Ach, jakże piękna byłaby to śmierć.

R.D.

Dwudziestego stycznia 2016 roku, o godzinie 15.57 jechałem na nartach za moją żoną Grażyną i filmowałem ją małym „elepstrycznym” aparatem fotograficznym. Trzymałem go w lewej ręce, a w prawej obydwa kijki narciarskie. Przez nieuwagę zahaczyłem nimi o narty i przewróciłem się do tyłu, uderzając z dużym impetem plecami i głową w śnieg.

Na kilkanaście sekund straciłem przytomność, a gdy ją odzyskałem, odruchowo, jak pies Pawłowa, wyłączyłem kamerę i ponownie położyłem się na śniegu, aby dojść do siebie.

Gdybym się jednak nie „obudził” – ach, jakże piękna byłaby to śmierć.

Nawet bym nie wiedział, że umarłem, a rodzina miałyby oryginalną pamiątkę z moich ostatnich chwil. Tu prezentuję kilka stopklatek z tego filmu.

Gdy po kilku godzinach, cały obolały, spytałem G., jak by się wobec mojej śmierci zachowała – odpowiedziała: „załatwiłabym formalności, a później usiadła i płakała”.

opa r. (od wczoraj podwójny)

w01w02w03w04w05w06w07w08w09w10w11

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.