Między Halidzor a Tatev jest wieża w górach, a jak się ma szczęście, to spadnie deszcz, a potem pojawi się tęcza i będzie z człowiekiem przez cały czas.
Inną niesamowitością jest stare miasto w jaskiniach, w których ludzie mieszkali jeszcze do lat osiemdziesiątych. Pani na ostatnim zdjęciu pokazuje, skąd i dokąd nosiła wodę. Tam jest most i tym mostem nad doliną, a raczej nad przepaścią idzie się do opuszczonego miasta.
I jest klasztor, zarośnięty, ale funkcjonuje.
Można się pomodlić.
A tak wyglądało to miasto na fotografiach sprzed stu lat (zdjęcia z sieci – dziękujemy!)
Bóg – Postanowiłem stworzyć ograniczonego człowieka na nasz wzór i podobieństwo, rozlokować go po całym wszechświecie i dać mu zdolność czynienia ziemi sobie poddaną. Są jakieś uwagi? Gabriel – Po co nam człowiek, w dodatku ograniczony? Bóg – Odkąd uświadomiłem sobie, że jestem wszechmocny, nie mogę stworzyć nic nowego. Wszechmocność paraliżuje. Stwórzmy ograniczonego człowieka, niech on tworzy. Azrael – To się może źle skończyć. Jeśli człowiek zejdzie z drogi czynienia ziemi sobie poddaną i wejdzie na drogę ujarzmiania, to zrobi z kosmosu jeden gotujący się śmietnik. Bóg – Też coś takiego podejrzewam. Możemy temu jakoś zaradzić? Szemkel – Proponuję umieścić człowieka na jakiejś małej planecie, gdzieś na peryferiach drogi mlecznej, niech na niej ujarzmia środkami technicznymi, aż mu to wyjdzie gardłem, aż pozna wszystkie skutki postępu cywilizacyjnego i wróci na drogę czynienia ziemi sobie poddaną środkami artystycznymi. Dopiero wtedy otworzymy mu drogę w kosmos. Bóg – Niech tak będzie. No to do roboty.
Drugi okres panowania Sasów w Polsce niczym nie różnił się od tego, jaki zapoczątkował August II po założeniu polskiej korony w roku 1697. Właściwie był kontynuacją tamtego destrukcyjnego „dzieła”.
Także w minionym pięcioletnim okresie panowania Stanisława Leszczyńskiego nie zaobserwowałem niczego, co mogłoby poprawić zmierzającą ku upadkowi rzeczywistość polityczno-gospodarczą Rzeczypospolitej. Różnica polegała na tym, że po oddaniu polskiego królestwa w ręce Fryderyka Augusta I, staliśmy się protektoratem Saksonii, natomiast pod berłem Leszczyńskiego byliśmy pod butem królestwa Szwecji. Po za tym, „protektorat saksoński” sprawowany był bezpośrednio, czyli przypieczętowany osobą króla (księcia elektora saskiego). Natomiast szwedzki, za pośrednictwem „marionetkowego” władcy Rzeczypospolitej, sterowanego twardą ręką Karola XII, Stanisława Leszczyńskiego.
a nie, moi mili Czytelnicy liter wszelakich, wcale nie adwentu…
Bożena Jakubowska
debiutuje u nas i od razu informuje, że jeśli mówiliśmy adwent, jak się mówi w Niemczech, a co z jest z łaciny zaczerpnięte i oznacza czekanie – Pan nadchodzi! – to nie, już wcale nie mówimy adwent jeno
Nadchodnik
Do nadchodnika zaraz przejdziemy, ale najpierw posłuchajmy
A z nadchonikiem jest tak:
Nie znam się na tym, ale skoro będzie cykl, to musicie moi mili / miłe wchodzić codziennie na tego linka: https://www.facebook.com/kmhjp.uam i tam codziennie powinno coś być, jakiś wierszyk, anegdota, przypominajka. No więc wchodźcie, wchodźcie.
A ode mnie na ten pierwszy dzień nadchodnika piosenka Marana Tha, co też oznacza adwent, tylko po armeńsku 🙂
Gjumri to drugie co do wielkości miasto w Armenii; było kiedyś centrum sztuki i kultury. Tu spotkali się akwarelisci z całego świata, „top 10, śmietanka świata”, jak nam opowiedział Michał Suffczyński architekt i akwarelista z Wawy :):):).
Do Gjumri się jedzie pociągiem i ląduje na pałacowym dworcu.
Rzeczypospolita pod rządami Sasów, Leszczyńskiego i…. Iwan Mazepa.
Czy i jak rządy Sasów wpłynęły na sytuacje polityczną i gospodarczą w kraju? Na ile zmieniło się oblicze Rzeczypospolitej na arenie międzynarodowej, a co najważniejsze, czy Wettynowie prowadzili politykę pro-, czy antypolską? To tylko kilka z wielu pytań, na które warto sobie odpowiedzieć.
Byłam zaprzyjaźniona z Zosią, moją cioteczną bratową, a ponieważ jej męża Ludwika kochałam jak brata i byłam z nim bardzo zżyta, to Zosia po prostu była moją Bratową. Nie widywałyśmy się za często, bo Zosia mieszkała w Łodzi, a ja w Warszawie. Zdarzył się jednak taki rok i taki maj, kiedy mój mąż pracował we Francji, a Lutek organizował kongres za granicą i często jeździł tam, a dokąd? Tego już nie pamiętam.