Samotny myśliwy 4

Katarzyna Krenz

KK-Gotland2xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

4. Samotny myśliwy

Z kim się związać,
dopóki śmierć nas nie rozłączy –

Komu zaufać, a kogo jak ognia
strzec się o szarej godzinie przed świtem –

Kogo zdradzić z nudów, a kogo
dla zysku oszukać, z przekupnej natury –

Komu zaśpiewać pieśń Schuberta,
pięknie, jak dotąd nikt tego nie uczynił –

Kogo uleczyć, ocalić, pouczyć, gdy drogę
zgubi, a komu w biedzie rękę podać –

Do kogo zawołać: bracie, wrogu,
miłości moja, nie czekaj na mnie!

*

Przyłożył dłonie do ust i zawołał:
Hop, hop, czy ktoś mnie słyszy? Lecz
jego głos zamarł, zdmuchnięty wiatrem.

Pomyślał:

Niepotrzebnie pytam, znam odpowiedź.
Pozbawiony drugiego głosu, nasz głos
jest martwy jak popiół, rozwiewa go wiatr.

Dotknął lewego żebra w miejscu,
gdzie biło mu serce –

Oszalałe. Zrozpaczone. Samotne.

Bomba emocji 2

krolochlani IV poprawkaKatarzyna Kulikowska
Kolejne wiersze z tomiku ,,Bomba emocji”

Jenny

Telefon milczy
Kolec ciszy rani mnie
Powietrze wokół kamienieje
Zamknięta w kamieniu
napełniam się białym niepokojem

Darkowi Bartelowi

Jesteś oceanem wzburzonym
Okrywasz mnie skrzydłami mew
Twoje słowa jak delfiny płyną ku mnie
Kiedy ocean wyschnie
zginą delfiny, odlecą mewy
zabraknie powietrza

Jesteś rozszalałą wodą
Spadasz lawinami deszczu
Wylewasz się ze mnie rzekami, jeziorami
Moje miasto pochłaniasz i mnie

Agrestem obojętności
przekłuwasz psyche
jak ucho
Imadłem uczuć
zatrzasnąłeś
skaleczone niebo

krolochlani  V poprawkaPiotrowi Bule

Twoje słowo jak oddech królowej zimy
zamraża mnie
Jestem jeszcze jedną figurką lodową
do gry w szachy miłości
Ty jesteś mistrzem
Mówisz szach-mat
i stoję w pułapce

P.G.

Gramy w ping – ponga miłości
Ping – pada deszcz słów
Pong – strzelają pioruny spojrzeń
Między nami stół ping – pongowy płonie
Rozdzieleni ścianą ognia szukamy piłeczki

Chłopiec przechodzi przez drzwi mgły
Światło tworzy piramidy
Czarny kot na złotej ulicy
Kawałek nieba na postrzępionym lnie chmury
Niebo usłane chabrami
Czarny kot przeprowadza chłopca przez
niekończący się sen

krolochlani X poprawkaGrafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 3

Katarzyna Krenz

KK-Gotland3xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

3. Arkadia

Żył i był zdrów – to prawda. Nie czuł
głodu ani pragnienia; wyspa obfitowała
w owoce i zwierzynę, a źródła były
czyste jak łza a niesłone. Orzeźwiające.

Tyle, jeśli chodzi o fakty.

Mało – zważywszy wygodę. Stary Poeta
nie był zadowolony. Oto złoczyńcy
wyginęli, a on – ostatni ufny – ocalał.
Lecz nie rozkoszował się spokojem.

Miał ujrzeć nowe niebo i ziemię.
Także morze miało być mniej wzburzone
niż to, które zatopiło jego stary świat.
A on miał mieć wszystko, wprawdzie skromnie,
w konwencji rustykalnej, lecz zarazem
przyjemnie i beztrosko. Bezpiecznie.

Zamiast raju, napotkał niedostatki, o jakich
człowiek cywilizowany nie myślał nawet
w środku dysputy o biedzie, katastrofach
i wojnach. A te braki w zastawie stołowej:
bez sztućców, kieliszków i porcelany
o elegancji nie mogło być mowy!

Spać chodził z kurami, wstawał z pianiem
koguta. Ogień krzesał dobrą godzinę, a
zaopatrzenie i służby miejskie wciąż były
niezorganizowane. I poczta nie działała.

Zresztą, i tak nie miał do kogo napisać.

Wiersze majowe

Już kiedyś był tu jej wiersz pszpsz. Chciałam, żeby przysłała jakieś nowe. Ale nie przysłała. Mówi, że nowych już nie ma. Za to przyjechała do Berlina. I przywiozła pomysł na imieniny. Jej imieniny. Możemy w jej dawnych wierszach na jej dawnym blogu odszukać jej dawne wiersze majowe. Imieninowe. Z najlepszymi życzeniami! Choć po prawdzie są te wiersze wcale nie imieninowe. I z różnych dni. Ale też w imieniny. Rok był 2008. W maju te imieniny są pięć razy!

Najlepszego, Honti!

Honti

czym żeśmy
13 maja 2008

po czym poznać żeśmy lepsi?

po
do obiadu pepsi,
różowej komórce,
z metką na rękawie kurtce,

opasce z lotniska,
aparacie z pyska,
słonecznych okularach,
metr dwadzieścia w barach.

lub w talii coś połowę.
pij wodę-tę-sodowę.

reklamówce z Harrods.
ta z LIDLa
nie uskrzydla.

nie polski – easteuropejski.
łamany, lecz angielski.

że co? że boli?
18 maja 2008

jeszcze trzy dni temu
przyglądał się niezobowiązująco
odbiciu na ścianie.

trzy noce temu
obliczał nie-wszystkie za i przeciw za
trzydziestu trzech lat.

trzy popołudnia nazad
niedokładnie wiedział, co zamówić na lunch.
za długo był dyrektorem kreatywnym.

trzy myśli temu
jeszcze mógł pozwolić powróżyć sobie z fusów.

ale życie się w nim uparło.
musiał zobaczyć to mieszkanie.
Canary Wharf nie Manhattan, lecz
sto pięćdziesiąt tysięcy rocznie w papierkach
z podobizną Her Majesty
dawało mu jakieś tam prawo wyboru.

agent, profesjonalnie wtyłkowkrętły,
recytował zalety niedociągnięć.

wyskoko? doskonale pan wie,
iż oznacza to niezakłócony widok
na wodę, na powietrze, na co pan sobie życzy.

życzyłbym sobie wykonać rozmowę.
via aparat publicznointymny.
czy mógłbym na chwilę zostać sam?

został.
nie został.

pofrunął.

pasa żer
22 maja 2008

siedział to siedział.
w pociągu – ni kara ni zbrodnia.

czytał to czytał.
każdemu wolno udawać.
kogoś dwustopnie lepszego.

międlił to międlił.
papier cierpliwy.
cierpiący, nie płacze.

i tylko, i czemu tak stukał.
i pukał. i chrzęścił-chrobotał.
i stękał. i dmuchał.
i wiotczał. i motał.

jakby się w wynajętym
wnętrzu
zakłopotał.

aż cud, że się zdążył
poskładać na czas.

prrr… srebrna kobyło.
nie było tu nas.
Share on facebook
Share on twitter Share on email
Kategorie: Bez kategorii Napisz odpowiedź
wygryzki
19 maja 2008

nie będę o tym, czego u nas w bród.
bo tutaj, by się odkleić bardziej.
jestem.
między Innymi.

odgrzewana nowostka,
a noe wśród newsów.

noszą go kasjerzy,
maści wszelkiej.

ekspedientki nabożnie odliczające.
godziny do wyjścia.

wszechobecny pod adresem nibypanów.
telepatów. wiatrołapów. rowerzystów.

i naucznych uczycielek.

naprawdę.
zaprawdę, powiadam wam.

o brudzie za paznokciami!

żałobo
straconych złudzeń!

wygryź się sam.

bim.
bam.

światłowidy
25 maja 2008

otwierasz pierwsze oko.
pada.

otwierasz drugie oko.
pada.

otwierasz trzecie okno.
kontynuakcja.

udomów.
co się będziesz prządł
między niewiastami.

one i tak odsypiają
mroczne zakamarki
duszy.

odpuszkuj
życie.

jeszcze raz.

mamma mia
26 maja 2008

wnętrze dnia, w którym odeszła.
przedsionek piekła.

zostawiła naleśniki
i pomidorową.

zagryzka bólu.

nie do przełknięcia.

*

ucałuj jej skronie.
póki jest.

*

belfer w belfaście
28 maja 2008

awans. na terrorystkę.
wystarczyło założyć wolnomyślicielskie kwiaty
i (zbyt) bezpośrednio spojrzeć pani na bramce.

za karę bosonogi pajacyk na oczach lotniska.
a ta mi masaż poszukiwawczy
wzdłuż i wszerz.

jakby mało mój wiarołomny plecak
pipnął też.

wiwsekcja teatralnie nierealna.
remanent likwidacyjny sytuacji.

siedem głównych
do połknięcia zanim spuści
głowę.

niech się zdaje, że prawie
mnie mieli.

poza tym miasto czyste. europejskie.
cienie IRA suną śladem Titanic’a.
wszystka people bardzo miła.
porzucanie odpadów nagradzane wyszczupleniem
konta o pięć-zero.

przyjemna podróż.
zielono mi.

za pensy dwa.
tax free.

* http://www.titanicinbelfast.com

hania
29 maja 2008

Hania przyjmowała do wiadomości.
no, przyjdźże do mnie na kawę, przyjdziesz?
zadzwoń. kilka razy. bo mogę być na strychu.

Ania ma 53 lata.
o wiele dalej niż trzy, pięć, a nawet trzydzieści pięć.
kiedy to było…

Nia. wiesz, jak to jest mieć anioła stróża?
gotowego przybiec, choćby na skrzydłach.
odgadującego życzenia skołatanych dusz
i nienajzdrowszych ciał.
rozdającego czas z hojnością monarchy.

Ia byłam za daleko.
brakło jak się masz.
zawsze-oczywiste.

co z tego, że wiosna. i córki. i cały ten kram.
zbyt gęsta mgła niebytu dokoła.

A.a.a.

znaleźli ją.
była na strychu.

 

Samotny myśliwy 2

Katarzyna Krenz

KK-Gotland4xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

2. Milczenie morza

Od wielu dni Stary Poeta nasłuchiwał,
lecz wokół panowała cisza. Bezruch,
tylko cień ptaka przesuwał się po niebie.

Umilkły krzyki. Drapieżne torpedy sztormu
przestały zadawać śmierć, prując brzuchy kadłubów,
które zwodowano po to, by same pruły płynny szum.

Ucichła pieśń sieci i zgasły silniki trawlerów
przeczesujących kopalnie morza w poszukiwaniu
zatopionych miast i ławicy.

Morze usnęło zmęczone. Było wolne. Jedynie
cień martwej ryby unosił się na fali. Stary Poeta
czekał. Lecz wokół panowała cisza. Nic. Tylko ta cisza.

Świat po katastrofie milczał, oniemiały
i niebo spoglądało w inną stronę – odkąd został sam.
Tylko morze, tylko morze żyło. Śniło.

Bomba emocji 1

krolochlani II poprawkaKatarzyna Kulikowska
Wiersze z tomiku ,,Bomba emocji”

Obok mnie wybuchła bomba emocji.
Kulę się jak dziecko.
Zamykam w schronie przeciwpancernym.
Na zewnątrz trwa wojna przekonań.
Padają strzały słów.
Schron jak roślina mięsożerna kurczy się nade mną.
Zwinięta w kłębek czekam na pożarcie.

skan okladki Bomba emocjiMój dom
Wódka na stole
Mama krzyczy
Ogień w kotłowni
Samotność i ja
Już nie umiemy rozpaczać
To mój zwykły dzień

Lęk

Mam na imię lęk
Z dna przepaści wysyłam
Mój głos w górę
Jestem domem ciemności
Przywołuję kruki
Zamykam spokój w bezruchu
Każę ludziom otwierać drogi
Wewnątrz siebie
Krzyczę – Jesteście wolni
Potem zniewalam ich w klatce złudzeń

krolochlani I poprawkaKwiat cierpienia
Johannesowi Deimlingowi

Pachnę krwią i potem
Mam płatki nasączone pieszczotą umęczonego ciała
Przyciągam ból jak magnez
Weź mnie do domu

Ukrzyżowanie
Agnieszce Graczew-Czarkowskiej

6 ciał Jezusa ukrzyżowanych na papierze
Przybitych gwoździem pędzla
Oblanych farbą
Patrzę
Farba zmienia się w krew
Słyszę jęk umęczonych ciał i wołanie:
Eli lama sabachtani
Jezus umiera po raz drugi sześciokrotnie

Gałęzie są moją drogą
Idę po niej do Ciebie Panie
Na końcu drogi świeci sakrament
Obmywam w nim moją duszę
Idę po kamieniach
Stopy mnie bolą od grzechu
Zmęczona klęczę przed tobą Panie i
Staję się pełnią

krolochlani III poprawkaGrafika: Katarzyna Kulikowska, ilustracje do Apokalipsy

Samotny myśliwy 1

Katarzyna Krenz

KK-Gotland6xAkwarela Gotland Katarzyna Krenz

1. Krajobraz po burzy

O świcie sztorm ustał.

Stary Poeta długo leżał na brzegu, omywany
przez fale, świadomy tego, co się stało.
Jego okręt zatonął, bezpowrotnie stracony,
a wraz z nim cały ładunek.

Katedry gotyckie i drapacze chmur
pierwsze poszły na dno jako najcięższe.
Po nich – fabryki, muzea i nowoczesne
miasta. Mosty i nitki autostrad unosiły się
jakiś czas na powierzchni, by w końcu
dołączyć do podwodnych stalaktytów z żelaza
i betonu niczym bolesne krople,
cząsteczki ciężkiej wody w wodnej masie.

Uwolnione śruby i gwoździe swobodnie
wypełniły szczeliny. Drewno całkiem pociemniało:
nie tylko dąb, również sosna, jesion i czarna olcha,
która w poprzednim życiu tak chętnie wybierała
jeziorny muł dla swych korzeni. Anielskie
polichromie i twarze Madonn przeglądały się
w lustrze wody, lecz nie trwało to długo –
jak deszcz w deszczu, tak płatki złota, smoczej
krwi szafiru i spłynęły ruchem spiralnym
i bezwolnym na paletę morza o zmierzchu,
zabarwiły nowym bólem zachód słońca.

Marmur okazał się odporniejszy na działanie
wody: posadzki agor, niegdyś splamione niezgodą
i zdradą, kariatydy i posągi bogów, a także
kolumny świątyń w oplotach akantu tkwiły samotne
pośród strzaskanych dworców i pasów startowych,
niczym kości porzucone na pustyni. Niebo
odbijało się w morzu, a morze odbijało się w niebie.
Kuli błękitu nie mąciła najmniejsza szrama bieli –
dzień przetopił nocną falę w płynne szkło. Morze
oddychało cicho i bez gniewu: sen po burzy ma
w sobie coś z leniwej sjesty i powolności trawienia.

Stary Poeta ocknął się i ukląkł na brzegu. Lecz zaraz
upadł na piasek zemdlony, tak wielkim bólem
przeszyło go przypomnienie: z całego dobytku
księgi były najlżejsze. Nasiąkając wodą,
nie osiadły na dnie jak mury bibliotek, które je
przechowywały. Napęczniały papier rozsadził
grzbiety tomów i rozpływając się w niebycie,
zabrał ze sobą wszystkie ważne słowa i myśli,
przesłania i dekrety, a nawet ludowe przysłowia.
W powietrzu drżał zielony szum dżungli, lecz
wyspa milczała. Nieznana. Nie nazwana. Niczyja.

90 lat / 90 Jahre / 90 лет / 90 წლის

Bułat Okudżawa / Bulat Okudschawa / Булат Окуджава / ბულატ ოკუჯავა

Russia_stamp_B.Okudzhava_1999_2r

9.05.1924 – 12.06.1997

Простите пехоте, что так неразумна бывает она:
Всегда мы уходим когда над землею бушует весна,´
И шагом неверным – по лестничке шаткой, спасения нет;
Лишь белые вербы, как белые сестры глядят тебе вслед.

Не верьте погоде, когда проливные дожди она льет,
Не верьте пехоте, когда она бравые песни поет,
Не верьте, не верьте, когда по садам закричат соловьи:
У жизни и смерти еще не окончены счеты свои.

Нас время учило: живи по-привальному, дверь отворя.
Товарищ мужчина, а все же заманчива доля твоя:
Весь век ты в походе, и только одно отрывает от сна:
Чего ж мы уходим, когда над землею бушует весна?

Wybaczcie piechocie
Że tak nierozumna czasami bez tchu
My zawsze w pochodzie
Gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu

Jak długo tak można?
Bezdroża, mokradła i błoto i piach
I wierzba przydrożna
Jak siostra pobladła zostaje we łzach

Nie wierzcie pogodzie,
gdy deszcze trzydniowe zaciągnie wśród drzew,
Nie wierzcie piechocie,
gdy w pieśni bojowej odwaga i gniew.

Nie wierzcie, nie wierzcie,
gdy w sadach słowiki zakrzyczą co sił –
wy jeszcze nie wiecie,
co komu pisane i kto będzie żył.

Uczyłaś ojczyzno,
że żyć trzeba umieć słyszeć twój gos…
Kolego mężczyzno,
a jednak niezgorszy przypada ci los.

My zawsze w pochodzie
i tylko to jedno nie zrywa ze snu;
dlaczego w pochodzie,
gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu?
Dlaczego w odwrocie,
gdy wiosna nad ziemią szaleje od bzu?…

Mgły i smutek

Nie muszę ich szukać, same przychodzą, wychodzą z lasów i ogrodów, opuszczają łąki i rozlewiska. Nagle są. Poetki. Piastunki wrażliwości. Strażniczki smutku. Przewodniczki wspomnień. Myślisz, że wszystko wiesz, że znasz je i że nie możesz istnieć bez ich wierszy, ale że niczym cię nie zaskoczą.  Aż nagle…

Bogumiła Różewicz

WICHROWE WZGÓRZA

Wichrowe wzgórza
Tajemniczy ogród
Pełne zarośli
Kosz malin na trawie
Lot ptaka w przestworzach
Księżyc przebrany za rogalik
Ranna kukułka
Plamiąca ziemię
Szklana pułapka
Głowa owinięta kolczastym
Drutem
Maszyna która przeszkadza w myśleniu

Lipiec 2011

BÓL

Dusza błądzi po ulicach
Szuka talerza zupy
Kawałka chleba
Litość ukryła się w kącie
Stoję na rozdrożu
Może ktoś poda pomocną dłoń
Serce zamyka ciemne strony
I prosi o miłość
To wszystko boli
A ja krzyczę
Nikt nie słucha

Październik 2011

KOŁOWROTEK ŻYCIA

Wrzeciono przędzie na kołowrotku życia
Koń galopuje przez ruchome wydmy
Wodospad rozbija się o skałę
Chiński mur dzieli świat na pół
Ścieżka po której idę
Ciągnie się w nieskończoność

Październik 2011

DRZEWA

Drzewa uginają się
Jak ludzkie plecy
Pod ciężarem nienawiści
Która jak wulkan wybucha
Gorącą lawą
Spala ziemię
Pozostaje tylko popiół

Październik 2011

***
Oczywiście, w jej tomiku Welon na fali jest wiele innych wierszy, wrażliwych wierszy o mgle i smutku, wybrałam te, bo każdy z nich mnie czymś poruszył…

Zielonogórski kwartalnik kulturalny ProLibris pisze o Różewicz:

Ur. w 1961 r. w Zielonej Górze. Miłośniczka poezji, członkini Stowarzyszenia Jeszcze Żywych Poetów. Debiutowała książką poetycką Welon na fali w 2011 r (wyd. “Organon”, seria Poddasze poetów).

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci – 8

I ostatni poniedziałek.

Katarzyna Krenz

z cyklu

Raport z wizyty w zakładzie dla starców i niewidomych dzieci

Castelo de Vide, Convento de São Francisco

zdjęcia Jacek Dominiczak

RaportJD (7)8.

Ezequiel, brat Snu

W głębi korytarza nareszcie po dniach
cierpienia zapadła cisza – to nasz brat
odszedł tej nocy do Pana. Requiescat in pace.

Przyczyna zgonu: serce. Nie pękło
z porywu żalu czy rozpaczy – zgasło
od podmuchu wieczornego wiatru.
Ramus Interventricularis Paraconalis
odmówił dalszej służby. R.I.P. Właściwości
izometryczne życia i snu wiecznego
ograniczyły pierwsze, by drugie
stało się faktem dokonanym, Amen.

Łagodny uśmiech na twarzy Ezequiela
wyraża zrozumienie: tak, czekał na
życie po życiu, każdy z nas czeka,
nawet jeśli o tym nie pamięta. Słyszał też,
że łąki w raju nie są tak kolorowe
jak te nasze w Alentejo. Nie szkodzi,
on przyjmuje to z pokorą i wybacza.
Raj nie musi być piękny, żeby być rajem.

Szelest płótna zgniata ciszę jak papier i
zapach lizolu dociera aż tutaj z końca
korytarza, gdzie przez pół wieku mieszkał
nasz brat. Opuszczoną celę trzeba będzie
wywietrzyć i pobielić. W sieni czeka już
młody nowicjusz, Dómine, exáudi
oratiónem meam. Mimo wszystko śmierć
ma swoje dobre strony: wyzwala od bólu,

który każe krzyczeć długo i przeciągle.
Clamor meus ad te véniat, Dómine.

Porto / Girona, 12 czerwca 2010