Samochwała w kącie stała (Noch zum Blogjubiläum)
04.11.2022 Teresa Rudolf napisała jako pierwsza:
Continue reading “10 Jahre / 10 lat / 10 years (2)”
Samochwała w kącie stała (Noch zum Blogjubiläum)
04.11.2022 Teresa Rudolf napisała jako pierwsza:
Continue reading “10 Jahre / 10 lat / 10 years (2)”…czyli Paradoks Fermiego, Wielki Filtr i Hipoteza Świata Narażonego
Konrad

“Daleko nam do najbardziej inteligentnego biologicznego gatunku, jaki mógłby istnieć. Bliżej prawdy będziemy myśląc o sobie jak o najgłupszym możliwym gatunku zdolnym do wzniecenia rewolucji technologicznej – niszy, którą wypełniliśmy, bo dotarliśmy do niej pierwsi, nie zaś dlatego, że jesteśmy do niej właściwie przystosowani” – Nick Bostrom (tłum. aut.)
Paradoks Fermiego
Naukowcy szacują, że we wszechświecie znajduje się około 500 trylionów (czyli miliardów miliardów) gwiazd podobnych do Słońca.
Zakłada się, że wokół przynajmniej jednej piątej z tych gwiazd (są to bardziej konserwatywne szacunki) krążą planety ziemiopodobne. Innymi słowy, na każde ziarnko piasku na Ziemi przypada 100 ziemiopodobnych planet.
Gdzie ci kosmici?
Czytaj dalej…
Konrad
Z okazji Chanuki, historia alternatywna miejsca, które naprawdę powstało…
Miranda wstawała późno. W sieci zdecentralizowanych komun można ułożyć sobie życie takie, jakiego się pragnie. Nigdy nie lubiła wstawać wcześnie – nie dołączyła jednak do nocnej komuny. W nocy woli być sama. Pracuje nad wyglądem kolumn w nowej synagodze. Każda komuna posiada przynajmniej jeden taki budynek – nieważne czy religijny, czy świecki. Synagogi świeckie spełniają dwojaką rolę placu i ratusza, religijne zaś przyzwalają dodatkowo na modlitwy. Granica między tym co ziemskie, a tym co boskie jest nawet bardziej rozmyta – w większości świeckich synagog odprawiane są rytuały inspirowane dawnymi ceremoniami religijnymi. Odnoszą się one jednak do wspólnoty, zamiast do B-ga.
Continue reading “Kraina Żydów”Konrad
Ostatnio światem wstrząsnęła afera wokół znanego domu mody. Zaczęło się od kampanii reklamowej, w której dzieci trzymały misie ubrane w BDSM-owe stroje:


W złym guście? To był jednak dopiero początek. Ktoś zauważył, że na innym zdjęciu z kampanii pojawiła się taśma z nazwą marki, w której pojawiło się dodatkowe “a”.

Baalenciaga zamiast Balenciagi. Dlaczego? Nie wiadomo. Ale Baal był bogiem, któremu składano w ofierze dzieci.
Dziwne? Idźmy dalej…
Na innym zdjęciu, gdzie Isabelle Huppert reklamuje torebkę, przyjrzano się bliżej książkom…

Jedna z nich to album dzieł Michaëla Borremansa, belgijskiego malarza, który lubi malować drastyczne sceny z dziećmi w roli głównej. W tym dzieci wykastrowane, bawiące się odciętymi kończynami.

No dobrze, niech będzie. Artyści czasem wymyślają sobie straszne tematy. Tak bywa.
Natomiast tego nie da się już zbagatelizować:

Na promującym torebkę zdjęciu z tej samej kampanii znajdował się dokument – wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego w sprawie pornografii dziecięcej jako wyrazu wolności słowa (ta wizja została przez sąd odrzucona).
Po co? Dlaczego?
Podobnych przykładów jest więcej, zarówno w działaniach samej firmy, jak w działaniach ludzi, którzy ją tworzą. Myślę, że te powyższe wystarczą.
Sprawa stała się głośna, a reputacja firmy została zbrukana. Na Instagramie Balenciaga usunęła wszystkie dodane przez siebie zdjęcia i wystosowała przeprosiny. Te jednak nikogo nie zadowoliły.
Na początku, zaraz po wybuchu skandalu, firma twierdziła, że to nie oni wpłynęli na taki wygląd kampanii reklamowej. Trudno jednak uwierzyć, że rzecz tak ważną z punktu widzenia dochodów i wizerunku firmy pozostawiono bez kontroli osobom trzecim. Z pewnością osoby zarządzające domem mody wiedziały co robią. Tym bardziej, że w tegorocznej kolekcji na wybiegu wykorzystano lalki przypominające dzieci. Jedna z toreb z taką lalką zawierała misia pokrytego krwią. Nie jest więc tak, że zawartość kampanii była niespójna z resztą.
Dlaczego to się wydarzyło? Widzę kilka możliwości.
Być może czołowi projektanci naprawdę uznali, że przemoc seksualna wobec dzieci jest cool. Trudno wyobrazić sobie, jaki ciąg myślowy mógł ich doprowadzić do takiego wniosku. Może wszystkie inne tematy tabu zostały złamane, szczególnie w łamiącym wszelkie tabu świecie mody, zostało więc już tylko to? Ale nawet jeśli tak, to czy ktoś nie pomyślał, jak to zostanie odebrane? Czy Ci ludzie są aż tak odrealnieni, żeby nie mieć świadomości, jak zwykły człowiek postrzega pedofilię?
Być może nie liczono na to, że pozostawione “wskazówki” zostaną odczytane. Chociaż pozostawiono ich tak wiele… Po co więc je w ogóle umieszczono?
Może to rodzaj pogardy wobec “bezmyślnej masy”, która kupi wszystko, co ma właściwą metkę, nie przyglądając się treści.
Może to chęć udowodnienia samemu sobie, że ma się taką władzę, że można robić wszystko, w tym aluzje do najpodlejszych rzeczy, a i tak nikt nic nam nie zrobi.
Pytanie, które się nasuwa: czy to tylko zabawa symbolami, czy też fascynacja złem idzie u tych osób dalej, i dotyczy także realnych czynów?
A jeśli robią to naprawdę, to może takie symbole stanowią rodzaj zasłony dymnej, która obraca w “foliarstwo” coś, co może być poważne. Jeśli serwuje się poszlaki, które zachęcają teoretyków spiskowych do tworzenia hipotez o rytualnym znęcaniu się nad dziećmi, dla wielu osób temat stanie się żartem przez samo jego powiązanie z teoretykami spiskowymi.
Wielu uważa, że to próba przyzwyczajenia nas do pedofilii. Przemycanie informacji do podświadomości. W to nie wierzę, ale rozumiem, dlaczego można tak myśleć.
Na koniec najbardziej egzotyczna możliwość. Ktoś zasugerował, że ci ludzie mogą mieć swoje szczególne wierzenia. Istnieje wiara w karmę, jak i taka wiara, że dopóki inni przyzwalają na nasze zło, nie dostajemy złej karmy. Celem więc może być uzyskanie milczącej zgody od świata poprzez subtelne sygnalizowanie tego, co się robi.
Być może trzeba uważniej przyjrzeć się temu, co od lat twierdzili teoretycy spiskowi – że różne organizacje przemycają tego typu diaboliczne treści. Nie znaczy to zaraz, że zawsze mieli rację, gdy bili na alarm – ale należałoby się przyjrzeć temu, co tak ich niepokoiło, skoro odkryliśmy, że przynajmniej w jednym przypadku mieli rację. Odkryliśmy, że rzeczy, które brzmią jak fikcja, faktycznie się wydarzyły. Ogromna, potężna firma naprawdę uznała, że stworzy produkt gloryfikujący przemoc wobec dzieci. Jeśli to wydarzyło się raz, to mogło wydarzyć się więcej razy.
Konrad, Ewa, Arek, Sztuczna Inteligencja
Don Quixote nasz sławny bohater
Śmiały i ambitny bo w siebie wierzył
Mocno swoje marzenia głosił
Aż po pełnym niezwykłych przygód dniu
Poprzez miasteczka i pola świeże
Wraz z Sancho Panzą wyruszył w drogę
Żeby zdobyć w krainie smoków chwałę
I w obronie dam wzorowo służyć
Nieustraszony jak Mały Rycerz
On pragnął bronić słabszych i biednych
By nigdy nie zabrakło sprawiedliwości
Nawet w najdalszych krańcach lądów
Być może nie trzeba tego już pisać, bo wszyscy wiedzą, ale dla porządku zaznaczę, że wiersz ten napisała Sztuczna Inteligencja, a temat podsunął jej Konrad. Również ilustrację pod spodem wykonała owa ważna a tajemnicza pani.

Zawsze myślałam, że da się napisać o Prouście i Don Kichocie w jednym wpisie i teraz wreszcie Konrad, Arek i Sztuczna Inteligencja mi to wspólnymi siłami umożliwili. Arek dostarczył mi kilku artykułów z prasy niemieckiej na temat Don Kichota. Pretekstem do ich publikacji był (jak sądzę) dobiegający końca rok proustowski, ogłoszony z okazji 100 rocznicy śmierci wielkiego pisarza. My tu na blogu też uczciliśmy tę rocznicę, reblogując wpis demaskujący słynną proustowską magdalenkę. To podobno wcale nie była ona, tylko najzwyklejszy sucharek. Przypomnijmy to sobie, proszę bardzo, ale doprawdy nie musimy w to wierzyć. Naukowcy wciąż produkują jakieś takie niestrawne suchary. Podobno są za to zdrowe.
Paul Jandl napisał 11 listopada 2022 roku o tym, jakie konsekwencje miał fakt, że kiedyś Matka odmówiła małemu Marcelowi pocałunku na dobranoc (Neue Zürcher Zeitung 28.11.22), strona 9. Na następnej stronie Edi Zolinger pisze o wpływie obrazu Anne-Louis Girodetta Le Sommeil d’Endymion (1791, olej na płótnie, Luwr) na pewne fragmenty prozy Prousta. Tymczasem we Frankfurter Allgemeine Zeitung z 12 listopada 2022 roku Paul Ingendaay pisze o tym, jakim dowcipnym pisarzem był Proust, ba, kusi się nawet o tezę, że jest on on najdowcipniejszym autorem światowej Moderny. Dwa z tych trzech artykułów są zilustrowane zresztą tym samym portretem uśmiechniętego Prousta, na dodatek z fryzurą na jeża. Portret jest całkowicie nieznany, a w każdym razie – mało znany, zapewne osoby dobierające ilustracje w obu gazetach szlag trafił, gdy zobaczyły, jakiego miały pecha, że zamiast zwykłego portretu Prousta, wybrały portret całkowicie nietypowy.

Paul Ingendaay pisze, że dowcip Prousta przejawia się w tym, jak opisuje różne postaci, np. służącą Franciszkę czy księżnę Parmy, w podchwyceniu ich zabawnych cech charakteru i sposobu mówienia, ale, dodaje, “Proust nigdy nie naśmiewa się ze swoich postaci. Patrzy na świat z ciepłym uśmiechem i ten uśmiech ociepla też wizerunki prezentowanych osób. Być może jest on w literaturze XX wieku jedynym pisarzem, który swym uśmiechem zbliża się do dobrego wejrzenia, tak charakterystycznego dla Don Kichota – jest tym, który rozumie, a nie tym, który by wyśmiewał.”
I tak właśnie objawili mi się obaj moi ulubieńcy w Berlinie. Uśmiechnięci i przyjaźni ludziom.
Nasza nowa autorka, Sztuczna Inteligencja, połączyła ich w jedno (obrazek na dole po lewej), ale nie uznała, iż byłyby to istoty, które się uśmiechają. Obaj, razem i osobno, są, tak jak to wiemy z tradycji, Smętni:



***
Wczoraj popołudniu pomyślałam, że skończyłam układać ten wpis na dziś i poszłam na prezentację teczki pięciu grafik, wykonanych współcześnie przez berlińskich artystów i nieberlińską artystkę. Grafiki wykonali Mawil, Jakob Hinrichs, Henning Wagenbreth i Jim Avignon oraz Barbara Yelin z Monachium. Ich prace są nową interpretacją indywidualnie wybranych litografii słynnego berlińskiego rysownika sprzed ponad stu lat – Heinricha Zille (1858 – 1929). Grafikom towarzyszy publikacja z tekstem Matthiasa Flügge. I to właśnie on podczas spotkania powiedział o Heinrichu Zille to samo co cytowany uprzednio Ingendaay o Prouście i Don Kichocie, że on też patrzył na ludzi, widział ich los, ciężką dolę, ale też ich szczęście, widział ich przyjemności i rozpacze, zalety, wady i śmiesznostki, wszystko odnotowywał, ale nigdy ich nie wyśmiewał.

Die Heinrich-Zille-Mappe. Foto: Jana Vollmer/tipBerlin
Fünf Siebdrucke im Format: 30 x 40 cm, limitierte Auflage: 199 Stück, signiert und nummeriert, Preis: 199 €. Erhältlich im tipBerlin-Shop: www.tip-berlin.de/zille
Uwaga dla tych, którzy szukają oryginalnego prezentu pod choinkę – teczka zawiera 5 sitodruków, sygnowanych przez artystów; limitowany nakład 199 egzemplarzy, każdy za 199 euro – i porada ode mnie: można taką teczkę rozdzielić na pięć prezentów.
Konrad
Poprosiłem AI żeby napisało wiersz o Don Kichocie w Berlinie: Don Quixote in Berlin, a knight so bold In search of adventure and stories untold In the city of culture and modern art He's ready to battle and conquer his heart He strides through the streets, with a twinkle in his eye And a quickness to his step, as he moves on by His sword by his side, he's ever so brave Not caring if he's late, or if he misbehaves He looks to the sky, and stops to behold The beauty of the city, the buildings unfold A city so free, the feel of the air The culture and art, it's all so fair He stands tall and proud, with a heart of steel Determined to make his journey real With a spirit so strong, and a mind so deep He'll make his mark in this land so grand and keep Don Quixote in Berlin, a knight so brave With a heart so pure and a spirit so brave He'll take on the challenges and stories untold And make Berlin his very own, the tales will unfold.



Robi wrażenie, ale nie do końca mi się podoba, bo Berlin mógłby być w wierszu zamieniony z wieloma innymi miastami, i byłoby tak samo. Poprosiłem też o wiersz o Don Kichocie po polsku: Don Kichot, mąż bez uczuć, Oślepiony w wiecznej walce, Szuka miłości wśród ruin, Bez skutku, jak ślepy strzał. Nie może uwierzyć, że istnieje, Choć niewidzialne jak mgła, Aż kiedyś, gdy słońce zajdzie, Odkryje blask uczuć w ciemności.
***
EMS: Na zakończenie inny temat baratarystyczny. Tym razem na zdjęciu widać prawdziwy wiatrak, a nie coś wyprodukowanego przez sztuczną inteligencję, tym niemniej obrazek i podpis zostały mi podsunięte przez jakiś system Microsofta, który co rano wybiera dla mnie nowe zdjęcie i codziennie pyta, czy podoba mi się to, co widzę. Ja grzecznie odpowiadam “Tak” (lub “Nie”), żeby system nie podrzucał mi jakiegoś badziewia, którego nie lubię, no i bang – bingo! Dostaję tylko to, co lubię, czym, jak sądzę, przyczyniam się do wzmocnienia wszechwładzy systemów.
Sama wkładam głowę w pętlę.
Halnaker, Anglia.

Ten wiatrak stojący na wzgórzu Halnaker o wysokości 128 m n.p.m., jest dobrze widoczny z dużej odległości. Został wybudowany w 1740 r. i stanowi zabytek klasy 2. W ostatnich latach przeszedł gruntowną renowację, ale jest ogrodzony i nie można go zwiedzać. Atrakcją samą w sobie jest malownicza droga do wiatraka, z której roztaczają się wspaniałe widoki na pobliskie wybrzeże.
Wiatrak jest ogrodzony, nie da się go zaatakować.
Konrad
Wyobraźcie sobie, że powstanie kiedyś zaawansowana sztuczna inteligencja. Będzie ona zdolna do malowania obrazów równie ciekawych i ładnych, co obrazy malowane przez ludzi. Wystarczy będzie powiedzieć jej, co by się chciało zobaczyć, a ona to namaluje. Niedźwiedź zmywający naczynia? Krzesło przypominające awokado? Czego tylko dusza zapragnie – a właśnie, można będzie nawet poprosić o namalowanie wizji duszy.
Czy nie byłby to niezwykły wynalazek? Czy nie znalazłby się zaraz na pierwszych stronach gazet?
Ale taki wynalazek już mamy.
Powyższy obraz został wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Człowiek poprosił o namalowanie kosmicznej opery i otrzymał dzieło, które wysłał później na konkurs artystyczny. Dzieło wygrało konkurs.
Prawdopodobnie przełomowy moment w historii ludzkości.
Czy usłyszeliście o nim w telewizji? W gazetach? Ja nie.
Wyobraźmy sobie sztuczną inteligencję, która potrafi napisać opowiadanie; potrafi napisać artykuł porównujący produkty, ludzi, czy idee; potrafi napisać tekst na zaliczenie przedmiotu na studiach. Czy nie byłaby to rewolucja godna zauważenia?
Ale już jest. I studenci już zdają egzaminy dzięki tekstom napisanym przez sztuczną inteligencję:
Czy słyszeliście o tym w mediach?
Pojawiły się algorytmy, z pomocą których można napisać grę komputerową bez znajomości programowania. Wystarczy opowiedzieć ludzkim językiem na czym ta gra ma polegać, co ma w niej być, a sztuczna inteligencja zamieni nasze słowa na kod.
Są już też z nami algorytmy, które potrafią generować filmy. Na razie krótkie, i nie zawsze realistyczne, ale postępy są bardzo szybkie.
I są algorytmy, które potrafią generować muzykę. Na razie często brzmi ona chaotycznie, ale już teraz pojawiają się fragmenty, melodie, solówki godne skopiowania, i umieszczenia w normalnych utworach. A postępy są szybkie.
(Tutaj sztuczna inteligencja dostaje fragment piosenki, i próbuje ją po swojemu dokończyć)
Dlaczego przeciętna osoba o tym nie wie?
Męczono nas newsami o bitcoinie, czy o NFT. Mówiono nam, że to przyszłość. W obu przypadkach nadzieje okazały się większe od wyników.
Tym razem mamy do czynienia z odwrotną sytuacją.
Dwa lata temu generowanie obrazów na podstawie zdania było niemożliwe. Dziś może to zrobić każdy, za darmo, a na efekt końcowy czeka się… kilka sekund.
Gdzie będziemy za kolejne dwa lata?
Jak będzie wyglądał świat, w którym każdy jest genialnym malarzem, muzykiem, i pisarzem?
I dlaczego bez przerwy o tym nie myślimy?
Ewa Maria Slaska
Wszystko co wiem o sztucznej inteligencji (SI) i co tu piszę, wiem od Konrada, ale wszystkie błędy i przeinaczenia w tym wpisie są tylko i wyłącznie moje. To nie jest tekst informacyjny, to takie sobie dywagacje.

Najpierw, kilka tygodni temu, gdy Hiszpania była głównym gościem tegorocznych Targów Książki we Frankfurcie, Christine Ziegler przysłała mi artykuł z berlińskiej gazety codziennej Tagesspiegel. Traktował o współczesnej literaturze Hiszpanii, a zilustrowany był miedziorytem, przedstawiającym Don Kichota i Sancho Pansę dyskutujących o sensie walki z wiatrakami. Nie mieli oni z tematem i tekstem artykułu nic wspólnego. Tekst był od Sasa, a ilustracja od Lasa. Nie została podpisana, nie wiadomo kto jest jej autorem, a zaczerpnięta została ze zbioru fotografii i reprodukcji. Wyglądało to tak, jakby tę stronę w gazecie ułożyła wyszukiwarka. System wybrał z tekstu dwa najważniejsze wyrazy – literatura i Hiszpania – i dokonał wyboru. Wybór był zaś oczywisty. Literatura i Hiszpania dają Don Kichota z Sancho Pansą.
Przypomniało mi to dawny żart z PRL o początkach polskiej komputeryzacji. Tak na marginesie przypomnę, choć nie ma to w tej historyjce żadnego znaczenia, że były to czasy, gdy komputery zajmowały wielkie budynki. Biuro polityczne wzywa informatyka i każe mu ułożyć jadłospis dla żołnierza – pożywny i tani. Specjalista stawia komputerowi zadanie, ten liczy i bach bach, otrzymujemy wynik: żołnierz powinien zjadać 200 kilo ziemniaków tygodniowo.
Skłania mnie to do rozmyślań o tym, jak funkcjonuje stopniowe wchodzenie do naszego życia sztucznej inteligencji. Zasadniczo, wbrew pozorom, mamy z nią jeszcze stosunkowo rzadko do czynienia. Systemy, które się teraz pojawiają i zatruwają nam życie, gdy próbujemy zatelefonować do banku lub umówić wizytę u lekarza, nie są w ogóle sztuczną inteligencją, są nieudolną cyfryzacją tego, co wciąż jeszcze człowiek robi znacznie lepiej niż automaty. Automat nic nie umie, oprócz tego, co mu zapisano, niczego się nie uczy i o niczym nie decyduje. Facebook, który jak dotąd wciąż jeszcze nie wpadł na to, że mój syn jest moim synem, lub systemy, które podsuwają mi reklamy łóżek, gdy już dawno kupiłam i łóżko, i materac, też nie operują żadną sztuczną inteligencją, a co co najwyżej lepiej lub gorzej funkcjonującymi algorytmami. Te jednak są już w stanie dokonać wyboru.
No cóż, wybór często taki właśnie. Don Kichot i Sancho Pansa mają zjeść 200 kilo ziemniaków, albo pojawią się jako ilustracja w artykule, w którym nawet aluzyjnie i metaforycznie nikt się do nich nie odwołuje.
Gdy tak rozmyślałam sobie o sensie i bezsensie tej ilustracji i o tym, że podpis gwarantuje prawa licencyjne owego zbioru zdjęć, nie troszczy się natomiast o autora, bo cóż on jest wart, skoro działał w XIX wieku i już dawno umarł, Konrad powiedział mi, że uzyskał dostęp do świetnego portalu DALL-E, na którym sztuczna inteligencja na podstawie podanych haseł w kilka sekund tworzy obrazy.
Hasła dla poniższych obrazów wybrał Konrad, a brzmiały one najpierw “Don Quixote in Berlin”:

Potem zaś: “real-life Don Quixote at Tempelhoferfeld”:








Tu natomiast dodane zostało jeszcze hasło: “impresjonizm”, choć powiedziałabym, że ten obraz po lewej jest raczej ekspresjonistyczny niż impresjonistyczny, tym niemniej efekty są niebywałe.


***
Konrad wybrał też inne hasła, a wykonane przez SI obrazy wstawiłam już do różnych wpisów lub będę je z czasem wstawiała. Poszukajcie od czasu do czasu tagu “sztuczna inteligencja”.
O Irenie Bobowskiej czytelnik znajdzie wiele wpisów na tym blogu – np. TU
W różnych miejscach na blogu umieszczone zostały obrazy, których wykonanie Konrad zlecił Sztucznej Inteligencji DALL-E. Osoba zlecająca podaje temat, DALL-E w ciągu kilku sekund produkuje dzieła. Jednym z pierwszych tematów, o jakie Konrad poprosił, była Irena Bobowska. Podane przez niego hasła brzmiały: “młoda kobieta”, “wózek inwalidzki”, “więzienie”. Oto, co powstało:






Takie obrazy powstały, gdy do zestawu haseł zostało dodane słowo “bohaterka”.



Ale niewątpliwie najbardziej niezwykły jest ten portret:

Przyznaję, że doskonałość tego obrazu wydała mi się straszna, ale zarazem poczułam, powiew optymizmu. Nie uciekniemy od tego. Jest pewne, że czeka nas świat organizowany, a może nawet sterowany, przez Sztuczną Inteligencję. Zdaniem Konrada wystarczy, że jedno państwo odda Sztucznej Inteligencji swoją armię, a po pewnym czasie inne państwa będą MUSIAŁY zrobić to samo. A ja myślę, że to, co najpierw dotyczy wojskowości, z czasem przechodzi do normalnego życia. Kapitalizm może do tego doprowadzić, bo zawsze premiuje wydajność. Kiedyś zatem Sztuczna Inteligencja zacznie sterować komunikacją czy racjonowaniem zaopatrzenia, zdominuje politykę i określi zasady życia społecznego, przejmie wychowanie dzieci, opiekę zdrowotną, handel czy cokolwiek innego. To przeraża. Bo przeraża wizja żołnierzy, których nie da się przebłagać, bomb, przed którymi nie da się uciec, społeczeństw, w których dyktator będzie mógł śledzić nasze najdelikatniejsze odruchy oporu. Przeraża myśl, że tak będzie i że to wszystko będzie okrutne i coraz okrutniejsze. Ale może tak jak dotychczas w naszym życiu, będzie coś co nas pocieszy i pomoże żyć – miłość, empatia i sztuka, nawet jeśli i one będą pochodziły od władającej nami Sztucznej Inteligencji.
Może…



Konrad
Dziwny jest czas. Pamiętam dni, gdy życie w mieszkaniu na Lynchet Hill było tak intensywne, że jego koniec wydawał się nieskończenie odległy w czasie – tak jak nieskończony wydawał się potencjał tego, co może się w tym czasie zdarzyć. Ale teraz cały ten okres się kończy. Nieskończoność okazuje się mieć koniec.
Wydaje mi się, że w przeszłość zawsze jest bliżej, niż w przyszłość. Nie potrafię sobie wyobrazić siebie za miesiąc. Po prostu nie potrafię. Jest to człowiek, którego nie ma. Nie wiadomo, kim się stanę w kontakcie z Francją. Ale ten francuski ja, który żyje miesiąc w przyszłości, widzi mnie z dzisiaj jako swojego niedalekiego kuzyna, może nawet brata. Bliżej mu do mnie, niż mi do niego.
On jest dla mnie nieskończonym potencjałem. Ja dla niego – zrozumiałą ciągłością. On jest nieskończenie daleko. Ja dla niego – miesiąc temu.
Widzę siebie w przyszłości. Widzę siebie we Francji, widzę się w Singapurze, wiem, że kiedyś tam będę, i gdy to już nastąpi, przeszłość zostanie skompresowana. Bo już będzie poznana, już będzie konkretna, skończona. Można ją będzie objąć ramami.
Nieskończoność okazuje się mieć koniec.