Znalezione przez Annę Janko i opublikowane na FB w przeddzień Wigilii 2025. To ważna data, za trochę więcej niż jeden dzień urodzi się Jezus, najsłynniejsze dziecko w historii ludzkości, a jego matka będzie go karmiła mlekiem.
Myślała, że bada mleko. A odkryła rozmowę.
W 2008 roku Katie Hinde pracowała w laboratorium badań nad naczelnymi w Kalifornii. Analizowała dane, które uparcie nie chciały zachowywać się tak, jak przewidywały dotychczasowe modele naukowe. Badała mleko matek makaków rezusów — setki próbek, tysiące pomiarów. I wciąż pojawiał się ten sam wzór, którego nie dało się wyjaśnić według starych reguł. Matki mające synów produkowały mleko bogatsze w tłuszcz i białko. Matki córek wytwarzały większą ilość mleka, ale o innym składzie odżywczym.
Dla mnie najważniejszym wydarzeniem tego roku była wyprawa MAŁĄ MI do Berlina. Celem był Sabat Czarownic, woreczek foliowy na drzewie i spotkanie literackie w SprachCafe. Z woreczkiem się udało, na spotkaniu literackim w SprachCafe byłem. Tylko z tym Sabatem Czarownic jakoś się nie ułożyło. Chyba, że coś przeoczyłem. Z listem polecającym od Ewy Marii trafiłem na piknik organizowany przez Stowarzyszenie “Oświata” i Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy w Berlinie. Przeglądając zdjęcia i filmy szczególnie te z ukrycia, zaczynam coś podejrzewać.
Dlaczego żołnierz nie powinien podczas alarmu tracić głowy?
Bo nie miałby na co włożyć czapki!
Dziennik Bydgoski, nr 105 z ‘38 roku
Kucam przy przetartej płycie podłogowej świętojanowej*, zmęczenie wygłusza odgrywane na scenie tuż nade mną Weihnachten in Leipzig Bacha. Jest piękne, ale i ekspansywne, i gdy kilka dni później puszczę nagranie w domu, spłoszę nim kota. Trzy dni temu zaciągnęłam się do wolontariatu na festiwalu muzyki klasycznej, aby niwelować mój chroniczny brak funduszy, i zaczyna powoli mnie już boleć od tego wszystkiego głowa. Łapię na chybił-trafił azymut, zaczynam palcem podążać zatartymi miejscami literami. Łacina czy niemiecki? Rozczytuję ze dwa słowa. Niemiecki, ale dziwny, stary, może i jakiś zakiś pomorski. Z zamyślenia wytrąca mnie dłoń na ramieniu. W tej hierarchii jestem nisko. Twoja jest krew i podawanie, a ich jest nafta i przyjmowanie. Żeby było jasne, nie piszę tego ze zgorzknieniem. Raczej fascynacją. W przerwach między utworami zza murów dochodzą pokrzykiwania rozhulanej gawiedzi, ewidentnie podchmielonej ciżby mężczyzn o fenotypie najzgrabniej ujętym w słowie ,,kibol”. Ciżba, za murami, i Kultura w murach. Takie to alegoryczne, że aż prawie się roześmiałam, tam na eks-kościelnej podłodze.
Siedzieliśmy w dużym pokoju: mój tata, Helcia, moja kilkuletnia wtedy córka i ja. Za oknem Poznań powoli przykrywał się lekkim śniegiem, z tych, które po chwili znikają bez śladu.
W telewizji leciała bajka o kreciku – chyba wciąż bardzo popularna, i to nie tylko w Czechach. Oglądaliśmy jeden z pierwszych odcinków, jeśli nie pierwszy: „Jak Kret dostał spodenki”. (Jak krtek ke kalhotkám přišel)
Od Adminki: Ale zanim zrebloguję ten wywiad, przypomnę wierszyk Brzechwy, który, gdy byliśmy dziećmi, znaliśmy na pamięć: Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły, kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo szybko zmyka.
Plany interwencji sowieckiej w Polsce na przełomie listopada i grudnia 1980 roku. Nowe hipotezy
Reżim NRD-owski miał swoje uświęcone rytuały. Co roku pod koniec października Erich Honecker przyjmował w okazałym gmachu Rady Państwa (Staatsrat) w Berlinie Wschodnim świeżo promowanych na pierwszy stopień oficerski młodych poruczników. W otoczeniu kierownictwa politycznego i wierchuszki wojskowej wygłaszał przemówienie na temat konieczności obrony „osiągnięć” NRD, potem zaś odbywało się przyjęcie, które miało za cel zintegrować młodych oficerów i dowartościować ich poprzez namacalny kontakt z kierownictwem państwa. Była to z reguły jakby wewnętrzna impreza armii NRD-owskiej, nie zapraszano na nią sowieckich wojskowych czy też przedstawicieli innych armii Ukladu Warszawskiego.
27 pazdziernika 1980 roku odbyło się kolejne takie spotkanie, z którego zachowało się kilka dokumentacyjnych fotografii. I oto u boku Honeckera i ministra obrony NRD Heinza Hoffmanna stał w demonstracyjny sposób generał armii Jewgienij Filippowicz Iwanowski, od 1972 roku głównodowodzący Grupy Wojsk Radzieckich w NRD z siedzibą w Wünsdorf pod Berlinem (Datei: Bundesarchiv Bild 183-W1027-0020, Berlin Militärabsolventen, 27.10.1980). Przypadł mu więc tego październikowego wieczoru honor zgoła niecodzienny, gdyż mimo swojej wysokiej funkcji również on nie bywał wcześniej na takie spotkania zapraszany.
Powód był jeden: Od końca września 1980 roku Honecker parł zdecydowanie do zbrojnej interwencji w Polsce. Sprzymierzył się w tym celu właśnie z generałem Iwanowskim – sowiecki generał i dowództwo armii NRD-owskiej rozpoczęli taktyczne i logistyczne przygotowywania do ewentualnej inwazji Polski od Zachodu. Z polskiego punktu widzenia zapowiadała się makabryczna powtórka – Iwanowski jako młody żołnierz wziął mianowicie udział w uzgodnionej z Wehrmachtem agresji Armii Czerwonej przeciwko Polsce 17 września 1939 roku. Moskiewskie politbiuro zachowywalo się jednak w październiku i listopadzie 1980 roku w sposób wyczekujący, popierając wprawdzie te przygotowania, ale traktując je jednocześnie jako środek nacisku psychologicznego na kierownictwo polskie.
O ile wojskowi sowieccy w olbrzymiej większości popierali inwazję Polski, o tyle minister obrony Dymitr Ustinow miał, jak się wydaje, spore wątpliwości. Rozmawiajac z Honeckerem we wrześniu 1980 roku zwrócił mu uwagę na fakt, iż wielu czołowych polityków amerykańskich takich jak Zbigniew Brzeziński i Edmund Muskie, a także oczywiście papież, są „polskiego pochodzenia” i że koszta polityczne i wojskowe wkroczenia do Polski mogłyby być bardzo wysokie. Przyczynił się do tego też fakt, iż inwazja Afganistanu – której gorącym zwolennikiem był uprzednio w grudniu 1979 roku sam Ustinow – nie przyniosła oczekiwanych rezultatów i wciągnęła ZSRR w długotrwałą wojnę.
Wydaje się, że w listopadzie 1980 roku Ustinow zorientował się, iż istnieje ryzyko podjęcia jakiś nieodpowiedzialnych działań przez Iwanowskiego i że doszło ze strony podległego mu generała do zbytniej komitywy z Honeckerem i z dowództwem armii NRD-owskiej. Podjął więc jedyną w swoim rodzaju decyzję: 25 listopada odwołał Iwanowskiego ze stanowiska dowódcy wojsk sowieckich w NRD i przesunął na stanowisko dowódcy białoruskiego okręgu wojskowego z siedzibą w Mińsku, zaś dowódcę okręgu białoruskiego, generala armii Michaiła Zajcewa przesunął z kolei właśnie na stanowisko dowódcy tej grupy wojsk w NRD. Doszło więc do roszady na tych kluczowych stanowiskach dowódczych i to właśnie w okresie, gdy nieustannie zdawała się zacieśniać pętla wojskowa wokół PRL-u, zaś przygotowania inwazyjne sztabów w Wünsdorf i w Mińsku dobiegały końca.
W potencjalnej agresji przeciwko Polsce główna rola musiała przypaść właśnie 15 sowieckim dywizjom zgrupowanym w NRD i na Bialorusi, dowodzonym przez obydwu generalów. Przesuwajac ich w kluczowym momencie na nowe stanowiska Ustinow sabotował w sposób oczywisty plany wkroczenia wojsk do Polski w grudniu 1980 roku. Musiałoby przecież minąć kilka miesięcy nim obaj dowódcy mogli się zapoznać z podległymi im teraz nowymi wojskami i nowym terenem, na którym miało przyjść im działać. Jest rzeczą absolutnie zadziwiajacą, iż znaczenie tej jakże dobitnej w swej prostocie roszady umknęło uwadze historyków opisujących i analizujących dramatyczną sytuację wokół Polski w listopadzie i grudniu 1980 roku.
Decyzja Ustinowa w sposób bezpośredni dezawuowała też polityczne i wojskowe plany Honeckera. Przywódca NRD zareagował w następnych dniach kilkoma, mało przemyślanymi, lecz nieslychanie demonstracyjnymi ruchami. I właśnie działania Honeckera bezpośrednio po tej decyzji – czyli w dniach od 28 listopada do 1 grudnia, wydają się potwierdzać w sposób paradoksalny nasze, ex post, odczytanie wymowy tej roszady. Być może Honecker odebrał usunięcie Iwanowskiego jako element intrygi w ramach samych sowieckich sił zbrojnych i liczył, iż kierownictwo sowieckie w pełnym składzie jednak podejmie niebawem decyzje o interwencji.
W trzy dni po usunięciu generala Iwanowskiego, 28 listopada 1980 roku, odbyło się wiec posiedzenie NRD-owskiego Biura Politycznego w Strausbergu pod Berlinem, gdzie znajdowało się naczelne dowództwo sil zbrojnych NRD. Wprawdzie w planowanej inwazji Polski miała uczestniczyć wschodnioniemiecka 9 Dywizja Pancerna, ale Biuro Polityczne na pewno nie mogło przecież zajmowac się konkretnymi działaniami wojskowymi – wybór Strausbergu jako miejsca obrad Biura stanowił więc niewątpliwie element psychologicznego nacisku na hamletyzujące i podzielone na frakcje kierownictwo sowieckie. 30 listopada Honecker poleciał z nagłą wizyta do Pragi, by uzgodnić wspólne stanowisko z innym zwolennikiem inwazji, szefem komunistów czechosłowackich, Gustawem Husakiem. Tego samego dnia powrócił na swoje stare miejsce na alei Unter den Linden w Berlinie Wschodnim słynny pomnik króla pruskiego Fryderyka II, prominentnego grabarza I Rzeczypospolitej. W sytuacji napięcia na granicach PRL-u wymowa tej pomnikowej restytucji miała szczególnie antypolski charakter. Zaś w dzień później, 1 grudnia 1980 roku, czołowy organ SED „Neues Deutschland”, który uprzednio niesłychanie skapo informowal o sytuacji w Polsce, zamieścił blisko dziesięć artykułów i notatek poświęconych „solidarnościowej kontrrewolucji” w Polsce. I w tym wypadku uprawnione jest stwierdzenie, iż dotychczas nie zestawiono i przeanalizowano w szerszym kontekście tych gorączkowych ruchów Honeckera, wywołanych szokiem po utracie sprzymierzonego z nim generala Iwanowskiego.
Ta groteskowa, jeśli nie wręcz dziecinna, hiperaktywność Honeckera, która po tygodniu skończyła się równie szybko jak się zaczęła – nie mogła jednak wpłynąć w sposób zasadniczy na kierunek polityki moskiewskiej. Przez następnych kilka dni Rosjanie testowali coś na kształt pól-inwazji, a mianowicie pozornie pokojowego wkroczenia do Polski pod pretekstem wspólnych manewrów wojskowych, lecz już 5 grudnia Stanislaw Kania dowiedział się w Moskwie od samego Leonida Breżniewa o zawieszeniu planów inwazji. Tego samego dnia – co znamienne – Erich Honecker uroczyście pożegnał w Berlinie Wschodnim generała Iwanowskiego i powitał generała Zajcewa, przez co wiadomość o tej roszadzie musiała dotrzeć i do polskiego kierownictwa. Wobec Zachodu Rosjanie jeszcze przez kilka dni podtrzymywali atmosferę gotowości do zbrojnych działań, zaś mocarstwa zachodnie albo naprawdę nadal bały się inwazji – choć już 6 grudnia pierwsze sowieckie jednostki zaczęły wycofywać się z pozycji wyjściowych przy granicach Polski – albo z przyczyn propagandowych udawały, iż wierzą w taką możliwość. Dopiero po 10 grudnia napięcie na granicach Polski opadło i stało się jasne, iż Polacy spędzą święta Bożego Narodzenia bez nieproszonych gości ze Wschodu i Zachodu.
A tak naprawdę to w najgłębszym moim przekonaniu kontury tej dobrej dla Polski decyzji zarysowały się już 25 listopada, czyli o dwa tygodnie wcześniej, kiedy to właśnie usunięto z kluczowej pozycji dowódcy wojsk sowieckich w NRD wojowniczego generała Iwanowskiego. Czy była to decyzja samego Ustinowa czy tez stały za nią, co bardzo prawdopodobne, inne osoby z kierownictwa sowieckiego, tego przy dzisiejszym stanie badań nadal nie wiemy. Warto jednak próbować w przyszłości podążyć tym tropem i starać się dokładniej wyjasnić tło tego zbawiennego dla Polski aktu.
Zaś w rok później, w październiku 1981 roku na kolejne spotkanie kierownictwa NRD-owskiego z nowo powoływanymi młodymi oficerami nie zaproszono już generała Zajcewa, następcy generala Iwanowskiego. Tym dramatyczniejsza jest wymowa pozornie mało istotnej fotografii z 27 października 1980 roku. Widzimy tam po prostu trójkę potencjalnych grabarzy naszego kraju.