Don Quijote macht Striptease

Ela Kargol (Fotos) & Ewa Maria Slaska (Text)

Beginnen wir damit: Es ist ein fantastischer Don Quijote, der Mitte Dezember für ein paar Tage aus Potsdam kam. Heute noch kann man ihn um 18 Uhr in Berlin sehen, im Theaterforum Kreuzberg, sonst in Potsdam, wo er auch zum Jahresende aufgeführt wird, am 29., 30. und 31. Dezember.
Gastspiel Neues Globe Theater.

Es ist eine moderne Version von Don Quijote, für das Deutsche Theater Berlin nach Cervantes von Jakob Nolte verfasst. Kurz, bündig, an moderne Zeiten angepasst.

Also, was ist Barataria? Der Schauspieler wußte es nicht, woher sofort klar wurde, dass man im Stück von der Insel erzählen wird (dies lässt sich nicht vermeiden), der treue Knappe bekommt sie aber nicht.

Im Theaterflugblatt schrieb man von Don Quijote: Er unterliegt einem letzten Kampf gegen sein eigenes Spiegelbield und sich selbst in Unsinnigkeit seiner Handlungen eingestehen muss.

Es kling düster, tragisch, traurig. Man denkt, na ja, klar, armer Don Quijote, er war doch der Ritter von Traurigen Gestallt, erzwungenermasse wird also ein Stück, das von ihm handelt, unendlich düster. Und dann kommt man ins Theater, entsprechend in trauriger Gedanken versunken und trifft an fulminante Komödie, mit zwei fantastischer Schauspieler und einem unglaublichen Gitarristen un Komponisten, Rüdiger Krause, der mit eigenen und eigens dafür komponierten Werke bravourös das Geschehen auf der Bühne begleitet und ergänzt. Anachronistisch, ironisch, zielsicher und vortrefflich treffend treffen wir auf der Bühne zwei, die uns und unsere Zeiten durchs Kakao ziehen: Laurenz Wiegand als Don Quijote und Andreas Erfurth als Sancho Panza.

Gitarrist, Sancho Panza und Don Quijote. Nicht der Ritter, sondern der Knappe, so wird im Stück gemunkelt, wäre der geheime Hauptheld diese Geschichte. Der wahre Held. Hinter Don Quijote sieht man seine Ritterschuhe, ausgefertigt aus karierten Hauslatschen und getragen auf zwei verschieden farbenen Socken.

Passend zu Don Quijotes karierten Hausschuhen fungiert ebenfalls karierter Geschirrtuch in den Händen von Sancho Pansa. Man hätte nie vermutet, was so ein Geschirrtuch, weiß-rot kariert und gar etwas schmutzig, was solch ein Tuch also alles machen kann. Er ist Wappe und Waffe, Hut und Matratze (Luftmatratze!), Schild und Wand, manchmal Waschlappen und manchmal Handtuch.

So behaupten sich die beiden, eigentlich ohne Requisiten und ohne Szenenbild. Es kommen keine Prinzessinnen und keine Zauberer, keine Schafe und keine Dulcinea, und trotzdem sehen wir all das gespielt und erzählt von den beiden Protagonisten und musikalisch untermalt und betont von der Gitarre. Nur kampfen tun sie ganz sichtbar.
Die Liebe müssen wir uns vorstellen und die Freiheit. Den Ritt auf der mageren Stutte und die Windmühlen. Es gibt nicht, nur das Wort, Bewegung und Musik.

Und mittendurch – ein Striptease. Das sehr wohl bis zur nackten Gipfel zu bewundern ist.

Liebe Leser:innen, fährt nach Potsdam! Undbedingt!

4 thoughts on “Don Quijote macht Striptease

  1. A podczas gdy na świecie Don Kichot już od dawna jest symbolem wolności i sprawiedliwości, tak jak ją sobie wymarzył Marzyciel, w Polsce nadal jego przydomek jest obelgą. Kilka miesięcy temu nader szanowany przeze mnie ksiądz Lemański nazwał Szydło Don Kichotem w spódnicy, dzić równie przeze mnie szanowany Waldemar Kuczyński nazywa Kczora czarnym Don Kichotem.

    Około roku 1963, czyli 58 lat, temu, po krótkim okresie młodzieńczego niedorozwoju węchu, zacząłem czuć smród PRL, a dokładnie smród PZPR i czułem go coraz mocniej, aż stał się tak silny, że nie patrząc na skutki zrobiłem wszystko, by mnie z krynicy tego smrodu wyrzucono. Można powiedzieć, że źródłem mego zadarcia z Polską Ludową był jej zapach, nie jakaś wizja idealnego porządku społecznego. Przez lata mnie i moją rodzinę prześladowała bezpieka, ale to nie było na co dzień. Na co dzień był ten nie do zniesienia zapach, jednak nie wszędzie jednakowo mocny. Po kilku latach od marcowej odsiadki w więzieniu i tułaniu się po miejskich pralniach, czy domu mody pozwolono mi wrócić do namiastki pracy naukowej w Instytucie Budownictwa. W pracowni kierowanej przez cudowną doc. Krystynę Rachtan, szefową pielęgniarek w partyzanckim ugrupowaniu “Ponurego”. Tam zupełnie PZPR-em nie śmierdziało. Więc kiedy po paru sukcesach naukowych zaproponowano mi przejście do bardzo prestiżowego Instytutu Planowania, podziękowałem uzasadniając rezygnację tym, że u nich śmierdzi Partią. Tak dosłownie. Wiedzieli kim jestem więc się nie zdziwili.
    Gdy zbliżał się rok 1989 byłem wniebowzięty, wiedziałem, że znika i zaraz zniknie niecierpiany przeze mnie smród. I znikł. Byłem pewien, że na zawsze. Niestety już w roku 2005 poczułem znowu smród, nie ten sam dokładnie, ale do podobnej rodziny smrodów należący. Smród zamordyzmu, rządów władnego dominacji paranoika władzy, czarnego donkiszota i brata jego sanczo pansy, rządów skupionych wokół nich pachołków, rządów samowoli, złodziejstw i bezprawia. Walczyłem piórem, jak mogłem, ostrzegałem, jak gęś kapitolińska i odetchnąłem, gdy w 2007 wyborcy, ze wstrętem tę hołotę od władzy przegnali. Myślałem, że na zawsze, ale ostrzegałem nadal narażając się na uśmieszki i podejrzenia o fobie, czy jeszcze gorzej. No i przyszła w 2015 podła recydywa i powrócił smród PiS-u, Prezesa i hołoty wokół niego, smród pisowskiego państwa, którego nie można już nazwać Rzeczpospolitą, bo jest już bardziej kloaką pospolitą. I każdego rana, jak tylko otwieram oczy, czuję jej zapach, choćby nie wiem jak zamknąć okna. I boję się, że gdy przyjdzie mi zamykać oczy na zawsze czuł będę zapach pisowskiego reżimu, jakby zapach zemsty PRL-lowskiego truchła, na jednym z jego wrogów; “chciałeś wolności to ja masz”.

  2. Vor ein paar Jahren gab es dieses Stück mit dem Text von Jakob Nolte nach Cervantes auch im Deutschen Theater Berlin. Haben Sie die dortige Inszenierung gesehen? Wie war sie?

  3. Ach, sicher, es war dasselbe Stück, aber vollkomen anders zugeschnitten.
    Hier schrieb ich darüber: https://ewamaria.blog/2019/10/21/barataria-w-teatrze/
    Es ist auf Polnisch, aber der Fazit lässt sich so formulieren: Ein Stück für 2 Schauspieler, die reden, reden, reden. Es ist postmodernistisch und schier langweilig im 1. Akt und (endlich) rührend, persönlich und in Herz treffend im 2., als Don Quijote stirbt.

Comments are closed.