Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (4)

Teresa Rudolf

Sny Filomeny

Filomena spojrzała z okna na szarą ulicę Karmelicką, jadące tramwaje, ludzi spieszących dokądś… 

Ruch na ulicy niebywały, tramwaje  i auta sprawiają codzienny hałas, ale ten nigdy jej nie przeszkadzał, natomiast cisza podczas Pandemii i “Lokdownów” już tak…

Kobieta bowiem przyzwyczaiła się do tych jakże swojskich dźwięków życia z czasów jeszcze “sprzed Corony”. Też i  gruchanie gołębi dziobiących ziarna od strony podwórza miało w sobie coś absolutnie swojego. 

Kiedy zaczęła przygotowywać codzienną kawę, otworzyła też radio; usłyszała jakąś piosenkę Ewy Demarczyk, później też Alicji Majewskiej, Jonasza Kofty… 

– Fajny program – pomyślała. Wszystkich ceniła i lubiła, słuchała ich z uwagą, czując jednak, że jakiś chaos emocjonalny zaczął jej doskwierać; była wzruszona, zaskoczona, zamyślona, zirytowana, zachwycona, piekielnie smutna…
Muzyka ta mieszała się z wiadomościami o wojnie na Ukrainie. 

– Czyż ona się nigdy nie skończy – pomyślała – nie chcę już nawet o tym myśleć.

Dziś nie dawały jej spokoju też te przedziwne sny, które jej często towarzyszyły, bo na przykład, co znaczyła postać kobiety, której w rzeczywistości nigdy nie widziała, nie znała?  

Czemu nie wysiadała z tego pociągu, tylko obserwowała ludzi? 

A co robiła w tym śnie ta papuga Gigi?

Ach, taką podobną papugę miał kiedyś jeden z jej eks-partnerów, zawsze śmiała się, że te kolory upierzenia, niebiesko-żółte-pomarańczowe, gdyby ją ktoś tak namalował, uznałałaby za kompletny kicz… A tu proszę, naturze wszystko wypada. 

Ale czego ta Gigi chce, co znaczy  w tym śnie?  W ogóle dokąd jedzie ten pociąg, a co będzie, gdy nagle sny się skończą, i nigdy nie dowie się, jaki był ich sens? 

Z drugiej strony, ile snów dziwnych się ludziom śni, nie mają one przecież żadnego ciągu i to jest właściwie całkiem normalne?

Kiedy tak to wszystko analizowała, przystanęła myślami na dłużej przy właścicielu tamtej papugi, której imienia już nie pamiętała. 

Ale on miał na imię Janusz, był bardzo w niej zakochany, a ona bawiła się jego kosztem, nie odwzajemniając uczuć. Miała dla niego mało czasu, tłumaczyła, że jako osoba mieszkająca we Wrocławiu, dużym mieście, musi się ciągle rozwijać, brać udział w różnych studiach podyplomowych, by zrobić kiedyś karierę w bankowości, a na razie jeszcze jest niewiele znaczącą pracownicą znanego banku, do spraw udzielania  kredytów.

– No i  jaką niesamowitą karierę zrobiłam – pomyślała samoironicznie – a ten Janusz… ciekawe co robi, czy jest szczęśliwy, ze mną na pewno nie byłby, tak wredna byłam, ale dla tego idioty Franza zrezygnowałam z wszystkiego, och, mój Boże, gdyby tylko czas się dało wrócić, ale się niestety nie da – z ogromnym smutkiem stwierdziła.

Z tych ponurych rozmyślań wybił ją nagle telefon od sąsiadki, pani Klary, która poprosiła o zakupienie whiskasa dla jej kotki Salci. 

Scenka 4:  Skąd ten “Chaos

Stacja ta, dość zaniedbana, rzucała się z daleka w oczy swą niezwykłą szarzyzną, ubogim, niechlujnym wyglądem.

Kobieta, wyglądająca na dobrze już zadomowioną, z dezaprobatą patrzyła na perony przez okno swego przedziału, poczuła się nagle bardzo niespokojna.

Zakładała naprzemiennie nogę na nogę, ściągała i na powrót wkładała obuwie, nie mogła sobie znaleźć miejsca. Do tej pory była sama w przedziale, ale też i w całym pociągu było mnóstwo wolnych miejsc. Widziała, jak z pociągu głośno i jakby w ostatniej sekundzie wysiadło parę osób, nie do końca ubranych, rozczochranych, dopakowujących walizki na peronie.

Tam na ławkach leżeli różnie ubrani mężczyźni, siedziały lub leżały też skromnie lub elegancko wyglądające kobiety. 

Czyżby czekali na następne połączenia w podróży?

Mylnie byłoby jednak sądzić, że chodziło tu tylko o jakichś ludzi z marginesu społecznego, mało kto robił takie wrażenie. Raczej wyglądali na totalnie wyczerpanych uciekinierów z codzienności, bez adekwatnego planu B, co dalej ze sobą zrobić…

Dokąd każdy z nich podążał?  Niektórzy mieli małe tobołki, plecaki, inni walizki na kółkach.

Nie rozmawiali ze sobą, każdy coś zapisywał, telefonował. Czuło się stres, napięcie, niepokój, ogólne zdenerwowanie, rozdrażnienie…

Nagle dał się słyszeć komunikat, że mała, około 5-letnia dziewczynka o rzadkim  imieniu Filomena, ubrana w pepitkowy płaszczyk, czeka na swoją matkę u kierownika pociągu.

Po chwili z kolei następny komunikat, że poszukiwana jest również kobieta z papugą, prawdopodobnie przybyła tym pociągiem i proszona jest o pilne skontaktowanie się z dyrekcją stacji.

Papuga Gigi
nie mówi nic,
nie śpiewa dziś, 
skubie swe pióra,
kolorowe, przepiękne,

aż żal na to patrzeć,
co jest dziś z nią,
czemu robi to, 
czemu tak…

2 thoughts on “Podróż dookoła ziemi w kilku scenkach (4)

  1. CTR – mam wrażenie, że dobrze znam małą Filomenę w pepitkowym płaszczyku .. 🙂

Leave a reply to Agnieszka Cancel reply