Kruk

Krzysztof Pukański

kruk
                                       Adze

na twoim oknie usiadł kruk
patrzy jak śpisz
złe słowa szepce
i smołę wlewa ci do ucha

mogę cię uratować
ale mogę cię zabić
to nie zależy ode mnie
do końca

cisza

echo myśli odbija się od ścian
tu czas się łuszczy całymi płatami
odkleja od rzeczywistości
nie rozumiem rzeczy
one też nie przyznają się do mnie

bezsenność

sen
co nie przychodzi godzinami
najbardziej upragnionym jest gościem
o siódmej
gdy kciukiem i wskazującym
litościwie zamyka powieki

wyłączony z krwiobiegu
tracę łączność między duchem a ciałem
blednę
coraz bardziej mnie nie ma
coraz bardziej jestem
prezroczysty

wynurzam głowę z szumu informacji
nie pamiętam imienia Boga mego
gonię przelotną myśl
jest szybsza

bezsenności kurwa babilońska
liże tłuste wargi
mlaszcze
wyżerając mi z głowy ragout
wzgardliwie rzuca szmatławe papierosy
wychodzi ze świtem
zastawiając ochłapy

po kamienistym dnie czaszki
z łoskotem toczy się kamień przeznaczenia
gorący wiatr kłębi myśli
rozwiewa półrzeczywiste obrazy
cała sahara na moim języku

na kamienistym dnie czaszki
królowa myje stopy w świątynnej sadzawce
zamglonym okiem widzę jej dom
w kształcie imienia wróżki
jej senne palce kropią mi czoło
wodą zapomnienia

the soundtrack to mein herz

Alexander Gumz

                           tłumaczyła ©Karolina Golimowska

THE SOUNDTRACK TO MEIN HERZ

ist das meer, natürlich. eine abfolge von irrfahrten.
wissen die krebse, wer sie über die felsen schleift?

vielleicht ist es ihnen egal. wie ihren scheren egal ist,
wer sich an ihnen schneidet. dumme sache das.

wie zu behaupten, dass die fenster früher, als wir
nicht hinschauten, kinder bekamen.

daher die vielen paläste, daher die wolkenkratzer
am strand. ist es das, was im sommer

zwischen unsern knien zu flattern beginnt?
wenn das salz sie kitzelt, öffnen sie sich,

ein zucken und knirschen. mein herz ist der song,
den wir hören, solang wir ratlos

auf dem grund liegen. wir haben vergessen
wie man die brandung abstellt.

***

SOUNDTRACK DO MOJEGO SERCA

to morze oczywiście. kolejność tułaczek.
czy raki wiedzą, kto każe wlec się im po skałach?

może jest im wszystko jedno. tak, jak ich szczypcom wszystko
jest jedno, kto się o nie skaleczy. głupia sprawa to.

to tak, jakby przypuszczać, że okna, wcześniej,
kiedy nie patrzyliśmy, rodziły dzieci.

stąd te liczne pałace, stąd drapacze chmur
na plaży. czy to jest to, co latem

zaczyna łopotać między naszymi kolanami?
gdy połaskocze je sól, otwierają się,

drżą i skrzypią. piosenka, której słuchamy,
to moje serce, tak długo, jak bezradnie

leżymy na dnie. zapomnieliśmy już
jak wyłącza się morskie fale.

***

DAS WUNDVERZEICHNIS, BRUDER

einschmelzen die geschlechter, überziehen
mit einer spröden glasur. stich für stich
die glieder zurückbinden. ausgepumpt.

das kinn erhoben. eine lange nadel
läuft ins unsichtbare. jede nacht
zwischen auferstehung und klogang.

eine röhre um den schmalen schmerz,
acht monate zusammen stolpern
durch all die verpassten momente.

einmal springen übers viel zu straffe netz.

(für meinen vater)

***
INDEKS RAN, BRACIE

stopić płcie, powlec je
kruchą polewą. ukłucie za ukłuciem
ponownie związać ze sobą członki. wycieńczone.

uniesiony podbródek. długa igła
prowadzi w otchłań. każdej nocy
między zmartwychwstaniem i wyprawą do ubikacji.

rura wokół wąskiego bólu,
osiem miesięcy wspólnego potykania się
o wszystkie przegapione chwile.

przeskoczyć raz przez za mocno napiętą siatkę.

(dla mojego ojca)


Gedichte auf deutsch erschienen in: / Wiersze (po niemiecku) ukazały się:

Alexander Gumz: ausrücken mit modellen. Gedichte.
kookbooks, Berlin 2011
mit einem Nachwort von Antje Rávic Strubel, gestaltet von Andreas Töpfer
ISBN 9783937445441

 

Zanurzyć się w tę ciszę

Krzysztof Pukański

na białej mgły poduszce
głowę kładąc
zapach twych perfum poczuć
i skóry radość
gdy dotyka twojej
zawinąć się w ciebie jak w pled
pytasz, czy tego chcę…?

pewnie śpisz dawno
w koci zwinięta kłębek
a noc ci snuje złocistą snu przędzę
wyobraźnia podsuwa nowe wątki fabuł
zamknięte w powiek zdobny inkunabuł

więc śpij okruszku, a we śnie
wtuloną w poduszki lico
niech Cię po włosach głaszcze
wyblakła dłoń księżyca

niech Ci widoki otwiera
na starym chińskim wachlarzu
opowiesz mi wszystko rano
gdy kawę będę parzył

sobie pod skórę

sobie samemu
wejść pod skórę
przerażenie poczuć
je oswoić – psa wiernego
koniec mordęgi ujrzeć
i miłości bezkres
na kamieniu przycupły
omszały czekaniem

zanurzyć się w tę ciszę
bez drzwi bez okien bez słów
zanurzyć się w tę ciemność
zapaść w aksamitną czerń
po to by rano wyjść na dzień
by każdym porem chłonąć światło
by tętnić
by każdą żyłą żyć

Wieża i zima

Krzysztof Pukański pisał kiedyś wiersze, rysował, fotografował… Niewykluczone, że jeszcze do tego wróci.

Znowu zima
Rozsiadła się biel za oknem
Oddech wiatru słychać w kominie
Kroki czasu jakby mniej nerwowe
Inaczej brzmią sekundy
Gdy za oknem ciemność

Ściany jakby mniej wrogie
Wyznaczają granice wszechświata
Mniej napierają na czaszkę
Dzięki nim nie grabieje ręka
To ich jest ta godzina
To co najpiękniejsze zostaje na zewnątrz

zbyt rudej czarnej krwi

choć nie chce
wciąż bije serce
kruche i pobliźnione
zbyt oczywiste dziecko
w ruinach cudzej pamięci
codziennie cięższe wciąż tą samą winą
zbyt rudych czarnych włosów
zbyt rudej czarnej krwi

ma jedno oko nieprzejrzyste
patrzy nim w odchłań
i bogu prosto w twarz

uśmiechem skrywa melancholię
pod cienkim lodem, po którym boso
w białej sukni
balansuje między świtem a zmierzchem
królowa dobrych wróżek
królowa dobrych słów

a dookoła pierwszy śnieg

skamieniała kobieta
w mrocznej izbie na piętrze
z jednym martwym oknem
więzionej duszy obiecała
ze wszystkich sił zapomnieć
o rudych czarnych włosach
o rudej czarnej krwi

wieża

Składa się z głosu, nóg i włosów
składa się z czucia, z kociej sierści
składa się z drewna i miłości

Jest, a jednak jej nie ma
żyje, a jednak osobno
kocha, płacze i oddycha

Wszystko zniesie i wszystko przetrzyma
byle ją tulićw ramionach i pieścić
lecz nie wybaczy gdy zwątpisz,
gdy zdradzisz zabije

Jest jak wysmukła wieża z kamienia
nie zajrzysz w jej wysokie okno
nie zniży się i nie pochyli nad tobą
będzie głaskać koty

tytuł:
Kobieta, której nie można pokochać
(sonet odwrócony)

Wędrówka

Wiersz Racheli Rubinroth napisany przez nią po hebrajsku, polsku i niemiecku.
Ein Gedicht von Rachela Rubinroth, geschrieben von ihr auf Hebräisch, Polnisch und Deutsch.

נדידה

*
במצדה
אחד מתשע מאות ושישים גיבורים
לא נכנעת
בחרת במוות
באהבת חופש
*
מגורש מהעיר הרב לשונית טולדו
מאצת מחסה בתוך חומות
פס של ימי הביניים
*
בבית קברות
על גבעה מעל העיר
אני מוצאת
את עקבות הדמעות שלך
מאובנות במצבות
*
ואני רצה
ורצה
*
דרך מדבריות
*
מזילה דמעות
הן מרסקות  אבנים
*
עד
שבמימי חפירים
חשוכים וסוערים
אמצא
פרח עדין
בצבע
תכלת
*

wędrówka
*
w Masadzie
jeden z dziewięciuset sześćdziesięciu bohaterów
nie poddałes się
wybrałeś smierć
w ukochaniu wolności
*
wygnany z wielojęzycznego miasta Toledo
znalazłeś schronienie
w średniowiecznych murach Fez
*
na cmentarzu
na wzgórzu ponad miastem
znajduję ślady Twoich łez
skamieniałe w nagrobki
*
a ja biegnę
i biegnę
*
przez pustynie
*
wylewam łzy
które drążą kamienie
*
aż
w burzliwych ciemnych wodach fos
znajdę
drobny kwiat
o barwie
błękitu

wanderer

in Masada
einer von den neunhundertsechzig helden
gabst du dich nicht geschlagen
hast du den tod gewählt
in der liebe zur freiheit

vertrieben aus der stadt der vielen sprachen Toledo
hast du zuflucht gefunden
in den mittelalterlichen mauern der Fes

auf dem friedhof
auf dem hügel über der stadt
finde ich spuren deiner tränen
versteinert in grabmale

und ich renne
und renne
durch wüsten

vergieße tränen
die steine brechen

bis ich
in den düsteren stürmischen
wasser des burggrabens
eine zarte blume
finde

in der farbe
des himmels