Bestiarium mojej siostry

Po wpisie o kotach Kasia przysłała mi co dzień inną ilustrację, zawsze jednak opatrzoną linijką – “towarzystwo dla kotów”. W pewnym momencie obrazki te, zebrane razem, stworzyły już wpis. Dodałam do niego, jakżeżby inaczej, koty, w prezencie dla Kasi, która ma dziś urodziny. Najlepszego Siostro, Tobie i Twoim zwierzakom.

1 Sunday - Rabbits lighting the altar candles (BL, Add 49622, 14th c.)
Niedziela, króliki zapalają świece na ołtarzu (British Library, XIV wiek)

a Bestiary, England 13th century (British Library, Royal 12 F XIII, fol. 45r) hibernating hedgehogs
Jeże, Anglia (British Library, XIII wiek)

a Rats rowing (Ste-Geneviève, MS 143, 14th c.)

Wiosłujące szczury, S-te Genevive, XIII wiek

koty

Malujące koty, Bodhead Library, Oxford, Anglia XIII wiek

Luttrell Psalter, England ca. 1325-1340 (British Library, Add 42130, fol. 150r)

Luttrell Psalter, Anglia, 1325-1340 (British Library)

Squirrel4

Wiewiórki w: Thomas of Cantimpré, De natura rerum, Flandria, ok. roku 1350
Koninklijke Bibliotheek, The Hague

myszy

Mysz, Museum Meermanno

Wikipedia:

Bestiariusz (średniow.-łac. bestiarium) – średniowieczny gatunek literacki, należący do tzw. literatury dydaktycznej, pisany wierszem lub prozą. Egzemplarze tekstu bestiaruszy były prawie zawsze iluminowane. Pierwowzorem gatunku był pochodzący z V w. łaciński przekład greckiego dzieła nieznanego aleksandryjskiego poety z II w. – Physiologus. Zasadniczą częścią bestiariuszy był opis zwierząt – realnych i baśniowych – do których komentarz objaśniał podstawowe dogmaty wiary i zasady etyki chrześcijańskiej.
Twórcy bestiariuszy mieli ambicje naukowe, opisywali zarówno zwierzęta faktycznie istniejące, jak i takie, których realne istnienie przyjmowano za pewnik, np. na podstawie literatury antycznej. Jako egzotyczne lub rzadkie, ale jak najbardziej realne zwierzęta powszechnie uważano w średniowiecznej Europie wiwerny, smoki, gryfy, bazyliszki czy jednorożce. Wiele rzeczywistych zwierząt obdarzono fantastycznymi cechami, lub niezwykłym wyglądem. Np. pantera przestawiana była z końską głową, rogami i ziejąca ogniem.

Kaczysław Mrrbrrkrrski

Ewa Maria Slaska o wolności słowa

Felietony_i_humoreski,126808,800,600,0,0,0Napisała o nim Stefania Grodzieńska. Tekst został zapewne opublikowany najpierw w jakiejś gazecie, ale jeśli możemy go znaleźć, to tylko w książce “Felietony i humoreski” z roku 1955. Powstał, bo, nie wątpię w to, pisarka naprawdę miała dość tego, że wszyscy naokoło czepiają się tego, co pisze. I nie chodziło jej, podobnie jak i mi nie chodzi, o konstruktywną krytykę, a nawet krytykę krytyczną czyli złą ocenę. Pisarz pisze, czytelnik ocenia. I tak jest dobrze. Nawet jak ocenia źle. Ale pisarz nie może oddzielić tego, co myśli od tego, że niektóre z tych myśli dotyczą ludzi, których zna. I że ludzie ci, dla nikogo prócz siebie nierozpoznawalni, krytykują go za to, szczypią po łydkach lub z pogardą opluwają.

Ale tak jest. Nie mamy innej materii, z której wytwarzamy swoje teksty, niż my i nasze życie. Nasze myśli, wrażenia, sny, refleksje, doświadczenia, przemyślenia i oceny. To jest cała nasza wiedza, reszta to encyklopedia i fotografia. Nie można od nas oczekiwać albo żądać, że podzielimy to co wiemy, myślimy i czujemy, co nam się marzy i śni, co nas boli i czego się boimy, na to, co nam wolno a czego nie wolno. A jeśli to z oportunizmu lub lęku czynimy, to historia literatury jeszcze nas kiedyś za to rozliczy.

Czasem autor przekłada swą wiedzę w relacji jeden do jednego. To jest człowiek, którego znam i tak go tu opisuję. Poczytajmy na przykład “Alfabet wspomnień” Antoniego Słonimskiego. W haśle Belweder znalazł się taki oto cytat: “Poprzedniego wieczoru byłem na przyjęciu u Nałkowskiej. Belle femme i precieuse wszystkich regime’ów, finezyjna Nałka wydała, nie pamiętam już z jakiej okazji, wielkie przyjęcie. W trzech mieszczańskich pokoikach zebrała się elita rządu i literatury.” Tu akurat chodziło o czasy Piłsudskiego, ale mogły by być inne, opis też by pasował.

Czasem pisarz zmienia swoim postaciom imiona, nazwiska, kolor oczu czy zawód – nie ma adwokata, jest notariusz. Gdy Thomas Mann napisał Buddenbrocków (Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny) po Lubece krążyły zapiski, ba całe listy nazwisk z deszyfracją, pozwalające czytelnikowi zidentyfikować te z lekka tylko zakamuflowane osoby. Z czasem powstały z nich całe książki i/lub strony internetowe. Podobnie dzieje się z osobami opisanymi w najsłynniejszym dziele XX wieku – “Poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta. Z odsłanianiem tajemnic Prousta ma do czynienia nie tylko ten, kogo interesuje literatura francuska, ale również ci, którzy wysoko cenią portugalskie Fado. Misia, po zmarłej Amalii Rodrigues dzierżąca tytuł “Królowej Fado”, piosenkarka, której zawdzięczamy kobiecą odnowę tej muzyki, nazywa się naprawdę Susana Maria Alfonso de Aguiar, a jako pseudonim sceniczny wybrała imię swej ulubionej postaci z paryskiej bohemy przełomu wieków (poprzedniego, rzecz jasna) – Misi Godebskiej-Natanson-Edwards-Sert. Z kolei tu czytelnik natychmiast się dowie, że Misia, portretowana przez najsłynniejszych malarzy swego czasu, stała się wzorem nie jednej lecz nawet kilku kobiet w powieści Prousta, przede wszystkim Madame Verdurin. Nie darmo powieści takie nazywają się roman à clef.

misiasertZazwyczaj jednak dzieje się tak, że na jedną postać składają się dwie lub trzy osoby, a autor dodaje im jeszcze cechy a to cioci, a to kioskarza, a to Hitlera. Ale nie da się inaczej, piszemy o ludziach i żeby byli oni żywi, muszą się wzorować na żywych prawdziwych istotach.

Historia literatury zna setki przykładów, że ktoś opisany w książce wytacza autorowi proces. Biegli sądowie zastanawiają się z kolei, czy utwór literacki można w ogóle oceniać w kategorii prawda-fałsz i czy pisarz może kogokolwiek obrazić, nawet jeśli jego tworzywem są jakieś osoby z realnego życia.

Wróćmy jeszcze raz do Słonimskiego. Hasło ASKENAZY SZYMON. “Zwany Askemasonem, Szymonazym oraz Rebe. Na jakimś bankiecie siedziałem między nim a Boyem. „Przyjmijcie mnie do masonów — powiedział Boy przymilnie. — Przysięgam, że was nie opiszę.” Rebe skrzywił się. Nie lubił żartów na ten temat.”

A więc pisarz może spróbować obiecać, że nie będzie pisał. Zazwyczaj zresztą nie dotrzyma słowa. A bywa, nierzadko, że sama osoba opisana przez pisarza lub jej potomkowie będą, niekiedy od razu, niekiedy dopiero po czasie, wcale dumni z faktu, że tata lub dziadek pojawią się u Prusa czy Konwickiego. 214px-Stanisław_słonimski_(1853-1916)Nieoceniony Słonimski, z którego tu dziś czerpię pełnymi garściami, napisał w haśle BALIŃSKI IGNACY. “Ojciec Stanisława Balińskiego, znakomitego poety, b. prezes rady miejskiej Warszawy, we wspomnieniach ogłoszonych w Anglii pisze o moim ojcu: ‘Gdy ukazała się Lalka Prusa, w postaci doktora Szumana rozpoznano słynnego z dowcipu doktora Słonimskiego.’ Parę razy już o tym pisałem i mówiłem w radio. Jest to oczywisty dowód snobizmu. Przepraszam.”

Tata Słonimski to ten pan na zdjęciu powyżej.

Ale oczywiście bywa, że ludzie nie chcą być opisani. Nie chcą, by pisać o jakichś zdarzeniach, które ich dotyczą. O niemodnym płaszczu, który mieli na sobie pięć lat temu. O tym, że samochód był brudny, a mama miała oberwany obrąbek spódnicy.

Nie ma miejsca dla symbolu, nie ma miejsca dla metafory. Samochód był czysty, płaszcz szykowny, obrąbek starannie podszyty, a zdarzenie nie miało miejsca. Nie, bohater nie może się nazywać Zieliński, bo to zbyt przypomina moje nazwisko – Siankowski, albo, co gorsza, Ziółkowski. Nie może być kobietą, bo ja jestem kobietą. Nie może mieć piegów na nosie, bo ma je na czole moja córka. Nie może być gruby, ani chudy, młody ani stary, nie tyje, ale za to się myje, bo jeżeli nie myje się Gabriela Pigwa, to ktoś to skojarzy ze mną i pomyśli, że to ja, Rafał Kabaczek, się nie myję.

W humoresce Grodzieńskiej wskutek takich przepychanek z czytelnikami i, co gorsza, znajomymi, bohater jej kolejnej opowiastki nazywa się Kaczysław Mrrbrrkrrski i ma długi, cienki zielony nos.

Na reakcję czytelników nie trzeba długo czekać. Krytykują kompletny brak realizmu a właściwie wręcz głupotę pisarki.

PS. W okresie, gdy wszyscy wreszcie możemy się ze sobą komunikować prosto i przyjemnie, stężenie nieufności czytelnika do znajomego pisarza mogłoby lekko wyluzować. Barak Obama wie o nas wszystko, NSA, bezpieka, bank, sklep, lekarz i administrator naszych maili. A koleżanka pisarka napisała tylko trzy zdania ogólnej refleksji, nie napisała ani o kogo chodzi, ani kiedy to coś, co zostało opisane, się zdarzyło, ani gdzie. Ale cóż, może nie zauważylibyśmy nożyc, jednak, jak to mają w zwyczaju, odezwały się.

Poezja / Krzysztof Kamil Baczyński

Musiałam przygotowując wpis na dziś wybierać między Niemenem a Demarczyk. Niemen za tydzień, a dziś…

Ewa Demarczyk

Kilka dni temu obchodziła urodziny. Urodziła się 16 stycznia 1941 roku w Krakowie.

Na moście w Avignon
Koncert w Poznaniu – maj 1980 rok /nagranie wideo – TVP S.A.
Muzyka: Andrzej Zarycki

Autor: Krzysztof Kamil Baczyński

Ten wiersz jest żyłką słoneczną na ścianie
jak fotografia wszystkich wiosen.
Kantyczki deszczu wam przyniosę —
wyblakłe nutki w nieba dzwon
jak wody wiatrem oddychanie.
Tańczą panowie niewidzialni
na moście w Avinion.
Zielone, staroświeckie granie
jak anemiczne pączki ciszy.
Odetchnij drzewem, to usłyszysz
jak promień — naprężony ton,
jak na najcieńszej wiatru gamie
tańczą liściaste suknie panien
na moście w Avinion.
W drzewach, w zielonych okien ramie
przez widma miast — srebrzysty gotyk.
Wirują ptaki płowozłote
jak lutnie, co uciekły z rąk.
W lasach zielonych — białe łanie
uchodzą w coraz cichszy taniec.
Tańczą panowie, tańczą panie
na moście w Avinion.

Oczywiście wszyscy wiemy, że to nie jest prawdziwa piosenka o tym moście. Ale oczywiście nie wiemy tyle, co Wikipedia:

Sur le pont d’Avignon – francuska piosenka, której treść odnosi się do mostu w Awinionie (pont Saint-Bénézet). Most, dziś częściowo zburzony, wybudowany został w latach 1171-1185 na rzece Rodan. Według legendy budowniczym mostu był św. Bénézet.

lavendaavignon
Treść piosenki opowiada o ludziach tańczących na moście, choć w rzeczywistości prawdopodobnie tańczyli oni pod mostem (sous le pont), gdzie znajduje się wyspa będąca popularnym terenem rekreacyjnym.

W Polsce tytuł ten kojarzy się z wierszem Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, do którego muzykę napisał Andrzej Zarycki, a wykonywali Ewa Demarczyk, Budka Suflera, Janusz Radek oraz grupa Czerwony Tulipan.

Sur le pont d’Avignon,
On y danse, on y danse,
Sur le pont d’Avignon,
On y danse, tous en rond.

Les beaux messieurs font comme ça,
Et puis encore comme ça.Sur le pont d’Avignon,
On y danse, on y danse,
Sur le pont d’Avignon,
On y danse, tous en rond.

Les belles dames font comme ça,
Et puis encore comme ça.

Sur le pont d’Avignon,
On y danse, on y danse,
Sur le pont d’Avignon,
On y danse, tous en rond.

Les cordonniers font comme ça,
Et puis encore comme ça.

Sur le pont d’Avignon,
On y danse, on y danse,
Sur le pont d’Avignon,
On y danse, tous en rond.

***
Auf der Brück’ von Avignon
Tanzen Leute, tanzen Leute
Auf der Brück’ von Avignon
Da tanzen die Leut’ im Kreis

Die Damen machen so
Und dann machen sie so

Auf der Brück’ von Avignon
Tanzen Leute, tanzen Leute
Auf der Brück’ von Avignon
Da tanzen die Leut’ im Kreis

Die Herren machen so
Und dann machen sie so

Auf der Brück’ von Avignon
Tanzen Leute, tanzen Leute
Auf der Brück’ von Avignon
Da tanzen die Leut’ im Kreis

Die Gärtner machen so
Und dann machen sie so

Auf der Brück’ von Avignon
Tanzen Leute, tanzen Leute
Auf der Brück’ von Avignon
Da tanzen die Leut’ im Kreis

***

On the bridge of Avignon,
We all dance there, we all dance there.
On the bridge of Avignon,
We all dance there in a ring.

The handsome gentlemen do like this,
And then like that.

On the bridge of Avignon,
We all dance there, we all dance there.
On the bridge of Avignon,
We all dance there in a ring.

The beautiful ladies do like this,
And then like that.

On the bridge of Avignon,
We all dance there, we all dance there.
On the bridge of Avignon,
We all dance there in a ring.

The soldiers do like this,
And then like that.

On the bridge of Avignon,
We all dance there, we all dance there.
On the bridge of Avignon,
We all dance there in a ring.

The musicians do like this,
And then like that.

On the bridge of Avignon,
We all dance there, we all dance there.
On the bridge of Avignon,
We all dance there in a ring.

***
A na moście w Avignon
każdy tańczy, każdy tańczy.
A na moście w Avignon
Każdy tańczy tak jak my.

Prześliczne panie tańczą
w przepięknych sukniach tańczą

A na moście w Avignon
każdy tańczy, każdy tańczy.
A na moście w Avignon
Każdy tańczy tak jak my.

Piękni poeci  tańczą
piękni muzycy tańczą

A na moście w Avignon
każdy tańczy, każdy tańczy.
A na moście w Avignon
Każdy tańczy tak jak my.

Piękne pisarki  tańczą
piękne malarki tańczą

A na moście w Avignon
każdy tańczy, każdy tańczy.
A na moście w Avignon
Każdy tańczy tak jak my.

Piękne kawiarki tańczą
smutne hafciarki tańczą

A na moście w Avignon
każdy tańczy, każdy tańczy.
A na moście w Avignon
Każdy tańczy tak jak my.

Ewa Demarczyk tańczy
Slaska z trudem tłumaczy…

Tańczą panowie, tańczą panie
na moście w Avignon

Foto: Krzysztof Pukański, tłumaczenie piosenki francuskiej na polski z braku lepszych ofert w sieci – Ewa Maria Slaska

Zielony zeszyt i Mama

Ewa Maria Slaska o Irenie Kuran-Boguckiej

Zrezygnowałam z tytułu sobotnich wpisów “Stare papiery” – to są nadal stare papiery, ale jednak pojawiają się wspomnienia i bez papierów. Jak na przykład wspomnienia Kasi sprzed kilku dni, do których asumpt dały wcale nie stare papiery, lecz nowe rajstopy.

Wprowadzając regularny cykl wspomnień o Mamie wprowadziłam nie tylko mój świat i świat rodzinny w zawirowanie, ale spowodowałam zawirowania w świecie. Nagle wokół dawnych historii rodzinnych bardzo się dużo dzieje. Tak jakbym przywołując Mamę, poruszyła jakieś głębokie warstwy, z których wyłaniają się rodzinne elfy  ale i rodzinne strachy. Oczywiście, wywoływanie wspomnień to sprawa niebezpieczna. Moja facebookowa przyjaciółka, Maryna Over, napisała kilka dni temu:

Pal listy i fotografie. Drzyj notatki i zacieraj ślady. Inaczej pewnego poranka dopadną cię i wszystko zacznie się od początku. Nie ma rozdziałów, do których nie dałoby się czegoś dopisać. Nie ma zdjęć, które milczą i numerów telefonów, które zmieniają układ cyfr. Uczucia są jak podziemne źródła, a rany nie zabliźniają się. Uruchomisz efekt domina i mole przeszłości zjedzą ci kaszmirowy szal, w którym kryłaś się przed chłodem. Czas nie goi ran, to tylko wygodna iluzja. Dla rozdartych i samotnych.

Nie przechowuj pamiątek, bo z twojej szuflady / Wzbije się dym trujący dla twego oddechu. // (…) // Nie patrz w jeziora przeszłości: tafla ich rdzą powleczona / Inną ukaże twarz niż się spodziewałeś” (głos “Dziecięcia Europy” Czesława Miłosza).

Dziś z dawna obiecany zielony zeszyt. Pełen nieznanych mi już dziś tematów.

zielonyzeszytZielony zeszyt z notatkami.

Szukając Mamy, od czasu do czasu opuszczam karton po świeżych jajach i przeglądam półki z papierami. Zielony zeszyt z notatkami jest mój. Pisałam w nim w roku 2010, gdy z powodu trzech ciężkich operacji niemal bez przerwy przebywałam w szpitalach a potem w sanatorium. Nie pamiętałam wcale, że w tym zeszycie Mama jest wciąż obecna. Pojawia się w różnych miejscach i naprawdę muszę teraz wszystko przeczytać, żeby zobaczyć, że nagle, w ostatnim zdaniu jakiegoś tekstu znajdzie się i ona, choć cały tekst dotyczy czegoś zupełnie innego.

W notatkach jest właściwie wszędzie.

Zaczyna się od pojedynczych zdań, wszystkie zapisane w szpitalu. Te notatki są jak “Skarbczyk” Mamy – zapisy tego, o czym chciałabym napisać. Niektóre linijki są dziś dla mnie całkowitą tajemnicą.

krowa i tygrys
prosiłam i przyszło
Cez Noteboom

zielonyzeszyt-stronaNoteboom pojawi się też na następnej stronie. Marquez, Cortazar, Philip Roth. Przerwa. Grass, Kundera, Murakami, Noteboom.

Tu mogę się tylko domyślać, że prawdopodobnie chciałam przygotować cykl opowiadań (tego się nauczyłam od Mamy – trzeba pracować cyklami, dzięki temu nawet małe rzeczy znajdą swoje miejsce w narracji), których nadrzędnym hasłem byłoby nazwisko pisarza. Stworzyłam taką opowieść o Murakamim, a pewnie chciałam mieć ich siedem, może osiem albo dziewięć.

Ale nie wiem, jak do tych pisarzy (dlaczego to są sami mężczyźni?!) pasują te dwie kobiety?

Druga żona ojca pani z pokoju (to na pewno notatka szpitalna) – pani Arab wcale nie była Arabką, lecz Iranką, jej ojciec wziął sobie jako drugą żonę – drugą synchronicznie a nie chronologicznie – szkolną koleżankę córki. Dziś już nie tylko ojciec jest bardzo stary, ale i obie dziewczyny posunęły się znacznie w latach, bardzo się ze sobą przyjaźnią i opiekują sobą nawzajem.

Fauzia i gaje migdałowe. Opowieść o Fauzii jest konsekwencją słuchania historii pani Arab. Fauzia, Afganka, uciekinierka, była wiele lat temu moją koleżanką w pracy. Czasem, jak akurat nie miałyśmy nic do roboty, opowiadała mi o swoim życiu w Kabulu w czasach, zanim przyszli Rosjanie. Była jedną z czterech córek zamożnego człowieka, właściciela wspaniałych sadów i gajów migdałowych. Rodzina mieszkała zimą w dużym luksusowym domu w Kabulu, a na lato wyjeżdżała do pałacu w górach

Włamywacz – to historia którą zapisałam i opublikowałam zarówno na tym blogu jak w miesięczniku „Odra”. To przez niego byłam w szpitalu. Strasznie chorowałam, a wszystko wywołał stres, jeśli można nazwać stresem strach, który to zdarzenie wywołało. Ten człowiek przyszedł w nocy, obudził mnie i powiedział, że musi mnie zabić.

Operacja Hiszpania Holandia – bez przecinków. Tu znowu nie mam pojęcia, o co mi chodziło, oprócz może pewnej mini powieści Ceza Notebooma „Następna historia” – to taka inna, wcześniejsza chyba, wersja „Nocnego pociągu do Lizbony” –  wiem wiem, to inni autorzy, „Pociąg” został napisany przez Paula Merciera, ale mimo to jest to ta sama opowieść. Stary nauczyciel języków starożytnych z Amsterdamu we śnie przenosi się do Barcelony, gdzie jeszcze raz przeżywa miłość do dwóch kobiet: pięknej rudowłosej koleżanki-nauczycielki oraz swej najzdolniejszej uczennicy, która ma romans z mężem jego kochanki.

Günter Grass jest pojęciem nadrzędnym. Pod spodem są punkty, które zapewne łączy Gdańsk.

Gołąb w kościele
Mama tłumaczenia
Komputer Mamy
Menonici / Starowiercy
Dwie Ewy Slaskie
Dwie siostry księżniczki
Jacek i rewizja

Kilka z tych historii już zapisałam. Powstał wpis o dwóch siostrach, nazywa się, jakże oryginalnie, dwie siostry. Czteroletni Jacek pojawia się we wpisie „Bimber na kartki” – wpisu już nie ma, ale historia, jak mój ówczesny mąż pędził bimber i przyszła rewizja, została zapisana TU (trzeba wpisać w opcję szukania słowo “bimber”, a potem poczytać wcześniej i później).  O drugiej Ewie Slaskiej też już ostatnio napisałam we wpisie „Ewa Śląska jesienią”, choć pewnie należy się jej osobny wpis.

Menonici / Starowiercy? Grass pisał menonitach, ja o starowierach. Widziałam w tym kiedyś pewne nieoczekiwane zbieżności – dwie konserwatywne grupy, fanatycznie religijne. Menonici uciekinierzy z Holandii, Starowierzy z Rosji. Gdzieś na linii między Żuławami a Mazurami jest granica, której nie przekroczyli, a więc się nie spotkali. Jak granica między siedliskami buka i sosny.

Trzy pierwsze historie miały dotyczyć Mamy. Gołąb w kościele – wiem, oczywiście wiem, wydaje mi się, że już gdzieś o tym pisałam, o mszy żałobnej za Mamę – podczas podniesienia do kościoła wpadł gołąb i do końca mszy fruwał nad nami, bynajmniej nie spanikowany. Wszyscy byliśmy przekonani, że to dusza Mamy.

Tłumaczenia? Tu naprawdę nie wiem, o co mi chodziło.

Piszę ten tekst w pociągu ze Szczecina do Gdańska. Właśnie stoimy w Lęborku. Długo. Tu wysiadłam 15 lat temu z porannego pociągu z Berlina, wsiadłam do autobusu i pojechałam do Kartuz, dokąd odwieziono rodziców po wypadku. Ojciec wyszedł po kilku dniach. Mama po dziesięciu dniach umarła. A zapowiadało się, że idzie już ku lepszemu, ordynator szpitala odesłał mnie więc do Berlina. Był początek roku szkolnego, a ja pracowałam wówczas jako nauczycielka i właśnie zaczynałam pracę w nowej szkole. Przyjechałam na jeden dzień. Następnego dnia Mama umarła. Miałam pociąg o 6 rano. W nocy układałam nekrolog z wierszem Maschy Kaleko, którą Mama jako pierwsza w Polsce tłumaczyła. Koło północy na dole zaczęło krzyczeć wniebogłosy małe dziecko. Mamo! Mamo! Mieszkało na parterze, ja na trzecim piętrze. Rodzina się właśnie wprowadziła, wcale ich nie znaliśmy, ani rodziców, ani dziecka. Potem zresztą szybko się wyprowadzili. Być może z mojego powodu, bo to ja w nocy zareagowałam na krzyki chłopca. Najpierw zeszłam do niego na dół, usiadłam na progu przed zamkniętymi drzwiami i próbowałam go uspokoić. Podziękowałam mu za to, że wołał Mamę, bo to ja powinnam krzyczeć na cały świat “Mamo, Mamo”. Potem opowiadałam mu bajki. Gdy jednak po godzinie słuchania chłopczyk znowu zaczął krzyczeć Mamo! zadzwoniłam po policję. Przyjechali dokładnie w tym samym momencie, kiedy wrócili też rodzice. Policja nie miała powodu, żeby ze mną rozmawiać, rodzice na mnie nawrzeszczeli. Nigdy tego dziecka nie zobaczyłam.

Wracam do notatek z zielonego zeszytu. Tłumaczenia Mamy. Tłumaczyła kilka wierszy Grassa, czy to miałam na myśli?

W notatkach tego nie ma, aż dziwne, ale pisałam już też o śmierci mamy w kontekście Stefana, którego 15 lat wcześniej spotkałam po raz pierwszy i wtedy go nazwałam Thanatos. Pojawił się u mnie w Berlinie jak grom z jasnego nieba zaraz po śmierci swojej Matki, Giny, tłumaczki Achmatowej, odszedł wkrótce potem, gdy symbolicznie odprowadził na śmierć moją Mamę.

No i ostatnia notatka pod nazwiskiem Grassa – komputer Mamy. No tak. Zatrzasnął się na zawsze po jej śmierci i nigdy nic nie udało się z niego odzyskać, mimo że zatrudniliśmy specjalistów. Dlatego dziś możemy się posłużyć tylko papierami.

niebieskizeszytCiekawe, że w papierach Mamy pojawi się ciemnoniebieski zeszyt, niemal “brat” mojego zielonego. To była pierwsza Mamy książka z tłumaczeniami Lorki. Rękodzieło.

Gdy przyjrzeć się uważniej tej okładce, to widać, że to nie zeszyt, lecz oprawiony przez introligatora maszynopis.

niebieskizeszyt-strona1
niebieskizeszyt-strona2

Za tydzień – teczki i kolejne zeszyty

Ciepłe majtki w kwiatki

Dziś wpis mojej siostry, ale najpierw pewna uszczypliwość ode mnie. Otóż aby zilustrować to, o czym pisze Kasia, zapragnęłam znaleźć obrazek z bardzo specjalnymi ciepłymi majtkami w kwiatki. Wpisałam takie hasło w polskiego google’a i oto co mi się pokazało:

cieple-majtki-kwiatki-polRównież przy (sc)rolowaniu w dół odpowiednich majtek nie znalazłam. Przetłumaczyłam więc polskie hasło na niemiecki (warme Unterwäsche Blumenmuster) i otrzymałam TO!

cieple-majtki-kwiatki-niemPatrzyłam i patrzyłam, oczom nie wierząc. To jest społeczeństwo, w którym żyję od ćwierć wieku! O mamo!

rajstopyOK, obejdziemy się bez obrazka majtek. Musi Wam wystarczyć wyobraźni.

Katarzyna Krenz o Irenie Kuran-Boguckiej

Dla wyjaśnienia – dostałam od mojej siostry na gwiazdkę czarne rajstopy w małe czerwone różyczki. Piękne. A tuż przed gwiazdką kupiłam sama sobie granatową sukienkę Vintage w malutkie czerwone kwiatuszki. Oba elementy konfekcyjne odtworzyły nagle i niespodziewanie gdańskie lata 60. Wczoraj Esden-Tempski i Anka Gwiazda zabrali mnie do Polski lat 80, dziś moja siostra wysłała mnie w lata 60.

Cieszę się, że ci się podobają, wiem, że lubisz ładne rajstopy,
🙂
Poza tym nie wiem, czy wiesz, dlaczego kupuję te rajstopy tak namiętnie, bo nie wiem, czy pamiętasz, że dostałyśmy kiedyś takie “ciepłe majtki” od Mamy. Przywiozła je nam z Włoch, gdzie była na stypendium. Pamiętasz? Spędziła tam 3 miesiące. Jeździła, zwiedzała, a pieniądze, jakie dostała z ministerstwa Kultury i Sztuki, podzieliła na “bieżące” i “na zaś” czyli na prezenty. Bieżące szły na jedną puszkę sardynek i tabliczkę czekolady – to była jej codzienna porcja, do końca życia szprotki ją wzruszały, bo przypominały jej słońce na ulicach Florencji i Neapolu. Jadła te puszki na ulicy? w parku? w tanim hosteliku? (bo przecież nie w porządnym hotelu, na co stypendium ministerialne zapewne nie pozwalało). A więc szprotki, a do tego jedna kostka czekolady, kupowała najtańszą, kulinarną, w grubych tabliczkach o dużych kostkach, pamiętam, że przywiozła jedną – może ostatnią z tych swoich dziennych porcji? I przywiozła nam  prezenty: ciepłe majtki. To była zmora naszej młodości, konieczny dodatek do cienkich nylonowych pończoch z pasem i klamerkami, z kawałkami gołego uda wystawionego na podmuchy zimowego wiatru. A tu nagle takie majtki: eleganckie, wyjątkowe i wyjątkowo piękne. Ty dostałaś czarne w niebieskie kwiateczki, a ja właśnie takie, jak te pończochy, na czarnym tle kolorowe! Nosiłyśmy je tak, żeby brzeżek wystawał spod krótkiej spódniczki, żeby je pokazać! Poza tym Mama przywiozła nam kostiumy kąpielowe – elastyczne, do ciała, mój był w niebieskie kwiaty, nosiłam go latami, przez studia, do czasu, gdy wyszłam za mąż. Mam go jeszcze dziś! Dostałyśmy też bluzki – moja była w białe, kremowe i błękitne paski, dzianina była prążkowana. Zagraniczna! Jak z filmu! Sandałki? Czy przywiozła nam też sandałki?

Bluzki nie pamiętam, sandałków na pewno nie było, kostiumy – tak, oczywiście pamiętam, ale przede wszystkim hitem prezentowym były te majtki! Te majtki!
Dziękuję mojej siostrze za ten wpis!

Stanisław czyli tam i z powrotem

Był / jest z Gdańska. Znałam go wiele lat temu i była to znajomość nowojorska (jeśli na przyjęciu porozmawiałeś z kimś dłużej niż minutę, to jest on twoim znajomym). Byłam bardzo dumna z tej znajomości, bo fajnie było znać autora skandalicznego tomu wierszy. Chodzi mi o debiutancki tom, zatytułowany “Wytrwale rozwijam swe złe skłonności” (Wydawnictwo Morskie, 1978). Wiele lat później przeczytałam jego powieść “Łowcy orchidei” o wyjeździe “tam” czyli do USA. Na owe czasy była rzadkim w Polsce zjawiskiem literackim, bo jej bohaterami byli dwaj homoseksualiści, czy raczej – chyba – biseksualiści. W każdym razie wątek homoseksualny był w niej bardzo wyraźnie zarysowany. Potem autor zniknął mi z oczu i pamięci, aż objawił się z powrotem tym oto zdjęciem na Facebooku:

pustynna-mleczarniaPod zdjęciem znalazł się taki oto wpis:

PUSTYNNA MLECZARNIA for sale
Ten opuszczony budynek znalazłem włócząc się po pustynii Mohave. Kiedy wyjeżdżałem do Polski Tymoteusz Karpowicz zapytał mnie – „Na czym opieram decyzję wyjazdu do Kraju?” i zostawiam majątek, który przez lata pobytu w Chicago zgromadziłem, amerykańską żonę, przyjaciół. W jego oczach ujrzałem strach przed tą decyzją, bo zagrażała jego pewności, że dobrze robi, mieszkając tyle lat poza krajem i sprzedając swój talent i Misję za dolary, zarabiane wykładami na amerykańskim Unwersytecie. − Ja po prostu, odrzekłem, wracam do domu… bo umieram z tęsknoty. Każdego dnia cieszę się chodząc ulicach rodzinnego Miasta (…) coraz głębiej wbija mi się nóż Codzienności. Muszę, jak wszyscy, płacić srogo za swoją romantyczną decyzję. Tymek umarł w Chicago i to była ta odpowiedź jego serca. A ja, cóż, płacę podatki za deszcz i śmieci, nienapisane książki, o których długo w noc dyskutowaliśmy z mym przyjacielem, Gigantem polskiej poezji. Kto powiedział, że życie artysty jest łatwe? Pani Katarzyna Krzan, Szefowa e-bookowa wydała właśnie ŁOWCĘ ORCHIDEI i, tak jak przedtem, UCIECZKĘ DO POLSKI, a w przygotowaniu jest KUNDEL, a wszystko to w TRYLOGII HETEROSEKSUALNEJ Ciągle rozmawiam w myślach z Tymkiem. Do zobaczenia Przyjacielu. Jeszcze muszę odbębnić moje DRUGIE ŻYCIE, ale w końcu się zobaczymy, mam nadzieję, że nie będzie to Piekło.

ucieczka-do-polskiZnawcy Gdańska i polskiej literatury współczesnej już wiedzą, o kim tu piszę. Stanisław Esden-Tempski. Twierdzi, że polski światek znienawidził go za tę nową powieść czyli “Ucieczkę do Polski”. Bohater wyjechał “tam”, teraz wraca “z powrotem”. Weszłam na stronę e-bookowa. Znalazłam fragment “Ucieczki” do poczytania za darmo i kupiłam ją sobie za złotych polskich 12. Warto! Zanim jednak przejdę do samej książki, poproszę, byśmy spojrzeli na okładkę. Bo to dowód na to, że świat jest mały. Okładkę zaprojektowała Anna Gwiazda, kolejna moja nowojorska znajoma, siostra słynnego Andrzeja Gwiazdy, wspaniała graficzka. Anna, Andrzej i Stanisław wspólnymi siłami skonstruowali dla mnie maszynę czasu i przenieśli mnie do Gdańska młodości (mojej) i wolności (naszej).

Do Stanów przypłynąłem pontonem. Na ten wspaniały ponton musiałem najpierw zarobić. Pierwszy miesiąc pobytu w tym pięknym kraju spędziłem na zbieraniu glist i innego robactwa na polach dla firmy zajmującej się zaopatrzeniem wędkarzy w żywą przynętę. Musiałem gonić je na kolanach, w świetle księżyca, jak jakiś glizdojad, a one zawsze umiały skryć się przede mną pod ziemią. Nigdy nie myślałem, że dżdżownice mogą tak szybko uciekać przed człowiekiem! Na przestrzeni kilku metrów urządzały sobie tor wyścigowy. Te robaki miały mi podsunąć pod stopy latający dywan, bym mógł dotrzeć do Chicago. Musiałem zebrać dwa tysiące kanadyjskich dolarów, by przeszmuglować się przez granicę którymś z polskich traków. Wreszcie robaki śniły mi się po nocach. Po zebraniu dwudziestu skrzynek dżdżownic i innego świństwa, wychodzącego o zmroku z ziemi, miałem dokładnie tyle, by kupić sobie ponton. Wyobrażałem sobie tę chwilę, jak start w nowe, wolne życie. Wyzwolenie, które glisty powitają chóralnym wrzaskiem, płosząc krety i pieski stepowe.

esden-recenzja
Ciekawe, że w recenzji, która krytykuje ilość błędów w e-booku, też są błędy. “Na rzeczywistość spoglądamy oczami Sławka Balda, czterdziestoparolatka, który właśnie wrócił do Polski po kilkunastu lat spędzonych na nielegalnej emigracji w USA.”

Ale jeszcze ciekawsze jest to, że najwyraźniej powrót do kraju (Kraju?) z amerykańskiej wylęgarni mitów o powodzeniu, budzi niezwykłe, negatywne emocje. Mieszkam od lat w Berlinie – w tym czasie dziesiątki moich znajomych powróciło z Niemiec do Polski i nie wydaje mi się, by te powroty spotkały się z jakąkolwiek krytyką.

Może rzeczywiście problemem jest mit, polski mit o ZAGRANICY. My, ci z Niemiec, nie mamy za sobą żadnych mitów, a jeżeli, to same negatywne. Gdy wyjeżdżaliśmy – byliśmy zdrajcami i sprzedaliśmy się za niemieckie pieniądze. Jak porzucamy mit negatywny i wracamy, to być może podświadomie widzi się w nas powracających do domu braci marnotrawnych. Natomiast ci, którzy jadą TAM, za Ocean, to zupełnie inna sprawa. Przy wyjeździe otacza ich podziw i zazdrość, a gdy wracają – pogarda, bo nośnik mitu zakłada, że potwornie się nam tam nie udało. Myślę, że tak może być. Ale może Stanisław, który odbył mityczną drogę tam i z powrotem, coś nam tu dopowie.

Koty once mehr

Kilka dni temu chciałam napisać o kotach, a i tak mi wyszło o kotach i rodzinie. Ciekawe, co dziś wyjdzie? W planie obrazy nowoczesne, które znalazły i opublikowały na Facebooku Maryna Over i Teresa Bogucka.

Dopisane i dodane kilkanaście godzin później. Do facebookowych inspiratorek dołączyła Graża Grużewska.

Henri Matissematisse-dziewczynazczarnymkotem (1869-1954)

Dziewczyna z czarnym kotem / Mädchen mit schwarzer Katze / Girl with a black cat / Marguerite avec un chat noir

1910







ernst-ludwig-kirchner-die-artistin-die-bruckeErnst Ludwig Kirchner (1880-1938) – deutscher Maler und Grafiker, Gründungsmitglied der Künstlergruppe Brücke / niemiecki malarz i grafik, jeden z założycieli grupy Brücke / German painter, one of founder of an artist group Brücke

Artistin Marcella / Dziewczyna z cyrku /Circus girl

1910




teresa marzy - z kotem - Balthus1938 - MOMA

Balthus (Balthasar Kłossowski de Rola 1908-2011) 1938
MOMA
Thérèse dreaming

ein polnisch-deutsch-französischer Maler / malarz polsko-francusko-niemiecki / a Polish-German-French painter

Dreaming

nowoczesneJA


Ten autoportret został namalowany w roku 1933  przez Kate Diehn-Bitt, niemiecką malarkę, urodzoną w roku 1900 w Berlinie (zmarła w roku 1978).

Selbstporträt 1933

Self-portrait


Mary Beth MackenzieMary Beth McKenzie

Amarican painter born 1946

Balysh Nastulya (Балыш Анастасия Ивановна) z Mińska / aus Minsk Belaruss / from Minsk White Russland – modern painter

Balysh Nastulya -z kotem

Siergiej Rimashewskij / Rymaszewski (Сергей Pимашевскй)

sergiej-rimashewskij

PS. I do not know anything about last two painters. Balysh Nastulya is a young woman, Siergiej Rimashewskij must be a man, but where is he from or how old?
I did not find anything about him in internet.

Co się zdarzyło w Kambodży?

Clean Clothes Campaign potępia przemoc wobec pracowników branży odzieżowej w Kambodży

Clean Clothes Campaign oraz inne organizacje walczące o ochronę praw pracowniczych a także związki zawodowe na całym świecie wyrażają swoje oburzenie w związku z brutalnymi aktami przemocy i represją w Kambodży w odpowiedzi na demonstracje pracowników branży odzieżowej i obuwniczej, którzy domagają się podniesienia płacy minimalnej.

Clean Clothes Campaign, International Labor Rights Forum, Worker Rights Consortium, Maquila Solidarity Network, United Students Against Sweatshops, International Union League for Brand Responsibility, Workers United, SEIU, Framtiden i våre hender, oraz CNV Internationaal wzywają globalne marki odzieżowe do podjęcia natychmiastowych działań oraz do podjęcia rozmów z rządem w Kambodży, żądając:

  • Natychmiastowego zakończenia wszelkich aktów przemocy i zastraszania wobec pracowników i ich przedstawicieli;
  • Uwolnienia wszystkich osób aresztowanych za udział w walkach*;
  • Poszanowania prawa do wolności zgromadzeń oraz prawa pracowników do strajku;
  • Powstrzymania się od postawienia zarzutów pracownikom i przywódcom związków zawodowych, którzy uczestniczyli w strajku;
  • Wznowienia pokojowych negocjacji dotyczących płacy minimalnej; oraz
  • Zapewnienia, że wszystkie osoby odpowiedzialne za przemoc wobec strajkujących zostaną pociągnięte do odpowiedzialności.

Akty przemocy wobec pracowników branży odzieżowej rozpoczęły się po tym, jak 24 grudnia 2013 r. związki zawodowe w Kambodży wezwały do ogólnokrajowego strajku.  Pracownicy domagali się podniesienia minimalnej płacy miesięcznej do wysokości 160 USD.  W odpowiedzi na kontynuację protestów, w dniach 2 i 3 stycznia policja i wojsko użyły siły, zabijając co najmniej 4 osoby i raniąc niemal 40.

7 stycznia br. siedem marek wystosowało otwarty list do rządu w Kambodży, w którym wyraziły swoje zaniepokojenie w związku z ostatnimi aktami przemocy.  To godne pochwały, że te marki są gotowe wyrazić swoje poparcie dla sprawy i bulwersujące, że tak wiele innych marek pozostaje biernych w obliczu tak rażącego pogwałcenia praw człowieka w ich sektorze. Ponieważ u podstaw demonstracji leżą głodowe płace, globalne marki odzieżowe muszą także uznać rolę, jaką pełnią w tej sprawie i podjąć natychmiastowe działania, obejmujące:
* Publiczne oświadczenie, że wszelkie przyszłe zamówienia dotyczące odzieży i obuwia w Kambodży będą uzależnione od:
natychmiastowego zaprzestania aktów przemocy wobec pracowników;
uwolnienia wszystkich osób zatrzymanych podczas protestów płacowych i wycofania wszelkich oskarżeń
przywrócenia przez rząd prawa do strajków i zgromadzeń
* Płacenie godnych cen fabrykom, wystarczających do tego, by pracodawcy mogli wypłacać godne pensje;
* wspieranie żądań pracowników o znaczną podwyżkę płacy minimalnej (do 160 USD); oraz
* Zobowiązanie się do utrzymania wolumenu zakupów z Kambodży, jeśli płace wzrosną.

„Chociaż koncentrujemy się przede wszystkim na bezpieczeństwie i dobrostanie zatrzymanych pracowników, wzywamy także marki do tego, by uwzględniły długofalowe konsekwencje swoich praktyk zakupowych.” powiedział Jeroen Merk z Clean Clothes Campaign. „Dopóki marki nie uświadomią sobie, że te praktyki przyczyniają się do głodowych pensji wypłacanych pracownikom w Kambodży, a te z kolei do demonstracji, których właśnie jesteśmy świadkami, żadna marka, która pozyskuje produkty z Kambodży, nie może twierdzić, że działa w sposób sprawiedliwy czy przyzwoity.”

Branża odzieżowa w Kambodży, w której zatrudnionych jest ponad 500.000 osób, stanowi około 95% eksportu tego kraju i jest warta 3,38 miliardów euro rocznie.  Minimalna płaca jest daleka od godnej płacy, a pensje głodowe otrzymywane przez pracowników przyczyniają się do szokujących poziomów niedożywienia głównie wśród młodych kobiet pracujących w tej branży.

„Ostatnie przerażające wydarzenia pokazują, dlaczego władze nie mogą już pozwolić sobie na ignorowanie aktualnych problemów społecznych oraz złych warunków życia pracowników w Kambodży,” powiedział Tola Meoun, przewodniczący programów pracowniczych dla ośrodka kształcenia prawnego sektora NGO w Kambodży (Labor Programmes for the Cambodian NGO Community Legal Education Centre).

W piątek, 10 stycznia, w ambasadach i innych miejscach na całym świecie odbywają się akcje prowadzone w akcie solidarności z pracownikami z Kambodży.  W ramach tego dnia wsparcia uczestnicy kampanii będą wzywać rząd w Kambodży do uwolnienia osób zatrzymanych podczas protestów oraz do przywrócenia negocjacji w sprawie płacy minimalnej.
___
* Co najmniej 23 osoby zostały zatrzymane.  Do dnia 8 stycznia ich miejsce pobytu było nieznane.  Wczoraj otrzymano potwierdzenie, że są oni przetrzymywani w więzieniu CC3. Jest to odizolowany zakład kary mieszczący się w odległości dwóch godzin od miasta Kampong Cham na północny wschód od stolicy, Phnom Penh.  Więcej informacji można znaleźć na stronie: http://www.licadho-cambodia.org/

Materiały źródłowe:

Systematycznie uaktualniane informacje na temat wydarzeń w Kambodży można znaleźć pod następującymi adresami:

LICADHO – Cambodian League for the Promotion and Defense of Human Rights – http://www.licadho-cambodia.org

CLEC – Community Legal Education Center – http://www.clec.org.kh/

Informacje na temat wydarzeń z dnia wsparcia 10 stycznia dostępne pod adresem: https://www.facebook.com/events/712507662107438/permalink/713185108706360/

U nas na blogu już kilkakrotnie wspierałam akcje polskiej Zielonej Sieci i polskiego odziału kampanii Clean Clothes. Namawiałam też (i nadal oczywiście namawiam) do świadomego kupowania odzieży.

https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/15/polska-zielona-siec/
https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/05/29/cropp/
https://ewamaria2013texts.wordpress.com/2013/09/25/apel-clean-clothes-polska/

Poesia – Poesie – Поезія / Bella Ciao

Goran Bregović śpiewa Bella Ciao upominając się o prawa Cyganów (i niech mnie arcybiskup Michalik wyklnie za używanie słowa Cygan!). Artysta w informacji napisał, że to jego słowa i jego muzyka.

Bardzo lubię Bregovića i jestem bardzo “za” w kwestii cygańskiej, ale Bella Ciao to stara włoska piosenka, śpiewana już w latach 20 przez robotnice, zbierające owoce, które skarżą się na szefa i okropne warunki pracy.

W czasie wojny śpiewali ją partyzanci i oryginalny tekst z tego czasu, już przerobiony na pieśń bojową, brzmi tak:

Una mattina mi sono svegliato,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
Una mattina mi sono svegliato,
e ho trovato l’invasor.O partigiano, portami via,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
O partigiano, portami via,
ché mi sento di morir.E se io muoio da partigiano,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
E se io muoio da partigiano,
tu mi devi seppellir.E seppellire lassù in montagna,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
E seppellire lassù in montagna,
sotto l’ombra di un bel fior.Tutte le genti che passeranno,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
Tutte le genti che passeranno,
Mi diranno «Che bel fior!»
«È questo il fiore del partigiano»,
o bella, ciao! bella, ciao! bella, ciao, ciao, ciao!
«È questo il fiore del partigiano, morto per la libertà!»
 Eines Morgens bin ich erwacht
(An diesem Morgen bin ich aufgestanden)
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Eines Morgens bin ich erwacht
Und fand den Eindringling vor.Oh Partisan, bring mich fort
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Oh Partisan, bring mich fort
Denn ich fürchte bald zu sterbenUnd falls ich als Partisan sterbe
(Und falls ich in den Bergen sterbe)
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Und falls ich als Partisan sterbe
(Und falls ich in den Bergen sterbe)
Dann musst du mich begrabenBegrabe mich dort oben auf dem Berge
(Und du musst mich begraben)
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Begrabe mich dort oben auf dem Berge
(Und du musst mich begraben)
Unter dem Schatten einer schönen BlumeUnd die Leute die daran vorbeigehen
(Und alle jene die daran vorbeigehen)
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Und die Leute die daran vorbeigehen
(Und alle jene die daran vorbeigehen)
Werden mir sagen: „Welch schöne Blume!“
(Und sie werden sagen: „Welch schöne Blume!“)Dies ist die Blume des Partisanen
(Und dies ist die Blume des Partisanen)
Oh Schöne Ade, Schöne Ade, Schöne Ade! Ade! Ade!
Dies ist die Blume des Partisanen
(Und dies ist die Blume des Partisanen)
Der für die Freiheit starb

Ciekawe, że tekst niemiecki jest prawie dwa razy dłuższy niż włoski. Z dzieciństwa pamiętam, że śpiewaliśmy tę piosenkę na koloniach letnich jako bardzo niewinną historyjkę zbieraniu kwiatów dla mamy. Potem, w miarę jak dorastaliśmy, okazywało się, że jednak “dam ojczyźnie ogromny bukiet, a z nim serce moje dam”.  Refren brzmiał “Bella Ciau” a właściwie nawet “Bella ciał”.

Polska Wikipedia podaje oficjalne tłumaczenie wersji oryginalnej, ale nie potrafię się z nim utożsamić. Dla mnie to jednak piosenka o tym, że poszedłem w góry o świcie i nazbierałem bukiet kwiatów. Ale proszę bardzo, jak ktoś chce, to tłumaczenie jest TU.

Z biegiem czasu ta włoska piosenka ludowa stała się jedną z najsłynniejszych bojowych pieśni antyfaszystowskich, aby jeszcze po kilkudziesięciu latach stać się po prostu wyrazem protestu –  tu Bella Ciao w dziewięciu językach. W tym po chińsku, arabsku i turecku.

A na zakończenie tekst przerobiony na ukraiński i opublikowany na you tubie w grudniu 2013 roku:

Всі кажемо Віті ЧАО (Wszyscy mówimy odejdź Witia)

Прощай, гаранте, Не повертайся!
А Вітя чао, Вітя чао, Вітя чао-чао-чао!
І Межигір’я, і Сухолуччя
Музеєм стане завтра все.

Жорстокий беркут, Суди продажні…
А Вітя чао, Вітя чао, Вітя чао-чао-чао!
Ні прокурори, ні Вовка Путін,
Не захистять вони тебе!

Вставай Країно! Прокиньтесь люди!
А Вітя чао, Вітя чао, Вітя чао-чао-чао!
Всім на Майдани виходить треба
Проти свавілля влади стать.

Нам буде важко, Ми всі це знаєм.
А батя чао, батя чао, Батя чао-чао-чао!
Та за свободу рідного краю
Боротись будем до кінця!

***

A tu wersja z Omanu, którą wstawiłam do tego wpisu 27 października 2022 roku, czyli prawie 10 lat później.

https://www.facebook.com/664672729/videos/10156758445437730/

Stare papiery 9 i koty

kotygraja-mysldniaEwa Maria Slaska o kotach, ale również o rodzicach

Ten anonimowy obraz flamandzki z roku 1600 “Koty grają i śpiewają” zobaczyłam na Facebooku dzięki zainteresowaniom Teresy Boguckiej. Każdy czytelnik tego bloga wie już, że jestem córką Ireny Kuran-Boguckiej i Dariusza Boguckiego. Jestem z domu Bogucka i Teresa Bogucka musiała siłą rzeczy zostać moją facebookową przyjaciółką, zwłaszcza, że zachwycają mnie zdjęcia, którymi się z nami tam dzieli – sztuka od średniowiecza do baroku i zdjęcia przyrody, zwłaszcza nadzwyczajnych ptaków. I kotów.

Koty były w domu zawsze. W swej autobiograficznej książce “Śladami życia” mój Ojciec poświęcił cały rozdział… A zresztą:

PSY, KOTY, KONIE I MOTORY

Kronika mojego życia byłaby niepełna, gdybym pominął innych niż ludzie współtowarzyszy, którzy w moim życiu odegrali niebagatelną rolę. (…)
Koty zaczęły się u nas pojawiać dopiero podczas wojny, w Pruszkowie. Ale odkąd w Gdańsku zamieszkaliśmy na Grunwaldzkiej, zawsze był w domu co najmniej jeden kot. Bywały różne, białe i łaciate, pręgowane i czarne, podwórzowe i kanapowe. Merdek, na przykład, był takim sobie zwyczajnym środkowo-europejskim zawadiackim dachowcem, ale już Baghera była piękną czarną syjamką z klasycznie załamanym koniuszkiem ogona. Z kolei jej syn, srebrnoszary Kitwas, skrzyżowany z kocurem rasy angora, był wielki i wyjątkowo okazały. I tak jak różniły się między sobą, tak różnie układały się nam nasze stosunki, od ledwie tolerancyjnych do opartych na pełnej zażyłości. Przy czym różne bywało rozłożenie akcentów, jeśli chodzi o te nici porozumienia. Niektóre koty darzyły większą sympatią mnie, inne uznawały tylko Irenę, a Kitwas zdecydowanie wybrał Kasię. Zwyczaje, podobnie jak wygląd, każdy miał inne. Wszystkie, niezależnie od rasy, sypiały, gdzie chciały, i łaziły też wszędzie, jak twierdzili złośliwcy, przede wszystkim nam po głowach. Ostatnia gdańska kotka wprosiła się do nas sama. Była chowu podwórzowego, na utrzymaniu sąsiada, który wyprowadzając się, pozostawił ją własnemu losowi. Kiedy pojęła, że została opuszczona, podeszła na ulicy do Ireny i miaucząc, dosłownie poprosiła o ratunek. I choć przedtem żyła praktycznie na podwórzu, od nas z domu nie wyszła ani razu, a żeby nie było w tym względzie wątpliwości, nigdy nawet nie podeszła do drzwi wejściowych.

rodzice-kotRodzice i Kitwas.

przebierancyNa zdjęciu obok rodzice z przyjaciółmi  wychodzą na bal przebierańców, a może zresztą ten bal, czy jakby to powiedziano za moich młodych lat – prywatka, co dziś się ponoć zwie domówka, był u nas w domu. Na pierwszym planie rodzice – Tata jako Kot Makawity z wiersza Eliota (ale na miejscu zbrodni nie ma Makawitego), Mama jako synkretyczna hiszpańska piękność. W ich kostiumach czuje się twórczą rękę artysty (Mama nie mówiła o sobie, że jest artystką, zawsze była artystą). Ta ręka zgoła nie metaforyczna pojawia się zresztą na sukni Mamy. Na drugim planie Jaś Korsak i Andrzej Lehman jako marynarze i korsarze. Streszczenie całego naszego świata. My dwie z siostrą (na pewno) zazdrośnie podglądamy przez uchylone drzwi.

Ile to lat tak było…

Madonna mit Kind und KatzeSzkic po lewej: Leonardo da Vinci, Madonna z kotem
Ciekawe, że jak człowieka jakiś temat trzyma w garści, to nie może się od niego oderwać. To nie miał być wpis o rodzicach, ale o kotach. Dzięki dwóm moim facebookowym przyjaciółkom, Teresie Boguckiej i Marynie Over – o kotach w sztuce. Gdy zbierałam materiały, pojawiła się jeszcze jedna – Barbara Wells Sarudy. Nie znam jej w ogóle, nawet facebookowo jej nie znam, ale okazuje się, że już się zetknęłam z jej blogiem o sztuce, kwiatach i emancypowanych kobietach. Dwa lata temu moja siostra podsunęła mi jej stronę It is about a time. Searching centuries of Art, Nature, & Everyday Life for Unique Perspectives, Uncommon Grace, & Unexpected Insights. Chodziło nam wtedy o wpis o piciu herbaty w sztuce, w sam raz na długie zimowe wieczory.

A teraz barokowe koty Barbary, Maryny i Teresy.

Frans Snyders (1579-1657) Martwa natura z langustą, drobiem i owocami

1h 2StillLife  Frans Snyders (Dutch artist, 1579-1657) Still Life with Lobster, Poultry, & FruitAdriaen van Utrecht (1599-1652) Martwa natura z psem i kotem

Adriaen van Utrecht (Flemish Baroque Era Painter, 1599-1652) Still Life with Dog and CatGiuseppe Recco (1634-1695) Kot kradnący rybę

1 Giuseppe Recco (Italian, Neapolitan, 1634–1695) Cat Stealing FishNieznany malarz holenderski (1625-1650) Koci posiłek

Unknown Dutch artist, The Cat's Meal. 1625-50Z kręgu Rembrandta, Mężczyzna głaszczący kota

rembrandt-nasladowca-mezczyzna-glaszczacy-kota-XVIIw

W przyszłym tygodniu zapowiedziany na dziś mój zielony zeszyt