Reblog: Found Objects & Books

I wrote already here about founded books and even book sides, some month ago I wrote about founded photographs, but I suppose, I did not write yet about special objects founded in books. Sometimes I found or buy books with dedications for or from somebody I knew. Curious feeling. Maybe painful, when you see those dedicated books given to the book charity. But Alyx which posted the following story in Sunnyside Tuxedo founded something totally different. See it yourself.

tuxedo

Found Objects & Books

tuxedo2
tuxedo3


But…
Comment written on 29th July 2020

But you will not find anything looking for that particular item of Alix’s blog Sunnyside Tuxedo. It vanished. Blogs vanished. Posts vanished. Links lost their linking. It happens.
I forget, what happend with that foto Alix found in her book. I can delete that post or I can try to find for you what was lost in blogging.

It was not so difficult at all. I found an answer just by 1st try.

In her book, probably found or bought at the bookinist, Alix found foto of Fred Cray, an Unique Photograph, who is hidding fotos all over New York since  more than 15 years.

HERE you can read the whole unique story about Fred :-): Fred Cray


Meanwhile Alix, which was previously living in NY, moved to Paris, and one year later came back to NY.  She also visited Berlin in May 2014:

berlinblogs

As I mentioned on Sunday, I’m heading to Berlin this weekend for a quick visit. I’ve never been to Berlin before, so I’ve been consulting my friends, speed-reading travel guides in bookstores, and of course browsing Berlin’s corner of the internet. During the course of my research, I’ve stumbled across some fantastic Berlin-based blogs that I wanted to share with all of you. Some of them are literally about the things to do, see, and eat in Berlin, but some are just lovely blogs that capture that Berlin je ne sais quoi. So whether you are planning a trip to Germany’s trendiest city or not, these links are worth a click. Bonus: they are all written in English.

Stil in Berlin is run primarily by Mary Sherpe, a contributing writer and photographer for Vogue Germany, and has a little bit of everything. Shopping, eating, and sightseeing guides (I found this blog while searching for Berlin coffee spots), art reviews, street fashion, and more. The photography and design is beautiful and it’s been the perfect starting point for my research. If you’re heading to Berlin, I recommend checking out the many guides on the website. Even if you aren’t, a quick browse through this blog (although it won’t be quick — I get sucked in and read page after page) will give you a lovely glimpse of the city.

I was immediately drawn to Berlin Reified‘s title — who wouldn’t be? It’s creator is Sylee Gore, who was born in Mumbai and grew up in the United States before moving to Berlin in 2000. The blog is a perfect mix of Berlin recommendations and beautiful lifestyle photos. Each post reads like a mini personal essay that includes a bit of Sylee’s life and an interesting Berlin spot or two. This blog makes for a wonderful read no matter where you are.

Überlin‘s creators, Zoë and James, packed up their London life several years ago and moved to Berlin (Randomly picking up and moving to another country? Sounds like something I’d do…), where they now maintain a gorgeous blog. Überlin also has a little bit of everything for all kinds of readers. Some posts are Berlin-specific, like their food and drink section or their recommendations for things to do around the city. Other posts will appeal to everyone, like “Music Mondays” and their thoughts on living an expat life. And with archives going back to 2010, it’s easy to spend an afternoon reading post after post.

I can feel a Best Wishes from Berlin addiction coming on. Jessica Jungbauer started Best Wishes in 2010 to document the lives of creative people living in Berlin. It’s now a magazine as well and there are Best Wishes from Amsterdam, Oslo, London, San Francisco, Melbourne, and Minneapolis. The short profiles on the website include recommendations for places to go and things to see in Berlin, but it’s also fascinating to learn about all these creative people and the projects on which they are currently working. Some of the subjects are expats living in Berlin and I love discovering which expat experiences we have in common and which are specific to Paris/Berlin.

Unlike Berlin City Guide is definitely oriented towards people living in or visiting Berlin, as it has comprehensive coverage of restaurants, bars, shops, art galleries, hotels, and other adventures (Unlike covers a host of other cities all over the world as well). It’s a bit overwhelming if you are like me and don’t know the city at all, but the great photographs and seemingly endless supply of information make it a great trip-planning resource. In fact, this website alone makes me wish I were going for much longer!

I hope this was interesting for you, even if Germany isn’t on your horizon. The first four of these websites have permanent spots in my RSS reader (Unlike Berlin is safely stowed in my “Berlin” Evernote folder in case I ever go back and need more tour guide-like information again). I’m even more excited for my Berlin getaway after scrolling through these blogs. Do you have any Berlin recommendations (online or in real life)?


 

Reblog: Nagroda Nobla

Bardzo szanuję Murakamiego, który zapewne dziś w ciągu dnia otrzyma literacką nagrodę Nobla, ale co roku publikuję gdzieś moją własną kandydaturę do tej  nagrody i od wielu lat jest to zawsze ta sama pisarka.

Louise Erdrich

erdrich

W Wikipedia Commons nie ma zdjęcia Erdrich. Zrobiłam więc screen shot z tego, co pokazuje Google w obrazkach, gdy się wpisze “louise erdrich”

Poniższy tekst ukazał się 24 sierpnia 2011 roku na blogu Jak udusić kurę czyli co każda młoda panna po 30 powinna wiedzieć, a jeszcze nie wie. Blogu już dawno nie ma, a wpis został zmieniony i rozszerzony, może w ogóle nie jest to już reblog. Ale nie bądźmy drobiazgowi.

 

Inwencje

Czasem bywa tak, że nie wstanę z łóżka, dopóki nie wiem, jak się ubiorę. Niekiedy, zwłaszcza jeśli mają być goście na obiedzie, dopóki nie wiem, co ugotuję. Mam dobrą pamięć, wiem więc, co miałam na sobie trzy lata temu, kiedy po raz ostatni spotkałam się z panią Profesor, która ma dziś przyjść na obiad i co jadłyśmy. Nawet po 20 latach pamiętam pewien poranek, kiedy przed wstaniem wymyśliłam tort jarzynowy na wegetariańskie urodziny. Teraz doszedł mi jeszcze ten blog. Też nie wstanę bez inspiracji.

(…) Długo nie mogłam wstać, przerzucając w głowie inspirujące książki i inne pomysły, aż zerwałam się niemal z okrzykiem, gdy przypomniałam sobie, że przecież już od dawna chciałam coś napisać o Louise Erdrich (nie ma o niej wpisu w polskiej Wikipedii), znakomitej etno-amerykańsko-indiańskiej pisarce z Minneapolis, która pisze po prostu rewelacyjnie. O jej istnieniu dowiedziałam się od Marty Łysik, która się z jej twórczości doktoryzowała.

Gdy w zeszłym roku przyznano Nobla literackiego Hercie Müller, cieszyłam się oczywiście, bo kobieta i pisarka poniekąd etniczna, a na pewno emigrantka i jeszcze na dodatek dość młoda (są z Erdrich równolatkami), ale byłam zdania, że wszystkie (WSZYSTKIE) te cechy znaleźli by i u Louise Erdrich, a to moja prywatna i bezkonkurencyjna kandydatka do ataku na ten niemal męski szaniec, jakim jest Nobel, forteca, gdzie co pewien czas zapadają wprawdzie przedziwne decyzje dotyczące talentu, wieku, pochodzenia narodowego i, rzadziej, płci nagrodzonych autorów, ale która w moim pojęciu nadal jest męska i zależy od produkcji dynamitu do celów wojennych.

Właściwie to nic mi na tym Noblu dla moich ulubionych pisarzy nie zależy, Lorca nie dostał Nobla, Rilke też nie, dostał za to sto lat temu pewien niemiecki pisarz, Paul Heyse, o którym nawet Niemcy nic nie wiedza.

Wróćmy jednak do naszych baranów. Kilka powieści Erdrich pojawiło się już po polsku, i coś tam pewnie da się kupić w internecie, choć pobieżna kontrola wykazała, że w amazonce był w ofercie “Klub śpiewających rzeźników” za złotych polskich 7, ale towar okazał się niedostepny. Ale to nieważne, moja inspiracja kulinarna i tak pochodzi z ostatniej, nieprzetłumaczonej powieści Erdrich, “Shadow Tag” (2010). Mąż przygotowuje na kolację suflet z sera, świeżą bagietkę i sałatę z młodych liści szpinaku z gruszkami. Do tego lekko schłodzone białe wino. Według norm Kattinki to menu na pewno świadczy o tym, że Erdrich zapewne umie gotować, a bez wątpienia, wie jak komponować posiłki.

Poczatkującym w gotowaniu pannom powiem, że suflet z sera to najwyższa szkoła jazdy i nie należy się przerażać, jeśli nie wyjdzie. podpowiadam więc na wszelki wypadek, że w tej pięknej, lekkostrawnej kolacji o literackich inspiracjach, suflet spokojnie można zastąpić omletem z serem.

A więc suflet:

Ubić trzy białka na najsztywniejszą pianę pod słońcem. Dodać szczyptę soli, 100 gramów drobno pokruszonego sera typu lazur, 3 żółtka, łyżkę miękkiego masła osełkowego. Formę szklaną posmarować masłem, posypać delikatną bułką tartą. Wlać masę na suflet do formy, ostrożnie wstawić do nagrzanego do 180° pieca, zapiekać ok. 45 minut, cały czas się modląc. Wyjąć i natychmiast podawać na stół!!!!


Ciekawe, że literatura polska też ma w swych rejestrach pisarza indiańskiego pochodzenia. Mieszkał w Gdansku, był nawet kiedyś u nas w domu i w albumach rodzinnych pozostało zdjęcie mężczyzny we wspaniałym pióropuszu.

satokh

Był to Stanisław Supłatowicz zwany Sat-Okh. Urodził się, jak sam twierdził, w “ukrytej wiosce” Indian w dorzeczu rzeki Mackenzie w Kanadzie. Był synem Polki, nauczycielki i uciekinierki z Syberii, Stanisławy Supłatowicz, oraz Leoo-Karko-Ono-Ma (Wysokiego Orła) – Indianina, wojennego wodza plemienia Shawnee (Szawanezów, Szaunisów). Wychowywał się wśród Indian. W 1937 lub 1938 roku przybył wraz z matką do Polski, a na potrzeby urzędowe matka zmieniła część jego danych, ukrywając jego indiańskie pochodzenie.

W czasie kampanii wrześniowej podjął naukę na tajnych kompletach, a po klęsce polskiej armii zaangażował się w działalność w SZP i ZWZ. W 1940 roku został aresztowany przez gestapo i wysłany do Auschwitz. W czasie transportu wyskoczył z wagonu bydlęcego i uciekł. W czasie ucieczki został ranny, ukrywał się na wsi. Następnie został żołnierzem AK. Wielokrotnie ranny, za męstwo w walce odznaczony Krzyżem Walecznych.
Po wojnie za przynależność do AK został aresztowany i uwięziony. Po uwolnieniu przez wiele lat pływał jako marynarz na statkach PLO. Osiadł na stałe w Gdańsku-Wrzeszczu i założył rodzinę.

W 1958 roku zaczął pisać książki odnoszące się do jego indiańskiej przeszłości:
* “Ziemia słonych skał” (1958)
* “Biały mustang” (1959)
* “Dorogi schodjatsja” (w jęz. ros., wspólnie z Antoniną Leonidovną Rasulovą) (1973)
* “Powstanie człowieka” (1981)
* “Fort nad Athabaską” (wspólnie z Yackta-Oya) (1985)
* “Biały Mustang. Baśnie i legendy indiańskie” (1987)
* “Głos prerii” (1990)
* “Tajemnica Rzeki Bobrów” (1996)
* “Serce Chippewaya” (1999)
* “Walczący Lenapa” (2001)

Zdjecia Sat-Okha: www.huuskaluta.com.pl/sat_okh/index.php