Ich fahre immer wieder nach Warthe; in ein wunderschönes Fleckchen Erde in der mittleren Uckermark. Normalerweise dauert die Fahrt nicht lang, eine Stunde und zwanzig Minuten. Leider wird seit einem Monat die B 96 in der Höhe von Nassenheide erneuert und ist ab dort gesperrt. Dass eine Fahrbahn erneuert werden muss, ist an sich normal, und irgendwann muss das auch geschehen. Vielleicht hat man dabei sogar bedacht, dass während der Sommerferien weniger Menschen die Strecke benutzen, doch es ist auch eine touristische Region, also kommen in dieser Jahreszeit sogar mehr Menschen hierher. Der Umweg über den Berliner Ring verlängert die Anfahrtszeit um ca. 40 Minuten, so dass man jetzt doch zwei Stunden braucht. Leider sind auch auf dieser Strecke Bauarbeiten im Gang (es wurde überall Split aufgetragen, um die Fahrbahn auszugleichen), die fast die ganze Umleitung begleiten und die Fahrgeschwindigkeit auf 30 km reduzieren. Das verlängert die Fahrt noch einmal beträchtlich. Noch unverständlicher für mich war aber, dass einmal die Strecke über Nassenheide plötzlich freigegeben wurde und laut GPS die alte Strecke als befahrbar erschien, obwohl die Arbeiten gar nicht beendet worden waren. Ich habe mich darauf verlassen und dann einen Horrortrip durch die Seitenstraßen im Ort Nassenheide erlebt; natürlich war es den Häuschenbesitzern in den Wohnstraßen gar nicht recht, den ganzen Verkehr in den Norden vor ihrer Nase vorbeirollen zu sehen. Natürlich haben sie auch versucht, den Verkehr zu blockieren. Es gab unschöne Szenen.
Między Halidzor a Tatev jest wieża w górach, a jak się ma szczęście, to spadnie deszcz, a potem pojawi się tęcza i będzie z człowiekiem przez cały czas.
Inną niesamowitością jest stare miasto w jaskiniach, w których ludzie mieszkali jeszcze do lat osiemdziesiątych. Pani na ostatnim zdjęciu pokazuje, skąd i dokąd nosiła wodę. Tam jest most i tym mostem nad doliną, a raczej nad przepaścią idzie się do opuszczonego miasta.
I jest klasztor, zarośnięty, ale funkcjonuje.
Można się pomodlić.
A tak wyglądało to miasto na fotografiach sprzed stu lat (zdjęcia z sieci – dziękujemy!)
Bóg – Postanowiłem stworzyć ograniczonego człowieka na nasz wzór i podobieństwo, rozlokować go po całym wszechświecie i dać mu zdolność czynienia ziemi sobie poddaną. Są jakieś uwagi? Gabriel – Po co nam człowiek, w dodatku ograniczony? Bóg – Odkąd uświadomiłem sobie, że jestem wszechmocny, nie mogę stworzyć nic nowego. Wszechmocność paraliżuje. Stwórzmy ograniczonego człowieka, niech on tworzy. Azrael – To się może źle skończyć. Jeśli człowiek zejdzie z drogi czynienia ziemi sobie poddaną i wejdzie na drogę ujarzmiania, to zrobi z kosmosu jeden gotujący się śmietnik. Bóg – Też coś takiego podejrzewam. Możemy temu jakoś zaradzić? Szemkel – Proponuję umieścić człowieka na jakiejś małej planecie, gdzieś na peryferiach drogi mlecznej, niech na niej ujarzmia środkami technicznymi, aż mu to wyjdzie gardłem, aż pozna wszystkie skutki postępu cywilizacyjnego i wróci na drogę czynienia ziemi sobie poddaną środkami artystycznymi. Dopiero wtedy otworzymy mu drogę w kosmos. Bóg – Niech tak będzie. No to do roboty.
Drugi okres panowania Sasów w Polsce niczym nie różnił się od tego, jaki zapoczątkował August II po założeniu polskiej korony w roku 1697. Właściwie był kontynuacją tamtego destrukcyjnego „dzieła”.
Także w minionym pięcioletnim okresie panowania Stanisława Leszczyńskiego nie zaobserwowałem niczego, co mogłoby poprawić zmierzającą ku upadkowi rzeczywistość polityczno-gospodarczą Rzeczypospolitej. Różnica polegała na tym, że po oddaniu polskiego królestwa w ręce Fryderyka Augusta I, staliśmy się protektoratem Saksonii, natomiast pod berłem Leszczyńskiego byliśmy pod butem królestwa Szwecji. Po za tym, „protektorat saksoński” sprawowany był bezpośrednio, czyli przypieczętowany osobą króla (księcia elektora saskiego). Natomiast szwedzki, za pośrednictwem „marionetkowego” władcy Rzeczypospolitej, sterowanego twardą ręką Karola XII, Stanisława Leszczyńskiego.
dieses Jahr musste ich mehrfach die deutsch-polnische Grenze mit dem Auto auf der „Autobahn der Freiheit“ passieren, etliche Male im Mai und Juni, dann im Spätsommer und jetzt wieder im späten Herbst. Jedes Mal musste ich bei der Rückkehr nach Deutschland an der Grenze lange im Stau warten; einmal betrug wie Wartezeit volle vier Stunden.
a nie, moi mili Czytelnicy liter wszelakich, wcale nie adwentu…
Bożena Jakubowska
debiutuje u nas i od razu informuje, że jeśli mówiliśmy adwent, jak się mówi w Niemczech, a co z jest z łaciny zaczerpnięte i oznacza czekanie – Pan nadchodzi! – to nie, już wcale nie mówimy adwent jeno
Nadchodnik
Do nadchodnika zaraz przejdziemy, ale najpierw posłuchajmy
A z nadchonikiem jest tak:
Nie znam się na tym, ale skoro będzie cykl, to musicie moi mili / miłe wchodzić codziennie na tego linka: https://www.facebook.com/kmhjp.uam i tam codziennie powinno coś być, jakiś wierszyk, anegdota, przypominajka. No więc wchodźcie, wchodźcie.
A ode mnie na ten pierwszy dzień nadchodnika piosenka Marana Tha, co też oznacza adwent, tylko po armeńsku 🙂
Ich habe alte Negative auf die Schnelle gescannt, denn damals, 1988, hatte ich alle Bilder zu Postkarten gemacht. Und nun war ich neugierig, was ich auf den Filmstreifen wohl finden würde. Was für ein schönes Land in Yorkshire, was für eine tolle und wichtige Zeit, mein Jahr in Sheffield. Erinnerungen tauchen auf, so vage wie diese Fotos. Die Zeit war erfüllt, heute denke ich, was ich um die nächste Ecke noch alles hätte entdecken können…