Wiersze

Teresa Rudolf

Ostatnio tak się składa, że obok mnie wokoło bardzo dużo ludzkiego cierpienia… w każdej formie.
I tym wszystkim ludziom poświęcam dziś moje wiersze…

Czas jak rzeka…

Czas jak rzeka
z prądem rwie,
wciąż do przodu.

Złodziej pamięci
jednym, innym,
podstępnie, zdrowia.

Zabiera bliskich,
pokazując odchodzenie
już za ścianę, strasząc.

Czas jak wicher
przebiega po nas,
zdzierając wszystko.

Czyżby… tylko?
A gdzie kolor czyichś
oczu, barwa głosu?

A gdzie zapach
wiosny, rudy włos
jesieni pięknej?

A gdzie widok
z pagórka na te
domki z klocków?

A gdzie uśmiech
przechodnia miłego
przypadkowej uliczki???

A gdzie śmiech
szczęśliwego dziecka,
jego malusieńka stópka?

A gdzie po deszczu
tęcza, wciaż wolna
od wszelakiej krytyki?

A gdzie jest świat
ogonem opowiadany,
przez twego psa?

A gdzie uwodzenie
kota na kolanach
czyichś, z figurami?

Więc płyńmy sobie
naszą łódką czasu
dalej, dalej z prądem,

zamiast ciągle przeciw!!!

I tak nagle…

I tak nagle obuchem
w głowę, zanim
w serce, żołądek…

I tak nagle wszystko
ważne i nieważne,
za daleko i za blisko.

Za cicho i za głośno,
za wyraźne i za nijak,
do góry nogami…

I tak po omacku
ale też za rączkę,
na smyczy lęku.

Strach siedzący
na karku, trzymający
usta, by nie krzyczały.

Strach przed bólem
z przyszłoscią, ale
też niebytem bez bólu.

Nadzieja, że się jest
wybrańcem losu,
bez wiedzy, czy na pewno

Nadzieja, ten kwiat
najwazniejszy, jedyny
w tym momencie…
DO ZAOPIEKOWANIA!

Er wird kommen / Przyjdzie na pewno

Blumen für Sigrid

Tibor Jagielski

Sigrid Krien (10.02.1936, Berlin – 2.06.2020, Freiburg)

Liebe Sigrid
die du bist im Himmel, oder in einer besseren Welt,
wo sich die Seelen treffen, unsere,
und die von Katzen und anderen Lebewesen,
die uns begleitet haben.

Dein account funktioniert noch,
also schreibe ich ein paar Worte an Dich,
Du weißt, es wird nicht lange dauern, dann treffen wir uns wieder
und auch Maxi und Erna kommen bestimmt gerne mit.

Auf Wiedersehen, meine liebe Freundin!

Dein Tiborchen


Maxi

festina lente

nie czekaj na śmierć
wychodź jej naprzeciwko

wychodź na spacer
z psem
kotem
albo z ptakami

o świcie
albo o zachodzie
każdego dnia

nie czekaj

z cyklu: “wiersze ukoronowane”


Erna

Reblog: Yahya Hassan ist tot

#Walk_of_shame. Er ist schon vor ein paar Monaten gestorben. Wir haben es nicht bemerkt. Angeblich jede seine Zeile schrie! Wir haben ihn nicht gehört. Seine Gedichte waren sehr wichtig. Wir haben es nicht gewußt.

Matthias Wyssuwa

Er schrie mit jeder seiner Zeilen

Frankfurter Allgemeine Zeitung GmbH


Foto (c) Christoph Busse

Yahya Hassan schrie seine Leser mit jeder Zeile an. Jedes Gedicht seines Debüts wirkte, als schlage er wie wild um sich, und jeder Buchstabe war groß geschrieben. Es war ein gewaltiges und gewalttätiges Ereignis, und als sein selbstbetitelter Gedichtband 2013 erschien, wurde es für den Dänen zum Triumph.

Sein Schreien machte ihn berühmt, weit über die Grenzen seiner Heimat hinaus. Nach kaum einem Jahr waren schon mehr als hunderttausend Exemplare des Buchs verkauft. Viel Glück brachte der frühe Ruhm dem Dichter aber nicht. Yahya Hassan wurde geschätzt und verstoßen, umworben und bedroht. Am Donnerstag wurde bekannt, dass man seinen leblosen Körper gefunden hat. Er wurde 24 Jahre alt. Ihren Nachruf auf Hassan überschrieb die dänische Zeitung „Politiken“ am Donnerstagabend mit der Zeile: „Yahya Hassans Tod ist kolossal schockierend, aber gleichzeitig schmerzlich vorhersehbar.“

Als Hassan berühmt wurde, war er kaum achtzehn Jahre alt, und sein Erfolg ist nicht zu verstehen ohne das Leben, das er bis dahin gelebt, die Zeilen sind nicht zu trennen von dem, was er erlebt hatte. Er war eben nicht nur ein talentierter Lyriker mit einer verkorksten Kindheit, er war auch das Migrantenkind aus dem Problemviertel, das herausschrie, was viele so noch nicht gehört hatten.

Hassan wuchs als Sohn palästinensischer Einwanderer in Aarhus auf, in einem schwierigen Viertel mit sehr hohem Ausländeranteil. Seine Kindheit war geprägt von Gewalt und Ängsten, früh schon wurde er als Kleinkrimineller auffällig und landete in Heimen. Dort fing er an, Gedichte zu schreiben, und sein Schreibtalent fiel bald auf. Er wurde gefördert. Mit einer fast vierzig Jahre alten verheirateten Betreuerin fing er eine Beziehung an, auch das sollte im Drama enden. Auch darüber sollte er in seinen Gedichten schreiben.

Was Hassan aber vor allem schrieb, ermöglichte einen Einblick in die Welt von Migranten, wie man ihn noch nicht kannte. Dänemark hatte lange keine Worte gefunden, um über das zu reden, was in manchen Vororten und Einwanderervierteln passierte. Dann kam eine rechtspopulistische Partei und nutzte die Sprachlosigkeit Anfang der zweitausender Jahre, um mit scharfer Rhetorik den Aufstieg zu schaffen.

Als Hassan dann sein Buch veröffentlichte, redeten viele oft mit erstaunlichen Härte über die Probleme von Integration und Einwanderung. Nur nicht jene, die in den Problemvierteln lebten. Aber Hassan erzählte nicht nur davon, wie er mit seiner Familie in seinem Viertel die Dänen und den dänischen Staat kennengelernt hatte. Vielmehr attackierte er unerbittlich die Einwanderergeneration seiner Eltern. Er berichtete von Gewalt in seiner Familie („Wenn mein kleiner Bruder ins Bett gepisst/ hatte/ wurde er mit Faustschlägen geweckt“), von Rückzug und Integrationsverweigerung: „Dann flüchtete Dein Vater von Flüchtlingslager/ Und dann flüchtet mein Vater von/ Flüchtlingslager/ Und dann unsere Väter verwandeln/ Dänische Blöcke in Flüchtlingslager/ Sie holen unser Großeltern/ Unser Onkel und Tanten/ und kriegen sie alle Sozialhilfe“, schrieb er, oder: „Er ist muslimisch verheiratet lebt aber/ getrennt für die Kommune/ damit seine Frau für das Sozialamt/ alleinerziehende Mutter ist.“ In einem Gedicht mit dem Titel „Du kommst in die Hölle mein Bruder“, verdichtete er das alles zu den Zeilen: „Ich liebe euch nicht Eltern ich hasse euer/ Unglück/ Ich hasse eure Kopftücher und Eure Korane/ Und eure analphabetischen Propheten.“

Sein Debüt wurde begeistert aufgenommen, die Kraft seiner Sprache gelobt, und natürlich wurde sein Werk auch politisch diskutiert. Er selbst verweigerte sich der politischen Integrationsdebatte, aber sollte sich später doch bei einer kleinen Partei engagieren, die eine Stimme für Migranten in Dänemark werden wollte, aber den Einzug ins Parlament verpasste. Hassan war aber nicht nur plötzlich eine Berühmtheit, er war auch ein Verstoßener. Er wurde nicht nur von Muslimen in Dänemark für seine Darstellung von integrationsunwilligen Einwanderern kritisiert. Er wurde bedroht, er wurde von einem Islamisten angegriffen, er erhielt Personenschutz. Er machte aber auch Schlagzeilen mit seinem Drogenkonsum, und 2016 wurde er zu einer Haftstrafe von einem Jahr und neun Monaten verurteilt, weil er ein junges Bandenmitglied angeschossen hatte, von dem er sich bedroht gefühlt hatte. Im vergangenen Jahr erschien „Yahya Hassan 2“. Er saß im Gefängnis und auch in der Psychiatrie. Am Mittwoch 29. April 2020 wurde seine Leiche in seiner Wohnung in Aarhus gefunden.

Wiersze w duecie…

Teresa Rudolf

Ja jestem taka…

A ja jestem, jakaś
taka, jak woda
do kostki,
mówiła.

Ludzie wiedzą
tyle, potrafią też
tyle, mają
głębię.

Wiedzy głebię,
na każdy temat,
tym się więc
szczycą.

A ja, nie znam
się na historii
choć ogonem
świata ona.

Nie znam się
na muzyce,
choć bez niej
uszu bezsens.

Nie znam się
na geografii,
choć każdy loch
ma położenie.

Nie znam się
na poezji, choć
muzyką przecież
dla oczu.

Nie znam się
na ludziach, choć
ciągle tyle obok,
jak mrówki.

Nie znam się?
Bo ty tak mówisz?
Bo ty tak myślisz?
Bo ty tak chcesz?

To ty “nie znasz się
na mnie”, na mnie!
wrzeszczała głośno
swą depresją płacząc.

 

Mówił jej, że…

Pomyśl tylko,
jak to jest kiedy
nie patrzysz na mnie…

Pomyśl tylko,
jak to jest kiedy
tak patrzysz na mnie…

Robisz wszystko
inaczej, tak jakoś
obok mnie.

Robisz wszystko
inaczej, tak jakoś
obok siebie.

Co stało się z nami,
z tobą, ze mną,
płyniemy obok życia.

Życie płynie obok
nas, przez nas,
nad nami, pod nami.

Życie ucieka jak
piasek przesiewany
przez sito oddalania.

Pomyśl tylko…

Wiersze

Teresa Rudolf

Gra

A ktoś gra z nami
w szachy, pracowicie
ambitnie, perfekcyjnie.

I świat też pełen
klubów szachowych,
harmonogram gry.

Współzawodnictwo,
międzynarodowe,
szach-mat napięcie.

Kraje przegrane, wygrane
jedne dużo wczesniej,
inne trochę później.

W jury nieznane twarze
w maskach, w odstępie,
serio, każdy może przegrać.

Świat napięty grę ogląda
swego obstawiając,
na “obcego” plując.

Świat ufający gierkom,
“oby tylko znanym – mówi –
bo w coś wierzyć trzeba!”

Fantazja

To czary Harry Pottera,
latanie na super miotle,
by pozamiatać księżyc,
uwolnić również ziemię,
szybko od pandemii…

To obrazy różnie malowane
życzeniami, marzeniami,
wyprzedzanie przepiękna,
ma być ono piękniejszym,
świata, ma być lepszym.

To sztuka ciągła uciekania
od dziwnej brzydoty świata,
z kolorami tęczy po deszczu,
cóż gdy brzydota wygra,
podobno też sztuką???

Fantazja wszechmogąca,
im wiecej, tym groźniej,
światy wielkiego zachwytu,
i światy filmowych horrorów,
bo człowiek wzruszeń chętny…

I łaskoczącego strachu
z bezpieczeństwa gwarancją,
na miotle Harry Pottera,
w oderwaniu od “Tu i Teraz”,
które to chichocząc czeka.

Z domowego aresztu (8)

Zbigniew Milewicz

20 maja

Dzisiaj mija 139 rocznica urodzin gen. Władysława Sikorskiego, Naczelnego Wodza Polskich Sił Zbrojnych i premiera Rządu RP na Uchodźstwie podczas II wojny światowej, który zginął tragicznie w lipcu 1943 roku na Gibraltarze. W oficjalnej wersji, doszło do katastrofy lotniczej, spowodowanej zablokowaniem sterów maszyny, którą podróżował, inne ekspertyzy mówią o zamachu na życie generała.

Według jednych hipotez za zamachem stali Brytyjczycy, inne wskazują na Rosjan, Niemców, Polaków, a też na ich kolaborację. Dokumenty z informacjami, jak było naprawdę znajdują się w brytyjskich, rządowych archiwach i termin ich ujawnienia jest konsekwentnie przedłużany. Normalnie ważne dokumenty utajniane są na 30 lat; zaraz po śmierci Władysława Sikorskiego nasi sojusznicy wydłużyli ten czas do 50 lat, po czym dodali jeszcze czterdzieści. Jeżeli więc po raz kolejny nie zmienią zdania, to w roku 2033 powinniśmy dowiedzieć się prawdy o śmierci polskiego premiera. Tylko kogo ona wtedy jeszcze zainteresuje… Na starych zdjęciach z pałacu cesarskiego w Liwadii pod Jałtą, Roosvelt, Churchill i Stalin mają syte twarze, Europa została na nowo skrojona, strefy wpływów podzielone, jeżeli ktoś coś na tym dealu stracił, to na pewno nie oni.

Dzisiaj obchodzimy również Międzynarodowy Dzień Płynów do Mycia Naczyń oraz Europejski Dzień Morza, święta skłócone ze sobą, bo zużyte chemikalia dokądś płyną i niszczą przyrodę, ale żyjemy w tak absurdalnych czasach, że już nic nie dziwi. Można tylko powiedzieć starym wrogom, żeby usiedli przy wspólnym stole i spróbowali się jakoś dogadać, albo poczytali sobie angielskie humoreski z Księgi Nonsensu i przestali siebie zbyt poważnie traktować. Dziś Ojciec Wirgiliusz Antoniego Marianowicza, według Lewisa Carolla (a potem jeszcze dwa wierszyki – ot, tak sobie):

PS od Adminki:
Wierzcie mi drodzy Czytelnicy,
naprawdę próbowałam jakoś
wyrównać te zwrotki i linijki.
Ale poległam w boju.

Spotkania z Księciem Ciemności 19

Ksawery Kopański

Jam jest Książę Ciemności!

Najpierw Czarnuch marcował. Myślałem, że na tym skończy. Gdzie tam! Potem było kwietniowanie. A teraz majuje: romansuje i poluje. To już rzecz do tego stopnia intensywna oraz długotrwała, że musiała się jakoś odbić na jego kondycji. W rzeczy samej: odbiła się – na psychicznej.

Książę jest ostatnio nakręcony jak propeller na haju. Wszystko właściwie robi w biegu: w biegu łaskawie przyjmuje pieszczoty…

… w biegu się bawi…

… nawet odpoczywa w biegu. Ostatnio na przykład wykręcił numer, jaki dotąd mu się nie zdarzył. Idę oto z Kropką na spacer. Otwieram drzwi. Sierściuch wpada do środka, jakby go stado ogarów goniło. Po dziesięciu minutach wracamy z Sunią. Wchodzę – Drań wyskakuje na korytarz, jak z pożaru! Żona zapewnia, że podczas pobytu w mieszkaniu ani nie przekąsił, ani nie przysiadł. Kręcił się tylko niespokojnie.

Pamiętajcie dziateczki: takie spustoszenia powoduje hulaszczy styl życia!

Aparat jest zbyt powolny, by wizerunek Księcia porządnie zarejestrować. Proza nie nadąża z opisem.

Kot iskra
Kot mgnienie
Płomyczek
Zalśnienie
Kot chwila
Błyśnięcie
Kot refleks
Mrugnięcie
Kot…
Po prostu Kot

Ejże! Chyba jednak się w końcu zmęczył. Układa wygodnie ciałko w bezpiecznym kącie. Ma ciało – czyli nie duch to! Nie zjawa upadła. Nie diabeł.

Śpij sobie spokojnie. Aaa, kotki dwa…

Prowincjonalne Theatrum Mundi 1

Stefan Andrzejewski

Jest wiosna 1990 roku. Już za miesiąc matura! Wszystkich trzydzieści czworo uczniów klasy czwartej humanistycznej miejscowego liceum zajmuje stanowiska bojowe przed mającą się rozpocząć lekcją języka polskiego. Uczniowie klasy humanistycznej mają poczucie misji i mocno zakorzenione przekonanie o swojej wyjątkowości. Wszak przed czterema laty, na pierwszej lekcji polskiego, Pani Polonistka zakomunikowała im tonem nie znoszącym sprzeciwu: «Wy, klasa humanistyczna, macie być elitą intelektualną tego miasta, od was będzie się wymagać więcej niż od innych!»

Trzydzieści lat poźniej, w Polsce Anno Domini 2020, tego typu stwierdzenie zabrzmiałoby śmiesznie. Ale wiosną roku 1990 w całym mieście wojewodzkim – dodajmy, iż stało się nim ono dzięki reformie administracyjnej towarzysza Gierka; dziś nie miałoby szans na taki status – było tylko jedno liceum ogolnokształcące. Trzeba będzie czekać jeszcze kilka dobrych lat, zanim każde Pierdziszewo Dolne dorobi się swojej wyższej szkoły zawodowej, w sąsiednim Pierdziszewie Górnym powstanie prywatny uniwersytet, zaś licea i technika zaczną hurtowo produkować maturzystów.

Na razie jeszcze uczniowie klasy czwartej humanistycznej podtrzymują przekonanie o swojej elitarności. Nie zmienia to jednak faktu, że prawie nikt nie jest dzisiaj przygotowany do zajęć. Trwają wszak kolejne Miejskie Spotkania Teatralne. Jako elita intelektualna tego miasta wszyscy humaniści mają przecież wykupiony karnet na cały tydzień teatralnego maratonu. Wczorajszy spektakl zakończył się późnym wieczorem, po nim odbyło się jeszcze spotkanie z artystami. Uczniowie mieszkający w okolicznych wioskach wrócili do domu grubo po północy, by rano o szóstej wsiąść do autobusu, który zawiezie ich do szkoły.

Na szczęście Pani Polonistka to też miłośniczka teatru i aktywna uczestniczka tego święta sztuki, które zawitało do prowincjonalnego miasta. Łatwo daje się więc wciągnąć w dyskusję wokół przedstawienia. Pani Polonistka robi dobrą minę do złej gry: udaje, że to nie ona dała się uczniom odciągnąć od ćwiczeń z fonetyki i fleksji, ale że sama narzuciła teatralny temat.

Dyskusja jest tak żywiołowa i pasjonująca, że prawie nikt nie słyszy dzwonka oznajmiającego przerwę… Uczniowie czwartej klasy, jako humaniści, niewiele mają do czynienia z naukami ścisłymi. Ale w takiej chwili uświadamiają sobie, na czym polega teoria względności, którą ich koledzy z klasy matematyczno-fizycznej mieszczą w jednym paluszku. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że czterdzieści pięć minut fonetyki ciągnie się jak flaki z olejem, zaś tak samo długa lekcja o teatrze biegnie szybko i pozostawia po sobie niedosyt?

Tak wygląda cały szkolny tydzień. Z dnia na dzień, z przedstawienia na przedstawienie, energia, jaką przekazują twórcy poszczególnych spektakli, kumuluje się i gęstnieje.

Każdy uczeń i każda uczennica widzi już oczyma wyobraźni swoją przyszłość, oczywiście zwiazaną z teatrem. Jeśli nie aktorstwo, to reżyseria, albo przynajmniej teatrologia. Uczniowie klasy humanistycznej mają poczucie misji i mocne przekonanie o swojej wyjątkowości: już niedługo zdobędą rząd dusz!

*

Jest wiosna 2020 roku. Za miesiąc trzydziesta rocznica matury. Z trzydziestu czterech absolwentów klasy humanistycznej na zjazd rocznika dojechało, z różnych stron Polski i świata, około dwudziestu osób. Inni nie dotarli «z przyczyn obiektywnych», wśród nich piszący te słowa. Ale udało się nawiązać kontakty, niektóre przerwane na długie trzydzieści lat, odświeżyć szkolne przyjaźnie.

Piszący te słowa okłamałby Czytelnika, gdyby powiedział, że wszyscy odurzeni sztuką teatralną uczniowie klasy humanistycznej z roku 1990 poszli w kierunku, o którym przed laty skrycie marzyli. Chociaż… jest w ich gronie jedna producentka filmowa, dość dobrze znana w kraju, do którego wyemigrowała, są dwie osoby, które po ukończeniu teatrologii żyją z recenzji teatralnych. Przeważają w tej grupie jednak sami humaniści: nauczycielki języka polskiego, historii, języków obcych; jest wzięta pani adwokat, pan prokurator tropiący groźnych przestępców, jest kilku biznesmenow i jeden duchowny należący do dominującego w Polsce wyznania.

Ostatni z wymienionych, piszący te słowa, po ukończeniu szkoły chyba ani razu nie był już w teatrze; teatru telewizji nie licząc. Wiele mu jednak z tamtej fascynacji pozostało. Liturgia to też w pewnym sensie teatr – kombinacja słowa, gestów, światła, rekwizytów, muzyki, scenografii i kostiumów. To także podział na scenę i publiczność. Czasem to teatr jednego aktora, czasem monumentalne przedstawienie z dużym rozmachem. Niedoszły nasz aktor wie, że słowo, które wypowiada ze sceny, musi być słyszane nawet w ostanim rzędzie; że musi być zsynchronizowane z gestem; że jeśli «bierzcie i pijcie», to trzeba podnieść kielich w tym właśnie momencie, ani sekundy wcześniej, ani sekundy później.

Co jeszcze zapamiętał duchowny ze szkolnych doświadczeń z teatrem? Że trzeba zagrać swój spektakl tak samo dobrze dla wypełnionej po brzegi sali, jak i dla jednego widza. Owszem, czasem jest to nie tylko spektakl jednego aktora, ale też jednego czy dwóch widzów…

A rząd dusz? Chyba aż takich ambicji nie żywi nasz bohater: pamięta, że ma nad sobą Reżysera. Jemu pozostawia wgląd w ludzkie serca i sumienia.

Jednak zawsze staje nasz ksiądz ex-humanista przed publicznością z pewnym drżeniem. Bo wie, że słowo – ale także Słowo – ma wielką moc: może uleczyć, może też i zabić. Może dać nadzieję, albo jej na zawsze pozbawić.

*

Wielu rzeczy, trzydzieści lat po maturze, nasz bohater już zapomniał. Ale pamięta słowa wiersza, który często mu przychodzi na myśl, gdy ogarnia go zwątpienie w to, czy jego teatr jest jeszcze komuś potrzebny:

Ta drabina to schody do nieba,
a ta miska pod schodami to księżyc.
Tamten miecz to zwyczajny pogrzebacz,
a z garnków są hełmy rycerzy.

Ale kto w te czary nie uwierzy?

To jest teatr.
A teatr jest po to,
żeby wszystko było inne niż dotąd.
Żeby iść do domu w zamyśleniu,
w zachwycie.

I już zawsze w misce księżyc widzieć…

Wiersze i muzyka

Teresa Rudolf

Czekam

A dzisiaj  wszystko
takie jakieś leciutkie
takie jakieś tiulowe.

Małe dzwoneczki
dzwonią w uszach,
świetliki tańczą w oczach.

Wszędzie zielono,
jak oczy mego kota,
a i też niebieściutko.

Maleńkie białe kwiatki
pierwszokomunijnie
na trawniczku zielonym.

Chmurkami białymi
oblepione niebo,
patrzy na nas z góry.

To Universum dziś
robi wielki test Ziemi,
czy gotowa już na maj.

Zapamiętaj

Zapamiętasz moje imię,
pytała stara kobieta
w domu starców
starego mężczyznę.

Zapamiętam na pewno,
jak mógbym zapomnieć
imię pachnące dziką różą,
imię śpiewające ogrodami.

Zapamiętam na pewno,
jak mógłbym zapomnieć
imię oplatające serce
jak bluszcz, już tyle lat.

Zapamiętam na pewno,
jak mógłbym zapomnieć
imię wyszeptane nocami
zanim je wypowiedziałem.

Zapamiętam na pewno
jak mógłbym zapomnieć
imię, któremu powiedziałem
TAK, moja Ty Różo!

Różo, moja Różo,
czemu nic mówisz???

Joycearia (I)

Arkadiusz Łuba

Während der Coronapandemie habe ich Ewa Maria mit einem Virus angesteckt.

Ja, Ewa Maria hat meinen Virus geschluckt. Hat also angebissen.

Sie hat Interesse an Joyce gefunden. An Finnegans Wake, seinem letzten Buch. Ich lese ihr jetzt ab und zu Fragmente daraus laut vor, sie liest leise vorm Schlafengehen.

Sie ist in der polnischen Übersetzung letztens auf »durian« (FW 257.6), ein essbares Obst vom Baum gleichen Namens in Südostasien, mit einer harten, stacheligen Schale, einem stark aromatisierten, fleischigen Fleisch, Durio zibethinus aus der Familie Malvengewächse, bekannt für seinen abstoßenden Geruch, und auf »manga« (orig. »mongafesh«, FW 256.25) gestoßen und wollte wissen, ob Joyce etwas sowohl über die Frucht als auch über japanische Comics wissen könnte. Ich griff zu meinen schlauen Büchern und Kommentaren, schließlich beschäftige ich mich seit Jahren mit dem Autor und stellte fest:
1) »durian«, erscheint als Phrase »durian gay«, was – neben der Frucht – eine klare Hindeutung auf den Titelheld von Oscar Wildes The Picture of Dorian Gray ist.
2) etymologisch kommt das Wort aus dem Malaiischen und beschreibt eine seltene Frucht »duri« mit stacheliger Haut: duri Dorn + das substantivierendes Suffix »-an« = durian
3) In Flora of Great Britain and Ireland von Peter Sell und Gina Murrell kommt ein gewisses Hieracium duriceps vor (S. 394), ein Habichtskraut, beschrieben 1982 von F. J. Hanbury. Er beschreibt eine Yorkshire-Pflanze, die normalerweise sehr groß ist, lange, spitze Blätter und Deckblätter mit längeren Drüsenhaaren hat.
Abgesehen davon, dass Nora Joyce wie Molly Bloom eine „Bergblume“ genannt wurden (Hieracium kommt auch als alpinum vor), erklingt das Lied My Girl‘s a Yorkshire Girl (Mein Mädel ist ein Yorkshire-Girl), ein Edwardianischer Musichall-Song von C. W. Murphy und Dan Lipton, im Kopf von Blazes Boylan am Ende des zehnten Kapitels des Ulysses. Es kommt wieder in Circe vor, nicht nur, weil eine der Prostituierten sagt, sie sei aus Yorkshire, sondern weil das Lied selbst eine bösartige junge Frau betrifft. Für Boylan, der in ein oder zwei Stunden an Leopold Blooms Tür klopfen und seine Frau besteigen wird, hat das Lied eine noch offensichtlichere Bedeutung. Als Bloom Zoe Higgins fragt: „Woher kommst du? London?“, antwortet sie: „In Yorkshire geboren“ (S. 564). Viel später in Circe beginnen Gemeiner Carr und Gemeiner Compton, das Lied auf der Straße zu singen. Zoe hört sie und springt entzückt auf: „Das bin ich. (sie klatscht in die Hände.) Tanzen! Tanzen! (sie läuft zum Pianola.) Wer hat Zwopence?“ (S. 640). Sie bekommt zwei Pennys von Lynch, lässt sie in den Schlitz des mechanischen Klaviers fallen und spielt „in Walzerakt das Vorspiel zu My Girl’s a Yorkshire Girl“, während Stephen Zoe durch den Raum wälzt. Bald singt das Pianola selbst die Worte des Liedes, zusammen mit Zoe (S. 641). Boylans Yorkshire-Mädchen ist natürlich Molly, und der Roman wirft auf, beantwortet aber nicht die Frage: Wem genau gehört diese „Rose“ [Blume]?

Das Video zeigt The Shannon Colleens (Sinead Murphy und Darina Gallagher), die dieses Lied im Rahmen des Bloomsday Festival 2010 in Dublin im Bewley’s Cafe Theatre aufführen.

4) das erwähnte »mongafesh« ist ein Kalauer, zusammengebaut aus »monkfish« – also dem Meerengel, Squatina angelus, und dem »mangofish« – also einem essbaren indischen Fisch, »where fishngaman fetched the mongafesh« – „wo der »fishermenmonster« (nga: Birmanisch für »Fisch« und nga-man: Birmanisch für »Seemonster«) den Meermongster brachte“ (AŁ).
5) auch wenn Joyce die Durian-Frucht sowie japanische Mangas kennen konnte, geht es hier nicht um einen Comic, wie die polnische Übersetzung von Krzysztof Bartnicki wiederum suggeriert und was Ewa dementsprechend daraus herausgelesen hat: „gdzie rybanga mang ułowić taką mangelybę“ (S. 256.32-33). Verschwunden sind auch die Meeresmonster und die Fische. Dafür summt jetzt Bartnickis »w to mu durian graj« (S. 257.12).

Wie dem auch sei, zeigt diese kleine Analyse, wie reich an Bedeutungen Finnegans Wake ist und wie viele neue Bedeutungen es generieren kann.

In Folge der Recherche schrieb ich daraufhin zwei Limericks, auf Polnisch, mit »durian« (vielleicht übersetzt jemand ins Deutsche?!):
I
Pewnego pana Jarosława
obiegła po świecie niesława:
Że gardził Wilde’a Dorianem,
i śmierdział okrutnie durianem.
Ot owoc a polska sprawa.

II
Już na śmierć zapomniana
osoba owego waćpana.
Powodem zaś aktu tego
był zapach z usteczek jego –
jak zapach owocu duriana.

In Polen wird der Monat Mai der heiligen Mutter Gottes Maria gewidmet:

Dazu habe ich auch gedichtet:

Maj miesiącem kwarantanny,
wiedzą Ele, Julie, Anny.
Propaganda Maryjowa
tylko mąci w polskich głowach!
Jej słuchają głupie panny.*

*Anspielung auf die Biblischen „panny roztropne i panny głupie“ („kluge und törichte Jungfrauen“).

pozdrawiam
wiadomo kto 🙂