Życie na pograniczu wielkich mocarstw płynęło tokiem „Okrainy”. Na naddnieprzańskie ziemie w pobliżu kozackich stanic napływało coraz więcej uchodźców. Jedni przejmowali pod uprawę bogatą w minerały, żyzną ziemię, drudzy uprawiali rzemiosło, a jeszcze inni wstępowali do kozackich oddziałów wojskowych. Każdy zajmował się tym, co potrafił najlepiej. Tę wielokulturową mieszankę przybyszów, pragnących godnego i ludzkiego traktowani, łączyły te same pragnienia, wolności, równości i sprawiedliwego traktowania. Sytuacja, w jakiej się znaleźli, wymuszała na nich nowe obowiązki, musieli uczyć się tolerancji wobec innych, życia wspólnotowego, by móc się zasymilować w nowym środowisku. Nie było to łatwe. Przybywający pod „ochronne skrzydła braci kozackiej” przynosili ze sobą stare nawyki, kulturę, język.
Był już Jacek Kaczmarski, był w tym samym wpisie Wojciech Młynarski i był Jerzy Połomski, ale teraz sięgam do zasobów internetowych. Zarzucam sieć do sieci, czyli wpisuję w google hasło “Don Quijote song” i od razu mam cztery fajne tłuste ryby (kolejność taka, jaką zasugerowała sieć):
Piosenka z domu towarowego Donki, o której TU pisał Konrad. Internauci skarżą się, że ta piosenka to tak zwany “robak w uchu”, coś czego nie da się usunąć z pamięci.
Magazine 60, francuski zespół z lat 80 śpiewa hiszpańską piosenkę
“
Don Quichotte (No Están Aquí)” lub “Don Quichotte“, to singiel nagrany przez zespół Magazine 60 w roku 1984 ; piosenka znalazła się później w albumie Costa del Sol Autorzy: Jean-Luc Drion i Dominique Régiacorte; uzyskała we Francji 10. miejsce na liście przebojów, w Austrii 25., w Niderlandach 42. i w USA 56. Została też wykorzystana przez telewizję amerykańską w serialu Northern Exposure.
W niedzielę, jeśli była to niedziela, a z jego wyliczeń wynikało, że była, pogodna i bezwietrzna, Stary Poeta w obecności stada mew wygłosił kazanie:
„Bracia, wspomnijcie dzień, gdy Słońce przestało być bogiem i narodziło się królestwo Słowa. Miało być silniejsze od życia. Wierne. Przychodziliśmy i odchodziliśmy, a Ono wciąż było. Jak Słońce. Pamiętacie?
Z początku u Boga było, aż samo stało się Bogiem. Słowo. Przemienione w ciało, napełniło się młodą krwią i oddechem. Pewnego dnia umarło, a jednak nie umarło. I bez Niego nic się dalej nie działo, ani miłość, ani gniew, ani ziemia, ani niebo. Ani dzień. Ani noc. Nic. Dlatego nazywaliśmy je światłością i drogą, choć niejeden z nas śnił potajemnie o innym życiu. Zdrajca!
Gdzie jest dziś Bóg, gdy Słowo milczy niewypowiedziane? Kto pierwszy nazwał Milczenie złotem – dlaczego nie Mowę? Dlaczego nie okruch czułości, nie sen bez jednej myśli i lot ku gwiazdom w mroku? Tego nikt nie wie. A nawet jeśli wie i zna hasło – nie powie. Milczenie jest skarbem, bywa i torturą.
Bracia, przestańmy się błąkać. Odrzućmy złoto. Wydziedziczeni, zbierzmy siły i odwagę. Powstańmy. Idźmy budować. Stwórzmy. Zacznijmy od początku.”
*
Poczuł na czole chłodny powiew. Otworzył oczy. Niebo zachmurzyło się, morze poczerniało. Ptaki z krzykiem zerwały się do lotu.
Każde miasto włoskie ma tradycyjne własne święta, głównie związane z obchodami kościelnymi. Bardzo dawno temu pisałam o tych tradycjach na blogu Ewy Marii. Tym razem będzie też o tradycji, ale zacznę od początku. Otóż wczoraj zadzwoniła do mnie moja córka, bo szukała otwartego sklepu papierniczego, żeby kupić kolorowe bibułki! (tu szkoła zaczyna się dopiero w połowie września i sporo sklepów otwiera się dopiero w przyszłym tygodniu). I wtedy zapaliło mi się przysłowiowe światełko, że przecież w sobotę będzie „festa della rificolona”! Zapytacie, i słusznie, a co to? To jedna z najstarszych i najbardziej lubianych, szczególnie przez dzieci, tradycji florenckich, obchodzona co roku 7 września. Od połowy XVII wieku wieczorem 7 września wieśniacy z pobliskich wsi, jak również i górale z bardziej odległych rejonów gór Casentino i Pistoi, pielgrzymowali do miasta, niekiedy całymi rodzinami, aby następnego dnia, 8 września, złożyć hołd i uczcić Narodzenie Maryi Panny w bazylice Santissima Annunziata.
Teraz mogę spróbować odpowiedzieć na pytanie: po co gotować żaby w stawie?
Żeby je raz na zawsze oduczyć rozwiązywania problemów, by przeskakując do innego stawu nie popełniały tych samych błędów. A co do problemów to niech się same rozwiązują. A co z nami? Nie raz już stawiano sobie pytanie: Czy historia znajdzie swój kres, swoje uzasadnienie? Być może, że dotychczasowe próby odpowiedzi były zbyt mało zwariowane.
EMS: We wpisie Emilii Smechowskiej na Instagramie przeczytałam, że brytyjska piosenkarka, Charli xcx, nie tylko odniosła ogromny sukces swoim albumem Brat, co wiedziałam i nie tylko wprowadziła modę na brzydki jasnozielony, co też już wiedziałam, ale również wtrąciła się do polityki USA. Tego nie wiedziałam. Zapytałam więc przedstawiciela pokolenia Z, bo to ono się głównie przyczynia do sławy Charli xcxi to od niego wiemy w ogóle, że taka Charli istnieje.
Drodzy Czytelnicy, dotarłem w mych przemyśleniach do trzeciego etapu poszukiwań śladów narodowo świadomej społeczności ukraińskiej. Począwszy od czasów utworzenia przez dynastię Rurykowiczów Rusi Kijowskiej poprzez okres jarzma mongolskiego póki co wciąż jeszcze nie odkryłem pierwiastka ukraińskiego. Również w czasach „budowania” Wielkiego Księstwa Moskiewskiego, a więc w okresie odbudowy potęgi przez jednoczące się księstwa ruskie, nie napotkałem takich śladów.
Themenwechsel total bei mir; manchmal klage ich über die Passivität und Ideenarmut der Menschen hier in der Uckermark, doch wenn ich ganz ehrlich bin: gerade diese Langsamkeit und fast Langeweile entspannt mich ungeheuer, und gerade das mag ich hier so sehr. Vieles in den kleinen Städtchen rundherum wurde nach der Wende aufgebrezelt, renoviert; die alten Stadtkerne vorbildlich restauriert, saniert, mit kleinen Parks, Springbrunnen und Skulpturen aufgehübscht, viele neu aufgestellt, wie z.B. in Angermünde. Man spaziert durch eine ziemlich tote Theaterkulisse, mit einem wunderschönen Rathaus und eben mit den neuen Skulpturen etc., doch viel Leben, Beschäftigung ist leider nicht entstanden, vielleicht auch nie vorhanden gewesen. Außer ein paar Fremden, hauptsächlich Fahrradtouristen im Sommer, sieht man die Bewohner kaum in Aktion; aber am Rande des Städtchens lugt eine unrenovierte Fassade hervor mit einer alten schönen Aufschrift: Textilfabrik, auch eine alte Brauerei, jetzt in Wohnungen umgestaltet; also es gab früher mal wirklich so einiges in der Altstadt. Manchmal bedauern wir, dass ein funktionierendes, d.h. gutes Restaurant fehlt, vielleicht ein Kino, in dem auch gute Filme laufen. Andererseits sind wir eher froh, dass sich so wenig ändert und bewegt, in meiner eigenen Routine verlaufen die Tage, Einkäufe, lange Spaziergänge, Lektüre, Schreiben, Übersetzen, Kochen.
Warszawa, dzielnica Wola, zdjęcie z sieci, 2013 (zob. tekst poniżej – link TU)
Tomasz Jakubowski
W 2007 roku na Wolę sprowadzono zabytkowy wiatrak, tzw. “koźlak”. Przyjechał aż z Woli Koryckiej koło Garwolina i kosztował prawie 24 tys. zł. Miał stanąć początkowo w parku Sowińskiego, rozważano park Szymańskiego, proponowano też okolice Muzeum Woli. Potem okazało się, że na wiatrak nie ma pieniędzy.
Wiatrak sprowadzono nie bez powodu. Wola słynęła z wiatraków, w najbardziej “wiatrakowym” okresie dzielnicy stało ich tu prawie 100! Stąd m.in. pochodzenie takich nazw, jak ulica Młynarska.
– Taki zabytek mógłby stanowić atrakcję turystyczną, zabrakło jednak wyobraźni. Źle wyceniono koszty jego postawienia. Dałoby się to zrobić za jedną trzecią tej kwoty, a tak przez kilka lat leżał w magazynie – mówią przedstawiciele Stowarzyszenia Przyjaciół Woli.
Koszty postawienia wiatraka wyceniono na 1,25 mln zł, co oczywiście okazało się kwotą nie do przejścia, więc “koźlak” dość szybko trafił do magazynu. Poleżał tam kilka lat. Ponieważ wciąż brakowało pieniędzy na jego utrzymanie i wysokie koszty konserwacji. Urząd dzielnicy postanowił go sprzedać.
Teraz najlepsze: Każdego dnia pobyt “koźlaka” kosztował Wolę (i jej podatników) 1370 zł. Razem z przechowywaniem, przewozami i konserwacją wydano od 2007 roku prawie 400 tysięcy!
Wiatrak sprzedano po pięciu przetargach za 8,8 tys. złotych.Takie interesy robi Urząd Dzielnicy na Woli.