Blog

Ewa Maria Slaska

Nowy blog

Jednak nie było wczoraj końca świata. Zaczynam zatem. Z niepokojem, bo mam już za sobą cztery blogi. A nawet pięć, choć ten piąty nie do końca spełnia wymagania blogu – nie jest bowiem zapisem na bieżąco.

Pierwszy był po niemiecku, nazywał się “Chinesen” i miał się stać zaczątkiem nowej książki. Z pomysłu nic nie wyszło, nawet nie wiem, dlaczego. Pewnie za dużo chciałam. Często mi się to zdarza.

Drugi był po polsku, dotyczył starzenia się i chyba też miał być zaczątkiem nowej książki. Z jakiegoś względu, którego dziś nie potrafię nawet odtworzyć, kiedyś w przypływie nagłej niechęci do siebie samej i swojego marudzenia, skasowałam ten blog, jak się okazało – bezpowrotnie. W zakamarkach komputera pozostały dwa lub trzy teksty, wyrwane z kontekstu i gołe.

Oba blogi ulokowane były na niemieckiej platformie “Blogspot”. “Starość” zniknęła, ale “Chińczycy” nawet trzymają się mocno i można sobie poczytać, że tak naprawdę o nic mi nie chodziło.

W roku 2011 przeniosłam się na polską platformę blox.pl, stworzyłam nowego bloga i ten był naprawdę ukochany. Nazywał się “Jak udusić kurę czyli co każda młoda panna po 30 powinna wiedzieć, a (dziwnym trafem) nie wie”. Słowa “dziwnym trafem” są w nawiasie, bo tytuł był za długi i musiałam je usunąć, ale ten traf powinien tam być.

“Kurę” prowadziłam przez rok, zapraszając do współpracy różne osoby. Był to blog bardzo ambitny – miał być zarazem lekki, łatwy i przyjemny, interesujący i różnorodny, ale zarazem uczciwy, z głębszym sensem, pięknie pisany, a przede wszystkim miało w nim o coś chodzić. Jak się próbuję nad tym zastanowić, o co?, to nawet nie umiem tego nazwać. Czyli nie wiem, o co miało chodzić, ale gotowa byłam dać się pokrajać, żeby to coś uzyskać. I chyba się udało, bo blog “Jak udusić kurę…” nie istnieje już od ponad pół roku, a nadal ma kilkanaście tysięcy czytelników tygodniowo.

Na “Kurze…” dużo się działo. Były zagadki literackie czy szerzej kulturalne z nagrodami, były przepisy i porady dla (młodych) panien po trzydziestce, które nagle chciały się nauczyć, jak zrobić lasagne i dowiedzieć się, że Niepokalane Poczęcie nie dotyczy faktu, że Matka Boska była dziewicą. Było sporo poczucia humoru i zdrowej postmodernistycznej autoironii.

To mi się podobało, ale skoro już było tak, że był to blog, gdzie wiele osób miało coś do powiedzenia, to po roku działalności “Kury” zamknęłam ją w kurniku, a powołałam do życia platformę społecznościową “QRA czyli Nowa Kura, Kuchnia i Kultura”.

Uzgodniłam z moimi dotychczasowymi współautor(k)ami, kto się będzie zajmował redakcją i ze zdumieniem zauważyłam, że niby nic się nie zmieniło, a mimo to blog coraz bardziej oddala się od pierwotnego wzoru. Myślałam, że jak nas na stałe będzie więcej i poczujemy wspólną odpowiedzialność, to będzie nam łatwiej zachować to “coś”, coś nie wiadomo co, ale ważne. Tymczasem…

Tymczasem w międzyczasie powstał jeszcze, jak to się czasem zdarza, króciutki i stabilny, nie rosnący blog “Camino Costa Portuges”, ale był to tylko przerywnik…

… bo tymczasem na blogu głównym doszło do buntu załogi. Poszło o tekst o jedzeniu muchomorów z cytatem z Olgi Tokarczuk, a może o Tokarczuk samą, a może o coś jeszcze, czego nikt nie powiedział wyraźnie, a co przecież wyraźnie było – o to coś, co z dnia na dzień zmieniało jakość, a co, jak nagle poczułam, było mną. Najpierw więc usunęłam inkryminowany tekst, a potem sama się usunęłam.

Dowiedziałam się (od specjalisty), że zawsze było moją cechą niszczenie tego, co sama stworzyłam.

Nie umiem z tym polemizować, bo może z zewnątrz widać to coś, czego ja nie widzę… Cały czas coś.