Don Kichot i bułki

Bułki, bo u autora często zdarza się, że wszyscy coś jedzą, coś przeżuwają, coś mamlą. Często są to bułki. Po bułki się też wstaje rano i idzie.

Turecki Don Kichot, przysłany z urlopu przez Monikę Wrzosek-Müller

Ale jednak, nie ma co, zacznijmy od początku.

Są takie dni, że nie chce mi się ani pisać, ani czytać. Nie chce mi się oglądać filmów, rozwiązywać trudnych sudoku, ani nawet iść na spacer. Stan “nie chce mi się” doprowadza do tego, że staję przed regałami i szukam książki zapomnianej lub przegapionej. W stanie “nie chce mi się” tylko takie rzeczy dają się czytać. Zapomniane, zakurzone. Tak kilka dni temu wpadł mi w ręce Kijowski. Andrzej Kijowski, Bolesne przypomnienia, zbiór felietonów z Tygodnika Powszechnego z wczesnych lat 70. Wczesne lata 70, czyli lata mojej młodości, ostatnio mi często towarzyszą, a w literaturze i szerzej sztuce spoglądam na nie ze zdumieniem, bo najczęściej autorzy z tamtych czasów nie piszą, nawet nie wspominają mimochodem o tym, że człowiek wylądował na Księżycu. Ostatnio coraz bardziej mnie to zdumiewa.

Czy Kijowski pisał o lądowaniu na Księżycu jeszcze nie wiem, bo dopiero zaczęłam czytać, ale na pewno od razu w pierwszym felietonie jest don Kichot i to nie jako jakiś strzępek metafory, nie – jest jako pełnogęby pan ostatniego akapitu i autorskiej puenty.

Continue reading “Don Kichot i bułki”

2 Mal Don Quijote

Der Widerspenstigen Zähmung

Gefunden und zgeschickt von Tibor Jagielski am 9. Januar, also am Jahrestag des Friedens von Jassy.

James Gillray – Library of Congress, Prints & Photographs Division, LC-USZC4-6756 (color film copy transparency), uncompressed archival TIFF version (51 MB), level color (pick white point), cropped, and converted to JPEG (quality level 88) with the GIMP 2.4.5. (public domain)

Continue reading “2 Mal Don Quijote”

Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?

Marek Włodarczak alias Tabor Regresywny

Byłem na Wydziale Prawa u znajomego profesora konstytucjonalisty. Opowiedziałem mu o „Klątwie” i zaproponowałem sposób jej zneutralizowania. Obawiam się, że bez neutralizacji tej Klątwy kryzys w wymiarze sprawiedliwości tylko będzie się pogłębiał i skończy się to jakąś katastrofą. Rozbawiło go to, ale mi w tym nie pomoże. Zostawiłem też plakat o Marszu dla Angeliki i o seminarium z dochodzeniu sprawiedliwości środkami artystycznymi. Powiedział, że wątpi, by ktoś się tym zainteresował. Coś mi się zdaje, że na Wydziale Prawa sprawiedliwość nikogo nie interesuje. Zostawiłem mu też szkic pisma z którym chciałem się zwrócić do Sądu Najwyższego. Pismo poniżej. Analizując to pismo pod kątem symetrii, stwierdziłem, że popełniłem błąd. By zachować symetrię to Sąd Najwyższy powinien do mnie napisać „My dziwki, złodzieje i pijacy oświadczamy, że wyrok… Obraża nasze poczucie sprawiedliwości.” Ja po otrzymaniu pisma, powinienem podkreślić to na czerwono i odesłać do Sądu Najwyższego. Co o tym sądzisz?

Continue reading “Klątwa czy wyrok Sądu Ostatecznego?”

Wykłady i marsze

Tabor Regresywny
czyli Marek Włodarczak
EKSK (Emerytowany Komendant Spływu Kajakowego)
I Prezes Sądu Najwyższego na Uchodźctwie

Preambuła do prolegomeny:

TR: Zaproponowałem znajomemu na wydziale prawa wykład w szatni pt. “Dochodzenie sprawiedliwości środkami artystycznymi”. Czy dało by radę równocześnie organizować takie wystąpienie w szatni na Uniwersytecie Humboldtów, w Berlinie w razie gdybym tu miał jakieś trudności?

EMS: Hmm, spytam znajomego profesora. Czy to się bardzo spieszy?

Continue reading “Wykłady i marsze”

Barataria na Saskiej Kępie

Ewa Maria Slaska z inspiracji i przy nieocenionej pomocy Eli Kargol

Ela zapytała na czacie: “Ewa, znasz Donkichoty Osieckiej? Ja nie znałam.”
Ja też nie. Ela nadesłała więc linka.

Donkichoty, liczba mnoga, rzeczownik odrzeczownikowo-dwurzeczownikowy, polski z francuskiego, ten zaś z hiszpańskiego.
Donkichoty są wprawdzie jak ich pierwowzór smętne, czy też smętnej postaci lub takiegoż oblicza, ale nic w nich z wojowniczości Don Kichota. Są zagubionymi ludzikami i wiodą swoje nieważnie najważniejsze ludzikowe życie w głębokim peerelu. Gdy byli młodzi, nosili okulary i jak to okularnicy, snuli się pojedynczo lub parami po życiu studenckim, licząc na to, bo wszyscy na to liczyliśmy, że coś z nich i z nas będzie, coś nam się w tym zwyczajnym życiu przydarzy, państwo da nam dworek-oblęgorek jak Sienkiewiczowi, za to że z tego snucia się wyniknie nagle coś nadzwyczajnego, że wszyscy zostaniemy cervantesami i napiszemy najbardziej poczytną książkę na świecie. A zamiast tego trafiło nam się zwykłe peerelowskie ludzikowe zwyczajne życie do przeżycia.

Agnieszka Osiecka
Ballada o Donkichotach

Z domków koślawych na Pradze
Z bloków, kamienic i ruder
Idą przez ranek i sadze
W tramwaje wsiadają rude

To Donkichoty, to Donkichoty
Jadą do pracy, do biur
Wiszą pęczkami, ciągną nosami
To Donkichotów chór

To Donkichoty, to Donkichoty
Każdy z miesięcznym się pcha
Od poniedziałku aż do soboty
Trzydziestką albo 102

Włażą na piętra po paru
Na coś czekają, gdzieś gonią
Coś tam mamroczą wśród gwaru
Machają rączkami, dzwonią

To Donkichoty, to Donkichoty
Chcą się docisnąć do drzwi
Piszą podania, gniotą ubrania
To Donkichotów dni

To Donkichoty, to Donkichoty
Drą się, szamocą i klną
Kręcą się w kółko aż do soboty
Papiery lecą im z rąk

Wieczór przychodzi na Pragę
Siedzą znużeni nad miską
Kto by tam tracił odwagę
Już jutro załatwią wszystko

To Donkichoty, to Donkichoty
Żony ich kładą do snu
W kątach kamienic chrapią zmęczeni
To Donkichotów bór

To Donkichoty, to Donkichoty
Każdy wiatraki swe śni
Od poniedziałku aż do soboty
Sześć nocy albo sześć dni

Krzyk żaden nocy nie rozdarł
Żaden Cervantes nie płacze
Milczy poezja i proza
Don Kichot wychodzi na spacer

Agnieszka Osiecka mieszkała na Saskiej Kępie, co od razu czyni z tego wpisu nie tylko kolejny dowód na to, że Don Kichot jest wszędzie, ale pozwala uznać go za przyczynek baratarystyczny, bo Saska Kępa była kiedyś wyspą (jasne, Kępa). A każda wyspa mogła być ongiś ową Baratarią, która, raz tylko wymieniona w Don Kichocie z nazwy, okazała się ideą niezwykle trwałą. To tu Sancho Pansa, i to bez pomocy Don Kichota, okazał się sędzią przenikliwym i sprawiedliwym, a politykiem rozsądnym, praktycznym, skromnym i umiejącym dobrze rozpoznać, co potrafi, a czego nie. Ba, wszak nie tylko iż nasz Brzuchacz potrafił samokrytycznie stwierdzić, że nie jest walecznym wojakiem, to jeszcze wyciągnął z tego wnioski, uznał, że nie pomógł swoim podwładnym w czasach zagrożenia wojennego i zrezygnował ze stanowiska.

Ludzie, pokażcie mi takiego polityka, takiego, który odejdzie, sam, z własnej woli, rozpoznawszy, że się nie nadaje.

No więc ta Saska Kępa. “Kiedys tam byli Holendrzy,” napisała Ela, “może i mieli wiatraki.” 

“Osiecka też ma pewne cechy błędnego rycerza. Dulcyneą to ona może też częściowo była, Don Kichotów było wielu. Prędzej jednak to ona była Donkichotką. Miała swoją wyspę i podobno kajak, którym przemieszczała się na drugi brzeg.”

Wiem, kochani Czytelnicy płci wszelakiej, nic nie rozumiecie. Ja też nie wszystko…




Holenderskie wiatraki

Ewa Maria Slaska

Gdy jakiś czas temu, z tęsknoty za Don Kichotem i Baratarią, opublikowałam wpis właściwie bez słów, gdzie były tylko wiatraki, Monika Wrzosek-Müller, natychmiast powiedziała:
– Idź na wystawę Wolken und Licht do Muzeum Barberini w Poczdamie, tam jest pełno wiatraków.

Pod koniec września wreszcie tam dotarłam. Wystawa nazywa się Chmury i światło i jest zachwycająca. Wiem, że porządny krytyk sztuki nie używa takich słów, bo nie ma mówić, że coś jest ładne, ma mówić coś innego, a czytelnik ma z tego czegoś innego zrozumieć, że to, co obejrzy, będzie ładne. A może nawet nie “ładne”, bo to pojęcie drobnomieszczańskie i spostponowane, tylko “interesujące”, “dające do myślenia” i dostarczające “wartościowych przeżyć estetycznych”.

Continue reading “Holenderskie wiatraki”

Don Kichot i Alfons van Worden

Sprawa jest powszechnie znana i ja też już tu o niej pisałam: Rękopis znaleziony w Saragossie Jana Potockiego, jedna z najbardziej tajemniczych książek w literaturze polskiej i światowej, czerpie pełnymi garściami z kilku słynnych książek renesansowych, przede wszystkim z Dekameronu, z przygód Łazika z Tormesu i z Don Kichota. Z Boccacciem łączy Potockiego pasja opowiadania niezwykłych historii, a jego bohater, van Worden, wędruje po Hiszpanii jak obaj jego poprzednicy – Łazik i Don Kichot. Wracam do tego polsko-flamandzko-hiszpańskiego Don Kichota z XIX wieku, bo trafiłam na pracę magisterską Magdaleny Bartczak pt: “O estetyce adaptacji Rękopisu
znalezionego w Saragossie
Wojciecha Jerzego Hasa”, w której autorka porównuje van Wordena, Don Kichota, Potockiego i Hasa i wydało mi się to smakowitym kąskiem.

Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie (1795-1813), adaptacja filmowa (1965) Jerzy Wojciech Has; na zdjęciu Iga Cembrzyńska, Zigniew Cybulski, Joanna Jędryka

Zafascynowało mnie też to, co napisała autorka we wstępie, że Rękopis… ma osiem warstw narracyjnych. Tak, osiem! Poniżej kilka (uczonych) fragmentów tej rozprawki. Oczywiście tych, w których pojawia się Don Kichot.

Rękopis znaleziony w Saragossie stanowi świadectwo wpływu rozmaitych tradycji literackich. Do dzieł stanowiących najbliższy kontekst powieści należą: zbiór baśni Tysiąca i jednej nocy, Decameron Goivanniego Boccaccia, Przypadki Idziego Blasa i Diabeł kulawy Alain-Rene Lesage’a, Don Kichote Miguela Cervantesa oraz Kubuś Fatalista Denisa Diderota. Konstrukcja powieści oparta jest na kompozycji szkatułkowej, w której – obok scalającej wszystkie opowieści ramy głównej – kolejne narracje stanowią ramę dla następnych historii.

Krajobraz powieści to te same dzikie góry w Hiszpanii, przez które wędrowali Don Kichot i Sancho Pansa.

Jak piszą Triaire i Rosset w swej książce Jan Potocki. Biografia (2006), „od samego początku historia zostaje pomyślana jako wielka inscenizacja, która rozgrywa się w jednym z najbardziej literackich teatrów: w Sierra Morena, przestrzeni Don Kichota i wielu czarnych powieści, które Potocki znał także pod względem geograficznej scenerii, gdyż przemierzył ten obszar w roku 1791”.

Wędrówka jest dla Don Kichota sposobem życia. W Rękopisie… też wszyscy wędrują:

Kolejnym konstytutywnym wątkiem utworu jest motyw podróży, który (…) porządkuje świat przedstawiony i stanowi ośrodek kompozycji całego utworu. Postaci (…) Potockiego nieustannie wędrują: przesiedlają się, dokądś zmierzają lub skądś wracają i właśnie w czasie swoich podróży poznają innych bohaterów. Podróże zaś sprzyjają ich przeobrażeniom i dotykającym ich przełomom. Wędrowanie (…) to nieodzowny element ludzkiej egzystencji – oznacza (…) nie tylko okazję do poznania świata, lecz także spotkanie z tajemnicą, narzędzie nawiązywania kontaktów z innymi ludźmi. W dziele Potockiego odnajdziemy tym samym wizję „życia ruchliwego”, która była na stałe wpisana w obyczajowość oświeceniową. W epoce Monteskiusza, Diderota i Woltera wędrowcy „bez
przykrości wydeptują cudze schody, chleb na obczyźnie nie ma dla nich smaku soli; rzuceni poza granice własnego kraju, korzystają z tej okazji, aby odnowić się wewnętrznie. (…) Tragiczny obraz uchodźcy zaczyna się zacierać; nie ma już wygnańców, są kosmopolici”.

Bohater powieści, Alfons van Worden, to istny Don Kichot.

Historia van Wordena stanowi też maskaradowe nawiązanie do romansu rycerskiego: w tradycyjnym schemacie takiego utworu występuje prawdopodobieństwo śmierci bohatera, który z wielu potyczek wychodzi z ranami – istnieje zatem odpowiedniość pomiędzy jego męstwem a niebezpieczeństwami, na które jest narażony. Przygody van Wordena są zaś tylko z pozoru groźne, w rzeczywistości jednak jest to tylko inscenizacyjna zabawa. Co istotne, bohater „reaguje na te igraszki tak, jak rycerz romansu na rzeczywiste niebezpieczeństwo. I właśnie ten dysonans pomiędzy rycerskością Wordena a inscenizacyjnym charakterem niebezpieczeństw ośmiesza go jako rycerza.”

(…)

W historii Alfonsa van Wordena, podobnie jak w opowieści o Don Kichocie, przestrzeń fabularna zamienia się w „miejsce, w którym można spotkać ludzi obarczonych historią godną opowiedzenia. Toteż w Sierra Morena opowiada się historie, czasami urywane, i okazuje się, że jedne dopełniają drugie: jest to miejsce, w którym gromadzą się rozmaite postaci, uwikłane bez swojej wiedzy w tę samą intrygę”. Jak podkreślają badacze, w powieści Potockiego, tak jak w historii Rycerza o Smętnym Obliczu, liczy się podobna „deklinacja literackich środków, konfrontacja osobistego doświadczenia z mnogością jego możliwych odblasków, trudność rozróżnienia między postrzeganiem rzeczywistości a jej przedstawieniem”.

Czyli obaj nie do końca potrafią odróżnić mapę od terytorium. Michel Houellebecq się kłania, też, między nami mówiąc, taki Don Van Den Kichot Worden.