnej słowiańskiej osadzie żyło trzech braci, Lech, Czech i Rus. Żyli pod wielkim świętym dębem, spod którego tryskało święte źródło, z którego pił święty koń. Bracia żyli w zgodzie ze sobą i harmonii z naturą, we wszystkim słuchając się starego i mądrego kapłana, który wiedział wszystko o naturze, ludziach, życiu i świecie. Leczył, doradzał i tłumaczył sny, zarówno młodym, jaki stary. Braciom kiedyś przyśniły się konie, a kapłan powiedział im, że te sny im się niedługo spełnią. Gdy byli młodzieńcami, ich ojciec podarował im trzy źrebaki, o które mieli dbać, by im służyły. Kapłan osady podarował im jeszcze jednego, białego konia. Przykazał im, by wyruszyli w drogę i podążali za tym właśnie koniem, aż dotrą do wielkiej północnej świątyni.
Źródło TUTAJ.
Continue reading “Mam na imię Lech”
