Człowiek

Teresa Rudolf

Człowiek

Wstyd,
bicie serca, zimny pot,
gorączka paląca twarz,
ziemio rozstąp się!

Żal,
ból, piekło na ziemi,
gorączka paląca serce,
rzeka cierpienia rwąca.

Żałoba,
żal, tęsknota, zły sen,
oby się ocknąć, przepaść,
niewiara w rzeczywistość.

Miłość,
wiara, zaufanie, bajka,
gorączka pragnienia,
gniazdo orła na niebie.

Zdrada,
pełzanie węża jadowitego,
śmiertelne miłości ukąszenie,
zabójstwo z premedytacją.

Człowiek?
To wszystko razem,
a i wiele wspaniałości,
zakopanych, jak w sniegu.

Wiosno przyjdź,
czekam na pierwsze
przebi-śniegi:
moje kwiaty

nadziei i wiary w dobro.

“Wiadomości”

Wojna, bieda, głód,
dzieci na ulicach wielkich miast,
lub w łóżkach bogatych mężczyzn.

Wojna religii, bieda Afryki,
głodne dzieci w miastach,
na wsiach całego świata.

Wojna w rodzinach,
bieda piszcząca jak pisklę,
zanim zabije głodem.

Wojna w biały dzień,
lub podstępna nocą
głód człowieka i zwierząt.

“A miał być tu przedpokój
Raju, miało być dobrze,
jeśli się jest grzeczniutkim”.

Wojna własnych uczuć,
myśli, przekonań, głód
spokoju i lekkości życia.

“Wiadomości” odpłynęły,
słońce, śniadanie, muzyka,
spokój każdemu prawie.

Jakby nigdy nic się nie stało
puka codzienność własna…
tak daleka od tej innej…

Płyniemy sobie łódką
naszego dnia, do następnych
“Wiadomosci”:
wojna, głód, bieda…

Tajemnica

Co mówią twoje oczy,
kiedy ściskasz jej rękę,
a co mówi ręka,
kiedy patrzą oczy?

Co mówią twoje słowa
kiedy patrzysz na nią,
a co mówią myśli
w twojej głowie?

Co mówi twoje ciało,
kiedy patrzysz na nią,
a co mówi twa fantazja,
gdy zamykasz oczy?

To wszystko sekretem,
kiedy na nią patrzysz,
kiedy ją ściskasz,
kiedy kłamiesz.

Ale też sekretem,
gdy kochasz bez pamięci,
kiedy brak ci słów,
bo aż tak kochasz…

Wpis został w całości skomponowany przez autorkę

Andrzej Titkow (Z Facebooka)

DZIADEK MIKOŁAJ

Spluwał siarczyście
na warszawskie bruki,
wiejskim obyczajem
z Guberni Woroneskiej.

W Nowej Lubomirce
dźwigał worki
na stacji kolejowej,
i kłody w tartaku,
a w Antoniewie
ziemię szwagra
uprawiał jak własną.
Nigdy nie narzekał,
miał pogodę ducha
samotnych koczowników.

Codziennie chodził na obiad
do biura, w którym niegdyś pracował.
Jaworzyńską do Placu Zbawiciela,
a potem Marszałkowską do Żurawiej.
Szedł szybko, wyprostowany,
z podniesioną głową,
jak człowiek wolny.

Królował przy biesiadnym stole,
z zawadiackim uśmiechem
wznosił wielopiętrowe,
pełne znaczeń toasty,
taki na przykład-
Sława etich warot,
iz kotorych wyszeł wies narod.
Mocny kuksaniec w bok
od siedzącej obok Babci,
śmiechów przyjazny szmer
i kieliszków brzęk.

W swej sprawnej,
biurokratyczno – administracyjnej,
choć nieco śpiewnej polszczyźnie
(tej wschodniej nuty nigdy się nie pozbył)
uwodził urzędniczki, sklepikarki
i białogwardyjskie artystki
z babcinego teatru.

Nie był wojownikiem,
chociaż był niezłomny
i kiedyś, tylko raz,
już po wielu latach,
powiedzał szwagrowi
swoje non possumus.
Siedzimy obok siebie,
lecz nie jesteśmy razem,
ja byłem na dole,
ty byłeś na górze.

I cisza zapadła
przy biesiadnym stole.

Zaduszki 2019. Jesień w ogrodzie.

Ela Kargol

Jesień w moim ogrodzie cała w aksamitkach,
w złocie miłorzębu,
i purpurach wina
nasturcją podszyta
i więdnącą dalią,
ogórecznikiem, który nie rozumie
przesunięcia czasu
i następstw pór roku.
Zwabia pszczoły i trzmiele.
Kwitnieje, młodnieje.

Nad śmiercią słonecznika nikt już nie rozpacza.
Pod nim dynia brzemienna czeka rozwiązania,
W melancholię bluszczu liść klonu się wplątał.
Przy nim chrzan się rozpycha,
pomidor zmaliniał i naprasza się bardzo,
choć muśnięcia ręką.

Róże jak malowane
w okiennicach chatki
nie umieją przekwitnąć
kolcem nie ukłują,
nie zapachną
nie opadną,
a takie są piękne jak z obrazka.

Lawenda wystroiła się w srebrną suknię,
nawłoć posiwiała,
wypiękniała,
kocimiętka koty sprasza,
a jeż pod magnolią szykuje się do snu.

Jesień ciągnie słońce za włosy
i ziemi przybliża,
a ono, choćby chciało, już jej nie ogrzeje.

Wszystko ma swój czas.

Dzień Zmarłych

Teresa Rudolf

Migoczą świeczki,
kolorowo, świątecznie,
zapach wosku topionego.

Cmentarze wystrojone,
napuszone chryzantemy,
jedna piękniejsza od drugiej.

Unosi się pamięć ludzka nagle,
nad codziennym zapomnieniem,
o tych, których już nie ma.

Zbiorowy respekt dla śmierci,
bo ona godzi z góry wszystkich,
uśmiechajac się puka nam w głowę:

“Zmarnowaliście godziny, dni,
lata całe, ale na co, a teraz?
i innym też, a po co, i… teraz?”

Migoczą świeczki,
kolorowo, świątecznie,
zapach wosku topionego…

Na razie jeszcze nie nam…

 

 

 

Poczekalnia

Czekają
lekarza wciąż nie ma,
świergot o dolegliwościach
życia.

Nie przytulałam
mego dziecka, gdy płakało,
uciekałam drżąc cała
z przerażenia.

Nie przyjeżdżałem
do domu starców, tego z matką,
miałem tyle do roboty,
wiadomo.

Ciągle byłem
tylko dla siebie, a tylu już zmarło,
wszędzie za późno niestety,
żyję sam.

Leży
mi dziś na wątrobie,
obdzierałem koty ze skóry,
wiele lat to już.

Na biało weszła
“mam zastępstwo za Boga”,
powiedziała, podobna do anioła,
nazywam się Sumienie.

Muzykę do wpisu wybrała autorka


Przyjdźcie proszę, jak co roku, na grób prof. Brücknera. Spotykamy się dziś na stacji Ullsteinstrasse o godzinie 11 (na peronie!)

Dla tych, którzy nie wiedzą, kto to był Profesor Brückner, jakie zasługi położył dla Berlina, Polaków, historii i nauki, małe przypomnienie TU (po polsku) & HIER (auf Deutsch).

Tryptyk jesienny

Teresa Rudolf

Obcinanie serc

Codzienne,
pracowite obcinanie serc,
za dnia lub w nocy,
ktoś przestał kochać głośno
a zaczął zdradzać cicho….

Obcięte
kawałki serc,
leżące raz na psychiatrii,
a raz w kościele, a po nich
przechodzące, obce buty.

Obcięte
serca, szukające
swych części i chirurgów
do przyszywania, z modłami
zaklinającymi zrastanie.

Obcięte
serca, czekające
na powrót swych
zmarłych, bo odfrunęli
wiedząc przecież, że zaboli.

Obcięte
serca, nie rozumiejące
za co, dlaczego, po co,
ciągle ktoś je przycina,
nożycami bezwzględności.

Taniec ze sobą

Taniec ze sobą,
czasem deptanie sobie
po palcach, czasem po sercu…

Zawrót głowy,
życiem zachłyśnięcie,
miękkość muzyki zachwytu…

Taniec ze sobą ,
na dobre i na złe,
i “że Cię nie opuszczę”…

Zawrót głowy,
ciało węża wiotkie,
pozostań mi zdrowe…

Taniec ze sobą,
pod nogami ziemia,
a nade mną niebo…

Oby kiedyś też tak,
tylko tak, tylko tak…
a nade mną niebo!

Odpływanie, przypływanie…

Dziś czytam z białych chmur,
jak z nowych kart, jak z twej ręki,
jak i też z mej…
takie różne są…

Dziś czytam z morskich fal,
jak z oczu zdziwionych kotka,
z jego łapy…
z jego miny…

Dziś czytam z mego smutku,
co przypływa i odpływa,
jak łódeczka…
taka papierowa…

Dziś czytam wiersze
pisane w głowie mojej…
pelne kolorów,
szmaragdowych…

Czytam i jestem.


Wpis został w całości skomponowany przez autorkę!

Wiersze opiekunki

Temat opiekunek w Niemczech został ostatnio “odkryty” przez media i polityków. Tymczasem Łucja Fice już od lat nie tylko pracuje jako opiekunka w Niemczech i w Wielkiej Brytanii, ale też od lat o tym pisze. Ukazało się już kilka jej książek na ten temat. Fragmenty publikowałam już wielokrotnie tu na blogu. Powieść Za kryształowym lustrem została właśnie przetłumaczona na niemiecki i ukaże się staraniem Goethe Institut. Zainteresowanych wydawców chętnie skontaktuję z autorką 🙂

Łucja Fice

Wiersze z tomiku Boska matryca,  ZLP oddział w Gorzowie 2016

XXX

W tym domu czuję się jak asceta – bezdomny pies
Uwiązany na łańcuchu przy nodze od stołu
Jestem cieniem przez który przechodzi rodzina
Otrzymuje jałmużnę za swoja pracę
Czuje w tym domu obojętność na wszystkie zjawiska
Jestem szalona że ciągle tu jestem
W moim umyśle dużo śmierci ale tez dużo złota

MĘŻCZYZNA NA WÓZKU

Choć za oknem słońce warzy ziemię
W pokoju za zasłoniętymi żaluzjami rozmarzony mrok
W cieniu telewizyjnych wydarzeń siedzi nieruchomo
Zdrętwiały jak moje spuchnięte po podróży stopy
Wokół śpiące powietrze na którym drga oddech staruszka
Oczy jak płynna rtęć pełne napięcia i zagadki
Widzę w nich doskonałość człowieka
Nogi gotowe do skoku Ręce jak skrzydła trzmiela
Czają się do lotu
Wiem że zgubił dziewięćdziesiąt lat co na cztery strony świata
Się rozbiegły
Szuka drogi do raju

NA SAKSACH

Jestem obca
Przecież przechodzimy na zielonym
Do tych samych marketów
W takich samych dżinsach
Oni nie widzą w witrynach przerażenia w oczach
Ich śmiech jest obcym śmiechem
Moje łzy obcego pochodzenia
Na saksach nie skrzypi łóżko
Przytulam do ściany wdzięczność
Za posiadanie pracy
Dotykam wspomnień o swoich

ROSE

Ma sztywne i bielutkie włosy
Głowa jak cukrowa wata
Grzywka jak ukrochmalone firanki
W żyłach krew w proszku
Siedzi na wózku
Cała jest sztywnym szkieletem
Zostały jej tylko kości i własne myśli
W szufladzie paszport do grobu.

UCIECZKA

Nie mogę pozbierać myśli
Rozłażą się ja niesforne dzieciaki
Pomiędzy nimi pustka jak w kosmosie
Zanurzam się w tę pustkę
Tam mi dobrze
Uciekłam od tęsknoty za polskim zachodem
Zwinięta w kłębek czuję się jak kropka
W oddali czają się kocie pazury
Taka wypalona dniem spoglądam na horyzont
Z babcinego sweterka wyskubuje smutek w kulkach
Oddycham i milczę Jednoczę się ze światem

Myśli rozpinam w łuku duszy Wyjrzała chmura
Ma twarz mężczyzny Słońce zachodzi
Rozchylam uda

SNY O EMIGRACJI

Spopielił się czas
Teraz krótkie noce bo zestarzały się wiedźmy
Sny tylko szalone płytkie
Syczą jak węże
Kiedy rano biją dzwony
Sny odchodzą
Nie zapisuję ich bo tylko
Tlą się w zaułku źrenicy

XXX

W tej trwożnej chwili przestał bić zegar
Ktoś rozmontował słońce a syty pies nie szczekał
Wynoszą trumnę Zabiły kościelne dzwony
Na niebie łkający samolot odwozi cierpienie

Wiersze na jesień

Teresa Rudolf

Bogaczka

Mój kot przytulił się do mnie,
mój najdroższy kotek,
mój, taki zawsze ciepły,
mój, taki od lat piecyk.

Moją melodię słyszę
moją, chodzącą za mną
moje sekrety pamiętającą,
moje zawsze znów wzruszenie.

Mój kwiat znów zakwitł,
mój, pachnący po swojemu,
mój,  pełen niezwykłych kolorów,
mój, ciagłej troski wymagający.

Moje myśli kłębiące się w głowie,
moje słowa cisnące się na język
moje milczenie jednak szanując,
moją zagadką zostając.

Moja nadzieja zawsze złoto-zielona,
moja wdzięczność, bo wciąż się mam,
moje życzenia pokoju dla świata,
moje bogactwo, w tym
WSZYSTKIM
MOIM…

Czytelnicy zapewne to dobrze wiedzą, ale to autorka dobrała muzykę i również jej wykonanie do swojego wiersza

A ty skąd się tu wzięłaś?

Teresa Rudolf

Ach ty Nostalgio!

Myśl, świergot ptaków,
uśmiech czyjś, muzyka,
zapach trawy, wieczorem ogniska.

A ty skąd się tu wzięłaś?

Coś tak świątecznego,
nieuchwytnego, cieniutkiego
wzrusza i boli całym sercem.

A ty skąd się tu wziełaś?

Przelatujesz nagle,
czasem jak jaskółka,
a czasem jak dinozaur.

A  ty skąd się tu wzięłaś?

Ciągniesz za rękę,
po dawnych korytarzach,
lub świeżo malowanych pokojach.

A ty skąd się tu wzięłaś?

Ty uwodzicielko, tańczysz
ze mną, przede mną,
za mną i  nagle odlatujesz…

I  gdzie się  teraz podziałaś?

Już  znowu jesień…

Liść złotorudy podfrunął, musnął
po twarzy i odszedł
dalej za wiaterkiem…

Jeż przeszedł obok,
kręcąc zalotnie biodrami,
dziewczyna to pewnie,
świadoma urody…

Zapachniało mchem
lasu ciągle zielonego,
oddech długi, wciąga
zapach przemijania.

Jesień, znów powolutku,
majestatycznie wchodzi
w nieodwołalny rytm życia,
zapowiada niespodzianki.

Jesień, często kapryśna,
piękna i wystrojona w złocie,
lub ta płaczliwa, lamentująca
w szarzyźnie życia i czerni.

Jesień nieobliczalnie
smutna,  śpiewa żałobne
songi po zmarłym lecie,
i nie wie,  gdzie ono…

Natura  światu przypomni:
przyjdzie kiedyś znów lato,
bo wiadomo już z góry
“Król umarł, niech żyje Król”…


Uwaga –  uważni Czytelnicy już wiedzą, że Teresa Rudolf zawsze sama wybiera oprawę muzyczną, filmową bądź fotograficzną swoich wpisów

Konstytucja

Ewa Karbowska

PO ZNAJOMOŚCI BO – I PATETYCZNIE PONIEWAŻ

o ile sprzyjają anioły
to kumplem, kolegą ze szkoły
ale – na ogół – bez tego – nieczęsto spotykasz Ją, Jego

no chyba że bywa sąsiadem
o wywiad poprosisz, poradę
przy odrobinie ogłady… z tym jednak też bez przesady

bez nachodzenia natrętów
szacunek
dla wagi urzędu

bo zwykle w normalnym kraju
rodacy Sędziów nie znają
z takimi to wyjątkami gdy sądów są bywalcami –

w PiS-landii?
tak nie da rady
tu razem na barykady

czyś odzian w waciak czy w togę
Ojczyzna ta sama
więc w drogę –

wszak
– choć troglodyci dziś rządzą –
wartością jest praworządność

22.08.2019

Już jesień

Teresa Rudolf

Wewnętrzny album

Wspomnienia różne
z różnych miejsc,
z różnych rozmów.

Smutek, bo było,
bo dawno, bo
tylko w nim??

Plejada osób,
tych też już tylko,
dawno ze zdjeć.

Albumy bardzo pełne,
miejsc, ludzi, czasu,
różnych pór roku.

Obudził się znów
z oczyma pełnymi łez,
jak opium gorzkich.

Za oknem już jesień,
w powietrzu jesień,
w nim też już jesień.

“Całe moje szczęście,
że we mnie jeszcze
te albumy pamięci,

z tym, co było, jest,
takie moje naprawdę,
czas niczego nie odbierze”.

Ray Charles & Mary Ann Fisher – Sweet Memories
Fragmenty filmu To Catch a Thief, z roku 1955 – romantyczny thriller Alfreda Hitchcocka; w rolach głównych Grace Kelly i Cary Grant

Taka para ciut starsza,
a jak kiedyś…

Trzymają się za rączki,
jak kiedyś, pierwszy raz,
dziś, dla pewnosci, wtedy,
by poczuć serc bicie…

Idą powoli, widząc róże
w ogrodach sasiadów,
długo stoją wdychając
ten subtelny zapach.

Stoją w lesie, słuchając
ptaków, toż to dzięcioł,
a to kukułka, to nie wiem
co za jeden, a ty?

Patrzą na rybki w małej
rzeczce, są takie szybkie,
kolor jak te kamyki,
a tam, taka malutka.

Wracają do domu tacy
znów szcześliwi, znów,
i znów, tak długo, jak
długo będzie kogo,

…trzymać za rękę.


Uwaga –  jak zawsze u Teresy Rudolf, również ten post to wpis autorski; Rudolf sama wybiera oprawę muzyczną, filmową bądź fotograficzną każdego swojego wpisu