Don Kichot po polsku

Antoni Słonimski
Credo

Łotrem jest, kto w młodości znosi kompromisy,
Kogo nęci brzuch pełny lub wypchana kiesa…
Łotrem jest, kto nie marzy, jak ten z Cervantesa,
Aby słońca dosięgnąć złotym ostrzem spisy.
Godzien wzgardy, kto jeno pełnej szuka misy
I kto iskier mieczami śmiałości nie krzesa,
Kogo wstrzyma w zapędzie ostrożności kresa,
Kto nie lata jak orły – lecz stąpa jak lisy.
Młodość winna być nagła i ostra jak klinga.
Fale życia pruć chyżo jak łódka wikinga,
Śmiałym okiem w najdziksze przenikać ostępy,
Nim przezornej starości wiek nadejdzie tępy,
Zanim los, orle skrzydła łamiący na strzępy,
Nie zmieni piór skrzydlatych na pióra flaminga.

Krzysztof Kamil Baczyński
Don Kichot

Z którego dziejow czytać się uczyłem,
rycerzu, piosnkę zasłysz i tobie.
C. K. Norwid

Południe kiedy wróble kąpią się w piachu
w traktach wybuchających pyłem przechodzi rycerz
dym jałowców strzela zapachem z dachów
lisy patrzą spod rzęs wyblakłych ludzie chytrze
zbierają skwar ciężki do sakiew oczu
koń drewniany wydyma kurz jak żagle
krokiem każdym odrzuca ziemię tocząc
kule piachu w obłoki wybija nagle
taktem kroku spada znużenie w oczy
twarz czernieje wichrem cieniem oczy gasną
obojętność bije w pancerz szkłem stłuczonych spojrzeń
oczy wystrzały nieba z rozmarynów dojrzę –
oczy wystrzały nieba chodzą powoli wśród marzeń
jedzie rycerz w rozpęk różowy jabłoni
miasta puste duszne od róż pogasłych
jedzie rycerz okna śpiewają koniem
dudnią ulice ogłuchłe ślepe miasta
uciekają jaszczurki łożyskiem rzek suchych
odpadają od stóp krokami kamienie miast
jedzie rycerz o sercu wielkim i głuchym
pancerz odbija co noc rytmiczne salwy gwiazd
jedzie rycerz w obłęd szerokich obłoków
w wytrysk winnic słońce zasiane winem
w noc urojeń dzwonów błyszczące toki
w księżyc pusty zagląda w okna nieznanych dulcynei

17.VII.1939

Bolesław Leśmian

W jednym z pozagrobowych parków, uroczyście
Zamiecionym skrzydłami bezsennych aniołów,
W cieniu drzew, co po ziemskich dziedziczą swe liście
Pożółkłe i zbyteczne – z dusza, niby ołów,
Ciężką, chociaż pozbytą życia nędz i lichot,
Na ławie marmurowej wysmukły Don Kichot
Siedzi, dumając nad tym, że dumać nie warto,
I pośmiertnym spojrzeniem, co nie sięga dalej,
Niźli dłoń rozmodlona, obrzuca głąb alej,
Gdzie ślad życia na piasku starannie zatarto.

Bóg darmo dłoń ku niemu wyciąga z pobliża,
Ażeby go powołać na wspólne biesiady
We mgle, którą anioły, czyniąc znaki krzyża,
Rozpraszają dla gościa. gość niezłomnie blady
Usuwa się i stroni i w pozgonnej ciszy
Udaje, że nie widzi nic i nic nie słyszy.

Niegdyś skrzydła wiatraków, sen posłuszny wiośnie,
Złocił mu w groźne miecze rycerskich orszaków,
A dzisiaj w dłoniach Boga, podanych miłośnie,
Widzi zdradliwe skrzydła ułudnych wiatraków,
I – nieufny – uśmiechem szyderczym przesłania
Możliwość nowych błędów, snów i opętania.

I nie postrzega nawet, jak nagle – bezszmerny
Anioł do stóp mu składa purpurową różę,
Przysłaną od Madonny na znak, że w lazurze
Pamięta o rycerzu, który był jej wierny.
Lecz on, niegdyś na ziemi istny wzór rycerza,
Znieważając wysłańca i dawczynię daru,
Odwraca twarz od róży, bo już nie dowierza
Kwiatom, które posądza o przebiegłość czaru.
Biały anioł się schyla nad niewiasty jeńcem,
I całując go w czoło, przytłumionym głosem
Szepcze: “To także od Niej!”… I nagłym rumieńcem
Zapłoniony odlata. A rycerz ukosem
W ślad jego napowietrzny nieufnie spoziera
I zachwiany w niewierze raz jeszcze umiera
Ową śmiercią, co wszelkim pocałunkom wzbrania
Budzić takich umarłych i w dniu zmartwychwstania!

***

Krzysztof Komeda

Don Kichot

Wiersze dziadka Wiktora (3)

Wiktor Ostrowski

Razu pewnego
Razu pewnego
Roku czterdziestego czwartego
Żył i działał jeden pan
Kryminalnym władzom znan.
Był to złodziej zawodowy
XXXXPobytowy
XXXXXXXXKieszonkowy …
Może stopkarz?
może Lipkarz?
XXXXXXXXczy doliniarz?
XXXXXXXXXXXXXXXXczy pajęczarz?
***
Czy z Warszawy?
XXXXczy z Nieszawy?
XXXXXXXXczy z Piotrkowa?
XXXXXXXXXXXXXXczy z Iłowa?
XXXXXXXXXXXXXXXXczy z Wielunia?
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXczy z Torunia?

Z jakiego miasta?
XXXXNie wiem, nie powiem i basta.
Kilka razy musiał wpaść
XXXXXXXXAle nie przestawał kraść

***

Lecz złapali go agenci 
Wiedząc dobrze co się święci
XXXXZapowiada się siedzenie
XXXXXXXXAle on powiada że nie
I tak dobrze kręcić umiał
Że nikt tego nie zrozumiał
XXXXXXWięc jako politycznego
XXXXXXwysłali go dnia pewnego
XXXXXXdo obozu – a jakiego?
XXXXXXWiecie? Koncentracyjnego.

Czerwony ma winkiel śliczny,
że jest niby polityczny
Układny jest jak wszystkie dranie
Zdobył sobie zaufanie

*** 

Wpierw źle mu się powodziło
Wiec myśli że nie szkodziło,
By na nowo zacząć kraść
Ostrożnie, żeby nie wpaść.
I patrzaj! Taka cholera
Do paczuszek się dobiera
XXXXXXWyciąga je spod siennika
XXXXXXW nocy cichaczem połyka
Chleb i sadło, ciasto, ser
To dla niego dobry żer

*** 

Z rana się zrobiły krzyki
Bo paczkarze – naród dziki
XXXXXNie lubią się dobrem swym
XXXXXXDzielić z byle kim

A pan Stefan – nasz sztubowy
XXXXXXJako że chłop jest morowy
XXXXXXDecyduje wzniecić strach
XXXXXXZa pomocą nocnych wach

Że to każdy, który kradnie
Nie obejrzy się jak wpadnie
XXXXXXNa nauki ludziom złym
XXXXXXZe złodzieja będzie dym

*** 

Ale wacha, jak to wacha
Sama się ciemności stracha
XXXXXXSię pospała
XXXXXXXXXXXOberwała
XXXXXXXXXXXXXXXRyczała
XXXXXXXXXXXXXXXXXXKrzyczała
I się rozleciała.

I na naszej sztubie
Nie ma więcej warty
Niech to porwą czarty
Ku złodziei chlubie

Porozumienie
XXXXXXZrozumienie
XXXXXXXXXZarządzenie
Pana Stefana
XXXXXXOd wieczora do rana
Wacha będzie zawodowa
XXXXXXmorowa
XXXXXXXXXXXXani słowa
Nic się przed nią nie schowa!

*** 

Na złodzieja strach padł
XXXXXXDwa dni nic nie jadł
XXXXXXXXXXXXoprócz tego
XXXXXXXXXXXXXXXXXXCo dostał oficjalnego

*** 

Ale pajdka była mała
I zupa nie dogadzała
XXXXXXWięc choć nie ładnie
XXXXXXOn znów kradnie.

Wacha stoi całą noc
A on kradnie pajdek moc
XXXXXXKradnie spod łóżek
XXXXXXXXXXXXSpod głów i nóżek

Nie wiem czy stary, czy wyrostek
Kradnie z kostek
XXXXXXUkradł ser i margarynę
XXXXXXXXXXXXUkradł cukier, sacharynę

XXXXXXXXXXXXXXXXXXKradnie ciasto, kradnie placki
XXXXXXXXXXXXXXXXXXWszędzie swe zapuszcza macki
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXCo ukradnie zaraz żre
XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXJest nie ładnie – bardzo źle!

Co tu zrobić? Jak zaradzić?
Żeby kto chciał chociaż zdradzić
XXXXXXImię, numer lub nazwisko
XXXXXXNie odgadniesz, chociaż blisko
XXXXXXXXXXXXJest ten drań
XXXXXXNie ma sposobu nań!

*** 

A ja mam sposób
by się pozbyć z tłoku
XXXXXXz bloku
XXXXXXtakich osób

Panowie z paczkami
Tylko cicho miedzy nami
Jak dostanie paczkę kto
XXXXXXAby wykorzenić zło

XXXXXXXXXXXXOceńcie mej rady wartość
XXXXXXXXXXXXRozdajcie zaraz zawartość
XXXXXXXXXXXXWszystkim głodnym, wszystkim nam
XXXXXXXXXXXXXXXXXXTaką ja wam radę dam!

Darmo złodziej zęby szczerzy
Widzicie jak ten drań leży.

***
Stutthof, wrzesień 1944

Obóz koncentracyjny w Stutthofie: pasiaki, tzw. winkle, czyli oznaczenia więźniów, cela

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (7)

Viator

Medicina rodzinna

Viator uporczywie i w licznych repryzach dokuczał swej Małżonce po tym, jak nieopatrzenie przyznała się, że bardzo długo (aż do wspólnej wizyty w Camargue, czyli rajskiej delcie Rodanu) nie wiązała mentalnie pojęć „Prowansja” i „zioła prowansalskie”; ten motyw powróci jeszcze w jednym z odcinków. Przyganiał kocioł garnkowi: Pielgrzym sam dopiero podczas tegorocznej wizyty we Florencji – pierwszej i wiekopomnej, nieprawdaż – w drugim półwieczu swego życia, nagle ze zdumieniem skojarzył, iż wielki ród Medyceuszy, czyli Medici, nazwę swą wiedzie od… medycyny. Czy raczej od medyka: konkretnie jednego z protoplastów familii, ponoć parającego się tym zajęciem. Gamoń, nie Viator. Przypadek, nomen omen, dla lekarza.

Continue reading “Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (7)” →

Przy grobie

Łucja Fice

– Wiesz! Mamy już jesień, a ja nie ogarnęłam jeszcze lata. Każdy dzień będzie miał o jeden metr bólu więcej. Mam wrażenie, że na twoich zdjęciach mętnieją Ci oczy. Minęło tyle lat od twojej nagłej śmierci, a ja z połową serca jakoś udaję, że żyję. Chcę byś teraz potarmosił mi włosy i wrócił ze mną do domu. Jestem o ten rok bliżej drugiej strony i bliżej ciebie. Czekaj na mnie. Chciałabym, by było to już, bo nie wiem, jak żyć bez ciebie. Próbuję zapomnieć twój głos, ale wciąż chcę go słyszeć z nagrania w telefonie. W szafie wciąż wisi twoja ulubiona koszula, którą co ranka całuję, wywołując do raportu twoje feromony, łapię grunt pod nogami i zaczynam nowy dzień. Nocą zamieniasz życie w senne widziadło, bo tylko w snach mogę ciebie spotkać.

Continue reading “Przy grobie” →

Historia Ukrainy w pigułce Broma (17). Od hetmana do króla.

Roman Brodowski (Brom)

Bezpośredniej przyczyny podpisania tej w gruncie rzeczy poniżającej, buczackiej umowy, upatrywać należy w wewnętrznej, politycznej i wojskowej sytuacji Rzeczypospolitej po osadzeniu Wiśniowieckiego na tronie. Silne frakcje, jakie utworzyły się wewnątrz kraju, walczące między sobą, nie sprzyjały obronnym działaniom militarnym, a co dopiero mówić o sukcesach Rzeczypospolitej na terenach opanowanych przez tureckie i kozackie watahy.

Polska szlachta, broniąca Rzeczypospolitej, stała po stronie króla, który z kolei był ostro atakowany przez stronników tronu francuskiego, a i polska magnateria, występująca przeciwko osadzonemu na tronie „niby piastowskiemu” władcy, zamiast jednoczyć się w obliczu nadchodzącej z dalekiego Orientu wojny z islamską „nawałnicą”, zamiast zakopać„ rodzime topory”, zajęta była tworzeniem konfederacji przeciwko sobie nawzajem. I tak podczas organizowanego przez króla pospolitego ruszenia antytureckiego, jego zwolennicy zawiązali konfederację w Gołąbku, na co, w odpowiedzi, przeciwnicy króla założyli swoją w Szczebrzeszynie. Mało brakowało a doszłoby do wojny domowej. Na szczęście, uświadomiwszy sobie, w jak krytycznej sytuacji znajduje się Rzeczypospolita, oba zwaśnione ze sobą obozy, „na czas wojny” podjęły decyzję pojednania.

Continue reading “Historia Ukrainy w pigułce Broma (17). Od hetmana do króla.” →

Bliźnięta c.d., czyli Niedouczona Sztuczna Inteligencja

Lech Milewski (i troszkę ja, adminka)

Proszę może najpierw przeczytać poprzednie doniesienie o kontaktach z Bliźniętami: TU

Moje kontakty z Bliźniętami trwają.

Przepraszam, że przyczepiłem się do jednego tematu, ale uważam, że istotny.

Poprzednio podałem informację o aplikacji Gemini, która nie potrafiła znaleźć informacji łatwo dostępnej w internecie.
Podałem jej odpowiedni link – KLIK.
Dzisiaj powtórzyłem pytanie: co wiesz o Joice Nankivell-Loch?
Gemini tym razem odpowiedzieli, korciło mnie żeby ich spytać od kogo się dowiedzieli, ale nie jestem uszczypliwy.

Zrobiłem więc mały krok dalej…
Spróbowałem ich spytać o Joice Nankivell-Loch jeszcze raz.
Tym razem wiedzieli – a więc uczą się.
– Jakie polskie odznaczenia otrzymała Joice?, zapytałem.
– Order Polonia Restituta wręczany przez prezydenta Polski.

Continue reading “Bliźnięta c.d., czyli Niedouczona Sztuczna Inteligencja” →

Wiersze dziadka Wiktora (2)

Wiktor Ostrowski

Poznańczyki

Tam, gdzie twarda praca, trudy,
Gdzie wyprane wszystkie brudy,
Tam, gdzie słowo ważkie, twarde,
Gdzie są dusze mocne, harde,

Przyjaźń – to na śmierć i życie,
Gdzie nikt nie uderzy skrycie,
Łgarstwo prawdy nie zasłania,
Honor zmusza do wytrwania,

Życia mocne są podstawy,
Gdzie wre praca, nie zabawy,
Gdzie Piasta ziemia prastara,
Gdzie najsroższy dopust, kara

Nie łamie, lecz wzmacnia człowieka
Tam, gdzie wizja, choć daleka
Wolności błyszczy w zaraniu
Tam – tylko w naszym Poznaniu.

1944

Muzeum Obóz koncentracyjny Stutthof

***

Pieśni adwentowe

Czarna noc – otchłań bezdenna
W krąg bluźnierstwa i przekleństwa,
Płacz i rozpacz nadaremna,
Przemoc gwałtu i szaleństwa.

Hańba, wstyd i poniżenie,
Szyderstwo, urągowisko,
Ale blisko wyzwolenie
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Tryumf zła i nienawiści
Krew i zemsta, przepaść grzechu
Każda zbrodnia, co się ziści
Wzbudza wybuch złego śmiechu.

Nie ma dobrych, cichych ludzi,
Świat się stacza w przepaść nisko,
Lecz zapowiedź już się budzi
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

Patrzą moce złe struchlałe,
Wściekłość, złość, fałsz i obłuda,
Strachem lica pobielałe,
Pieśń się tworzy – tworzą cuda.

Świt – przejasne w blasku zorze
Dla złych straszne widowisko,
I pieśń wznosi się w pokorze:
Pan nadchodzi, Pan jest blisko.

1944

***

Pieśń do Matki Boskiej Swarzewskiej

O Matko Boska, słynąca cudami
W skromnym kościele małego Swarzewa,
Ciebie błagamy, opiekuj się nami
Gdy pieśń Twej chwały cały obóz śpiewa.

Kiedy na kutrze w złowrogą godzinę
Rybak się zmaga z wielkimi falami,
Ciebie, o Pani błaga o przyczynę
I Ciebie prosi: o módl się za nami.

Królowo więźniów i Królowo morza,
O Twoją Pani, prosimy obronę,
Broń nas od złego prosimy w pokorze
W kraju, którego Ty nosisz koronę.

Od niebezpieczeństw i duszy i ciała
Ty nas obronisz, Królowo Niebieska,
Byśmy do domów powrócili cało
Spraw, Matko Boska, o Pani Swarzewska.

1944

Matka Boska Swarzewska Cudami Słynąca; druk: Księgarnia św. Wojciecha w Poznaniu, 1933.
Swarzewo jest wioską kaszubską, położoną w gminie Puck.
Późnogotycka figurka Matki Bożej Swarzewskiej, wykonana z lipowego drewna przez nieznanego mistrza, ma 52 cm wysokości i 20 cm szerokości. Łącznie z promienistą aureolą mierzy 85 cm.

***

Raduje się każdy…

Raduje się każdy, kto z daleka zoczy
Nasz kobiecy oddział, co tak dzielnie kroczy.
Roześmiana buzia, niebieska sukienka,
Na rączce numerek – biedna ty panienka.

Smutno nam w obozie, miła panieneczko.
Daj mi chociaż uśmiech, jasny jak słoneczko.
Zawsze twą niebieską pamiętam sukienkę.
Daj choć raz przez druty na dzień dobry rękę.

Powiem ci w sekrecie, powiem ci na uszko,
Że chciałbym posiadać twe małe serduszko.

Refren:

Oj da, oj da dana,
Dziewczyno kochana,
Daj mi twe serduszko,
Daj, ach daj!

1944

Msza w obozie Stutthof

Silva rerum all’italiana… od sempiterny strony (6)

Viator

Tyroliada

Pierwszy dzień wyprawy, jak to już zostało nadmienione, zakończył się wizytą i noclegiem w czarownym, barokowym Innsbrucku: podobnie jak podczas pierwszej włoskiej podróży, tej sprzed trzech lat. I znów, jak poprzednio, przejazd przez przełęcz Brenner oraz osady Gossenisaß i Sterzing. Tu podobieństwo się kończy. Wówczas Pielgrzym, bez zatrzymywania się w tej trzeciej miejscowości, pognał do Brixen i Bozen. Tym razem przystanął w Sterzing, aby, korzystając z gościnności oraz zasobów baru Pardeller, pokrzepić się przed dalszą drogą. Małżonka Viatora zamówiła sobie apfelstrudel, a on sam spożył piękny, dorodny precel. Po czym, przez Quellenhof, podążyli ku Meranowi i dalej – aż hen hen! – do Como.

Momencik. Miała być Italia. I jest: poczynając od Brenner, bo tam przebiega granica. Tylko, jak wiadomo, po włoskiej stronie rozciąga się jeszcze dość daleko Südtirol, czyli Tyrol Południowy. O tym, jak ten region w wyniku I Wojny Światowej przypadł Włochom, dlaczego w wyniku kolejnej wojny nie powrócił, nawet na czas tryumfów III Rzeszy, do Austrii, o tym, czy jego mieszkańcy pogodzili się z owymi faktami i czy marzy im się „powrót do macierzy” – o tym wszystkim Viator opowiadał nie będzie. Raz, że wielu Czytelników doskonale zna tę materię. Dwa, że dla zainteresowanych istnieją znacznie lepsze, a przy tym łatwo dostępne, opracowania na ten temat. Trzy: po co brnąć w śliskie tematy, potrącać kwestie rewizjonizmu czy zagłębiać się w czyichś snach o secesji? Jesteśmy wszak w cywilizowanym i praworządnym kraju, a Südtirol cieszy się szeroką autonomią. Znacznie przyjemniej kontemplować majestat gór, które nie mają narodowości.


Chodzi po prostu o to, że w Południowym Tyrolu Viator w ogóle nie czuje się tak, jakby był we Włoszech. Nieco dalej na południe, w rejonie Trydentu, gdzie pierwiastek romański miesza się z germańskim, jak najbardziej. Ale nie tutaj. Tutaj nawet w ogóle (lub prawie w ogóle) nigdzie nie ma włoskich napisów. Wszyscy mówią wyłącznie po niemiecku. Architektura dokładnie taka sama, jak w Tyrolu austriackim, w okolicach Innsbrucka, czy choćby w Alpach bawarskich: barokowe kościoły i kapliczki oraz klasyczne chaty tyrolskie, obficie zdobione kwieciem doniczkowym.


Wszystko to jest piękne, ale zupełnie odmienne od tego, czego Viator doświadczy podczas kolejnych dni. Jedynym włoskim akcentem było latte macchiato, którym Wędrowiec popijał w Strezing precla.

Oto, jak być w Italii i jednocześnie w niej nie być, drogi Hamlecie!

Bliżni-a-czka

Lech Milewski (Pharlap)

 Gemini – znaczy Bliźnięta

Wczoraj Google powiadomiło mnie, że może mnie obsługiwać jeszcze lepiej – Gemini – KLIK.

Jestem otwarty na ciekawe propozycje, więc spróbowałem.
Pierwsza rzecz, która mnie intrygowała, to ile tych Bliźniąt i jakiej są płci.
Myślałem, że rozpoznam to po głosie, ale wykręciły się – ja zadawałem pytania mówiąc po angielsku, Gemini odpowiadały na piśmie.
Nie chciałem pytać wprost, bo mógłbym sobie wyrobić opinię seksisty.
Nie mam takich oporów na blogu bo… przecież mnie znacie 🙂

Przeszedłem więc do rzeczy…
– Kto wygrał tegoroczną Nagrodę Nobla w dziedzinie literatury?
– Han Kang, Południowa Korea.
– Ile kobiet wygrało nagrodę Nobla w dziedzinie literatury?
– 18, w ostatnich latach wygrywają częściej niż mężczyźni.

Zgadza się.

Na marginesie wspomnę, że Nagrodę przyznano 116 razy, więc sporo czasu zajmie, zanim bilans płci się wyrówna.

Spytałem, czy jakieś książki tej autorki są dostępne w publicznych bibliotekach w Melbourne.
– Są, dostałem odpowiednie linki.

Widząc, że moje Bliźniaki coś tam wiedzą, spróbowałem czegoś, co naprawdę mnie interesuje…
– Czy wiesz coś o Joyce Nankivell-Loch?
Odpowiedź była: – Nie wiem, to może być informacja prywatna, do której nie mam dostępu.
Poniżej ciąg dalszy konwersacji…

Przyznaję, że moja odpowiedź była szorstka, ale chyba uzasadniona.

Sprawa interesowała mnie dlatego, że Australijka o tym nazwisku została w 1923 roku udekorowana Orderem Orła Białego. Dekoracji dokonał prawdopodobnie Naczelnik Państwa – Józef Piłsudski.

Wiem o tej pani sporo, założę się, że więcej niż 99.9% Australijczyków.

Niestety na polskim gruncie nie poszło mi lepiej.
W zeszłym roku, 3 maja, wybiła 100 rocznica tej dekoracji, wysłałem więc maila z tą informacją do
Prezydenta A. Dudy, polskiego konsulatu w Australii, australijskiego konsulatu w Polsce.
W mailu sugerowałem, że to może być sympatyczny element podczas spotkań dyplomatycznych.
Konsulat Polski w Australii odpowiedział sympatycznie.
Dwaj pozostali adresaci – ani słowa.

Nie mam wielkich pretensji – Joice Nankivell-Loch zdecydowanie nie czuła się dobrze w Australii, wybrała działalność charytatywną w innych krajach – Polska, Grecja, Rumunia, Brytyjski Mandat Palestyny. Nie dziwię się, że Australijczycy o niej nie wiedzą.
Jeśli chodzi o Prezydenta R.P. to dostałem ostrzeżenie, że Kancelaria nie jest w stanie odpowiadać na wszystkie maile, więc nie gwarantuje odpowiedzi.

No, a teraz Google :(((

P.S. Polski PenClub też mi nie odpowiedział, a Joice była z nim w kontakcie.
P.S2 Tu link do moich wpisów blogowych na ten temat : 
KLIK1
KLIK2

Wpis ukazał się na blogu Pharlapa “Polak do góry nogami” i uzyskał komentarze. Oto one:

  1. Anonymous 13.10.2024
    o Joice N-L napisał parę lat temu ….Lech Milewski dwa świetne artykuły( dostępne w Sieci). Ja trafiłem na Joice N-L chyba ze względu na charytatywną działalność Kwakrów( w Europie)… nieistotne.
    Zajrzyj do artykułów(2) swojego Imiennika, jeśli chcesz…(pomyślałem, że to Ty! Pisałeś coś o gen. Andersie?). To byłby fajny żart… dobre…
    Choćby ze względu na ciekawą wzmiankę o niebieskiej lamówce na sukni Joice N-L, którą założyła …
    To szczegół, ale… Małżeństwo N-L zostało odznaczone Krzyżami Zasługi( złotymi), a listowny kontakt mieli z Wańkowiczem, który nawet proponował im zamieszkanie w Polsce. Ale oni wybrali Grecję, bo tam się działo i było ciepło, a nawet… Gospodarstwo prowadziła im Polka…
    Lechu, po raz kolejny podziękowania…
  2. Lech 14.10.2024
    Dobrze pomyślałeś – to ja 🙂
    Kilkanaście lat temu dołączyłem do blogowego grona Panien po 40-tce, które wspólnie publikowały w Bloxie wpisy na temat kultury i jedzenia. Blog kontynuuje jego twórczyni, która mieszka w Berlinie. Korzystam z jej gościnności i opublikowałem tam ponad 100 długaśnych wpisów.
    Ostatnio bardzo interesująca jest seria wpisów na temat historii Ukrainy – rewelacja.
    Przy okazji – zdałem sobie sprawę, że z moim imieniem nie powinienem w żadnym wypadku szukać bliźniaka – jeszcze znajdzie się, z imieniem Jarosław i katastrofa lotnicza murowana.
  3. Anonymous 14.10.2024
    Zajrzę z przyjemnością, choćby dla porównania źródeł…
    Okraina, ciekawy temat. Jest wiele mitów i legend. Mnie interesowały powstania Kozaków, a szczególnie Chmielnickiego… Zebrałem trochę wiedzy na ten temat. Możesz podać bardziej dokładnie, jak dotrzeć do tych rewelacji, bo u mnie pamięć i umiejętności …
    Bliźniaka, haha – ja sprawdzę (bo pamięć), parę lat temu wertowałem wspomnienia dziennikarza o więziennictwie w Stanach. Z polskim byłem jako tako obeznany (czasy PRL).
  4. Lech 14.10.2024
    Historia Ukrainy jest publikowana na tym samym blogu co moja relacja o Joice Nankivell-Loch. Osiągnęła już 15 odcinków – tu przedostatni , ostatni był wczoraj
    https://ewamaria.blog/2024/10/16/historia-ukrainy-w-pigulce-broma-15-rozejm-andruszowski/
  5. ceramik 14,10. 2024
    Joyce Nankivell-Loch. I nie wie o niej Sztuczna Inteligencja?
    A to ci dopiero.
    Więc pokonałeś SI pierwszym pytaniem, no… piątym 🙂
    W takim razie – nie ma co się bać Sztucznej Inteligencji.
    Bo nie wie wszystkiego.
    Mhmmm… A może… Tym bardziej trzeba jej się bać 😉
  6. Lech 11.10.2024
    Moim zdaniem to tylko argument za tym, żeby na niej całkowicie nie polegać. W tym blogu podawałem sporo przykładów, jaki śliski i niebezpieczny to twór.
  7. Stokrotka 16.102024
    Zaprzyjaźniona bibliotekarka z podwarszawskiej biblioteki poinformowała mnie, że odkłada dla mnie książkę Wegetarianka nowej Noblistki Han Kang… Chyba niedługo będę miała ucztę intelektualną…
  8. Lech 16.10.2024
    Uczta z wegetarianką – może być ciekawe 🙂
    Sprawdziłem moją lokalną bibliotekę – mają kilka książek tej autorki, wszystkie tłumaczenia na angielski wypożyczone i trzeba czekać w długiej kolejce. W wersji oryginalnej można wypożyczyć od ręki. Nie wiem, co będzie szybsze – odczekać w kolejce, czy nauczyć się koreańskiego?
    Inna opcja to biblioteka stanowa, ale tam trzeba czytać na miejscu, czyli regularne wizyty przez kilka dni.

    cdn