Marzenia o marzeniach

Teresa Rudolf

Tak sobie marzę…

Kot Moritz delikatnie
opuszkiem łapki
w policzek stuka.

Przebija się słońce
przez cienką szybę,
złodziej bezszelestny.

Kiczowatością koloru,
niebieskość nieba
razi śpiące oczy.

DZISIAJ wchodzi
przedwiosenny dzień,
drzwiami życia.

Dzień dobry, dzień dobry
krzyczeć się chce
zostań mi dobrym…


I też mi się marzy

Leciutki letni wiaterek,
z listkami kwiatów
w porannej mgle tańczący.

I te kolorowe parasolki
małych kawiarenek
pachnących kawą i lodami,

powietrze z dziecięcym
śmiechem, też te widoki
kotów na parapetach

okien, z których patrzą
ludzie tak ciekawsko
jak kiedyś, tak niedawno

…ale też i …dawno.

Marzenia o dobrej ulicy…

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do nielubianego
czarnego kota,
w białych bucikach

…kiedy jest głodny,

wiesz, też i do tego
w te tygrysie łatki,
i do tego rudego,
wiesz, one chcą jeść,
nie zabiora  ci niczego…

…więc nie kop!

A mnie się marzy,
dobroć człowieka
do małego brudaska,
z ulicy tak brudnej
jak on sam, biedaczek…

…nie gardź, nakarm!

I nie ma tu poezji,
tematu do wiersza,
to smutna przepaść,
z setkami miauczeń,
twarzy, to nie zły sen

…obok ciebie sytego…

to też i twoje życie,
nie uciekniesz nigdzie,
choć czegoś nie lubisz,
gardzisz, a ja marzę,
by cię dopadło…

…obok dobrobytu,

w najpiękniejszym
momencie życia…
podła jestem, tak?
Przecież to takie
proste, być podłym,

…ty i ty, znasz to!

Wpis numer 3000!

Dziś dzień świętego Kazimierza, w wielu regionach dawnej i obecnej Rzeczpospolitej święto kościelne i ludowe, a na ewamaria.blog jeszcze dodatkowo ważna okazja do świętowania – wpis nr 3000! Tak 3000. Trochę mi się wierzyć nie chce, ale wordpress liczy kolejne wpisy, odejmuje usunięte, dolicza dodane i nic się przed nim nie ukryje. A ja bym może nawet przegapiła fakt, że blog obchodzi takie niezwykłe urodziny, ale Konrad… Konrad oczywiście zauważa takie rzeczy.

Roman Brodowski

Kaziuki i… ja

W kalendarzu imprez kulturalnych wielu miast, leżących na Kresach naszej dawnej Rzeczypospolitej, czwarty marca jest dniem szczególnym, to Dzień św. Kazimierza – inaczej zwany “Kaziukami”

Również i dla mnie od wielu już lat dzień ten jest jednym z najważniejszych wydarzeń w mym życiu emocjonalnym i kulturalnym.

Powodów ku temu jest kilka:

Imiennikiem Królewicza jest wciąż żyjący w mej pamięci Ojciec. Poza tym ważna jest tu moja miłość do Kresów, ich historii oraz tradycji, związana z pochodzeniem rodziny. No i nie bez znaczenia jest fakt, iż zarówno w Wilnie jak i Grodnie kaziukowe festyny często są organizowane w dniu moich urodzin. A zatem jasnym jest, że nie mogę pozostać obojętny dla kaziukowej tradycji.

Od dwudziestu lat, prawie co roku, kaziukowe święto obchodziłem w tych dwóch miastach.

Niestety ostatnie dwa lata, zarówno ze względu na pandemię, jak i dramatyczną polityczno-gospodarczą sytuację na Białorusi, nie mogłem wziąć udziału w tej pięknej imprezie. Tym bardziej to smutne, bo w tym roku trzydziestą rocznicę powstania obchodzi Związek Polaków na Białorusi. Ale jest też i miły akcent w tej obchodzonej daleko rocznicy, a jednocześnie i zaskoczeniem, bo otóż z tej właśnie okazji za moją „wieloletnią działalność na rzecz Polaków żyjących w tym państwie, za wiersze, prozę, spotkania autorskie, oraz pomoc Polakom żyjącym na Białorusi w ramach działalności białostockiego Stowarzyszenia Pomocy Rubież”  został mi przyznany medal upamiętniający tę rocznicę. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam, że na Białorusi są dwie organizacje polonijne, jedna, młodsza wiekiem, propagująca nacjonalizm, współpracuje z obecną naszą władzą, druga, dawna, krzewi tradycję, kulturę, historię oraz wiarę przodków i odrzeka się od nacjonalizmu. I to ta właśnie organizacja przyznała mi ów medal. Niestety nie będzie mnie na uroczystym otwarciu Kaziuków w Grodnie i nie odbiorę sobie tej pięknej pamiątki.

Czym są Kaziuki i jaka jest tego święta geneza, postaram się w kilku słowach wyjaśnić.

Otóż Kaziuki to świąteczny Jarmark organizowany od ponad trzystu pięćdziesięciu lat, upamiętniający śmierć Kazimierza Jagiellończyka świętego patrona Polski i Litwy.

Kaziukowy jarmark od początku odbywał się w Wilnie i okolicach. Po raz pierwszy, połączony z pochodem przebierańców, kuglarzy, kupców i mieszkańców, odbył się ponoć w 1638 roku. Na początku swojego istnienia przypominał on nieco dzisiejszy jarmark odpustowy. Można tu było kupić wyroby wielkanocne, palemki, artykuły rękodzielnicze, żywność, wszelkiego rodzaju napitki, no i oczywiście dewocjonalia pod wieloraką postacią. Ten trwający dwa dni festyn był nie tylko czasem zabawy, ale także świętem religijnym św. Kazimierza, okazją wspominek i modlitwy. Ale był też zaczerpniętym z tradycji przedchrześcijańskiej, świętem witania nadchodzącego przedwiośnia.

Kazimierz był synem „Pana na Wawelu”, Kazimierza Jagiellończyka i Elżbiety Habsburżanki, oraz wnukiem pogromcy Krzyżaków, Władysława Jagiełły. Urodził się w 1458 roku w Krakowie. W wieku dziesięciu lat został uczniem Jana Długosza. Pomimo iż od najmłodszych lat przy boku ojca uczestniczył w wyprawach wojennych, spotkaniach dyplomatycznych i obradach sejmowych, nigdy nie zainteresował się polityką, a wprost przeciwnie. Odznaczał się miłosierdziem względem ubogich i niebywałą, jak na pretendenta do tronu, religijnością. Wiosną 1483 roku król ojciec wysłał go na Litwę, gdzie na początku piastował funkcję podkanclerza, a następnie sprawował faktyczną władzę królewską. Odznaczał się wyjątkową inteligencją. Biegle władał polskim, litewskim, niemieckim oraz łaciną. Znany był z tego, że głosił i wprowadzał na Litwie Kult Najświętszej Marii Panny i Wielkiego Jej Miłosierdzia.

Przypisywano mu chrześcijańską zasadę „lepiej umrzeć niż zgrzeszyć”.

W 1484 roku niespodziewanie zmarł na gruźlicę w odległym od Wilna o sto pięćdziesiąt kilometrów, Grodnie. Miał 26 lat.

Spoczął w podziemiach Katedry Wileńskiej i jest to do dziś miejsce kultu młodego Jagiellończyka.

Za swoją pobożność oraz wkład w krzewieniu kultury chrześcijańskiej, wyniesiony został na ołtarze w 1602 roku. Obrano go patronem Litwy i Polski, czyli Rzeczypospolitej Obojga Narodów, powstałej na mocy Unii Lubelskiej w 1569 roku.

W 1950 roku Pius XII ogłosił go też patronem młodzieży litewskiej. Kanonizacja zmarłego królewicza miała także aspekt polityczny. Chrześcijańska (wówczas już od ponad stu lat) Litwa nie posiadała bowiem żadnego rodzimego patrona, a dla religijnego prestiżu był on nader potrzebny. Kazimierz został pierwszym świętym tej ziemi. Dniem wspominania świętego Kościół ustalił dzień jego ]mierci – 4 marca – dziś dzień imienin Kazimierza.

Wracając do “kaziuków “… to dzięki potomkom Rzeczypospolitej Obojga Narodów, dzięki krzewieniu przez nich tej tradycji także poza Wileńszczyzną, kaziukowy jarmark organizowany jest dzisiaj w wielu miastach Polski, Białorusi, Litwy a także poza tych państw granicami.

Od kilkunastu lat organizuje się go również w Grodnie, ulubionej rezydencji królewicza, mieście w którym dokonał żywota.

Związek Polaków na Białorusi przy współpracy z władzami miasta organizuje, i pielęgnuje ten przeniesiony z Wilna na grodnieński grunt, piękny jarmarczny obyczaj.

Powrót płaczącego słonia

Teresa Rudolf

Stara łza

Patrzył na to zdjęcie
tej Jedynej, tajemnicy
jego życia…

Gdzie dziś jesteś?
Czy jeszcze jesteś?
Ty, ach Ty…

Powoli oddalało
się to “dzisiaj”,
to “teraz”…

Coraz bardziej
biło wzruszenie,
bęben w sercu…

Smutna łza, stara
jak on sam,
spłynęła…

Gdzie jesteś,
Czy jeszcze jesteś?
Ty, och Ty…

Powroty

Tamte miejsca,
tamte słowa,
pamiętał wszystko,

tę tęsknotę
za dziwną historią
sprzed lat.

Uśmiech nad
absurdem życia,
ciągle młodego.

Jak mogłem?
Jak mogłem zabić
motyla w tobie?

Słoń gruboskórny,
łka we mnie
cichym deszczem.

Słoń z motylem
na głowie, w sercu
w pamięci?…

Jakże to?
Jakże to?
A jednak…

Flughafen Tegel & macierzanka

Tibor Jagielski

der weisse maybach

berlin-west (1961 – 1989) und heiko (1959 – 2018) in memoriam

wir trafen uns
schon nach dem untergang
der insel

so wie sie plötzlich erschien
verschwand sie wieder

ich zugezogen in den siebziegern
er – insulaner, mit dieser stadt aufgewachsen

mit allen grenzen gewaschen
(– gänsefleisch waffen? munition?)

manchmal stundenlanges warten
manchmal durchgewinkt

wir fuhren diesselben strecken
und besuchten diesselben discos
ohne voneinander ahnung zu haben

zum beispiel dreilinden – hamburg
oder sound

ja wir traffen uns erst
als unsere wilde jugend zu ende war

als wir keine zweihundertfünfzig sachen mehr auf der autobahn fuhren
und die durchtäntzte nächte hinter uns liesen

zum sterben waren wir damals zu jung
und gegen die walze, die kam
keine chance

auf eine art und weise
waren wir von der furie des verschwindens
entsetzt

und retteten uns manchmal
in die vergangene träume
vergebens

aus dem band “tod in tegel”
2020

macierzanka

same tragedie
nawet herakles po powrocie do domu
otrzymuje w darze od dejaniry koszule
koszule!

na polach elizejskich
szary popiół spada z nieba
jak śnieg
na tłumy
wędrujące po monotonnej szarej równinie

syzyf to pestka
kompleks edypa?
nieznany
elektra?
bajka na dobranoc

tylko macierzanka
rośnie razem z nami
jak milczenie starego telefonu
nikt nie wykręci już jego tarczy

tylko macierzanka
różanopalca pozdrawia nas o świcie
i pozwala
na oddech

Z wolnej stopy 34

Zbigniew Milewicz

Na kocią nutę

Może zabrzmi to dwuznacznie, ale nigdy w życiu nie miałem kota. Były psy różnych ras, żółw, świnka morska i kanarek, a sierściucha jakoś zabrakło. Nadrobiła to moja córka Ania, w jej domu od lat króluje Tutek – kot syberyjski, bez którego zarówno ona, jak i moja wnuczka Zosia nie wyobrażają sobie życia. Ponieważ dzisiaj obchodzimy Światowy Dzień Kota, wszystkim mruczusiom i ich fanom dedykuję dwa wiersze pióra Andrzeja Nowickiego, według Thomasa S. Eliota, z niewyczerpanej Księgi Nonsensu:

Kot teatralny

Gus to kot u teatralnych drzwi.
Jego prawdziwe imie, co lepiej wiedzieć, brzmi:
Asparagus. Ale, że sprawia trud
Wymawiać je przyjęto Gus jako na co dzień skrót.
Gus sierść ma zszarganą i chudy jest jak gnat,
Cierpi na drgawki, łapy trzęsą się od lat;
Lecz kiedyś, w dniach młodości, kto by pomyśleć śmiał,
Że był postrachem myszy, szczur nawet przed nim drżał.
O, nie jest takim kotem, jakim to bywać zwykł,
Gdy znany był szeroko za młodych czasów swych –
A dziś, gdy go otoczy przyjaciół wiernych krąg
W klubie, który się mieści na tyłach baru „Pstrąg“,
Lubi im przewodniczyć, zwłaszcza gdy stawia ktoś,
I zawsze ciekawego powie o sobie coś:
Tak, Wielkim był Aktorem, z Irvingiem samym grał.
Znany był w music-hallach, teatr go każdy znał.
Pamięta, jak Galeria pięć razy, może sześć
Kocią muzykę wzniosła na jego tylko cześć.
Lecz najwspanialszą kreacją, największą z jego ról
Był Fajerwerkofidel w „Postrachu Dzikich Pól“.

– Grywałem – opowiada – w każdej ze słynnych sztuk,
Sześćdziesiąt monologów jam recytować mógł,
Umiałem improwizować, dobrze wiedziałem, jak
Najumiejętniej stosować sceniczny trik lub gag,
Mogłem grać samym grzbietem, ogonem mogłem grać
I po godzinie próby na wszystko było mnie stać!
Głos miałem tak wzruszający, że każdy w teatrze łkał,
Czym charakterystyczną, czy główną rolę grał.
Na Małej Nell kolanach swój opierałem łeb
W sztuce pana Dickensa „Starożytności sklep“.
W scenie Pantomimy roboty miałem huk,
Któż „Kota w Butach“ lepiej ode mnie zagrać mógł?
Ale największą kreacją z niezapomnianych mych ról
Był Fajerwerkofidel w „Postrachu Dzikich Pól“.

A potem, gdy mu jeszcze postawić dżinu łyk,
Powie o innych rolach, w których to grywać zwykł,
O tym, jak raz w Szekspirze cichutko wszedł na płot,
Bo pewien aktor twierdził, że musi w tym być kot,
I jak Tygrysa grywał – znów by go zagrać mógł –
Którego Pułkownik w Indiach wystrzałem zwala z nóg.
Nikt tak jak on – powiada – nie umie, choćby pękł,
Wydawać wstrząsający Ducha w „Hamlecie“ stęk.
Raz po telegraficznym drucie się wspiął co sił,
Aby ratować dziecko, gdy pożar w sztuce był.
I twierdzi: – Tych kociąt w teatrze nikt już nie uczy tak,
Jak nas uczono niegdyś w królowej Wiktorii dniach,
Kiedy, niby na musztrze, ćwiczono każdy gest.
A teraz byle kociak podskoczy i sławny jest!-
I doda jeszcze, łapą strzepując z sierści pył:
O, tak, już teatr nie jest taki, jaki dawniej był,
Te nowoczesne produkcje, może i niezłe – lecz
To nie jest to, co było, na tym polega rzecz!
I nic się porównać nie da z największą z moich ról,
Z chwilą upojnej euforii,
Gdym przechodził do historii
Ja, Fajerwerkowidel w „Postrachu Dzikich Pól“.

Tajemniczy kot Makawity

Makawity to tajemniczy kot; zowią go też Skryty Pazur,
Gdyż jest arcymistrzem zbrodni, który urąga Prawu.
Kpi sobie ze Scotland Yardu, a zwłaszcza z Oddziału Lotnego.
I nigdy na miejscu zbrodni – NIE MA MAKAWITEGO!

Bo któż jak Makawity? Któż jest jak Makawity?
On wznosi się w powietrze, jak fakir znakomity,
Łamiąc powszechne prawa wraz z Prawem Ciążenia Ziemskiego,
I nigdy na miejscu zbrodni NIE MA MAKAWITEGO!
Niech się Policja czai w powietrzu, pod ziemią na niego –
Ja wiem to lepiej niż oni – NIE MA MAKAWITEGO!

Makawity ma kolor imbiru, smukły jest i wysoki;
Poznasz go, gdy go ujrzysz, gdy cię przeszyje wzrokiem.
Głowa do góry wzniesiona, namysł na czoło się kładzie,
Płaszcz jego kurzem okryty, wąsy – w niedbałym nieładzie.
Szyję przeginać umie miękkim, wężowym ruchem;
Gdy sądzisz, że śpi głęboko – on czuwa ciałem i duchem.

Któż jest jak Makawity? Któż jest jak Makawity?
To potwór deprawacji, czort w kocim ciele skryty.
Miniesz go na ulicy i przejdziesz tuż obok niego,
Ale na miejscu zbrodni NIE MA MAKAWITEGO!

Szlachetny jest na pozór (nie siadaj z nim do kart),
Odcisków jego palców nie zdobył Scotland Yard –
Lecz gdy słonina ginie lub skrzynka biżuterii,
Gdy ktoś dzban mleka wypił, stłukł szybę w oranżerii
Lub łeb ukręcił kurze ni z tego, ni z owego –
Jedna jest rzecz przedziwna: NIE MA MAKAWITEGO!

A kiedy z Foreign Office`u niknie Przyjaźni Traktat
Albo z Admiralicji – Plany i Tajne Akta,
Być może strzęp jaki znajdą i to czy tamto spostrzegą,
Lecz śledztwo jest bezcelowe: NIE MA MAKAWITEGO!

I Tajna Policja mówi, kiedy ją zawiadomić:
– TO MUSIAŁ BYĆ MAKIAWITY! – a on daleko o sto mil
Na słońcu się wyleguje i liże leniwie pazur
Albo liczb długie kolumny mnoży i dzieli od razu.

Któż jest jak Makiawity? Któż jest jak Makiawity?
Tak gładki i zwodniczy, i tak niesamowity?
On zawsze ma alibi (dwa albo trzy do tego),
Ale na miejscu zbrodni NIE MA MAKIAWITEGO!

Mówią, że wszystkie koty ze swoich przestępstw znane
(Że wspomnę o Januarym czy kocie Kajetanie),
To tylko zwykli agenci posłuszni, sprawni, zgodni
Kota Makiawitego – Napoleona Zbrodni!

Na koci temat, na przestrzeni dziejów, ułożono mnóstwo różnych sentencji i aforyzmów. Mnie osobiście najbardziej podobają się dwie myśli: Kobiety i koty zawsze robią, co chcą, więc mężczyźni i psy niech się z tym pogodzą. Kto nie lubi kotów, w poprzednim wcieleniu musiał być myszą. Autorem pierwszej jest Robert A. Heinlein, drugiej Faith Resnick.

Co zostaje w nas?

Teresa Rudolf

Aznavour i Maradona 

I znów to przedziwne
poruszenie serca,
gdy nagle znany głos,
skądś się wyłania.

Znowu gdzieś cię dopada,
ten z zaświatów dalekich
głos, duch z przeszłości,
z przemijania twego.

Wkrada się wzruszenie,
gdy tu melodia, tam obraz,
tam z dzieciństwa książka,
a tam twoje zakochanie.

Wychodzą duchy i duszki,
bez rytuałów i zaklinania,
z pamięci, z odchodzenia,
w zwykłej codzienności.

Odpłynęło tylu twórców,
idoli, tu Presley, tu Van Gogh,
tu Osiecka, a tu Maradona,
jak komuś kiedyś pisane…

…taki dzisiejszy duch…

Odpływy i przypływy

Gdy zamykam oczy,
leciutkie wspomnienia,
chmurkami przypływają
pachnąc morzem i solą,

mając swoją melodię
spowalniają moje myśli,
rozleniwienie tuli ciało,
w dal odpływające.

Jakieś dziwne wzruszenie,
przepływa przeze mnie,
niepokój kłóci się z ciszą,
dobrze mi i też niedobrze.

Przypływa coś dość znanego,
muska pamięć cichej duszy,
łaskocze, irytuje, głaszcze
pocieszając, że odpłynie…

…w mojej tęsknocie.

Lirycznie + Satyrycznie + Politycznie

Roman Brodowski

Lirycznie + Satyrycznie + Politycznie = Walentynki Broma

Kto pokocha poetę

Zamówiono u mnie rymowankę
Jakiś prosty wierszyk o miłości
Panegiryk sławiący kochankę
Jej seksapil, mądrość i… zdolności.

Otrzymałem foto, średniego formatu.
Treść przewodnia na papier rzucona
Twarz jak obraz z dobrego plakatu
Taka w jednym, kochanka i żona.

W oczach blask pokornego kocięcia
Droga mleczna kształtna i górzysta
Tajemnica ukryta przed wzrokiem
W modnych szatach, wprost od Diory Christa.

Z nią bym nie bał się ruszyć przed siebie
Jak odkrywca, błędny rycerz, sługa
Byle mieć ja na własność, dla siebie…
Co ja plotę, przy niej tkwiłbym w długach.

Zamiast marzyć, muszę przecież tworzyć
W rymów bukiet ubrać piękno owe
By na chleb swój zarobić codzienny
Wierszokleci zarabiają słowem.

Widać taki już jest los poety
Takie jego marne przeznaczenie
Choć potrafi pięknie pisać o kobietach
W jego duszy samotność, cierpienie.

Berlin 15. 11. 2008

Miłość jak róże czerwone

Dzisiaj na ławce, naszej ławce
Na której ust twych nektar piłem
Usiadła para zakochanych
Ona i on – wspomnienie miłe

On do niej szepcze jakieś słowa
Patrzy w jej oczy z pożądaniem…
Czy ja tez kiedyś takim byłem?
Ożyło w myślach mych pytanie

Ona go słucha, gładzi włosy
Dłoń jego trzyma jak skarb jaki..,
A ja się siebie znowuż pytam.
Czy ja na pewno byłem taki.

On ją przytulił do swej piersi
Ona weń głowę swą wtuliła
Czy my byliśmy tacy sami?
To jest pytanie do nas – Miła,

Znowu przyniosłem Tobie róże
Czerwonokrwista nasza miłość…
Lat wiele Chronos nam dobawił
Lecz w nas?… W nas nic się nie zmieniło.

Niechaj te kwiaty, twoje kwiaty
Które potrafią zranić dłonie,
Gdy je przytulasz do ust twoich
Szepczą – On nadal do Cię płonie.

Kochanej Liluszce – Berlin 14.02.2020

Kompromis, albo Smutna rzeczywistość młodego żonkosia

Jakoś tu pusto jest bez Ciebie
Niby niczego nie ubyło
A jednak w domu jest inaczej
Zabrałaś w podróż ciepło, miłość.

Wiem, że to krótkie odwiedziny
Zwykła wyprawa do „mamusi”
Lecz mi jest smutno i… Ponuro
Bez Ciebie, nocna zmora dusi.

Eros pobudza moje członki,
Wenera burzy krew w mym ciele,
A Ciebie nie ma, do cholery.
Tobie teściowa łóżko ściele.

Gdy przysięgałaś przy ołtarzu,
Że mnie do śmierci nie zostawisz,
Myślałem sobie – w dzień i w nocy!
Ty zaś „mamusię” miast mnie „bawisz”.

Jak jeszcze długo mam to znosić?
Do czasu, gdy już będę stary?!
Dzisiaj tkwi we mnie męski wigor…
A Ty? – U mamy zmywasz gary.

Więcej nie pytaj mnie kochana,
Czemu twej mamy tak nie lubię
Wciąż tylko ona, wszędzie ona,
A ja?…. W logice twej się gubię.

No, może gdyby kilka razy,
Powiedzmy cztery, góra pięć
Lecz nie co miesiąc, tak nie można
Powiada mąż twój, mamy zięć.

Wybieraj, ze mną czy z teściową
W małżeństwie miejsca jest, dla dwoje
Jak widzisz, we mnie tkwi mężczyzna
Prawdy powiedzieć się nie boję .

PS.
Wiersz ten, to dowód jest mój na to
Że wówczas, gdym był jeszcze młody
Walczyłem dzielnie pióra słowem,
Krusząc małżeńskiej mur niezgody.

Od lat wiem o tym że Żoneczka,
Choć treści tejże nie czytała,
(Z wielkim szacunkiem dla Teściowej)
Mamusię miała – mnie wybrała.

15 lutego 2012 – 17 listopada 2019

Lepszy sercom pokarm

Jakże często poeci sięgają dna,
By tam odnaleźć zagubioną miłość,
Łódź, w której skrył się tamten czas,
Czas niespełnienia, marzeń, snów.

Jakże rzadko poetom brak weny,
Natchnienie płynie tumanem obłoków,
Szelestem liści, barwami tęczy,
Nadzieją jaką tworzy świat.

Jak często poeci łamią piór swych ostrza
Pisząc bogactwem szlachetnych emocji,
Słowami prostych wyznań i prawd
Na wpół martwym w zwątpieniu duszom.

Jakże rzadko można pieścić zmysły
W świecie mroków, półbogów, mamony
Nikt nie czyta wierszy, poematów,
Dziś inaczej brzmią miłości nuty.

Berlin 17.12.2020

Walentynki narodowca

Walentynki – powiadają dzień miłości
Walentynki, ponoć zakochanych pora
No więc, kochał, kocha, kochał będzie
Swą „miłością” się podzieli… do wieczora.

Ktoś powiedział, że tradycja, że dziewczęta
Kwiatki trzeba wręczyć, lub pluszaka,
A on chciałbym podarować swoim paniom
W dniu Świętego Walentego coś z Polaka.

Obiecuje, że przykładem będzie świecił
Tak jak Marta, Krycha lub Andrzejek,
Ruchadełko leśne weźmie w swe objęcia.
Lub przy kilku żonkach chętnie się ogrzeje

Może dzisiaj go przygarnie któraś,
Nie z litości, lecz potrzeby spragnionego ciała
Może to być wdowa, panna lub rozwódka.
Najważniejsze, by szlachetność krótkotrwała

Jutro, gdy się skończą Walentynki,
Będzie znów dla żony dobrym mężem
I jak każdy członek narodowej braci
Wszem ogłosi – „wierność moim jest orężem!”

I podąży, (bo to przecież jego bój ostatni)
By zwyciężyć wrogów czystej, polskiej rasy
By wyrzucić czarnych, żółtych, kolorowych…
Ot nastały smutne w mej Ojczyźnie czasy.

My Polacy naród wielce bogobojny
Więc zwyczajnie, bez rozpusty, po bożemu
Wyznawajmy katolickie wszak zasady
Nie przyjmując homo innych… do haremu.

02.02. 2021

Obserwatorzy niebiescy

Teresa Rudolf

Słoneczne zabawy

Słońce rozsunęło chmury,
nieśmiało spojrzało,
z lękiem na ziemię.

Nic się nie dzieje,
pustki, nie wiem
po co się wyłaniać?

Drzewa nagie, ptaki
bez żadnej ambicji,
a ludzie w bezruchu?

Spojrzę do Google’a,
co tam na tej ziemi,
A może chora i w łóżku?

A to może i dobrze?
Nie trzeba myć nieba,
popływam dziś po nim,

w czyściusieńkiej, pięknej,
słonecznej wodzie
oceanu niebieskiego.

A na tej nijakiej ziemi,
niewidoczne… niech
stanie się widocznym.

Księżyc w pełni

Patrzę na Ciebie,
ty srebrny, okragły,
w półuśmiechu…

Jesteś tajemniczy,
skarbnica wiedzy,
o zagadkach świata.

Pamiętasz dinozaury,
Ikara w spadaniu,
wszystkie plagi świata?

Pamiętasz wojny,
wielkie zimy,
historyczne wiosny?

Przyglądasz się
milcząco światu
ironicznie, stąd uśmiech?

Wiesz to, człowiek
się do ciebie wybiera…
nieproszony gość?

Och, ty tajemniczy,
potrafisz się obronić,
gdy zrobi ci najazd?

Człowiek trauma,
czołg wypuszczony
na wszystko co żyje.

Patrzę na ciebie,
ty srebrny, okrągły,
widząc twą pogardę,

nad człowiekiem,
litość nad zwierzęciem,
i pełnymi kościołami

z prośbą o wybaczenie,
modłami lamentującymi
nad tym, “co nie tak!”

Ach ten człowiek,
ciągłe dziecko Boga,
z sumieniem w pampersie.

Serwis do kawy i inne wiersze

Mieczysław Węglewicz
z tajemniczego bloga o żywym morzu 🙂
Wolno mi tam było sięgnąć, dostałam nawet wiersz na zachętę:

zajrzyj tam,
weź co chcesz
kilka słów,
rosę z róż
z tego wiersz
jakiś złóż
i tę ciszę
tę ciszę
też weź

Z cyklu ,,serwis do kawy”

Para

Mówili piękno zaklęte
takie kruche i proste
Zachwycali się
dotykali… Mnie i siostrę
Czuję jeszcze to ciepło rąk
ślad mi został jej szminki
na ustach
odkąd poszli stąd
w nas jest pustka … Przyszły godziny zimne
za długie, za grudniowe
Ona z innym i on dla innej
… rozstali się Kochankowie
zostawili filiżanki romantyczne te zgrabne, te kruche, te śliczne

Fifi*

Kiedy oddała wszystko
została sama
Chłodna,
z rozmazaną szminką
Kochała czułe dłonie i
gorące usta
Słyszała jak ktoś mówił o niej
że jest piękna
ale pusta.

* Fifi – ulubiona filiżanka. Każdy może taką mieć. Choć nie każda może taką być.

Koniec świata?

Koniec świata?
Nie dla nas!
Wierzysz?
To nie koniec!
Będą się dłonie splatać
i usta ust chciwe
tysiac razy powtórzą
dwa słowa żarliwe
Czuły dotyk
Smak szminki
będą noce majowe
i my
porcelanowe
filiżanki
z kawą
takie kruche
jak miłość

Inne wiersze o miłości

Caffe Cuba

Wpada tutaj
czasami
liść jesienny
lub wietrzyk
przypadkowy przechodzień
co to chce się przewietrzyć
A dziewczyna
z lokami
zakręcona jak walczyk,
która z liściem
jesiennym
chciała sobie
potańczyć
jeszcze nie
jeszcze nie
niekoniecznie
Ale w końcu
się uda
Będzie cud
w Caffe Cuba
i zatańczy
bo przyjdzie
maj
ciepły, zdrowy, zielony
wyczekany, szczepiony
Boże,
daj taki maj
zakochanym

Ogłoszenie 1

Poszukuję
wiosennego nastroju
dla dwu osób
samemu nie sposób

Ogłoszenie 2

Potrzebne
wiosenne nastroje
dla dwu osób
– sam się boję

Wiem

ciągle piszę coś i coś skreślam
ciągle nie to,
ciagle nie tu,
tylko gdzieś tam
Ale wiem Muzo,
czekasz, jesteś
nocą słyszę, w dzień…
na niebie
nie jem, nie śpię
tylko piszę,
dla Ciebie tylko piszę
nie płaczę przecież
Inni mają gorzej
Ona gdzieś w świecie
On za morzem
szukają się i wołają
ale nie widać
nie słychać
lata mijają
maj za majem
jaśmin usycha

Szuka, ale chyba ją znalazł, skoro pisze, że

Jestem zazdrosny

o wodę
bo lubisz jak Cię fale niosą
o wiatr
bo lubisz
wiatr we włosach
o piasek
bo po piasku lubisz
boso
o ogień
bo lubisz ogień
jak płonie
o kubek
bo go ustami muskasz
a Ty…
masz
takie usta..
I dłonie
dlatego o rękawiczki
co Ci pieszczą
ręce..
i już nic więcej
już koniec…
bo tylko jeszcze
o sny Twoje…
zazdrosny jestem