Spät in der Nacht haben nur Huren und Apotheken Dienst im Angebot: Syphilis und Antibrechmittel das Meer hustet mit dem Wind in die leeren Strassen die Fußgängerstreifen verlieren ihren Sinn.
Spät in der Nacht sind die rosa Fenster Muscheln der Liebe ihre Fensterscheiben spenden den erhitzten Stirnen Kühle und der Nachtwächter trägt seine Müdigkeit auf den Schultern und fehlender Schnee nimmt der Stadt den Sinn.
Spät in der Nacht ist die Luft wie kalter Wodka und Pharmazeuten, Dichter der späten Nacht, erschrecken den Januar mit seiner Sauberkeit und zwei Kerle tragen einen Schrank durch Danzig und plötzlich gewinnt die Stadt ihren Sinn wieder im Knattern von tausend Weckern.
Julian Kornhauser (1946)
ein interview
man lebt nicht schlecht frieden geld interessante arbeit ausflüge
mit bestimmten entwicklungen ist man nicht einverstanden weil sie begrenzen jenes oder dieses
aber wenn man hinschaut allgemein ob etwas fehlt vielleicht zu wenig fußball oder zu viel schlamperei aber jeder hilft sich und wer schafft sich aufzurichten der arbeitet auch besser also lebt man nicht schlecht obwohl alle meckern
vielleicht lebt man zu langsam man hätte es lieber schneller intensiver außerdem haben manche fast alles und die anderen schaffen es kaum das ist frustrierend
und obwohl alle wissen was gespielt wird werden wir von denen die da oben wie kinder behandelt das ist lächerlich
ein bisschen ähnelt das an pfadfinderlager
mehr mut meine herren
Ewa Lipska(1945)
Das Heim der ruhigen Jugend
Im Leihgeschäft der Meuterei funktioniert der Speisesaal.
Roter Wein des Sees fließt vor den Fenstern.
Man kann in ihm schwimmen aber nur unter Geschichtsgefahr.
Nicht alle Hurrarufe bedeuten hier Sieg.
Die Popularität genießt der nationale Gambit.
In den Spielhallen gewinnt man große Niederlagen.
Manche sammeln Walderdbeeren und Beweismittel.
Unter dem Segel der Bettwäsche segeln sie in den Schlaf.
Andere starren stur auf die Tür als ob von dort die Rettung kommen sollte.
Denen, die an das Land über dem Kopf denken, brennt die Erde unter den Füssen.
Das Heim der Ruhigen Jugend ist grau wie eine Taube.
***
Stół na biało
sztućce, talerze,
czystość tradycji,
jeszcze wciąż cisza,
oczekiwanie na ludzi.
***
Choinka zielona
wyhodowana ekstra
(ta mała, średnia, duża)
na uroczyste znów święta,
błyszczy, szeleści, zaprasza,
w pokojach, sklepach, na rynkach.
***
Wielki stos drzewek
nieważnych po świętach,
niepotrzebnych już nikomu
na śmietniskach całego świata,
...wyhodowanych ekstra na święta.
***
Ryby pieczone, smażone,
ekstra hodowane na święta,
mięsa smażone, panierowane,
brzęczenie sztućców przy stole,
chór mieszanych ludzkich głosów.
***
Ludzkie głosy na pasterkach,
pełnych kościołów świata,
tu w ciepłych płaszczach,
tu w cienkich okryciach,
bo ci tutaj, a ci tam...
***
O północy w każdą Wigilię,
wszystkie zwierzęta mówią;
te z kanap chcą więcej ruchu,
mniej głaskania, oglądania TV,
a te z ulicy mniej strachu, głodu,
zimna, kaleczenia serca, też ciala,
przez człowieka tak przebogatego
w tradycje od tych wielu tysięcy lat;
- ach, strach pomyśleć o Sylwestrze!
Krzyczą wszystkie,
te, z tych kanap
i te, z tych ulic.
***
Już milkną
głosy wigilijne
zwierząt mówiących
tradycyjnie tylko w święta,
pustoszeją stoły, też zastawa
dla zabłąkanych, zgłodniałych
ludzi, wylatujących z tej tradycji
mieszkania u siebie, też z bliskimi...
***
Ciągle My,
dla Nas,
o Nas...
A tutaj wojna,
a tu znów klimat,
a tu ci, co wciąż "za"
i znów ci, co "przeciw"...
...na Zegarze Świata
nakręcanym przez
to nasze dziwne
mrowisko!
Swego czasu tomik był pojęciem kulturowym, oznaczał bowiem nie tylko małą książkę z wierszami, ale przede wszystkim – nobilitację na poet(k)ę.
Trzeba było mieć tomik. Nie wystarczały audycje ani publikacje w prasie. Tomiki były zjawiskiem masowym.
Kiedyś wydawca otrzymywał kilkadziesiąt tomików tygodniowo. Miałam całe półki pełne białych tomików. Miały bowiem z reguły białe okładki, a prawie zawsze białe grzbiety, często tak cienkie, że bez tytułu i nazwiska autora. Nie sposób było ich zrecenzować, nawet przeczytać się nie dawało. Pamiętam, że czytałam je po kolei, a ich obrazy przepływały przeze mnie, pozostawiając zbiorowe wizje świata. Raz było to niebo, kałuża i matka, innym razem dziura w zębie, dziura w skarpecie i dziura w kaloryferze.
Pojedynczy tomik jest marzeniem. Tomik zbiorowy – smętnym zalewem słów.
Dziwne, że nawet w całkowicie zmienionych warunkach tomik trwa. Teraz, gdy tomików nikt już nie czyta, a wszyscy, i poeci, i krytycy, i czytelnicy przenieśli się do sieci, poet(k)a nadal musi mieć tomik. W słowniku krzyżówkowicza tomik ma 61 definicji! A taki na przykład widelec tylko 45!
A jednak zgadzam się z poetami – musimy mieć książki, tak, koniecznie musimy mieć książki, nawet jeśli wszystkie funkcje książki przejęła sieć, niekiedy nawet lepiej, ale nadal musimy mieć książki, musimy mieć tomiki, bo inaczej, gdzie będziemy czytelnikom wpisywali dedykacje podczas spotkań autorskich?
Ale chyba jako blogerka przestałam być atrakcyjnym adresem przysyłania tomików. Dostaję je sporadycznie, żeby nie powiedzieć – wcale.
A tu tymczasem trafiły do mnie ostatnio dwa tomiki. 2 a nie 22 albo 222. Mogłam im więc poświęcić dużo czasu. Rozumiem, nadawcy są zdania, że stanowczo za dużo. Przepraszam.
Zacznijmy od zdziwienia. Oba tomiki ukazały się pod auspicjami Stowarzyszenia Pisarzy Polskich w Łodzi. Oba mają też już swój wiek, choć ich ukazanie się dzieli kilka lat.
Przemysław Owczarek, Stojąc na jednej nodze, Łódź 2016, Biblioteka Arterii (co w jednym z antykwariatów zapisano jako “Biblioteka Artylerii”); na okładce i wewnątrz grafiki Agnieszki Kowalskiej-Owczarek
Dariusz Patkowski, Nokturny, Łódź 2021, Wydawnictwo Kwadratura; na okładce fotografia Marcina Andrzejewskiego
Oba tomiki mają jednak jeszcze jedną cechę wspólną – nie rozumiem tych wierszy.
Pierwszy wiersz Patkowskiego zaczyna się słowami Wylansowana przez psychiatrów / oraz holenderskich geografów kobieta…
Nie wiem, o co chodzi z tą kobietą i do końca wiersza się nie dowiem.
Tomik Owczarka rozpoczyna trójwers Na powitanie / unieś / lewą rękę.
Nie wiem, kto ma unieść lewą rękę i też się nie dowiem.
Z obu tomików wionie obcością. To mężczyźni piszą.
Owczarek:
w piwnicy tleni się pleśń, w pokoiku szybują zarodniki, aż kręci się krajobraz w nozdrzach. wietrzyć, wietrzy. łóżka są cierpliwe jak epoki snu. i jeszcze radio, ten herold rynku, na wszystkich stacjach
Patkowski:
Za oknem, w przestrzeni skutej metaliczną pleśnią popiołu bałwany toczą ciepłe jeszcze kule mięsa, by ulepić człowieka.
Patkowski:
Tomasz
Sierpień przyjdzie w słońcu. Jego ognista światłość pobłogosławi ulice rozmiękłym torfem. Rozpuszczą się stare, czynszowe kamienice. Dławiący smród spoconych ciał przywabi muchy.
Zaślepiony, dotykam jego szat. Parzą.
Owczarek:
dla wiernego Tomasza
wiersz jak skrzep. moja szyszynka na rodzinnym spędzie cofa się poza pierścień
z ciast, obrusów, powtórzeń (…) więc wnikam w łoże teściów
i zasypiam jako podmiot liryczny bo nie jest parzystokopytny i lubi mięso.
robota: rąbanie drewna, palenie w piecu, tkanie granicy z drutu kolczastego, albowiem pochylił się płot.
Dzieci, żony, samotność, miasto, natura. Ojciec, matka, podróże. U Owczarka znacznie więcej natury, prawie sama natura, ptaki, krzaki, u Patkowskiego znacznie więcej miasta, prawie samo miasto, bruki, stuki.
Może żona wie, co to jest świat, miasto czy natura, ptaki czy bruki, ale śpi. Jest ciepła, ale śpi. Obie śpią.
Nad poetą, który nie śpi, noc i kosmos. Obaj nie śpią. Układają nokturny, nocne słowa według przepisu – tak, żeby się sobie dziwiły. Sobie się dziwiły i światu. A żony śpią. Raz tylko jedna z nich się obudzi. Będzie trzymała w ręku kubek gorącego płynu.
Nie ma polityki, nie ma nauki, nie ma religii, kościoły są puste, nikt nie siedzi w szkolnych ławkach. Koledzy ze szkolnej ławy się zaprzedali, albo utonęli. Ich twarze prześwitują spod lodu na stawie. Nikogo nie ma.
Nikt nic nie buduje, nikt nie produkuje. Nie ma bogaczy i bezdomnych. Nie ma Boga, ni szatana. Tylko poeci myślą o świecie. I są niewierni jak Tomasz.
Postmodernistyczne cytaty i aluzje bez konieczności podawania źródeł. Wiersz to nie praca naukowa. Każdemu wolno mieć skojarzenia, jeśli czytelnik ich nie odkryje, jego strata. Czytelniczka i tak śpi. Kości. Skóra. Wątroby, nerki, płuca. Parchy, ropa, pleśń, zjełczały tłuszcz, może smarki z nosa. Niejednoznaczne wydzieliny życia.
Ale w każdym tomiku jeden świetny wiersz.
Owczarek:
DRZEWORYT
jest złe drzewo dobrych wiadomości i dobre drzewo bez odpowiedzi, drzewo-płuco szyte grotami snu. drzewo dzieci,
pożarło je i płaczą jak głodne sowy. drzewo starców, bo mróz łupie z nich giorzkie szczapy. drzewo, które odmierza i wymierza. losy schną i zerwane opadają w próchno. drzewo komuny i martwych chrześcijan. konfesjonał w przekroju i draństwo. słoje z donosami.
i parchy. archiwum misterne jak Pol Pot. drzewo oligarchów wąsate jak chrust, a w jego kapie żarzy się Boża Matka. pień rosły od klejnotów, episkopat i moszcz, jego chciwy smak. drzewo skurwysynów, co płoszi świętych. drzewo zajezdni,
ceł, podatków, giętkie jak reklama drogiego kurortu, drzewo Hellingera łykające monety i drzewo Eckharta, odkąd dwa węże wyplatają w nim krew. drzewo plemion, które zenit strącił palcem białym od mleka. drzewo sefirot i obelgi, bo stała się ciałem.
i ulotniła. drzewo drogi w środku, a wokół jełczeje świat. drzewo wątroby i wszystkich winnic,
albowiem nas wypiją. hospicjum z waty cukrowej. galeria grabarzy,
sarkofag. drzewo rozpustne. w koronie miłość, ta śma, wibruje i piszczy: drzewo
wisielców i Chłopca Starca. z jego jąder pryska sperma, gęsta od miodu i gwiazd.
ostatnia kropla zagnieździ się w ziemi i wyrośnie jak grzyb w serii błysków.
kania czubajka. a mogłaby dojrzeć pod tym drzewem. wprost na patelnię. pycha.
Patkowski:
Wakacje dobiegają końca
Ach! Dzieci tej wiosny tak szybko wydoroślały, przenosząc się z miasta w cyberprzestrzeń. Nic dziwnego – w zarośniętych trawą ruinach placów zabaw leżą opuszczone piaskownice,
zbankrutowane huśtawki oraz zamknięte prostokątne orliki. W powietrzu radośnie pleni się najstarsze ze wszystkich, głośno przywołując imiona pozostałych.
Widziałem jak kuca w trawie, spoglądając w zasłonięte okna blokowisk. Będzie czekać, z nudów gmerając kścistym palcem w piachu. Aż któregoś dnia obdzwoni wszystkie domofony
na wszystkich osiedlach, zadając proste pytanie: Czy jest…? Jedyna możliwa odpowiedź będzie brzmiała: Jest.
Poprosiłem AI żeby napisało wiersz o Don Kichocie w Berlinie:
Don Quixote in Berlin, a knight so bold
In search of adventure and stories untold
In the city of culture and modern art
He's ready to battle and conquer his heart
He strides through the streets, with a twinkle in his eye
And a quickness to his step, as he moves on by
His sword by his side, he's ever so brave
Not caring if he's late, or if he misbehaves
He looks to the sky, and stops to behold
The beauty of the city, the buildings unfold
A city so free, the feel of the air
The culture and art, it's all so fair
He stands tall and proud, with a heart of steel
Determined to make his journey real
With a spirit so strong, and a mind so deep
He'll make his mark in this land so grand and keep
Don Quixote in Berlin, a knight so brave
With a heart so pure and a spirit so brave
He'll take on the challenges and stories untold
And make Berlin his very own, the tales will unfold.
Robi wrażenie, ale nie do końca mi się podoba, bo Berlin mógłby być w wierszu zamieniony z wieloma innymi miastami, i byłoby tak samo.
Poprosiłem też o wiersz o Don Kichocie po polsku:
Don Kichot, mąż bez uczuć,
Oślepiony w wiecznej walce,
Szuka miłości wśród ruin,
Bez skutku, jak ślepy strzał.
Nie może uwierzyć, że istnieje,
Choć niewidzialne jak mgła,
Aż kiedyś, gdy słońce zajdzie,
Odkryje blask uczuć w ciemności.
***
EMS: Na zakończenie inny temat baratarystyczny. Tym razem na zdjęciu widać prawdziwy wiatrak, a nie coś wyprodukowanego przez sztuczną inteligencję, tym niemniej obrazek i podpis zostały mi podsunięte przez jakiś system Microsofta, który co rano wybiera dla mnie nowe zdjęcie i codziennie pyta, czy podoba mi się to, co widzę. Ja grzecznie odpowiadam “Tak” (lub “Nie”), żeby system nie podrzucał mi jakiegoś badziewia, którego nie lubię, no i bang – bingo! Dostaję tylko to, co lubię, czym, jak sądzę, przyczyniam się do wzmocnienia wszechwładzy systemów. Sama wkładam głowę w pętlę. Halnaker, Anglia.
Ten wiatrak stojący na wzgórzu Halnaker o wysokości 128 m n.p.m., jest dobrze widoczny z dużej odległości. Został wybudowany w 1740 r. i stanowi zabytek klasy 2. W ostatnich latach przeszedł gruntowną renowację, ale jest ogrodzony i nie można go zwiedzać. Atrakcją samą w sobie jest malownicza droga do wiatraka, z której roztaczają się wspaniałe widoki na pobliskie wybrzeże.
Śniłaś mi się
Ach, to już tyle lat,
cóż Ci powiedzieć
gdybyś zapytała,
co chciałabyś wiedzieć?
Czego nie wiesz?
Powoli świat się
z nami starzeje;
zwiałaś przed starością...
Kicię Lili, pamiętasz?
za mostem tęczowym,
Moritz zęby pogubił,
taki już to kotek Drakula...
Zima znów, jeszcze biała
biel jej bardzo delikatna,
w ręku rozpuszczalna,
tak biała, jak Twoja Dasza,
ona biega też z moją Lili,
bawią się; biały pies
z czarnym kotem...
...odwiedzasz je tam czasem?
Mury
istnieje mur milczenia
długi jak ten chiński,
istnieją smutne oczy
bez spotykania innych,
istnieją ręce nigdy
nie oddające uścisku,
istnieją usta skrzywione
od przekleństw i sarkazmu,
istnieją serca bez serca,
drzwi bez klamki i zamka,
niepotrzebne teraz nikomu
...od wewnątrz i od zewnątrz.
istnieją
wyprowadzki
od-ludzi-do-nikąd...
w zimną samotność.