Transsyb (7)

Zbigniew Milewicz

Malarz Sława zbiera na bilet

Jak na kurort przystało, są w Listwjance hotele i pensjonaty dla turystów, droższe restauracje i tańsze bary, butiki z pamiątkami, drogowskazy do wyciągów narciarskich, bo okolica jest górzysta, oraz przystanie statków pasażerskich i łódek. Przy centralnej kei – plansze z mapami jeziora i jego opisem, po rosyjsku i angielsku, żeby każdy wiedział, gdzie się znajduje. Jesteśmy więc nad największym zbiornikiem słodkiej wody na świecie, o długości 636 kilometrów i szerokości od 27 do 80 kilometrów. Bajkał zajmuje powierzchnię 31500 km2, co odpowiada mniej więcej wielkości Belgii. Ma rekordową głębokość 1637 metrów i jeżeli wierzyć Maszy, wodę najczystszą na świecie. Masza chodzi w marynarskim podkoszulku (plus piercing w nosie i stylowe tatuaże) po nabrzeżu i namawia turystów na rejs łódką ze szklanym dnem, przez które widać całe podwodne bogactwo. To jest jej wakacyjna fucha, bo na co dzień studiuje prawo w Irkucku.

– Nie wiadomo – mówi – ile pod nami będzie metrów. Popatrzysz i pomyślisz, że pięć, a będzie piętnaście. Woda jest tak czysta, że widać wszystkie podwodne stworzenia i rośliny, aż do ponad 40 metrów. Do akumulatorów samochodowych ją czerpią, destylować nie trzeba, ale oczywiście z głębiny. Jesteście nad jedynym, otwartym akwenem wody pitnej na świecie, pompuje się ją z głębokości 400 metrów, przepuszcza tylko przez mechaniczny filtr i przeznacza do spożycia. Jest u nas w sprzedaży, w ładnych butelkach, kupisz, będziesz miał na pamiątkę.

Wygadana adwokatka będzie z Maszy. Kiedy Sierioża zaczyna śpiewać, dziewczyna milknie. Dwaj kolesie, raczący się wódeczką w pobliskiej szaszłykarni, na czas koncertu odchodzą od stolika. Wokół gitarzysty tworzy się krąg, głównie młodych ludzi. Słyszałem już te pieśni u niego w domu, słowa napisał sam, melodie zaaranżował częściowo z innych utworów. Powtarza się wątek dobra i zła, miłości i pogardy oraz Zbawiciela, wyciągającego dłoń do każdego, kto potrzebuje jego pomocy. Żarliwie śpiewa, czuje się, że z serca, nie dla picu. Ma coś z Marka Grechuty – podobna twarz, postura, ruchy, tylko inny głos. Kończy koncert, Masza i ktoś tam jeszcze proszą o adres Domu Życia, przyjdą porozmawiać. Sierioża będzie zaraz wracał do Irkucka, my z Edmundem dopiero nazajutrz, chcemy nacieszyć się Bajkałem.

Na bazarze kupujemy wędzonego omuła, rybę, która żyje tylko w tym jeziorze. Sporo lat obowiązywał zakaz jej odłowu, ale teraz znowu można się nią delektować. Mięso ma delikatne, smaczne, idealne do zimnego piwa. Na niebie ani jednej chmurki, na plaży patelnia, boso nie da się chodzić po kamieniach. Widać kąpiących się, mimo temperatury wody, która nie przekracza 15° C. Korci mnie, żeby też się zanurzyć w słynnych wodach. Uczucie jest wspaniale orzeźwiające, ale nie wytrzymuję dłużej niż jakieś trzy minuty. Pocztówkowy zachód słońca nad Bajkałem, włączamy się w tłumek fotografujących na brzegu; spać będziemy w taniej turbazie przy bazarze, pamiętającej zapewne jeszcze czasy ostatniego cara. Amatorom mocnych wrażeń polecam zwłaszcza tamtejszą latrynę. Sprawia wrażenie, jakby ostatni raz myto ją za czasów Chruszczowa.

Wschód słońca nad Bajkałem przesypiam. W barze przy deptaku leczy się piwem dziewczyna, którą wczoraj wieczorem ledwo odratowano. Pijaniuteńka w drobny mak postanowiła ochłodzić się w jeziorze i gdyby nie kelner z baru, byłoby po niej. Topielców Bajkał podobno nie oddaje, prądy znoszą ciała w inne miejsca, a kamieniste dno pełne jest różnych tak przewężonych szczelin, że nic z nich już nie wypłynie.

Spotkanie w Domu Życia ma rozpocząć o godzinie 18. Przed szkołą zbierają się już wierni, wszyscy odświętnie ubrani. Jest pastor Dima z żoną i wszystkimi córeczkami, Żenia, który wiózł nas z dworca. Sierioża, odpowiedzialny za oprawę muzyczną nabożeństwa, kończy ustawiać aparaturę nagłaśniającą w auli. Pytam Żenię, jak nas rozpoznał wtedy na dworcu. Powiedzieli mu, że jeden będzie w okularach, znaczy Edmund, a drugi podobny do Lenina, więc nie miał problemów – uśmiecha się. Dima przedstawia nas innym braciom i siostrom, wiedzą już, że przyjechaliśmy aż z Europy. To dla nich – mówią – wielki zaszczyt. Próbuję odgadnąć ich wiek, wykształcenie, zawód, ale twarze mówią przede wszystkim, że przeszli przez piekło.

– Mógłbyś dać świadectwo? – pyta Dima
– Jakie?
– Jakiekolwiek.

Nie kryję konsternacji. Wykręcam się słabą znajomością rosyjskiego i faktycznie nie wiem, o czym miałbym im powiedzieć. W szkolnej auli rozstawione są krzesła, można usiąść. Na środku sceny rozpięto płócienny wizerunek Zbawiciela, dźwigającego z ziemi bezwładnego człowieka, jedyny symbol religijny tego kościoła. Obok keyboard, na którym będzie grała kobieta w strojnej sukni, w głębi sceny perkusja. Na scenę wchodzi Sierioża z gitarą, rozpoczyna się nabożeństwo. Dima stoi z mikrofonem na dole, przed krzesłami, wita zgromadzonych i dziękuje Bogu, że pozwolił im wszystkim tutaj przyjść. Mówi krótkimi, prostymi zdaniami, o wolności od narkomanii i pijaństwa, o miłości Chrystusa, który ich wybawił od tych grzechów. Sala powtarza jego słowa, woła amin, alleluja. Sierioża intonuje jakąś pieśń, ludzie wznoszą ręce do góry, wtórują mu, kołysząc się w rytm melodii. Kolejna modlitwa pastora, następna pieśń, temperatura nabożeństwa rośnie, wierni zaczynają popadać w modlitewną ekstazę. Pastor Dima łagodną intonacją głosu wycisza te nastroje, pora na dawanie świadectw.

Podchodzą do mikrofonu kobiety i mężczyźni, opowiadają o swoich uzależnieniach, o dnie, na którym się znaleźli, skąd podniosła ich dopiero ta wspólnota. Wywołuje ich kolejno brat o posturze zapaśnika, w ciemnym garniturze, o pokancerowanej twarzy. Mam nadzieje, że przy takiej ilości chętnych „świadków“ zapomną o mnie, ale niestety. Zakapiór szarmancko kłania się w moją stronę i lepiej będzie z nim nie zaczynać. Nie wiem dokładnie, o czym mówię ludziom na sali. Coś o zrządzeniu Opatrzności, która mnie tutaj przywiodła z drugiego końca świata, o tym, jacy oni są dzielni, że udało im się zło w dobro zamienić, że życzę im, aby tak wytrwali.

Dima pyta mnie, czy jestem wierzący. Potakuję, katolik. A czy takie kościoły jak ich działają w Polsce albo w Niemczech? Zgodnie z prawdą oświadczam, że nie wiem, choć są – mówię – różne kościelne stowarzyszenia i grupy wychodzenia z uzależnień. Z takim zgromadzeniem jak ich spotykam się jednak po raz pierwszy. Prosi mnie, abym na zakończenie odmówił modlitwę. Obiecuję, że zrobię to w duchu, więc na głos modli się on. Za Polskę, Niemcy, Rosję i czas, kiedy wszyscy będą stanowić jedno, gdy cały świat zjednoczy się w miłości do Chrystusa. Jestem wolny, słyszę jakieś brawa, Edmund gratuluje mi krasomówstwa i szepce, że rzeczywiście mam w sobie coś z Lenina. Dostanie ode mnie później za to kopa.

Pastor jest charyzmatycznym kaznodzieją, manipuluje słowem, tonem i nastrojami sali, jak dobry dyrygent orkiestrą. Ludzie na przemian płaczą, wybuchają radością, popadają w zadumę. Pieśń na zakończenie, wszyscy jeszcze raz podają sobie dłonie, mają szczęśliwe twarze.

Po nabożeństwie kto chce, wrzuca coś do skarbonki. Noclegi w Irkucku mamy z Edmundem za darmo, ale możemy dowolną kwotą wesprzeć ich kościół.

– Z wolnych datków trudno się chyba utrzymać – mówię do pastora.
– To nie nasze zmartwienie – odpowiada dyplomatycznie.

Dodaje, że oczywiście, wszystko kosztuje, ale Pan Bóg o nich nie zapomina. Bywa, że miasto wspaniałomyślnie daruje im jakieś opłaty, to znów ktoś anonimowo prześle pieniądze na konto. Modlą się żarliwie o wsparcie i te prośby zostają wysłuchane.

Nie należą podobno do rzadkości „przepierki“ mafijnych pieniędzy w kościołach Rosji, jednak w Domu Życia takie praktyki nie mają miejsca. Dlaczego? Na to pytanie nikt mi nie potrafi odpowiedzieć, ale zwyczajnie nie ma i już. Mija trzeci dzień naszego pobytu w Irkucku. Z pomocą Dimy, bez stania w kolejkach, ale też nie za darmo, udaje się załatwić registrację, z rozpędu aż… do końca naszego pobytu w Rosji. Nazajutrz, w dzień przed odjazdem z Irkucka, odwiedzamy Dom Miłosierdzia na zapyziałym przedmieściu na lewym brzegu Angary, uznawanym za „gorszą“ część miasta. Po drodze wychodzi nam na spotkanie Aleksiej, który jest gospodarzem domu i uczęszcza do tej samej Szkoły Biblijnej co Sierioża. Nauka w szkole trwa od kilku miesięcy do dwóch lat i poza zgłębianiem mądrości Pisma doskonali w byciu leaderem, prowadzeniu domu miłosierdzia i rehabilitacji. Po jej ukończeniu można zostać pastorem. Wspólnie z Aleksiejem idziemy do sklepu, kupić herbatę i ciastka, bo z pustymi rękami w Rosji nie chodzi się w gości.

Podwórko domu otacza walący się płot, ze stareńkich, drewnianych ścian obłazi niebieska farba. W środku też nie ma luksusów, ale jest czysto i emanuje dobrą energią. Główna izba z ruskim piecem, w przedsionku zdejmujemy buty. Na poczesnym miejscu wisi ten sam płócienny portret Zbawiciela, który towarzyszył nam w technikum. Dawno tu Sierioży z jego gitarą nie było, witają go wylewnie, a Edmunda i mnie z ciekawością.

Podopiecznych jest kilkunastu, głównie w średnim wieku i starszych. Z wyjątkiem Sławy żaden z nich nie ma własnego domu. Tanię przygarnięto parę lat temu zimą, spod szpitala, do którego trafiła z odmrożeniami kończyn. To, czego nie można było uratować, lekarze amputowali, potrzymano ją trochę na oddziale, żeby doszła do siebie, a później z powrotem na mróz wywieźli. Iść się już nie dało, a szpital był przepełniony.

Sława jechał pociągiem z Barnaułu do swojej matki, która mieszkała w Primorju. W drodze dostał wylewu, sparaliżowało mu jedną stronę ciała. W Irkucku pogotowie zabrało go do szpitala. Nie miał pieniędzy na dalszą drogę, więc kiedy stamtąd wykuśtykał, podobnie, jak Tania znalazł się bez dachu nad głową. Ktoś się nad nim zlitował, zadzwonił do Domu Miłosierdzia. Inteligentny, żywotny, jest artystą – malarzem, na znalezionych w domu kawałkach tektury i desek maluje morskie pejzaże, łodzie, statki. To jego ulubiony temat. Chętnie pokazuje nam swoje prace. Są trochę naiwne, w stylu krynickiego Nikifora, ale klimatyczne, chętnie kupiłbym coś, tylko jak to dalej wieźć, żeby nie uszkodzić. Sława jest dobrej myśli, wierzy, że uda mu się sprzedać obrazy i uzbiera wreszcie na bilet do Primorja.

Znowu mam publicznie odprawić modlitwę, to chyba tutaj zaszczyt. Dziękuję wiec Bogu za spotkanie z nimi, a Aleksiej nam za nasze podarunki. Zanim jednak siądziemy do herbaty, przyprowadzają roztrzęsionego, młodego człowieka o wycieńczonej, kredowobiałej twarzy. Klęka, bracia nakładają na niego ręce, błagają Wszechmogącego o uzdrowienie przybysza. Jakaś niesamowita siła z nich płynie, scena tchnie egzorcyzmem i chyba nim jest. Siadamy do herbaty, Sława, jako jedyny z pensjonariuszy domu czyni znak krzyża. Mam wrażenie, że jest to obcy gest w tym zgromadzeniu, bo poza tym nigdzie go nie uświadczyłem.

Ciastka znikają błyskawicznie, pytam Tanię, jak organizują sobie życie w Domu Miłosierdzia. Kto sprząta, naprawia sprzęty, albo przeciekający dach? Mówi, że porządkami zajmują się sami, drobnymi naprawami też, każdy coś tam potrafi, a do grubszych prac dostają pomoc z zewnątrz. Na odchodnym, już bez zachęcania, modlę się o pomyślność i zdrowie mieszkańców Domu Miłosierdzia, a oni za naszą bezpieczną podróż na Dalnyj Wostok i szczęśliwy powrót do domu.

Ciąg dalszy w następny wtorek

7 thoughts on “Transsyb (7)

  1. Hej Zbychoo, czyta się te odcinki tutaj jak wspaniałą powieść, powstałaby bardzo dobra książka, nie mogę Ci polecič jednak z żadnych wydawnictw, które nie chciałoby Ciebie finansowo wyciśnąć jak cytryny, a ja miałabym wyrzuty sumienia. A może ktoś zna jakieś konkretne, godne zaufania wydawnictwo?
    Pozdrawiam

    1. Ach Tereso, jak byśmy znali takie wydawnictwa, to byśmy już nie tylko opublikowali parę książek z bloga, ale byłoby wręcz tak, że te wydawnictwa stałyby w kolejce, żeby coś od nas dostać

  2. Tak, dokładnie, dlatego “ręce precz od….”
    Pozdrawiam Cię Ewo…😍

  3. Dobry Admin ma zawsze dobre hamulce Tereso, albo jak wolisz, garnuszek zimnej wody dla ochłody hehe, ale Ci bardzo dziękuję za bilet do Związku Literatów Polskich. To miłe z Twojej strony, ale tam się jedzie dłużej niż transsybem, więc nie wiem czy skorzystam. Jestem obecnie w trakcie rozmów z wydawcami, w sprawie pewnego starszego cyklu wspomnień rodzinnych, który Ewunia była uprzejma przed laty opublikować w blogu i co ? Oczywiście wszyscy wydadzą, ale wyłącznie na mój własny koszt i tylko jest pytanie – kto, za ile. W ogólnie opluwanej komunie dobrze piszący autor, albo autor z dobrymi koneksjami, a przede wszystkim sprawdzony towarzysz partyjny mógł drukować za friko. Dziś mamy w Polsce kapitalizm i trzeba mieć kasę, żeby wydać książkę. Na szczęście czytelnictwo książek spada na łeb, na szyję, więc nie ma czego żałować. Pozdrawiam serdecznie – autor.

  4. Święto Demokracji to próba przywołania chlubnej przeszłości, wskrzeszenia mitu solidarności, dialogu i porozumienia ponad partyjnymi podziałami (….) Jak byśmy znali takie wydawnictwa, to byśmy już nie tylko opublikowali parę książek z bloga, ale byłoby wręcz tak, że te wydawnictwa stałyby w kolejce, żeby coś od nas dostać…….li, tylko 10 linijek!? Zwracałam się do Word Pressale ale……….Tibor wie jak to zrobić:-))))
    Oświecenie; Wprowadzanie zabezpieczeń ograniczających wyciek danych osobowych, oraz możliwości czytania cudzej korespondencji, w tym ,,Pojęcie Psedonimizacji,, zostało oficjalnie wprowadzone do prawa ochrony danych osobowych przez przepisy Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych, swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE. W celu stwierdzenia, czy dana osoba fizyczna jest możliwa do zidentyfikowania należy wziąć pod uwagę wszelkie rozsądnie prawdopodobne sposoby (w tym wyodrębnienie wpisów dotyczących tej samej osoby), w stosunku do których istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, iż zostaną wykorzystane przez administratora lub inną osobę w celu bezpośredniego lub pośredniego zidentyfikowania osoby fizycznej. Aby stwierdzić, czy dany sposób może być z uzasadnionym prawdopodobieństwem wykorzystany do zidentyfikowania danej osoby fizycznej, należy wziąć pod uwagę wszelkie obiektywne czynniki, takie jak koszt i czas potrzebne do jej zidentyfikowania, oraz uwzględnić technologię dostępną w momencie przetwarzania danych, jak i postęp technologiczny.
    Chats im Facebook Messenger sollen ab Ende des Jahresstandardmäßig mit Ende-zu-Ende-Verschlüsselung geschützt werden. Das hat die Facebook-Mutter Meta jetzt versichert und damit den seit Jahren verfolgten Zeitplan noch einmal bestätigt. Auch die Direktnachrichten auf der Bilderplattform Instagram sollen der Art abgesichert werden. Seit Dienstag würden die Nachrichten von Millionen weiteren Nutzer und Nutzerinnen auf die nicht mehr optionale stärkere Verschlüsselung umgestellt, um die Technik zu testen, erklärt Meta. Es handelt sich um ein “unglaublich komplexes und herausforderndes Ingenieurspuzzle”
    Was bedeutet Ende-zu-Ende-Verschlüsselung? Niemand – nicht einmal Facebook, Instagram, Word Press usw. sieht deine Nachrichten. Es werden alle Medien, die du versendest verschlüsselt, außer Videochats. Videoanrufe müssen derzeit ohne Verschlüsselung auskommen.

  5. Święto Demokracji to próba przywołania chlubnej przeszłości, wskrzeszenia mitu solidarności, dialogu i porozumienia ponad partyjnymi podziałami (….) Jak byśmy znali takie wydawnictwa, to byśmy już nie tylko opublikowali parę książek z bloga, ale byłoby wręcz tak, że te wydawnictwa stałyby w kolejce, żeby coś od nas dostać…….li, tylko 10 linijek!? Zwracałam się do Word Pressale ale……….Tibor wie jak to zrobić:-))))
    Oświecenie; Wprowadzanie zabezpieczeń ograniczających wyciek danych osobowych, oraz możliwości czytania cudzej korespondencji, w tym ,,Pojęcie Psedonimizacji,, zostało oficjalnie wprowadzone do prawa ochrony danych osobowych przez przepisy Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych, swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE. W celu stwierdzenia, czy dana osoba fizyczna jest możliwa do zidentyfikowania należy wziąć pod uwagę wszelkie rozsądnie prawdopodobne sposoby (w tym wyodrębnienie wpisów dotyczących tej samej osoby), w stosunku do których istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, iż zostaną wykorzystane przez administratora lub inną osobę w celu bezpośredniego lub pośredniego zidentyfikowania osoby fizycznej. Aby stwierdzić, czy dany sposób może być z uzasadnionym prawdopodobieństwem wykorzystany do zidentyfikowania danej osoby fizycznej, należy wziąć pod uwagę wszelkie obiektywne czynniki, takie jak koszt i czas potrzebne do jej zidentyfikowania, oraz uwzględnić technologię dostępną w momencie przetwarzania danych, jak i postęp technologiczny.
    Chats im Facebook Messenger sollen ab Ende des Jahresstandardmäßig mit Ende-zu-Ende-Verschlüsselung geschützt werden. Das hat die Facebook-Mutter Meta jetzt versichert und damit den seit Jahren verfolgten Zeitplan noch einmal bestätigt. Auch die Direktnachrichten auf der Bilderplattform Instagram sollen der Art abgesichert werden. Seit Dienstag würden die Nachrichten von Millionen weiteren Nutzer und Nutzerinnen auf die nicht mehr optionale stärkere Verschlüsselung umgestellt, um die Technik zu testen, erklärt Meta. Es handelt sich um ein “unglaublich komplexes und herausforderndes Ingenieurspuzzle”
    Was bedeutet Ende-zu-Ende-Verschlüsselung? Niemand – nicht einmal Facebook, Instagram, Word Press usw. sieht deine Nachrichten. Es werden alle Medien, die du versendest verschlüsselt, außer Videochats. Videoanrufe müssen derzeit ohne Verschlüsselung auskommen.

  6. Kochani Komentatorzy, jeśli jakiś komentarz nie ukazuje się OD RAZU, to nie publikujcie go jeszcze raz, i jeszcze raz. Poczekajcie. Zapewne z jakichś nieznanych mi powodów został wpakowany do Czyśćca czyli miejsca, gdzie się czeka na wyzwolenie. Wyzwalamy my, administratorzy, Konrad i ja. I robimy to tak często i tak szybko, jak tylko możemy.

Leave a comment