Oczy

Anna Dobrzyńska

Pod zamkniętymi oczami

Świat zwalnia ociężale,

Powoli się odsuwa,

Wycisza , łagodnieje,

Niebieski Anioł czuwa,

Materia leniwieje,

Zastyga ciepła lawa,

Formują się marzenia,

To już jest sen czy jawa?

Świat staje się ciaśniejszy,

Przytula ciepłem, puchem,

Powietrze błogość wzmaga,

I pieści swym podmuchem,

Tu serce przestrzeń mierzy,

Tu bliscy są nam bliżsi,

Tu prawda się wyłania,

Tu ludzie są prawdziwsi.

Satyra, groteska, żart liryczny

Nadtytuł jest oczywiście cytatem z Gałczyńskiego, użytym dla określenia krotochwil naszej nadwornej poetki

Teresa Rudolf

Maria i Jan

Maria, starsza dama
pasjansa sobie stawia,
czy Jan sprzed pół wieku,
też go jeszcze rozkłada.

Jan, starszy pan, też
pasjansa sobie stawia,
czy Maria sprzed pół wieku,
też go jeszcze rozkłada.

Franciszek pamięta Marię,
pamięta też i Jana,
znów bardzo się cieszy,
że tak namieszał kiedyś.

On, pies ogrodnika,
nie dostał ani Marii,
nie wykończył też Jana,
znów pasjansa rozkłada.

Marii wychodzi, że Jan
tak samo jak kiedyś,
w kartach o niej myśli,
siedzi przy pasjansie.

Janowi wychodzi, że Maria,
tak samo jak kiedyś,
w kartach o nim myśli,
siedzi przy pasjansie.

Franciszek siedzi też sam,
wychodzi mu w kartach,
że tak już siedzieć będzie,
ale co z Janem i z Marią?

Stawia pasjansa Franciszek
ciesząc się, że kiedyś on
namieszał, pies ogrodnika,
i razem oni nie zostali…

Maria i Jan nie wiedząc nic
o sobie, śnią ciągle to samo,
że pies Franio biega po ogrodzie
sam siebie gryząc w ogon.

A ktoś zbiera…

Ktoś zbiera monety,
ktoś inny znów guziki,
a  ktoś przysłowia.

Ktoś  zbiera zioła,
ktoś inny stare pajace,
a ktoś stare zdjecia.

Ktoś zbiera grzyby,
ktoś inny znów jabłka,
a ktoś kasztany.

Ktoś zbiera listy,
ktoś inny znaczki,
a ktoś czyjeś myśli.

Można zbierać różnie,
coś na bardzo krótko,
a można coś na zawsze.

A ja zbieram szum
fontann, strumyków
małych i większych.

Zbieram w głowie
świergot ptaków,
i miauczenie kotów.

Kolor wiosny i lata,
kolor nieba i morza
i kolor czyichś oczu…

Mrówka Zośka…

Zośka, przodownica pracy
“Batalionu Zośka”, nagle
otrzeźwiała, wypalę się,
pomyślała i … zwiała.

Kiedy batalion niósł liść
suchy pod młodziutkie
drzewko, Zośka skręciła
sprytnie w inną stronę.

Zachichotała jeszcze
patrząc na swą zwartą
grupę: “Batalion Zośka”
bez Zośki… ale numer!

Żal ją trochę ogarnął
w końcu była mrówką
batalionu najlepszą,
lecz… było za późno.

Batalion zniknął, nastała
pustka, żadnego zadania,
choć nosiła liście i patyczki,
samotność ją zjadała.

Slyszała o adopcjach
zagubionych zwierzątek,
kotów, psów, nawet jeży,
więc może i mrówki??

Wysłała więc
na Facebook
prośbę
o adopcję:

“Mrówka Zośka, pracowita,
kochająca ludzi, psy i koty,
marzy o własnym domku,
w rodzinie ją kochającej,
lubi bardzo spacery i pracę
w zwartej, dobrej  grupie”.

Siedziała wciąż na Facebooku,,
marniała w oczach, zwątpiła,
aż przyszła kiedyś odpowiedź:
“bardzo chętnie: Batalion Zośka”.

***
Uwaga: Wszystkie wpisy Teresy Rudolf są jej autorską kompozycją, co oznacza, że jest ona nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają.

Monika

Tibor Jagielski

Monika umarła 15 marca 2019 roku. Sie starb am 15. März.

Kai liebste
schau mir zu

Ich schlüpfe grade in deine Rolle
erforsche so wie Du
ob Nächte wach sind
oder
wie man ohne Wissen fällt
oder
andere brückenlos mich
in ein Dunkel ohne Bilder
schicken
und in mein Inneres
mit Licht und Messer dringen
und mit Blicken
zutiefst ungehörig

Meine Seele
hatte sich
in Bergkristall verborgen
hellsichtig

Kai ukochany
spójrz na mnie

wskakuję właśnie w twoją rolę
badam jak ty
czy noce nie śpią
albo
jak upada się bezwiednie
albo
jak inni wysyłają mnie bezpośrednio
w ciemność bez obrazów
i wdzierają się w moje wnętrze
ze światłem i nożem
i spojrzeniami
najgłębiej bezwstydnie

Moja dusza
ukryła się
w krysztale górskim
proroczo

Monika

Monika Maas ( 17.02.1932 – 15.03.2019)

mając 77 lat monika pojechała jeszcze raz samochodem do austrii, sama; pytana, jak było, odpowiedziała, że strasznie to było męczące i że zrobiła to po raz ostatni; narzekała, że matka nie nauczyła jej polskiego (urodziła się w berlinie, ale matka i ojciec pochodzili z łodzi – czas ziemi obiecanej – i obcowali do końca życia z polakami, n.p. penderecki czy gałczyński); jej poezja jest w dużym stopniu kobieca, czasami bardzo osobista, pisana w pierwszej osobie, haftowana na suknie wspomnień, efektowna, bo lapidarna,tak jak najlepsze wiersze herberta; odchodziła powoli w ciemność, w otoczeniu bliskich; wiem, że spotkamy się znowu na elizejskich polach.
auf wiedersehen!
t.

Trostmomente

Tibor Jagielski

Falkner

Sprich, sprich zu mir
Deine Stimme will ich nicht vermissen
Über den Bäumen wandernd
Durch das Feld des Frühlings.

Falkner bist du
Zu deiner Hand komme ich zurück.

Ich spielte mit Winden
Wolke war mein Sitz.
Komme zurück.

Deine Stimme
Schafft die Welten
Und schafft sie ab.
Sprich zu mir.

T.J., 1988

 

…koche ich für dich, liebe freundin, so dass du gesund wirst kochana moja;
nutzte die gelegenheit, weil ich eingenickt bin und die u-bhf holzhauser str
verpennt habe aber statt mich zu ärgern, stieg ich erst in alt-tegel aus
und lies es mir gut gehen
und aß ein bismarckbrötchen aus der markthalle, und nahm einviertel
suppenhun noch nach hause mit

hühnerbrühe

ein viertel suppenhuhn (ca 2 Pfund) kochst du
(mit einen stück poree, einen lorberblatt, vier pfefferkörner sowie einen teelöffel salz)
auf kleinen feuer weich (ca anderthalb stunden bis das fleisch von knochen abgeht)
und nimmst es heraus
dann schälst du und schneidest in mundgerechte stücke
(mohrrüben, selerie,petersilienwürzel – ca ein pfund)
und kochst du sie in der brühe ein paar minuten
(nicht zu lange damit sie bissfest bleiben)
und gibst die hälfte des von knochen abgelösten fleisches dazu
(die andere hälfte wirst du für das frikasse verwenden)
ewentuell  noch nachschmecken
(mit einer prise paprika – sowie curry- oder kurkumapulver)
smacznego!

Reblog: Stutthof. Apel cieni.

Jak odnaleźć życie w krainie śmierci? Na płycie “Stutthof. Apel cieni” Budzyński śpiewa poezję z obozu. Jeden z tych wierszy – Stutthof – został napisany przez naszego Dziadka, Wiktora Ostrowskiego.

Jarek Szubrycht (Gazeta Wyborcza)

Tomasz Budzyński, wokalista punkowej Armii, i specjalizujący się w elektronicznych eksperymentach Jacaszek oprawili muzyką i wyśpiewali poetyckie zapiski więźniów obozu koncentracyjnego. “Stutthof. Apel cieni” to płyta trudna i nieprzyjemna, ale ważna.

Tomasz Budzyński to człowiek, który wprowadził mistykę do polskiego punk rocka i okolic. (…) pisał i wykonywał rzeczy znacznie bardziej uduchowione niż średnia punkowa. (…) Twórczość Budzyńskiego jest programowo chrześcijańska, a więc nawet w apokaliptycznych wizjach optymistyczna. Autor jest święcie przekonany, że to wszystko ma sens.

(…) Ta płyta jest próbą odnalezienia życia w krainie śmierci, sensu w świecie, który był unicestwieniem wszelkich sensów. (…)

„Stutthof. Apel cieni”, czyli jak oddać grozę obozu

Od razu powiem: sukces jest połowiczny. Ale lepiej być nie mogło – nie da się bowiem
znaleźć odpowiedniego słowa, nie da się utrafić z dźwiękiem wystarczająco niepokojącym, by w pełni oddać taką grozę. Nie udało się to już zresztą na poziomie tekstów: wiersze więźniów KL Stutthof są przejmujące siłą nie tyle samej poezji (na pewno nie wszystkie w równym stopniu), ile okoliczności, w których powstały.


Czy jednak wypada je oceniać tak samo, jak ocenia się wiersze zakochanego młodzieńca albo dojrzałej damy z dystansem opisującej przemykający za oknem świat? Czy idącym na śmierć z pieśnią na ustach można zwracać uwagę na fałszywie zaśpiewane nuty?

Różne są to wiersze: niektóre oszczędne w słowach i bezpośrednie, inne uciekające od dosłowności, jeszcze inne rozmodlone.
Różne były losy ich autorów: Halina „Lilka” Banasiak doczekała wyzwolenia, ale niedługo potem zmarła na tyfus, Wiktor Ostrowski przetrwał i dożył słusznego wieku, a Zdzisław Karr-Jaworski, który organizował potajemne wieczorki z poezją i śpiewem w obozie, zmarł za drutami. Są też utwory anonimowe i można tylko zgadywać, jaki los spotkał tych poetów.

Nadejdzie dzień wolności

Muzycy – Tomasz Budzyński (głos, gitara, bębny), Dariusz Budkiewicz (bas, gitara, klawisze), Michał Jacaszek (elektronika) i Rafał Nowak (perkusja) – podeszli do zadania z wyczuciem. Muzyka, choć czasem bardzo intensywna, nie pcha się tu na pierwszy plan. Podporządkowuje się tekstom, nie odwraca od nich uwagi. Dominują prymitywne, jednostajne rytmy, na które Jacaszek nadziewa kłębki elektronicznego mroku, a gitarzyści riffy, brudne i zduszone, nie atakujące z pełną mocą.
Wokaliście nie zawsze udaje się trafić z nastrojem – Budzyński ze swoim gromkim
pohukiwaniem idealnie sprawdza się, gdy trzeba dodać otuchy albo opisać piekło. Gorzej, kiedy przychodzi cichy, liryczny moment rezygnacji spisywany słabnącą ręką.

Niemal wszystkie te wiersze łączy jedno – nadzieja. Wiara w to, że cierpienie kiedyś się skończy, że zły los musi się odwrócić.  (…) największe wrażenie robi „Sen więźnia” Karr-Jaworskiego: malowniczy obrazek, na którym autor zmieścił i wioskę szykującą się do żniw, i starą matkę w rodzinnym domu, i śniegi Tatr, i fale Bałtyku. Budzyński przytacza te opisy na tle pulsującej monotonnie mrocznej elektroniki. Nagle muzyka cichnie i wokalista dopowiada puentę a capella: „Szkoda, że snem tylko było/ Szkoda, że snem tylko było…”

Moritz na dachu i inne wiersze

Teresa Rudolf

Koci kryminał/ Moritz-Lili

Zaczyna się łagodnie..

Kochane chrapanie,
zamiast na swojej,
na Freda poduszce,
wyżeranie siostrze Lili
z miski Gurmet Gold…

Kochany  Moritz,
bonsein tygrysów,
leopardów, kiedy tym
swoim krokiem idzie,
Lili jak martwa już leży…

Ona już to wie, że
na krótko poleży tak
bez życia i kombinuje
jak prawym sierpowym
przywalić mu dziś.

Strach być w jego skórze,
ten prawy sierpowy zna już
cała puszcza w domu,
ten mord w zaciśniętej
łapie i we wsciekłym oku..

Oj Lili, opamiętaj się,
opamiętaj sie, bo kiedyś
nie wyjdziesz  zza kratek
by zobaczyć znów
balkonowe słońce.


Kot na dachu

Na dachu siedział kot,
by lepiej  z góry widzieć
jak się świat porusza,
mrużył zielone oczy.

A cierpliwość wielką miał,
w dół patrzeć godzinami,
ludzie mają bardzo różne,
głowy z góry oglądając.

Jedni mają czapki, inni
kapelusze, inni łyse głowy,
a inni pełno sierści kolorów
przeróżnych, różniutkich…

Kusiło ogromnie, malutkie
żwirki z dachu zrzucać na te
główki, lecz na którą z nich,
problem wciąż nierozwiązany.

I jak to z dylematem bywa,
spadł deszcz, wszystko się
zmieniło, parasolki bez głów
stały się  kotu za  nudne..


Bo go kocham…

Kot Moritz patrzy ze zdziwieniem,
na moją białą bluzkę
na moje spodnie i okulary…

Znam to spojrzenie, pogardę,
bo nie wystarczy mi skóra,
którą powinnam po prostu wylizać.

I wzrokiem dodaje:

Ach ten człowiek, jak go rozumieć?
Dziś jest ona znów taka kolorowa,
i stuka innymi butami.

Ach ten człowiek, ciagle zmienia
się jak kameleon, ale po co,
gdy i tak zawsze go rozpoznam,

BO GO KOCHAM.


Właśnie ukazał się tomik wierszy Teresy – zobaczcie TU

Teresa pisze o sobie:

Lubię ludzi zarówno z całym ich bogactwem charakterów, osobowości, jak też z całym ich balastem.
Kocham zwierzęta z całą ich niewinnością, bezinteresownością, miłością i swoistą psychiką,
w którą absolutnie wierzę. Od zarania towarzyszą mi psy, świnki morskie, a teraz filmowa para kotów: Moritz i Lili.
Uwielbiam przyrodę, która może ma coś z kobiety, bo także „zmienną jest”.
Cenię sobie przyjaźń i przyjaciół (podobno jestem wierna im jak pies), kocham miłość, a więc tych, których kocham. A jest tylu do kochania…

I tyle samo, w dzisiejszych czasach, do nienawidzenia, ale to już nie moja działka.
Inspiracją do moich refleksji wyrażonych na piśmie jest samo życie: moje, a także wiedza o człowieku, z którym „współpracuję”, będąc mu pomocną z racji mego zawodu.
Jestem absolwentką psychologii na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a obecnie psychoterapeutką w Austrii, gdzie mieszkam w malutkim bajecznym miasteczku Melk nad Dunajem.


Dodam jeszcze, że u mnie na blogu jest od jakiegoś czasu sporo wpisów Teresy Rudolf i są one zawsze jej autorską kompozycją, co oznacza, że teresa jest nie tylko autorką wierszy, ale dokonała też wyboru muzyki i filmów wideo lub zdjęć, które towarzyszą jej poezji i ją uzupełniają. Również w tym wpisie zdjęcia kotów to TE koty, a nie jakieś koty.

Momente zum Frühlingsanfang

Tibor Jagielski


freitag, der fünfzehnte war in b. sonnig und warm, liebe freundin
noch vor dem sonnenaufgang fuhr ich mit dem fahrrad los, halbe stunde früher als normal,
weil die bvg streikte und ich sollte diesmal ohne tram und untergrundbahn auskommen;
kurz vor der s-bahnstation eichborndamm musste ich plötzlich bremsen und absteigen,
da ein pulk aufgebrachter und sichtlich verwirrter nahverkehrbenutzer, falschlicherweise, hinter mir (in bester laune) ein linienbus zu erblicken
vermochte; na, jedenfalls, es war hart, und ich habe alle meine synapsen, dendriten und alle muskeln angestrengt um die collision zu
vermeiden, uff, das war knapp!
und trotzdem, ich habe  mich verspätet, 20 minuten, ja, und das wurde aufgenommen und wohl registriert, da wir nicht in schwabenland sonder in preussenhand wohnen
– stimmt? – frage ich erna
sie miaut zurück.
– …und liebe grüsse an freundin –
– ja, schreibe ich auf!

Erik Satie, Gymnopédie No. 1

errata (3)
ordnundsamt diesmal abgewimmelt
(stehen im parkverbot, habe auf karneval gemacht,
wie das klappte wird mir für ewigkeit ein rätsel bleiben);
am ende der schicht den schlüssel von der letzten tour einfach mitgenommen
doch, dem himmel sei dank, lief der chef hinter mir her als ich richtung s-bahn schlenderte
– herr j.- rief er – der schlüssel von frau d.!!! –
o jeses! den fand ich in meiner linken tasche
peinlich erleichtert fuhr ich nach hause
————————————————————
gewitter kam und hat mich gewaschen
ich blickte gen himmel
und sah den reiher gegen den wind tanzen
und springen mit großer geschwindigkeit
und erst dann merkte ich was ich vergessen habe
mich selbst

Pani Bożenka, pani Hanka i augurowie

Bożenka / Pani Hanka

Urodziny psa

Anna Dobrzyńska

O Rafci, która się stała staruszką

Teraz – jakoś tak ciszej do domu przychodzisz,
Właściwie pojawiasz się niespodziewanie,
Bardzo się cieszę gdy stajesz tuż za mną,
Po prostu patrzę co jest na ścianie.

Wieczorem na dworze jest jakoś zbyt szaro,
I to co jest blisko, to jakby jest dalej,
A to co po prawej, jakby po lewej,
…Jednak już wolę w domu się znaleźć.

Niespodziewanie na mojej drodze – pojawia się
miska, co stała pod ścianą,
Chyba złośliwie mi wpada pod nogi,
Chyba się prosi by być zdeptaną.

Ale jak na dwór wybiegnę ochoczo!
Niech wiedzą, że rządzę i szczekam złowrogo!
Czemu mnie karcisz? Czemu uciszasz?
Mówisz, że nie ma tutaj nikogo?

A czasem, to co powinno na dworze się zdarzać,
Tak jakoś się dzieje, że zdarza się w domu,
Tak bardzo mi głupio wtedy i przykro,
Proszę cię tylko – nie mów nikomu.

Barataria 108 Pan Kiehot

Po polsku poniżej

Günter Grass

Pan Kiehote

Ich sag es immer, Polen sind begabt.
Sind zu begabt, wozu begabt,
begabt mit Händen, Küssen mit dem Mund,
begabt auch darin: Schwermut, Kavallerie;
kam Don Quichotte, ein hochbegabter Pole,
der stand bei Kutno auf dem Hügel,
hielt hinter sich das Abendrot

und senkte die weißrotbegabte Lanze
und ritt den unbegabten Tieren,
die auf Motore angewiesen,
direkt ins Feldgrau, in die Flanke …
Da brach begabt, da küßten unbegabt
– ich weiß nicht, war’n es Schafe Mühlen
Panzer

die küßten Pan Kiehot die Hände,
der schämte sich, errötete begabt;
mir fällt kein Wort ein – Polen sind begabt.

1960

Blechtrommel

Oh, du irrsinnige Kavallerie! – Auf Pferden nach Blaubeeren süchtig. Mit Lanzen, weißrot bewimpelt. Schwadronen Schwermut und Tradition. Attacken aus Bilderbüchern. Über Felder bei Lodz und Kutno. Modlin, die Festung entsetzend. Oh, so begabt galoppierend. Immer auf Abendrot wartend. Erst dann greift die Kavallerie an, wenn Vorder- und Hintergrund prächtig, denn malerisch ist die Schlacht, der Tod ein Modell für die Maler, auf Standbein und Spielbein stehend, dann stürzend, Blaubeeren naschend, die Hagebutten, sie kollern und platzen, ergeben den Juckreiz, ohne den springt die Kavallerie nicht. Ulanen, es juckt sie schon wieder, sie wenden, wo Strohmieten stehen – auch das gibt ein Bild –, ihre Pferde und sammeln sich hinter einem, in Spanien er Don Quijote heißt, doch der, Pan Kiehot ist sein Name, ein reingebürtiger Pole von traurig edler Gestalt, der allen seinen Ulanen den Handkuss beibrachte zu Pferde, so dass sie nun immer wieder dem Tod – als wär’ der ’ne Dame – die Hände anständig küssen, doch vorher sammeln sie sich, die Abendröte im Rücken – denn Stimmung heißt ihre Reserve –, die deutschen Panzer von vorne, die Hengste aus den Gestüten der Krupp von Bohlen und Halbach, was Edleres ward nie geritten. Doch jener, halb spanisch, halb polnisch, ins Sterben verstiegene Ritter – begabt Pan Kiehot, zu begabt! –, der senkt die Lanze bewimpelt, weißrot lädt zum Handkuss Euch ein, und ruft, daß die Abendröte, weißrot klappern Störche auf Dächern, daß Kirschen die Kerne ausspucken, ruft er der Kavallerie zu: ›Ihr edlen Polen zu Pferde, das sind keine stählernen Panzer, sind Windmühlen nur oder Schafe, ich lade zum Handkuß Euch ein!‹ Und also ritten Schwadronen dem Stahl in die feldgraue Flanke und gaben der Abendröte noch etwas mehr rötlichen Schein. – Man mag Oskar diesen Schlussreim verzeihen und gleichfalls das Poemhafte dieser Feldschlachtbeschreibung. Es wäre vielleicht richtiger, führte ich die Verlustzahlen der polnischen Kavallerie auf und gäbe hier eine Statistik, die eindringlich trocken des sogenannten Polenfeldzuges gedächte. Auf Verlangen aber könnte ich hier ein Sternchen machen, eine Fußnote ankündigen und das Poem dennoch stehen lassen.

1959

Fragment Blaszanego bębenka o kampanii wrześniowej po polsku: szalona kawaleria


Wiersz został sześć razy przetłumaczony na polski; tłumaczyli go Jan Koprowski, Krzysztof Karasek, Bolesław Fac, Zdzisław Jaskuła, Wojciech Woźniak
i Ryszard Sobieszczański;  Blaszany bębenek został przetłumaczony tylko raz – przez Sławomira Błauta. Jan Trepczyk przetłumaczył oba teksty na kaszubski.
Günter Grass i polski Pan Kichot to praca zbiorowa pod red. Marii Janion.

Wiersz Pan Kiehote w kilku przekładach ukazał się pod redakcją Bolesława Faca w tomie Günter Grass, Wiersze wybrane, wydanym przez Wydawnictwo Morskie w roku 1986. Dwa wiersze (ale inne) w tym tomie zostały przetłumaczone przez moją Mamę, Irenę Kuran-Bogucką, która dopisała też pod jednym z tłumaczeń wiersza Die Polnische FahnePolski sztandar, swoją własną wersję tłumaczenia.

W dedykacji Mama napisała, że daje mi tę książkę
z mieszanymi uczuciami, ale że ona osobiście jest odpowiedzialna zaledwie za 3% pomieszczonych tu wierszy.

Pan Kichot

Ciągle to mówię: Polacy są zdolni,
nazbyt zdolni, do czego zdolni,
o zdolnych rękach, ustach do całowania,
zdolni także w melancholii, w kawalerii.

Przyszedł Pan Kichot, bardzo zdolny Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
za sobą zorzę wieczorną zatrzymał,
opuścił biało-czerwoną-utalentowaną lancę,
runął przeciw niezdolnym zwierzętom,
skazanym na motory w szarość mundurów
z flanki…

Załamał się talent, cwałowały niezdolnie
– nie wiem: owce, młyny czy tanki –
całowały ręce pana Kichota,
który się wstydził, rumienił z talentem…

Nie znajduję innego słowa: Polacy są zdolni.

Przełożył Jan Koprowski

***

Pan Kichot

Ja mówię zawsze: Polacy są tak zdolni,
za bardzo zdolni, do czego zdolni,
talent mają w rękach, całują ustami,
zdolni także w tym: konnica, melancholia;
szedł Don Quichotte, ten bardzo zdolny Polak,
pod Kutnem stanął na wzgórzu,
za sobą miał wieczorne zorze,
i zniżył biało-czerwoną zdolną lancę,
i jechał na niezdolne bestie,
skazane na motory,
prosto w feldgrau, od flanki…

Tam załamał się zdolnie, cwałowali nieudolnie
– nie wiem, były to owce, młyny czołgi –
całują panu Kichotowi dłonie,
ten wstydził się, zaczerwienił się zdolnie…

nic mi innego nie wpada do głowy: Polacy są tak zdolni.

Przełożył Bolesław Fac

***

Pan Kichot

Zawsze to mówiłem: Polacy są zręczni,
są zbyt zręczni, zręczni w czym,
zręczni w rękach, całują – jak wszyscy – ustami,
zręczni też w smutku i w kawalerii:
zjawił się Don Quichotte, pewien arcyzręczny Polak,
stanął na wzgórzu, pod Kutnem,
za sobą miał zachód słońca,
i pochylił zręczną biało-czerwoną lancę,
i ruszył galopem naprzeciw tępym zwierzętom,
i na bezmyślne motory,
wprost w szarość polnych mundurów, na skrzydło…

I spadł zręcznie z konia, niezręcznie zaczęły go całować
– nie wiadomo już kto, owce, wiatrak czy czołg –
całowały panu Kichotowi ręce,
ten się zawstydził, zręcznie spłonił…

nie mam na to słów: Polacy są zręczni.

Przełożył Krzysztof Karasek

***

Pan Kichot

Powtarzam ciągle: mają dar Polacy,
Nawet nadmierny. W czym im się nie darzy,
mają dar w rękach i dar całowania,
i nie na darmo: smutki, kawaleria;
przydarzył się Don Quichotte, wielce wydarzony Polak,
stanął pod Kutnem na wzgórzu,
w odwodzie miał wieczorną zorzę,
pochylił lancę obdarzoną bielą i czerwienią,
i runął na te niezdarzone zwierzęta,
zdane na motory,
w polu szarym od mundurów, na skrzydło…

Przedarł się i niezdarnie całowały
– nie wiem, czy owce wiatraki czołgi –
całowały ręce panu Kichotowi,
on zawstydził się, poczerwieniał…

darujcie, brak mi słów – mają dar Polacy

Przełożył Zdzisław Jaskuła

***
Pan Kichot

Jȏ to wiedno gȏdóm: Polȏszepochwȏtny,
Są za pochwȏtny, do czego pochwȏtny,
pochwȏtny rękama, kuszkanim gębą,
pochwȏtny też w jiscenim, kawaleriji:
przëszed Don Quichotte, baro pochwȏtny Polȏch,
ten ustanął kol Kutna,
slȏde se trzimȏł wieczorną gornię,
i zniżeł biȏło-czerzwiony bogatą lancę,
i nëkoł nym niepochwȏtnym zwiérzętȏm,
co le na motore spuszczony,
prosto w szari uniforme, we flankę

Tej pochwȏtne zmȏłk, tej niepochwȏtno kuszkałe,
jȏ nie wiém, bëłe to owce, młine, tanczi
kuszkałe Panowi Kichotowi ręce,
nen sę sromȏł zażȏleł, pochwȏtno,

nie pȏdȏ niżódnoowo: Polȏsze są pochwȏtny.

Przełożył na kaszubski Jan Trepczyk


A treaz jeszcze ja, Ewa Maria Slaska

Pan Kiehot

Zawsze to mówię, Polacy są cwani.
Cwani tak, że wszystko wycwanią,
ręce mają cwane, gęby cwane całują,
cwane smutasy cwałują na kawaleryjskich koniach;
Nadciągnął Don Quichotte, cwane Polaczysko,
stanął na wzgórzu pod Kutnem,
a za nim czerwieniał zachód słońca,
zniżył cwaną biało-czerwoną lancę
i pognał ku zwierzętom, co nie były cwane,
lecz zdane tylko ciężko na swe motory,
pognał z flanki na te szare jak pole mundury…

Cwane cwałowanie, a tu całkiem niecwane całowanie
u rąk – owce, a może wiatraki to,
a może nawet czołgi,
zawstydził się Pan Kichot, ręce schował,
na licu pokraśniał – cwanie,
nie ma co gadać: Polacy są cwani

Berlin, luty 2019


Maria Janion i skupieni wokół niej badacze w cytowanej powyżej książce wcale nie za wiele zajmują się Don Kichotem, no ale coś tam się przecież udaje znaleźć.

Maria Janion, Bardzo zdolny Pan Kichot (str. 72-74)

Don Kichot to postać mityczna, którą Grass umieścił w samym centrum swojego obrazu polskości. Don Quichotte, ten bardzo zdolny, rodowity Polak o smutnej i szlachetnej postaci. Zdolny, co oznacza podziw dla wierności ideałom, nawet gdy przeczy im cała rzeczywistość, zdolny, ale jednocześnie szlachetny maniak, na poły Hiszpan, na poły Polak, zbłąkany w umieraniu rycerz. Pani profesor dodaje jeszcze, że Grass nie znosi niemieckiego idealizmu, podziwia jednak polski. Bo niemiecki idealizm jest filozoficzny, heglowski, wydumany i uczony, polski tymczasem, naznaczony romantycznym kultem indywidualności, oryginalny i malowniczy. Zdaniem Grassa piękno śmierci to najwspanialsza cecha tych zdolnych Polaków, no ale w końcu tylko śmierć jest nieśmiertelna.

Do postaci Don Kichota nawiązuje jeszcze Wacław B. Maksymowicz, jeden z uczniów i asystentów Marii Janion, w rozdziale Polskie oko Güntera Grassa (str 248). Kim jest Oskar?, pyta Maksymowicz i odpowiada: Jest okiem Grassa zostawionym w Gdańsku, jego szczególnym gdańskim sposobem postrzegania świata, przy czym z czasem słowo gdański przestanie oznaczać miasto Gdańsk, a stanie się synonimem polskości, a niemiecki pisarz postrzegając świat przez pryzmat słowa “gdański” dostrzeże, że wszystko jest polskie, nawet Don Kichot.

Wieszcz nasz, z dawna nie słyszany…

Roman Brodowski

nadesłał kilka swoich satyr politycznych… (Wystarczy kliknąć i obrazki się powiększą)

Ciąg dalszy nastąpi, autor zapowiada jeszcze trzy “jedynki”, ale na razie pojechał do grodna, świętować tamtejsze Kaziuki i swoje 60 urodziny, a zatem i my składamy mu najserdeczniejsze życzenia urodzinowe.
Romanie, wpis ukazał się wprawdzie PO czasie, ale, gdy pisałam te słowa 28 lutego, wciąż jeszcze był czas…

Wspaniałej Wiosny Ci życzymy. Sobie zresztą też!