Na krótko przed śmiercią
Idzie się do fryzjera
Lub na piwo
Ein Land Wo sogar die sterbenden glücklich sind
Kurz vor dem tode
Wird noch frisiert
Oder man geht ein Bier trinken
11.10.2016
***
ród Zamyslidów
wyginął w zagadkowy sposób;
Zamysł, zwany Ostatnim,
wyszedł z siebie i nie wrócił.
Pablo Neruda Oda do pomidora
Tłumaczył Tibor Jagielski
ulica
pęczniała od pomidorów,
południe,
lato,
na dwie połówki pomidora
dzieli się
światło,
płynie
sok
przez ulice.
W grudniu
pomidor
spada
i ląduje w kuchniach
pojawia się przy śniadaniu
siada
spokojnie
wśród słoików
maselniczek
lazurowych solniczek
promienieje
własnym światłem,
łagodną wyniosłością.
Co za nieszczęście, musimy
go zabić:
nóż tnie
żywy miąższ,
krwistoczerwone
wnętrze,
świeże,
głębokie
niewyczerpane
słońce,
on to czyni
sałatę doskonałą,
święci wesele
z jasną cebulą,
aby to uczcić,
bierze się
oliwę
z oliwek
najczystszą esencję,
kropić
na w pół otwarte półkule
dodać pikantny
aromat pieprzu,
i magnetyzm soli:
To jest wesele
dnia,
pietruszka
potrząsa
zieloną buławą
a pyry
gotują się z całej mocy,
pieczeń
puka do drzwi zapachem
nadszedł czas!
zaczynajmy!
A na stole,
na ciele lata,
pomidor,
konstelacja ziemi
częsta
i płodna gwiazda,
objawia nam,
swoje krągłości
i kanały,
pyszną doskonałość
i pełnię,
bez kości,
bez pancerza
bez łusek i kolców,
przynosi nam dary,
ognistej farby
i świeżości.
Pablo Neruda (1904 -1973)
Rose Ausländer
Piernik
Tłumaczył Tibor Jagielski
przyjaciółka
piecze piernik
pachnie matką
smakuje dzieciństwem
które jeszcze we mnie kwitnie
pszczoły piją sok kwiatów
umarła matka
kołysze moje łóżko
i śpiewa strare dziecięce piosenki
Teresa Rudolf Co znaczy dla mnie ten trudny, ostatni rok?
Ważne było ciagle świadome spostrzeganie każdego dnia, gdyż nikt nie wie, co jest mu dane, a co mu zabrane będzie… i kiedy.
Podam tutaj przemądry cytat:
“Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Naucz się, jakbyś miał żyć wiecznie.” Mahatma Gandhi
Ważne też było dla mnie potwiedzenie wartości przeróżnych form stosunków międzyludzkich, np. tak ważnej dla mnie przyjaźni.
I tu znów przepiękny tekst:
“Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za Tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.”
Albert Camus
Janina Kowalska
Tak bym chciała przespać ten odchodzący rok.
Tabor Regresywny
W rok 2020 weszliśmy z widmem katastrofy klimatycznej i ekologicznej na horyzoncie i niemocą kolejnych szczytów klimatycznych. I wtedy pojawiła się pandemia. Gospodarka zaczęła się zatrzymywać, a przyroda odżywać. A wtedy pojawiło się widmo recesji. Rok się kończy mamy szczepionkę, Unia Europejska uchwaliła budżet odnowy gospodarczej. Ruszy budowa zbiorników retencyjnych, powstaną fermy wiatrowe, u mnie na wsi już pojawiło się ogłoszenie – wynajmę pole pod fotowoltaikę. Samochody wymienimy na elektryczne, zainstalujemy klimatyzację, powstaną nowe drogi, nowe lotniska i znów ruszymy na wakacje do egzotycznych krajów.
Tylko czy nie można by inaczej?
*** Ta pandemia może nie odpuścić, bo jak tylko trochę odpuszcza to premier od razu ogłasza, że wygraliśmy z pandemią i ona wtedy wraca. Owszem, premier może zmądrzeć, ale na to się nie zanosi. Jeśli pandemia nie odpuści, to czeka nas taka recesja gospodarcza, że nawet Fundusz Odbudowy nie pomoże. Co w tej sytuacji robić? Jeśli chodzi o mnie to idę do Ewy Marii zagrać w scrabble.
Tibor Jagielski
19/20 taka konstelacja jowisz saturn 15 śmierć i śmiech celtyckie pancerze snute przez druidow gazeta w rynsztoku pozostaje trans form akcja fly!
Christine Ziegler
Hoffen wir drauf, dass uns dieses verflixte jahr 2020 genug an lehren um die ohren gehauen hat und wir gelassener ins neue jahr aufbrechen können.
Nehmen wir die ruhigen tage und schöpfen etwas kraft und füttern unsere geduld und unsere empathie, dann wird es uns schon gut ergehen, so hoffe ich.
Sham, my “very own news curator” hat mir was zu denken gegeben, was ich dir für den blog geben will: “today, I wanted us both to leave 2020 with the reminder that 2020 wasn’t special and that we need to think further ahead.” https://www.whathappenedlastweek.com/
Margaret (Małgorzata) Kowalska 25 grudnia 2020, Ottawa, Kanada
Ten dziwny rok dobiega już końca, czas na retrospekcje i podsumowanie. W sumie nie było tak źle, chociaż inaczej. Szybko przystosowaliśmy się do „social distancing”, maseczek i kolejek przed sklepami. Co prawda jak pierwszy raz włożyłam maseczkę, idąc do sklepu, pomyślałam, że wyglądam idiotycznie, ale w sklepie wszyscy mieli maseczki, więc przestałam się przejmować. Nauczyłam się również oceniać te przepisowe dwa metry odległości i czuję fizyczny niepokój, jak ktoś stoi za blisko.
Tuż przed wybuchem pandemii zdołaliśmy z rodziną mojej córki zaliczyć dziesięć dni na Florydzie. Wróciliśmy na tydzień przed zamknięciem granic. W mojej pracy zawodowej nic się nie zmieniło, ponieważ i tak pracowałam z domu i do biura jeździłam raz w tygodniu, żeby się pokazać. No to przestałam jeździć.
Z wnuczką najpierw widywałam się na odległość – ona na ganku, ja koło samochodu. Stopniowo, w miarę ocieplania się, zaczęłyśmy spotykać się u córki w ogródku. A pewnego dnia moja córka pozwoliła mi wejść do ich domu, ale tylko do jednego pokoju. No a potem stałam się częścią ich bąbla (buble) i już wszystko było w porządku. Zainicjowałam również czytanie książek na dobranoc przez video. Moja wnuczka to uwielbia.
W czerwcu miałam trochę nerwówki, bo dostałam gorączki i bolały mnie kości. Typowe objawy grypy, ale w tych czasach… Pognałam oczywiście zrobić wymaz (trzy godziny stania w kolejce na zewnątrz – miałam ze sobą składany stołeczek), potem dwa dni czekania na wynik i radość, że negatywny.
Zrobiłam się niestety nietolerancyjna – w stosunku do ludzi, którzy narzekają na niewygodę i obostrzenia, którzy twierdzą, że się nie zaszczepią. Wojuję z takimi wypowiedziami i na FB, i osobiście, tłumacząc, że w czasie wojny ludziom było znacznie gorzej i jakoś nikt nie protestował. Bo to jest przecież nasza mała wojna, która kiedyś się skończy i naprawdę nic się nikomu nie stanie, jak w tym roku nie pójdzie do knajpy czy na mecz. A te szczepionki nie zmienią nas w długłowe potwory czy roboty.
Patrzę z nadzieją na rok 2021, chociaż wiem, że daleka jeszcze droga przed nami. A od córki dostałam pod choinkę taką oto zawieszkę, którą 1 stycznia powieszę na drzwiach mieszkania!
Maria Marucelli (Włoszczyzna)
Zdjęcie Ponte Vecchio we Florencji to najsmutniejsze, dla mnie, zdjęcie tego roku; wygląda jakby to była makieta, nie ma ludzi, a tak jak już pisałam – miasto musi żyć!
Zdjęcie Warszawy, to skrzyżowanie Alei Jerozolimskich z Marszałkowską podczas pierwszej manifestacji Strajku Kobiet! Zdjęcie które wypełnia serce nadzieją!
Krystyna Koziewicz Goodbye Stary Roku
Rok 2020 sporo namieszał w naszym życiu codziennym, dopadła nas śmiercionośna pandemia, która wszystkim bez wyjątku zmieniła styl życia, także nasze nawyki, przyzwyczajenia. Pomimo problemów, jakie przysporzył wirus jestem wdzięczna losowi, że dane mi było przeżyć kolejny rok bez wielkich wstrząsów. Miałam cudowny czas z rodziną podczas świąt wielkanocnych, także urlopu w Małopolsce i Karkonoszach. Było wiele innych okazji do celebrowania życia doceniając każdą chwilę korzystając z dobrodziejstw kulturalnych Berlina. Tegoroczne święta Bożego Narodzenia wprawdzie bez fizycznej obecności najbliższych, pomimo tego nie brakowało mi bliskości za pomocą spotkań na Messengerze. No cóż, takie mamy czasy!
Rok 2020 obfitował w smutne wydarzenia, odeszła do wieczności wspaniała duchowa koleżanka Joanna, która służyła życzliwą radą, potrafiła szczerze pocieszyć i doradzić w trudnych sytuacjach. Co było bezcenne u Joanny – to skromność, takt i dyskrecja. Brakuje mi Jej ciepła, spokojnego dystansu, rozmów telefonicznych, smsów, postów na WhatsAppie.
Żegnaj Joanno!
Trudno mi było uwierzyć, że zmarła w zupełnym zaciszu Wiktoria Korb, która ze swoim talentem i dorobkiem publicystyczno-literackim należała niewątpliwie do grona berlińskiej bohemy. Wszędzie, gdzie pojawiała się, przyciągała wzrok, robiło się barwniej i weselej, świetnie się spędzało wspólny czas podczas rozmaitych spotkań polonijnych.
Cześć Jej pamięci!
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 22 grudnia 2020 odszedł w Warszawie Wojtek Borowik – prezes ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, działacz opozycji antykomunistycznej, który wielokrotnie brał udział w polonijnych projektach w Berlinie. Wojtek łączył ludzi, nie dzielił, posiadał dobre umiejętności komunikacyjne.
Żegnaj Wojtku!
Koronowirus wywrócił do góry nogami nasze życie, całkowicie zdominował naszą codzienność. W internecie mamy zalew sprzecznych informacji, chaos zapanował wszędzie i w dużym natężeniu, nasza codzienność to plątanina spraw i emocji. To, co mnie wewnętrznie definiuje, to prawo życia w zgodzie z sobą i swoimi wartościami, a nie kogoś innego. Mam pełne zaufanie do profesjonalnych zaleceń medycznych, ufam wiedzy i ekspertyzom naukowców, tylko ich zalecenia mogą nas wszystkich uchronić przed nieszczęściem! Powszechnie dostępną szczepionkę przeciw Covid-19 traktuję jako dobro publiczne, z którego zamierzam naturalnie skorzystać.
Nie ubolewam specjalnie z powodu narzuconych ograniczeń w kontaktach społecznych, także braku bliskości z rodziną. Na szczęście media społecznościowe Facebook, WhatsApp czy Skype, czyli tzw. cyfrowa rzeczywistość umożliwia nam kontakt ze sobą. Sądzę, że ta sytuacja wzmocniła jeszcze bardziej nasze relacje interpersonalne, chociaż najważniejszą wartość stanowią jednak spotkania twarzą w twarz.
Prawdą jest, że na świecie nagromadziło się sporo zła, choć zawsze wydawało mi się, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów i dalej tak uważam. Świat potrzebuje od nas dobra, które tkwi w naszym sercu, musimy kierować się zasadami miłości, wiary i nadziei w stosunku do drugiego człowieka.
Nie skarżę się na los, wierzę mocno w to, że jeszcze będzie pięknie, jeszcze będzie normalnie. Cieszę się z faktu, że jestem zdrowa, że święta spędziłam w domowym ciepełku, a nie w szpitalu, pod respiratorem, w trumnie czy na cmentarzu. W sytuacji pandemicznej nic mi więcej nie potrzeba, żyję według własnego scenariusza w przyjaznym otoczeniu, uwielbiam to, co mnie otacza.
Często słucham refleksyjnej piosenki Johna Lennona „Wyobraź sobie”, którą Państwu dedykuję z okazji Nowego Roku 2021
WYOBRAŹ SOBIE (IMAGINE)
Pomyśl, że nie ma nieba To przecież proste tak Pod nami nie ma piekła Nad głową – tysiące gwiazd. Wyobraź sobie ludzi Gdy pokój ogarnia świat Pomyśl, że nie ma granic To takie proste…wiesz Nikt nie zabija za nic Religii nie ma też. Wyobraź sobie, że ludzie Żyją dzisiejszym dniem Powiesz że to marzenia Lecz przecież nie jestem sam. Któregoś dnia staniesz ze mną Bo to jest nasz wspólny świat Pomyśl, że nie ma głodu To łatwe, przecież wiesz Już nie ma żadnej biedy Chciwości ani łez. Wyobraź sobie ludzi Dbających o cały świat Powiesz, że to marzenia Lecz przecież nie jesteś sam Któregoś dnia staniesz ze mną Jeden jest nasz wspólny świat.
tłum. Michał Worgacz
Ela Kargol Ten rok był wyjątkowy, zaczął się dobrze, kończy mniej dobrze. W tym całym “mniej dobrze” jest dużo dobrego. Na wiele rzeczy pozwala inaczej spojrzeć, inne rzeczy docenić. W moim przypadku nie tylko pandemia namieszała. Gdy zachodziło słońce na czerwono, moja babcia zawsze mówiła, że będzie wojna, albo coś gorszego. Nie zawsze spełniały się przepowiednie babci. Ta czerwień powstaje z rozproszenia światła na zawieszonych pyłach. Nawet nie wiem, czy to o te smogowe pyły chodzi. Jakby tak było, to im gorzej tym piękniej?
Zbigniew Milewicz Nie będzie to specjalnie odkrywcze, co napiszę, ale na przekór trendom starałem się nie myśleć za dużo o wirusie, tylko robiłem swoje, czyli żyłem. Jak corona człowiekowi spadnie z głowy, to żyje mu się lżej. Poza tym układałem nowe rymy, ale nawet totalnie niemuzyczne ucho do słowa Biontec dobrałoby “majątek”, a więc faktycznie nie był to dla mnie zbyt odkrywczy rok. Mam nadzieję, że pod tym względem Nowy będzie lepszy, czego i Państwu życzę.
Brigitte von Ungarn-Sternberg Einen Gruß zur Jahreswende! Das Video hat mich sehr fasziniert, wie man nämlich per Videokonferenz einen ‚Götterfunken‘ erzeugen kann, bzw. Freude. Wie die das wohl gemacht haben!?!
Ein gesundes, frohes 2021 wünsche ich allen!
Brigitte
Da diese Melodie zur Europahymne geworden ist, kann mit ihrer Aufführung möglichst eine ‚Europabegeisterung‘ neu angefacht werden. Das hat unser Kontinent auch wirklich immer wieder nötig, nämlich dass wir unseren Zusammenhalt stärken.
Die Völker und Nationen in Europa werden immer sie selbst bleiben mit ihrer Sprache, Geschichte und Kultur. Man braucht keine Angst zu haben ein Schmelztiegel oder schlimmer noch ein Einheitsbrei zu werden. Außerdem gab es in allen Jahrhunderten der Geschichte ständig europaweite Entwicklungen zusammen oder auch gegeneinander. Wenn man mit offenen Augen durch europäische Städte geht, kann man das ablesen z.B. in Stadtplanung und Architektur.
Der Dirigent Christian Thielemann hat einmal gesagt, dass er an Beethoven besonders bewundert, dass er niemals aufgegeben hat trotz Taubheit und abnehmender Gesundheit.
Ich glaube, dass das als Energie zu uns über die Musik kommt:
Niemals aufgeben!
Ewa Maria Slaska I na końcu życzenia i podziękowania ode mnie, Adminki i Redaktorki tego bloga. Dziękuję Wam wszystkim za Wasze teksty, ale jeszcze bardziej za przyjaźń, jaką od Was otrzymuję. Niech ten Nowy Rok 2021 pozwoli nam zachować to, co udało się nam ocalić w minionym roku, czyli właśnie Przyjaźń, Miłość i Solidarność.
Nie damy się!
Als Redakteurin und Administratorin dieses Blogs möchte ich mich bei Euch allen für Eure Texte bedanken, aber vielmehr sogar für die Freundschaft, die ich mit den Texten von Euch bekomme. Ich hoffe, dass das Neujahr 2021 uns erlaubt, dies zu bewahren, das wir vom vergangenen Jahr rübergerettet haben: Freundschaft, Liebe, Solidarität.
gdzieś od Zakopca do Gdańska
fantazja?
głupota ułańska
*
więc takiej żeby nie było
przekupność
zamienić na miłość
*
z Lublina aż po Zgorzelec
pazerność odrzucić
zbyt wiele?
*
obłudę odepchnąć na milę
gdy modły
to nie z pedofilem
*
bo Kraj nasz to nie jest arena
dla zdrajców
kpów z GANGU OLSENA
*
doprawdy
to nie kwestia gustu
się poddać tej zgrai oszustów
*
już pora
dać łomot lub łupnia
sługusom mściwego kurdupla
*
kolejny raz zgłupieć nie wolno
by kiedyś
mieć Polskę wolną
*
Wam – nam podziękuje za to
Ojczyzna
i CZUŁY NARRATOR
*
na draństwo co nie pozwoli
zbyt dobrze pojmuje
gdy boli
*
nie nazwie – pod troski pozorem – kobiety inkubatorem
(EK – 8.12.2020)
Jak się z lasem spotkałem blisko
oko w oko
to ukłoniłem się nisko
i poprosiłem: Wasza Wysokość
Drogi przyjacielu Lesie,
i Ty Modrzewiu
co się mienisz
złotem
Jest już wrzesień
i na jesień
wszyscy mamy ochotę
Taką złotą
Dlatego Lesie spraw jesień
Niech brzozom
ozłoci ręce
Niech dęby zaczerwieni więcej
Niech zrzuci miedziane kasztany
bo w kasztanach jest co drugi
zakochany
tak się błyszczą
jak klejnoty
w słońcu
potem Lesie możesz jesień
zakończyć…
choć ona
jeszcze sama
nim zakończy ten melodramat
liście ma zrzucić brzozom
i słotą nas długo nudzić
aż chłodną dłoń poda
mrozom
i odejść i kiedyś wrócić
24.11.2020
Życie
Życie
tańcem na linie
ufasz jej,
sercem
płacisz
póki liny
nie zginiesz
nie ufasz
serce tracisz
Grudniowy poranek, cichy jak noc betlejemska… Warszawa.
Sobotni poranek 5 grudnia. Wracałem autem po nocnym dyżurze. Na moście było zupełnie pusto, mogłem bardzo zwolnić i robić zdjęcia…
jeszcze śpisz Warszawo
świt, sobota rano
dumnie napiętym
mostem świętokrzyskim
jadę do domu
wracam już po wszystkim
w dali Dobra, Solec
garść świateł miasta
pstryk
wszystkie zielone
i słońce na moście
czy można witać serdeczniej i prościej
I ciąg dalszy, nadesłany kilka dni później:
Grudniowa piosenka
śpij Warszawo
rano, w sobotę
noc minęła i jest
po wszystkim
czas już mostem
do domu
z powrotem
a most jest Świętokrzyski
wracam…
w dali
garść świateł
ulic Dobrej
i Solec
a zielono
jak latem
bo
wszystkie
światła
zielone
na moście
słońce
tańczy
jak dziewczyna
w różowej sukience
benzyna
ma zapach
choinek
słońce
smak pomarańczy
życzenia wigilijne 2020
Nie zabieraj…
do domu słów
z ulicy Żelaznej
Są ładniejsze
takimi mów
piękne i ważne
błyskawicy nie!
i oczom zimnym
Życiu tak!
Nie zabieraj
niewinnym
Nie zabieraj…
z ulicy słów
są ładniejsze
takimi mów
weź do domu wiersze
i warzywa
słońce
w kwiatach
z ogródka
A ludzi ludźmi
nazywaj
przecież zasługują
24.12.2020
Obudziłem się ze świadomością albo nawet wiadomością, że dziś 16 grudnia 2020 roku, 50 rocznica masakry robotników Wybrzeża. Byłem 16-latkiem w ogólniaku. Słuchałem o Wybrzeżu w ,,Wolnej Europie”. Płakałem, chciałem tam jechać. Ale była blokada komunikacyjna. Minęło 50 lat… Pamięć trwa.
Polski sen grudniowy
Kiedy przychodzi
bury grudzień
Drzewa są czarne
jakby wyschły
Chmury stalowe
i mrok dżdżysty
i mgły w portowej śpią
dzielnicy
Po bruku idą robotnicy
na ustach krzyk
butami w bruk
i
huk wystrzałów
I wszystko w ciszy
Bruk ulic staje się czerwony
i wszystko w ciszy
i obraz znika powoli
i tylko bruk jeszcze czerwony
od świateł reklam Coca Coli
i wszystko w ciszy
29.12.2018
Ulica Sienkiewicza
Pędził skądś wiatr szalony
przez szyny przez perony
za stacją
za kinem Promień
pod kotłem
dmuchnął
w płomień
parowóz
nabrał pary
do wagonów buraki
w kasztanowe konary
gwizdnął głośno na szpaki
buchnął, gwizdnął i dmuchnął
i chęć poczuł do jazdy
posypały się iskry
jak rubiny, jak gwiazdy
Sunął
po wąskich szynach
a tu nagle dziewczyna
za dziewczyną
tuż tuż
anioł stróż
z halabardą
skrzyżowały się drogi
tu dziewczyna tam nogi
Szła po szynach jak anioł
a Anioł? czy
szedł za nią?
potem była jak z wosku
blada i zjawiskowa
płakała za nią w kiosku
dobra pani Myszkowa
patrzyły na nią drzewa
przez nitki
babiego lata
Anioł Stróż przestał śpiewać
i także się rozpłakał
Piosenkę Ralpha Kaminskiego wybrali na dziś Konrad i Ewa Maria, wiersze nadesłały Ewa Karbowska – jej tegoroczny wiersz napisany w rocznicę wydarzeń grudniowych 1970 roku i Anna Dobrzyńska – wiersz anonimowy pt. Wigilia w stepie
Ralph Kaminski
Ewa Karbowska
KOLĘDA? – CO I BEZ ŚWIĄT?
– wszystkim dzielnym – a i Grażynce – Grażyna Orlińska
– zwłaszcza
/Jej w rewanżu za KOLĘDĘ BEZDOMNĄ/
kolęda – bez wiary?
dla młodszych, dla starych
co dłużej wytrzymać nie chcieli
*
chwycili transparent
by dzielić się darem
z rąk do rąk, bez kłamstw, po kolei
*
kolęda niedoli
na więcej pozwolić
nie mogła i umieć nie chciała
*
i solo i w tłumie
próbując zrozumieć
szła naprzód, choć trochę się bała
*
kolęda serdeczna
choć pozaświąteczna
znaczona protestu piorunem
*
szarpiąca za serca
na z gniewu kobiercach
na tego co przeciągnął strunę
*
kolęda ulicy
z nią znak błyskawicy
z modlitwą o godność w miłości
*
kolęda nadziei
że coś da się skleić
ulepszyć, dogadać, uprościć…
*
na płatach opłatka
gdzie córka i matka
szukają dla siebie ratunku
*
Bóg oczy odwraca?
ma wybór, czy kaca?
zostaje na posterunku?
*
wie, jeśli się nie da, to wojna i bieda
kryjąca ból
w lochach podziemi
*
w stajence? – jak Chrystus?
intencji, łez czystość
Królowie? – Ci Trzej? – jakby niemi…
Dziki wiatr, dziki step, mroźna noc, w sercu trwoga.
Mróz w ziemiance, a śmierć kosi swój żniwny łan.
Stara matka różaniec wyszeptała na palcach do Boga,
Żeby łaskę nadziei w tę Noc Świętą dał.
Stara matka różaniec wyszeptała na palcach do Boga,
Żeby łaskę nadziei w tę Noc Świętą dał.
Tam daleko ten dom, gdzie opłatkiem się dzielą,
Gdzie wieczerza na stole i świerk pachnie w krąg.
A tu wśród nocnej ciszy, suchą kromką podzielą się wszyscy –
Garść obierzyn i wrzątku i nasion na ząb.
A tu wśród nocnej ciszy, suchą kromką podzielą się wszyscy –
Garść obierzyn i wrzątku i nasion na ząb.
Panno Święta, ja wiem, żeś Ty była uboga,
Że Król Herod Dzieciątko zatracić Twe chciał,
Jeśli w niebie nad stepem, jest okienko i droga do Boga –
To je wskaż i wytrwałość niezłomną nam daj!
Jeśli w niebie nad stepem, jest okienko i droga do Boga –
To je wskaż i wytrwałość niezłomną nam daj!
Nie pamiętam już, jaką książkę w życiu przeczytałem samodzielnie jako pierwszą, ale cieszyłem się z każdej, którą dostałem w prezencie. Książkowe upominki należały kiedyś do standardów dobrego smaku, otrzymywało się je z okazji urodzin, imienin i pod choinkę, zwykle papier był kiepski, poligrafia nie dorównywała dzisiejszej, ale to była jedyna przepustka do kolorowego świata fantazji. Telewizji jeszcze w Polsce nie mieliśmy, do kina dzieci chodziły od święta, więc w wolnym czasie kopało się piłkę, albo czytało, wolałem to drugie. Przygody Kubusia Puchatka A.A. Milne´a stały na etażerce z książkami w mieszkaniu mamy, przy Wolności w Chorzowie, obok Słówek Boya-Żeleńskiego, wierszy Tuwima, Gałczyńskiego, a rozczytywał się w nich głównie mój ojczym, Stefan. Chętnie je czytał na głos lub recytował, na przykład po niedzielnym obiedzie, na którym bywali czasem zaproszeni goście; czytał i śmiał się z innymi dorosłymi z dialogów Krzysia i jego przyjaciół ze stumilowego lasu, a ja zastanawiałem się w duchu, co ich tak bawi. Dopiero jak sam dorosłem, zrozumiałem, że Milne pisał książki dla dzieci, które najbardziej docenić potrafią ich mamy i ojcowie.
Kiedy moja córka Ania dostała ode mnie w prezencie, na któreś swoje naste urodziny, Alicję w krainie czarów Lewisa Carrolla i później zapytałem ją, czy książka jej przypadła do gustu, odparła, że średnio. Spodobała jej się dopiero, kiedy sama została mamą. Oczywiście, dając komuś prezent, nigdy do końca nie wiemy, czy nie będzie to totalne pudło, dlatego mam dla Was w świątecznym upominku, do wyboru, dwa wiersze Alana Alexandra Milne´a, z kilkakrotnie już w tym blogu cytowanej Księgi Nonsensu Antoniego Marianowicza i Andrzeja Nowickiego. Obydwa pochodzą z rozdziału Wyższe sfery i wyobraźni Czytelników pozostawiam, czy mają one jakiś przypadkowy związek z naszą rodzimą szopką polityczną.
Gwiazdka króla Jana
Król Jan był królem bardzo złym
I cierpiał nad tym stale, bo
Nikt się nie bawił nigdy z nim
I ludzie unikali go.
Spostrzegłszy go, przechodnie
szli nadal bardzo godnie,
Jak gdyby nigdy nic.
A Jan rumieńcem płonął
Pod ciężką swą koroną
I pot mu spływał z lic.
Omijał pałac każdy człek,
Nawet z kulawą nogą pies,
Choć kucharz pyszne pączki piekł
i mnóstwo smakowitych bez.
Więc kiedy przyszła gwiazdka,
Król zjadał wszystkie ciastka
A gdy się poczuł źle
Zwykł czytać uroczyście
Życzenia list po liście
(Sam przedtem nadał je).
Król Jan był królem bardzo złym
I cierpiał nad tym stale, bo
Nikt się nie bawił nigdy z nim
I ludzie unikali go.
Nawet Mikołaj stary
Roznosząc swoje dary
I taszcząc pełny wór,
Choć wszędzie, wszędzie wstąpił,
Choć darów swych nie skąpił
Omijał Jana dwór.
Raz, kiedy pałac tonął w mgłach
I słychać było wichru gwizd,
Król potajemnie wszedł na dach
I do komina przybił list.
“Jeżeli M. się głowi,
Co przynieść ma królowi,
Niech wie, że może kłaść
Do worka marcepany
Orzechy, nóż składany.
A zwłaszcza piłkę. Jaś.”
Król Jan był królem bardzo złym
I cierpiał nad tym stale, bo
Nikt się nie bawił nigdy z nim
I ludzie unikali go.
Więc czuwał całe doby
I myślał sobie: “Oby
Nareszcie przyszedł M.!”
A potem się rozpłakał
I rzekł: “Dla takich zakał,
Jak ja – nic nie ma, wiem!
Słodyczy żadnych nie chcę już,
Bananów też wyrzekam się
I zbędny mi składany nóż.
Jednego tylko – piłki chcę!
Jeżeli dziś przy święcie,
Dostanę ją w prezencie
(Tak mówił Jan przez łzy)
To składam ślubowanie,
Że król od dziś przestanie
Być taki bardzo zły.”
Przez okno wyjrzał Jan na świat
I spostrzegł chłopców chyba stu,
“Ach, jakże – myślał – byłbym rad,
Gdyby choć jeden przyszedł tu””
Pląsają sobie wkoło,
Beztrosko i wesoło,
Nie skarżąc się na los,
A Jan rozpacza i łka,
Gdy nagle wpada piłka
I trafia go w sam nos!
Jan myślał wpierw, że pewnie śnię,
Lecz nos bolący nie jest snem,
Więc krzyknął: “To na pewno mi
Przysyła w darze zacny M.!”
I odtąd tak się zmienił;
Że wszyscy są zdumieni,
– Spotkałem go w tych dniach
Zupełnie przypadkowo
I mogę dać Wam słowo:
Jaś grzeczny jest aż strach.
Opowieść o złym lordzie Gburze
Lord Gbur miał toporzystko
Długości metra blisko
I wielu miał poddanych,
A bić potrafił też.
We czwartki i w soboty
Najwięcej miał roboty,
Po wszystkich chatach łaził
I ryczał niby zwierz:
“Lordowska Mość – to ja!
Kto nie zna mnie ten kiep!
Haha, haha, haha!
A teraz macie w łeb!”
Miał buty ten Gbur nasz srogi
Po dziadku – i ostrogi,
Kłuć nimi zwykł przechodniów
I śmiał się, wielce rad.
W niedziele i we środy
Nad brzegiem stawał wody
I ryczał aż z radości,
Gdy ktoś do wody wpadł.
“Lordowska Mość – to ja!
Jam Gbur – hehe! hehe!
Kto jeszcze – ha! ha! ha!
Wykąpać się dziś chce?”
Lecz raz przy piątku rano
Buciory mu zabrano.
Chce topór wyjąć z szafy –
Topora także brak.
Do swoich pędzi włości,
Lecz tutaj z Jegomności
Kto żyw pokpiwa sobie
I ludzie mówią tak:
“Lordowska Mość – to on?
Czy aby to ten sam?
Popatrzmy z wszystkich stron!
Ach! Jakże miło nam!”
Nie pomógł wygląd srogi,
Złapali go za nogi,
Wrzucili do sadzawki
I po łbie dali mu.
Gdy oblepiony błotem
Wyłaził z wody potem,
Pękało wprost ze śmiechu
Poddanych jego stu:
“Dość głupią minę ma
Lordowska Mość – no nie?
Haha! haha! haha!
Hehe! hehe! hehe!”
Gdy chyłkiem po kryjomu
Gbur wśliznął się do domu,
Gdy się osuszył troszkę
I przemył na łbie guz,
Wyrzucił stare zbroje,
Ubrania wyjął swoje
I rzekł: “Dość tej zabawy,
Nie będę Lordem już.
Prastary Gburów klan
Niech na mnie skończy się.
Ja się nazywać PAN
CAŁKIEMZWYCZAJNY chcę!”
A więc chciałoby się życzyć tym u władzy: myślcie o jutrze, zanim wam kto nosa utrze. Niestety na ogół o nim nie myślą zawczasu, dlatego pisze się takie wierszyki, albo robi rewolucje.