Viator uporczywie i w licznych repryzach dokuczał swej Małżonce po tym, jak nieopatrzenie przyznała się, że bardzo długo (aż do wspólnej wizyty w Camargue, czyli rajskiej delcie Rodanu) nie wiązała mentalnie pojęć „Prowansja” i „zioła prowansalskie”; ten motyw powróci jeszcze w jednym z odcinków. Przyganiał kocioł garnkowi: Pielgrzym sam dopiero podczas tegorocznej wizyty we Florencji – pierwszej i wiekopomnej, nieprawdaż – w drugim półwieczu swego życia, nagle ze zdumieniem skojarzył, iż wielki ród Medyceuszy, czyli Medici, nazwę swą wiedzie od… medycyny. Czy raczej od medyka: konkretnie jednego z protoplastów familii, ponoć parającego się tym zajęciem. Gamoń, nie Viator. Przypadek, nomen omen, dla lekarza.
– Wiesz! Mamy już jesień, a ja nie ogarnęłam jeszcze lata. Każdy dzień będzie miał o jeden metr bólu więcej. Mam wrażenie, że na twoich zdjęciach mętnieją Ci oczy. Minęło tyle lat od twojej nagłej śmierci, a ja z połową serca jakoś udaję, że żyję. Chcę byś teraz potarmosił mi włosy i wrócił ze mną do domu. Jestem o ten rok bliżej drugiej strony i bliżej ciebie. Czekaj na mnie. Chciałabym, by było to już, bo nie wiem, jak żyć bez ciebie. Próbuję zapomnieć twój głos, ale wciąż chcę go słyszeć z nagrania w telefonie. W szafie wciąż wisi twoja ulubiona koszula, którą co ranka całuję, wywołując do raportu twoje feromony, łapię grunt pod nogami i zaczynam nowy dzień. Nocą zamieniasz życie w senne widziadło, bo tylko w snach mogę ciebie spotkać.
Do miasta prowadziło dziesięć bram. Trzy pozostały, paradne, odrestaurowane, przyciągają wzrok i turystów, następne trzy zostały częściowo zrekonstruowane, ale mało kto wie, że są pozostałościami bram. Następne cztery zniknęły z mapy miasta.
Bezpośredniej przyczyny podpisania tej w gruncie rzeczy poniżającej, buczackiej umowy, upatrywać należy w wewnętrznej, politycznej i wojskowej sytuacji Rzeczypospolitej po osadzeniu Wiśniowieckiego na tronie. Silne frakcje, jakie utworzyły się wewnątrz kraju, walczące między sobą, nie sprzyjały obronnym działaniom militarnym, a co dopiero mówić o sukcesach Rzeczypospolitej na terenach opanowanych przez tureckie i kozackie watahy.
Polska szlachta, broniąca Rzeczypospolitej, stała po stronie króla, który z kolei był ostro atakowany przez stronników tronu francuskiego, a i polska magnateria, występująca przeciwko osadzonemu na tronie „niby piastowskiemu” władcy, zamiast jednoczyć się w obliczu nadchodzącej z dalekiego Orientu wojny z islamską „nawałnicą”, zamiast zakopać„ rodzime topory”, zajęta była tworzeniem konfederacji przeciwko sobie nawzajem. I tak podczas organizowanego przez króla pospolitego ruszenia antytureckiego, jego zwolennicy zawiązali konfederację w Gołąbku, na co, w odpowiedzi, przeciwnicy króla założyli swoją w Szczebrzeszynie. Mało brakowało a doszłoby do wojny domowej. Na szczęście, uświadomiwszy sobie, w jak krytycznej sytuacji znajduje się Rzeczypospolita, oba zwaśnione ze sobą obozy, „na czas wojny” podjęły decyzję pojednania.
Proszę może najpierw przeczytać poprzednie doniesienie o kontaktach z Bliźniętami: TU
Moje kontakty z Bliźniętami trwają.
Przepraszam, że przyczepiłem się do jednego tematu, ale uważam, że istotny.
Poprzednio podałem informację o aplikacji Gemini, która nie potrafiła znaleźć informacji łatwo dostępnej w internecie. Podałem jej odpowiedni link – KLIK. Dzisiaj powtórzyłem pytanie: co wiesz o Joice Nankivell-Loch? Gemini tym razem odpowiedzieli, korciło mnie żeby ich spytać od kogo się dowiedzieli, ale nie jestem uszczypliwy.
Zrobiłem więc mały krok dalej… Spróbowałem ich spytać o Joice Nankivell-Loch jeszcze raz. Tym razem wiedzieli – a więc uczą się. – Jakie polskie odznaczenia otrzymała Joice?, zapytałem. – Order Polonia Restituta wręczany przez prezydenta Polski.
Das allem sichere Kriterium zur Unterscheidung des Traumes und der Wirklichkeit ist … das ganz empirische des Erwachens, durch welches der Kausalzusammenhang zwischen den geträumten Begebenheiten des wachen Lebens fühlbar abgebrochen wird. Arthur Schopenhauer
In der Nacht von Montag auf Dienstag letzter Woche kam der Traum, oder besser der Albtraum: eine riesige Tsunamiwelle raste, dunkel, meterhoch auf mich zu. Ich wusste, dass es keinen Ausweg, keine Rettung gibt; der Weg zu dem Kloster oben war durch einen Stau blockiert, zu weit entfernt, auch war die Welle schon zu nah, doch diese Gedanken hatte ich noch im Kopf. Ich wusste, gleich ist die Welle über mir, gleich werde ich unter den Wassermassen verschwinden, werde nicht mehr existieren. Alles rundherum wird schwer, unheimlich, schwer, unüberwindbar… doch ich spürte eigentlich eher Entspannung… In dem Moment wachte ich auf, draußen regnete es stark; ich war verschwitzt, erschrocken und orientierungslos. Im Zimmer war es ziemlich dunkel, immer wenn ich die Augen wieder zu schließen versuchte, kam der Traum, die Welle, mit einer Wucht und Stärke zurück, vor der ich Angst bekam. Also machte ich das Licht an, setzte mich im Bett auf und trank ein Schluck Wasser. Draußen dämmerte es, der Regen fiel gleichmäßig, aber doch nicht allzu stark. Gut, dachte ich, die Natur hat´s nötig, obwohl es eigentlich in der letzten Zeit immer wieder geregnet hat. Den ganzen Dienstag regnete es gleichmäßig, so dass man kaum rauskam. Wir packten unsere Sachen, räumten alles in den Urzustand zurück, putzten die Küche, das Bad und wollten doch noch einmal unsere Bar in Orbetello besuchen, auch den letzten Müll wegbringen. Wir warteten auf eine kleine Regenpause, die kam aber nicht…
Tam, gdzie twarda praca, trudy, Gdzie wyprane wszystkie brudy, Tam, gdzie słowo ważkie, twarde, Gdzie są dusze mocne, harde,
Przyjaźń – to na śmierć i życie, Gdzie nikt nie uderzy skrycie, Łgarstwo prawdy nie zasłania, Honor zmusza do wytrwania,
Życia mocne są podstawy, Gdzie wre praca, nie zabawy, Gdzie Piasta ziemia prastara, Gdzie najsroższy dopust, kara
Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka Tam, gdzie wizja, choć daleka Wolności błyszczy w zaraniu Tam – tylko w naszym Poznaniu.
1944
Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof
***
Pieśni adwentowe
Czarna noc – otchłań bezdenna W krąg bluźnierstwa i przekleństwa, Płacz i rozpacz nadaremna, Przemoc gwałtu i szaleństwa.
Hańba, wstyd i poniżenie, Szyderstwo, urągowisko, Ale blisko wyzwolenie Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Tryumf zła i nienawiści Krew i zemsta, przepaść grzechu Każda zbrodnia, co się ziści Wzbudza wybuch złego śmiechu.
Nie ma dobrych, cichych ludzi, Świat się stacza w przepaść nisko, Lecz zapowiedź już się budzi Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
Patrzą moce złe struchlałe, Wściekłość, złość, fałsz i obłuda, Strachem lica pobielałe, Pieśń się tworzy – tworzą cuda.
Świt – przejasne w blasku zorze Dla złych straszne widowisko, I pieśń wznosi się w pokorze: Pan nadchodzi, Pan jest blisko.
1944
***
Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej
O Matko Boska, słynąca cudami W skromnym kościele małego Swarzewa, Ciebie błagamy, opiekuj się nami Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.
Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę Rybak się zmaga z wielkimi falami, Ciebie, o Pani błaga o przyczynę I Ciebie prosi: o módl się za nami.
Królowo więźniów i Królowo morza, O Twoją Pani, prosimy obronę, Broń nas od złego prosimy w pokorze W kraju, którego Ty nosisz koronę.
Od niebezpieczeństw i duszy i ciała Ty nas obronisz, Królowo Niebieska, Byśmy do domów powrócili cało Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.
1944
Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933. Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck. Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.
***
Raduje się każdy…
Raduje się każdy, kto z daleka zoczy Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy. Roześmiana buzia, niebieska sukienka, Na rączce numerek – biedna ty panienka.
Smutno nam w obozie, miła panieneczko. Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko. Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę. Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.
Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko, Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.
Refren:
Oj da, oj da dana, Dziewczyno kochana, Daj mi twe serduszko, Daj, ach daj!
Pierwszy dzień wyprawy, jak to już zostało nadmienione, zakończył się wizytą i noclegiem w czarownym, barokowym Innsbrucku: podobnie jak podczas pierwszej włoskiej podróży, tej sprzed trzech lat. I znów, jak poprzednio, przejazd przez przełęcz Brenner oraz osady Gossenisaß i Sterzing. Tu podobieństwo się kończy. Wówczas Pielgrzym, bez zatrzymywania się w tej trzeciej miejscowości, pognał do Brixen i Bozen. Tym razem przystanął w Sterzing, aby, korzystając z gościnności oraz zasobów baru Pardeller, pokrzepić się przed dalszą drogą. Małżonka Viatora zamówiła sobie apfelstrudel, a on sam spożył piękny, dorodny precel. Po czym, przez Quellenhof, podążyli ku Meranowi i dalej – aż hen hen! – do Como.
Momencik. Miała być Italia. I jest: poczynając od Brenner, bo tam przebiega granica. Tylko, jak wiadomo, po włoskiej stronie rozciąga się jeszcze dość daleko Südtirol, czyli Tyrol Południowy. O tym, jak ten region w wyniku I Wojny Światowej przypadł Włochom, dlaczego w wyniku kolejnej wojny nie powrócił, nawet na czas tryumfów III Rzeszy, do Austrii, o tym, czy jego mieszkańcy pogodzili się z owymi faktami i czy marzy im się „powrót do macierzy” – o tym wszystkim Viator opowiadał nie będzie. Raz, że wielu Czytelników doskonale zna tę materię. Dwa, że dla zainteresowanych istnieją znacznie lepsze, a przy tym łatwo dostępne, opracowania na ten temat. Trzy: po co brnąć w śliskie tematy, potrącać kwestie rewizjonizmu czy zagłębiać się w czyichś snach o secesji? Jesteśmy wszak w cywilizowanym i praworządnym kraju, a Südtirol cieszy się szeroką autonomią. Znacznie przyjemniej kontemplować majestat gór, które nie mają narodowości.
Chodzi po prostu o to, że w Południowym Tyrolu Viator w ogóle nie czuje się tak, jakby był we Włoszech. Nieco dalej na południe, w rejonie Trydentu, gdzie pierwiastek romański miesza się z germańskim, jak najbardziej. Ale nie tutaj. Tutaj nawet w ogóle (lub prawie w ogóle) nigdzie nie ma włoskich napisów. Wszyscy mówią wyłącznie po niemiecku. Architektura dokładnie taka sama, jak w Tyrolu austriackim, w okolicach Innsbrucka, czy choćby w Alpach bawarskich: barokowe kościoły i kapliczki oraz klasyczne chaty tyrolskie, obficie zdobione kwieciem doniczkowym.
Wszystko to jest piękne, ale zupełnie odmienne od tego, czego Viator doświadczy podczas kolejnych dni. Jedynym włoskim akcentem było latte macchiato, którym Wędrowiec popijał w Strezing precla.
Oto, jak być w Italii i jednocześnie w niej nie być, drogi Hamlecie!
Diskussion, Lesung, Zeitzeugengespräch, 35 Jahre Mauerfall
Lesung mit Ewa Maria Slaska und Utz Rachowski
Montag, 28.10.2024, 18:30 – 21:00
Im Gespräch mit Doris Liebermann tauschen sich die Schriftstellerin Ewa Maria Slaska und der Schriftsteller Utz Rachowski über ihr Leben, das Schreiben im Exil und die Literatur als Zufluchtsort aus.
Wczoraj Google powiadomiło mnie, że może mnie obsługiwać jeszcze lepiej – Gemini – KLIK.
Jestem otwarty na ciekawe propozycje, więc spróbowałem. Pierwsza rzecz, która mnie intrygowała, to ile tych Bliźniąt i jakiej są płci. Myślałem, że rozpoznam to po głosie, ale wykręciły się – ja zadawałem pytania mówiąc po angielsku, Gemini odpowiadały na piśmie. Nie chciałem pytać wprost, bo mógłbym sobie wyrobić opinię seksisty. Nie mam takich oporów na blogu bo… przecież mnie znacie 🙂
Przeszedłem więc do rzeczy… – Kto wygrał tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury? – Han Kang, Południowa Korea. – Ile kobiet wygrało nagrodę Nobla w dziedzinie literatury? – 18, w ostatnich latach wygrywają częściej niż mężczyźni.
Zgadza się.
Na marginesie wspomnę, że Nagrodę przyznano 116 razy, więc sporo czasu zajmie, zanim bilans płci się wyrówna.
Spytałem, czy jakieś książki tej autorki są dostępne w publicznych bibliotekach w Melbourne. – Są, dostałem odpowiednie linki.
Widząc, że moje Bliźniaki coś tam wiedzą, spróbowałem czegoś, co naprawdę mnie interesuje… – Czy wiesz coś o Joyce Nankivell-Loch? Odpowiedź była: – Nie wiem, to może być informacja prywatna, do której nie mam dostępu. Poniżej ciąg dalszy konwersacji…
Przyznaję, że moja odpowiedź była szorstka, ale chyba uzasadniona.
Sprawa interesowała mnie dlatego, że Australijka o tym nazwisku została w 1923 roku udekorowana Orderem Orła Białego. Dekoracji dokonał prawdopodobnie Naczelnik Państwa – Józef Piłsudski.
Wiem o tej pani sporo, założę się, że więcej niż 99.9% Australijczyków.
Niestety na polskim gruncie nie poszło mi lepiej. W zeszłym roku, 3 maja, wybiła 100 rocznica tej dekoracji, wysłałem więc maila z tą informacją do Prezydenta A. Dudy, polskiego konsulatu w Australii, australijskiego konsulatu w Polsce. W mailu sugerowałem, że to może być sympatyczny element podczas spotkań dyplomatycznych. Konsulat Polski w Australii odpowiedział sympatycznie. Dwaj pozostali adresaci – ani słowa.
Nie mam wielkich pretensji – Joice Nankivell-Loch zdecydowanie nie czuła się dobrze w Australii, wybrała działalność charytatywną w innych krajach – Polska, Grecja, Rumunia, Brytyjski Mandat Palestyny. Nie dziwię się, że Australijczycy o niej nie wiedzą. Jeśli chodzi o Prezydenta R.P. to dostałem ostrzeżenie, że Kancelaria nie jest w stanie odpowiadać na wszystkie maile, więc nie gwarantuje odpowiedzi.
No, a teraz Google :(((
P.S. Polski PenClub też mi nie odpowiedział, a Joice była z nim w kontakcie. P.S2 Tu link do moich wpisów blogowych na ten temat : KLIK1 KLIK2
Wpis ukazał się na blogu Pharlapa “Polak do góry nogami” i uzyskał komentarze. Oto one:
Anonymous 13.10.2024 o Joice N-L napisał parę lat temu ….Lech Milewski dwa świetne artykuły( dostępne w Sieci). Ja trafiłem na Joice N-L chyba ze względu na charytatywną działalność Kwakrów( w Europie)… nieistotne. Zajrzyj do artykułów(2) swojego Imiennika, jeśli chcesz…(pomyślałem, że to Ty! Pisałeś coś o gen. Andersie?). To byłby fajny żart… dobre… Choćby ze względu na ciekawą wzmiankę o niebieskiej lamówce na sukni Joice N-L, którą założyła … To szczegół, ale… Małżeństwo N-L zostało odznaczone Krzyżami Zasługi( złotymi), a listowny kontakt mieli z Wańkowiczem, który nawet proponował im zamieszkanie w Polsce. Ale oni wybrali Grecję, bo tam się działo i było ciepło, a nawet… Gospodarstwo prowadziła im Polka… Lechu, po raz kolejny podziękowania…
Lech 14.10.2024 Dobrze pomyślałeś – to ja 🙂 Kilkanaście lat temu dołączyłem do blogowego grona Panien po 40-tce, które wspólnie publikowały w Bloxie wpisy na temat kultury i jedzenia. Blog kontynuuje jego twórczyni, która mieszka w Berlinie. Korzystam z jej gościnności i opublikowałem tam ponad 100 długaśnych wpisów. Ostatnio bardzo interesująca jest seria wpisów na temat historii Ukrainy – rewelacja. Przy okazji – zdałem sobie sprawę, że z moim imieniem nie powinienem w żadnym wypadku szukać bliźniaka – jeszcze znajdzie się, z imieniem Jarosław i katastrofa lotnicza murowana.
Anonymous 14.10.2024 Zajrzę z przyjemnością, choćby dla porównania źródeł… Okraina, ciekawy temat. Jest wiele mitów i legend. Mnie interesowały powstania Kozaków, a szczególnie Chmielnickiego… Zebrałem trochę wiedzy na ten temat. Możesz podać bardziej dokładnie, jak dotrzeć do tych rewelacji, bo u mnie pamięć i umiejętności … Bliźniaka, haha – ja sprawdzę (bo pamięć), parę lat temu wertowałem wspomnienia dziennikarza o więziennictwie w Stanach. Z polskim byłem jako tako obeznany (czasy PRL).
ceramik 14,10. 2024 Joyce Nankivell-Loch. I nie wie o niej Sztuczna Inteligencja? A to ci dopiero. Więc pokonałeś SI pierwszym pytaniem, no… piątym 🙂 W takim razie – nie ma co się bać Sztucznej Inteligencji. Bo nie wie wszystkiego. Mhmmm… A może… Tym bardziej trzeba jej się bać 😉
Lech 11.10.2024 Moim zdaniem to tylko argument za tym, żeby na niej całkowicie nie polegać. W tym blogu podawałem sporo przykładów, jaki śliski i niebezpieczny to twór.
Stokrotka 16.102024 Zaprzyjaźniona bibliotekarka z podwarszawskiej biblioteki poinformowała mnie, że odkłada dla mnie książkę Wegetarianka nowej Noblistki Han Kang… Chyba niedługo będę miała ucztę intelektualną…
Lech 16.10.2024 Uczta z wegetarianką – może być ciekawe 🙂 Sprawdziłem moją lokalną bibliotekę – mają kilka książek tej autorki, wszystkie tłumaczenia na angielski wypożyczone i trzeba czekać w długiej kolejce. W wersji oryginalnej można wypożyczyć od ręki. Nie wiem, co będzie szybsze – odczekać w kolejce, czy nauczyć się koreańskiego? Inna opcja to biblioteka stanowa, ale tam trzeba czytać na miejscu, czyli regularne wizyty przez kilka dni.